Dodaj do ulubionych

KUBA spod Wartemborka

29.05.06, 21:19
Gadki Kuby spod Wartemborka (czyli Seweryna Pieniężnego juniora)
Pierwsze gadanie Kuby ukazało się w dodatku niedzielnym 31 lipca 1920 r. 7
sierpnia Kuba pisał: Jak posłałem moje pierwsze podanie, to pan redaktor
wymalowali moją gębę, że byłem mocno zdziwiony, zobaczywszy moją podobiznę.

hehe, Tralala przypomniała, że mamy tez drugiego Kubę smile

Obserwuj wątek
    • rita100 Re: KUBA spod Wartemborka 29.05.06, 21:21
      „Gazeta Olsztyńska" nr 1 — czwartek, 1 stycznia 1925 roku

      Kochane Czytelniczki i Czytelnicy!
      Co wyśta sobzie myśleli, gdyśta tak długo nie zidzieli moji psiankny gamby i
      nie słuchali mojego mądrego godania. Niejedni z Waju pewnie myśleli, że pan
      Kuba himer, drudzy pewnie, że sia łobabziuł, a znowu drudzy, że mnie Maksek
      zwojował. Kto tak myśloł, nie zgot. Po tych welunkach, cośta tak okrutnie fest
      spali albo siedzieli u matki za szorcam, grabnół mnie jod i wyjechałem
      aroplanem do tych Ryfów, co mieszkają w Maroku, aby im pomóc w wojnie z
      Hiszpanami. To so całkiem insze ludzie, łoni przynojmniej ziedzą, co chcą.
      Hiszpanów mocno zbzili, tak że nieboraki na łosiolkach, laufszrit marsz, marsz,
      musieli rejterować. Strasznie sia na Waju rozjadoziulem i przyrzekam sobzie w
      duchu, że już nic do Waju psisać nie banda! Dlaczego wyśta wciurcy nie poszli
      welować? Toć jo tak mocno prosiułem i rozmaziałem, żebyśta wasza sztyma łoddali
      na numer psiantnasty, a tu jęk dostałem telegram ło wyniku wyboru, to mi aż w
      gambie łustalo. „Na nic moje gadanie, na nic moje redy — myślą sobzie — lepsi
      dom sia na pokój i banda robziuł tak, jek bym siedzioł łu matki za psiecam". Aż
      tu po welunkach przychodzo do mnie ludzie i łopoziedujo, że w Jonsdorsie nie
      poszło welować 100 ludzi, w Mokinach sto zostało łu matulki, w Gietrzwałdzie, w
      Purdzie, w Dajtkach i drugich zioskach to samo. Ludziska bodaj sia pomanczyli
      po tak czajstych welunkach! Prosili ma też: „Kubolku kochany jeno psisz, łoni
      sia na drugi roz naprazio!" Ale jo sia łuperłem i mózia nie! Jo musza Woju
      łobsztrófować.
      cdnj
      • rita100 Re: KUBA spod Wartemborka 30.05.06, 21:35
        Powtórze tekst, bo jest trochę niezrozumiały.

        "Co wyśta sobzie myśleli, gdyśta tak długo nie zidzieli moji psiankny gamby i
        nie słuchali mojego mądrego godania. Niejedni z Waju pewnie myśleli, że pan
        Kuba himer, drudzy pewnie, że sia łobabziuł, a znowu drudzy, że mnie Maksek
        zwojował. Kto tak myśloł, nie zgot. Po tych welunkach, cośta tak okrutnie fest
        spali albo siedzieli u matki za szorcam, grabnół mnie jod i wyjechałem
        aroplanem do tych Ryfów, co mieszkają w Maroku, aby im pomóc w wojnie z
        Hiszpanami."

        pan Kuba himer - zchimerowany (chyba)
        sia łobabziuł - obraził się
        mnie Maksek zwojował -
        Po tych welunkach -
        grabnół mnie jod -

        W słowniczku Pana Cyfusa tygo nima.
        • gietpe Re: KUBA spod Wartemborka 30.05.06, 22:25
          rita100 napisała:

          > Powtórze tekst, bo jest trochę niezrozumiały.
          >
          > "Co wyśta sobzie myśleli, gdyśta tak długo nie zidzieli moji psiankny gamby i
          > nie słuchali mojego mądrego godania. Niejedni z Waju pewnie myśleli, że pan
          > Kuba himer, drudzy pewnie, że sia łobabziuł, a znowu drudzy, że mnie Maksek
          > zwojował. Kto tak myśloł, nie zgot. Po tych welunkach, cośta tak okrutnie
          fest
          > spali albo siedzieli u matki za szorcam, grabnół mnie jod i wyjechałem
          > aroplanem do tych Ryfów, co mieszkają w Maroku, aby im pomóc w wojnie z
          > Hiszpanami."
          >
          > pan Kuba himer - zchimerowany (chyba)
          > sia łobabziuł - obraził się- może wzión babe ożenił się?
          > mnie Maksek zwojował -
          > Po tych welunkach -Głosowanie w plebiscycie
          > grabnół mnie jod - ziął mnie nerw jad?

          moje propozycje
          • rita100 Re: KUBA spod Wartemborka 30.05.06, 22:58
            pan Kuba himer - zchimerowany (chyba)
            > sia łobabziuł - obraził się- może wzión babe ożenił się? (może wziął rozwód)
            > mnie Maksek zwojował -
            > Po tych welunkach -Głosowanie w plebiscycie
            > grabnół mnie jod - ziął mnie nerw jad?

            Ciekawie to wyglónda - dzięki Gietpe
            ziął mnie nerw jad? - a to co oznacza ?
            • rita100 Re: KUBA spod Wartemborka 01.06.06, 21:49
              I tak sia też stało. Bułem łu tych Ryfów w Afryce i dobrze mi sia miało. Jek te
              Ryfy zidzieli, że Hiszpanie łuciekajo, chcieli mnie łobwołać królem, jeno że
              mniołem sia zaro łobabzić, bo łoni chcieli też królowe. Zol mi buło mojego
              stanu kawalirskiego i chociaż tam byli szykowne dziewczaki, to jednak psianknie
              im podziankowołem za ta łaska i wyjechołem na gody... pod Wartemborkiem. W domu
              leżało gwołt listków. Łod frajlin, bziałków, chłopów i łod pana redaktora.
              Wciórcy mocno mnie proszo, żebym znowu godoł. Nie godołbym do Waju już ani
              razu, gdyby nie buł pon redaktor tak łokrutnie prosiuł i przypominoł, że
              to „dla dobra sprawy" itd. Jo zawsze móziułem, że jek z musam to wola już
              frajwolnie. I tak godom dzisiaj do Waju po blisko 4 tygodniach po roz psierszy.
              Winszuja Woma, żeśta szwanta dobrze przeżyli, że Woma gwiozdór włożuł wszystko,
              cośta sobzie winszowali, żeśta wszystka sznaptucha, cośta sobzie kupsili,
              wypsili i żeśta sia nie rozchorowali łod tych kaczków, gulonów, gajsi i
              wosztów, cośta przez tyk świąt zjedli. Dlo mnie gwiozdór buł trocha skompy, bo
              móziuł, że worek z psieniandzmi łobłożuł mu finanzamt aresztem i że mi nic nie
              może dać. Za to łuroczułam sia rumam i cygarami, co mi pon redaktor przysłali
              na zachenta. Pon redaktor znoją sia na rzeczy i wiedzo najlepsi, jek to sia
              człozieka poprosi.
              Musza Woma poziedać, że chocam sia z tych welunków najadoziuł, to jenak tyle
              sia nienaśmiołam, jek przed welunkami a osoblizie z wiców, które fabrykował mój
              froint i kupfersztecher Maksek łod hejmadienstu w swojich „Nachrichtach".
              Pewnie dostał dobrze na łapa, że mók dać wydrukować te blaciki i dać je
              rozdawać przez szulmistrzów. Choć on mo jeno gluzda w głozie, to jek mu jego
              staro droszka doleje serwetki i dobrze pomieszo, to mu sia czasem łudo co
              sklejić. W numerze draj od tych nachrychtów znowu mnie fajn łodmalował, a na
              drugi stronie namalował jeszcze chałupa ze szennem na dachu i durami w
              ścianach. Musita ziedzieć, że Maksek ibuje sia tero i w mularce. Buduje łon
              tyjater mniemniecki w Łolstynie, a jek łon tam para tysiancy zbzierze, to
              pobuduje na drugi stronie łod tego tyjatru, tam gdzie tero stoji ten stary
              kryger willa, tak jek jo zidzita w tych „Nachrychtach". A zieta, na co łon
              sobzie zostazi te dury w ścianie i dachu? Na to, żeby buł luft i żeby jego
              bziałka nie łumerła łod tych syrów. Psies może łod takiego smrodu dostać
              kromfy, a co dopsiero człoziek. Cychunek łod tego „szlosu" na pewno pochodzi z
              Brandenburgii, nie z Polski. Maksku, ty mnie nie obmachlujesz?

              Ale przepraszam! Jek powróciulem z Afryki, doziedziołem sia, że most kojński
              został załatany. Czy to stało sia dlatego, że ministry kojńskie przeczytali
              moje godanie, czy też pon landrat dół im winka, nie ziam. Grunt, że sia stało.
              A tero moji kochani winszują woma, żebyśta sia w tym nowym roku na pewno
              naprazili i nie robzili ma tyle kłopotu. Czytojta też mocno nasza gazeta, która
              chce tyło naszego dobra i prowadzi noju na rychtyczna droga, a zobaczyta, że łu
              noju niejedno da sia jeszcze naprazić. Jeno nie spuszczać nosa i czekać, aż
              psieczone gołombki same przyleco do gombki. Zdrowego i szczanśliwego Nowego
              Roku i wciórkiego dobrego winszuje woma.
              Kuba spod Wartemborka

              • rita100 Re: KUBA spod Wartemborka 04.06.06, 22:20
                „Gazeta Olsztyńska" nr 150—sobota, 30 kwietnia 1928 roku

                W tych dniach byłem w Olsztynie i przy tej okazji odwiedziłem pana redaktora.
                Chciałem odebrać od niego moje myto, no i pogadać o dalszej pracy politycznej.
                Pan redaktor siedział bardzo zafrasowany przy swoim biurku i nie wiedziałem
                początkowo czy jest przemęczony pracą, czy też odpoczywa po jakiejś
                uroczystości. Po kilkakrotnym dopytywaniu i naleganiu powiedział mi pan
                redaktor tak:
                — Mój Kochany Panie Kubo! Chcą naju wywalić!
                — Kogo i kto? — pytam się przerażony. — Czy pana redaktora chcą wylać do Polski?
                — To wprawdzie nie, ale miasto chce naszą chałupę kupić i obalić, aby
                powiększyć rynek.
                — No to co, dostanie pan redaktor inną chałupę i dobrze! Na to pan redaktor jął
                się żalić, że takiego drugiego położenia w mieście nie znajdzie, bo tutaj
                okolony jest w dni targowe śledziami, jajkami, masłem, rybami i innemi
                smakołykami. Gdy człek na ten przykład przyjdzie „zakatarzony" do pracy — kupi
                sobie za 5 fenigów śledzia, opłucze pod wodociągiem i zje, albo gdy się ma
                apetyt na jajecznicę, kupuje się jaj i masło, kładzie na patelnię itd. Piwka
                kupić można w restauracji „Zum Franziskaner". Jeżeli nas teraz wygonią gdzieś
                pod mały banhof albo na Georg Zuelch-Platz, to pozbędziemy się tych
                przyjemności.
                — A czy miasto nie ma dla pana redaktora innego miejsca?
                — Owszem panie Kubo! Zgłosiliśmy się po plac przy Rynku Remontowym, na którym
                chcieliśmy wybudować chałupę dla „Gazety". Ojczulkowie miasta chcieli bodaj się
                już zgodzić, ale jeden pan, którym nazwano ulicę przed budującym się dekmalem
                absztymunkowym — Sauerstrasse, a dawniejszy staw browarowy przechrzczono na
                Sauerteich, oświadczyć miał, że nowy dom „Gazety Olsztyńskiej" zastawiałby
                kościół św. Jakuba i zeszpeciłby Rynek Remontowy. Już raz trafił nas ten
                zarzut. Gdyśmy swego czasu powiesili na naszym korabie tablice z
                napisem „Gazeta Olsztyńska", którą malarz w natchnieniu nacjonalistycznym
                wymalował w kolorach wajs-rot, magistrat zaprotestował. Kolorami temi
                zeszpeciliśmy podobno widok miasta (das Stadtbild in groeblicher weise
                verunstaltet) i musieliśmy kolor biały zmienić na żółty.
                — Łokropności, panie redaktorze! — zakrzyknąłem. Gdzie tu jest ta osławiona
                wolność pruska? Ale w ostatnim wypadku nie miał pan racji. Żyjemy w republice,
                więc burmistrz i ojczulkowie miasta jako znani republikanie dbać musieli o to,
                żeby jak najmniej widać było tych brzydkich wilhelmowych kolorów. Potem
                pocieszyłem pana redaktora i poprosiłem go, żeby poszedł ze mną na przechadzkę,
                niby szukać nowego lokalu dla „Gazety", a w rzeczywistości chciałem go
                zaprowadzić na inne myślenie. Gdy tak całe miasto przeszliśmy, skierowaliśmy
                nasze kroki pod Jakubowo. Tam podziwiałem plac Cylcha, Sauerteich, Sauerstrasse
                i dekmal apsztymunkowy. Chcieli dla miasta Olsztyna coś zrobić — etwas noch nie
                dagewesenes — wybudowali wiec na planu Cylcha wodotrysk świetlny. Cała budowa
                oświetlenia jest charakterystyczna dla osławionej w świecie tandety
                niemieckiej. Tak samo pomnik absztymunkowy, w którym napisano „Wir bleiben
                deutsch". Każdy Ruchacz Pokrzywiński czy inny Worgitzki może sobie przed tym
                pomnikiem przypomnieć swoją narodowość, gdyby go czasem pamięć opuściła. Gdyśmy
                te wszystkie „piękności" zobaczyli, poszliśmy na "jednego" do Jakubowa. Tutaj
                pan redaktor odzyskał swobodę i fantazję, opowiedział mi dowcip o Stefiku i
                Marynie, potem gadaliśmy o przyszłej pracy politycznej i dyplomatycznej,
                spędzając kilka miłych godzin.
                Kuba spod Wartemborka
                • rita100 Re: KUBA spod Wartemborka 15.08.06, 20:56
                  „Gazeta Olsztyńska" nr 41 — wtorek, 19 lutego 1929 roku

                  Moi Złoci! Strasznie mi markotno, że tak długo do Waju pisać nie mogłem. Nie
                  moja jednak jest w tym wina, lecz przeszkodę odgrywa „vis major" czyli siła
                  wyższa, którą jest mróz. Obiecałem Wam, że po teatrze w Olsztynie do Was
                  napiszę. Więc chociaż już dwa tygodnie minęły, chce zło naprawić. Byłem w
                  tej „Concordiji" i obejrzałem sobie ten tejater. Pomimo mrozu przybyło bardzo
                  dużo ludzi, tak że pan Biegała otworzyć musiał dużą bramę. Amatorzy odegrali
                  swoje role lepiej jak aktorzy niemieccy z trojdanku 3. Nie będę tutaj nikogo
                  wyróżniał, tylko powiem „Bóg zapłać" za tę ucztę duchową. Jeno ten obżarty Fryc
                  mi się nie spodobał. Chodził on z gnatem w ręku, jak gdyby chciał jeść na
                  zapas. Pewnie miał strach postu. Po przedstawieniu była fest zabawa. Tańczyłem
                  w lewo i w prawo prawie z wszystkimi frajlenami. Najgorzej było, gdy wróciłem
                  do domu. Od „podpierania ściany" zrobiło mi się słabo. Idąc więc z Wartemborka
                  do Łapki zmarzły mi uchole, zaschło gardło i gdy przybyłem do domu byłem prawie
                  nieżywy.

                  Na drugi dzień ani rusz, ani ręką, ani nogą ruszyć nie mogę. Z gardła głos się
                  wydobywa. Jeno patrzałem w pułap jak konające ciele. Gospodyni ręce załamuje,
                  gospodarz klnie, bo zachciało mu się draszować — i stał się rwetes jak na
                  jarmarku. Pierwsza odzyskała równowagę gospodyni. Posłała do Wartemborka po
                  doktora. Ten oklepał mnie, obmacał, spojrzał do gęby i powiada — grypa.

                  Leczyli mnie więc na tę grypę aspiryną, rumienkiem, rumem i arakiem. Zdaje mi
                  się, że ostatnie dwie medycyny najlepiej mi poskutkowały. Za trzy dni ruszyłem
                  lewą nogą, za pięć dni prawą, a po dziesięciu rękami i nogami. Za późno
                  pomniarkowałem się, że poruszyłem się za prędko. Bo jak tylko gospodyni
                  spostrzegli, że żywot mi się naprawia, zaraz poczęli przyniewalać mnie do
                  roboty. Wstałem więc i jako pierwsze co zrobiłem, to piszę do Waju. Z tym
                  mrozem jest brzydka sprawa. Był u mego gospodarza handlarz, który chciał kupić
                  prosiaka. Gadu, gadu stary dziadu. Od handlu i prosiaka temat zeszedł na mróz,
                  a rzeźnik członek heimatdienstu — zaczął opowiadać, że to Polska jest temu
                  winna, iż taki mróz ściągnął do dajczlandu. Słysząc takie mądrości aż mi ręka
                  zaczęła świerzbić, lecz byłem cicho i słuchałem dalej: Ja, ja powiada ów
                  handlarz, die Polacken haben den Frost angehalten un schiekenen nur bei uns. Co
                  ma znaczyć, że Polacy wstrzymali mróz najprzód u siebie (pewnie wpakowali go do
                  worka) i teraz puścili na Vaterland. Wszystkie porty i rzeki zamarzły, jeno w
                  Gdyni bodaj lodu nie ma. W ogóle ci Polacy to straszny naród. Bodaj szkoły mają
                  oni dostać w Ostprojsach, a jak wszystkie dzieci będą musiały mówić i pisać po
                  polsku, to już na pewno faterland zginie. Gdy się tak nagadał, znów zaczął się
                  domawiać o prosiaka. Ja mrugnąłem na gospodarza, że ma dać spokój. Usłuchał
                  mnie, lecz wtenczas ów handlarz (mnie się zdaje, że to był agentator) zaczął
                  opowiadać, że jeszcze dziś gospodarz dobrze sprzedać może, dziś da mu jeszcze
                  50 marek za centnar. Jak dopiero przyjdą świnie z Polski, to centnar będzie
                  kosztował tylko 25 marek. Gdy jednak gospodarz nie dał się skusić, poszedł ów
                  powsinoga, odwitując się pięknie: „Ir seit och solche Polacken". Grabnąłem za
                  kloc, lecz był on już za drzwiami. Moja gospodyni znów powiada, że mróz to kara
                  Boża dla tych niewiast, które chodzą w spódniczkach ponad kolana, w jedwabnych
                  pończochach i gołych szyjach. Mróz ma je nauczyć rozumu, żeby się cieplej
                  ubierały, jak nie przymierzając nasze babki. Ja w tej kwestji głosu nie
                  zabiorę, żeby sobie nie sparzyć nosa. Pan redaktor telegrafują mi, że
                  ojczulkowie miasta zgodzili się na zakup budynku, w którym jest drukarnia i
                  redakcja „Gazety" i że tam pozostanie dalej mieszkać. Mądrze zrobili
                  ojczulkowie miasta Olsztyna, bo przecież "Gazecie" tam dobrze. Położona w
                  centrum miasta, otoczona targami na masło, jajka, kokoszę, śledzie i ryby. Do
                  restauracji i po papierosy niedaleko.
                  — Kto Waju skusił, panie redaktorze, iść tam gdzieś do małego banofu lub też na
                  Rynek Remontowy? Siedźcie, gdzie Wam dobrze, a nie szukajcie piernika, jeżeli
                  macie cołtę. Jak przyjadę do Olsztyna, to zresztą nad tą sprawą pogadamy.
                  Dostałem zaproszenie na zjazd Ligi Narodów, który odbyć się ma w marcu w
                  Genewie. Będą tam omawiane bardzo ważne sprawy, dotyczące mienowicie
                  mniejszości narodowych. Jeżeli wszystko dobrze pójdzie, to jeśli mróz nie
                  popuści, wyjadę. Niektórzy astrolodzy prorokują, że będziemy mieli mrozy do
                  połowy marca. Gdy jednak nastąpi odwilż, muszę zostać w domu i pilnować
                  gospodarki. Zobaczymy, co nam pogoda przyniesie. Do tego czasu odwituje się z
                  Wami
                  Kuba spod Wartemborka

                  --
                  • rita100 Re: KUBA spod Wartemborka 15.08.06, 21:01
                    "Po przedstawieniu była fest zabawa. Tańczyłem w lewo i w prawo prawie z
                    wszystkimi frajlenami. Najgorzej było, gdy wróciłem do domu. Od „podpierania
                    ściany" zrobiło mi się słabo. Idąc więc z Wartemborka do Łapki zmarzły mi
                    uchole, zaschło gardło i gdy przybyłem do domu byłem prawie
                    nieżywy."
                    ----
                    Alez tan Kuba tancyrz łod podpsierania ściany - jek to mniarkować ?
                    To tańczył łón czy podpsierał ściane ?
                    Raz w lewo , raz w prawo - hehe
                    Że tez ta ściana jeszcze stoi, jak ta i w prawo i w lewo - dobrze, ze łón nie
                    Asterxs buł wink))))
                    • rita100 Re: KUBA spod Wartemborka 28.07.07, 22:37
                      No zidzisz Freemasonie, malo mowam ło Kubie spod Wartemborka. Może co nojdziesz
                      ziancej ?
                      • freemason Re: KUBA spod Wartemborka 28.07.07, 23:24
                        rita100 napisała:

                        > No zidzisz Freemasonie, malo mowam ło Kubie spod Wartemborka. Może co
                        nojdziesz
                        > ziancej ?

                        Może. Te artikle bandom z Gazety Wschodniopruskiej, zianc nie pozinny sia
                        pokrywać z tymi z łolsztyńskiego cajtunku. Łobaczym...
                        • rita100 Re: KUBA spod Wartemborka 31.07.07, 22:54
                          A tobyśma mnieli rodzynki Kuby spod Wartemborka. Czkamy niecierpsizie smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka