aasiek
18.04.07, 22:18
Ok, wiem, już taki wątek był, ale jestem leniem ;)
A poza tym TEN mój wczorajszy sen był... Ech, był taki niesamowity, że słów mi
brakuje :) Naprawdę, czułam się, jakbym oglądała kolejny odcinek, tylko że
byłam w skórze kilku bohaterów, no i nie wiedzieć czemu, jedną z ról "grał"
C-Note :) Szkoda, że nie Michael... Ale i tak uważam, że to minimalny błąd,
zważywszy na moje uwielbienie dla PB.
No dobrze, to teraz sen. Zaczęło się banalnie, w dodatku nie miało to związku
z LOSTem, tylko z moimi przeżyciami - pani na poczcie nie chciała mnie
obsłużyć. Ja się tak na nią zdenerwowałam, że wydarłam japę i niechcący
wybiłam szybkę w okienku ;) Zaczęłam więc uciekać, cała akcja miała miejsce w
naszych rodowitych, słowiańskich terenach, żadne tropikalne wyspy, nic z tych
rzeczy ;) No i uciekałam tak sobie i w tym momencie "zaczęłam być" C-Note. A
raczej widziałam, co on robi. A on uciekając (wciąż w tych samych plenerach)
wmieszał się w jakiś tłum i po jakimś czasie znalazł się w takim miejscu,
które mi kojarzy się z cyrkiem. Czy raczej z tym, co jest naokoło, kiedy cyrk
przyjeżdża, czyli namioty, jakieś budy, klatki itp. Biegał sobie C-Note po
tymże miejscu i dotarł do muru. Próbował przejść na drugą stronę, ale ktoś kto
był po drugiej stronie, ostrzegał, ze jest tam niebezpiecznie - i w tym
momencie na owego kogoś rzuciło się dzikie zwierzę. Ale nie żaden miś czy
dymek, tylko lew (lwica) albo tygrys. C-Note, to twardziel i przeszedł jednak,
pobiegał po lesie (który rósł sobie na takiej stromej skarpie), znalazł tam
coś i wrócił. I tu cięcie. Następna rzecz, to chyba coś czego nie widziałam we
śnie, albo tak mi się zdawało... W każdym razie były to sceny, które musiały
mieć miejsce wcześniej niż ta pierwsza. A mianowicie, C-Note rozmawiał z
Othersami i przekonał ich w tej rozmowie do czegoś. Nastepna rzecz działa się
po drugiej stronie owego lasu, o którym wcześniej pisałam. Był tam mianowicie
hotel z ogromnym ogrodem i pełno tam było othersów. C-Note wszedł na ich
teren, przemknął tak trochę chyłkiem (ale oni i tak nie zwracali na niego
uwagi) i wyrzucił jakiś przedmiot w kierunku tego lasu (w dół skarpy), po czym
zaczął uciekać. Najpierw nie wiedziałam czemu, ale po chwili zobaczyłam, że
efekty tego rzutu były takie, jakby gość sprezentował społeczeństwu pokaźną
bombę. I znów cięcie. W następnej sekwencji "byłam" Kate, która tuż po wybuchu
rzeczonej bomby uciekała (coś wszyscy tam uciekali... ;)) w pobliżu owego
hotelu, a potem już na jakąś drogę na pustkowiu (ale droga była obsadzona
drzewami, te drzewa tak mocno pamiętam). Nagle usłyszałam, ze ktoś za mną
jedzie, trochę jeszcze pobiegłam, ale przecież nie będę się ganiać z autem ;)
Zatrzymałam się, a z samochodu wysiedli Sawyer i Sayid :) Pogadaliśmy, a po
chwili Sayid zwrócił nam uwagę na to, ze ktoś siedzi w krzakach i nas
podsłuchuje. Okazało się, że to jacyś "nasi" (tzn., że nie othersi), których
porwała babka w rodzaju tej blondyny, która była i w LOST, i w PB, a we śnie
przypominała mi moją kierowniczkę z wydziału wykroczeń ;) I w zasadzie to
wszystko.
Sorry, że taki długi post wysmarowałam, jak kto przebrnie, to gratuluję, ale
ten sen był tak autentyczny, tak rzeczywisty, że musiałam o tym napisać. Dziś
pół dnia w pracy tylko o tym myślałam, tak nie dawał mi spokoju... :)