Dodaj do ulubionych

Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach

IP: *.chem.usu.edu 03.07.03, 23:24
Ogólnopolska debata? Dobrze, ale jednocześnie o płacach w nauce.
Obserwuj wątek
    • Gość: grochu Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach IP: *.itma.pwr.wroc.pl 03.07.03, 23:51
      Gość portalu: Kot Behemot napisał(a):

      > Ogólnopolska debata? Dobrze, ale jednocześnie o płacach w nauce.

      Zgadzam sie z Behemotem w 100%. Pensje na uczelniach panstwowych
      sa smieszne (asystent na Politechnice Wroclawskiej ~1100 zlotych
      na czysto). Moim zdaniem taka uchwala UJ'u powinien sie zajac
      Urzad Ochronu Konkurencji i Konsumenta.
      • Gość: ### Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach IP: *.sims.nrc.ca 04.07.03, 03:17
        ale dlaczego problem ma dotyczyc tylko nauczycieli akademickich?

        a co z lekarzami ktorzy maja po kilkanascie chaltur w roznych
        prywatnych klinikach a na panstwowym sa tylko dlatego, zeby ZUS
        byl placony?
        a co z nauczycielami w szkolach podstawowych, gimnazjach i
        liceach - czy oni moga laczyc wiele etatow? a czy ksiadz ktory
        jest na etacie szkolnego katechety moze jednoczesnie byc
        pelnoetatowym duchownym w pobliskiej parafii?

        wieloetatowosc niejedno ma imie...

        dlaczego dobrano sie akurat do nauczycieli akademickich?
    • Gość: Nowojorczyk Re: Nie w Ameryce! IP: *.proxy.aol.com 04.07.03, 03:26
      W USA nie mozna pracowac na dwoch uczelniach!
      Kropka.
      • buzek2 Jaki jest poziom na uczelniach prywatnych ??? 04.07.03, 05:08
        Za wysoką kasę nauczyciele przymykają oko. Prezencikami od
        zaocznych też nie pogardzą!
        • Gość: Venus Re: Jaki jest poziom na uczelniach prywatnych ??? IP: *.pkobp.pl 04.07.03, 10:12
          Zależy od uczelni, ale również wysoki. Za to programy nauczania
          często są ciekawsze i nowocześniejsze, niż na państwowych jak
          za króla Cwieczka.
          Bo czyż nie jest interesującym fakt, iż studenci np. SGH nie
          radzą sobie z zadaniami z dziedziny finansów z prywatnych
          uczelni?
        • Gość: Ryszard Re: Jaki jest poziom na uczelniach prywatnych ??? IP: *.wskiz.poznan.pl 04.07.03, 15:23
          buzek2 napisał:

          > Za wysoką kasę nauczyciele przymykają oko. Prezencikami od
          > zaocznych też nie pogardzą!
          Studenci płacą za naukę i o jakichkolwiek prezencikach nawet nie
          powinno być mowy!To od założyciela i władz Uczelni oraz kadry
          dydaktycznej zależy jaki będzie prezentowała poziom Uczelnia.Jak
          się chce to wszystko można!
      • Gość: karkauer Re: Nie w Ameryce! IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 04.07.03, 09:38
        Gość portalu: Nowojorczyk napisał(a):

        > W USA nie mozna pracowac na dwoch uczelniach!
        > Kropka.
        --------------

        W USA nie ma prof belwederskich (czytaj białodomowych), hab, CK, tajności
        rezultatow grantow, tajności ocen itd . Przejścia na system amerykański tak
        naprawdę u nas nikt nie chce, nowojorczyk zdaje się też nie , Przecinek,
      • Gość: dawniejuj Re: Nie w Ameryce! IP: 149.156.163.* 07.07.03, 14:22
        Gość portalu: Nowojorczyk napisał(a):

        > W USA nie mozna pracowac na dwoch uczelniach!
        > Kropka.

        W USA można negocjować płacę. Odchodząc z UJ na inną uczelnię, która mi
        zaoferowała wyższe pobory, nie miałem żadnych szans - jak amerykański profesor -
        usłyszeć: "dam Ci tyle, co oni", albo "tyle ci dać nie mogę, ale mogę dać 100
        zł mniej niż oni, zostań". Nie dlatego nie miałem szans, że jestem mało wart -
        miałem same A w ocenach okresowych - tylko dlatego, że UJ generalnie płaci
        gorzej od większości polskich uczelni. Pobiera swoisty podatek od prestiżu.
    • Gość: bzdel kot Behemot IP: 62.233.192.* 04.07.03, 06:01
      Naukowcy tylko mówią o płacach a jakie osiągnięcia za płace
      tylko tłumaczenia i sprawdzanie dawno zastosowanych technologii
      • Gość: Kot Behemot Re: kot Behemot IP: *.client.attbi.com 04.07.03, 09:12
        Gość portalu: bzdel napisał(a):

        > Naukowcy tylko mówią o płacach a jakie osiągnięcia za płace
        > tylko tłumaczenia i sprawdzanie dawno zastosowanych technologii

        Nowe technologie powstają, a odkrycia są dokonywane. A że nie w
        Polsce, to znów wracamy do kwestii płac.
        B.

    • legal.alien Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach 04.07.03, 07:16
      Przeciez to oczywiste i normalne, ze pracodawca nie zezwala na
      prace konkurencji. Ja musze miec zgode pracodawcy na np. pol
      etatu w firmie o podobnym profilu i raczej bym jej niedostal.
    • Gość: wartownik Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach IP: *.gov.pl 04.07.03, 07:44
      Ograniczenie możliwości pracy naukowcom przez państwowe uczelnie
      to według mnie środek na przymuszenie ich do prowadzenia zajęć
      na kierunkach wieczorowych i zaocznych tych uczelni za dużo
      niższe pieniądze niż mogliby uzyskać z pracy w szkołach
      prywatnych. Obawiam się,że w dłuższym okresie może się okazać,
      że część uniwersytetów traci swoich najlepszych ludzi, ponieważ
      taki "Koźmiński" czy SWPS w Warszawie to nie byle jakie szkoły a
      ich prestiż i poziom ciągle rośnie, a przy tym zarobki
      tam "trochę" odbiegają od tych na UW czy SGH... Ostrzegam,
      uważajcie kochani rektorzy uczelni państwowych, bo cała akcja
      może się obrócić przeciwko wam a przede wszystkim przeciwko
      waszym studentom!
      • inaww Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach 04.07.03, 08:14
        Jeżeli nawet profesorowie odejdą do prywatnych uczelni i one dzięki temu
        zyskają pełne zaangażowanie wykładowców w pracę dydaktyczną - studenci mogą na
        tym tylko skorzystać! Jeżeli w wyniku konkurencji, dzięki lepszym nauczycielom
        akademickim - zmieni się lista rankingowa jakości polskich uczelni i na czoło
        wysuną się uczelnie prywatne - też skorzystają na tym studenci, bo za dobre
        pieniądze nauczyciel akademicki nie będzie ryzykował, że uczelnia prywatna z
        niego zrezygnuje, a uczelnia będzie mogła wyżej stawiać poprzeczkę. Gdyby
        porównać sytuacje z tym co się działo w szkolnictwie średnim, gimnazjach,
        liceach kiedy zaczęły powstawać konkurencyjne prywatne szkoły - okazało się, że
        tylko na początku DOBRZY nauczyciele uciekali ze szkół państwowych w pogoni za
        pieniędzmi. Teraz są dobre (z dobrymi nauczycielami) szkoły prywatne i dobre (z
        dobrymi nauczycielami) szkoły państwowe. A są też złe - i jedne i drugie.
        • Gość: AMal Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach IP: *.ab-byd.edu.pl 04.07.03, 09:00
          inaww napisała:

          > Jeżeli nawet profesorowie odejdą do prywatnych uczelni i one dzięki temu
          > zyskają pełne zaangażowanie wykładowców w pracę dydaktyczną - studenci mogą
          na
          > tym tylko skorzystać!

          To, co obserwuję w szkolnictwie, sugerowałoby raczej, że w wielu przypadkach
          pozostaną miernoty, które nie mają szans na pracę w niepaństwowej
          (szkole/uczelni, niepotrzebne skreślić), a których nie ma kim zastąpić...
          Zgadzam się w tym względzie z ks. prof. Andrzejem Szostkiem, rektorem
          Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego: "Jeżeli odmawialibyśmy naszym
          pracownikom zgody na podjęcie pracy na innych uczelniach, wkrótce mógłbym
          stanąć przed dylematem: czy zatrudnić naukowca, którego - upraszczając - nikt
          inny nie chce, czy pozwolić jednemu z naszych fachowców dorabiać poza
          macierzystą uczelnią? Na ruch taki jak UJ może sobie pozwolić tylko uczelnia
          bardzo silna kadrowo."

          > Jeżeli w wyniku konkurencji, dzięki lepszym nauczycielom
          > akademickim - zmieni się lista rankingowa jakości polskich uczelni i na czoło
          > wysuną się uczelnie prywatne - też skorzystają na tym studenci, bo za dobre
          > pieniądze nauczyciel akademicki nie będzie ryzykował, że uczelnia prywatna z
          > niego zrezygnuje, a uczelnia będzie mogła wyżej stawiać poprzeczkę.

          Studenci stracą finansowo, docelowo zyskają, bo będą mieć większą wiedzę (teraz
          w wielu uczelniach - i państwowych, i prywatnych - dyplom się - praktycznie
          rzecz ujmując - "kupuje", tzn. otrzymuje się go niezależnie od stanu wiedzy,
          pod warunkiem, że się opłaci czesne...). Ciekawe, że piszesz, że "nauczyciel
          akademicki nie będzie ryzykował, że uczelnia ***prywatna*** z niego
          zrezygnuje". Coś w tym jest ;)

          > Gdyby
          > porównać sytuacje z tym co się działo w szkolnictwie średnim, gimnazjach,
          > liceach kiedy zaczęły powstawać konkurencyjne prywatne szkoły - okazało się,
          że
          >
          > tylko na początku DOBRZY nauczyciele uciekali ze szkół państwowych w pogoni
          za
          > pieniędzmi. Teraz są dobre (z dobrymi nauczycielami) szkoły prywatne i dobre
          (z
          >
          > dobrymi nauczycielami) szkoły państwowe. A są też złe - i jedne i drugie.

          Czy wiesz, jakie są płace w szkołach (podstawowych, średnich) prywatnych (w
          porównaniu z państwowymi)? Mniej więcej takie same. Na dodatek jest znaczne
          bezrobocie wśród nauczycieli, gdyż nawet miernego nauczyciela jest bardzo
          trudno usunąć ze stanowiska, a obecnie w szkołach (podstawowych) jest niż
          demograficzny.

          Czy wiesz, jakie są płace w szkołach wyższych prywatnych (w porównaniu z
          państwowymi)? Kilkakrotnie wyższe, na dodatek przy (najczęściej) znacznie
          niższym obciążeniu obowiązkami dydaktycznymi. Ponadto zgodnie z
          rozporządzeniami Ministra (i nie tylko), w wielu dziedzinach nauki popyt na
          tzw. samodzielnych pracowników naukowych ciągle przewyższa podaż.

          Czy coś jeszcze należałoby tu dodać? Może to, że uczelnie prywatne ciągle są
          traktowane jako niepewne (tzn. nie wiadomo, czy po następnym rozporządzeniu
          Ministra będą miały prawo jeszcze istnieć; nie dotyczy to
          najlepszych/najbogatszych spośród nich).

          Pozdrowienia.
      • Gość: Eli Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach IP: *.phils.uj.edu.pl 10.07.03, 17:50
        Gość portalu: wartownik napisał(a):

        > Ograniczenie możliwości pracy naukowcom przez państwowe
        uczelnie
        > to według mnie środek na przymuszenie ich do prowadzenia
        zajęć
        > na kierunkach wieczorowych i zaocznych tych uczelni za dużo
        > niższe pieniądze niż mogliby uzyskać z pracy w szkołach
        > prywatnych. Obawiam się,że w dłuższym okresie może się
        okazać,
        > że część uniwersytetów traci swoich najlepszych ludzi,
        ponieważ
        > taki "Koźmiński" czy SWPS w Warszawie to nie byle jakie
        szkoły a
        > ich prestiż i poziom ciągle rośnie, a przy tym zarobki
        > tam "trochę" odbiegają od tych na UW czy SGH... Ostrzegam,
        > uważajcie kochani rektorzy uczelni państwowych, bo cała akcja
        > może się obrócić przeciwko wam a przede wszystkim przeciwko
        > waszym studentom!

        Głupia sprawa z tym SWPS - jako wykładowca tej szkoły (umowa o
        dzieło) nie zauważyłem, żeby była nie byle jaka - wręcz
        przeciwnie - staje się coraz bardziej byle jaka. Powodem jest
        pogoń za kasą. Wyższy poziom - mniej studentów - mniejsza kasa.
        System naboru w tej szkole często określany jest mniej więcej
        tak - masz kasę, masz tzw. maturę to napewno możesz być naszym
        studentem. To nie wystarczy ...
        Osobiście uważam, iż w rywalizacji z uczelniami państwowymi
        (chodzi głównie o UJ i UW) SWPS wygrywa wysokimi pensjami, ale
        przegrywa poziomem kształcenia.
    • Gość: yan Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach IP: *.ifd.uni.wroc.pl 04.07.03, 08:48
      "Decyzja UJ oburzyła szczególnie rektorów uczelni prywatnych,
      gdzie zwykle dorabia profesorska kadra. - To budowanie przez
      wielki uniwersytet swojej pozycji kosztem uczelni
      niepaństwowych - mówił nam zdenerwowany prof. Józef Szabłowski,
      przewodniczący Konferencji Rektorów Uczelni Niepaństwowych."
      I to jest najsmutniejsze, mowi to profesor podobno, zupelnie
      odwracajac sytuacje.
    • Gość: Tomek Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach IP: waprx* / 192.168.229.* 04.07.03, 08:53
      Pracownicy naukowi uczelni panstwowych sa pracownikami
      publicznymi oplacanymi z naszych podatkow i dla tego powinni
      dzilic sie swoimi osiagnieciami i wiedza ze wszystkimi, ktorzy
      tego chca. Swoja droga ciekawe czy niedlugo zabroni sie im
      pobierac honoraria za udzial w sesjach naukowych na rzecz
      prywatnych odbiorcow
    • Gość: adiunkt Nie tu lezy problem IP: *.maius.amu.edu.pl 04.07.03, 09:10
      Szanowni panstwo:problemlezy gdzie indziej. Sa jasno
      sprecyzowane wymogi,kto moze uczyc na uczelni wyzszj i w jakich
      proporcjach. Jezeli wladze tego kraju zakladaja wskaznik
      scholaryzacji na uczelniach na poziomie 40 % a kadry maja na 12-
      15% to albo bedzie wieloetatowosc, albo wrocimy do `12%
      mlodziezy studiujacej. Dodam, ze duzo (wiekszosc) uczelini
      panstwowych tez korzysta w wieloetatowcow,zwlaszcza uczelnie w
      mniejszych miejscowosciach
    • Gość: olek Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 04.07.03, 09:11
      Jeszcze niedawno byłem studentem i z przykrością stwierdzam, że
      poziom nauczania na uczelniach państwowych stopniwo się obniża.
      Panowie profesorowie i doktorzy nie mają już czasu dla studenta.
      Pracują w firmach prywatnych, czasami sami je prowadzą. Prowadzą
      wykłady gdzie się tylko da. Są wszędzie, ale najrzadziej
      przebywają na macierzystej uczelni. O prowadzeniu pracy naukowej
      (jest to ich obowiązkiem) nikt już nawet nie wspomina. Proszę
      też nie mówić, że pensja w wysokości 4500zł (tyle podobno
      zarabia profesor) to jest mało. Praca na jednym etacie kadry
      dydaktycznej niewątpliwie byłaby korzystna dla studentów i dla
      samych szkół wyższych.
    • Gość: oki Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach IP: *.itc.pw.edu.pl 04.07.03, 09:30
      Szanowni Państwo,
      wydaje mi się, iż problemy związane z wieloetatowością prowadzą
      prędzej (niż później) do konfliktu interesów i rekrutacji
      ("podbierania") studentów ze szkół państwowych do prywatnych.
      Jest jednak spora grupa najlepszych naukowców - nauczycieli
      akademickich, którzy potrafią dzielić obowiązki UWAGA
      DYDAKTYCZNE pomiędzy uczelnie. Problemem, w moim przekonaniu
      jest zajmowanie stanowisk kierowniczych na uczelniach
      państwowych i prywatnych jednocześnie. Jeżeli rzecz sprowadzamy
      do zarobków to sprawa wydaje się jasna kierownicze stanowiska w
      konkurencyjnych firmach (uczelniach) wykluczają pracę "na
      państwowym" (rzeczony konflikt interesów). Jeżeli jednak
      profesor będzie pracował na uczelni państwowej i NIE BĘDZIE
      pełnił jakichkolwiek funkcji kierowniczych to wydaje mi się nie
      ma sprawy. Trzeba sobie zdawać sprawę z faktu, iż wysokość
      poborów jest bardzo silnie zależna od zakresu obowiązków i
      pełnionych funkcji.
      Pozdrawiam serdecznie.
    • Gość: krakauer Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 04.07.03, 09:37
      UJ nie występuje przeciwko wieloetatowcom jako takim tylko tylko przeciwko
      biegającym na wykłady po Krakowie. Ci którzy przemieszczaja sie na wykłady
      dostojnie-szybkimi samochodami np. Kielc czy Tarnowa sa etyczni i moga tam
      wykladać. Kto wie czy uchwałę nie podjela grupa trzymająca sztamę z
      producentami szybkich samochodow
    • Gość: Ojejku Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.03, 11:01
      Rada dla wszystkich naukowcow pracujacych na drugim etacie w
      uczelniach prywatnych: zmienicie etat na umowe o dzielo! Za
      jednym strzalem upolujecie dwa zajace - nie bedziecie musieli
      pytac swych maczerzystych uczelni o zgode lub informowac jej o
      drugiej pracy oraz zachowacie 50% kosztow uzysku. Ja na umowie o
      dzielo pracuje od lat i zadne pomysly uczelni panstwowych nie sa
      w stanie mi w tym przeszkodzic.
      • Gość: krakauer Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 04.07.03, 11:36
        OLEK napisał "Jeszcze niedawno byłem studentem i z przykrością stwierdzam, że
        poziom nauczania na uczelniach państwowych stopniwo się obniża.
        Panowie profesorowie i doktorzy nie mają już czasu dla studenta.
        Pracują w firmach prywatnych, czasami sami je prowadzą. Prowadzą
        wykłady gdzie się tylko da. Są wszędzie, ale najrzadziej
        przebywają na macierzystej uczelni. O prowadzeniu pracy naukowej
        (jest to ich obowiązkiem) nikt już nawet nie wspomina. Proszę
        też nie mówić, że pensja w wysokości 4500zł (tyle podobno
        zarabia profesor) to jest mało. Praca na jednym etacie kadry
        dydaktycznej niewątpliwie byłaby korzystna dla studentów i dla
        samych szkół wyższych. "
        -----------------
        Jak często to bywa rozsądne głosy pochodza albo od samych studentów albo od
        młodych absolwentów. I to jest pocieszające ale watpic można czy to dociera do
        starszych i decydentow. Zawsze się znajdą obejścia i wszystko pozostanie po
        staremu.Bo o to chodzi.

    • Gość: Misiek Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach IP: *.riv-eres.charterpipeline.net 04.07.03, 12:02

      Nie rozumiem czemu Ci prywatni twierdza ze to budowanie
      pozycji ich kosztem ...

      Moim zdaniem to oni zatrudniajac dodatkowo ludzi z UJ
      buduja sobie pozycje kosztem UJ ...

      • Gość: obi Naukowcy o rektorach IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 04.07.03, 13:20
        www.naukowcy.republika.pl
        • solowiow123 Re: Naukowcy o rektorach 06.07.03, 17:28
          To jest trochę sztuczny problem. Przecież ludzie nie są równi. Jeden moze
          pracować na 4 etatach bez znacznego uszczerbku dla jakości pracy, a drugi nawet
          na jednym nie da rady. Wymagania za to mogą byc identyczne. Można np żądac
          publikowania jakichś prac (1-2 rocznie, stosownie do stanowiska np. profesor na
          liscie filadelfijskiej, adiunkt w czsopismie za min. 5 punktów, asystent w
          lokalnym itp. - szczegóły do uzgodnienia). Traktując poważnie zalecenia PKA,
          aby promotorem mogłą być tylko osoba, która w ostatnich dwóćh latach napisała
          cos (np. cztery prace) "wykosi" się tych co nawielu etatach rady nie dają. I
          cześ, koniec, kropka. Równie głupim pomysłem jest wymóg, by profesor liczył sie
          tylko w jednym miejscu pracy. Czy idąc do drugiego głupieje po drodze? Problemu
          wieloetatowości to nie rozwiąże, a napsuje tylko nerwów i wytworzy różne
          sposoby obchodzenia prawa. Aby naprawic rzeczywiście nienormalną sytuacje w
          szkolnictwie wyższym wystarczy stosować sie do tych praw, które teoretycznie
          funkcjonują, szczególnie w zakresie wymagania, aby nauczyciel akademicki
          zajmował sie nauką.
          • Gość: dolfuss Re: Naukowcy o rektorach IP: *.kim.pl / 10.0.4.* 07.07.03, 14:24
            Dobra, ale co powiecie na temat pracy naszych kochanych polityków na
            uczelniach. Nie dość, że pierdzielą to jeszcze często olewają studentów i biorą
            za to sporo kasy. A o tym jak omijają ustawę dotyczącą panów posłów o zakazie
            pracy dodatkowej to już kwiatki. Chcecie debatować o profesorach a dupki typu
            Oleksy będą robić, co im się podoba. 13 tysiączków diety poselskiej i skromny
            dodatek 2-3 tyś za piękne wykłady. Nie mam słów. W Krakowie też wprowadzono
            zakaz dotyczący naszych nauczycieli. Zero nadgodzin i tylko jeden etat. Niby ok
            tylko, co z tą naszą partyjną górą. Dlaczego po łbie obrywają ci najniżej
            postawieni? Ale kto im się dobierze do tyłka? Ci, którzy ustalają nasze prawo?
            Hahahahahahah oni je łamią najczęściej. Polecam wszystkim forumowiczom ciekawy
            tekst do analizy
            newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=6711

            I możemy o tym pogadać. Tu potrzebna jest debata...
    • Gość: ola Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach IP: 158.75.3.* 08.07.03, 11:38
      Co za problem? - ktoś chce pracować w dwóch miejscach - proszę bardzo: 1/2
      etatu w jednym i 1/2 w drugim. W pięciu - proszę bardzo: po 1/5 etatu w każdej.
      Tak trudno? Rozumiem, że fizycznie człowiek jest w stanie pracować na dwóch
      etatach, co daje w sumie np. 16 godzin, z 8-godzinnym snem + jedzeniem to
      jeszcze prawdopodobny wynik. Czy naprawdę trzeba specjalnej ustawy, że
      pracownik NIE MOŻE PRACOWAĆ WIĘCEJ NIŻ 24 GODZ/DOBĘ ?!!
      • Gość: Przemek Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach IP: *.tele.pw.edu.pl 08.07.03, 16:28
        Gość portalu: ola napisał(a):

        > Co za problem? - ktoś chce pracować w dwóch miejscach - proszę bardzo: 1/2
        > etatu w jednym i 1/2 w drugim. W pięciu - proszę bardzo: po 1/5 etatu w
        każdej.
        >
        > Tak trudno? Rozumiem, że fizycznie człowiek jest w stanie pracować na dwóch
        > etatach, co daje w sumie np. 16 godzin, z 8-godzinnym snem + jedzeniem to
        > jeszcze prawdopodobny wynik. Czy naprawdę trzeba specjalnej ustawy, że
        > pracownik NIE MOŻE PRACOWAĆ WIĘCEJ NIŻ 24 GODZ/DOBĘ ?!!

        Po pierwsze, jesli "fizyczny", jak piszesz, moze pracowac na 2 etatach, to
        dlaczego zabraniasz tego "umyslowemu"?
        Po drugie, dydaktycy maja nienormowany czas pracy (karty zegarowej nie
        podbijaja) i trudno ich rozliczac z 8 godz/dzien. Rozlicza sie ich z pensum
        dydaktycznego, prac badawczych, organizacyjnych, itd. Jesli ktos jest sprawny,
        to "obrobi" dwa etaty. Wiecej chyba nie, dlatego ograniczylbym etaty do 2.
        • Gość: ola Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach IP: 158.75.3.* 09.07.03, 15:59
          Gość portalu: Przemek napisał(a):

          > > Tak trudno? Rozumiem, że fizycznie człowiek jest w stanie pracować na dwóc
          > h
          > > etatach, co daje w sumie np. 16 godzin, z 8-godzinnym snem + jedzeniem to
          > > jeszcze prawdopodobny wynik. Czy naprawdę trzeba specjalnej ustawy, że
          > > pracownik NIE MOŻE PRACOWAĆ WIĘCEJ NIŻ 24 GODZ/DOBĘ ?!!
          >
          > Po pierwsze, jesli "fizyczny", jak piszesz, moze pracowac na 2 etatach, to
          > dlaczego zabraniasz tego "umyslowemu"?
          > Po drugie, dydaktycy maja nienormowany czas pracy (karty zegarowej nie
          > podbijaja) i trudno ich rozliczac z 8 godz/dzien. Rozlicza sie ich z pensum
          > dydaktycznego, prac badawczych, organizacyjnych, itd. Jesli ktos jest
          sprawny,
          > to "obrobi" dwa etaty. Wiecej chyba nie, dlatego ograniczylbym etaty do 2.

          Moje stwierdzenie "fizycznie" nie odnosi się do pracy fizycznej a raczej
          wydolności fizycznej organizmu. Dobrze wiem, z czego są rozliczani pracownicy
          naukowi i na ogół te 8 godzin to minimum, jesli ktoś dobrze pracuje i
          dydaktycznie i naukowo. Tym bardziej, że połowa czasu to wypełnianie
          idiotycznych zarządzeń, użeranie się z papierami, przełożonymi kolokwiami, itp.
          Zapewne inaczej to wygląda u tzw. humanistów, a inaczej w
          naukach "doświadczalnych", u tych drugich nie da się wziąć pracy do domu. Na
          ogół jest tak: ma Pan/Pani (mgr, dr) nienormowany czas pracy, ale te 8 godzin
          to musi Pan/Pani przynajmniej być. Oczywiście nie dotyczy to profesorów, bo kto
          niby miałby ich kontrolować? W rezultacie dorabiają nie ci, którzy mają
          rzeczywiście małe zarobki, tylko ci, których nikt nie kontroluje. Ci młodsi
          moga co najwyżej robić fuchy w pracy, korzystając np. z uczelnianych komputerów
          i innego sprzętu, nie narażając się zbytnio na uwagi nt. nieobecności w pracy.
        • Gość: dolfuss Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach IP: *.kim.pl / 10.0.4.* 14.07.03, 11:17
          Gość portalu: Przemek napisał(a):

          > Gość portalu: ola napisał(a):
          >
          > > Co za problem? - ktoś chce pracować w dwóch miejscach - proszę bardzo: 1/2
          >
          > > etatu w jednym i 1/2 w drugim. W pięciu - proszę bardzo: po 1/5 etatu w
          > każdej.
          > >
          > > Tak trudno? Rozumiem, że fizycznie człowiek jest w stanie pracować na dwóc
          > h
          > > etatach, co daje w sumie np. 16 godzin, z 8-godzinnym snem + jedzeniem to
          > > jeszcze prawdopodobny wynik. Czy naprawdę trzeba specjalnej ustawy, że
          > > pracownik NIE MOŻE PRACOWAĆ WIĘCEJ NIŻ 24 GODZ/DOBĘ ?!!
          >
          > Po pierwsze, jesli "fizyczny", jak piszesz, moze pracowac na 2 etatach, to
          > dlaczego zabraniasz tego "umyslowemu"?
          > Po drugie, dydaktycy maja nienormowany czas pracy (karty zegarowej nie
          > podbijaja) i trudno ich rozliczac z 8 godz/dzien. Rozlicza sie ich z pensum
          > dydaktycznego, prac badawczych, organizacyjnych, itd. Jesli ktos jest
          sprawny,
          > to "obrobi" dwa etaty. Wiecej chyba nie, dlatego ograniczylbym etaty do 2.
          Każda uczelnia tak jak każda firma może przy zawieraniu umowy o prace postawić
          pracownikowi jeden warunek - zakaz pracy u konkurencji. Sprawa jest jasna jak
          słońce i nie ma się, o co sprzeczać. Problem do omówienia dotyczy polityków,
          którzy łamią ustawę o zakazie dodatkowej pracy dla posłów RP. To jest problem a
          zwykłych naukowców zostawcie w spokoju. Ja tam po analizie tego problemu
          uważam, że UJ postąpił normalnie a jak się to komuś nie podoba to przecież na
          UJ nikt nikogo siłą nie trzyma. Inaczej jest w przypadku belfrów, którym miasto
          Kraków zabrania pracować w dwóch szkołach. To śmierdzi komuną. Państwo ponownie
          wkłada swoje łapy do nie swoich kieszeni. Szkoda tylko, że nie dobiera się do
          tych bardziej zasobnych. W Krakowie są również posłowie, którzy chcą za drobną
          opłatą pouczać studentów... Ale im nie ma kto zakazać bo oni sami te zakazy
          wydają...

          pozdrawiam
          • Gość: qwerty UCZELNIA PAŃSTWOWA TO NIE FIRMA KOMERCYJNA IP: *.chello.pl 14.07.03, 12:11
            Gość portalu: dolfuss napisał(a):

            > Każda uczelnia tak jak każda firma może przy zawieraniu umowy o prace
            postawić
            > pracownikowi jeden warunek - zakaz pracy u konkurencji. Sprawa jest jasna jak
            > słońce i nie ma się, o co sprzeczać.

            Może tak postąpić uczelnia prywatna, ale nie państwowa. Ta ostatnia ma inne
            finansowanie i obowiązki wobec społeczeństwa. Im bardziej promieniuje swoją
            wiedzą na społeczeństwo, tym lepiej. Utrzymują ją bowiem również, ci których
            dzieci muszą płacić za wykształcenie.
    • Gość: Bnadem Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach IP: 62.111.208.* 14.07.03, 16:56
      Gość portalu: Kot Behemot napisał(a):

      > Ogólnopolska debata? Dobrze, ale jednocześnie o płacach w nauce.


      Oczywiście - rektorzy zazwyczaj mają już profesorskie pensje, dodatki funkcyjne
      i życie za sobą. Ziejka szaleje, ale nadmiernymi inwestycjami doprowadził UJ na
      skraj bankructwa - oczywiście odbija się to na naszych pensjach... i dlatego
      dorabiamy.
      Poza tym nie rozumiem zarzutów Senatu UJ - wystarczy wyznaczyć czytelne ramy
      rozliczania z dorobku naukowego oraz wywiązywania się z obowiązków
      dydaktycznych - ja dorabiam na innej uczelni, ale mam sporo więcej publikacji,
      niż wiekszość jednoetatowców... może więc zazdrość...
      Pozdrawiam
      Bnadem
      • Gość: krakauer Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 15.07.03, 09:57



        Dyskusja na temat wieletatowości nie powinna być oderwana od kontekstu tj. od
        kuriozalnego systemu nauki i edukacji panującego w Polsce.Wieloetatowość, jak i
        bezetatowość nauczycieli akademickich jest złem. Ale o bezetatowości się nie
        mówi, chociaż to poważny problem obniżający poziom nauki i edykacji w Polsce.
        W niemal powszechnej u nas opinii ten kto nie ma pracy jest kiepski a lepszy
        jest ten kto pracuje na etacie a najlepiej jednocześnie na wielu etatach. Ci
        najlepsi wystarczy, że figuruja w spisach uczelni, nie muszą zbyt często tam
        bywać. Najlepsi są politycy, którzy mimo obowiązków państwowych, sejmowych itp.
        mają możliwość zatrudniania się na uczelniach, nieraz kilku, i podnosić prestiż
        i jakość tych uczelni. Jak wszyscy widzą nie traci na tym ani państwo, ani
        uczelnie. Uczelnie są oceniane przez Panstwową Komisję Akredytacyjną a ilość
        profesorów na uczelni daje wiele potrzebnych punktów do akredytacji. Co ci
        profesorowie sobą reprezentują, czy w ogóle się prezentują, nie ma tu żadnego
        znaczenia. Chodzi o punkty dla uczelni. Jeśli ich mało to uczelnia może
        zniknąć. Uczelnia, żeby istnieć musi zatrudniać profesorów. Dobrze uczyć nie
        musi. Tu kontrola nie działa. PKA nie ma swojej strony internetowej a raporty
        pokontrolne nie są dostępne dla społeczeństwa. To standard w nauce i edukacji
        polskiej jakże odmienny od standardów europejskich. Brak jawności kompromituje
        konrole uczelni. Odnosi się przy tym wrażenie, ze PKA utrwala obecną patologię
        uczelni.
        Mniemanie, że jakość nauczania, a także badań, zależy od ilości profesorów nie
        ma żadnych podstaw empirycznych. Kiepski poziom edukacji a także badań (jeśli w
        ogóle są prowadzone) w wykonaniu wielu profesorów, nawet tych, którzy są
        zatrudnieni na jednym etacie, jest częstym przypadkiem w polskich uczelniach.
        Wystarczy poczytać trochę dyskusji w internecie aby się o tym przekonać.W
        niemałym stopniu jest to rezultat usuwania z uczelni pracowników zbyt wysoko
        cenionych przez studentów. Wysoki poziom ich wykladów czy seminariów
        kontrastowal z bublem edukacyjnym serwowanym przez -pożal sie Boże -
        profesorów.
        W USA nie ma wieloetatowości, ale nie ma też profesorów belwederskich, czy
        raczej 'białodomowych', bo nie ma tytulu profesora nadawanego przez prezydenta,
        a na stanowiskach profesorów uczelnie zatrudniaja osoby posiadające duży
        dorobek naukowy i cenione przez studentów. Do obsadzenia stanowiska potrzebny
        jest konkurs na stanowisko, a nie na osobę, stąd i kandydatów wielu, a wygrywać
        mogą rzeczywiście najlepsi. U nas dorobek nie ma decydujacego znaczenia, jest
        na ogół niejawny, a o tym czy ktoś będzie czy nie będzie profesorem decyduje
        ostatecznie prezydent panstwa. Do profesorów uczelnianych sami uczeni nie mają
        zaufania. Wiadomo jak procesy awansów się odbywają. Wysoka opinia studentów to
        nierzadko śmierć zawodowa dla nauczyciela akdemickiego.
        Do niedawna uniwersytet w statucie UJ był definiowany jako korporacja
        nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy. Nie wszyscy tej prawdy
        szukali, wielu ją zamiatało pod dywan. Statut UJ został jednak ostatnio
        zmieniony i tej definicji uniwersytetu już nie ma. UJ promieniuje na inne
        uczelnie. Ostatnio slyszałem o zmianie statutu jednej placówki edukacyjnej w
        Białymstoku, po to aby zatrudnić na stanowisku dyrektora osobę, która
        posługiwała się wcześniej sfałszowanym dyplomem wyższej uczelni. Przykład idzie
        z góry. Ryba psuje się od głowy.
        Uniwersytet obecnie to korporacja kasujących kasę (nierzadko za bubel
        edukacyjny) i kasujących dyplomy (nierzadko bez wartości).
        Rektor Ziejka twierdzi [Profesor na kilku etatach ( Rzeczpospolita 11.07.03 Nr
        160)] ' Naszą intencja było rozpoczęcie dyskusji na temat etyki pracownika
        nauki'. Oczekiwać należy, że wreszcie rektor nie będzie uchylał się od tej
        tematyki, naruszałoby to bowiem Akademicki Kodeks Wartości uchwalony przez
        Senat UJ. Chciałbym się dowiedzieć jak w ramach przestrzegania etyki w nauce
        widzi na swojej uczelni przedkładanie 'prawa' stanu wojennego nad konstytucję
        (np. jeśli idzie o dostęp do informacji czy rozpowszechnianie nieprawdy w
        wydawnictwach UJ -
        Konstytucja Art. 51.
        3. Kazdy ma prawo dostepu do dotyczacych go urzedowych dokumentów i zbiorów
        danych
        4. Kazdy ma prawo do zadania sprostowania oraz usuniecia informacji
        nieprawdziwych, niepelnych lub zebranych w sposób sprzeczny z ustawa).

        Chętnie bym się też dowiedział dlaczego ci, którzy wykładaja w innych
        uczelniach Krakowa są nieetyczni, a ci którzy na wykłady jeżdżą do Tarnowa czy
        Kielc etyczni są. To wygląda na tworznie jakiegoś nowego systemu etycznego.
        Nawet ci, którzy w Krakowie wykładają na UJ i jednoczesnie na Akademii
        Pedagogicznej też mają być etyczni, bo UJ ma podpisać umowę z AP w tej sprawie.
        Niedawno AP nadała Rektorowi F. Ziejce dr h.c. Ciekawe czy inne uczelnie, które
        tego nie uczyniły na takie umowy mogą liczyć ?
        • sowizdzal6 Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach 15.07.03, 19:24
          Gość portalu: krakauer napisał(a):

          >
          >
          >
          > Dyskusja na temat wieletatowości nie powinna być oderwana od kontekstu tj. od
          > kuriozalnego systemu nauki i edukacji panującego w Polsce.Wieloetatowość, jak
          i
          >
          > bezetatowość nauczycieli akademickich jest złem. Ale o bezetatowości się nie
          > mówi, chociaż to poważny problem obniżający poziom nauki i edykacji w Polsce.
          > W niemal powszechnej u nas opinii ten kto nie ma pracy jest kiepski a
          lepszy
          > jest ten kto pracuje na etacie a najlepiej jednocześnie na wielu etatach. Ci
          > najlepsi wystarczy, że figuruja w spisach uczelni, nie muszą zbyt często tam
          > bywać. Najlepsi są politycy, którzy mimo obowiązków państwowych, sejmowych
          itp.
          >
          > mają możliwość zatrudniania się na uczelniach, nieraz kilku, i podnosić
          prestiż
          >
          > i jakość tych uczelni. Jak wszyscy widzą nie traci na tym ani państwo, ani
          > uczelnie. Uczelnie są oceniane przez Panstwową Komisję Akredytacyjną a ilość
          > profesorów na uczelni daje wiele potrzebnych punktów do akredytacji. Co ci
          > profesorowie sobą reprezentują, czy w ogóle się prezentują, nie ma tu żadnego
          > znaczenia. Chodzi o punkty dla uczelni. Jeśli ich mało to uczelnia może
          > zniknąć. Uczelnia, żeby istnieć musi zatrudniać profesorów. Dobrze uczyć nie
          > musi. Tu kontrola nie działa. PKA nie ma swojej strony internetowej a raporty
          > pokontrolne nie są dostępne dla społeczeństwa. To standard w nauce i edukacji
          > polskiej jakże odmienny od standardów europejskich. Brak jawności
          kompromituje
          >
          > konrole uczelni. Odnosi się przy tym wrażenie, ze PKA utrwala obecną
          patologię
          > uczelni.
          > Mniemanie, że jakość nauczania, a także badań, zależy od ilości profesorów
          nie
          > ma żadnych podstaw empirycznych.

          A inne ma?


          Kiepski poziom edukacji a także badań (jeśli w
          >
          > ogóle są prowadzone) w wykonaniu wielu profesorów, nawet tych, którzy są
          > zatrudnieni na jednym etacie, jest częstym przypadkiem w polskich uczelniach.
          > Wystarczy poczytać trochę dyskusji w internecie aby się o tym przekonać.W
          > niemałym stopniu jest to rezultat usuwania z uczelni pracowników zbyt wysoko
          > cenionych przez studentów. Wysoki poziom ich wykladów czy seminariów
          > kontrastowal z bublem edukacyjnym serwowanym przez -pożal sie Boże -
          > profesorów.
          > W USA nie ma wieloetatowości, ale nie ma też profesorów belwederskich, czy
          > raczej 'białodomowych', bo nie ma tytulu profesora nadawanego przez
          prezydenta,
          >
          > a na stanowiskach profesorów uczelnie zatrudniaja osoby posiadające duży
          > dorobek naukowy i cenione przez studentów. Do obsadzenia stanowiska potrzebny
          > jest konkurs na stanowisko, a nie na osobę, stąd i kandydatów wielu, a
          wygrywać
          >
          > mogą rzeczywiście najlepsi. U nas dorobek nie ma decydujacego znaczenia, jest
          > na ogół niejawny, a o tym czy ktoś będzie czy nie będzie profesorem decyduje
          > ostatecznie prezydent panstwa. Do profesorów uczelnianych sami uczeni nie
          mają
          > zaufania. Wiadomo jak procesy awansów się odbywają. Wysoka opinia studentów
          to
          > nierzadko śmierć zawodowa dla nauczyciela akdemickiego.
          > Do niedawna uniwersytet w statucie UJ był definiowany jako korporacja
          > nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy. Nie wszyscy tej prawdy
          > szukali, wielu ją zamiatało pod dywan. Statut UJ został jednak ostatnio
          > zmieniony i tej definicji uniwersytetu już nie ma. UJ promieniuje na inne
          > uczelnie. Ostatnio slyszałem o zmianie statutu jednej placówki edukacyjnej w
          > Białymstoku, po to aby zatrudnić na stanowisku dyrektora osobę, która
          > posługiwała się wcześniej sfałszowanym dyplomem wyższej uczelni. Przykład
          idzie
          >
          > z góry. Ryba psuje się od głowy.
          > Uniwersytet obecnie to korporacja kasujących kasę (nierzadko za bubel
          > edukacyjny) i kasujących dyplomy (nierzadko bez wartości).
          > Rektor Ziejka twierdzi [Profesor na kilku etatach ( Rzeczpospolita 11.07.03
          Nr
          > 160)] ' Naszą intencja było rozpoczęcie dyskusji na temat etyki pracownika
          > nauki'. Oczekiwać należy, że wreszcie rektor nie będzie uchylał się od tej
          > tematyki, naruszałoby to bowiem Akademicki Kodeks Wartości uchwalony przez
          > Senat UJ. Chciałbym się dowiedzieć jak w ramach przestrzegania etyki w nauce
          > widzi na swojej uczelni przedkładanie 'prawa' stanu wojennego nad konstytucję
          > (np. jeśli idzie o dostęp do informacji czy rozpowszechnianie nieprawdy w
          > wydawnictwach UJ -
          > Konstytucja Art. 51.
          > 3. Kazdy ma prawo dostepu do dotyczacych go urzedowych dokumentów i zbiorów
          > danych
          > 4. Kazdy ma prawo do zadania sprostowania oraz usuniecia informacji
          > nieprawdziwych, niepelnych lub zebranych w sposób sprzeczny z ustawa).
          >
          > Chętnie bym się też dowiedział dlaczego ci, którzy wykładaja w innych
          > uczelniach Krakowa są nieetyczni, a ci którzy na wykłady jeżdżą do Tarnowa
          czy
          > Kielc etyczni są. To wygląda na tworznie jakiegoś nowego systemu etycznego.
          > Nawet ci, którzy w Krakowie wykładają na UJ i jednoczesnie na Akademii
          > Pedagogicznej też mają być etyczni, bo UJ ma podpisać umowę z AP w tej
          sprawie.
          >
          > Niedawno AP nadała Rektorowi F. Ziejce dr h.c. Ciekawe czy inne uczelnie,
          które
          >
          > tego nie uczyniły na takie umowy mogą liczyć ?
      • sowizdzal6 Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach 15.07.03, 19:20
        Gość portalu: Bnadem napisał(a):

        > Gość portalu: Kot Behemot napisał(a):
        >
        > > Ogólnopolska debata? Dobrze, ale jednocześnie o płacach w nauce.
        >
        >
        > Oczywiście - rektorzy zazwyczaj mają już profesorskie pensje, dodatki
        funkcyjne
        >
        > i życie za sobą. Ziejka szaleje, ale nadmiernymi inwestycjami doprowadził UJ
        na
        >
        > skraj bankructwa - oczywiście odbija się to na naszych pensjach... i dlatego
        > dorabiamy.
        > Poza tym nie rozumiem zarzutów Senatu UJ - wystarczy wyznaczyć czytelne ramy
        > rozliczania z dorobku naukowego oraz wywiązywania się z obowiązków
        > dydaktycznych - ja dorabiam na innej uczelni, ale mam sporo więcej
        publikacji,
        > niż wiekszość jednoetatowców... może więc zazdrość...
        > Pozdrawiam
        > Bnadem

        No własnie. po co cały ten szum.NORMALNIE rozliczać i NORMALNIE wymagać, aby
        promotor pracy licencjackiej, magisterskiej czy innej dyplomowej publikował co
        roku np. dwie prace. To wszystko. I problem zniknie we wrzesniu.
        • obojetny22 Re: Rektorzy o naukowcach - wieloetatowcach 16.07.03, 11:56
          Piszący tu wyżej Krakauer poruszył ważny temat. Ludzie, którzy działając w
          dobrej wierze sprzeciwiali sie bezprawiu, czy tylko nieprawidłowosciom i pod
          różnymi pretekstami zostali usunieci z uczelni sa skazywani na śmierć zawodową.
          Nawet jeśli okazuje sie potem, że mieli rację. Środowisko akademickie nie wraca
          do sprawy, wszyscy milcza i udaja, że nic sie wydarzyło. Rozumiem, że charakter
          pracy na uczelni, silna konkurencja, specyficzne, nietypowe dla innych zawodów
          formy wspólpracy i wiele innych czynników powodują, iż powiedzenie, ze
          inteligencja to "polityczny motłoch" ma głęboki sens. Obawiam sie jednak, że
          przekroczylismy gdzieś granicę zwykłej przyzwoitości, która pozwala, a
          własciwie nakazuje, przyznać sie do popełnionych błędów i spróbowac je
          naprawić. Obecne, częste niestety przypadki pracy na 10 etatach czy wielu
          innych ewidentnych przekretów są konsekwencja przekroczenia tej granicy. Forsa
          kusi wszystkich, a liczenie na zachamowanie procesu zamiany szarych na złote
          poprzez pracę na wielu etatach i "olewanie" normalnych obowiązków za pomoca
          uchwał czy zarzadzeń to naiwność.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka