Gość: Luka
IP: *.dynamic.chello.pl
10.12.12, 23:10
Niezwykła aktywność, podobnie jak bogactwo tematów i treści tyczących tenisa i minionego sezonu w wydaniu entuzjastów tenisa i bywalców tego forum, wystarczająco zagrzewają do poharcowania na tej dzikiej plaży.
O minionym sezonie pewnie można z większym entuzjazmem, bo olimpijski, bo było miejscami ciekawie, bo panowie po równo podzielili się szlemami, bo przecież były niespodzianki, bo nowe twarze, bo JJ efektownie zaistniał w Paryżu, bo jeszcze parę powodów by się znalazło. Dokładnie jak parę powodów do zmniejszenia temperatury zainteresowania tą dyscypliną sportu, która się powoli na naszych oczach trywializuje, może nawet marnieje. Wiadomo, że czas zmienia świat i zmienia nas. Zmienia się sport i zmienia się tenis Pieniądze rządzą sporą częścią świata, przy okazji wypaczają szlachetne idee aportu, stają się celem i Bogiem dla organizatorów, mediów i zainteresowanych pomnażaniem mamony zawodników. Praktycznie nie ma już wartości, które nie są przedmiotem przetargu, prawie wszystko jest do kupienia i na sprzedaż. Bez skrupułów wystawia się na sprzedaż nawet żywy pomnik z metką przyległą do żony Cezara, który wystąpi w Bazylei, jeśli rodzime miasto zapłaci mu dwa miliony. WTA będzie zwiększało pule nagród dla pań, byle często i gdzie należy grały, kodowane kanały więcej za mniejsze turnieje płacić będą musiały, bo gra się za kasę, a nie dla szarej masy. Taka jest polityka i logika WTA. To wszystko jeszcze hula i będzie miało rację bytu, dopóki grają i świecą własnym blaskiem prawdziwe wielkie gwiazdy i osobowości, a tych co rusz ubywa. W tym sezonie pożegnaliśmy Clijsters i Rodicka, dwie dużej klasy postacie grające z pasją i sercem, które trudno będzie zastąpić.
Wielki tenis to dużo więcej niż technika i umiejętności, to jeszcze osobowość i styl. Czasem, rzadko, nawet bardzo rzadko wiąże się jeszcze z klasą osoby, człowieka, której nie należy mylić z klasą sportową zawodnika, bo tą osiąga wielu za sprawą wyczynu, talentu, pracy i szczęścia. Tą pierwszą tylko jednostki i to nieliczne, powoli ginący gatunek. W tenisie drugiej dekady, cały czas postępuje proces wyrównywania umiejętności, wytrzymałości i innych cech nabywanych, co stwarza wrażenie, czasem tylko pozory wyrównywania poziomów. To co głównie różnicuje i zawsze będzie różnicowało klasowych zawodników, to nie tylko wyniki, to cechy osobowości odciśnięte na stylu gry, taka pieczęć indywidualizmu. Temat rzeka, może dla niektórych zastępczy i bez znaczenia, bo przecież liczą się tylko wyniki, wygrane mecze i zarobione pieniądze. Dla większości zawodników pewnie tak, dla ich kibiców pewnie też, dla kibiców tenisa może niekoniecznie. W życiu i na co dzień przywykliśmy do tego, że byle jakość też jest znakiem naszych czasów, ale my kochamy święta i one mają dla nas szczególną wartość. Taką wartość w tenisie zawsze będą miały szlemy. Najbardziej gorąco było jw AO, jednak w kolejnych temperatura nie była już tak wysoka. To, o czym piszę w tenisie pań faluje od dawna, w tenisie panów odczuwa się rzadziej, bo wielka orkiestra jeszcze gra. chociaż brak jednego instrumentu z firmowego teraz kwartetu, już robi różnicę, którą przypieczętowały końcowe Mastersy, w zamierzeniu z udziałem najlepszych z najlepszych. Oba były turniejami jednego Mistrza, jak dla mnie, było po Bożemu, bez błysku i większych emocji. Wyraźnie znowu odczuwało się brak Nadala. Nikt nie jest w stanie wnieść na kort takich wartości jak wnosi chłopak z Majorki, bo wnosi do swojej gry miłość i życie, takie prawdziwe, nieskażone żadną ideologią, frazeologią, ani innym badziewiem i daje z siebie wszystko w prostym, charakterystycznym dla siebie stylu. Trudno nie doceniać wyczynów Nowaka, który potrafi grać wszystko i wygrywać w sposób imponujący. Mając bardzo silną, wyrazistą osobowość, na korcie nie prezentuje wyraźnego stylu. W ubiegłym roku grał tenis totalny, teraz gra tenis super uniwersalny, ma papiery na wszystko, tylko nie dorobił się własnej firmowej pieczęci. Jeśli roją mi się w głowie jakieś obawy, to obawiam się w przyszłości dominacji tenisa bez duszy, bez światła i bez blasku. To tylko taka mała i wcale nie apokaliptyczna wizja.