U mnie urwanie głowy

Od piątku zasadniczo i nieprędko sie skończy...
W piątek zwoziliśmy mojemu bratu pianino z Warszawy do rodziców, w sumie
zrobiliśmy jakieś 400 km od rana do późnego wieczoru ( do teściów po
przyczepkę i skrzynię na pianino, potem do Warszawy - przedarcie się z
Mokotowa przez całą Warszawę w godzinach szczytu i wydostanie się w stronę
domu podczas masowego wyjazdu Warszawiaków na weekend i dowiezienie do moich
rodziców). Potem jeszcze musiałam szykowac jedzenie, bo w sobotę wyprawiałam
imieniny, w sobotę od rana praca, dom i szykowanie na imieniny, a jeszcze
zapowiedział się pan do montażu verticali ( jak nie teraz to dopiero za dwa
tygodnie - tak mnie zaszantażował

), potem goscie...........
a w niedzielę skoro swit wyjazd do teściów na odpust - taka tradycja, że w
tym dniu spotyka sie u nich cała rodzina), wróciliśmy w nocy, dzis od 8 rano
demoluje mi dom hydraulik - montuje, poprawia itd itp...
Jutro zwożą mi klepkę, a pojutrze zaczynają ją kłaść............Rozpierdziel
w domu, że hej!!
Jedno dziecko z domu mi wybyło na wakacje do babci. Dobrze, że mam tu takie
urwanie głowy, bo zapłakałabym się na śmierć

Strasznie tęsknię.