mysiaapysia
13.03.17, 13:10
Mam nadzieję, że ktoś z Was podpowie co zrobić w takim przypadku.
Córka to 6-klasistka, laureatka konkursu kuratoryjnego m. in. z języka angielskiego. Jej klasa oraz 2 równoległe z ich SP, jak również 2 klasy 6-te z innej SP przechodzą (jako kl. VII) do budynku gimnazjum, gdzie mają pozostać wszyscy dotychczasowi nauczyciele gimnazjalni. To gimnazjum dotychczas miało dość wysoki poziom, lekcje max. do 16.20 (z tego, co widzę na ich stronie internetowej, to do tej godziny są też kółka zainteresowań, są one również na rano). Komunikacyjnie budynek gimnazjum położony jest dobrze (można dojechać rowerem z domu około 15 minut), z punktu widzenia naszego dziecka nawet bardzo dobrze, gdyż względnie blisko do popołudniowej szkoły muzycznej, którą córka ma skończyć za 2 lata (rozpoczęła ją 2 lata później, niż SP). Byliśmy właśnie na dniu otwartym. Trochę "przaśne" warunki. Brak multimedialnej sali do nauki języka obcego (w obecnej SP jest). Ten budynek to dawna "tysiąclatka". Duży remont zrobiono tylko z zewnątrz. Gabinety biologiczny, fizyczny i chemiczny wyposażone kilka lat temu.
Córce ta szkoła nawet się podoba, ale obawia się czego innego - nie przepada za obecną klasą (dziećmi). Pytałam, czy spróbować przenieść ją do którejś z 2 równoległych klas, ale nie chce, mówi, że tam dzieci tworzą zamknięty krąg koleżeński. 2 inne klasy, z drugiej SP mają po 30 osób i raczej nie da rady przenieść córki do którejś z nich.
Widzę, że córka wolałaby w ogóle oderwać się od tego środowiska. Od jakiegoś czasu zaczęliśmy z mężem dowiadywać się o klasy dwujęzyczne. Miasto niemałe, wojewódzkie. Ale na dzień dzisiejszy informacja jest taka: ma być utworzona 1 klasa 2-języczna angielska na całe miasto. Trochę daleko, ale z kolei po drodze męża do pracy, więc mógłby ją wozić. Obecne gimnazjum, gdzie ta klasa ma być utworzona, miało dotychczas wysoki poziom, ma doświadczenie z klasami 2-języcznymi (choć do ubiegłego roku tworzyło po 2 klasy pierwsze, a teraz ma utworzyć tylko 1 klasę VII). Lekcje jak dotychczas najpóźniej do 15.30. Akurat wtedy mąż kończy pracę, więc woziłby córkę w obie strony. Komunikacją miejską też mogłaby jeździć, ale z jedną przesiadką, razem około 45 minut do domu (a 30 minut do szkoły muzycznej, 4 razy w tygodniu). Już niedługo mają się ukazać oficjalne informacje dotyczące naboru do tej klasy 2-języcznej. Test predyspozycji ma się odbyć podobno na początku maja. Pewnie zainteresowanie będzie duże. Wolę nie myśleć ile dzieci będzie startować na 1 miejsce...
Tylko zastanawiam się, czy warto. To tylko 2 godziny angielskiego więcej tygodniowo. Dojazd do szkoły trudniejszy. Z drugiej strony to byłaby tak wyczekiwana przez córkę zmiana środowiska. I tylko 2 lata. Potem córka i tak może wybrać nie tak daleko położone bardzo dobre liceum, gdyż będzie tam miała dowolne wejście. Myślicie, że warto próbować startować do klasy 2-języcznej?