Wielka Wedrowka Andreasa

05.02.08, 22:41
- Nie no, dosyc juz tego mam!! - walnal piescia w stol Andreas.
Zgromadzeni wokol niego przyjaciele, nagle wytraceni z blogiego
spokoju, spojrzeli na niego ze zdumieniem.
- A tobie co dolega?- zdziwila sie Xxtoja.
- Mi cos dolega? Popatrzcie lepiej na siebie! Siedzicie tu jak
jakies cmole, nie powiem w czym! Praszczur z Okto w pokera gra, Bea
jakies moherowe badziewie na drutach popelnia, Tikki z Bella w
scrable sie bawia, Gocha przy garach... czy wy ludzie nie czujecie,
ze za oknem swiat na was czeka i wola? Siedzicie tak w tym ciepelku
i nic?!!
- Andreas, ty lepiej od razu powiedz, ze cos nie teges poszlo,
zamiast nam tu awantury robic o scrable - zdroworozsadkowo zauwazyla
Tikki.
Z Andreasa nagle jakby powietrze uszlo. Ukryl twarz w dloniach, i
potrzasal miarowo glowa.
- Nie nie nie... Ja musze wszystko zmienic, cale moje zycie. To
wszystko do dupy jest... Nie wiem, wyjade gdzies czy cos...
- Jak sie nie obrocisz, zawsze dupa z tylu - Praszczur zafilozofowal.
Andreas nagle podniosl glowe.
- Jade. Postanowilem. Nie wiem gdzie, ale jade.I jeszcze cos.
Postanowilem zaczac czytac - powiedzial stanowczo.
- Jezus Maria... - Gosi lyzka wazowa wypadla z reki.
- A kiedy ty ostatnio w ogole cos czytales? - spytala dociekliwie
Bella.
Po bardzo dlugiej chwili milczenia i widocznym wysilku umyslowym
Andreas przypomnial sobie:
- No, w piatej klasie czytalem "Tytusa, Romka i Atomka na
olimpiadzie sportowej"...
- Tego sie wlasnie obawialam - kwasno stwierdzila Beatrix. - Moj
drogi, tobie potrzebny jest intensywny doksztalt. Zrobimy tak:
chcesz jechac, to jedz. Kazdy z nas da ci pare ulubionych ksiazek na
droge, wezmiesz aparat i telefon, i zobaczymy co z tego wyjdzie.
"I jak szybko wrocisz, he he" - pomyslala.

Pol dnia zajelo im pakowanie plecaka. Andreas skupil sie na
survivalu, szukajac scyzoryka (z otwieraczem do kapsli i
korkociagiem), swojej ulubionej finki z czasow harcerstwa,
odtwarzacza mp3, niezbednika, menazki, parasola z dluga raczka i
wszelkich tego typu przedmiotow, ktore tylko przyszly mu do glowy. W
tym czasie jego przyjaciele znosili coraz to nowe tomiki ksiazek,
wypychajc plecak do granic nieprzyzwoitosci.
- Dobra, starczy juz tego. W koncu ktos to bedzie musial nosic -
Andreas przystopowal ich wysilki. Przymierzyl sie do plecaka.
- Czekaj, pomoge ci - Bea bez widocznego wysilku podniosla plecak w
gore tak, zeby Andreasowi latwiej bylo wlozyc go na plecy. Jednak
jak tylko puscila, ciezar plecaka przewazyl i nieoczekiwanie Andy
znalazl sie na podlodze, przebierajac bezradnie nogami niczym
przewrocony na grzbiet zuczek.
- Nie no, przesadziliscie - wyplatal sie z szelek, odpial klape, i
zaczal wysiagac po kolei ksiazki.
- Co wyscie mi tu dali??? " Krol Macius Pierwszy"? "Basnie"
Andersena? " Klechdy sezamowe"?? - Co was, porabalo???
- No chcielismy, zebys tak sukcesywnie sie podszkalal... A nie od
razu od Dostojewskiego zaczynal...- usprawiedliwila wszystkich Okto.
- Dziewczyno, przeciez ile ja mam lat...! - Andreas nagle ugryzl sie
w jezyk. - No, wszystko jedno, i tak moge wziac co najwyzej polowe.
Rozdzielil kupke ksiazek na dwie mniej wiecej rowne czesci, potem
jedna z nich spakowal do plecaka, poprawil jeszcze przypiety parasol
i mocniej zwiazal bujajaca sie menazke, uscisnal wszytskich po
kolei, i wyszedl, zanim zaczelo go na dobre w gardle drapac...

(wiecie wszyscy co robic, prawda?wink)
    • bella1 Re: Wielka Wedrowka Andreasa 05.02.08, 23:44
      Drzwi za Andreasem - zamknely sie same...Energicznie na poczatku,a pozniej - w
      polowie procesu - ...z niejakim zastanowieniem....
      Ach,te nowe systemy.....Gdzie te czasy,kiedy wszystko zamykalo sie z poglosem i
      lubudu....
      Andy .. - wdzieczny za mozliwosc ' wyjscia po angielsku' pomyslal,ze nawet drzwi
      nie wracaja do swoich pierwotnych zachowan....
      "W ktora strone mam sie zwrocic?" - pomyslal....
      Do glowy przychodzily mu tysiace miejsc...,ale wszystkie byly...naznaczone
      ....nim...
      "Isc do przodu - cofajac sie?" - myslal Andy....
      - Co sie zastanawiac....I tak nie wiem.....
      Raptem...uslyszal glosy...Sasiadka z tego samego pietra...pani Marple -
      plotkowala z sasiadka z drugiego...
      Do uszu Andreasa dobieglo....:
      "Tak,moja droga,natura ludzka jest wszedzie bardzo podobna,a na wsi ma sie
      okazje obserwowania jej z bliska"......
      Andreas poczul,ze partycypuje w wazym odkryciu ,ale zarazem - Jego zycie
      pokomplikowalo sie....
      -Kurde - chce tylko wyjechac i przemyslec...- a wszystko zaczyna sie platac ....
      Tak,czy tak...Andy zdecydowal...- przeprowadzi eksperyment.....
      • bella1 Re: Wielka Wedrowka Andreasa 06.02.08, 03:58
        ...Usiadl na plecaku,ktory usiadl na krawedzi ulicy,ktora usiadla na obrzezu
        centrum miasta.....Zdal sie na przypadek.....Jak zwykle..."Przypadki sukcesem
        narodu i spoleczenstwa"....
        Dziesiec minut nie minelo,kiedy zaczal odczuwac zimno.....Glupek ' Luty" nie
        ujal Andreasa w swoim kalendarzu...."Andreasy" buntuja sie zwykle w
        lecie,...no.... wiosna...,ale zima...,w srodku....?!
        To juz musi byc desperacja.....
        Andreas - odczuwajac mysli ' Lutego"...juz mial sie podniesc i zawrocic
        ....kiedy ktos przycupnal przy nim....
        -"Czesc Andy...."....
        -Czesc...- odpowiedzial Andy....,ale na nic wiecej nie bylo go stac....
        Przygladal sie osobie,ale niewiele to dalo....
        Czarna kurtka ,pod spodem - czarna dresowa bluza z kapturem,czarne spodne i
        czarne uggsy.... - twarzy nie bylo widac.....
        -Skad jestes? - odwazyl sie Andy...
        - Stad...- padla odpowiedz....
        Cos Andreasa tknelo.....Moze ten kamuflaz w ubiorze......
        -Pojedziesz ze mna? - zapytal z nutka nadziei.....
        -Jezeli jedziesz do Gruzji...,- to pojade...- odpowiedzialo ' czarne na
        czarnym"....
        -Gruzja? - zdziwil sie Andy.... - Czemu akurat Gruzja?....
        Czarniatko skulilo sie - jakby w zamysleniu - i chwile wygladalo tak - jakby
        mialo zamiar nie odpowiedziec juz na wieki wiekow...
        Ale po chwili ....dresik rozprostowal sie,faldki na kapurze ulozylu sie w dwie
        symetryczne jamy i glos wydobyl sie ' z pomiedzy'.
        -Pomozesz mi sie spakowac...?
        www.youtube.com/watch?v=JVRt8Bx7JDY&feature=related
        • tikki Re: Wielka Wedrowka Andreasa 07.02.08, 19:14
          Andreas, zawsze chetny zeby wspomoc blizniego, odpowiedzial:
          - Jasne, czemu nie. To gdzie masz te graty?
          - Chodz za mna... - chlopak pobiegl przed siebie. Andreas ruszyl
          szybkim krokiem, ledwo nadazajac. Wychowany w srodmiesciu sadzil
          dotad, ze zna miasto, ale szybko stracil orientacje przechodzac
          skrotami z podworka na podworko. Kiedy wyszedl zza kolejnego rzedu
          blaszakow okazalo sie, ze chlopaka nie widzi juz przed soba. Klac na
          czym swiat stoi probowal zorientowac sie, gdzie w ogole jest, kiedy
          uslyszal z tylu ciche gwizdniecie.
          - To co, kola, moze skoczymy na piwo?
          Zaskoczony odwrocil sie i zobaczyl Exmana, ubranego tak, jak zawsze
          Exman sie ubieral - w czarna (a wlasciwie troche poszarzala juz od
          czestego prania)bluze i czarne skorzane spodnie. Dredy mial zwiazane
          na karku w niedbaly klab.
          - Exman, chlopie, to naprawde ty?!! - ucieszyl sie Andreas - skad
          sie tu wziales? A Tikki mowila zes sie zmienil w jakiegos gnoma czy
          trolla, sam juz nie wiem...
          - Nie wiem, co ona pali, ale musi byc niezle ziolo, jak gnomy jej
          sie zwiduja. A w ogole co ty sie tam durnych bab bedziesz sluchal.
          Chodz ze mna,napijemy sie, i fajnie graja dzisiaj - Exman
          bezceremonialnie zlapal go za ramie.
          - Czekaj, bo tu taki chlopaczek byl, mialem mu pomoc... - zawahal
          sie Andreas - I w ogole, wiesz, to ja wlasciwie w taka podroz sie
          wybieram...
          - Jaka podroz?
          - No, chcialbym dojsc w koncu do jakiegos sensu w tym zyciu...

          Exman odchylil glowe do tylu i rozesmial sie na caly glos.
          - Nie, no... Nic mnie tak nie bawi jak ludzie szukajacy sensu w
          zyciu... Nie ma zadnego specjalnego sensu, facet. Liczy sie, zeby
          przyjemnie przezyc to zycie, tu i teraz. Przyjaciele i zabawa,
          stary, to wlasnie jest sens zycia.

          Andreasowi jakos od razu przypadla do gustu ta filozofia. Postanowil
          pojsc z Exmanem, zeby wspolnie z nim jeszcze temat podrazyc.
          • tikki Re: Wielka Wedrowka Andreasa 09.02.08, 09:27
            W pubie, do ktorego zaprowadzil go Exman, Andreas od razu rozluznil
            sie, slyszac znajomy gwar rozmow i brzek kufli. Ucieszyl sie
            dodatkowo widzac, ze wlasnie odbywa sie maly koncert muzyki
            celtyckiej. Przedarli sie przez geste opary dymu papierosowego i
            dotarli do stolika, gdzie siedzieli juz znajomi Exmana.
            - Chcesz? - zyczliwie przywital Andreasa jeden ze znajomych, podajac
            mu zgnieciony troche niedopalek skreta.
            - Nie, dzieki, ja bez filtra nie pale... - odpowiedzial Andreas, co
            towarzystwo powitalo gromkim wybuchem smiechu.
            - Exman, kogo ty przyprowadziles?smile Nie martw sie, kola, nie
            zaszkodzi ci, tylko od razu mocno sie zaciagnij - Andreas rad nierad
            wzial skreta i zaciagnal sie, jednoczesnie probujac sie nie
            zaciagac. Jego krztuszenie sie rozbawilo towarzystwo jeszcze
            bardziej.
            Pochwili jednak siedzacy przy stoliku ludzie wydali mu sie
            przyjazni, swiat stal sie jasniejszy, no i bez porownania weselszy...

            Andreas patrzyl na mala scene, na ktorej grala na skrzypcach bardzo
            ladna blondynka. Choc po chwili wydalo mu sie, ze byly dwie...

            • tikki Re: Wielka Wedrowka Andreasa 09.02.08, 09:59
              www.youtube.com/watch?v=DVxt3OQHV6w
              Andreas coraz bardziej wniebowziety stwierdzil, ze wreszcie jest na
              wlasciwym miejscu i z wlasciwymi ludzmi. Wszystko jest jak trzeba -
              uznal. Dziwil sie tylko troche, ze na scenie blondynki znow sie
              rozmnozyly, i w dodatku zaczely mocno tupac...
              www.youtube.com/watch?v=0W2duTA5kJ4...
              Nazajutrz obudzilo przenikliwe zimno i krakanie wron. Podniosl glowe
              i zobaczyl, ze jest zagrzebany w stercie nieposprzatanych
              zeszlorocznych lisci w Parku Kasprowicza. Jak sie tam znalazl, nie
              pamietal. W glowie mu huczalo, jezyk zmienil sie w kawal drewna,
              zoladek kurczyl sie bolesnie... Po chwili z rozczarowaniem odkryl,
              ze portfel z pieniedzmi na podroz (do Gruzji?, gdzie slonce i
              wino...) swieci pustkami. Przez chwile szukal w glowie slow, ktore
              najpelniej oddalyby skomplikowany swiat jego przezyc wewnetrznych i
              wreszcie znalazl:
              -No zesz KURWA MAC! I znowu w tych lisciach...!

              Calkowicie zniechecony wstal i zaczal sie otrzepywac, kiedy poczul
              slabe uderzenie w plecy. Odwrocil sie i zobaczyl ubranego na czarno
              chlopca, ktory rzucal w niego patykami.
              - Czekaj no, jak cie dorwe- zmusil sie do biegu...
              • bella1 Re: Wielka Wedrowka Andreasa 09.02.08, 16:11
                ...Ruszyl.... i ...przystanal....
                -A Ty co?Czemu nie uciekasz? - zapytal
                -A po co?
                -No....,bo ja cie gonie - stwierdzil Andy.
                -No,to ulatwilem tobie - 'czarniatko' wydawalo sie byc zadowolone ze swojej
                odpowiedzi.....
                -Ale zasady gry sa inne - Andy nie dawal za wygrana.
                -A w co gramy?
                - W 'ganianego'...,w 'lapanego'... -zaplatal sie Anreas,zapominajac slowa z
                dziecinstwa
                -W berka? - poprawil go 'nowy'.... -Ale przeciez to glupia gra.Tylko dzieciaki
                sie w to bawia......
                -To w co bawia sie dorosli? - Andy zaciekawil sie na dobre....
                -Najczesciej ...., to w chowanego.....
                Andreasa zastanowilo,skad sie wzielo jego wlasne zaciekawienie
                tematem...Dziecinstwo ma juz za soba,gierki i gry nudzily go juz jako
                nastolatka..... - a teraz ,ni z gruszki,ni z pietruszki - zachcialo mu sie gonic
                i lapac jakiegos 'czarniawego'....
                -....a jak sie nadal bawia w berka - to tylko dlatego,ze sie nie nabawili w
                dziecinstwie...- kontynuowal 'maly'.....
                -Myslisz,ze to ma zwiazek?
                -Pewnie....Pokolenie 'Martina Tajemniczego"...- 'maly' usmiechnal sie polgebkiem....
                - Matko....,ja mam straszne zaleglosci - nie wiem,kto to ten Martin...
                Andy pomyslal,jak to wygodnie bylo w domu...Teraz siedzialby sobie w
                ciepelku,przed soba mialby ekranik i po wystukaniu 25-ciu literek - wiedzialby
                troche wiecej....,a tak...- musi prosic szczyla o pomoc....
                • tikki Re: Wielka Wedrowka Andreasa 09.02.08, 20:17
                  Szli przez dluzsza chwile w milczeniu. Andreas nigdy nie byl zbyt
                  dobry w rozmowach z dziecmi, a teraz - choc cisnelo mu sie na usta
                  mnostwo pytan- kazde z nich po kolei uznawal za troche nietaktowne.
                  W koncu zdecydowal sie na:
                  - A dlaczego wlasciwie chcesz jechac akurat do Gruzji?
                  Chlopak rozesmial sie na caly glos.
                  - A dlaczego wlasciwie chcesz to wiedziec?
                  Andreas westchnal ze zmeczeniem i poddal sie.
                  - Zreszta musze juz leciec. Czesc i do nastepnego, bo teraz nie moge
                  juz dluzej - chlopak klepnal go w lopatke, szybko poderwal sie do
                  biegu i zniknal za nastepnym zakretem.

                  Andreas szedl dalej z niemilym poczuciem, ze zupelnie nie tak
                  pokierowal rozmowa.
                  - Andy? A co ty tu robisz? Przeciez miales wyjechac? - zaskoczony
                  obejrzal sie i zobaczyl Beatrix.
                  - Oo, Becia? Gdzie idziesz?
                  - Do Salonu Pieknosci. Idziesz ze mna?
                  - Dobra. Moge cie odprowadzic. I tak nie mam nic lepszego do roboty.
                  - No i co sie z toba dzialo przez cala noc? Mizernie wygladasz...
                  - Wiesz, spotkalem Exmana...
                  - Tego trolla?
                  - Nie, wygladal calkiem normalnie. Wzial mnie do pubu, troche
                  rozmawialismy, co jest w zyciu wazne... Powiedzial, ze zabawa i
                  przyjaciele.

                  Beatrix prychnela.
                  - I co? gdzie ci przyjaciele?
                  - No, poszli sobie... Jak zabawa sie skonczyla...
                  - Wlasnie. Chcesz wiedziec co jest w zyciu najwazniejsze, to ci
                  powiem.
                  Andreas nadstawil uszu.
                  - Cialo, moj drogi, cialo - powiedziala Beatrix, otwierajac drzwi do
                  Salonu Pieknosci - inwestycja w cialo zawsze sie oplaci. Pieniadze
                  mozesz stracic, przyjaciele moga cie opuscic, to samo z kobieta, ale
                  cialo zawsze masz przy sobie. Wiec lepiej o nie zadbac, tym
                  bardziej, ze moze dostarczyc wielu przyjemnosci...

                  Temat ten dla Beatrix - bylej zapasniczki, ktora w swojej karierze
                  miala tez epizod z podnoszeniem ciezarow - byl bardzo wazny. W koncu
                  cialo umozliwilo jej odnoszenie sukcesow, ale i dostarczalo pewnej
                  frustracji, w niemilych chwilach, kiedy po wejsciu do damskiej
                  toalety znajdujace sie tam kobiety reagowaly piskiem, w pierwszej
                  chwili biorac muskularna, prawie dwumetrowa sylwetke Beci za
                  wchodzacego faceta. Dlatego dokladala wszelkich staran, zeby ludziom
                  kojarzyc sie raczej z Xena - wojownicza ksiezniczka, niz z Andrew
                  Golota.

                  Po dlugich namowach pan w salonie rozochoconych faktem, ze wlasnie
                  napatoczyl im sie klient - mezczyzna, Andreas dal sie namowic na
                  zrobienie balejazu. Decydujaca okazala sie zacheta jednej z
                  fryzjerek:
                  - No wie pan, wtedy nie bedzie tych siwych wlosow widac...

                  Andreas dal sie uniesc chwili i poddal sie pieszczocie pian,
                  delikatnemu masazowi i innym troskliwym zabiegom uroczej fryzjerki,
                  nie bez przyjemnosci wpatrujac sie w jej dekolt, zachecajaco
                  rozchylony...

                  Idylla skoczyla sie, kiedy fryzjerka podala mu lustro, zeby ocenil
                  fryzure rowniez z tylu.

                  Andreas zaniemowil na dluzsza chwile, czym fryzjerka zaczela sie juz
                  martwic, widzac oddalajaca sie gwaltowanie wizje napiwku...

                  Wreszcie wydal z siebie okrzyk pelen bolesci, i podjal jedyna
                  mozliwa w tych warunkach decyzje:
                  - Niech pani to wszystko zgoli na lyso!!
                  - Ale dlaczego?
                  - Dlatego!!!! - wrzasnal Andy, pokazujac na jawny dowod zdrady
                  ciala, ktore nie baczac na fakt, ze zawsze powinno byc jego - knujac
                  za jego plecami sprokurowalo mu pokazna lysinke na czubku glowy, o
                  czym do tej pory nie mial pojecia.

                  Lysy, rozgoryczony, klac na czym swiat stoi, z wsciekla mina wyszedl
                  po chwili z Salonu Pieknosci, zeby odkryc nieznane mu wczesniej
                  uczucie. Oto na jego widok kobiety zaczely mocniej przyciskac do
                  siebie torebki, a mezczyzni unikajac jego spojrzenia przyspieszali
                  kroku...
                  • bella1 Re: Wielka Wedrowka Andreasa 10.02.08, 16:32
                    Dziwne bylo to uczucie....
                    Andy poczul sie calkowicie wywalony poza nawias.
                    Tak,musial przyznac sam przed soba,ze i on - na widok wyszlifowanych pind - tez
                    ,odruchowo,lapal sie za portfel - ale jego odruch mial chociaz uzasadnienie....
                    -Skad w ludziach tyle uprzedzen? - zapytal sam siebie
                    -Normalka.....,ludzie ida na skroty - ' cos' odpowiedzialo Andreasowi.. - Lysy -
                    bandzior,owlosiony -artysta,podczesany - menager...Dwadziescia sekund i masz
                    nowego czlowieka na swoj wlasny uzytek.....
                    Ogladnal sie i zobaczyl ' malego'....
                    -Maly...,a co ty tutaj robisz?Przeciez mowiles,ze nie masz czasu i pobiegles
                    sobie....
                    -Czesto robie takie numery,ale ja nigdy za daleko nie odbiegam...- szczerze
                    usmiechnal sie 'maly'....
                    -....Wlasciwie - kontynuowal...- mam wrazenie,ze ja jestem caly czas przy
                    tobie...,moze nawet za dlugo.....
                    - Niby jak?Zanim nie siadles przy mnie na krawedzi ulicy - na oczy ciebie nie
                    widzialem - parsknal Andy.
                    - Znak to,ze czas na porzadne bryle....Nie ma zartow...Tyle przechodzi kolo
                    ciebie -a ty niedowidzisz.....
                    Andy wzial gleboki oddech - jakby sie chcial uspokoic,ale po chwili - wypuscil
                    powietrze z sykiem i wrzasnal....
                    -Mlody.....,spadaj,bo ci do tylka nakopie.
                    "Maly" przysunal sie bardziej do Andreasa.....
                    -Wynocha ...,bo sie wkurze i naprawde cie posle tam,gdzie twoje miejsce.....
                    "Maly" zrobil ruch,ktory mozna bylo zinterpretowac,jako zachete do bojki...Po
                    czym wyprostowal sie,czekajac na uderzenie,nie przestajac sie usmiechac.......
                    Andy zrobil wymach noga,ale w polowie - noga jakby odmowila posluszenstwa i
                    lagodnym ruchem -rodem z tai chi - wyprostowala sie i zatrzymala sie w tej
                    pozycji...
                    Jakkolwiek smiesznie to wygladalo dla obserwatorow z ulicy - pozycja ta sprawila
                    Andreasowi ulge,a nawet i jego samego rozbawila....
                    Uswiadomil sobie,ze gdyby kopnal wyprostowanego chlopaczka - w tym momencie -
                    ich sylwetki utworzylyby litere 'H"....- a to sie kojarzylo z kleska.....I z tej
                    ulgi - sam zaczal sie usmiechac...
                    Przechodzacy ludzie - jakby zapominajac o lysinie Andreasa - zaczeli tloczyc sie
                    przy nich....Ciekawil ich ten happening uliczny....
                    I do tego te usmiechy wystepujacych.....
                    Po chwili - wszyscy sie smiali,usmiechali i wymieniali uwagi na temat talentu
                    tej dwojki.
                    -To jak zaraza - wyszeptal Andy do 'malego'.....
                    -Dokladnie... - spojrzeniem odpowiedzial 'maly'.....
                    • tikki Re: Wielka Wedrowka Andreasa 11.02.08, 16:39
                      - A tak swoja droga... to nie boisz sie, ze ci noga uschnie, jak tak
                      mniejszego i mlodszego chcesz kopnac? - zapytal z niewinna mina
                      chlopak.
                      Andreas mocno sie zawstydzil i opuscil noge.
                      - Andy? Jeszcze tu jestes? Przeciez miales wyjechac? - uslyszal
                      znajomy glos. Okto stala w rozchodzacym sie juz tlumie i machala do
                      niego reka - I co ty z wlosami zrobiles?
                      - A... no wlasnie na dworzec ide... - speszyl sie Andreas,
                      przesunawszy reka po wypolerowanej glowie - Tylko ciagle cos mnie
                      zatrzymuje... A to Exman, a to Becia...
                      - Exman? Przeciez on podobno zmienil sie w trolla?
                      - Tak, wlasnie... - poddal sie Andreas. - Tak sobie gadalismy o tym,
                      co w zyciu najwazniejsze. Exman twierdzi, ze zabawa i przyjaciele,
                      Becia - ze cialo... - Andreas wzdrygnal sie na niemile wspomnienie
                      widoku w lustrze.
                      - Ooo moj drogi... Gdyby w ten sposob ludzkosc podchodzila do zycia,
                      to do tej pory nie wyszlibysmy z jaskin, a kto wie, czy w ogole
                      ogien chcialoby sie komus krzesac. Nie. Najwazniejsza jest praca. To
                      ona nadaje sens twojemu zyciu, sprawia, ze jestes przydatny, i co
                      wazniejsze, zapewnia poczucie bezpieczenstwa i sprawia, ze masz sie
                      czym dzielic z potrzebujacymi.

                      Andreasowi trudno bylo sie nie zgodzic z tym rozumowaniem.
                      -Zreszta, co ci bede tlumaczyc. Chodz ze mna, przydasz sie do
                      czegos. Wlasnie ladujemy transport darow dla potrzebujacych w
                      Darfurze, to pomozesz troche - Okto energicznie pokierowala
                      Andreasem.

                      Andy obejrzal sie, ale chlopaczek ulotnil sie po cichu, swoim
                      zwyczajem.

                      Po paru godzinach przeladowywania kartonow i pakowania niedbale
                      poupychanej w workach odziezy Andreasowi pot zalewal czolo, a krzyz
                      domagal sie natychmiastowego zajecia pozycji horyzontalnej.
                      Zastanawial sie, kiedy ostatnio tak ciezko fizycznie pracowal, i
                      stwierdzil, ze chyba w zamierzchlych czasach studenckich w
                      Bratniaku. Co gorsza, ze uplywem czasu zaczely mu przychodzic do
                      glowy pewne niepokojace pytania. Na przyklad, czy rzeczywiscie w
                      Darfurze przyda sie komus caly worek znoszonych, wykoslawionych
                      kozaczkow? Albo kozuszkow z wadliwie wszytymi rekawami? No, moze
                      noce sa chlodne... Ale czy oddanie "w darze" starych niepotrzebnych
                      ciuchow zamiast wyrzucenia ich na smietnik wystarczy, zeby miec
                      uspokojone sumienie, ze sie pomaga potrzebujacym?

                      Przy takich rozmyslaniach wyladunek jego ciezarowki dobiegl konca.
                      Andy chcial jeszcze pogadac z Okto, ale ta zniknela mu z oczu. Przez
                      chwile stal bezradnie otoczony krzatajacymi sie wokol niego ludzmi,
                      z ktorych kazdy zdawal sie wiedziec, co ma robic, kiedy i po co, az
                      wreszcie postanowil sie wycofac, z niemilym poczuciem, ze
                      nieprzystaje zbytnio do srodowiska ludzi pracy...


                      Z wysilkiem zarzucil dziwnie jakos ciezszy plecak na ramie i ruszyl
                      w dalsza droge...
                      • tikki Re: Wielka Wedrowka Andreasa 12.02.08, 20:57
                        Po chwili poczul, ze zoladek z glodu zaczyna juz sam siebie trawic.
                        Nie mogl przypomniec sobie, kiedy w ogole jadl po raz ostatni.
                        Doszedl do Obroncow Staligradu i stanal przed dylematem - Bar
                        Mleczny Turysta (co sugerowal stan jego portfela) czy tez
                        sasiadujacy z nim Rybarex (ku ktoremu sklanialo sie jego
                        wyrafinowane podniebienie). Po krotkiej walce rozwagi z lakomstwem
                        zdecydowal sie na ten drugi. Decyzje przyspieszyl tez fakt, ze nagle
                        zdalo mu sie, ze widzi za szyba czarniawego chlopaczka z twarza
                        wymazana barszczem ukrainskim i palaszujacego kultowe w kregach
                        awangardowej mlodziezy i okolicznych lumpow nalesniki z serem,
                        cukrem i smietana...

                        W Rybarexie po przeliczeniu skapych apanazy okazalo sie, ze starczy
                        mu na zupe senegalska, salatke z krewetkami, mirune zapiekana z
                        jablkiem, frytki i sok pomidorowy. Ukontentowany tak krolewskim
                        posilkiem z wolna zmierzal z wyladowana taca do drugiej salki, kiedy
                        uslyszal znajomy glos:
                        - Andreas? Co ty tu robisz? Przeciez miales wyjechac? - spytal
                        Praszczur.

                        Andreas przysiadl sie do jego stolika. Jak zawsze z lekka, starannie
                        ukrywana zazdroscia przyjrzal sie przyjacielowi, ktorego podziwial
                        za umiejetnosc - nie, nie starzenia sie, to zle slowo - okrywania
                        sie szlachetna patyna. Jego bujna czupryna (echhh... cicho westchnal
                        Andy) poprzetykana srebrnymi pasmami przyjemnie kontrastowala z
                        ogorzaloscia twarzy, z ktorej z lekka kpina spogladaly na niego
                        niebieskie oczy. Praszczur, zapalony zeglarz, skoczek spadochronowy,
                        nurek, lotniarz, wspinacz, i w ogole wielbiciel wszelkich sportow
                        ekstremalnych dysponowal dodatkowo sprezystym wysportowanym cialem,
                        bedacym drugim powodem cichej zazdrosci Andreasa.
                        - No wlasnie na dworzec ide... Tylko ciagle cos mnie zatrzymuje -
                        usprawiedliwil sie Andy.- Wiesz, ciagle spotykam roznych ludzi,
                        ktorzy mowia mi, co jest w zyciu najwazniejsze, i juz mi sie we lbie
                        kolowaci, bo kazdy cos innego mowi...
                        - No co ty, Andreas, nie wiesz? - zdziwil sie Praszczur - Oczywiscie
                        mozna przezyc zycie cichutko zasuwajac jak mrowka, krzatajaca sie w
                        swoim malym domku. Ale tak naprawde liczy sie jedno... - zawiesil
                        glos.

                        Andreas przelknal sline, po czesci z napiecia, a po czesci wdychajac
                        pare z zupy senegalskiej.
                        - No...? - przyspieszyl niecierpliwie.
                        - Liczy sie ten kop adreanaliny, kiedy robisz cos ekscytujacego,
                        stary. To uczucie, kiedy wleziesz na szczyt, i patrzysz na sasiednie
                        szczyty, albo kiedy zeglujesz przy silnym wietrze, albo kiedy
                        skaczesz ze spadochronem... Zreszta, chlopie, co ci bede tlumaczyl,
                        po prostu chodz ze mna na..
                        • exman Re: Wielka Wedrowka Andreasa 12.02.08, 21:19
                          szczerze powiedziawszy to wkurwiające jest posługiwanie się tutaj klawiaturą bez
                          polskich znaków. Wali szwabią.
                          • tikki Re: Wielka Wedrowka Andreasa 12.02.08, 21:22
                            Zdefiniuj "tutaj".
                            • exman Re: Wielka Wedrowka Andreasa 13.02.08, 07:39
                              Tutaj w znaczeniu, w tak epopeicznym wątku.
                              • esmeralda_2 Re: Wielka Wedrowka Andreasa 13.02.08, 23:35
                                Oj szczerze powiedziawczy celtyckie dziewczyny sa piękne, ale czasami brutalność zewnetrznego świata poraża.
                                ie.youtube.com/watch?v=0UgPF0RnB6s&feature=related
                                I to wcale nie ulotne motyle. A w Szwabii tylko prąd elektryczny bucha z elektrod podłączonych do wewnętrznych zgrzytów przeszłości, które drzemia w zaszłościach zakamarków umysłów, Czy nacinąć ten symbol, czy po prostu spalić i wyrzucic zepsuta klawiaturę. Technika ma byc idealna, a może tylko empiryczny sposób używalności. Albo może małostkowość myśli i upustu złości, tylko po co, wszak wirtualny świat umysłów i energetycznej mysli przemieniający sie w myślokształt. Zakamarki umysłu bez zakamarków duszy bez sytemów, a może są zawarte w całym systemie potencjonalnych znaków wyrażajace myśli, a poprzez nie ukryte uczucia, podobnie jak w bajkach, mrzonce o wolności i piękmycm świecie, bo później żyli długo i szczęśliwie. A złota rybka sobie uciekła. A na brzegu przy chatce pozostał stary dziad i baba, siedząc i grzedząc narzekając.Przez całe życie nie widzieli swojego pałacu, który stał obok nich.
                                A Szwabia to piekny rejon w którym znajdują się piękne zamki.
                                Czy masz do nich klucz?
                                • esmeralda_2 Re: Wielka Wedrowka Celtycka zielonych oczu 14.02.08, 20:42
                                  ie.youtube.com/watch?v=LOIjd0fBPX0&feature=related
                                  w skałach, czy na tle nieba, ale mimo wszystko jest ta zieleń w otchłani, to co moze w sercu marzeń. To co niesie muzyka, to co niesie natura i ta dusza. Zapomnijmy o cmentarzach, tam tylko gniją ciała. Lisy, koty, zające biegają, a i moze tez kiedyś i skandynawskie Trolle stały tam na drodze?
                                  www.google.com/search?hl=pl&client=opera&rls=pl&hs=YxO&q=trolle&btnG=Szukaj&lr=
                                  W Emeraldzie sa rózne zamczyska i lochy, gdzie były zamkniete i przykute do skał ......................... ach te niewierne dusze!
                        • bella1 Re: Wielka Wedrowka Andreasa 14.02.08, 07:47
                          ....i tu - Praszczur sie zatrzymal i wpadl z zadume....... ...
                          Andreas nie zauwazyl tego momentu - bo w myslach - ni z tego,ni z owego -
                          zaczela juz sie jego wycieczka na Przestrzenna...,na przystan...
                          Ot,skojarzenia...,energiczny Praszczur,jego zamilowanie do wody.....
                          Praszczur ocknal sie i stwierdzil:
                          -Bierzemy taksowke,na piechote nie damy rady....Ty lap,a ja zaplace rachunek za
                          ciebie....
                          Andy zdziwil sie....Nie tylko,ze ktos chce uregulowac jego rachunek,ale i to
                          lapanie taksowki na ulicy...
                          "Coz za przestarzaly i niepraktyczny sposob"..... - pomyslal i wyjal komorke...
                          Za chwile siedzieli w kremowym Mercedesie,ktorego stan techniczny wzbudzal
                          trwoge pomieszana z podziwem.......
                          "To jeszcze jezdzi?" - pomyslal Andy.....
                          -Dokad sie spieszy? - nonszalancko zapytal taksowkarz
                          -Przestrzenna - dziarsko rzucil Andy
                          -Ku Sloncu... - w tym samym czasie padla odpowiedz Praszczura....
                          Andy rzucil spojrzenie kumplowi,ktore wyrazalo rozczarowanie,strach,niesmak i
                          niedowierzanie......
                          -Jakie "Ku Sloncu"? - zapytal.....
                          -Wedrujesz,czy stoisz w miejscu? - zapytal Praszczur,wbijajac spojrzenie w oczy
                          Andreasa....
                          -Wedruje... - cicho,jakby troche zawstydzony - odparl Andy...
                          -Cmentarz - bez ceregieli rzucil Praszczur...i taksowkarz ruszyl....
                          -Cmentarz - powoli wycedzil Andy w zamysleniu....
                          Jechali dziesiec minut w milczeniu....
                          Andy - rozkojarzony,nawet nie spojrzal na mlode dziewczyny,ktore przechodzily po
                          pasach...
                          Praszczur - wrecz przeciwnie - przygladal sie im z rozbawieniem - szczegolnie
                          jednej,ktora wygladala jak "Barbie - balwanek"...,cala na bialo....
                          Niezreczna sytuacje przerwal taksowkarz ,pytajac....
                          -Glowna brama,czy bokami moze wygodniej?
                          -Wygodniej glowna...- zasmial sie Praszczur....
                          -Panowie jada odwiedzic zmarlego? - zaciekawiony nastrojem pasazerow zapytal
                          taksowkarz....
                          -Wrecz przeciwnie - jedziemy odwiedzic zywego.... - odparl Praszczur,kierujac
                          wzrok na mijane ulice,co bylo znakiem,ze skonczyl rozmowe....
                          Troche sie poszamotalo przy placeniu rachunku.....Andy upieral sie,ze on - choc
                          zapomnial,ze obiad 'zgarnal' wszystkie mozliwosci finansowe .
                          Praszczur - bez upierania - wyjal pieniadze i zaplacil.....
                          Weszli poza brame.......
                          Andy odstawal o krok od Praszczura....Nie wiedzial - jaki plan ma
                          kumpel...postanowil isc za nim.....
                          Mineli kaplice i weszli w drozki,pomiedzy grobami....Kluczyli pomiedzy...,po to
                          - zeby znowu wejsc na glowna i z niej...,znowu w odnoge.....i znow na
                          glowna......Po drodze mijali setki kopczykow......,granitowych...,marmurowych
                          uniesien.........
                          - Praszczur...- zasapany Andy odstapil o dwa kroki i stanal.... - po co mi to
                          pokazujesz?
                          Praszczur przeszedl jeszcze pare krokow,po czym stanal i odwrocil sie powoli do
                          Andreasa.....
                          -Jeszcze nie wiesz?
                          -Nie....- pewnie odpowiedzial Andy,bo naprawde nie wiedzial....
                          Nie chcialo mu sie wierzyc,ze ktos,komu ufal i kogo lubil- chcialby go tylko
                          przestaszyc,wpedzic w wieksza ' niewiadoma'....... - wiec odpowiedzial szczerze
                          - oczekujac szczerej odpowiedzi....
                          Praszczur potarl czolo,jakby odpowiedz i dla niego nie byla latwa.....
                          - Wiesz,co jest lacznikiem ich wszystkich? - powiodl wzrokiem po wzniesieniach ...
                          -To,ze pozostali "na zawsze' w Szczecinie ? - blyskotliwie odpowiedzial pytaniem
                          na pytanie Andy.
                          Praszczur usmiechnal sie...
                          -To tez...,ale i to,ze kazdy z nich wyruszal w wedrowke......
                          -Czyli - beznadzieja...- rozczarowany Andy dal upust swoim emocjom...
                          -Czemu beznadzieja?
                          -Bo jest koniec...
                          -Jest.... - odparl Praszczur....-Ale jak juz wiesz,ze jest... mozna to
                          przewinac....Do przodu...
                          Po czym dodal...- jakos zmeczony.... - "Ide....,nic tu po mnie...'...
                          Andy....- "mielac" w glowie caly czas ostatnie zdanie Praszczura - nawet nie
                          zauwazyl wpatrzonego w niego ' mlodego'.....
                          Z zadumy wybudzilo go szarpanie za rekaw...
                          -Wszystko w porzadku? - pytal mlody......
                          Andy potrzasnal glowa....Roznie moznaby to odbierac....
                          "Mlody" wybral wersje 'na tak".....
                          -Bo juz sie martwilem....,jakos "nie teges" wygladasz.... - chlopaczek naprawde
                          nie byl zadowolony ze stanu Andreasa......
                          - Wiesz co 'mlody'......A jakby oszwabic ten koniec?...-podal propozycje
                          Andy...,nawet nie pytajac - skad ' mlody ' wzial sie tutaj,na cmentarzu....
                          -Ja jestem za..... - zawiadiacko mrugnal niewidzialnym okiem 'zakapturzony'....
                          -To od czego zaczniemy? - zapytal Andy ....i raptem poczul,ze plecak zrobil sie
                          lzejszy...





                          • tikki Re: Wielka Wedrowka Andreasa 17.02.08, 20:09
                            Obejrzal sie i zobaczyl, ze wypadla z niego ksiazka. Kucnal,
                            przeczytal na okladce: "Chwila przed zmierzchem" Marcin Kydrynski,
                            seria podroznicza. Zastanowil sie przez chwile, kto mogl mu cos
                            takiego podrzucic, i postawil na Tikki. Ksiazka otworzyla sie sama w
                            miejscu, w ktorym autor spedzajac kilka dni na rajskiej wyspie
                            Wasini, tak malej, ze nie mozna jej znalezc na mapie,
                            czytal "Pozegnanie z Afryka" Karen Blixen, a konkretnie fragment, w
                            ktorym Karen rozmawiala ze swoim przyjacielem Denysem o literaturze,
                            przytaczajac cytat Goethego "Ten zyje wolny, kto umie umrzec...".

                            Andreas rozmyslal chwile nad tym pietrowym cytatem w cytacie,
                            prztrawiajac powoli jego tresc. Wciaz czul na sobie oczekujace
                            spojrzenie chlopca, ktorego nie rozumial. Spojrzal mu w oczy, i
                            zobaczyl, jak bardzo sa czarne. Przypomnialy mu inne , ktore widzial
                            u - jak ja nazywal w myslach - "czarnego Aniola". Co dziwniejsze, im
                            dluzej patrzyl w te oczy, tym bardziej wydawaly mu sie pozbawione
                            wyrazu, jak czarne gumowe kulki, albo dwie coraz bardziej
                            ogromniejace czarne dziury... Wzdrygnal sie, zdjety naglym
                            dreszczem, i cofnal o krok do tylu...

                            Niestety, trafil noga akurat w wykopany przez podchmielonych jak
                            zwykle grabarzy i niezabezpieczony niczym grob, czekajacy na
                            jutrzejszy poranny pogrzeb. Byc moze gdyby nie mial ze soba plecaka,
                            udaloby mu sie utrzymac rownawage, ale ciezar ksiazek niestety
                            przewazyl, i Andreas runal w wilgotna czelusc...
                            • bella1 Re: Wielka Wedrowka Andreasa 18.02.08, 07:32
                              Spadajac - mial irracjonalne mysli,ze dostanie skrzydel,ktore go podniosa i
                              przestawia w miejsce 'jego wlasnego wyboru'.....
                              Ale tak sie nie stalo....Poczul tylek dokladnie w tym momencie,kiedy dosiegnal
                              dna...Podniosl glowe i zobaczyl cis - niezbyt dorodne drzewko i skrawek
                              nieba....Nic wiecej....
                              Po momencie konsternacji,ktory to pozwolil tylko na jedno ' k...a' - odczul
                              deja vu...Tak,kiedys zaliczyl dol...Na dzialce kolegi,kiedy to kopali dziure na
                              szambo,a Andy - pod wplywem nadmiaru whisky - roztanczyl sie.....Ale wtedy bylo
                              inaczej....Znad dziury wygladaly glowy :kolegi - wlasciciela dzialki
                              budowlanej,konkubiny kolegi,sasiada dzialkowego kolegi,zony sasiada - strasznej
                              dziwki zreszta.... - i operatora sprzetu kopiacego dziure....
                              Teraz tego luksusu nie bylo....
                              -Jest tam ktos? - zawyl Andy i automatycznie wyobrazil sobie ' mlodego',ktory
                              jeszcze przed chwila z nim rozmawial....
                              "Pal licho jego dziwne oczy...'mlody' mnie wydobedzie '.... - rozmyslal Andy....
                              Nic,ale to nic, sie nie odezwalo.....
                              "Mlody" swoim zwyczajem - znikl jak kamfora.....
                              Andy oswoil oczy w dolem....Postawil na przeczekanie...
                              -To cmentarz...,jedno z najbardziej uczeszczanych miejsc - badz co badz - ktos
                              przyjdzie predzej czy pozniej...- gadal sam do siebie....
                              Nogi mu zdretwialy od tego stania ,nie mowiac o szyi,nieprzyzwyczajonej do
                              wpatrywania sie w gore....
                              Postanowil dzialac....
                              Pogrzebal w plecaku i wyjal opasle tomisko...."Psychologia"....
                              Z czuloscia pomyslal o Belli....
                              Podlozyl ksiazke pod tylek i usiadl wygodnie.....
                              Zachcialo mu sie prostych rzeczy.....Posluchac muzyki,zjesc kanapke z
                              serem,odkurzyc pokoj,pojsc do sklepu i zrobic zakupy.....
                              Niczego wiecej nie chcial..........I nawet sie nie dziwil,ze tak malo chce.....

                              • tikki Re: Wielka Wedrowka Andreasa 19.02.08, 21:08
                                Przypomnial sobie, ze przeciez w plecaku ma rozne rzeczy, ktore
                                moglby wykorzystac. Na przyklad moglby zrobic schodki z ksiazek,
                                albo wydlubac menazka stopnie w scianie... Na poczatek postanowil
                                troche pokrzyczec, i wykorzystac latarke - do dawania sygnalow
                                swietlnych.

                                Niestety, ta aktywnosc przyniosla wrecz odwrotny skutek. Nieliczne
                                babcie krzatajace sie przy grobach widzac dziwna lune wydobywajaca
                                sie z jednego z grobow i slyszac jakies zawodzenie i jeki czym
                                predzej braly nogi za pas. Andreasowi nie pozostalo nic innego, jak
                                zmienic taktyke - i przy uzyciu menazki i parasola z ostrym czubkiem
                                zaczac wyciosywac w scianie swoja droge do wolnosci.

                                Po pol godzinie katorzniczej pracy w zmarznietej ziemi osiagnal
                                tyle, ze jama zostala troche poszerzona, ale za to jej dno wyraznie
                                sie podnioslo. Andreasa dosyc to pocieszylo. Poniewaz zaczynal juz
                                zapadac zmrok, postanowil przymocowac sobie skarpeta latarke do
                                czola, probujac nasladowac gornikow przodkowych, ktorych tyle
                                naogladal sie w dziecinstwie przy okazji Wielkiego Narodowego Swieta
                                Barborki. Ryjac, snul refleksje o przemijajacych modach na swieta i
                                swietych, i w ogole o przemijaniu i wzglednosci rzeczy...

                                Switalo juz, kiedy wreszcie zdolal wypelznac na powierzchnie. W
                                mdlym swietle poranka zobaczyl, ze poszerzony przez niego dol siegal
                                do scian przylegajacych grobowcow. Zmaltretowany, zmarzniety,
                                wsciekle glodny marzyl juz tylko o jednym - o dlugiej cieplej
                                kapieli po sutej kolacji i wygodnym lozku z czysta posciela.

                                - Dziwna rzecz - mysla, ciagnac za soba plecak, bo nie mial juz sily
                                zarzucic go na obolale ramiona - jak nie doceniamy najprostszych
                                rzeczy, ktore sa kolo nas... Taki kubek cieplej herbaty... mmm..
                                Earl Gray z pol lyzeczki miodu... proste zdawaloby sie, a takie
                                dobre... - rozmarzyl sie.

                                Po chwili zorientowal sie, ze obolale nogi prowadza go w strone
                                domu, i po namysle doszedl do wniosku, ze to wlasciwy kierunek...

                                ........
                                Wczesnym rankiem Gosie obudzil dzwonek do drzwi. Szybko narzucila na
                                siebie szlafrok i poszla otworzyc. Na progu stal umorusany jak
                                nieboskie stworzenie, smiertelnie zmeczony Andsreas. Gosia nagle
                                miala wrazenie deja-vu.
                                - Chodz chodz - wciagnela go do srodka.


                                • bella1 Re: Wielka Wedrowka Andreasa 20.02.08, 00:40
                                  ...Andy wszedl....Chociaz - dziwna sprawa - wcale nie mial na to
                                  ochoty....Tak...- byl glodny...,tak - byl zmeczony...,tak....tesknil za domem.....
                                  Ale....wciagniety przez Gosie - nie czul sie - jak u siebie.....
                                  "O nie...u siebie nie jestem" - staral sie sam siebie przekonywac,pomny,ze pepek
                                  swiata nalezy sie w rownej czesci ...do kazdego.....
                                  Gosia starala sie byc gospodynia z prawdziwego zdarzenia...
                                  Szeroko rozwarte ramiona - witajace Andreasa,usmiech na pol twarzy,pytanie o
                                  samopoczucie......
                                  Andreas poczul presje...,jak Hindus poklepany po ramieniu....
                                  I wypalil...
                                  -"Kobieto,daj mi spokoj...Glowa mi peka".... - zwalil na bardziej,
                                  geograficznie wink, zrozumiale dla Gosi argumenty.....
                                  Gosia przemilczala ze stoickim spokojem ten moment - zadajac kolejna zagwozdke....
                                  -Glodny jestes?
                                  -Jestem - z przekonaniem odparl Andy....
                                  -Zrobic kanapke? ......
                                  Andy zastanowil sie....Glod - glodem.....,ale mieszkanie
                                  ,....lodowka....,chlebak... - nie nalezaly do Gosi.....
                                  "Czy to wypada?- zastanawial sie Andy.... -Szperac po cudzych lodowkach".....
                                  "Wypada" .... - po trzecim 'burczeniu w zoladku" stwierdzil Andy.... i burknal...
                                  -Zrob - Gocha - kanapke.....
                                  -Moze byc na "zytnim , szczecinskim chlebie? - zapytala Gosia....
                                  -Moze byc ... - rozmarzyl sie Andreas - i poprzednie dylematy znikly... - ...
                                  tak samo zreszta ....jak ' mlody' znad grobu........
                                  Gosia zozpanoszyla sie po kuchni....
                                  Andy podgladal zza "ugla'....i tylko z wdziecznosci za troske sie nie
                                  smial....Gosia -
                                  zagubiona w modernej zabudowie - za cholere nie wiedziala ,co jest chlebakiem,a
                                  co mikrofalowka......
                                  Dla Andego wazne bylo tylko jedno odczucie....Odczucie sytosci....
                                  "Tu i teraz" - zoladek jego wywalal niesamowite akrobacje.....
                                  Z kuchni ' rozlegaly sie" zapachy ,ktore zabijaly wrazenie 'dolu' z
                                  poprzedniego dnia......
                                  .......
                                  I nastapilo....Gosia - marszowo - weszla do pokoju z pelnym talerzem.....
                                  Andy - w pelnej gotowosci - pochlonal wzrokiem kanapki.... i juz...,juz...,mial....
                                  wyciagnac reke po ta....z korniszonem... - kiedy 'nastapilo morderstwo'......
                                  -Glodny jestes?....- slodko zapytala Gosia... - to jedz......Ale pamietaj,ze to
                                  ja ciebie nakarmilam......
                                  Lekko przestrazony Andy - zatrzymal reke nad zarlem.....
                                  -Gocha....,zarty? - zapytal..
                                  ....Cisza....
                                  -Pieprzona instytucja zoladkowo - jelitowa..... - jeknal Andy....




                                  • tikki Re: Wielka Wedrowka Andreasa 23.02.08, 20:51
                                    Po chwilowym wahaniu siegnal ponownie po kanapke i wtedy dostrzegl
                                    wlasna reke - oblepiona glina z cmentarza, z czarnymi pazurami.
                                    Zawstydzil sie, i cofnal ja szybko.
                                    - Wiesz co, to moze ja najpierw prysznic wezme... - zaproponowal.
                                    - Slusznie, I daj od razu te lachy do przeprania. Gdzies ty byl w
                                    ogole?
                                    - Na cmentarzu...
                                    - Aaa... To stad ten zapaszek - skrzywila sie Gosia.

                                    Andreas wyplatal sie z utytlanych w blocie szmat i po chwili stal
                                    pod prysznicem, gdzie czul jak powolutku schodzi z niego cale
                                    napiecie ostatnich dni. Wlozyl potem wiszacy na wieszaku rozowy
                                    szlafork z wzorkiem w male sloniki, pomny ostatniej wpadki, kiedy
                                    paradowal w reczniku. Szlafrok by ciut ciasny, i po namysle
                                    zdecydowal sie go ubrac tylem do przodu, wychodzac z zalozenia, ze
                                    jak bedzie siedzial, nikt tylu nie zobaczy.

                                    Tak przystrojony zasiadl do stolu, do ktorego Gosia podala odgrzana
                                    w miedzyczasie zupe, usmazona napredce jajecznice z pomidorami i
                                    kanapki.

                                    Andreas przez dluga chwile po prostu siedzial i kontemplowal ta
                                    kompozycje zapachow i widokow. Zapatrzyl sie potem na Gosie, i nagle
                                    wydalo mu sie, ze widzi ja pierwszy raz. Taka usmiechnieta, ciepla i
                                    kobieca... I bylby patrzyl na nia jeszcze dluzej, gdyby nie dzownek
                                    u drzwi.

                                    - No czesc wszystkim. Gosia, przyprowadzilam ci zgube - Bella
                                    wciagnela do srodka czarniawego chlopaczka, opierajacego sie z
                                    lekka. Na widok Andreasa ozywil sie i puscil do niego oko.
                                    - Grzesiek?! Gdzies ty sie podziewal? - krzyknela zgniewana Gosia.
                                    - To wy sie znacie? - zdziwil sie Andreas.
                                    - No co ty, Andre. Przeciez razem tu przyjechalismy. To moj mlodszy
                                    brat. Nie zauwazyles go do tej pory?

                                    Andreas zaczal sie intensywnie zastanawiac, dlaczego do tej pory
                                    tylu rzeczy nie zauwazal...
                                    - Chodz, kupilam ci nastepne dvd z "Czterema pancernymi". Nic, tylko
                                    w kolko oglada te filmy, i nudzi, ze chce jechac do Gruzji i
                                    zobaczyc miasto, skad Grigorij pochodzi... - mowila Gosia
                                    wyjasniajaco.
                                    - No i co w koncu, pojechales gdzies? Przeczytales ktoras z tych
                                    ksiazek w plecaku? - spytala Bella, przysiadajac sie do stolu i
                                    siegajac po kanapke.
                                    - Nie i nie - potrzasnal glowa Andreas - w ogole nie zdolalem
                                    wydostac sie z miasta. Ciagle spotykalem znajomych, z ktorych kazdy
                                    mowil mi cos zupelnie innego o tym, co w zyciu najwazniejsze...
                                    - No a czego ty sie spodziewales? - rozesmiala sie Bella - przeciez
                                    to oczywiste. Jakbys spytal Tikki, to pewnie powiedzialaby ci, ze
                                    rozwoj duchowy, i zaciagnela na jakis szemrany kurs jogi, tai-chi
                                    albo innego badziewia, ktos inny powiedzialby ci, ze "tylko forsa w
                                    zyciu liczy sie". jak w tej piosence, a inny - ze seks...
                                    Chlopie, kazdy musi sam dla siebie znalezc to, co mu pasuje. A ty
                                    wiesz, co dla ciebie jest nawazniejsze? I tylko dla Ciebie?

                                    Andreas popatrzyl w niebieskie oczy Gosi i powiedzial:
                                    - Chyba wreszcie wiem...


                                    KONIEC
    • andreas.007 Re: Wielka Wedrowka Andreasa 07.02.08, 14:07
      " Czekaj, pomoge ci - Bea bez widocznego wysilku podniosla plecak w
      gore tak, zeby Andreasowi latwiej bylo wlozyc go na plecy. Jednak
      jak tylko puscila, ciezar plecaka przewazyl i nieoczekiwanie Andy
      znalazl sie na podlodze, przebierajac bezradnie nogami niczym
      przewrocony na grzbiet zuczek."

      Nawet nie wiesz, a może wiesz, jakie to bliskie prawdy!
      Rozmawiam z bliskimi mi i sie okazuje ze Paulo Coelho
      przeczytali juz dano wszystkie ksiazki.... a ja odkrywam dopiero!
      • tikki Re: Wielka Wedrowka Andreasa 17.02.08, 20:14
        Do Exmana - jak Ci sie, kurwa mac, moje czcionki nie podobaja, to
        ich nie czytaj. Nie bede dla jakiegos zrzedy marudzacego leciala do
        Polski i kupowala polskiego Windowsa. I nie wiem czemu akurat ze
        Szwabia Ci sie kojarza. Wybierz dowolny inny kraj (czy prowincje) na
        kuli ziemskiej. A poza ty, jak juz o czepianiu sie mowimy, to nie ma
        takiego slowa "epopeiczny".

        Epicki, jesli juz.
        • andreas.007 Re: Wielka Wedrowka Andreasa 17.02.08, 23:52
          Wiesz co Tikki, bardzo lubie audycje Marcina Kyfrynskiego,
          zapomniałem, ze on podrózuje i fotografuje...
          musze dokupic jego ksiazki!
          dzieki!
        • exman Re: Wielka Wedrowka Andreasa 18.02.08, 11:05
          Brakowało mi tego słowa "epicki" masz rację, jak
          pisałem "epopeiczny" też sam się sobie dziwiłem, cos mi nie grało.
          Grafomaństwa nie czytam, wszak to dla Andreasa smile
          • tikki Re: Wielka Wedrowka Andreasa 18.02.08, 12:45
            Jak nie czytasz, to skad wiesz, jakie czcionki?
            i skad wiesz, ze grafomanstwo?
            • exman Re: Wielka Wedrowka Andreasa 18.02.08, 14:45
              Żeby się przekonac, że to grafominia musiałem jednak przeczytać
              conieco, bez tego obraziłbym Cię.
              • tikki Re: Wielka Wedrowka Andreasa 18.02.08, 16:11
                To moze dzwigniesz ta powiastke na wyzyny sztuki i sam cos dopiszesz?
                • exman Re: Wielka Wedrowka Andreasa 18.02.08, 16:28
                  A po co ją dźwigać ? Widocznie jest zapotrzebowanie i na taką twórczość, pisz,
                  pisz a mną sie nie przejmuj.
                  • andreas.007 Re: Wielka Wedrowka Andreasa 19.02.08, 00:38
                    Exman, ale profesjonalna recenzja,
                    wyzyny sztuki krytykanctwa... wink))

                    Toz to zabawa i nic wiecej,
                    bawi sie piszacy zapewne lepiej niz niektórzy czytajacy,
                    ale cóz nam tam, wszak to tylko zabawa,
                    a kazdy moze sie dołaczyc do berka, jak chce... tylko trzeba chciec.

                    Bawimy sie na forum piszac nasze komentarze,
                    jeden komentarz pociagnie wte drugi wewte,
                    podobnie tu z tym epopeicznym ciagiem...
                    Zabawa słowem i mysla i nic wiecej, a po co wiecej,
                    ale jak ktos znajdzie wiecej, to jest jego - chocby to był usmiech!

                    A wiec uśmiechnij sie!
                    • exman Re: Wielka Wedrowka Andreasa 19.02.08, 07:15
                      Wolę się śmiać niż uśmiechać ! I robię to ! smilesmilesmile
                      • bella1 Re: Wielka Wedrowka Andreasa 19.02.08, 07:19
                        ...www.youtube.com/watch?v=XH3vvXi8k8M
                        Zlituj sie,Exman.....wink
                        • tikki Re: Wielka Wedrowka Andreasa 23.02.08, 20:59
                          Bella, co bys powiedziala na opowiesc z zycia Zony Pijaka z licznymi
                          zagadkami kryminalnymi?
                          • bella1 Re: Wielka Wedrowka Andreasa 24.02.08, 07:18
                            Jak zwykle -za...smile
                      • andreas.007 Re: Wielka Wedrowka Andreasa 19.02.08, 09:21
                        Śmiech to zdrowie!
                        Przede wszystkim badźmy zdrowi - wiecej śmiechu!
                        wink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja