agata0
26.03.10, 10:06
Byliśmy wczoraj w szerokim składzie osobowym, bo każde z rodziców chciało
obejrzeć szkołę (bo może to być jedyna okazja), a dziecko chodzi obowiązkowo,
bo to ono ma podjąć decyzję.
Dla mnie to była szkoła marzeń, szkoła, do której sama chciałam iść (ale
jestem ze wsi, więc mi się nie udało, poszłam do liceum najbliższego mojego
miejsca zamieszkania), szkoła o której czytałam w Kamieniach na szaniec,
szkoła do której chodzą najlepsi, szkoła z rewelacyjnym od nas dojazdem,
piękna, pięknie położona, szkoła najlepsza w rankingach. Z myślą o niej młoda
przygotowywała się do rekrutacji praktycznie od września. W ogóle ach i ech.
Zderzenie z rzeczywistością dla mnie było brutalne i śmieszne.
Najpierw Pani Dyrektor monotonnym głosem przedstawiła informacje, które
czytałam już wcześniej na stronie. Dowiedziałam się dosłownie trzech rzeczy,
których pewna nie byłam:
- każdy drugi język uczony jest od podstaw (akurat dla nas fatalnie)
- na jedno miejsce w zeszłym roku było 4 kandydatów
- szkoła nie bierze pod uwagę wyników testów predyspozycji z innych szkół
(tego się na 99% domyślałam)
Moje dziecko w tym czasie usnęło.
Potem Pan Wicedyrektor pobieżnie przedstawił elektroniczną rejestrację do
gimnazjów śródmiejskich (to o wiele dłużej i dokładniej omówiła Pani Dyrektor
z Twardej, więc też akurat dla mnie żadna nowość, a inni i tak muszą się
doczytać).
Budzę dziecko. Śpi.
Po kilku pytaniach z sali (pytań słychać nie było, bo sala duża), Pani
Dyrektor zakończyła spotkanie. Ja nie zdążyłam zadać pytań, bo czekałam, że
ktoś inny może się podniesie, a w tym czasie Pani Dyrektor uznała, że pytania
się skończyły.
W tej części udało mi się dobudzić dziecko.
Potem jeszcze uzyskałam od Pani Dyrektor odpowiedzi na kilka pytań, z czego
najważniejsze dla mnie były dwa:
- Co Państwa szkoła może zaoferować uczniowi o szczególnych uzdolnieniach
matematycznych?
- Nic. (po chwili namysłu) To szkoła z klasami o profilu ogólnym.
- Ilu Państwo mieli laureatów konkursów kuratoryjnych?
- Nie pamiętam. Najwięcej laureatów było z geografii.
- A z matematyki?
- Nie pamiętam w tej chwili.
I tyle.
Niestety, obawiam się, że sposób organizacji dnia otwartego może dobrze
obrazować stosunek szkoły do uczniów i rodziców. Biła z tego pewność siebie,
że szkoła nic nie musi, bo sama w sobie jest świetna. Nie musi przekonywać do
siebie dobrych uczniów, bo i tak przyjdą. Nie musi mówić rodzicom, że powinni
dać im swoje dziecko na ileś tam lat, bo oni dadzą dzieciom to, to i to. Ze
słów Pani Dyrektor można było wywnioskować, że nawet nie wzięła pod uwagę, że
Batory może nie być szkołą pierwszego wyboru dla ucznia (udzieliła błędnej
informacji o tym, że należy do nich przynieść podanie, wyprostował to chyba
potem Pan Wicedyrektor).
Mam porównanie z Władysławem IV i Twardą. I tu, i tu byli przede wszystkim
uczniowie, którym można było zadawać pytania. We Władku - dzieciaki
przesympatyczne i widać, że zachwycone i dumne ze szkoły. Na Twardej -
uczniowie oprowadzali kandydatów po szkole, była gazetka szkolna przygotowana
specjalnie na dzień otwarty.
Widać było pracę włożoną w dzień otwarty i wysiłek tych szkół w przekonanie
rodziców i dzieci do siebie.
Bo spotkaniach we Władku i na Twardej wiem, że klasy matematyczne w tych
szkołach są dobre i dziecko się będzie na pewno w nich rozwijać. Po spotkaniu
w Batorym NIE WIEM NIC.
Przepraszam, że tak długo, ale musiałam się wyżalić :-(
Zobaczymy w sobotę jak inna sława warszawskiej edukacji - Reytan :-)