tikki
05.02.08, 22:41
- Nie no, dosyc juz tego mam!! - walnal piescia w stol Andreas.
Zgromadzeni wokol niego przyjaciele, nagle wytraceni z blogiego
spokoju, spojrzeli na niego ze zdumieniem.
- A tobie co dolega?- zdziwila sie Xxtoja.
- Mi cos dolega? Popatrzcie lepiej na siebie! Siedzicie tu jak
jakies cmole, nie powiem w czym! Praszczur z Okto w pokera gra, Bea
jakies moherowe badziewie na drutach popelnia, Tikki z Bella w
scrable sie bawia, Gocha przy garach... czy wy ludzie nie czujecie,
ze za oknem swiat na was czeka i wola? Siedzicie tak w tym ciepelku
i nic?!!
- Andreas, ty lepiej od razu powiedz, ze cos nie teges poszlo,
zamiast nam tu awantury robic o scrable - zdroworozsadkowo zauwazyla
Tikki.
Z Andreasa nagle jakby powietrze uszlo. Ukryl twarz w dloniach, i
potrzasal miarowo glowa.
- Nie nie nie... Ja musze wszystko zmienic, cale moje zycie. To
wszystko do dupy jest... Nie wiem, wyjade gdzies czy cos...
- Jak sie nie obrocisz, zawsze dupa z tylu - Praszczur zafilozofowal.
Andreas nagle podniosl glowe.
- Jade. Postanowilem. Nie wiem gdzie, ale jade.I jeszcze cos.
Postanowilem zaczac czytac - powiedzial stanowczo.
- Jezus Maria... - Gosi lyzka wazowa wypadla z reki.
- A kiedy ty ostatnio w ogole cos czytales? - spytala dociekliwie
Bella.
Po bardzo dlugiej chwili milczenia i widocznym wysilku umyslowym
Andreas przypomnial sobie:
- No, w piatej klasie czytalem "Tytusa, Romka i Atomka na
olimpiadzie sportowej"...
- Tego sie wlasnie obawialam - kwasno stwierdzila Beatrix. - Moj
drogi, tobie potrzebny jest intensywny doksztalt. Zrobimy tak:
chcesz jechac, to jedz. Kazdy z nas da ci pare ulubionych ksiazek na
droge, wezmiesz aparat i telefon, i zobaczymy co z tego wyjdzie.
"I jak szybko wrocisz, he he" - pomyslala.
Pol dnia zajelo im pakowanie plecaka. Andreas skupil sie na
survivalu, szukajac scyzoryka (z otwieraczem do kapsli i
korkociagiem), swojej ulubionej finki z czasow harcerstwa,
odtwarzacza mp3, niezbednika, menazki, parasola z dluga raczka i
wszelkich tego typu przedmiotow, ktore tylko przyszly mu do glowy. W
tym czasie jego przyjaciele znosili coraz to nowe tomiki ksiazek,
wypychajc plecak do granic nieprzyzwoitosci.
- Dobra, starczy juz tego. W koncu ktos to bedzie musial nosic -
Andreas przystopowal ich wysilki. Przymierzyl sie do plecaka.
- Czekaj, pomoge ci - Bea bez widocznego wysilku podniosla plecak w
gore tak, zeby Andreasowi latwiej bylo wlozyc go na plecy. Jednak
jak tylko puscila, ciezar plecaka przewazyl i nieoczekiwanie Andy
znalazl sie na podlodze, przebierajac bezradnie nogami niczym
przewrocony na grzbiet zuczek.
- Nie no, przesadziliscie - wyplatal sie z szelek, odpial klape, i
zaczal wysiagac po kolei ksiazki.
- Co wyscie mi tu dali??? " Krol Macius Pierwszy"? "Basnie"
Andersena? " Klechdy sezamowe"?? - Co was, porabalo???
- No chcielismy, zebys tak sukcesywnie sie podszkalal... A nie od
razu od Dostojewskiego zaczynal...- usprawiedliwila wszystkich Okto.
- Dziewczyno, przeciez ile ja mam lat...! - Andreas nagle ugryzl sie
w jezyk. - No, wszystko jedno, i tak moge wziac co najwyzej polowe.
Rozdzielil kupke ksiazek na dwie mniej wiecej rowne czesci, potem
jedna z nich spakowal do plecaka, poprawil jeszcze przypiety parasol
i mocniej zwiazal bujajaca sie menazke, uscisnal wszytskich po
kolei, i wyszedl, zanim zaczelo go na dobre w gardle drapac...
(wiecie wszyscy co robic, prawda?

)