slezan
20.01.04, 20:49
Niezadowolenie ze status quo często powoduje idealizację przeszłości. Ludzie
rozczarowani dniem dzisiejszym skłonni są dotrzegać w minionych czasach same
pozytywy zapominając o ciemych stronach.
Zjawisko to zaobserwować można w wyobrażeniach Ślązaków o swej historii.
Dotyczy to zarówno prusoków jak i cysaroków. Dla pierwszych taką wsteczną
utopią są oczywiście Prusy i Niemcy. Mimo iż propaganda konkurencyjnego
nacjonalizmu usiłowała je zohydzić (a może właśnie dlatego), wymieniając
jednym tchem Bismarcka i Hitlera, stare Niemcy jawią się wielu Ślązakom (i to
nie tylko tym, którzy deklarują sie jako Niemcy) jako państwo prawa i
porządku. Przeciętny admirator czasów prusko-niemieckich nie zadaje sobie
pytania w jakim stopniu państwo to ponosi odpowiedzialność za śmierć tysięcy
Ślązaków w I wojnie światowej i dlaczego pod koniec XIX w. polski ruch
narodowy, dotąd marginalny, mógł rozwinąc się tu do poważnych rozmiarów.
Cysaroki z kolei żyją mitem tolerancyjnej Austrii. Zapominają przy tym, że do
pewnego momentu zdecydowanie większa tolerancja panowała w Prusach, gdzie
złagodzono restrykcje wobec Żydów i nie prześladowano grup wyznaniowych (Fryc
był w tych kwestiach indyferentny). W monarchii habbsurskiej całkowite
równouprawnienie protestantów nastąpiło dopiero w 1848 r. Ciekawy pogląd na
temat ostatniego okresu istnienia CK monarchii wyrził w swej "Historii świata
Paul Johnson":
"Zwykło się (...) oceniac ostatni okres monarchii austro-węgierskiej
jakoprzykład niezmąconego współżycia wielu naroowości. W istocie byl to
koszmar rosnącej nienwiści rasowej. Każd reforma stwarzała więcej problemów
niż ich rozwiązywała. (...) Uchwalano specjalne ustawy faworyzujące
poszczególne narodowości; wprowadzanie ich w życie wywoływało niezliczone
przerwy w pracy tranportu i banków, burzyło zasady wolnego handlu, odbierało
zaufanie do uczciwości wyborów. (...) Wszystkie sejmy i parlamenty - w
Budpeszcie, Pradze, Grazu i Innsbrucku - były widowniami bezlitosnych walk
nacjoanlistycznych. W Galicji mniejszośc ruska ścierała się z większścia
polską. (...) każdy rząd lokalny wykluczal ze swego składu przedstawicieli
mniejszości i prawnie ochraniał, gdzie się tylko dao, lokalne gałęzie
przemysłu. Gdy niemożna było tego czynić legalnie, organizowano bojkot
towarów innych nrodowości. Trudno powiedzieć, by "stary świat" kierował się
zdrowym rozsądkiem".
Z drugiej strony zwolennicy statuts quo starają się odmalowac ów obarczony
wadami "stary świat" w jak najciemniejszych barwach. Ale to już zupenie inna
bajka.