chani5
03.06.02, 16:58
W gimnazjum, do ktorego uczeszcza moja corka nauka jezyka angielskiego
prowadzona jest na dwoch poziomach - poziom pierwszy dla tzw. poczatkujacych i
poziom drugi dla tzw. zaawansowanych. Moja corka wybrala grupe zaawansowana
poniewaz od kilku lat uczy sie jezyka angielskiego na zajeciach pozaszkolnych.
Wedlug opinii lektorow, prowadzacych te zajecia, corka ma duze zdolnosci
jezykowe. Moje dziecko bardzo swobodnie posluguje sie tym jezykiem, czyta,
rozmawia, pisze. Ma czasami problemy z gramatyka, ale kto z nas ich nie ma
nawet w odniesieniu do ojczystego jezyka. W ocenie pani nauczycielski moja
corka zasluguje jedynie na ocene dobra, jest to i tak sukces poniewaz do tej
pory miala oceny dostateczne. Corka konczy gimnazjum i jak wszyscy absolwenci
walczy o dodatkowe punkty za swiadectwo. Do tej pory nie robilam problemu z
ocen mojego dziecka z jezyka angielskiego wychodzac ze slusznego chyba
zalozenia, ze dziecko nie uczy sie dla stopnia i to jak ocenia ja nauczycielka
nie zmieni faktu, ze zna jezyk.
Przyjety przez licea tryb rekrutacji zachwial jednak moim glebokim przekonaniem
o slusznosci tego pogladu. Jak bowiem ma sie ocena dobra corki, do oceny bardzo
dobrej lub celujacej kolezanki z grupy dla osob poczatkujacych. Co tak naprawde
ocenia nauczyciel, czy znajomosc jezyka czy moze inne walory uczniow ? Czy
nauczyciel jezyka obcego w szkole ocenia ucznia wedlug stalych, narzuconych z
gory kryteriow czy daje mu sie pelna swobode w decydowaniu "komu - ile?". Czy
dzieci uczestniczace w zajecich grupy zaawansowanej nie powinny na starcie miec
zagwarantowanej wyzszej oceny chocby za fakt, iz poswiecaja na nauke jezyka
duzo wiecej czasu.
Pozdrawiam,
matka gimnazjalistki.