konradbryw
23.03.04, 09:21
Pomyłka w puszkach
Poniedziałek, 22 marca 2004r.
W sztabach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w całej Polsce trwają
ostatnie rozliczenia uzbieranych pieniędzy. W ostatnich dniach taka
akcja dobiegła końca w największym z pięciu sztabów działających w
Katowicach, który miał siedzibę przy ul. Grażyńskiego.
Tymczasem do naszej redakcji zgłosił się jeden z młodych
wolontariuszy. Paweł, uczeń Zespołu Szkół Ekonomicznych przy ul.
Raciborskiej, jako jeden z 770 ochotników odebrał właśnie dyplom z
podziękowaniami i pisemne rozliczenie zawartości swojej puszki. Jakie
było jego zdziwienie, kiedy zorientował się, że rozliczenie nie zgadza
się z faktyczną zawartością puszki.
- Dobrze pamiętam, że jedna z pań włożyła do mojej puszki banknot
50-złotowy, kilka osób dawało też dwudziestki, a co najmniej
kilkadziesiąt drobniaki. Tymczasem na wykazie mam napisane, że
uzbierałem 16 złotych! - opowiedział oburzony. - Nie wiem, jak to się
mogło stać, przecież każdy z nas miał swój numer, którym oznaczone
były też puszki. Wstydziłbym się oddać tak mało - dodał.
Jak się dowiedzieliśmy, w tej samej szkole zastrzeżenia do rozliczeń
zgłosiło jeszcze co najmniej dwoje uczniów, którzy kwestowali na rzecz
WOŚP. Jedna z uczennic miała napisane, że oprócz pieniędzy oddała
pierścionek i łańcuszek. Tymczasem wcale tego nie pamięta. Inny uczeń
także dostał w wykazie kwotę niższą niż uzbierał.
Sztab przy ul. Grażyńskiego uzbierał w tym roku około 50 tys. złotych.
Jak poinformował nas Piotr Baryła, każdy z wolontariuszy otrzymuje
rozliczenie, ponieważ wymaga tego Fundacja WOŚP. Baryła zapewnił, że
nie słyszał o pretensjach ze strony wolontariuszy, po czym na naszą
prośbę sprawdził, czy podobny błąd mógł się zdarzyć.
- Na listach wszystko jest jasne. Nie wiem, gdzie mogłoby dojść do
pomyłki. Do osób, które liczą pieniądze i wystawiają rozliczenia mamy
całkowite zaufanie. To z reguły kasjerki z banków. Zresztą, byłem cały
czas w sztabie i miałem nadzór nad pracującymi tam ludźmi - powiedział
Baryła.
Dodał, że z Fundacją WOŚP współpracuje od siedmiu lat. - Jedyne
wyjaśnienie, jakie przychodzi mi do głowy, to takie, że któraś z
kasjerek mogła się jednak pomylić i wpisać do dokumentu dane spisane z
innej puszki. Panie ciężko pracowały, pod koniec dnia przychodziły
liczyć pieniądze po normalnej pracy w banku, były zmęczone -
stwierdził Baryła. Podobne zdanie ma Krzysztof Bielański, rzecznik
Fundacji WOŚP.
- Nie dopuszczam do siebie myśli, że ktoś w sztabie mógł kombinować
przy puszkach. Z drugiej strony podczas liczenia pieniędzy jest
ogromne zamieszanie, a ludzie po prostu są omylni.
Kilka dni po rozmowie z Baryłą odebraliśmy w redakcji telefon od
Krystyny Wosik, jednej z nauczycielek ZSE przy ul. Raciborskiej, która
na wstępie potwierdziła, że kilkoro uczniów miało zastrzeżenia do
rozliczeń. Wosik zorganizowała współpracę uczniów ze sztabem
Orkiestry. Szybko okazało się, że nauczycielka nie chce jednak
rozmawiać o zastrzeżeniach, ale o tym, co nauczyciele i dyrekcja
szkoły sądzą o naszym 19-letnim informatorze, chociaż jego nazwisko
padło jedynie w czasie mojej rozmowy z szefem sztabu WOŚP z
zastrzeżeniem poufności.
Dowiedzieliśmy się, że chłopak nie jest wiarygodny, że ma problemy w
szkole, a jego koledzy wycofali się z tego, co mówili wcześniej. -
"Dziennik Zachodni" nie powinien pisać o tej sprawie, bo przecież
chodzi o dobre imię szkoły - usłyszeliśmy. Zadzwoniliśmy do Pawła,
który powiedział, że wycofuje się ze wszystkiego, co mówił wcześniej,
bo po spotkaniu z dyrektorką boi się, że zostanie skreślony z listy
uczniów, a może nawet będzie musiał tłumaczyć się na policji.
Komentarz DZ
W opisanej przez nas historii najbardziej oburza reakcja szefa
katowickiego sztabu Orkiestry. Zapewnił, że wyjaśni, gdzie mógł zajść
błąd, a jednocześnie prosił, żeby w gazecie nie pojawiło się jego
nazwisko. Po czym skwapliwie doniósł szkole, kto jest informatorem DZ.
Oburza nas również faryzejska postawa nauczycieli, którzy nie myślą o
wyjaśnieniu wątpliwości uczniów, nie dążą do ustalenia prawdy, tylko o
tym, by "nie ucierpiało dobre imię szkoły", jako że może za rok sztab
WOŚP nie zechce z nią współpracować. A co o tym wszystkim ma myśleć
uczeń, który na początku chciał się dowiedzieć, czy jego obawy są
słuszne, a potem zaczął martwić się o swoją głowę? Czy nieskalane imię
szkoły, nauczycieli, fundacji jest ważniejsze niż zaufanie młodych
ludzi do celu i sensu tego, co robią, a może nawet do celu i sensu
dociekania prawdy? W każdym razie DZ nie dopuści do tego, by Pawłowi -
tylko dlatego, że zadaje niewygodne dla niektórych pytania - stała się
jakakolwiek krzywda. Będziemy tej sprawy pilnować.
Jarosław Orzeł
Dziennik Zachodni