lola2007
18.12.06, 17:33
Po tym co mi napisales wyraznie zrozumialam ze jednak miales racje, nie
pasujemy do siebie. Mi tez nie zalezy na tym zeby codziennie sie klocic, ale
z toba spokojnie nie mozna porozmawiac.jak tylko cos nie jest po twojej mysli
to ty zaczynasz sie klocic.Mowisz ze cie nie znam, moze i masz troche racji,
bo nie w takim czlowieku jakim jestes teraz sie zakochalam...A nie jest moja
wina ze do tej pory miales w swoim zyciu wiele stresu, bo to nie ja go
powodowalam, wiec mnie tym nie obarczaj.Rozmowa probuje dosc z toba do
porozumienia, ale ty zbyt szybko sie poddajesz i zaczynasz sie denerwowac,
zaczynajac tym samym klotnie.Nie cierpie jak stawiasz mi warunki, czy
probujesz mnie zastraszyc, ze nie bedziemy razem jak czegos nie zaakceptuje.
Trudno, zwiazek to czas pojscia na kompromis ale z obu stron a nie tylko z
mojej. Skoro nie potrafisz w sobie niczego dla mnie i na korzysc naszego
zwiazku zmienic, tzn ze to naprawde nie ma sensu.Wymagasz ode mnie
zrozumienia, ale nie dajesz nic od siebie, dlaczego??Kocham cie, wiesz o tym,
lecz skoro to jaka ja jestem tobie nie pasuje to masz racje, powinnismy sie
rozstac (bo przeciez jak pisales czesto o tym myslisz). Jestem uparta, lecz
daje mi to korzysci bo osiagam cele ktore sobie wyznaczam,i dotrzymuje slowa
gdy cos obiecuje (nie to co ty). W trakcie rozmowy nie potrafisz przekazac mi
konkretnych infor. ktorych oczekuje, dlatego musze ciagle o cos dopytywac.A
podsumowujac powiem ze jesli naprawde czujesz sie sczesliwszy beze mnie niz
ze mna to odejdz i juz nigdy nie wracaj.Nie chce byc stawiana przed ciaglymi
wyborami, a zwiazek na krotki czas sobie po prostu darujmy. Albo mnie
zaakceptujesz, albo szukaj swojej polowki dalej, bo to nie ja ;(((
Wiem ze to bardzo dlugi list, ale bede stukrotnie wdzieczna osobie ktora sie
tego podejmie, to dla mnie byc albo nie byc....bardzo bardzo prosze...