Dodaj do ulubionych

Sydey!!!???

16.02.04, 00:39
Luiza, przyznaj sie cos Ty robila w nocy??? Bierzecie przyklad z LA??

>>>THIRTY police officers were injured as they were pelted with bricks and
Molotov cocktails during an overnight riot in inner-Sydney sparked by a
youth's death.<<<

Obserwuj wątek
    • Gość: Old Shatterhand Re: Sydey!!!??? IP: 64.63.244.* 16.02.04, 00:53
      eee to zapewne forumowe elyty zwalczajace wszelkiej masci
      gliniakow zaczely w koncu aktywnie wyrazac poglady... Eliza im
      tylko kanapki robila heh
    • luiza-w-ogrodzie Jestem niewinna, to Aborygeni z Redfern 16.02.04, 01:01
      Jestem niewinna, to Aborygeni z patologicznej dzielnicy Redfern. I nie
      trzydziestu, tylko piecdziesieciu policjantow: "Fifty police officers were
      injured as youths pelted police with bricks, bottles and petrol bombs during a
      riot in Sydney overnight, sparked by a teenager's death, during which they
      torched Redfern railway station and burnt out a car."

      Po szczegoly patrz dzisiejsze wydanie Sydney Morning Herald:
      www.smh.com.au
      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie

      ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·...¸><((((º>¸.
      .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
      • Gość: pijar Re: Jestem niewinna, to Aborygeni z Redfern IP: *.nsw.bigpond.net.au 16.02.04, 04:14
        Jeszcze pare takich zamieszek lub prowokacji i sprawa wysiedlenia Aborygenow z
        Redfern i przesiedlenia ich w glab kraju, uzyska spoleczna aprobate. Redfern za
        kilka lat bedzie dzielnica yuppies. To przesiedlanie juz chyba sie zaczelo, bo
        znajomy z Armidale, miasteczka polozonego w glebi ladu, zauwazyl, ze pojawia
        sie ich tam coraz wiecej.
        • starypierdola Re: Jestem niewinna, to Aborygeni z Redfern 16.02.04, 04:18
          No, to moze byc okazja kupic tam tanio dom i zarobic na nim. Zbadaj ta sprawe
          dokladnie i daj znac co i jak.
          SP
        • Gość: Old Shatterhand zamkna ich w rezerwatach jak Indian IP: *.fnj1.hawkcommunications.com 16.02.04, 05:18
          zabrawszy ich ziemie,kryminalisci zeslani z England wpierw
          a potem cala reszta kolonizujacej choloty zwanej ekspansywna
          zachodnia cywilizacja.
          W Ameryce Indiane przynajmniej maja ulgi podatkowe i prawo
          do prowadzenia kasyn m.in, nie wiem jak jest w Ozzlandzie
          ale prawdopodnie it's not the case..
          hmm ciekawe czy taka samo stanie sie z Marsjanami heh
          • Gość: Kan_z_oz Re: zamkna ich w rezerwatach jak Indian IP: *.mega.tmns.net.au 16.02.04, 07:52
            Starypierdola napisal;
            No, to moze byc okazja kupic tam tanio dom i zarobic na nim. Zbadaj ta sprawe
            dokladnie i daj znac co i jak.
            SP
            Taniej to mozna bylo 15-10 lat temu, jak dopiero zaczynali przesiedlac. Dzisiaj
            to dzielnica juppies i pare ulic z Aborygenami w housing commision.
            Pzd z Sydney
            • starypierdola Re: zamkna ich w rezerwatach jak Indian 16.02.04, 15:26
              Shoooot!! Znowu mi ucieklo! A juz mialem nadzieje .... Wyglade ze trafi zostac
              w Kalgoorlie!
              SP
              • starypierdola Ciag dalszy... 17.02.04, 23:15
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=10789475&a=10789475
                • Gość: Kan_z_oz Re: Ciag dalszy... IP: *.mega.tmns.net.au 18.02.04, 05:55
                  W czasach gdy jeszcze pracowalam w szkole uczylam cala rodzine Hicey. Jest to
                  widocznie bardzo popularne nazwisko wsrod Aborygenow, chociaz czesc z nich byla
                  wysiedlona z Redfern w 1992. Pamietam ich dobrze gdyz mieli zwyczaj wchodzenia
                  na najwyzsza sosne w szkole i mielismy 'jaja' zeby ich z niej sciagnac.

                  Pzd
                  • Gość: VIP-1 zero pomyslunku mieliscie IP: *.mt.sfl.net 18.02.04, 13:01
                    Gość portalu: Kan_z_oz napisał(a):

                    wchodzenia
                    > na najwyzsza sosne w szkole i mielismy 'jaja' zeby ich z niej sciagnac.

                    kamyczkami trzeba bylo stracic, hehehe
                    • Gość: CGN Re: zero pomyslunku mieliscie IP: *.e / 213.25.195.* 18.02.04, 14:59
                      Luiza siedzi tak naprawde w Polsce, wiec sie nie boi rasistow z Sydney.
                      A faktem jest, ze rzad NSW chce sie pozbyc Aborygenow, ale nie maja odwagi
                      Hitlera... sad
      • Gość: CGN Re: Jestem niewinna, to Aborygeni z Redfern IP: *.e / 213.25.195.* 18.02.04, 15:27
        Cala Australia to patologia - proba zagospodarowania kraju, gdzie mozna sie na
        dluzszy czas utrzymac tylko z lowiectwa i zbieractwa... sad
      • Gość: CGN W Cinach lepiej! IP: *.e / 213.25.195.* 18.02.04, 15:28
        newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=6944&Strona=1
        W Pekinie dziś możliwe jest wszystko. - Możesz robić rzeczy, na które ludzie w
        Ameryce machnęliby ręką, mówiąc, że tego nie da się zrealizować - twierdzi
        architekt Brian Lee z biura projektowego Skidmore Owen & Merrill. Dziełem tego
        biura jest projekt pekińskiej centrali największej chińskiej instytucji
        finansowej, Banku Przemysłowo-Handlowego. - Dla architekta Chiny to dziś
        najbardziej na świecie ekscytujące miejsce do pracy.
        Współczesne Państwo Środka, jeden z najszybciej rozwijających się krajów na
        świecie, chce pokazać globalnym konkurentom swe nowe, praktycznie
        nieograniczone możliwości. Jak grzyby po deszczu powstają gigantyczne budowle,
        które w zamyśle ich twórców mają być pomnikami wielkości państwa równie
        imponującymi co Wielki Mur. Boom inwestycyjny widać najlepiej w szybko
        bogacących się miastach wschodniego wybrzeża. Burzone są socrealistyczne
        klocki, by zrobić miejsce dla chromowo-szklanych świątyń kapitalizmu. Wszystko
        ma być najwyższe, największe i niepowtarzalne. Koszty i kalkulacje strat nie
        mają znaczenia. Do Chin pielgrzymują mistrzowie światowej architektury. Wiedzą,
        że nie ma projektu tak szalonego, by zniechęcił chińskich notabli czy ludzi
        wielkiego biznesu. Koncepcje urbanistyczne cenionego w Europie niemieckiego
        architekta Meinharda von Gerkana są realizowane w kilku chińskich miastach. -
        Chiny to świeże źródło witalności - uważa urodzony w Rydze Niemiec. - Europa
        jest skończona, dopiero tutaj odzyskujesz wolność tworzenia. Ostatni projekt
        von Gerkana to plan zagospodarowania centrum miasteczka Lang Fang, 70 km od
        Pekinu. - Nie dostałem żadnych wytycznych od tamtejszych urzędników - wspomina
        von Gerkan. Chcieli mieć tylko coś, czego nie ma nigdzie na świecie. Powstał
        plan centrum nad brzegiem jeziora przypominający piramidy Azteków. Inne
        projekty Niemca - jak np. Centrum Wystawiennicze w Shenzen i Centrum Kongresowe
        w Nanjingu - doczekały się już urzeczywistnienia. Dzieło swojego życia
        realizuje w Chinach Paul Andreu Ponders, kojarzony głównie z projektami
        wielkich portów lotniczych. Francuz wygrał rozpisany przez chiński rząd konkurs
        na budynek Narodowego Teatru w Pekinie. Awangardowy projekt gmachu w kształcie
        perłowej muszli pośrodku jeziora miał wielu przeciwników. Mówiono, że obiekt
        usytuowany w centrum stolicy, tuż obok placu Tienanmen, Bramy Niebiańskiego
        Spokoju i Zakazanego Miasta, wręcz profanuje narodowe symbole. Wszelkie
        dyskusje przerwał jednak Jiang Zemin. Chiński prezydent, zagorzały meloman i
        miłośnik włoskiej opery, zadbał również o finansowanie projektu. Mówi się o
        kosztach rzędu 500 milionów dolarów. Futurystyczna bryła największego teatru
        świata okazała się nie lada wyzwaniem dla samych budowniczych. Ponders
        odetchnął z ulgą, gdy doświadczeni inżynierowie z Hongkongu po wielu próbach w
        końcu zamontowali tytanową kopułę wieńczącą całe dzieło. Spełnia się sen
        Pondersa, który stał się również marzeniem Jiang Zemina. Budynek teatru i kilka
        planowanych wieżowców nie osłodzi mieszkańcom stolicy porażki w rywalizacji z
        Szanghajem. Osiągający 7-10-proc. tempo rocznego rozwoju Szanghaj stał się
        wizytówką Chin XXI wieku. Biura ma tu ponad 400 koncernów z listy 500
        największych korporacji świata i to tu inwestują one miliardy dolarów. W
        Szanghaju wszystko więc musi być "naj". Boom miasta rozpoczął się kilkanaście
        lat temu za rzeką Huangpu. Na dawnych mokradłach wyrosła nowoczesna dzielnica
        Pudong, która rozmachem, wielkością i wysokością niewiele różni się od
        nowojorskiego Manhattanu. Stoi już większość z planowanych ponad 200 drapaczy
        chmur. Nad całością dominuje symbol Szanghaju,
        ocierająca się o kicz 466-metrowa wieża telewizyjna, zwana Wieżą Perłową,
        dwukrotnie wyższa od Pałacu Kultury w Warszawie. Pod wieżą rozpościera się
        finansowe i handlowe centrum Chin, dzielnica Lujiazui. Przy Century Avenue
        znajdują się największe centra handlowe Chin, m.in. Chia Tai Square (240 tys.
        metrów kwadratowych powierzchni), wybudowane przez tajlandzką firmę za 335 mln
        dolarów. Na drugim końcu dzielnicy stoi najwyższy w Chinach i trzeci pod
        względem wysokości budynek na świecie, 88-piętrowa wieża Jinbao (420 m).
        Srebrny budynek, przypominający niektórym kształt chińskiej pagody, pobił kilka
        chińskich i światowych rekordów, dlatego szanghajczycy mówią, że Jinbao to
        pomnik ekonomicznego sukcesu metropolii. Ale w bezpośredniej bliskości wieży
        mają powstać dwa kolejne, niemal półkilometrowe kolosy. Zaczęto już budowę
        najwyższego budynku na świecie, szang-hajskiego światowego centrum finansowego.
        Budowany przez japońskiego potentata, firmę Mori Building, wieżowiec za cztery
        lata osiągnie 492 metry, czyli o równe 40 metrów przewyższy najwyższy na
        świecie budynek, bliźniacze wieże Petronas z Kuala Lumpur w Malezji. Wielu
        ekspertów podkreśla nieopłacalność budowy wieżowców przekraczających 300
        metrów, bowiem koszty ich utrzymania są horrendalne. - Te budynki powstają
        raczej po to, by pokazać potęgę i nieograniczone możliwości, szczególnie w Azji
        leczą one kompleksy z przeszłości. Szanghaj chce pokazać, że stać go na taki
        luksus - uważa Zheng Shiling, dyrektor Instytutu Architektury i Urbanistyki na
        Uniwersytecie Tongji.
        Pudong zachwyca jeszcze jednym projektem na miarę XXI wieku - posiada jedyną w
        świecie futurystyczną magnetyczną linię kolejową Maglev (od "magnetyczna
        lewitacja"). 31-kilometrowy odcinek z portu lotniczego Pudong do granic
        dzielnicy kosztujący miliard dolarów skład pokonuje w niecałe 8 minut. Niemcy,
        którzy opatentowali technologię lewitowania wagonów na poduszce magnetycznej w
        Europie nie zdołali znaleźć inwestorów. Dopiero w Szanghaju spełnił się kolejny
        sen. Czym jeszcze zadziwi to miasto? Planuje się parę połączeń-tuneli pod rzeką
        Hunagpu. Trzy już otwarte pochłonęły ponad dwa miliardy dolarów. Planowany na
        2007 rok 17-kilometrowy tunel pod rzeką Jangcy, łączący Szanghaj z wyspą
        Chongming, będzie kosztować władze miasta kolejne 1,5 miliarda dolarów. Przy
        ulicy handlowej Nanjing Lu za 850 milionów dolarów planuje się budowę centrum
        handlowego z główną atrakcją - repliką Titanica w skali 1: 1. W jego wnętrzu
        znajdą się kina, restauracje i sklepy. Już za dwa lata panorama Szang-haju
        wzbogaci się o prawie dwustumetrową, największą na świecie karuzelę. W
        okolicach Szanghaju powstaje kolejne "naj" Państwa Środka. Po 10 latach w
        zatoce Hangzhou przygotowań rozpoczęto budowę najdłuższego transoceanicznego
        mostu na świecie. Prawie 36-kilometrowa przeprawa ma zostać ukończona w 2009
        roku. W pracach przygotowawczych uczestniczyło blisko 700 ekspertów z całego
        świata, a plonem ich długoletnich narad będzie most z sześcioma trasami
        szybkiego ruchu, który bez remontu powinien wytrzymać przynajmniej 100 lat.
        Gigantomania dotknęła nie tylko Szanghaj. Niedaleko miasta Yinchang w
        środkowych Chinach miesiąc temu zwieńczono budowę największej zapory wodnej i
        hydrowęzła energetycznego na świecie. Ten hydrologiczny wielki mur zatrzymał
        wody Jangcy, trzeciej co do wielkości rzeki na świecie. Wysoka na 180 metrów
        ściana betonu pochłonęła 25 miliardów dolarów i wymagała pracy 250 tysięcy
        robotników. Na temat tamy prowadzono wiele zażartych dyskusji. Zwolennicy
        twierdzili, że pomoże okiełznać powodującą katastrofalne powodzie Jangcy,
        dostarczy ogromne ilości energii elektrycznej, usprawni żeglugę na rzece.
        Przeciwnicy uważają projekt za bezsensowną gigantomanię, która doprowadzi do
        degradacji ekologicznej tereny o powierzchni setek tysięcy kilometrów
        kwadratowych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka