willi2
11.06.03, 16:16
Witajcie !
W kolejnym cyklicznym temacie ,majacym zachecic Was do poznawania
Wehrmachtu "od kuchni" przedstawie bardzo ciekawa tematyke tj: -napoje
chlodzace,ktore spozywali zolnierze Wehrmachtu.
Pewnie wielu z was ciekawych jest,co gasilo pragnienie przecietniego
soldata,podczas dzialan w Afryce :
"Żołnierze Wehrmachtu gasili pragnienie dokładnie takimi samymi napojami
gazowanymi, jakie możemy kupić obecnie w każdym sklepie. Fantę i coca-colę
produkowano w III Rzeszy nawet po wybuchu wojny ze Stanami Zjednoczonymi i
chętnie kupowali je rekruci, którym po męczącym dniu na poligonie udało się
dostać przepustkę poza bramy koszar. Widok grupki żołnierzy w mundurach
feldgrau popijających coca-colę i żartujących wieczorami przy papierosie nie
był niczym niespotykanym, o czym świadczą butelki po tym napoju, znajdowane
na koszarowych śmietniskach w okolicach garnizonowych miast. Zdjęcia
dokumentalne dowodzą, iż napoje te czasami trafiały nawet na front.
Zapotrzebowanie na oranżadę i lemoniadę musiało być w niemieckiej armii dość
duże, gdyż napoje gazowane produkowano także specjalnie dla poszczególnych
rodzajów wojsk. Oranżada dla wojsk lotniczych rozlewana była do zamykanych na
porcelanowy kapsle z uszczelką, wykonanych z niebieskawego szkła butelek o
pojemności 0,33 litra. Na kapslu umieszczano napis "Eigentum der Luftwaffe"
[własność wojsk lotniczych]. Oranżadę taką można było dostać w kantynach. Dla
lotnictwa produkowano wiele innych napojów, także nieco mocniejszych niż
oranżada. Likiery rozlewano do butelek o pojemności 0,7 litra, na etykietach
zaś umieszczano orła Luftwaffe. Może takimi właśnie trunkami niemieccy piloci
oblewali swoje powietrzne zwycięstwa? Największym odbiorcą rozmaitych
napojów, zwłaszcza wyskokowych, były wojska lądowe. Codziennie pito kawę
zbożową i herbatę, których esencje przechowywano w aluminiowych pojemnikach.
Wraz ze stałym zwiększaniem stanu liczbowego wojsk lądowych i formowaniem
coraz to nowych jednostek oraz pogarszającą się sytuacją militarną i
gospodarczą III Rzeszy, pojawiły się trudności z zaopatrywaniem walczących na
froncie oddziałów."
***
" By wyżywić rzesze żołnierzy niemieckie służby zaopatrzeniowe ściągały
produkty żywnościowe ze wszystkich zakątków podbitej Europy. Na front
trafiały także partie rozmaitych napojów. Wśród znajdowanych obecnie w
rejonie Demiańska i Petersburga butelek po piwie odnaleźć można produkty
francuskie, belgijskie, norweskie, duńskie, a nawet produkowane po 1941 roku
na terenie Łotwy, Litwy i Estonii. Podobnie jest z butelkami po innych
gatunkach alkoholu, dostarczanego dla walczących na froncie oddziałów z
odległych nieraz stron. W niemieckich wojskach lądowych popularny był napój
marszowy - tzw. Marschgetränk. Żołnierzom wydawano zakręcane, cylindryczne
pudełka z aluminium, zawierające musujące tabletki, które rozpuszczano w
wodzie wrzucając je np. wprost do manierki. Napój marszowy działał
orzeźwiająco, regenerował siły i zaspakajał pragnienie, a wyglądem bardzo
przypominał dzisiejsze oranżady w tabletkach. Żołnierze Wehrmachtu niezwykle
cenili sobie nalewki ziołowe produkowane według receptur benedyktyńskich
mnichów, rozlewane do charakterystycznych, pękatych butelek. Niezwykle
popularne były także trunki przechowywane w podłużnych, kamionkowych
butelkach. Znaleziska z bitewnych pól świadczą także o popularności
francuskich koniaków w niemieckich szeregach. Ale znacznie częściej pito
polską wódkę, której cały transport odkryto w porzuconych taborach jednej z
pancernych dywizji Waffen-SS podczas bitwy o Falaise, w sierpniu 1944. Skoro
mowa o ss-mańskich trunkach należy wspomnieć, iż ta nie ciesząca się dobrą
sławą formacja posiadała swoje własne rozlewnie. Były one cząstką stworzonego
przez aparat SS państwa w państwie, opartego na niewolniczej sile roboczej
więźniów z obozów koncentracyjnych. Wino dla ss-mannów nalewane było do
butelek z zielonkawego szkła, często z wytłoczonym napisem "Waffen-SS".
Przemysł rozlewniczy Himmlera wytwarzał wszystkie rodzaje napojów, nawet
specjalnie produkowaną dla SS wodę mineralną. Walki toczone na bezwodnych
obszarach pociągały za sobą konieczność zaopatrywania w życiodajną ciecz
całych armii. W Afryce Północnej zarówno Niemcy, jak i Brytyjczycy posiadali
specjalne oddziały, których zadaniem było pozyskiwanie, transport i
dystrybucja wody [niemieckie oddziały tego typu zwały się Oasis-Kompanie -
przyp. Hainrich]. Piloci RAF-u i Luftwaffe zabierali ze sobą do samolotów po
kilkanaście manierek, by w razie zestrzelenia nad bezludną pustynią przeżyć
do czasu nadejścia pomocy. Brak wody dotyczył też frontu wschodniego. Latem
step przypominał pustynię, a żołnierze obu walczących stron starali się
gromadzić jak największe ilości wody, czerpiąc ją przy każdej nadarzającej
się okazji, np. podczas deszczu, do zdobycznych manierek lub dodatkowych
butelek. Zimą wodę można było pozyskać ze śniegu, roztapiając go w menażce
podgrzewanej np. na składanej kuchence."
Zrodlo :
www.wehrmacht.punkt.pl/napitki.html
Pyrsk
Willi2
"Zawsze Coca -Cola "
ehehehe