Forum Sport Narty
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Dziecko+narty+mama= szelki?

    02.01.11, 02:42
    Zabieram po raz pierwszy swoja rodzinę w góry z wielką wolą zarażenia ich narciarstwem. Dzieci mają 2,5 i 4,5 lat. Ja niestety ostatni raz byłam w górach 7 lat temu a od tego czasu sporo nowinek technicznych się pojawiło. Miedzy innymi wymyślono różne szelki do nauki dzieci jazdy na nartach (może 7 lat temu już były ale temat dzieci mnie wówczas nie interesował). Na reklamówkach wygląda to genialnie - ale to tylko reklama. Czy to jest faktycznie tak ułatwiające naukę?

    Wydaje mi się że póki dziecko nie nauczy się kontrolować jako tako ciała na nartach (umieć stać na nartach, umieć dreptać, zjechać po prawie płaskim) to nie ma sensu brać instruktora. A skoro nie instruktor więc ja będę strać się uczyć - sprawić sobie takie szelki? A jeśli tak to które, te montowane w pasie, na ramionach czy te montowane na buty?
    Obserwuj wątek
      • wote Re: Dziecko+narty+mama= szelki? 02.01.11, 17:49
        Ja w tym roku startowałem z nauką swojej 3,5 letniej córeczki. Złapała bakcyla i ze złotym medalem z czekolady na piersi zakończyła swoją pierwszą 6-cio dniową przygodę na stoku. Była zachwycona! :)

        Smycz nie ułatwia nauki bezpośrednio ale pozwala Ci kontrolować dziecko i sprawia że ono nie odjeżdża. Sprawia też że w wygodnej pozycji możesz je hamować i mówić co ma robić. Co na pewno podnosi efektywność. Mimo smyczy czeka Cię jazda tyłem przed maluchem i trzymanie dziobów nartek. Czeka Cię ból kręgosłupa ;). Ja bardzo się starałem aby te pierwsze dni to była zabawa i podziałało. 6 dnia śmigaliśmy z górki a linka była tylko pro forma, dla bezpieczeństwa.

        Ze swojej strony polecam 4-5 m linkę ze sklepu żeglarskiego. Przekładasz ją na karczku, plecakach pod paszkami i za kilka zł masz sprzęt, który w minimalny sposób ingeruje w ruchy dziecka co pozwala mu załapać o co chodzi w skrętach. Maluchy sporo rzeczy robią intuicyjnie.

        Powodzenia ale frajda i duma z efektów jest warta każdego wysiłku! :) z tym młodszym - 2,5 roczku to jeszcze za wcześnie chyba ;).

        Instruktor ma sens jak sama nie potrafisz ustawić dobrze dziecka, umieć panować nad nartami aby na nie nie wjechać jak się przed Tobą przewróci. Ja wziąłem instrukcje od instruktora i zastosowałem w praktyce.
        • agus-ka Re: Dziecko+narty+mama= szelki? 02.01.11, 19:03
          Przede mną też pierwszy raz z dzieckiem na nartach. Na 100% zdecyduję sie na instruktora, sama nie czuję się na siłach uczyć córki, takie sa realia.
          Jesli chodzi o nowinki techniczne do nauki malucha, koleżanka opowiadała mi o takim urządzeniu, ktore używają instruktorzy. Wsadza się w nie czubki nart, zeby maluchy nauczyłay się jeździć pługiem. Sama tego nie widziałam, ale wiem ze istnieje.
          • wote Re: Dziecko+narty+mama= szelki? 02.01.11, 19:17
            Klamra na czubki sprawia że faktycznie pług sam się ustawia ale "pamięć mięśniowa" nie pracuje prawidłowo.. zalecano mi to stosować ale tylko aby pokazać o co chodzi i nie musieć zjeżdżać przed maluchem. Potem zdjąć i ćwiczyć bez... jak trzeba jeszcze raz pokazać - założyć, ale nie jeździć z tym dłużej.
        • simon_r Re: Dziecko+narty+mama= szelki? 03.01.11, 09:14
          Jasne... 5m linka i to najlepiej biała to świetny sposób na nieszczęście. Jeśli już ktoś wpada na taki pomysł to niech przynajmniej na tej lince poprzywiązuje kolorowe szmatki. Kilka razy zdarzało mi się widzieć na stoku ludzi z dziećmi na 5m uwięzi i takich co w te uwięzi wjeżdżali.

          A wracając do doświadczeń z nauką jazdy dla 3,5 letniego dziecka to osobiście próbowałem na rózne sposoby ale mój bąbel po prostu się dobrze bawił pokładając sie na śniegu, przewracając i robiąc różne inne wygłupy. Jak tylko wziąłem mu instruktora to po godzinie zamiast sie wydurniać zaczął jeździć bo przy instruktorze jakoś mu nie wypadało.
          I od tej pory żadnych szelek nie potrzebował.
          • wote Re: Dziecko+narty+mama= szelki? 03.01.11, 09:58
            Ja się cieszę bo udało się sprawić, że dla małej to była zabawa... w reniferka, w piłeczkę, w samolot i inne ciekawe stworzenia. Każdy upadek był powodem do zabawy śniegiem. Ani razu nikt jej do niczego nie zmuszał, jak chciała zjeżdżać to zjeżdżała, jak chciała na karuzelę to była karuzela. Jak zaczęło jej wychodzić nie było siły ściągnąć jej nartek :). A co do linki i innych alpejczyków mogących w nią wjechać to zdecydowanie polecam naukę na prawdziwej oślej łączce... nie na zwykłym stoku. Zagrożenie ze strony innych znacznie maleje, a i nachylenie działa na naszą korzyść. Nie miałem ani przez chwilę problemu z innymi narciarzami. Co do instruktora to na pewno dobry fachowiec może pomóc ale zgadzam się ze skynewsem (witaj znów na forum :) ) że takich już mało. Ja zasięgnąłem porady zaznajomionego fachowca i przygotowany teoretycznie przekułem to na praktykę bawiąc się z małą. Po 6 dniach jeździ naprawdę nieźle a dla mnie i dla mamy była to znakomita zabawa i fajnie spędzony czas z małą dla której na co dzień nie ma tyle czasu ile na urlopie. :)
            • skynews Re: Dziecko+narty+mama= szelki? 05.01.11, 00:54

              wote,
              również się cieszę:)

              Co do argumentu że 5m linki jest niebezpieczne odpowiem tak:
              te 5m nie oznacza pięciometrowej odległości miedzy dzieckiem a opiekunem.
              Taka długość linki ma umożliwić wykonanie czegoś w rodzaju zabezpieczenia tak
              żeby w praktyce mieć dziecko w odstępie około dwóch metrów i oczywiście naukę zaczynamy na spokojnym, łagodnym i możliwie odosobnionym stoku.

              Enjoy it !
          • rpodolak Re: Dziecko+narty+mama= szelki? 03.01.11, 10:14
            mam dokładnie takie same doświadczenia (kilka lat temu z córką) a teraz (a dokładnie wczoraj;-) z synem(6 lat): próby nauczania przez rodziców przez kilka godzin (oczywiście nie "jednym ciągiem") nie dawały żadnych rezultatów (poza nerwami i frustracją oraz kupą śmiechu) - 1 godz z instruktorem zaowocowała samodzielnym zjazdem pługiem z góry do dołu
            pzdr
            aczkolwiek ceny są zbójcze 1godz/70 zł, co ciekawe w lutym jade do Włoch i za kurs (co prawda grupowy) 5 dni x 2 godz. (czyli 10 godz.) płacę 80 Euro co daje 8 Euro tj 32 zł/godz
      • Gość: Roxi Re: Dziecko+narty+mama= szelki? IP: *.adsl.inetia.pl 02.01.11, 20:44
        Mój synek ma trochę ponad 4 lata , zaczynał w tamtym roku ,
        tata dobrze jeżdzący przez 2 dni próbował nauczyć Smyka z marnym skutkiem,
        Smyk nie słuchał , wyginał się , oglądał na wszystkie strony ;)
        wzięliśmy instruktora i Młody po godzinie już wiedział o co chodzi :))
        byliśmy w tamtym roku w sumie ok 15 dni ,godzinnych lekcji z instruktorerem było ok sześciu
        potem tata douczał .
        w tym roku po 1 dniu rozruchu zasuwał jak szalony , mieliśmy ze sobą szelki i ....
        całe szczęście bo Smyk zupełnie nie ma stracha i ucieka nam ,
        więc szelki służą nie tyle do nauki co dla bezpieczeństwa.
        • skynews Re: Dziecko+narty+mama= szelki? 02.01.11, 21:45

          Mam doświadczenia podobne do wote - kreatywność, dopasowanie się do aktualnej sytuacji i warunków na stoku są ważne...
          Najbardziej jednak koncentrowałem się na ochronie dziecka przed "zawodowcami" spadającymi na tzw. krechę.
          Czteroletnie dziecko nie ma żadnych problemów z utrzymaniem równowagi chociażby z powodu proporcji swojego ciała.
          Postępy jakie robi są wprost proporcjonalne do jakości komunikacji z opiekunem/rodzicami,
          a ta z kolei zależna jest od zdolności koncentracji dziecka na określonych czynnościach i umiejętności nie dawania odwracać sobie uwagi sprawami nieistotnymi.
          Można to zbadać i poćwiczyć przed rozpoczęciem nauki jazdy na nartach.
          Poza tym trzeba dziecko b. często przytulać tak aby w żaden sposób nie odczuwało jakiegokolwiek przymusu...

          Odnośnie instruktorów - uważam że jest to zawód, który wymarł śmiercią naturalną przy dzisiejszym zaawansowanym technicznie sprzęcie i poziomie przygotowania tras.
          Poza tym nie wiem dlaczego instruktor ma mieć większy autorytet od rodziców ale jak ktoś
          ma pozytywne doświadczenia w tej dziedzinie to oczywiście jego sprawa...

          Enjoy it !
          • skibunny Re: Dziecko+narty+mama= szelki? 02.01.11, 23:37
            jesli zdecydujesz sie na uzywanie szelek to pamietaj, ze tam gdzie bedziesz z dzieciakiem jezdzic, beda jezdzic inni poczatkujacy, ktorzy nad swoimi nartami nie zawsze do konca panuja i moze sie zdazyc, ze przejada miedzy Toba i dzieckiem nie widzac linki was laczacej... widzialam to kilka razy...
            ja bym jednak skorzystala z pomocy insturktora:) dobry insturktor zdziala cuda:)
            • kartopaka Re: Dziecko+narty+mama= szelki? 05.01.11, 10:02
              Sama stawiałam swoje dzieci po raz pierwszy na nartach. Syn miał 5 lat jak zaczynał a córka rok temu 4 lata. Dodam, ze mam uprawnienia tzw "pomocnika instruktora narciarskiego PZN" ale robiłam je około 17 lat temu... metodyka nauczania w głowie w wersji chociaż podstawowej została. Jednak najgorsze to uczyć własne dzieci. Na początku opornie szło, ale udało się w jednym i drugim przypadku. Jazdę pługiem, łuki płużne, zatrzymywanie się i jazdę wyciągiem orczykowym na oślej łączce opanowali w 2-3 dni. Potem przenieśliśmy się na wyższe góry i tu świetnie zdały egzamin tzw "lejce" czy "szelki". Za pierwszym razem przy nauce syna bardzo mi takiej pomocy brakowało. Za drugim razem kupiłam na allegro i jestem bardzo zadowolona. Moje szelki są w kolorze czerwonym wiec są bardzo dobrze widoczne. Miałam dziecko przed sobą. Dawałam córce swobodę, ale cały czas miałam kontrole nad tym co się dzieje. Mogłam delikatnie dawać impulsy do skrętu. A w razie zagrożenia przytrzymać. Nigdy nikt w nas nie wjechał. Zdecydowanie polecam zakup takiego sprzętu np allegro.pl/czerwone-szelki-asekuracyjne-z-kamizelka-na-narty-i1390496802.html allegro.pl/kamizelka-na-narty-i-szelki-asekuracyjne-zielona-i1393494408.html.
              • Gość: Roxi Re: Dziecko+narty+mama= szelki? IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 05.01.11, 12:47
                mam takie same szelki asekuracyjne tylko w kolorze pomarańcz :)
                jak już pisałam polecam je dla bezpieczeństwa dziecka na większych stokach,
                wcale nie mają 5 metrów
                nikt w nas nie wjechał ,
                Mój syn za szybko się rozpędza ,na większym stoku mógłby mieć problem z zatrzymaniem .
                te szelki pozwalają póki co kontrolować tacie jego szybkość.
                jak już jego rozumek pojmie, ze nie można za szybko śmigać, szelki zostaną w domu :)
      • Gość: zet Re: Dziecko+narty+mama= szelki? IP: 195.47.201.* 05.01.11, 14:35
        mam córke teraz 4 latka.. pierwsze kroki na śniegu mieliśmy w zeszłym sezonie jako 3 latka poradziła sobie ze zjazdem z 2,5 km trasy (czerwona) ale... pierwsze dwa dni walka z samym sobą czyli przewracanie sie na bok rozjeżdzanie nart przy próbie jakiegokolwiek podtrzymania stawła sie automatycznie "miękka" itp.. po dwóch dniach założyliśmy szelki i spinki na przody nart.... i cud :) od razu przejście z jazdy równioległej do pługu nie robiło już problemu. a nie oszukujmy sie 3 -4 letniego dziecka nie nauczysz jazdy carwingowej. Jazda na "kreche" z jednoczenym przejsciem w pług sprawiało małej niesamowitą radość a szelki były w tym przypadku bezpieczeństwem żeby nie odjechała na stoku...
        ale uwaga nie próbuj tego w polsce bo idiotów na stoku nie brakuje tutaj musisz mieć oczy dookoła głowy i dziecko jak najbliżej siebie :) i zainwestuj w markowy kask bo na głowie dziecka nie można oszczędzać :)
        powodzenia
      • zuzanka79 Re: Dziecko+narty+mama= szelki? 05.01.11, 14:51
        majatusia napisała:

        > Wydaje mi się że póki dziecko nie nauczy się kontrolować jako tako ciała na nar
        > tach (umieć stać na nartach, umieć dreptać, zjechać po prawie płaskim) to nie m
        > a sensu brać instruktora.

        To jest błędne myślenie. Dlaczego? Chociażby dlatego, że instruktor ma inne podejście do nauki dziecka niż rodzic i dziecko inaczej zachowuje się przy instruktorze a inaczej przy rodzicu.
        Mój syn miał niespełna 4 lata ( kończył w kwietniu) gdy pierwszy raz stanął na nartach i to od razu z instruktorem na stoku pod Czantorią. Dwie godziny wystarczyły by samodzielnie wsiadł na orczyk i zjechał z instruktorem z niewielkiego stoku. Potem już tylko szlifował styl;)
        Od tego czasu jeździ samodzielnie bez nas i bez żadnych szelek i co raz trudniejszymi trasami. W ubiegłym roku zjeżdżał samodzielnie z Czarnej Góry. Z samej góry. A ja ledwie za nim nadążyłam.
        Pomimo tego że umiem jeździć na nartach nie podjęłabym się nauki syna. Wolę zapłacić i mieć z głowy. To nie na moje nerwy ;)
      • 0x0001 Re: Dziecko+narty+mama= szelki? 05.01.11, 15:49
        Wszystko zależy od dziecka i od rodziców. Moja córka miała 2 lata i 10 miesięcy gdy po raz pierwszy udaliśmy się z nią na narty. Nie było mowy o instruktorze, bo mała zawsze wszystko chce zawsze robić sama. Było fajnie, ale za wcześnie na poważną naukę - nauczyła się tylko jeździć pługiem. Rok później nadal nie chciała słyszeć o instruktorze, ale załapała wszystko w kilka godzin i samodzielnie (oczywiście ze mną kilka metrów od niej) zjeżdżała z 2,5km niebieskiej trasy. Wydaje mi się, że cztery lata to idealny moment na rozpoczęcie prawdziwej jazdy.

        Teraz problemy - żałowałem na początku, że nie miałem dla niej spinek do czubków nart, ale problemy z rozjeżdżaniem udało się po 2-3 godzinach opanować i dawała sobie znakomicie radę. Tak więc chyba nie jest to niezbędne, a przy okazji nie wyrobi złych nawyków.

        Za to pod koniec naszego wyjazdu mała poczuła się zbyt pewnie i w pewnym momencie postanowiła "wygrać wyścig" - na stromym odcinku trasy rozpędziła się zbyt mocno, a później nie mogła wychamować z tej prędkości. Zdołaliśmy ją w pore złapać, ale strasznie się najadłem strachu. I z tego właśnie powodu rekomendowałbym szelki, szczególnie jeśli nie planujesz korzystać z usług instruktora. Nigdy nie wiadomo, co czterolatkowi strzeli do łepetyny.

        Z drugiej strony, jeśli planujesz wpoić dzieciom tylko wymienione w pierwszym poście umiejętności "umieć stać na nartach, umieć dreptać, zjechać po prawie płaskim", to żaden ekwipunek Ci niepotrzebny. Nawet 2,5 latek się tego nauczy, ale dla starszego dziecka to może być odrobinę poniżej chęci i możliwości.
      • Gość: st1545 Re: Dziecko+narty+mama= szelki? - NIE IP: 192.1.1.* 05.01.11, 17:32
        Szelki NIE, bo kiedyś trzeba je zdjąć. Kiedy - za rok, dwa? A może po dwóch godzinach?
        W przypadku wszystkich znanych mi dzieci, w tym dwóch własnych córek, problem nie był w tym, aby dziecko umiało się zatrzymać - ale w tym, żeby tego _chciało_. Bałbym się tego momentu uwolnienia, ale jeśli priorytetem jest wjeżdżanie "na samą górę" już od pierwszych dni, to chyba nie ma innego wyjścia? W każdym razie traktowałbym szelki jako ostateczność i nie nastawiał na jakąkolwiek przyjemność z takiej jazdy - ani dla dziecka, ani dla rodzica.

        W ogóle nauka w górach, na stoku - w szczególności z wykupionym karnetem całodziennym (lub dłuższym) - to mało przyjemna sprawa. Po pierwsze, rodzice też się chcą najeździć (-:
        Proponowałbym uczenie na zmianę (raz mama, raz tata). Gorzej, jeżeli dwójka dzieci ma się uczyć naraz, bo przy takiej różnicy wieku jedna osoba chyba tego nie ogarnie. Na szczęście mało który maluch wytrzyma na stoku cały dzień.

        Jeśli chodzi o wiek, to 2.5 roku to nie jest za mało na narty. To jest jednak - wg mnie - za mało na jakikolwiek stok. Proponowałbym raczej małą górkę (ale nie żadną "oślą łączkę" przy wyciągu!), taką, żeby po zjechaniu na krechę było bezpieczne miejsce do wytracenia prędkości. Wg mnie najlepsze są zwykłe górki osiedlowe pod własnym blokiem, ale może być też jakieś pólko w górach, najlepiej w pobliżu kwatery.

        Jeśli chodzi o powrót na "szczyt", to w pierwszym etapie zabawy proponuję wciągać dziecko za linkę. Odpinanie nart i wchodzenie jest mało przyjemne i nudne. Wyciągi wciągają za wysoko albo w tłum.
        A na lince można jeździć nawet po płaskim - kwestia kondycji "holownika". Myśmy tak jeździli po mniej więcej 3 sezony na każde dziecko (a licząc z wyjściami na biegówki, z zarażoną już i dobrze jeżdżącą starszą córką, to nawet 2 razy dłużej).

        Instruktora, jeżdżenie tyłem, spinki itp. polecam w zależności od fantazji i własnej potrzeby spędzenia czasu na większej wysokości. Jedno dziecko nauczyliśmy powolutku, bez żadnych lekcji i zasad. Krzyczeliśmy tylko ciągle "ugnij nogi!"; rzadziej - "przechyl się do przodu!". Jak miała cztery lata, to na koniec wyjazdu musieliśmy zjechać ze schroniska na dół. Trochę za rękę, trochę między nartami - w każdym razie dała radę.
        Druga córeczka była mniej samodzielna, więc w drugim sezonie narciarskim wzięliśmy dla niej instruktora, który nauczył ją flakonika. Wystarczyło dodać trochę sposobu, żeby zechciała wjechać dużym wyciągiem (bała się, niestety) no i mamy drugą czteroletnią narciarkę (-;

        pozdrawiam, tomek

        P.S.
        majatusia, jeśli możesz, to napisz dokąd i na ile jedziecie.
        Z naszych wynika, że inną strategię trzeba przyjąć podczas wyjazdu na dłuższy czas do schroniska gdzieś na górze, a inną przy codziennym dojeżdżaniu do wyciągów. Najgorzej, gdy śnieg jest tylko na trasach z dala od "bazy", w której można się ogrzać albo najeść.
        • wote Re: Dziecko+narty+mama= szelki? - NIE 05.01.11, 19:20
          Tak sobie czytam co piszecie o nauce dzieci i mam wrażenie, że zatraca się sens tego co to ma być... to ma być dla dziecka zabawa... wtedy się ono nauczy najszybciej i najchętniej... piszecie, że dziecko nie chce Was słuchać i będzie słuchało instruktora... wiece dlaczego, bo jemu zależy, ma cierpliwość, pomysły i potrafi zaciekawić malucha... zrobicie dziecku lekcje, efektów nie będzie, pobawicie się z nim.. .sami się zaskoczycie.
          Nie ma większej frajdy niż wspólny czas z maluchem na zabawie na śniegu... w życiu nie pozwoliłbym na tą przyjemność instruktorowi. Nie mówię tu o nauce narciarstwa bo z 3,5 latkiem nie o to chodzi, tylko o nauczenie utrzymania równowagi, ew skręcania, hamowania i czerpania frajdy z białego szaleństwa.

          Na instruktora przyjdzie czas jak dziecko będzie rozumiało i umiało zastosować polecenie, dociśnij wewnętrzną krawędź lewej narty. To tylko moje zdanie. Wszystko co wcześniej, z powodzeniem można zastosować samemu, jak się ma pojęcie o nartach i cierpliwość do swojego malucha... bo niech każdy sobie odpowie, często o wygodę chodzi, a nie o "profesjonalizm" i wiedzę edukacyjną.

          Szelki na oślej łączce zdecydowanie TAK - bezpieczeństwo. Można też ćwiczyć na małej górce pod domem... wtedy szelki nie są potrzebne.
          • Gość: st1545 Re: Dziecko+narty+mama= szelki? - NIE IP: *.wesola.3.pl / 172.20.151.* 05.01.11, 22:02
            wote napisał:
            > Tak sobie czytam co piszecie o nauce dzieci i mam wrażenie, że zatraca się sens
            > tego co to ma być... to ma być dla dziecka zabawa...
            Nooo (-:
            Powtórzyłbym jednak, że dla frajda dla uczącego też się liczy. W tym - zachowanie proporcji pomiędzy dziecięcą zabawą a dorosłym narciarstwem.

            > piszecie, że dziecko nie chce Was słuchać i będzie słu
            > chało instruktora... wiece dlaczego, bo jemu zależy, ma cierpliwość, pomysły i
            > potrafi zaciekawić malucha... zrobicie dziecku lekcje, efektów nie będzie, poba
            > wicie się z nim.. .sami się zaskoczycie.
            Nie jestem do końca pewien, czy na pewno odpowiadasz na mój post czy tak ogólnie narzekasz. Tak czy siak, weź pod uwagę, że nie ma jednej reguły dla wszystkich. Dwie moje córki były pod tym względem całkowitymi przeciwieństwami - pierwsza "sama" się nauczyła w trakcie zabaw, drugą interesowało tylko jeżdżenie na wprost (nie dokładnie: najczęściej z lekką odchyłką w lewo).

            > Nie ma większej frajdy niż wspólny czas z maluchem na zabawie na śniegu... w ży
            > ciu nie pozwoliłbym na tą przyjemność instruktorowi. Nie mówię tu o nauce narci
            > arstwa bo z 3,5 latkiem nie o to chodzi,
            Nie idealizuj (-; Poza tym, w pytaniu chodziło o dziecko rok młodsze i rok starsze. Ten rok w tę lub w tamtą to akurat taka różnica - biorąc za przykład moje dzieci - aby nie było co marzyć o celowym kierowaniu nartami, albo (w drugim przypadku) wystarczająca do zainteresowania dziecka jeżdżeniem w poprzek stoku bądź pióropuszami śniegu podczas hamowania.

            > niech każdy sobie odpowie, często
            > o wygodę chodzi, a nie o "profesjonalizm" i wiedzę edukacyjną.
            W naszym przypadku chodziło o:
            - zmęczenie po kolejnym dniu holowania dziecka pod górę obok trasy narciarskiej,
            - brak chęci i umiejętności do posługiwania się wyrwirączką,
            - pojeżdżenie trochę we trójkę,
            - zachowanie skojarzenia, że narty + rodzic to tylko zabawa (-:
            Spektakularnych efektów może nie było (poza wspomnianym "flakonikiem"), ale dalej jakoś tak łatwiej już poszło.

            > Szelki na oślej łączce zdecydowanie TAK - bezpieczeństwo
            Jakie znowu "bezpieczeństwo"? Kogo chcesz w ten sposób zabezpieczać i przed czym?
            Czyżby użycie przyrostka "bym" parę linijek wcześniej świadczyło o tym, że tylko teoretyzujesz???

            > Można też ćwiczyć na
            > małej górce pod domem... wtedy szelki nie są potrzebne.
            To wg mnie najlepszy punkt wyjścia i kropka.

            pozdrawiam, tomek


            P.S.: Jutro znów biegówki. Dziecko na hol i do lasu (-: Jedzie się dużo łatwiej niż z jakimikolwiek sankami - naprawdę polecam.
      • Gość: Szok Re: Dziecko+narty+mama= szelki? IP: *.4web.pl 05.01.11, 20:32
        A po czorta z takim małym dzieciakiem jechać w góry, żeby po raz pierwszy założyło narty?! O bezpieczeństwo dziecka trzeba dbać! Iść na mały pagórek na łąkę i tam ćwiczyć. Nikt dziecku na głowę nie wjedzie i żadne idiotyczne szelki nie będą potrzebne!
        Trzeba mieć naprawdę siano zamiast mózgu, żeby z takim maleństwem iść na zatłoczony stok!
        • kartopaka Re: Dziecko+narty+mama= szelki? 06.01.11, 19:20
          To będzie już nasz 4 rodzinny wyjazd za granice na narty. I już nie mogę się doczekać a to dopiero w marcu 2011. Dzieci też już czekają i się dopytują kiedy jedziemy. W tym roku będzie nas aż 24 osobowa grupa w tym 10 dzieci od 4 do 8 lat. Tak sobie organizujemy czas, że i my rodzice sobie pojeździmy i dzieci są zachwycone. Nie wybieramy dużych, modnych kompleksów narciarskich tylko małe na uboczu - polecam np LOFER. Jest tanio i bezpiecznie. W zeszłym roku własnie w Lofer sama uczyłam moja 4 letnia córkę i miałam dużo satysfakcji a i moją córkę rozpierała duma. Może sama się nie najeździłam ale fajnie spędziłam czas z dziećmi i ze znajomymi. Polecam! W tym roku skorzystamy z pomocy polsko języcznych instruktorów bo w szkółkach narciarskich trudno takich znaleźć, ale są Polacy- instruktorzy, z którymi można umówić się przez internet www.instruktorzywaustrii.pl Starszy syn wymaga już nauki w grupie, rywalizacji etc. A z córką nadal będę sama bawić się i uczyć. No i takie właśnie mam "siano" w głowie ...

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka