Dodaj do ulubionych

W tym kraju kaszlu sie nie leczy...

09.12.06, 10:17
Tak usłyszałam wczoraj od lekarza.
Poszłam z Wiki (nie dość że ma ospę a tu nie maja izolatek - przynajmniej w
naszej surgery), kaszlącą straaasznie do lekarza. Kaszel od 3 tygodni, coraz
intensywniejszy.
I co sie dowiedziałam?
"W tym kraju kaszlu sie nie leczy" oraz "A czym ona jest posmarowana".
Qrde, tak ciężko sie domyslić, co to jest jak ma ospę???
Dalczego sie nie leczy kaszlu?
Rozumiem zostawia sie dziecko samamu sobie i albo mu przejdzie, albo rzuci
sie na płuca?
Czemu nie stosują syropów wykrztusnych, rozkurczajacych drogi oddechowe,
przynoszace maluchom ulgę? Nie raz takie uratowały nas przed antybiotykiem.
Wrrr, ale sie wczoraj wkurzyłam. Oczywiście nic nie przepisał.
pzdr
Obserwuj wątek
    • natalia.brzeska Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 10:43

      Zrob jej syrop z cebuli i przestan narzekac! A jak Ci sie nie podoba 'w tym
      kraju', to idz do pediatry w Polsce.
      • dorotus76 Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 10:45
        ????
        Trochę to ciężkie w wykonaniu.
        Interesująca odpowiedź na pytanie "dlaczego się nie leczy". Bo bardzo mnie to
        zastanawia.
        pzdr
      • olimpia_b81 Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 13:34
        a ten syrop z cebuli to moge podac 7,5 miesiecznemu dziecku?w sumie cebula jest w skladnikach sloiczkow.pomozcie bo mam ten sam problem.
        • annamaria0 Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 13:58
          Na buteleczce powinno byc napisane, od jakiego wieku mozna podawac - niektore syropy zawieraja
          skladniki nieodpowiednie dla tak malych dzieci.
          • olimpia_b81 Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 14:07
            mi chodzi o syrop domowej roboty- cebula+cukier
            • annamaria0 Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 14:09
              Osobiscie nie podawalam, bo Nicholas, odpukac, raczej nie choruje, ale z takim domowym nie powinno
              byc problemu.
      • vincentina2 uuuuuuuuuu 20.12.06, 07:01
        babko,powiem ci tyle,prostak jestes:(
        przykro mi,ze kto kto potrzebuj pomocy slyszy takie porady,ale niestety....
    • szymama Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 10:45
      Widzisz Dorotko, ja mam swoja teorie na ten temat. Sluzba zdrowia publiczna
      jest nie platna, jesli idziesz z dzieckiem do lekarza , dostajesz lekarstwa dla
      niego za darmo. Na pewno jesli chcialiby leczyc kaszel, katar i takie
      tam "bzdety" podrozyloby to koszty zwiqazane z lecznictwem. Ot, tyle mojej
      teorii. Ja ide do lekarza zawsze poto, zeby mlodego osluchal, czy oskrzela i
      pluca ma czyste. Sama aplikuje mu leki i ustalam dawki z moja pania pediatra z
      Polski. Na szczescie w Londynie jest apteka, ktora ma leki z Polski, wiec sie
      tam zaopatruje.
      Moj Syna teraz konczy chorobe. Byslimy z nim w szpitalu, bo mial z soboty na
      niedziele wysoka temperature, na ktora nie dzialaly leki p/goraczkowe, mial
      wymioty, i okropny kaszel. Dostalismy penicyline. Pytam po co, co mu jest, a
      oni mi na to: profilaktycznie. Nie wiem, ale zauwazylam, ze w stosunku do mnie
      sa bardziej ostrozni chyba z racji mojego zawodu, ale moze sie myle.
      W kazdym razie zycze szybkiego powrotu do zdrowia, trzymajcie sie cieplo.
      • dorotus76 Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 10:49
        Tak Szymamo, ale ja nie chcem nic za darmo :)
        Niech mi powie, co mam kupić w aptece, ja sie nie znam na tutejszych lekach. W
        Londynie nie mieszkam, więc apteki polskiej nie mam. Pediatra w PL nie chce się
        konsultowac przez telefon i wcale mu się nie dziwię. Nie mógł po prostu czegoś
        zasugerować?
        pzdr
        • szymama Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 11:15
          zapytaj pielegniarki. Mowie Ci powaznie. Ja mam w przychodni cudowna
          pielegniarke, ktora na prawde jest swietna w swoim fachu. Zapytaj, a noz okaze
          sie, ze Ty tez masz taka dobra dusze kolo siebie.
          • dorotus76 Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 11:27
            szymama napisała:

            > zapytaj pielegniarki. Mowie Ci powaznie. Ja mam w przychodni cudowna
            > pielegniarke, ktora na prawde jest swietna w swoim fachu. Zapytaj, a noz
            okaze
            > sie, ze Ty tez masz taka dobra dusze kolo siebie.

            Może to faktycznie dobry pomysł. Wieksze zaufanie mam do angielskiej HV niż do
            chińskiego lekarza ;). Tym bardziej, że one tutaj znaja sie na wielu rzeczach,
            nie tylko na dawaniu zastrzyków. W sumie czekam na nią, bo ma przyjść odwiedzic
            Polę w domu, to zapytam sie od razu o Wiki.
            dziekuję
        • mama5plus Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 21:58
          dorotus76 napisała:

          > Tak Szymamo, ale ja nie chcem nic za darmo :)
          > Niech mi powie, co mam kupić w aptece, ja sie nie znam na tutejszych lekach..

          Dorotus, bo widzisz, system tutejszy jest taki, ze w sprawach zwyklych
          przeziebieniowych odsylaja do apteki ( zerknij na plakaty uswiadamiajace w
          przychodni to zobaczysz jak to promuja ;o) ).
          Oczywiscie jesli masz podejrzenie, ze to cos gorszego, to Ci umowia wizyte. Ale
          jesli sie okaze, ze zwykly kaszel to zaleca najwyzej calpol :o) acz tez
          niekoniecznie dadza recepte (w moim doswiadczeniu na recepte tylko przy
          pierwszym szczepieniu dostawalam) a reszte wlasnie mozna zalatwic w aptece.
          Duzo zdrowia dla dziewczyn. A Pola nie zlapala?
          Moja piatka(wtedy jeszcze) prawie 2 lata temu na ospe hurtowo(acz na 2 tury)
          zapadla. I na dokladke mieli rota jakiegos przy tym. To byl dopiero lazaret ;)
    • 071979an Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 11:46
      Kurcze dziewczyny wyjeżdzam z2,5latkiem w lutym i jak czytam te wszystkie wątki
      o fatalnej służbie zdrowia to jestem przerażona.Stwierdziałam że zabieram
      wszystkie potrzebne mi leki dla małego w razie (W).Rozmawiałam juz zpediatrą
      i też przepisze leki na recepte .Oraz stały kontakt tel.Pl odwiedze dopiero
      na wakacje wiec chyba warto pozabierać potrzebne leki.
      • dorotus76 Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 11:53
        Wiesz, w sumie to mój pierwszy niemiły kontakt z lekarzem w UK :), może
        dlatego, że nie było mojego GP.
        Do tej pory kazali zostawiac Wiki samą sobie i jej przechodziło.
        No ale nie kaszlała tak jak teraz.
        Zobaczę, jak sytuacja sie rozwinie.
        Robię wszystko by nie byc zależna od leków z PL. Udaję, że PL nie istnieje :),
        by co chwila nie porównywać i powtarzam sobie, że tu dzieci też żyją i też
        chorują, a przeciez z tego wychodza.
        pzdr
        • londonka_uk Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 14:06
          moja corcia kaszle juz ponad 2 tygodnie, przerazliwy kaszelek, zrobilam syropek
          z cebuli dodalam troszke wycisnietego czosnku, nie pomaga, ma katar, woda leci
          z nosa nonstop, bylam u mojego GP a on na to ze to normalne, przejdzie, nie
          wspomne ze miala tez goraczke prawie 40 stopni przez 2 dni, to dawalam jej
          syropek na obnizenie temp, jade do polski na swieta i juz mam zamowiona wizyte
          u pediatry, jak rozmawialam z nia to sadzi ze emilka moze miec zapalenie
          oskrzeli ale oslucha ja zobaczy itp, ja sie boje by jej sie to nie nawracalo co
          pare miesicy z gorszym skutkiem za kazdym razem bo jak nie wyleczone to
          nawraca, a pozniej pokolei pluca ....
        • basia313 Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 10.12.06, 01:26
          Amen. Zeby tak wszystkie mamyt myslaly. Tu tez dzieci sie rodza, zyja i maja
          sie dobrze. Ja sie przekonalam. A co do lekarzy to wiadomo jak wszedzie czasem
          milszy, czasem bardziej oleje, czasem wspanialy, wyslucha.
    • margarita30 Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 14:22
      Mam ten sam problem, ale starszym dzieciom kupuję syrop Tixylix
      są na różne rodzaje kaszlu. Na mokry kaszel kupuje chesty cough
      od roku do 10 lat, moim dzieciom naprawdę pomaga.Gorzej z półrocznym
      synkiem, od lekarza dostal tylko antybiotyk a na kaszel nic a
      na własną rękę boję się cos mu dawać.No i tak się męczy biedaczek.
      • dorcia1982 Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 17:05
        ja mialam ten sam problem, nadal go mam, najpierw zadzwonilam do gp zeby
        zapisac synka 4.5miesiaca ma do lekarza na wizyte, a on mi przespisal
        telefonicznie krople do nosa, maly mial katarek i kaszelek, ale z noska mu nie
        lecialo tylko wszystko siedzialo w srodku, wiec na drugi dzien poszlam do
        przychodni z malym poprosilam zeby mnie doktor przyjal i przyjal mnie i
        stwierdzil ze te krople co przepisal to nie sa dobre , i przepisal drugie
        krople i paracetamol w syropie, chociaz maly nie mial goraczki. Mowil ze to
        wirus i ze do 5dni przejdzie, synek juz tydzien mi choruje z noskiem troche
        lepiej bo zaczal jesc karmie piersia ale za to ma brzydki kaszel , tak jak by
        mu sie ta flegma odrywala, i po 4 dniach choroby zadzwonilam tu do doktor Kasi,
        polki pediatra, kazala przestac dawac ten paracetamol jak maly nie ial
        goraczki, i mowila ze krople tylko do 5dni moge mu podawac, i kazala kupic
        syropek od kaszlu, tixylixin czy jakos tak ten syrop kupilam i chyba mu troche
        lepiej chociaz jeszcze go trzyma, w poniedzialek ide jeszcze do lekarza do gp
        kontrollnie zobacze co mi powie, a na dodatek mnie tez porzadnie wzielo
        przeziebienie, karmie piersia wiec wiekszosc lekow nie moge brac, moze wiecie
        co moge wziasc skoro karmie piersia, mam straszny katar, gardlo mnie boli i
        glowa mi peka. Takze oni chyba tu na takie przeziebienia nie reaguja zbytnio,
        ale to nie dobrze bo nie leczone przeziebienie moze byc zle w skutkach.
    • basiak6 Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 18:09
      No czesto nie da sie leczyc:)
      Dowiedzialam sie kiedys ze syrop ktory przepisano malemu w Polsce to nic innego
      jak tylko substancja ktora nieczula i paralizuje cos tam tak ze dziecko nie kaszle.
      Po skonczeniu kuracji po jakims czasie kaszel wraca.
      Przemysl farmaceutyczny w Polsce robi kase i wie jak ja robic i wie jak i komu
      sprzedawac rozne rodzaje syropkow, o dziwo dzieci nie choruja mniej niz w tym
      okropnym UK gdzie sie kaszlu nie leczy:)

      Po tej historii z syropem z Polski nie lecze kaszlu u mojego synka (ma 4 lata),
      za kazdym razem kaszel konczyl sie sam z siebie. Jesli byla goraczka dostawal
      calpol lub neurofen dla dzieci.
      • annamaria0 Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 18:24
        Ja generalnie wierze w metody komplementarne, oczywiscie nie zamiast medycyny konwencjonalnej,
        tylko, jak sama nazwa wskazuje, jako wspomaganie. W aptece mojej mamy mozna dostac syropy z
        wylacznie naturalnymi skladnikami (wyciagi z ziol itp), bez efedryny, ktora zawiera np. popularny tu
        Medised. Bede z nia rozmawiala w poniedzialek, to moge podac tu nazwy i producentow.
        W przypadku kataru i zatkanego noska mozna stosowac tez odrobine olejku Olbas na chusteczce i
        podlozyc niedaleko glowki dziecka (nie bezposrednio pod nia). Jest tez masc do nacierania dla dzieci
        ponizej 6. roku zycia (Vick jest tylko od 6 lat), ale nie pamietam w tej chwili nazwy.
        • dorotus76 Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 19:18
          Bede z nia rozmawiala w poniedzialek, to moge podac tu nazwy i produce
          > ntow.

          Prosimy bardzo! :)
          pzdr
          • 1kjj Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 19:49
            Witajcie
            Też boleje nad nieleczonymi kaszlami naszej małej. Ale tak naprawdę poczułam ze trace grunt pod nogami tego lata. Mała miała kaszel tak wielki ,że wymiotowała. Dziwna rzecz - kaszlała tylko w nocy i tylo o określonych porach. Poszłam do w sumie 3 GP każdy osłuchał powiedział -czysto i posłal do domu a my miałyśmy przed sobą klejną noc w mękach. Zaczełam sama zbierać rózne informacje i wykoncypowałam ,że moze mała ma robaki. A w przychodni na to - w Anglii robaków nie ma! Poza owsikami zadne inne nie występuja i dlatego nie będziemy posylac probek do analizy.
            Szczęsliwie niedlugo po tym leciałyśmy do Polski. Zrobiłysmy badania - robaczyca jak się patrzy!
            Powiem szczerze, po tej historii czuje sie bardzo bezradna. I tylko jak slysze,że jakies dziecko kaszle to mi go żal. Zapoboegliwie przywiozłam z kraju środki na robaki i teraz już wiem ,ze poznam o co chodzi jeśli Julka znowu przyniesie je z przedszkola.

            Trzymajcie sie cieplo
            j.
            • mama5plus Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 21:44

              1kjj, wiesz, moja najstarsza corka kaslala straszliwie gdy miala ok 3 mies.
              Wymiotujac przy tym.

              Wracalismy wtedy z wakacji o ironio, w cieplych krajach, wszyscy z tym kaszlem
              ale nam minelo. W Amsterdamie mielismy przesiadke wiec poszlismy z nia do
              lekarza na lotnisku bo juz nie wiedzialam co robic.
              Zwlaszcza, ze wlasnie wymiotowala przy tym. Osluchali ja i z usmiechem
              poinformowali nas, ze `to tylko kaszel` i zeby `sie nie martwic`. :)
              Ale po powrocie zabralam ja do naszej przychodni bo za pare dni mielismy jechac
              w odwiedziny do Polski i jak tu z takim dychajacym maluchem... lekarz nie wiem
              czy na wiesc o tym wyjezdzie, czy dlatego, ze byl wlasciwie przypadkowy bo
              zastepowal nasza lekarke... przepisal jej antybiotyk.
              Ja, niedoswiadczona i spanikowana matka wtedy , zaczelam podawac(pierwszy i
              jedyny w jej zyciu jak narazie) ale po paru dniach nie bylo poprawy
              (oczywiscie!!!) wiec tuz przed wyjazdem poszlam znowu. Tym razem przychodniowy
              lekarz, zdziwil sie bardzo, ze dziecko mialo antybiotyk przepisany bo `to tylko
              kaszel` i nic poza tym. Kazal odstawic i jechac Pojechalismy, narazajac sie na
              dziwne spojrzenia wspolpasazerow jako, ze dziecko kaslalo jak gruzlik.
              W Polsce z kolei rodzina zaczela panikowac, ze taki kaszel ma i koniecznie do
              lekarza... ale kolezanka- pielegniarka- madra istota- dala mi dla niej pyrosal
              Kaszel minal wkrotce potem. Nie wiem czy przypadek czy rzeczywiscie pomoglo.
              Pyrosal oczywiscie mozna kupic bez recepty. Nie dam za niego glowy bo pozniej
              doszly mnie sluchy, ze zawiera sali-cos tam (nie mam czasu teraz szukac0 i w zw
              z tym nie powinien byc podawany takim malym dzieciom, ale wtedy
              `moze_nawet_pomoglo- moze po prostu mialo przejsc i pzreszlo. Nam ten kaszel
              sam przeszedl a dziecku antybiotyk z pewnoscia nie pomogl a wrecz przeciwnie
              jak sie mozna domyslic bo osluchowo bylo Ok wiec pewnie wirus jakis- antybiotyk
              wyjalowil organizm wybijajac dobre bakterie i wirus sie rozgoscil na dobre.

              A tez juz mi rozni ludzie sugerowali, ze to na tle alergicznym i takie tam.
              teraz jest w Polsce (z tego co obserwuje) jakby moda na lambie i inne
              stworzenia wiec pewnie by mi to jako przyczyne sugerowali ;)
              Od tego czasu wrzucilam na luz i moje dzieci za duzo lekow nie lykaja. I na
              dobre im to wychodzi z tego co widze. I mi tez dobrze robi - na psychike;)

              Aha, male dzieci tak maja, ze kaszel czesto powoduje wymioty. Moja najstarsza
              corka w szczegolnosci. Nawet gdy byla juz starsza, kazde przeziebienie z
              kaszlem wiazalo sie z wymiotami wlasnie(podczas gdy u jej rodzenstwa to samo
              przeziebienie i bez wymiotow).
              Nam akurat pomogla na to osteopatia- kilka sesji i problem sie skonczyl (inne
              tez przy okazji) ale to juz inny temat.

              I oczywisscie nie kwestionuje, ze u Twojego dziecka to nie byly robaki.
              Chcialam tylko powiedziec, ze kaszel i wymioty to raczej norma.
              Nie jest wykluczone, ze ten kaszel(podobnie jak u nas) przeszedl by sam z
              siebie.
              I jeszcze to, ze medycyna konwencjonalna ma niestety swoje ograniczenia.
              Nie zawsze mozna na nia liczyc jesli chodzi o metody leczenia i czasem wymaga
              uzupelnien,ale tu mozna liczyc na wlasna intuicje i takowych poszukac wiec nie
              mysl, ze tracisz grunt pod nogami- utwardzasz go raczej przez wlasne
              doswiadczenie :)



              5plus
    • izzunia1 Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 21:05
      Tutaj sie po prostu inaczej leczy, co wcale nie znaczy, ze gorzej. Pewnie to
      nie zabrzmi za dobrze, ale wiekszosc syropkow wykrztusnych ma dzialanie podobne
      do placebo - sa na to badania; podobnie zreszta rutinoscorbin czy wapno, ktore
      nie maja jakiegokolwiek dzialania zapoiegajacego albo leczacego przeziebienie.
      Tutaj rzeczywiscie kaszlu sie nie leczy, bo maluchom z suchym kaszlem nie
      powinno sie podawac niczego (z wyjatkiem Tixylixu od 3-miesiaca, ktory w
      skladzie ma po prostu ..gliceryne), a z mokrym czasami poleca sie ( bez
      wiekszego przekonania) syropki z guajafenezyna (od 1 roku).
      W wiekszosci przypadkow kaszel jest spowodowany wirusami, ktorych rzezcywiscie
      sie nie leczy, bo nie ma czym :( Dziecie do lozka, duzo plynow, syrop z cebuli
      ( tylko ostroznie na brzuszek, bo moze podrazniac zoladek), nawilzanie
      powietrza w pokoju, nie przegrzewanie... i danie szansy na walke przez uklad
      odpornosciowy.
      Dzieki temu, nie ma tutaj przepisywania antybiotykow na potege i sa tutaj
      naprawde tym, czym powinny byc - ostatnia deska ratunku.
    • mama5plus Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 21:19
      > Czemu nie stosują syropów wykrztusnych, rozkurczajacych drogi oddechowe,
      > przynoszace maluchom ulgę? Nie raz takie uratowały nas przed antybiotykiem.
      > Wrrr, ale sie wczoraj wkurzyłam. Oczywiście nic nie przepisał.

      Dorotus, zeby sie nie rzucalo na pluca to mozna przeciez samemu cos zrobic.
      Lekow w duzych ilosciach raczej nie przepisuja, zwlaszcza na przeziebienie ;),
      ale, jesli nie chcesz nic domowego wykrztusnego stosowac (chocby zwykly
      tymianek jest super przy takim kaszly, olejek sosonowy ochronnie) to w aptece
      mozesz sie poradzic. Napewno Ci pomoga.
      Sa pod tym katem swietnie MSZ przeszkoleni i moga Ci podpowiedziec co dla
      dziecka w tym wieku na zwykly kaszel.
      Oczywiscie nie bedzie na recepte i z zw. z tym zaplacisz, no ale to tak jak w
      Polsce ;)
      Ja tez mam teorie, ze w Polsce z kolei chetnie przepisuja kupe lekow roznych
      bo z kieszeni finansowane ;) i nikt sie nie musi spowiadac z tego na co recepte
      wydal.
      W zw z tym takie np efekty:
      wiadomosci.onet.pl/1443626,16,item.html
      i przy okazji watek taki:
      www.maluchy.pl/forum/viewtopic.php?t=38998
      A rekordy nie tylko antybiotykowe bijemy bo pamietam inny artykul n/t ogolnego
      spozycia lekow.:-]

      I jeszcze... przy chorobach zakaznych lepiej zadzwonic do przychodni i zapytac
      czy lekarz moglby przyjechac do domu. Tak mi zalecono na NHS direct gdy moje
      dzieci mialy ospe i przy okazji rota sie przyplatal a ja nie wiedzialam czy to
      nie jakies powiklanie w stylu Syndromu Ray`a czy jak mu?

      • dorotus76 Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 21:44
        Mamo 5plus, dziękuję bardzo za podpowiedzi :)

        > I jeszcze... przy chorobach zakaznych lepiej zadzwonic do przychodni i
        zapytac
        > czy lekarz moglby przyjechac do domu.

        Tak też zrobiłam, miła pani mnie poinformowała, że rodzice jednak zazwyczaj
        przywożą dzieci z ospą...
        Cóż było robić, owinęliśmy ja ciepło i do samochodu, od razu pod same drzwi
        przychodni.
        pzdr
    • gypsi Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 09.12.06, 23:28
      To ja Wam powiem tak:
      kaszlu sie rzeczywiscie nie leczy, bo to objaw, nie choroba. Czasami daje sie
      cos, jak np. kodeine w suchym kaszlu, zeby go zlagodzic, niezaleznie od przyczyny.
      Jesli przyczyna kaszlu jest infekcja, to moze on trwac do - uwazajcie - nawet 6
      tygodni (u wiekszosci dzieci 2-3 tyg). Oczywiscie malejaco w czasie.
      90% infekcj drog oddechowych jest wirusowych, wiec co mozna tak naprawde zrobic?
      Najlepiej rzeczywiscie syrop z cebuli, lub cokolwiek innego wykrztusnego, po
      tutejszemu "expectorant" i mozna dostac bez recepty w aptece albo i supermarkecie.

      Antybiotyk mozna wlaczyc, jesli po tygodniu infekcji nie zaczyna sie poprawiac,
      nadal jest goraczka albo rosnie i ogolny stan dziecka kiepski, wczesniej z
      reguly nie ma sensu.
      Odnosnie lekow objawowych - rozkurczowych, wykrztusnych - oni tu generalnie
      uwazaja, ze dziecko sobie powinno poradzic samo, nie ma niczego podobnego do
      poczciwej Flegaminy nawet, a Carbocisteine ma licencje tylko do przewleklego zap
      oskrzeli.
      Ale sa leki bez recepty i homeopatyczne.

      Nie bojcie sie kaszlu, to normalna kolej rzeczy, tak jak goraczka. czasem moze
      byc spowodowany czyms mniej popularnym niz zwykla wirusowka, np krztuscem, ale i
      na to nie ma leku. Lub astma, no ale to objawy inne.
      pozdrawiam:)
      • kalpa Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 10.12.06, 00:03
        A ja powiem tak: jak byłam mała i dręczyła mnie alergia, to wszyscy twierdzili,
        ze mi ten katarek kiedyś przejdzie. A po prostu cierpiałam każdego roku na
        wiosnę.Jak dorosłam to się wkurzyłam i poszukałam pomocy - odkąd biorę leki
        skończyło się cierpienie. Nie wyrosłam, nie wyleczyłam się skutecznie - ale
        dzięki dwóm małym tabletkom mam chęć do życia.Nie byłabym w stanie stać
        spokojnie patrzeć, kiedy moje dziecko wymiotuje i ledwie dyszy przy kaszlu, -
        ostatni grosz kupiłabym mu dobry syrop. I nikt mi nie wmówi, ze nieleczony
        kaszel przejdzie sam - czasem przechodzi - w dramaty dziecięce, np. ciężki
        refluks żołądkowy. Nie jestem wielbicielką leków, ale skoro kogoś natchnęło do
        wymyślenia czegoś, co pomaga, to po co się męczyć? i męczyć dziecko?
        Kalpa
        • mama5plus Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 10.12.06, 00:51
          Nie jestem wielbicielką leków, ale skoro kogoś natchnęło do
          > wymyślenia czegoś, co pomaga, to po co się męczyć? i męczyć dziecko?


          A chocby dlatego, ze lek z reguly ma dzialanie uboczne.
          Jesli juz bardzo trzeba i np spac sie nie da to mozna kupic ten syrop ktory
          zlagodzi kaszel na pare godzin czy `wysuszy` nos ale, jak gypsi napisala,
          kaszel ma swoj cel, cos sie np odkrztusza przy okazji, i, jesli sie nie
          odkrztusi to przy namietnym stosowaniu powstrzymywaczy, zejdzie np na oskrzela
          czy pluca albo choroba potrwa dluzej.
          A kaszel owszem, bywa, ze sam przechodzi i `nikt mnie nie przekona`, ze kazdy
          trzeba lekami traktowac. Szczegolnie tymi o dzialaniu objawowym.
          • aniaimax Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 10.12.06, 01:09
            nam lekarz powiedzial, ze kaszel skonczy sie najpozniej za 6 tygodni. Ja to
            bylam na tym punkcie przewrazliwiona, bo jak bylam mala, to kazde przeziebienie
            konczylam zapaleniem oskrzeli. Jakos nie chcialabym, zeby maly poszedl w moje
            slady. Ale generalnie im dluzej tu jestem tym spokojniej podchodze do kaszlu.
            m Bo faktycznie w koncu pezchodzi, ale dla swietego spokoju biore malego do
            lekarza, po to, zeby sie upewnic, ze jest osluchowo czysty. MAm oczywiscie
            zelazne zapasy z Polskii jak jest moim zdanie bardzo zle, to malemu podaje.
            Teraz moj Maks ma kaszel od ponad 2 tygodni i z dnia na dzien bylo coraz
            gorzej. od wczoraj podaje mu flavamed i juz jest ogromna roznica. od tego
            kaszlu zacza wymiotowac, tyle tylko, ze meczyl sie strasznie, bo od poczatku
            infekcji jadl naprawde niewiele. No wiec sie zlamalam i podalam lek, czego na
            ogol nie robie:)
            Pozdrawiamy
            Maluchy prosze szybko wracac do zdrowia :)
            Ania i Maks
            p.s. w ktorej czesci Londynu jest ta polska apteka ?
        • mamumilu Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 10.12.06, 22:31
          A nie przeszło Ci przez myśl, ze to ulgę dzięki tabletkom odczujesz na innych
          narządach? Mierzysz sobie np. cisnienie albo myslisz co powie Twoja wątroba za
          kilka lat? Wierzę, że Cie to męczyło - mój mąż też miał taką alergię od dziecka
          i tez sie faszerował cudownymi tabletkami, sprayami do nosa itd. Przynosiło mu
          to ulgę, ale po kilku latach zaczęły się skutki uboczne. Wtedy przerzucił się na
          naturalne środki leczenia alergii - nie żadne hokus-pokus tylko zioła i juz od
          paru lat nie bierze żadnych leków na alergię.
          A kogoś natchnęło do wymyślenia czegoś co przynosi ulgę? - jasne biorąc pod
          uwagę jakie pieniądze koncerny na tym robią.
          • aniaimax vicks vaporub 11.12.06, 12:40
            A tak przy okazji ta masc jest bardzo dobra i mala acz znaczaca poprawka, mozna
            ja stasowac u dzieci powyzej 6 miesiecy, a nie 6 lat, jak napisala jedna z mam.
            pozdrawiam
            Ania
    • musztarda_ziolowa nie tylko kaszlu... 10.12.06, 00:11
      Tez mialam podobne przejscia z lekarzami w tym kraju. Tez sie denerwowalam,
      stresowalam, zloscilam. Nic z tego - albo padniesz, albo przezyjesz...
      A tak na powaznie: musisz sama nauczyc sie leczyc wlasne dziecko (i siebie
      tez). Jak bedziesz w Polsce, to przebadaja sie i dziecko, a jesli sie cos
      powaznego bedzie dzialo, to kupuj bilet i lec do kraju cywilizowanego, w ktorym
      sie ludzi leczy. Tutaj mozesz liczyc jedynie na glupkowate usmiechy
      pielegniarek.
      Mnie odmowiono naleznych mi badan usg w ciazy twierdzac, ze jakos to bedzie i
      ze polozna wie lepiej. Jak zapytalam skad moze wiedziec, czy moje dziecko ma
      zdrowe serce na przyklad i czy nie umrze zaraz po porodzie, wzruszono jedynie
      glupkowato ramionami... Typowe...
      • kraxa rany boskie, jak to odmowiono Ci??? 10.12.06, 17:58
        Nie mialas USG polowkowego??? To jest jedyne "nalezne" USG, chyba, ze zglosilas
        sie do polznej wczesnie to masz jeszcze ocene grubosci faldu karkowego we
        wczesnej ciazy. No i czy polozna miala Ci dac pisemna gwarancje, ze dziecko nie
        bedzie nigdy chore, i absolutnie nic mu sie nie stanie, bo nie rozumiem...Co do
        usmiechow, to nie zgadzam sie, zeby byly glupkowate- i jakos uwazam, ze lepszy
        usmiech, niz naburmuszona mina personelu-no chyba, ze dasz w lape, bo tak
        raczej w Polsce jest, no nie? A ze wzruszono ramionami- no ja tez nie wiem co
        bym odpowiedziala na miejscu polznej, jakby mnie ktos zapytal czy moge mu dac
        gwarancje na to, ze dziecko nie bedzie mialo polowy leksykonu chorob. Tak nie
        mozna podchodzic do zycia-ze jak tylko moze to pewnie bedzie zle, a nawet
        jeszcze gorzej ;-(((
    • poleczka2 Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 10.12.06, 15:26
      Ja też nie latam w dziećmi do lekarza jak mają kaszel, chyba że jest bardzo
      wykrztuśny albo taki "szczekający" który mnie niepokoi. Jeżeli lekarz nie
      wysłucha niczego to staram się domowymi sposobami pomóc dziecku a nie
      faszerować go lekami.
    • mamumilu Oklepywać, zeby nie poszło niżej 10.12.06, 22:24
      Moje dzieci kaszlają jak gruźlicy, bo mają katar, który nie ma zamiaru wylecieć
      przez dziurki tylko leci do gardła i wywołuje odruch obronny organizmu jakim
      jest właśnie kaszel. Żeby kaszel nie zamienił sie w zapalenie oskrzeli albo
      jeśli się nawet zamieni to najważniejsze jest oklepywanie plecków dziecka ( u
      doroslych też). Do tego maść rozgrzewająca i bańki - nie bójcie się sa teraz
      bezogniowe i rewelacyjne chińskie z gumy. I nie ma się co martwić - w Polsce
      mądrzy lekarze kaszlu też nie leczą a na zapalenie oskrzeli nie wypisują
      antybiotyków.
      Mamy opamiętajcie się z tym leczeniem i wypisywaniem, ze trzeba do Polski do
      lekarza i po leki! Idźcie do apteki po maść czy syrop jak chcecie - znalazłam
      Wam linki do apteki internetowej :
      www.allpharmacy.com/shared/product.asp?id=82827
      www.allpharmacy.com/shared/categories.asp?id=1191&title=Dry%2FTickly+Cough
      www.pharmacy2u.co.uk/category.asp?level=2&ref=531255IN
    • gypsi ...i nic innego tez nie, tak samo w Irlandii... 11.12.06, 13:58
      Jak doniosl dzis ktorys z portali, piszac o Polakach, ktorzy z Irlandii
      pojechali leczyc dziecko w Lodzi, bo w Irlandii syf w szpitalach i lekarze do dupy.
      No to trzeba chyba bylo zostac w Polsce? ;)
      Tylko dlaczego - jak tu tak bardzo zle - dlugosc zycia jest nadal wieksza niz w
      Polsce, co? Moze m.in. wlasnie dlatego, ze sie nie uzywa tylu lekow "na bole
      oraz inne bole" (Polacy w czolowce Europy), za to probuje wzmacniac naturalna
      odpornosc, rowniez poprzez niestosowanie antybiotykow niepotrzebnie.
      Przypomnialo mi sie powiedzonko starego pediatry, u ktorego pobieralam nauki:
      "Pamietaj, matka musi wyjsc z gabinetu z recepta, chocby na witaminy. Inaczej Ci
      nie uwierzy". Cos w tym jest...
      Pozdrowienia:)
      • annamaria0 Re: ...i nic innego tez nie, tak samo w Irlandii 11.12.06, 14:07
        Dlugosc zycia jest nieco lepsza niz w Pl, ale gorsza, niz w wiekszosci krajow zachodnich.
        Poza tym, mierzy sie jeszcze ile z calego zycia to tzw. lata w zdrowiu, i tu UK, co mnie rowniez zdziwilo,
        wypada gorzej niz Polska.
        • annamaria0 Re: ...i nic innego tez nie, tak samo w Irlandii 11.12.06, 14:25
          Tu jest wyjasniona roznica miedzy life expectancy a healthy life expectancy.
          Oczywiscie trzeba pamietac, ze wyniki dla calego UK bardzo zaniza Szkocja a ponadto znacznie wyzszy
          procent ludzi otylych, w rezultacie HLE jest w UK nieco gorsza niz w Pl.
          • annamaria0 Re: ...i nic innego tez nie, tak samo w Irlandii 11.12.06, 14:26
            Przepraszam, link:
            www.statistics.gov.uk/cci/nugget.asp?id=934
        • gypsi Re: ...i nic innego tez nie, tak samo w Irlandii 11.12.06, 14:38
          Ja nie gloryfikuje UK, widze minusy tego kraju, ale jak ktos opowiada, ze w
          Polsce tak super, to dlaczego wyjechal?
          Dla mnie jedna z roznic jest podstawowa, jesli chodzi o NHS a NFZ. Tu nie musze
          wydzwaniac po kumplach i blagac, zeby wcisneli pacjenta, co mu wlasnie znalazlam
          nowotwor, w kolejke pan czekajacych na mammografie kontrolne, bo za psie
          pieniadze w poradni onkologicznej im sie nie chce rozrozniac pilnego od
          rutynowego. Tu jest "rapid access" i w ciagu 2 tygodni konsultacja onkologiczna,
          jesli pacjent spelnia kryteria. I wiele jeszcze innych rzeczy na "+", ale nie o
          to chodzi.
          Wydaje mi sie, ze ludzie wyjezdzajac oczekuja spelnienia wszystkich marzen, a to
          nierealne. A moze czasami powodem problemow jest daleka od doskonalosci
          znajomosc angielskiego i klopoty z komunikacja z lekarzem czy pielegniarka?
        • jaleo Re: ...i nic innego tez nie, tak samo w Irlandii 11.12.06, 14:50
          annamaria0 napisała:

          > Dlugosc zycia jest nieco lepsza niz w Pl, ale gorsza, niz w wiekszosci krajow
          z
          > achodnich.

          Bez przesady, dlugosc zycia w UK wcale nie jest taka zla w porownaniu do inncyh
          krajow zachodnich (co jest wrecz zaskakujace biorac pod uwage procent ludzi
          otylych w UK w porownaniu do innych krajow EU). Wg danych z 2003, UK wyprzedza
          w sredniej dlugosci zycia Finlandie, Niemcy, Luxemburg, Grecje, Belgie,
          Irlandie, Portugalie, i Danie, czyli w EU jest mniej wiecej po srodku Dla
          porownania, srednia dlugosc zycia (at birth) dla Polski na rok 2003: 70.5 dla
          kobiet i 78.9 dla mezczyzn, co stawia Polske na trzecim od konca miejscu w
          Europie (Polska wyprzedza jedynie Slowacje i Wegry).

          Natomiast jesli chodzi o Healthy Life Expectancy, wg. danych z 2002 roku wynosi
          ona w UK 70.6 lat w porownaniu ze srednia (starego) EU wynoszaca 71.1 lat czyli
          znowu mniej wiecej po srodku - znowu mozna sie zdziwic, jak to mozliwe przy
          takiej otylosci spoleczenstwa.
          www.euro.who.int/eprise/main/WHO/Progs/CHHPOR/burden/20041123_9
          Co do "healthy life expectancy" to nie wiem, jak to mierza w Polsce, ale z
          drugiej strony wiadomo, ze Polska jest jedynym krajem w EU gdzie wiecej ludzi w
          wieku produkcyjnym jest na rencie, niz pracuje, wiec zdrowi jak ryby na pewno
          nie sa :-)
          • gypsi Re: ...i nic innego tez nie, tak samo w Irlandii 11.12.06, 15:00
            Zdziwilabys sie jak bardzo sa zdrowi niektorzy. W Polsce renta jest sposobem na
            uzyskanie stalego miesiecznego dochodu, niewielkiego, ale zawsze. A jak wzrasta
            wartosc na rynku pracy takiego rencisty... ;)
          • annamaria0 Re: ...i nic innego tez nie, tak samo w Irlandii 11.12.06, 15:00
            No tak, w Pl wszystko jest gorsze;-/
            Nie moge w tej chwili znalezc danych, ale pamietam, bo mnie to uderzylo, ze wlasnie HLE byla tu nizsza
            niz w PL, i jedna z najgorszych w UE, glownie "dzieki" Szkocji, gdzie w niektorych dzielnicach Glasgow
            srednia zycia mezczyzn to niewiele ponad 50 lat. Polacy zas zawdzieczaja HLE raczej nie NFZ czy tym
            bardziej jak najbardziej istniejacej lekomanii, tylko lepszej diecie (gotowanie z podstawowych
            skladnikow a nie ready meals non-stop) i nizszemu procentowi ludzi otylych.
            Co do rent w Pl, naduzycia rzeczywiscie sa, i to jest naganne, niemniej wiadomo, ze w niektorych
            miasteczkach w Walii tez nieproporcjonalnie duzo mieszkancow pobiera disability allowance.
            • dorotus76 Re: ...i nic innego tez nie, tak samo w Irlandii 11.12.06, 15:12
              Nie wszystko w PL jest gorsze...
              Ja tęsknię za lekarzem, który przyjmnie mnie o każdej porze dnia i nocy, fakt -
              prywatnie, ale przyjmnie, przebada. Jestem wtedy spokojniejsza, zwł. jezeli
              chodzi o dzieci. Bo ja mała panikara jestem :)
              Brakuje mi tego, że z rana zrobię sobie wszystkie wyniki w labolatorium, bo tak
              mi sie zamarzy...a jak cos mnie zaniepokoi, to skonsultuję z lekarzem.
              No i ludzie nie wracaja do PL, bo tam jest lepsza służba zdrowia, ale po
              przyjechaniu do UK czasem dziwia się że tu wcale nie bywa lepiej.
              Oczywiscie uogólniam, nie wspomne o tym co pisała gipsi, że jak sprawa pilna do
              onkologa, to miejsce zawsze sie znajdzie, a w PL czeka sie miesiacami na
              rezonans, no chyba że ktos zapłaci.
              Tak mnie tylko zastanawia, czy Polacy ZAWSZE narzekaja? Bo z tego co wiem,
              bardzo sobie chwala służbę zdrowia np. w Niemczech.
              pzdr
              • jaleo Re: ...i nic innego tez nie, tak samo w Irlandii 11.12.06, 15:23
                dorotus76 napisała:

                >
                > Tak mnie tylko zastanawia, czy Polacy ZAWSZE narzekaja? Bo z tego co wiem,
                > bardzo sobie chwala służbę zdrowia np. w Niemczech.
                > pzdr

                Na "Z dala od Polski" gdzie pisza rodzice z calego swiata, narzekaja tez na
                niemiecka sluzbe zdrowia, i rowniez - co mnie bardzo dziwi - na szwecka i
                norweska, ktore to kraje przoduja w swiecie w panswowych systemach opieki
                zdrowotnej i we wszystkich wskaznikach WHO :-) Narzekania na Niemcy sa wlasnie
                na tle dostepnosci lekarzy w weekendy i po godzinach, a na Skandynawie wlasnie
                na "olewanie/nie leczenie" niektorych schorzen, ktore ponoc w Polsce sa
                leczone, albo przynajmniej leki sa przepisywane :-) W Skandynawii dochodza
                jeszcze narzekania na opieke ciazowa (brak badania wewnetrznego, tylko 2 usg
                itd).
                • mama5plus Re: ...i nic innego tez nie, tak samo w Irlandii 12.12.06, 23:59
                  jaleo napisała:

                  > dorotus76 napisała:
                  >
                  > >
                  > > Tak mnie tylko zastanawia, czy Polacy ZAWSZE narzekaja? Bo z tego co wiem
                  > ,
                  > > bardzo sobie chwala służbę zdrowia np. w Niemczech.
                  > > pzdr
                  >
                  > Na "Z dala od Polski" gdzie pisza rodzice z calego swiata, narzekaja tez na
                  > niemiecka sluzbe zdrowia, i rowniez - co mnie bardzo dziwi - na szwecka i
                  > norweska, ktore to kraje przoduja w swiecie w panswowych systemach opieki
                  > zdrowotnej i we wszystkich wskaznikach WHO :-) Narzekania na Niemcy sa
                  wlasnie
                  > na tle dostepnosci lekarzy w weekendy i po godzinach, a na Skandynawie
                  wlasnie
                  > na "olewanie/nie leczenie" niektorych schorzen, ktore ponoc w Polsce sa
                  > leczone, albo przynajmniej leki sa przepisywane :-)

                  Oj narzekaja, narzekaja, nie tylko na `z dala..`
                  Na Niemcy owszem, slyszalam skargi, ze lekarz antybiotyku nie przepisal na
                  przeziebienie np bo mama uwazala, ze powinien), acz chwala sobie szpitalne
                  warunki (jako, ze porodowki ponoc swieca pustkami)
                  Inna sprawa, ze system niemiecki jest, z moich obserwacji, bardzo zblizony do
                  polskiego pod wieloma wzgledami. Tez sporo interwencji, latwo o CC pod byle
                  pretekstem.
                  Rowniez zauwazylam, ze chyba kazda znajoma Polka mieszkajaca w Niemczech ma
                  ginekologa(lekarza prowadzacego)-Polaka ;)
                  A ten juz wie czego pacjentki -rodaczki zwykle oczekuja ;)

                  Narzekaja rowniez na Holandie, ktore ma chyba najlepsze na swiecie wyniki
                  jesli chodzi o bezpieczenstwo porodow.
                  Narzekaja na `olewanie` ;)
              • annamaria0 Re: ...i nic innego tez nie, tak samo w Irlandii 11.12.06, 15:26
                Bo w Niemczech, a takze Belgii, Francji, Hiszpanii czy Skandynawii sluzba zdrowia jest po prostu,
                obiektywnie, lepsza. Dlatego tez rosnie w UK turystyka medyczna, starsi ludzie jezdza na operacje do
                Francji, Belgii a nawet Indii, tak boja sie tego, ze w szpitalu NHS zlapia MRSA czy inne swinstwo. Ilosc
                infekcji szpitalnych w UK jest wysoka - dlaczego np. we Francji jest duzo nizsza, dlaczego oni moga
                zadbac o to, zeby szpitale byly czyste? W szpitalu w UK sprzataczka bywa wysylana do robienia
                jedzenia w kuchni!
                Moja tesciowa meczyla sie z bolami brzucha przez rok, GP nie postawil zadnej diagnozy, nie zlecil
                badan, skladal to na karb wieku (!). W koncu bylo tak zle, ze tesciowa slaniala sie na nogach z
                niedozywienia (bolalo ja tak, ze nie mogla jesc), na nasze usilne prosby zostala skierowana do szpitala,
                gdzie od razu wykryto...kamienie. Ale roku meczarni nikt jej nie zwroci, jak sama powiedziala
                ( pracowala wiele lat w NHS), traktowana byla jak "zlom", no bo przeciez w tym wieku (77 lat) to juz
                musi bolec.
                • mysz2006 sprzataczka w szpitalu 11.12.06, 19:25
                  annamaria0 napisala:
                  >dlaczego oni moga
                  > zadbac o to, zeby szpitale byly czyste? W szpitalu w UK sprzataczka bywa wysyl
                  > ana do robienia
                  > jedzenia w kuchni!

                  Annomario niesamowite rzeczy wypisujesz. Kilkanascie lat temu, przy ktorychstam
                  z rzedu przewrotach i restrukturyzaji wiekszosc szpitali pozbyla sie etatowych
                  sprzataczy na rzecz agencyjnych. Aby zaoszczedzic pieniadze na zwolnieniach,
                  zastepstwach i urlopach 'oddali' kontrakty agencjom ktore przysylaja
                  pracownikow i o wszystko sie martwia. Poniewaz ci pracownicy nie sa zatrudnieni
                  bezposrednio przez szpital - istnieje mala kontrola nad jakoscia ich pracy.
                  Dawniejsze etatowe salowe byly dumne z tego jak slnil sie oddzial, bo to
                  byl 'ich' oddzial przy nowym systemie nikomu zbytnio nie zalezy a i sprawdzac
                  nie ma za bardzo komu, i wyegzekwowanie wyzszej jakosci pracy jest trudniejsze.

                  Dlaczego szaleje MRSA - dawnymi czasy kazde lozko, szafka, stoliczek byly
                  dokumentnie dezynfekowane przy zmianie pacjenta na lozku. Teraz nie ma na to
                  czasu, po pierwsze poniewaz rotacja pacjentow jest wieksza, a po drugie
                  zmniejszyla sie ilosc niskowykwalifikowanego personelu pielegniarskiego a ward
                  sister sama rekawow nie zawinie, poza tym spedza wiele czasu na staff meetings.
                  Wiele szpitali zatrudnia personel pielegniarski w skroconym wymiarze godzin (bo
                  tak sobie matki pracujace w UK wywalczyly) na zasadzie job share i w zwiazku z
                  tym zginela duma z tego jak wyglada miejsce pracy - przychodzi sie odpracowac
                  wlasne godziny 2 razy w tygodniu i tyle.

                  Odwiedzajac kiedys znajoma w szpitalu uslyszalam taka dyskusje dwoch
                  pielegniarek (wykwalifikowanych)robiacych sobie herbate, dobiegajaca z kuchenki
                  oddzialowej.
                  A: czy byly dzisiaj sprzataczki na oddziale?
                  B: nie wiem, a co?
                  A: bo w zlewie stoi nieumyty garnuszek od jajecznicy juz od sniadania
                  B: moze dzisiaj sprzataczki beda pracowac na zmiane wieczorna...
                  A: Aha. Jak bylo na imprezie w sobote?

                  Zadnej nie przyszlo na mysl brudnego garnka umyc.......(tego nie ma w job
                  description).

                  Cale szczescie ze NHS przywraca do zycia siostry przelozone oddzialowe, ktore
                  beda sie 'opiekowac' oddzialami. MRSA bedzie brytysjkimi szpitalami rzadzic
                  dopoty kazdy indywidualnie bedzie musial dbac o higiene osobista - pranie
                  fartuchow, buty na zmiane, okolczykowanie i temu podobne a odwiedzajacy beda
                  mogli wchodzic na oddzialy w ubraniach wierzchnich.

                  Co do sprzataczek pracujacych w kuchni - na tej samej zasadzie jak
                  pielegniarki - jesli nie ma tego w job description sprzataczka nie wezmie sie
                  za pichcenie.

                  co do Twojej tesciowej - dziwie sie, zwlaszcza jesli pracowala w NHS, ze nie
                  zwrocila sie do GP o konkretna diagnoze i badania i dala sie zbyc. Lekarz kazda
                  swoja decyzje dotyczaca lecznia powinien pacjentowi uzasadnic, jesli pacjent
                  sie o to zapyta. Nagminne bole brzucha nie sa normalne w zadnym wieku.

                  Wszystkim polecam zapoznanie sie z prawami pacjenta (patient charter) jak
                  egzekwowac adekwatna pomoc medyczna.
                  • annamaria0 Re: sprzataczka w szpitalu 11.12.06, 19:41
                    Posilkowalam sie programem telewizyjnym z zeszlego tygodnia, gdzie tzw "whistleblower" opowiadal, jak
                    to wygladalo w szpitalu, w ktorym pracowal. To wlasnie on mowil o tym, ze sprzataczka byla kierowana
                    do wydawania posilkow.
                    Co do mojej tesciowej, zgadzam sie, ja jestem, jesli chodzi o lekarzy, bardzo asertywna, moj GP myslal,
                    ze jestem lekarzem:-), poza tym moge korzystac z BUPA. Ale tesciowa dawala sie zbyc na zasadzie - nie
                    chce byc dla nikogo ciezarem, "make fuss" itd i dopoki sie dalo, chodzila z tym bolem brzucha, mimo ze
                    widywala swojego GP regularnie. Niestety starsze osoby sa czesto, jak wiadomo, mniej asertywne.
                    • annamaria0 Re: sprzataczka w szpitalu 11.12.06, 19:48
                      A to, ze pielegniarki pracuja w systemie job share, mnie absolutnie nie dziwi. Ktora pielegniarke stac na
                      powrot do pracy w pelnym wymiarze godzin, skoro szpitale nie zapewniaja zlobkow/przedszkoli dla
                      dzieci pracownikow - rozwiazanie przyjete w wielu krajach, takze w tak "kapitalistycznym" USA. NHS
                      celowo nie zaklada takich przybytkow z obawy, ze musialoby pracownikom owych przedszkoli czy
                      daycare centres wyplacac potem emerytury.
                      Znowu wiem o tym z pierwszej reki - mam w rodzinie pielegniarke, ktora byla na zasilku, choc chciala
                      pracowac, ale jej pensja nie wystarczylaby na childcare.
                      Rozwiazania childcare w tym kraju doprowadzaja mnie do szewskiej paski, zwlaszcza, gdy slysze, ile
                      pieniedzy rzekomo lewicowy rzad wydaje na Irak czy rozmaitych konsultantow od siedmiu bolesci.
                      • mysz2006 Re: sprzataczka w szpitalu 11.12.06, 21:30
                        Annomario, UK to jest w ogole kraj malo przystowany do zycia pracujacej matki i
                        w ogole dla pracujacych ludzi. Popatrz na godziny otwarcia wszelakich
                        instytucji - od bankow, przez przychodnie lekarskie, fryzjerow, adwokatow a na
                        sklepach (nie supermarketach albo tych w shopping centres) konczac. Jesli
                        pracujesz w standardowych godzinach 9-5 to nic bez brania wolnego nie
                        zalatwisz, zeby nie leciec wszedzie na leb na szyje. Jedynie puby i knajpy
                        spokojnie sobie mozesz odwiedzic po 17.30. :-)
                        • jaleo Re: sprzataczka w szpitalu 11.12.06, 22:48
                          mysz2006 napisał:

                          > Annomario, UK to jest w ogole kraj malo przystowany do zycia pracujacej matki
                          i
                          >
                          > w ogole dla pracujacych ludzi. Popatrz na godziny otwarcia wszelakich
                          > instytucji - od bankow, przez przychodnie lekarskie, fryzjerow, adwokatow a
                          na
                          > sklepach (nie supermarketach albo tych w shopping centres) konczac. Jesli
                          > pracujesz w standardowych godzinach 9-5 to nic bez brania wolnego nie
                          > zalatwisz, zeby nie leciec wszedzie na leb na szyje. Jedynie puby i knajpy
                          > spokojnie sobie mozesz odwiedzic po 17.30. :-)

                          Hear hear :-) A potem sie dziwia, dlaczego male delikatesy na high streets
                          przegrywaja z supermarketami i bankrutuja. Sa otwarte do 17:30, a ludzie,
                          ktorych byloby stac na kupowanie w owych delikatesach, w tym czasie pracuja.
                      • izabelski Re: sprzataczka w szpitalu 21.12.06, 06:21
                        zlobki sa przy szpitalach w mojej okolicy
                        w kazdym dzieci pracownikow do 5 czy 7 roku zycia maja opieke - wtedy wlasnie
                        w moga pojsc na takie zajecia w wakacje

                        a odnosnie siostr oddzialowych - to od chyba 5 lat o ich przywroceniu slyszalam

                        teraz chca zamknac nam szpital najblizszy w Carshalton - oszczednosci ....
                  • gypsi Re: sprzataczka w szpitalu 12.12.06, 15:29
                    Pozwole sobie - w temacie czystosci w szpitalach i porzadku - zacytowac moja
                    ulubiona przyszla Pania Doktor (dr-lecter.blog.pl)

                    "pan nam kazał znaleźć sobie coś ciekawego ... to wymyślilismy z D. szukanie
                    błędów popełnianych na OIOM'ie w AMG:) za jeden błąd jeden punkt:) D. znalazł
                    panią pielęgniarkę, która od chorego na ciężkim antybiotyku i z różnymi wirusami
                    w środku, pobierała krew do badań bez rękawiczek .. śledziliśmy ją potem bo
                    okazała się być bardzo ciekawa .. krew jej wystrzeliła na ręce jak pakowała
                    zawartość strzykawki do pojemnika próżniowego, i zachlapała gaziki na półce i
                    inne strzykawki:) potem wytarła sobie ręce w szmatę i wzięła kanapkę:) .. ja
                    wygrałam 2 punkty za odkrycie, że na sali ciągłego nadzoru nad chorymi, stoi
                    cały pielęgniarsko- lekarski prowiant, kubki z napojami .. i że pan doktor je
                    bułkę przy pacjencie .. D. odkrył kuchenne naczynia w zlewozmywaku do zmywania
                    nerek i tacek oddziałowych:) a ja otwieranie i zamykanie kaniuli założonych
                    centralnie bez dezynfekcji, oraz pozostawianie ich otwartch na łup bakterii ..
                    potem namierzyliśmy jeszcze kilku doktorów bez rękawiczek i nasze punktowe konta
                    znacznie się zwiększyły .. zabawa się skończyła gdy pielęgniarki wreszcie
                    zaczęły rękawiczki ubierać, podejrzewaliśmy, że zajarzyły, że są pod intensywnym
                    nadzorem dwójki szalonych studentów .. nawet maseczki założyły! ale byliśmy w
                    błędzie .. ubrały się tak szczelnie, żeby przewinąć pacjenta z biegunką:)))
                    a jak już ogłosiliśmy remis i pogratulowaliśmy sobie nawzajem to doszła magiczna
                    godzina, kiedy nasz asystent znów się zmaterializował na sali, podbił nam
                    zaliczenie ćwiczeń i puścił na wolność:)"

                    Dodam jeszcze, ze tu sie z kolei dziwia, dlaczego my przeciw WZW B szczepimy.
                    Raz nawet zostalam bardzo powaznie zapytana, czy mamy w Polsce taka duza
                    populacje narkomanow. wstyd bylo sie przyznac, ze to przez niedbalstwo:(
                    I to by bylo na tyle.
                  • jaleo Re: sprzataczka w szpitalu 12.12.06, 15:49
                    mysz2006 napisał:

                    > godziny 2 razy w tygodniu i tyle.
                    >
                    > Odwiedzajac kiedys znajoma w szpitalu uslyszalam taka dyskusje dwoch
                    > pielegniarek (wykwalifikowanych)robiacych sobie herbate, dobiegajaca z
                    kuchenki
                    >
                    > oddzialowej.
                    > A: czy byly dzisiaj sprzataczki na oddziale?
                    > B: nie wiem, a co?
                    > A: bo w zlewie stoi nieumyty garnuszek od jajecznicy juz od sniadania
                    > B: moze dzisiaj sprzataczki beda pracowac na zmiane wieczorna...
                    > A: Aha. Jak bylo na imprezie w sobote?
                    >
                    > Zadnej nie przyszlo na mysl brudnego garnka umyc.......(tego nie ma w job
                    > description).

                    Bardzo mozliwe, ze pielegniarkom nawet NIE WOLNO myc naczyn, bo to lamie
                    kontrakt z firma zarzadzajaca szpitalem. Niedawno byl w TV program o Private
                    Finance Initiative, gdzie opisywano takie przypadki, jak dawanie reprymendy
                    pracownikom szpitala za wieszanie zegara czy lustra na scianie, bo do tego typu
                    prac trzeba wezwac kontraktora, ktory np. za zmiane zarowki bierze £200. W
                    ogole PFI jest bledne w zalozeniu, ale niestety kontrakty popodpisywane na
                    kilkadziesiat lat, wladza nie ma pojecia jak sie z tego wycofac, wiec robi
                    dobra mine do zlej gry, a koszta tego bezsensu ponosza podatnicy.
                    • annamaria0 Re: sprzataczka w szpitalu 12.12.06, 16:42
                      Ja z reguly nie porownuje NHS z NFZ, tylko NHS z systemami opieki zdrowotnej w krajach o zblizonym
                      poziomie GDP, o zblizonych nakladach na opieke zdrowotna i takich, w ktorych nie bylo 45 lat komuny i
                      zwiazanych z nia patologii. Moim zdaniem nie ma to sensu, choc oczywiscie na polskim forum nie sposob
                      uniknac porownan do Pl. Jesli jednak porownac z zachodnia Europa, to niestety NHS wypada blado, i coraz
                      gorzej. Juz tu kiedys pisalam, ze moja angielska kolezanka raz rodzila tu, a raz we Francji - zgadnijcie,
                      gdzie jej sie bardziej podobalo i gdzie chcialaby rodzic znowu w razie 3 ciazy?
                      • mama5plus Re: sprzataczka w szpitalu 12.12.06, 18:02
                        To jeszcze trzeba by uwzglednic Co sie komu podoba :)
                        I z jakich wzgledow konkretnie jej sie podobalo.
                        Sa osoby, ktorym np odpowiada b opieka ciazowa i porod w Polsce (niezaleznie
                        od lat komuny na koncie).
                        Sa takie ktorym wrecz przeciwnie.

                        Podobnie z ta Francja ktora bodajze niedawno jeszcze miala wieksze spozycie
                        lekow niz Polska.
                        Mojej francuskiej kolezance bardzo sie w jej kraju nie podoba np przymus
                        szczepienia dzieci. Jej i drugiej znajomej Francuzce bardzo sie nie podoba
                        tamtejsze przemedykalizowane( w porownaniu z UK czy tym bardziej Holandia)
                        podejscie do ciazy np.
                        Francuzi to z natury troche fanatyczni sa ;)
                        Dlatego zarowno jedna jak i druga swoje dzieci ( w sumie 8 :) ) urodzily w UK.
                        Z wyboru.
                        Mojemu znajomemu(tez Francuzowi) nie podobalo sie(tu juz bez porownan), ze
                        latami go w jego kraju leczyli antybiotykami na nawracajace zap. oskrzeli i na
                        katar ktory w mie przechodzil.
                        Przyczyna byla alergia na nabial.
                        Nalykal sie tych lekow przez 40 lat, zanim sam zaczal sie leczyc. Glownie
                        rezygnujac z sera ;)
                        I homeopatia( zreszta lekarzem homeopatii jest obecnie - b popularnej we
                        Francji- jak twierdzi, jedna z przyczyn to powazna porazka tamtejszego
                        podejscia ` z armata na muche`.

                        Nie twierdze, ze nie jest lepiej bo caloksztalt chyba jest statystycznie.
                        Mowie tylko, ze co sie komu podoba a co nie to raczej kwestia indywidualnych
                        preferencji, oczekiwan.
                        I czesto tez chyba obraz sluzby zdrowia choc w pewnym stopniu odpowiada tym
                        oczekiwaniom i narodowej mentalnosci.
                        • annamaria0 Re: sprzataczka w szpitalu 12.12.06, 18:19
                          Jej sie bardziej podobalo, bo a) szpital maly, bardzo ladnie wykonczony, lsniacy czystoscia b) wieksza
                          pomoc ze strony personelu przy dziecku (wyspecjalizowane maternity nurses, a nie polozne)c) lekarze
                          bardziej komunikatywni i przystepni niz w UK, nie latajacy w pospiechu od jednej do drugiej osoby - tu
                          sie zdziwilam, no ale takie bylo jej odczucie d) lepsze jedzenie:-)) Ja np wolalabym wiecej pomocy ze
                          strony personelu, jak we Francji, ale niektore osoby wola wyjsc po 6 godzinach i model UK.
                          Zgadzam sie, ze to jest takze kwestia osobistych preferencji, doswiadczen czy wreszcie konkretnego
                          szpitala. Mam kolezanke Polke, zamezna z Francuzem i zamieszkala tutaj, ktora tez woli francuska
                          sluzbe zdrowia, moze dlatego, ze w niej pracowala.
                          Poki co Francuzi maja nieco lepszy przyrost naturalny, bo panstwo prowadzi rzeczywista, a nie fikcyjna
                          polityke prorodzinna, childcare jest tansze i latwiej dostepne, i sa rozne przywileje, lacznie z
                          bezplatnymi biletami pierwszej klasy na pociagi od trzeciego dziecka (!)
                          • jaleo Re: sprzataczka w szpitalu 12.12.06, 19:33
                            annamaria0 napisała:

                            >
                            > Poki co Francuzi maja nieco lepszy przyrost naturalny, bo panstwo prowadzi
                            rzec
                            > zywista, a nie fikcyjna
                            > polityke prorodzinna, childcare jest tansze i latwiej dostepne, i sa rozne
                            przy
                            > wileje, lacznie z
                            > bezplatnymi biletami pierwszej klasy na pociagi od trzeciego dziecka (!)

                            Racja. Ale zarowno podatek dochodowy jak i skladki na opowiednik national
                            insurance sa wieksze we Francji (podatek dochodowy nawet sporo wiekszy) niz w
                            UK. Ich "przykrotka koldra" jest wiec troche dluzsza :-)

                            Inna sprawa, ze w UK bardzo duzo pieniedzy w NHS sie marnuje ze wzgledu na
                            fatalne modele zarzadzania, i jeszcze glupsze, ciagle zmieniajace
                            sie "targets", ktore sa uzywane w politycznym ping-pongu, ale to juz osobny
                            temat.

                            BTW taki szpital, jak opisywalas we Francji, to ja mialam w UK przy obu
                            porodach, wiec tez zalezy, gdzie sie trafi. Jedzenie szpitalne mnie nie za
                            bardzo interesowalo, bo wyszlam do domu po jednej herbacie i tostach czyli po
                            kilku godzinach.

                            Co do sluzby zdrowia, to faktycznie wiekszosci ludzi najlepiej "lezy" system,
                            do ktorego sa przyzwyczajeni. W ksiazce "A Year in the Merde" czyli przygody
                            Anglika we Fracji, autor opisywal swoje potyczki z francuska sluzba zdrowia, z
                            wydzwiekiem ogolnym "give me NHS any day". Ja czesc swojej drugiej ciazy
                            spedzilam we Francji, tzn. pracowalam w Paryzu pon-pt a na weekendy wracalam do
                            UK, dwa razy tam musialam korzystac z uslug medycznych i nie uwazam, zeby
                            lekarze byli jakos specjalnie komunikatywni w porownaniu z brytyjskimi, wrecz
                            przeciwnie, no ale kazdy ma swoje wlasne odczucia.
                            • annamaria0 Re: sprzataczka w szpitalu 12.12.06, 19:52
                              Mam te ksiazke S. Clarke'a, jak i jej kontynuacje, ale jeszcze nie czytalam. Z kolei zamieszkaly tu Francuz,
                              ktorego ksiazka wychwalajaca Albion, a krytyczna wobec Francji, byla ostatnio bestsellerem we Francji,
                              twierdzi, ze choc uwielbia tu zyc, to cieszy sie, ze jego dziecko chodzi do szkoly francuskiej w South
                              Kensington (jak corka Madonny), bo panstwowa szkola w Londynie go przeraza, a leczyc sie jezdzi do
                              Francji, bo NHS jest plama na honorze UK.
                              • viaappia Re: sprzataczka w szpitalu 12.12.06, 20:36
                                "A Year in the Merde" i "Merde Actually" sa przesmieszne ale w ich swietle
                                chyba kazdy aspekt funkcjonowania we Francji budzi glebokie zdziwienie i
                                sprzeciw u Anglika;

                                Dorzuce swoje trzy grosze o francuskiej sluzbie zdrowia - pare lat temu
                                bylismy na nartach w Alpach i mlodszego syna musialo zabrac pogotowie do
                                szpitala (wynik choroby nie wypadku); szpital byl brudny, lekarze mowili
                                slabiutko po angielsku a personel pomocniczy wcale, ale nie przeszkadzalo to im
                                byc opryskliwymi, jedzenie bylo obrzydliwe;
                                A wiec nic nowego, tylko potwierdzenie ze lepszy diabel ktorego sie zna;

                                Liceum de Gaulle jest dobra szkola i najtansza szkola prywatna w UK i chyba to
                                jest glowny urok; moja kolezanka Francuzka uczy tam angielskiego i zawsze mnie
                                dziwilo ze do tego przedmiotu nie zatrudniaja native speakera; i oczywiscie
                                czeste strajki, zeby bylo zupelnie jak w domu;

                                • annamaria0 Re: sprzataczka w szpitalu 12.12.06, 21:21
                                  Owa kolezanka zna francuski i to dobrze, a to chyba bardzo pomaga we Francji.
                                  • viaappia Re: sprzataczka w szpitalu 12.12.06, 22:10
                                    We Francji jest to nawet konieczne, a w centrum Londynu nie wydaje sie byc
                                    warunkiem sine qua non; odpowiedzia jest raczej fakt, ze obowiazuje tam
                                    francuskie prawo pracy, jak najbardziej francuska biurokracja i zwyczaje, ktore
                                    kazdy Anglik kwestionwalby dzien po dniu a Francuz przechodzi nad nimi do
                                    porzadku dziennego;
                            • annamaria0 Re: sprzataczka w szpitalu 20.12.06, 16:18
                              jaleo napisała:
                              Co do sluzby zdrowia, to faktycznie wiekszosci ludzi najlepiej "lezy" system,
                              > do ktorego sa przyzwyczajeni. W ksiazce "A Year in the Merde" czyli przygody
                              > Anglika we Fracji, autor opisywal swoje potyczki z francuska sluzba zdrowia, z
                              > wydzwiekiem ogolnym "give me NHS any day".

                              Zainspirowana, siegnelam po te ksiazke. Nie odnioslam wrazenia, ze bohater teskni za NHS, wrecz
                              przeciwnie, choc istotnie satyryzuje francuska lekomanie. Jednak o samym systemie i lekarzach pisze
                              dobrze, cyt:
                              "He (lekarz) was much less terrifying than an English doctor. (...), he seemed approachable rather than
                              weighed down beneath the collapsing structure of the British health system."
                          • mama5plus Re: sprzataczka w szpitalu 12.12.06, 23:49
                            Ja np wola
                            > labym wiecej pomocy ze
                            > strony personelu, jak we Francji, ale niektore osoby wola wyjsc po 6
                            godzinach
                            > i model UK.

                            No wlasnie, ja do tych ostatnich naleze.:)
                            Choc nie zawsze mi sie udalo tak szybko, ale z drugiej strony, jak Ewunia,
                            trafilam na b dobre warunki i dyspozycyjne polozne ( z wyjatkiem pobytu z
                            innego powodu niz porod gdy byl niedostatek personelu i pielegniarki biegaly
                            miedzy pacjentami i telefonami itd.

                            Co do jedzenia to ja najmilej wspominam tosty i bawarke ktore mi polozna
                            przyniosla po drugim porodzie :D
                            Taka bylam wyglodniala, ze do tej pory mysle o tym zestawie jako o
                            najcudowniejszym posilku na swiecie.:)
                            Kuchnia francuzka sie nie umywa ;)
                            Zreszta tak w ogole dla mnie ona jest nazbyt wyszukana (wiem, straszliwe
                            bluznierstwo jak na romanistke ;-P ). Zasady-owszem, ale jesli chodzi o potrawy
                            to strasznie niemoja.:)

                            > Poki co Francuzi maja nieco lepszy przyrost naturalny
                            > zywista, a nie fikcyjna


                            A. to sie nawet chyba w oczy rzuca.:)
                            Swego czasu gdy szukalam wielodzietnych grup dyskusyjnych, brytyjskiej nie
                            znalazlam. Trafilam na amerykanska- b.aktywna i liczna i francuzka- nieco mniej
                            aktywna ale istniejaca i tez nie mala.
                            Poza tym wszyscy moi francuzcy znajomi maja co najmniej po troje dzieci,
                            zwykle wiecej. Acz fakt, ze rowniez Ci mieszkajacy w UK. Pewnie tak z
                            rozpedu ;)
    • vincentina2 Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 20.12.06, 07:10
      dortus,
      wyobrazam sobie, co czujesz.moje dzieci kaszla od 4 miesiecy i kazdy lekarz
      twierdzi,ze to wirus i przejdzie tylko,ze albo jeden albo drugi zawsze dostaje
      zapanienia oskrzeli lub ucha,a my srednio raz w misiacy na pogotowiu.U nas sa
      do tego wymioty codzienne.Zaden syrop nam nie pomaga,nawet przywiezione z Pl.
      Po wertowaniu innych forum polecili mi zrobic wymaz z gardla,gdyz najprawdop
      jest odpowiedzialna za to jakas bakteria.Jade wiec z dziecmi na kuracje do Pl i
      bede robic badania.
      Zastanawiam sie nad niepowrotem,bo ten kraj uwazam za nedzny.
      pozdrawiam m z dziecmi
      • eballieu Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 20.12.06, 14:03
        Mnie na dobra sprawe nie interesuja metody "leczenia" kaszlu.
        Po jakims czasie, jesli to zwyczajny kaszel, kazdy rodzic/opiekun wypracowywuje
        sobie swoja metode.
        Ale ja lubie miec lekarza na "wyciagniecie reki" i wiedziec, ze nie jestem dla
        niego ciezarem. Wiedziec, ze moge przedyskutowac diete dziecka, problemy
        spania, watpilowsci i wiedziec, ze moge do niego zadzwonic, jak jestem w
        tarapatach, nawet w niedziele. Ciagle do tego samego lekarza, ewentualnie
        kolegi, ktory go zastepuje.
        Czas oczekiwania na prywatna wizyte u pediatry - miesiac, koszt wizyty bez
        badan 180 funtow. Anglia, Essex.
        Czas oczekwiania na wizyte w Belgii: (panstwowy system nie istnieje, jest to
        zmiksowany prywatno-panstwowy uklad): 2 godziny, lekarz przyjechal do domu,
        koszt wizyty 31 euro. Taka cena obowiazuje w calej Belgii, 20 euro zostanie
        zwrocone z ubezpieczenia spolecznego, reszta z ubezpieczenia prywatnego jesli
        sie je posiada, a jesli nie, trzeba zaplacic z wlasnej kieszeni. Lekarz na
        koniec wizyty upewnil sie, czy mamy jego numer na telefon komorkowy, bo
        planowal wyjscie do restauracji wieczorem, ale gdyby cos dalej nas niepokoilo -
        to prosze dzwonic.
        W Anglii czasami lepiej byc posiadaczem konia, psa, kota, bo weterynarz
        przyjedzie "natychmiast", bo sa objawy i trzeba je widziec, aby postawic
        diagnoze.
        Tym czasem, jak juz sie doczeka wizyty u pediatry, to objawy znikaja....

        To sa moje doswiadczenia. Subiektywne, bo jak inaczej mogloby byc.




        • annamaria0 Re: W tym kraju kaszlu sie nie leczy... 20.12.06, 15:59
          eballieu napisała:


          > Ale ja lubie miec lekarza na "wyciagniecie reki" i wiedziec, ze nie jestem dla
          > niego ciezarem. Wiedziec, ze moge przedyskutowac diete dziecka, problemy
          > spania, watpilowsci i wiedziec, ze moge do niego zadzwonic, jak jestem w
          > tarapatach, nawet w niedziele. Ciagle do tego samego lekarza, ewentualnie
          > kolegi, ktory go zastepuje.

          Calkowicie sie zgadzam, dodam jeszcze, ze to musi byc lekarz, a nie HV czy pielegniarka, a w Anglii
          zrzuca sie na nie jak najwiecej ze wzgledu na nizsze koszta. Nie bardzo lubie poczucie, ze sie na mnie i
          moim dziecku oszczedza.
          Duzo osob tu chwali polozne czy HV's ale moje doswiadczenie z nimi jest takie, ze pytania odbiegajace
          choc troche od ogolnych powodowaly uniki/propozycje spotkania z lekarzem. Nic sie od mojej HV
          pozytecznego nie dowiedzialam i w niczym mi nie pomogla. Dlaczego zatem nie moge miec dostepu do
          pediatry bezposrednio? No tak, koszt...
          • zobrien Alergii tez sie nie leczy... 20.12.06, 16:53
            Niestety zgadzam sie z twoja opinia o HV - tez w niczym mi nie pomogly i
            zmarnowalam godzine wysluchujac komunalow, ktore mozna przeczytac sobie w
            ksiazkach. Z bardziej skomplikowamymi pytaniami zawsze odsylala mnie do gp. U
            mnie w przychodni jest jeszcze o tyle wesolo, ze odkad tu mieszkam, nie
            widzialam swojego gp na oczy - nigdy nie ma czasu, wiec mojego mlodego za
            kazdym razem (na szczescie nieczesto) oglada inny lekarz. Z kaszlem nie
            mielismy problemow, ale z alergia owszem. Mlody mial straszne zielone sraczki i
            wysypke na calej buzi, a lekarz potrafil z siebie wykrztusic tylko: niech sie
            pani nie martwi i " przejdzie mu". I tak przez poltora miesiaca! W Polsce
            pediatra oczywiscie zdiagnozowal alergie pokarmowa, tylko mlody byl za maly na
            testy. Jedna z forumowiczek napisala, ze teskni za polskim prywatnym lekarzem,
            do ktorego moglaby zadzwonic w weekend albo wieczorem. Ja tez, ale zareczam, ze
            tu prywatni lekarze tez sa na kazdy gwizdek. Tylko ze tu kompletnie mnie na
            nich nie stac :-)
            • basiak6 Re: Alergii tez sie nie leczy... 20.12.06, 21:48
              Oczywiscie ze sa, my mamy dostep do prywatnej pediatry, z wizyta domowa, ale
              kosztuje 140funtow za wizyte.
              Rozumiem ze w Polsce takowy lekarz na wyciagniecie reki i z wizyta domowa jest
              za darmo?
              • eballieu Re: Alergii tez sie nie leczy... 20.12.06, 23:42
                Basiu,za tyle to GP prywatny tu przyjedzie do nas. Pediatra to 180 funtow, i
                trzeba czekac......
                Dzwonic po weterynarza, ci sa na gwizdek. Bo zwierzeta w tym kraju to
                priorytet;-)
                • edavenpo Re: Alergii tez sie nie leczy... 21.12.06, 00:07
                  eballieu napisała:

                  > Dzwonic po weterynarza, ci sa na gwizdek. Bo zwierzeta w tym kraju to
                  > priorytet;-)
                  __

                  Tu sie wtrace ;-)

                  Uwazam ze to akurat pokazuje ze jest to cywilizowany kraj ktory troszy sie o
                  zwierzeta, niekoniecznie kraj ktory przeklada zwierzeta nad ludzi.

                  Tutejszy TOZ czyli RSPCA nie otrzymuje zadnych funduszy od panstwa i dziala jako
                  organizacja charytatywna.

                  Nie ma rowniez oplacanej przez panstwo sluzby zdrowia dla zwierzat, ktora jest
                  dostepna dla ludzi.

                  Kliniki RSPCA poniekand pelnia ta funkcje leczac zwierzeta ludzi ktorzy nie moga
                  sobie pozwolic na weterynarza prywatnie (co musza udowodnic odpowiednimi
                  dokumentami), za darmo badz mocno zredukowana oplata, ale jak wspomnialam wyzej
                  sa organizacja charytatywna i utrzymuja sie wylacznie z donacji.

                  Battersea Dogs Home, na przyklad, ktory jest niejako oficjalnym schroniskiem w
                  Londynie (i najwiekszym w UK) jest rowniez organizacja charytatywna i nie
                  otrzymuje zadnej pomocy z funduszy publicznych, tak samo jak resta schronisk i
                  przytulisk w UK.

                  Weterynarz jest faktycznie dostepny, choc wizyta w przypadku naglej potrzeby np.
                  poznym wieczorem kosztuje £90 za samo pojawienie sie w lecznicy nie liczac
                  zabiegow. Pogotowie RSPCA tez przyjedzie ale tylko do naprawde powaznych
                  przypadkow typu np. wypadki drogowe i to wtedy kiedy potrzebna jesty ich
                  ekspertza (w przypadku dzikich zwierzat) lub skrajna sytuacja - wypadek pies
                  cierpi, wlasciciela nie ma lub jest powodem tego cierpienia.

                  W kazdym innym przypadku za opieke lekarska placi wlasciciel i to slono. Stad
                  tez zawsze polecam ubezpieczenie ;-)
                  • eballieu Re: Alergii tez sie nie leczy... 21.12.06, 00:18
                    Ewa, tylko prosze Cie odpowiedz mi na jedno pytanie, konkretnie - jesli Twoj
                    pies ma obiawy choroby, to czy prywatnie do lekarza na wizyte w celu diagnozy
                    czekasz prawie miesiac?
                    • eballieu Re: Alergii tez sie nie leczy... 21.12.06, 00:21
                      Bo ja jedno musze napisac - nie chce nic od publicznej sluzby zdrowia w tym
                      kraju, ale niech oni tez ze mnie nie sciagaja;-)
                      I bedziemy kwita.
                      • gypsi Re: Alergii tez sie nie leczy... 21.12.06, 00:41
                        Widze jedyna szanse dla Ciebie - wyjazd do USA, tam nie ma publicznej opieki
                        zdrowotnej (poza Medicare dla najubozszych emerytow, nad ktorym wlasnie debatuja
                        jak powstrzymac jego upadek), sa wylacznie prywatne ubezpieczenia. No i Indie
                        jeszcze. Zastanow sie tylko, czy bedzie Cie wtedy stac na pokrycie kosztow
                        operacji na sercu, czy wypadku? Niestety, niczego lepszego niz tzw. "solidaryzm
                        spoleczny" w systemach opieki zdrowotnej (placa wszyscy, korzystaja
                        potrzebujacy) poki co nie wymyslono. Uprzejmie przypominam Ci, ze w ramach tego
                        solidaryzmu wszyscy placacy tu skladke solidarnie zrzucaja sie na bezplatne
                        recepty dla dzieci, nawet bezdzietni.
                        Myslalas o prywatnym ubezpieczeniu? Placisz co miesiac niewiele, kolejek raczej
                        nie ma, nie wiem jak jest z wizytami domowymi. No, jest ryzyko, ze bedziesz
                        placic i nigdy nie skorzystasz, ale wszystkie ubezpieczenia to znowu ten
                        obrzydliwy solidaryzm;)
                        Moim zdaniem tak naprawde niewiele dzieci wymaga wizyty w domu, dziecko
                        nietrudno zawiezc do przychodni. Wizyta to luksus, a za luksus trzeba placic. A
                        140 czy 180 funtow to normalna cena, jesli za zmiane opon placisz ok. 50, nie
                        uwazasz?
                        Pozdrawiam:)
                    • edavenpo Re: Alergii tez sie nie leczy... 21.12.06, 13:50
                      Ela, widze ze chyba zle sie wyrazilam ;-)

                      Nie chodzi mi tutaj o udowadnianie ze psy maja gorzej, lepiej czy tak samo.
                      Chodzi mi o to ze nie ma tak naprawde co porownywac bo kazdy z tych systemow NHS
                      v. prywatne a RSPCA v. prywatne dziala na zupelnie innych zasadach.

                      To ze weta masz na telefon a do pediatry czekasz nie swiadczy moim zdaniem o tym
                      ze zwierzeta przedklada sie nad ludzi (choc faktycznie Brytyjczycy kochaja swoje
                      czworonigi), bardziej o tym ze prywatne uslugi weterynaryjne sa tutaj znacznie
                      lepiej rozwiniete niz prywatne uslugi lekarskie. A przyczyna tego jest moim
                      zdaniem jest nie to ze uslugi lekarskie za darmo sa dostepne dla WSZYSTKICH a
                      ich alternatywa jest lecznictwo prywatne. W przypadku zwierzat jest dokladnie
                      odwrotnie, leczy sie prywatnie, w skrajnych przypadkach mozna isc do RSPCA
                      (utrzymywanego zreszta donacji nie z budzetu panstwa). Nic dziwnego ze
                      weterynarzy jest duzo a prywatnych pediatrow mniej.

                      Co do czekania - faktycznie - na wizyte u weterynarza nie czekam wcale, no gora
                      1 dzien. W razie naglego przypadku wsiadam z psem w taksowke i jade do lecznicy
                      - wizyty domowe sa tutaj rzadkoscia.

                      Z drugiej strony jakby to porownac like for like to jednak jesli chodzi o
                      specjaliste (jakim jest w koncu pediatra) - chirurg weterynaryjny czy psi
                      dentysta - na to czekasz dluzej. Moj Kevin, jamnik, nie dziecko zeby nie bylo
                      ;-) ma guzka na klatce piersiowej. Nasz wet nie ma pojecia co to jest -
                      mozliwosci jest wiele od raka po tluszczaka - wiec mamy skierowanie na operacje
                      wyciecia i biopsji, ale dopiero po Nowym Roku bo pierwszy termin byl nawet
                      prywatnie osiagalny po 3 tygodniach. Onkolog weterynaryjny na przyklad, na pewno
                      nie jest na telefon i na wizyte czeka sie kilka tygodni co najmniej – jest ich
                      kilku w calym kraju wiec mozesz sobie wyobrazic ze kolejka jest spora.
                      • edavenpo Poprawka... 21.12.06, 13:53

                        poprawka zdania ;-)

                        Mialo byc:
                        A przyczyna tego jest moim zdaniem jest to ze uslugi lekarskie za darmo sa
                        dostepne dla WSZYSTKICH a ich alternatywa jest lecznictwo prywatne.
                        • annamaria0 Re: Poprawka... 21.12.06, 16:52
                          Gypsi, sa jeszcze systemy takie jak w Belgii czy Francji, ktore sa czesciowo subsydiowane, czesciowo
                          pokrywane przez ubezpieczenie. Tak mialo byc z grubsza tez z NHS - moja tesciowa jeszcze pamieta
                          jego poczatki. NHS powstalo jako system majacy zapewnic opieke tym, ktorzy nie mogli sobie pozwolic
                          na zaplacenie, ale z roznych powodow, w ktore nie chce sie teraz szczegolowo wglebiac, ewoluowalo w
                          kierunku "wszystko dla wszystkich za darmo". Wiadomo jednak ze system finansowany wylacznie z
                          podatkow nie jest w stanie zapewnic opieki na najwyzszym poziomie wszystkim 60 mln ludzi, to jest z
                          punktu widzenia ekonomii nieosiagalne, w kazdym razie nie w kraju o takiej populacji i takiej
                          strukturze podatkowej. Dlatego powinna byc alternatywa, ktorej w tej chwili nie ma. Zycie nie jest
                          sprawiedliwe, sa ludzie bardziej i mniej zamozni i ci, ktorzy maja wiecej pieniedzy, powinni byc
                          zachecani do korzystania z bardziej luksusowej prywatnej sluzby zdrowia, np przez ulgi podatkowe,
                          tym samym odciazajac NHS; ci ktorych na to nie stac, korzystaliby jak dotad z adekwatnego NHS. BUPA
                          czy inne ubezpieczenia nie sa tak naprawde ta alternatywa, bo wiele rzeczy nie obejmuja, np maternity
                          care, tak waznego elementu opieki zdrowotnej.
                          Co do zlobkow- nie wiem, jakie sa w Surrey, w naszym szpitalu jest tak, ze owszem, jest nursery
                          niedaleko szpitala, ktora oferuje znizki dla pracownikow szpitala, ale to sa znizki rzedu 10-20% - wciaz
                          za male.
                          • eballieu Re: Poprawka... 22.12.06, 02:16
                            Gypsi, ale ja takie ubezpieczenie posiadam.
                            I o kat dupy mozna je rozbic;-). A jest jednym z lepszych niby.
                            Bo najpierw trace czas na wyzebranie skierowania u GP NHS-u (tak sie niestety
                            czuje), na takim spotkaniu w sprawie skierowania trace czas i ja i GP (bo w tym
                            czasie GP moglby robic cos pozyteczniejszego), a pozniej czekam tygodniami na
                            prywatna wizyte. No chyba cos tu jest nie tak?
                            A recepty za darmo i wiele innych rzeczy za darmo w ramach NHS - no to po
                            prostu jest glupota w kraju, gdzie podatki sa tak niskie. No po prostu tego nie
                            mozna pokryc z kieszeni podatnika. Nie ma bata, zrobi sie dziura, ktorej pokryc
                            nie da rady moskiewski milioner;-)
    • darma13 a ja mam zupelnie inne doswiadczenia... 20.12.06, 23:24
      Niestety moj synek drugi raz zaniemogl, bedac tu od roku. Pierwszy raz bylo
      naprawde kiepsko, chorobsko rozwijalo sie powoli, powoli, az w koncu dostal
      wysokiej temperatury, czuc mu bylo z ust ropa, mial nieciekawy kaszel, wysoka
      temperature itp. Jako, ze szlam do mojego GP po raz pierwszy, a duzo sie
      naczytalam o dawaniu tutaj panadolu na wszystko, nastawiona bylam raczej
      bojowo, bo z mojej obserwacji wynikalo, ze zakazenie jest bakteryjne i
      antybiotyk jest niezbedny. O dziwo, lekarz przyjal mnie tego samego dnia i sam
      bez problemu przepisal aminoxil. Mlody zaczal wracac do zdrowia. Minely 3
      miesiace i Maks znowu zaniemogl. Zaczelo sie niewinnie w czwartek od
      zmienionego glosu ( samopoczucie mial caly czas doskonale).Trwalo to 2 dni, po
      nicm nastapil lekki suchy kaszelek, ale Maks wciaz czul sie dobrze. Po
      kolejnych dwoch dniach, w nocy z niedzieli na poniedzialek zagoraczkowal,
      ciezko oddychal, kaszel zamienil sie w mokry. Niestety dopiero w srode moj
      lekarz mogl go przyjac. W poniedzialek i wtorek Maksia jakby nie bylo, 0
      apetytu, przysypial temperatura od 37,5 do 38,5. Podalam mu witamine c, wapno i
      syrop i czekalam na wizyte. Dzis od samego rana zadnej temperatury, apetyt
      wrocil i chec do zycia tez. No ale, ze wizyta umowiona to po poludniu poszlam i
      jakie bylo moje zdziwienie gdy lekarz znowu przepisal aminoxil. Na moje
      wyczucie nie ma potrzeby i teraz sama nie wiem czy mu podac. Zaznacze, ze w
      Polsce przez 5 lat Maks dostal antybiotyk tylko raz. Nie zgadzam sie wiec z
      opinia, ze tu tylko panadol idzie w ruch.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka