Dodaj do ulubionych

Miajsopusty, zopusty, nie chce państwo kapusty

07.01.08, 21:00
Taka pioseneczka znajduje się w "Kiermaszu wieśniackim" Jana z Wychylówki, a
my mamy mazurskie zapusty, bo na Warmii za szybko zaszły zmiany i zostały z
nich tylko okruchy tej obrzędowości.
A jeszcze tak nie dawno pewien ambasador wracając do Stambułu rozpowiadał, że
w pewnej porze roku chrześcijanie dostają warjacyji i trzeba im jakiś proch na
głowę sypać by się opamiętali. To mowa o zapustach zwanych 'rozpusty' i o
szleńczych maskaradach, przebierańcach, tańcach, skokach i hucznej zabawie.

A zianc, bandzie to kóntek ło zabawach na Warmii i Mazurach.
Obserwuj wątek
    • rita100 Re:Oj, zopusty, zopusty 07.01.08, 21:02
      Jak zwykle posłuży mi przy tym wspaniała literatura, zbiór - "Polska Pieśń -
      Warmia i Mazury". Dzieło naszych zbieraczy folklorystycznych i wydana pod
      kierownictwem Ludwika Bielawskiego, materiały zebrała Barbara Krzyżaniak a na
      wstępie wystąpi Luiza Marcińczyk z Jeglin.

      Oj, zopusty, zopusty,
      nie chcó panny kapusty.
      Postawić jym kłode ziabów
      niechoj psijo na sto diabłów.
      Postawić jym kłode zina,
      niechoj psijó co godzina !

      A Lotta Ludorf z Kałęczyna łodpoziada

      Hop-sa kłoza,
      hop-sa die Zigle (figle)
      hop-sa der Bock.
      Na lynek, na lynek, na lynek !
      • rita100 Re:Oj, zopusty, zopusty 07.01.08, 21:03
        Bo tak to wtenczas było, ze kto wyżej podskoczy ten bedzie miał lepszy zbiór, a
        im częściej podskoczy to lepiej bedzie zboże rodziło i cała wieś skakała HOPSASA.
        Gorzej było z obrzędem nakładania na dziewczynę obręczy zapustowej, przez którą
        musiała przeskoczyć, a śpiewano przy tym:
        "musi dać, musi dać" - jako wezwanie do spełnienia prawa życia.

        A na Mazurach szczególnie spontanicznie praktykowano ten zwyczaj. Wiarygodną i
        szczegółową relację przekazała Charlotta Ludorf z Kałęczyna, ktora w latach
        młodości brała czynny udział w zabawie zapustnej.
        cdn
        • rita100 Re:Oj, zopusty, zopusty 08.01.08, 20:20
          W Kałęczynie - mózi Charlotta Ludorf zabawa zapustna trwała tydzień, od
          niedzieli do soboty. W niedzilę przyszli już 'muzykanty' zamówieni z innej wsi.

          "O, to byli podlejse muzikanty, juz tylo dwa na skrzipkach, jedyn na klarnycie,
          a bas to byle chto tam bymbniuł. To jek łóni prziśli w niedziele po łobziedzie,
          to nie poszli jek na drugo sobote. To juz w te niedziele biła muzyka, ale to sie
          jesce nie nazywoł zopust, tylo niedziela zopustna. To było grano i psito.
          A w poniedziołk, jek przysed tyn poniedziołk przed zopust, to tedy sie były
          zebrane. To po zebraniu chodzili poprzestrojane: chłopcy za dziewcoki, dziewcoki
          nie tak tyle za chłopców, ale chtórno tam chciało ji sie siglów, to sie tyz
          jesce ustojiła. Ale dziewcaków mnij sie to, ale chłopców. To tedy byli
          ustrojónych, chtórny tam buł, co sie godziuł i chioł to za niedzźiedzia, to za
          jegra. To tak różnie jych ponazywali."
          cdn
          • rita100 Re:Oj, zopusty, zopusty 09.01.08, 21:33
            "A drugie to za łubogich dziadów - to te to zebrali i jojka i co chto doł. Co
            chto doł. Ale kożdy ziedzioł, co to nie dziady, tylo uz i to buł taki zwycoj, to
            uz kazdy, chocby do niygo tam po tym zebraniu nie prziśli, to by jech buł
            zawołoł. Tak buło.
            Jena baba z dzieciukiym, to zbzirała przez dziecko; to drugo znowuj za chorygo;
            to jedyn sie ustroiuł tak, to mu jojków trzeba. To zbzirali jojka. To
            nazbziyrali az i dwa koszy od kartofel tych jojków.
            I wszystkiygo."
            • rita100 Re:Cyli das, cy nie das 09.01.08, 21:35
              Cyli das, cy nie das,
              cy wesela docekas
              wole dać niewziele
              pryndzej byndzie wesele.

              Wole dać sprobować
              niżli potym chorować
              tri ja la traj la la
              tri ja la traj la la
              • rita100 Re:Oj, zopusty, zopusty 09.01.08, 21:36
                "Przebierańcy z niedzwiedziem obchodzili całą wieś, muzyka im przygrywała, gdzie
                przystanęli, dziad brał gospodynię domu do tańca. Przetańczyli chwilę i zbierali
                dary. Wszyscy chętnie dawali, ponieważ w czasie wtorkowej zabawy zapustnej
                przygotowywano z tych darów poczęstunek dla całej wsi. Jednak któryś z grupy
                przebierańców starał się coś ukraść: jajka, woszta, szpek - taki to buł zwyczoj.
                • rita100 Re:Cyli das, cy nie das 10.01.08, 20:36
                  Cyli das, cy nie das
                  tygo mniajsa z garca
                  oj, bodaj, oj, bodaj
                  urżnie sobzie jejca.

                  Nie urżynaj, nie urżynaj
                  jak cie psiynkie prose
                  ugotuje, ugotuje
                  zaraz ci przyniose.
                  • rita100 Re:Oj, zopusty, zopusty 10.01.08, 20:37
                    "To nazbziyrali kartofel dziesiyńć centyrów. Tedy zazieźli do gorzalni do
                    Zalesio. To tako fase (beczkę) ani od psiwa przynieśli śpirytusu ! I tedy no -
                    jydzie majyntkorz z Zolesio i widzi tych dziadów:
                    - Co to sie robzi ?
                    Niedźziedzia mnieli, to tyn sie kuloł.
                    - Co to jest ? No co tam ? - goda majyntkarz
                    No, dali oboczyć. Teroz ale prosi, co majó do majentku te dziady przyjść. To tyż
                    jym dali szpek, i tak. To tam wszistko biło. Tak, tam wszistko biło. Je jedli, i
                    psili, i sie weselili. To taki buł zapust."
                    • rita100 Re:Co mi dos, co mi dos 10.01.08, 20:39
                      Co mi dos, co mi dos
                      kedy cie łobłapsie ?
                      Psiejścio w łeb, psiejścio w łeb
                      ślipsie ci wydrapsie.
                      • rita100 Re:Oj,zopusty, zopusty 10.01.08, 20:40
                        Przebierańcy zbierali datki na zabawe zapustną w poniedziałek, jednak wcześniej
                        już o przygotowaniu do uczty zapustnej myślały dziewczęta, ktore cieszyły się na
                        zabawę i od dłuższego czasu zbierały skrzetnie pieniądze na wykup, gdy będą
                        skakały przez obręcz.
                        Zaraz po Godach młodzież zbierała się wspólnie z kółkami na przędzenie lnu, bo
                        pracę należało skończyć, zapas lnu trzeba było jeszcze wyrobić.
                        • rita100 Re:Co mi das, co mi das 10.01.08, 20:40
                          Co mi das, co mi das,
                          to ci zrobzie chłopca.
                          Dam ci gros i kokos
                          i półkorce łowsu.
                          Choćbyś dała trzy tysiunce
                          to sia z tokó nie rozłunce.
                          • rita100 Re:Oj, zopusty, zopusty 11.01.08, 21:54
                            "Kedy jo esce mało dziewcynko biła, to juz im kołków prowadziła - wspomina
                            Charlotta Ludorf. - Noze od dzisiynciu lot, moze uz i pryndzy. Choc uz tam ta
                            nić nie była całe gładka, ale jo sie ciesyła, com kółko miała i przyndła. Tak
                            tedy przyndła jek juz choć maluśko, to tedi do uciechy dali tam jeki półtrojak
                            abo co. Co to było za radosci! A, to schowom na zopusty! Bom słysała od
                            młodziyzy, co to tedy byńdzie muzyka, i słysałam, i sem uz widziała, ji tak. I
                            mogó i małe dzieci iść łobocyć. Bo tam biło co do łobacynio !
                            Tak tedy chodziuli dziewcini z kołkami, jek sie zacyło po kopaniu no to, a
                            przyndli. I to biło tak uz w domu urzundzóne, ze cokolwiek casym dosali (za
                            dobrą pracę), i tak lepsi psiejundz. To to nie było wydane, tylo na zopust
                            chowane. Tak to nie tylo dziewcyny, tylo i młodzioki i tak wszyscy tyn zopust
                            tyz jym buł w głozie.
                            No ji tak daleko, tak daleko, az sie juz krótko do tygo zopustu przyblizało. Ale
                            to musiało być uz i naprzyndzóno i wsio, bo to tedy biło wnetki kołkoziu
                            kłóniec. To tero tyn zopust to buł tak ani zakońcynio tego kółka.
                            Tero co, dziywcoki ? Tero to zopust, to nase śwynto. No to co ? To sie sikowalo,
                            to kożdo dziewcina co tam pół ziyrtel (żarcie) abo co zbozo (dała) i to biło
                            tedy nazbziyrano, siła tam biło i ziyncy jek korzec (miara zboża), bo nie mówili
                            cyntnar, tylo korzec. To ziyncy jek i to było nazbziyrano."
                            • rita100 Re:Oj, zopusty, zopusty 12.01.08, 20:25
                              Młodziaki zawieźli zboże do młyna, a mąkę przywieźli do gospody. W Kałęczynie
                              był dom z dużą izbą przeznaczony do wspólnego przędzenia i różnego rodzaju zabaw:

                              "Buł taki duzy dóm, co sie móg rozlecieć od siebie i do siebie i do tonca i duzy
                              krung młodziezy z kołkami, ji to."

                              Tutaj odbywała się zabawa zapustna.
                              • rita100 Re:Oj, zopusty, zopusty 12.01.08, 20:27
                                "Tedy bili starse juz te dziwcaki, to te byli za te gosposie. Za te tam
                                kucharki, za te psiekorki i za te, a te młodse to im musieli być im tedy
                                pomocne. Tak to.
                                To buło na tym zopuście wsystko. Było smażone, ji jedzóne, nie tlo ta młodziez.
                                To było i jojkami obłozóny chlyb, różne, i słonina, co chto chcioł. A przyzieźli
                                tygo śpirytusu, to jek rozmoncili to tak ło, az beckie. To tam nie było tak
                                wtedy podziylać. Chto miał woló, to na stole w tym domu, gdzie tyn zopust buł
                                wyrzundzany, to zawse stojała, co jak mówzili goroncówki, to chto sie trafiuł,
                                to wziuł. Bierz i psij ! I tak.
                                To nie moge mówzić, ze to biło wesele, tylo buł zapust, ale było jak i wesele.
                                Ale zeby sie chto upsił, esce roz mówie, to tygo nie. To tygo nie było."
                                ---
                                No zidzita, psili, psili, becke psili, ale coby sia chto upsiuł, to tygo nie
                                buło. Taka była to zabazia.
                                Rychtycznie, dobrze, ze Charlotta Ludorf ło tam fest mocno goda. Bo psić to brok
                                łumnieć, a nie sia łopsić łod stóp do głowy - tygo dawni ni było na Warniji i
                                Maziurach.
                                Tero paczta co dalyj łopwziada Lotta.
                                • rita100 Re:Oj, zopusty, zopusty 13.01.08, 13:39
                                  Obziod buł uwarzony, us'ikowany, miynso, stoły były porostaziane. Ale sed chto tam:
                                  - "hej, pódź jyno wa, uz je łobziod !
                                  To tam całe rano chto przysed, to jod. To w dómu jod, ale to na zopuście było !
                                  No, tak dobrze.
                                  Teroz biła ale juz przedtym obrync ustrojóna. Ustrojóno obrync zapustno. To była
                                  tak obkryncóna nopryndzi sznurami (wstążkami kolorowymi), łobstrojono i tym tak
                                  roznym."

                                  We wtorek wieczorem zaczynały się tańce i właściwy zapust. Wszytkie dziewczęta
                                  musiały przeskoczyć przez obręcz i rzucić wykupny pieniądz.
                                  Wywiad z Lotto był przeprowadzany w 1956 i w 1957 roku.
                                  Charlotta co chwileczkę się pyta:
                                  - czy to sie juz słucho ?
                                  Co miało oznaczać czy nagrywa się jej opowiadanie ?
                                  Tak, Pani Lotto, dzięki Pani uchował się mam kawał dobrej dawnej tradycji.
                                  Uzbrajamy się w cierpliwość i dalej bedziemy klikać opowziadanie.
                                  • rita100 Re:To juz to było zopust 14.01.08, 21:09
                                    To tera była ta słowa (sława). To od nostarsy - wie pan - co to nostarso, to
                                    ona, jek tancowali, była nopryndzy bez to obryncz przesadzóna. To buł do ty
                                    obryncy jedyn młodziok obrany, ze buł wyćwicóny. To łón tak po tych nutach tó
                                    obrynco i w tymze juz nadesła ta dziewcyna nastympno, co jó przesadzić, to
                                    zarzucuł ji na głowe.
                                    Młodziok ji pomóg przeskoczyć i hlup ! - i juz obryncó krynci, dali ji po drugó.
                                    A tera esce wspomne łóne półtrojoki i trojoki, co niała, co na zopust chowała.
                                    To tero trza buło je na to, jek jó przesadziuł bez tó obrync, to skocyła, a
                                    nijedyn młodziok ji pomógł. Przeskoczuła juz. Juz tyn znowu obryncó wykrunca ji
                                    na drugo. Ale juz łóna te uciurane (zaoszczędzone) trojaki musiała rzucić, bo to
                                    biło na te muzikanty. To juz to było zopust."
                                    cdn
                                    • rita100 Re:To juz to było zopust 15.01.08, 20:46
                                      Pytanie:
                                      - Znaczy, w zapusty tylko dziewcaki płaciły muzykę ?
                                      "A nie. Dziywcoki to półtrojaka, młodzioki takoz wiyncy. To tedy w tyn zopust to
                                      biło, ze to juz na kogo co biło załozono. To juz dziywcoki musiałi takoz ji
                                      młodzioki. Tak ze wsystkie, az wsystkie i kożda sie nie kriła, tylko rada biła
                                      łuch, jo przeskocyła bez obrync ! Uz jo bez obrync przeskocyła! To uz
                                      zwyciynstwo tero to buło.
                                      To drugo !

                                      (Podczas tańca 'przesadza się' tancerki. Wsadza sie im na głowę obręcz ozdobioną
                                      wstążkami i przesadza się przez tą obręcz. Tancerki muszą się za to odkupować
                                      datkiem pieniężnym. Która dużo płaci, tę częsciej przesadzają.)

                                      No, to jek juz przez obrenc poprzesadzali te dziywcoki, to dzieci. Gdzie chto
                                      łón półtorak mnioł, to tlo rod chcioł, kiedy by go przesadzili. Jo sama! Mniałam
                                      takie duze póbraty* - to mnie sie widziało, jo nopsiyrsza bynde. To jek mnie
                                      łobacyli, to - "Lotka, pudź tu dali bez obrync !". To com mniała, tom dała.
                                      Wsystko na tó obrync. A radam była co me bez to obrync przesadzali.
                                      Esce dziś boce.

                                      póbraty - kuzyn, brat cioteczny
                                      • rita100 Re:Wyjmaj, wyjmaj gros z dybzaka 16.01.08, 21:30
                                        Pytanie:
                                        - A jak to śpiewali 'Wyjmaj, wyjmaj gros z dybzaka', może pani by zaśpiewała ?

                                        "No jo, no to tedy toż to przydzie nastympnie. Tak. Ale kiedy sie chto
                                        zakrynciuł we dźwiyrzy, jeki tam co przysed, to muzyka ekstra zagrała i dali
                                        tego do łobryncy ! To cy dziewcyna, cy chłop, cy dziod - bez obrync musioł
                                        przeskocyć. Ale tak prózno ! Tedy dospiero to:
                                        Wyjmaj, wyjmaj gros z dybziaka (kieszeń)
                                        od dziewcynki tlo półtrojoka,
                                        lec od pana półzłotygo
                                        na Kinasa ubłogiygo.

                                        To na muzykonta, łón sia tak nazywoł.
                                        Kiej nie inaczy, to kołpak (czapka) z głowi. To łón:
                                        'pocekajta, az jo posłoł dziewce do domu. Partmanijek zabaczułym, to nie w tym
                                        ubraniu".
                                        Posłoł i zapłaciuł. A choc tam nodłuzyj, to az ten kołpak teroz tam trzymajo. Az
                                        przysło, co tyn sie wikupił i kołpok na głowe wziuł, tedy posed.
                                        • rita100 Re:Wyjmaj, wyjmaj gros z dybzaka 16.01.08, 21:31
                                          Tero dalij młodziz zas skakała. To biło tyla głodzin tygo. Bo w tymze esce
                                          casym, chto casym jechoł z folwarku, tam jeki dwórnik abo co, chcioł łobocyć,
                                          jek to. To jek łón sie tylo pokozoł, to habas mojego dwórnika pod łobrync, dalij
                                          przed łobrync. A tyn szczajśliwy buł abo markowoł, to juz psiejundz do tygo
                                          schowoł, to juz wyjuł i dał. A kej nie, to wander kołpok z głowi ! To tak biło.
                                          Tyz wtedy dorowało (trwało) całi tydziyń tego zapustu. Całi tydziyń."

                                          Gdy skończono taniec z obreczą, rozpoczynano taniec na len. Wtedy tańczyli
                                          wszyscy - młodzi i starzy.
                                          • rita100 Re:Na lynek, na lynek, na lynek ! 17.01.08, 22:37
                                            Gdy skończono taniec z obreczą, rozpoczynano taniec na len. Wtedy tańczyli
                                            wszyscy - młodzi i starzy.

                                            "Toć musioł kożdi tancować. Toc to kazdi nie zaniechał, ale to juz tako
                                            poziastka biła, tak tedy mózili: - przydziecie do tanca ? Na gospodynio choćby
                                            tam juz staro. Bo jek nie tancuje, to lyn by nie łurós. To na lynek ! To choc ji
                                            juz baba siwa, ale:

                                            Hopsa koza, hopsa die Ziegle
                                            hopsa der Bock.
                                            Na lynek, na lynek, na lynek !

                                            Co to juz było zicher, co za rok sie lyn urodzi. Tak. Tak jest. Tak było. To
                                            prowde trzeba tutej powziedzieć.
                                            • rita100 Re:Na lynek, na lynek, na lynek ! 17.01.08, 22:38
                                              W czasie tańca 'na lynek' śpiewano też piosenki:
                                              " A ja z mojó kundzielino za psiec, przed psiec", "Co siła, to szpula" lub "Do
                                              miosteczka któryndy wstympuje" z melodią polonejzy. Nie są to pieśni obrzędowe
                                              ściśle związane z zapustem. Śpiewano je jednak w trakcie długo trwających tańców
                                              'na lynek'. Tańczący musieli nieco odpocząć po tańcach ze skokami 'hopsa koza'.

                                              "No ta. Teroz biło ta uciecha i to bez całi tydziyń trwało. Kóncuł sie tydziyń,
                                              kóncuł sie zopust. W sobote muzykanty płośli do domu. Nie posli, bo napsite
                                              byli, to łodwzieźli jich. Łodwzieźli jich, tam było moze z jekie osiym
                                              kilometrów, skund te muzykanty byli. No to odwiezióne byli, bo juz pewnie przez
                                              to nie zasli. Bo choc nie chcieli, to musieli psić, co bi czem prendzy do koncu
                                              tam te wszystkie zebranie tygo zopustu.
                                              No, to muzikanty pośli, a mi zieśnioki młodzi i to to nie tak. Uzym tedy tam tyn
                                              zopust tak, bo juz sie noma yam tygo napsitku nie chciało. Muziki nie biło, to
                                              uz tero trzeba biło w tym dómu troske ty poprowki, ti roboty, bo juz tam
                                              felowoło. Bo tyz cały tydzień tylo doriwkiym do roboty. Tero było wsio trzeba
                                              było nagnać, to casym skóra mokro biła. To i sorować, i mić, i nazod do
                                              porzondku doprowadzić, tak jek było.

                                              Tero zol noma było, bo sie juz skóncyło one wesołe ziecory. Tero kołko na góre i
                                              tak wsio, i juz do pospólstwa sie nie prziszło, tylko w domu.
                                              • rita100 Re:'łodstroić łobręcz' 18.01.08, 20:34
                                                "W poniedziałek młodzi spotykali się, by 'łodstroić łobręcz'. Mieli jeszcze
                                                jakąś wymówkę przed rodzicami do wyjścia z domu. Koło od obręczy rzucali na
                                                oborę, wstążki, ozdoby i sznurek schowali 'na zarok'. Musieli też jeszcze zjeść
                                                pożywienie, ktore zostało z uczty zapustnej, jeśli było tego dużo, to każdy brał
                                                ze sobą do domu, chociaż czyniono to niechętnie. Wódkę, jeżeli została, to 'na
                                                dwór wylejta' - i niekiedy wylewano w śnieg. Tańców już nie było, pośpiewali
                                                sobie trochę, pośmiali się, wspominając niedawno zakończony zapust.
                                                Śpiewali taką piosenkę:

                                                Dziewcynko nasa,
                                                nie chodź do lasa,
                                                bo juz teroz po zopuście
                                                bo juz teroz robok w lysie
                                                kecke ci uniesie.

                                                I to tyn zopust wsystko zakóncuł. A skoda była za niygo, ale esce tak musiało stać.
                                                (Kałęczyn - Mazury - Ludorfa Charlotta)
                                                • rita100 Re:Dziywcyno nasa nie idź do lasa 18.01.08, 20:35
                                                  Dziywcyno nasa nie idź do lasa
                                                  bo robak w lesie kitel podniesie
                                                  Trala la lala trala la lala
                                                  bo robak w lesie kitel podniesie.
                                                  • rita100 Re:Obziycała, nie dała, musi dać 19.01.08, 21:29
                                                    "W Grywałdzie obręcz była zrobiona z kadiku jałowca, bogato przybrana wstążkami.
                                                    Podczas zabawy zapustnej, miej więcej godzinę przed północą, odbywał się wykup
                                                    dziewcząt. Do tańczącej pary zbliżał się chłopak z obręczą w ręce i zakładał ją
                                                    na głowę dziewczyny. Śpiewano wtedy obrzędową pieśń:
                                                    "Obiecała, nie dała, musi dać". Przy słowach 'musi dać' - dziewczyna rzucała
                                                    pieniądze na talerz.

                                                    Obziycała, nie dała, musi dać, musi dać,
                                                    całi roczek za trojoczek, wywzijać, wywzijać.
                                                    Tara lala rala lala,
                                                    rala rala rala rara rara.

                                                    Cały rok muzykę opłacali chłopcy, a na zapust płaciły dziewczęta. Na zakończenie
                                                    zabawy muzyka grała skoczną melodię do tańca, a uczestnicy zabawy "ciskali na
                                                    podeszew po 5 trojaków. Siła kto móg, to ciskał".
                                                    Na tym tańcu kończył się zapust.
                                                  • gajowy555 Re:Obziycała, nie dała, musi dać 21.01.08, 19:28
                                                    rita100 napisała:
                                                    > Na tym tańcu kończył się zapust.

                                                    Tak potańcujem troszeczke...

                                                    media.putfile.com/za-szczepy-chuopoki
                                                  • rita100 Re:Za szczepy chłopaki 21.01.08, 20:33
                                                    Za las chlopaki za las
                                                    bo za lasaem dajo
                                                    bo mi sie za lasem, bo mi się za lasem
                                                    panny podobajo

                                                    Mój Boze kochany com sobzie narobił
                                                    do kwaśnego mleka , do kwaśnygo mleka
                                                    chyba sem narobił

                                                    Chulajta chlopaki bo juz śmnierć umarła
                                                    lezy za stodoło, lezy za stodoło
                                                    ogona zadarła
                                                  • rita100 Re:Na kapuście drobne liście 21.01.08, 20:34
                                                    Na kapuście drobne liście
                                                    pomaluśmu na mnie lyźcie
                                                    pomaluśku i powoli
                                                    bo me m'ocno boli.

                                                    lub
                                                    "bo mnie psiyrszy roz boli"

                                                    wink))))))))
                                                  • rita100 Re:Jazda saniami na zopusty 21.01.08, 20:35
                                                    "W Różyńsku, jak wszędzie indziej, zapust kończył wesołe dni po Godach. Wtorek
                                                    zaś był ostatnim dniem przed postem. Jeśli był śnieg, zaprzęgano konie do sań,
                                                    przywiązywano dzwonki, by mocno dźwięczały, i młodzież z radością i śpiewem
                                                    jechała do sąsiedniej wsi. Wyjeźdzano we wtorek wczesnym popołudniem, by po
                                                    jeździe ogrzać się jeszcze trochę i zdążyć na wieczorną zabawę.

                                                    Jazda saniami wśród okrzyków i dzwięków dzwonków miała sprowadzić dobry urodzaj
                                                    lnu."

                                                    "Kto che mnieć dobry len, musi na zopusty jeździć saniami" (Wielbark).
                                                  • rita100 Re:Przyjechawsy nazod z tych sań 22.01.08, 20:17
                                                    No, przyjechawsy nazod z tych sań, z powrotym, było wiecorym, to młodziyz sie
                                                    zebrała tam cy w karcmie, cy gdzie u gospodarza, gdzie wielkie porumienie biło.
                                                    No i tam robzili niedzy sobo zabawi. A przi tyj zabawzie, no, to tamój wziejsko
                                                    muzika, cy tamój skrzipce, cy tam na harmoszce teh, cy co zagrali. Tam kapelów
                                                    nie zbziyrali, łóno to bawzili sie tak mniandzy sobo - było zagrano, to
                                                    zaśpsiewano, to. I to takie zabawzi we wsi nieli.
                                                    Nie biłi to zabawi, jek dzisioj tanco. Tylko tancyli, wiyncyj nic, wódki popsili
                                                    (...). Dobrze szie ciesyli kiedysz ludzie, bo mniendzy sobo nieli przyjaźń i o
                                                    sobzie tam krzywdy nie robzili, dobrze sie utrzymywali.
                                                    No i biłi take zabawy tam, jak w plite grać, to biło esce ji zwicaj, co z kozo
                                                    chodzili. To na zopust esce jeko na łodzitanie, to ji koza zajrzała. To musieli
                                                    dziewcynki jo dojić. A jek stojeć nie chciała, to przitrzimiwali. Jedni musieli
                                                    trzimać, a nie, to musieli poczanstować te koze czem. No i take zabawy robili
                                                    miedzy sobo.
                                                    Śniechu biło !"
                                                  • rita100 Re:Zabawa w kozła 22.01.08, 20:18
                                                    Zabawa w kozła

                                                    Koziół w łogrodzie
                                                    wygóń go, wygóń go
                                                    ma czyrwóne skorzyneczki
                                                    rozuj go, rozuj go.

                                                    A ja go rozuć
                                                    nie mogie, nie mogie
                                                    bo ma rogi bo ma rogi
                                                    ubodzie, ubodzie.
                                                  • rita100 Re:Abo do lisa poszli 23.01.08, 21:08
                                                    "Abo do lisa poszli.
                                                    To biło tak: ujeli sie za jydyn, to tyn psiersy niał dobri pas, a łowczy do
                                                    łogona szie przywiesili jedyn za drugiygo, tak za brzuch, nie, sie ujyli, i do lisa.
                                                    To wtedi tyn, co tam prowadziuł z tym pasym, to:

                                                    Chodzi lisecek gładki,
                                                    nie łoglondajta sie, niłe dziatki,
                                                    ale ucta sie dobrze !

                                                    No ji biłi przesłuchiwane. Wiersz musiała kożdo tam ci chłopak, ci tego, musieli
                                                    powiedzieć. A chtórny nie mógł, to biło - łup, n'o co co ? Az sie wyucuł. A nie,
                                                    to w zastawy musieli dawać. Ni i wtedi jek skoncyli, to zastaw wikupić musieli.
                                                    To take tam do śniechu, tam: cy tam pocałować kogo, cy tam co tam zrobzić, cy.
                                                    To take tamój rozmajite zabawy byli.
                                                  • rita100 Re:Nojgorżyj biło do tyj kozy 26.01.08, 21:25
                                                    Nojgorżyj biło do tyj kozy. To nie chcieli iść, bo nie chiała stojeć do wydojynio.

                                                    - Pytanie: "A ta koza to była na dwóch nogach, czy na czterech stojała ?

                                                    - No, to łóna to tak wiglundało, jek na sztyrych, ale na dwóch stojała (śmieje
                                                    się w głos). A obwiesóna biła, nó, a to musiała tam dziwciyna zajrzyć i jom tam
                                                    dojyć i pod tyn płaszcz musiała wlyź. A nie, to tyn, co do lisa chodziuł, to tyn
                                                    spod tyłu poganiał.
                                                    No i to biło uz tak, az przesło północ, po dwunastej to wtedy sia rozchodzili.
                                                  • rita100 Re:Nojgorżyj biło do tyj kozy 27.01.08, 10:29
                                                    Jeżeli młodzież była bardzo rozbawiona, to czasami przesunięto zegar o godzinę
                                                    lub dwie, by jeszcze trochę wspólnie potańczyć i się zabawić.

                                                    "Tu tamój ewngeliki, to uz my nieli zwyczaje. A tu katolików w ogole nie biło"
                                                    (Różyńsk-Mazury)

                                                    W zasadzie jednak zabawa na zopust trwała do godziny dwunastej.
                                                  • rita100 Re:A w Działdowskim.... 28.01.08, 20:47
                                                    "W okresie międzywojennym E. Sukertowa-Biedrwina prowadziła badania w
                                                    Działdowskiem i napisała o chodzeniu z niedźwiedziem w czasie zapustu we wsi
                                                    Skurpie pod Działdowem.

                                                    Tydzień przed skończeniem zapustów był zwyczaj, że chłopcy chodzili z
                                                    niedźwiedziem. W niedzielę w karczmie bywała muzyka, a na drugi dzień chodzili
                                                    po wsi z niedźwiedziem. Człowiek całkiem owinięty grochowinami, wybierano
                                                    chłopca małego, krępego i zsiadłego. Na szyji miał obrączkę z kolorowymi
                                                    szleifami - wstążkami. Najęli muzykantów; gdy zaczęli grać, niedźwiedz targał
                                                    się, tańcował i uciesznie przechadzał się na tylnych nogach.
                                                    Chodzili z niedźwiedziem od chałupy do chałupy - radość to była dla dzieci.
                                                    Jeden z chłopców miał skarbonkę lub woreczek na kiju, a gospodarze wrzucali
                                                    trochę pieniędzy na opłacenie muzykantów.
                                                    Opowiadała swoim wnukom niedawno zmarła w Skurpiu pod Działdowem Anna Semranowa,
                                                    czyli jak ją nazywali "stara Semranka", zacna niewiasta, a jej to opowiadał
                                                    ojciec, który około 1800 roku sam w tym brał udział."
                                                  • rita100 Re:Na Warmii nie nagrano 29.01.08, 20:27
                                                    Na Warmii nie nagrano już żadnej pieśni obrzędowej, a relacje o obrzędzie są
                                                    bardzo skromne.

                                                    "W zopusty, no to był zwyczoj, jak we wtorek było tancowanie do jedynastej
                                                    godziny. A ło jedynasty godzinie to tyn, chtóry dzwoniuł na Anioł Pański w tyn
                                                    dzwón, to poczuł dzwónić. To muzyka przestała i wszisći musieli, tak nie
                                                    musieli, ale poszli wszisci do domu, aby kóncyć mniyjso jyść i aby na smalcu te
                                                    punczki chtórne były tam psieczóne, to i te zjeść, bo to i na smalec trzymali
                                                    post. I na wszistko.
                                                    (Kromerowo-Warmia)

                                                    "Jak ten zopust przyszed", to od niedzieli do wtorku było tłuste jedzenie. We
                                                    wtorek gospodarze pozwalali dziywkom i parobkom, ktorych zatrudniali, iśc na
                                                    wieczorną zabawę zapustną z tańcami.

                                                    Mnieli tancować i wisoko skakać. Czem wyżej chto podskoczy, to lepsi lynek wyrośnie.
                                                    (Najdymowo-Warmia)
                                                  • rita100 Re:W Jarotach urządzano zabawę 30.01.08, 20:24
                                                    W Jarotach urządzano zabawę zapustną u gospodarza, ktory miał większą izbę, a
                                                    najważniejszym momentem zabawy był taniec na len. Dawniej przygrywała harmonia,
                                                    potem mała kapela w składzie: dwoje skrzypiec, trąbka, baryton, perkusja i bas.
                                                    Grano tzw. "kawałki niemieckie", a od czasu do czasu swojskie piosenki ludowe
                                                    bardzo skoczne. W trakcie zabawy chłopcy wychodzili na wieś i psotowali.
                                                  • rita100 Re:Na Warmii znane było przesadzanie 31.01.08, 20:22
                                                    "Na Warmii znane było przesadzanie dziewcząt przez obręcz w czasie zabawy
                                                    zopustnej. Zwyczaj ten zanikał już w II połowie XIX wieku, a w naszej
                                                    dokumentacji posiadamy tylko jedną relację na ten temat.

                                                    "No. To buło na ten przykład w niedziele zapusty, w poniedziałek zopusty,
                                                    wtorek. Wtorek na wieczór, to juz sia do suchyj środy mo. To juz ło dzisióntej
                                                    prziśli, przynieśli łobręcz. To takie buło koło zrobzióne, take duże, co móg bez
                                                    to koło panna przesadzić. To panna jek sie przesadzi bez koło, łóna sia musi
                                                    wykupsić. Tan Kwalyr, co ji ta łobrencz założy, to łóna sia musi łod niego
                                                    wykupsić. Óna musi coś położyć na tace, tam co łón tam chce. No ji w ty
                                                    łobrenczy, ta łobrencz aż wszystko.
                                                    (Kołpaki - Warmia)
                                                  • rita100 Re:Łostatni taniec na liwego ! 02.02.08, 22:11
                                                    "A tedy łostatne tońce. To tyż buł łostatni taniec. Na, bandó tancować eszcze
                                                    łostatni toniec. A ta jedna mówi: "na, ale tero łostatni toniec, to tak na
                                                    liwego". "Oj, tam wraz wlyzie taki elegancki kawaler do ty sali, tam gdzie
                                                    tancowali. A łóna tam stoji we środku, wyzija sia sama na łónygo liwygo. Zawsze
                                                    liwa, liwa, liwa, liwa - no nie ?
                                                    A łón kiedy wziuł z nió tancować, a łóni patrzó, halt, bo to łón mo konsko noge.
                                                    Tak zaczyli inno psieśnio grać. Pobożno. A łón złapoł panna i łoknam ! I całe ,
                                                    całe łokno wyder, cała rama. I poszd z tó pannó i nicht nie wiedział, gdzie ta
                                                    panna złapał. Uciekł z nió. Bo na liwego. Jak na liwygo zaczuł tancować, tak
                                                    poszed łoknym. To wszystko, cała rama, wszystko wziył i z nió łuciyk."
                                                    (Kołpaki-Warmia)
                                                  • rita100 Re:Łostatni taniec na liwego ! 02.02.08, 22:11
                                                    Ciykawe jek to sia tancy na liwego ? Co to łoznacało ?
                                                  • rita100 Re:Rybecka lejduje płiwać 05.02.08, 20:18
                                                    Jek to wendkarz goda: trza zaloć robaka
                                                    A jutro noczyna sia długi post.
                                                  • rita100 Re:Rybecka lejduje płiwać 27.01.09, 23:06
                                                    Trza zaloć robaka
                                                  • rita100 Re:Do wtorku je tłuste jydło 20.02.09, 18:05
                                                    "Jak ten zopust przyszed", to od niedzieli do wtorku było tłuste jedzenie. We
                                                    wtorek gospodarze pozwalali dziywkom i parobkom, ktorych zatrudniali, iśc na
                                                    wieczorną zabawę zapustną z tańcami.
                                                  • rita100 Re:Oj, bandó zapusty, zapusty 22.01.10, 22:36
                                                    bandó i wypsieki, bandó pónczki i faworki
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka