mario2
24.02.02, 13:07
Magiczne przygody Kubusia Puchatka
Był piękny majowy poranek... Prosiaczek, Kubuś Puchatek, Tygrysek i Królik
siedzieli w domku Kłapouchego.
- Leje jak skurwysyn – jęknął Królik.
- Ta ... Nawet miodka pitnego nie mam ochoty się napić – wysapał Kubuś.
- Jak chcecie to mam wino HERAKLES – Classic Płońsk Aperitif – zaproponował
Kłapouchy.
- Jak kosztowało więcej jak 3 zł to nie pijemy – odrzekł Prosiaczek.
- Kosztowało 3.40 zł. Chceta? Ja ni to som se golnę – rzekł rozjuszony
Kłapouchy.
- Dobra, dawaj – rzekł Królik leniwie otwierając butelkę.
- Coś się gówno nie chce otworzyć – sapnął.
- Nożem go – zaczął kibicować Prosiaczek.
- Szabli kurwa, szabli ! – Tygrysek poczerwieniał niczym alkoholik na ciężkim
głodzie.
- Na! – wrzasnął Puchatek wykonując cięcie podłużne nożem w kierunku butelki.
- ŁŁŁŁŁŁŁAAAAAAA !!!! – rozległ się krzyk Królika. Okazało się, że Kubuś w
swoim heroicznym ataku na butelkę obciął Królikowi obie dłonie. Butelka z
hukiem rozbiła się o ziemie ...
- ŁAAA, ŁAAA ! – darł się Królik.
- Zlizujcie z podłogi – rzucił się na kolana Prosiaczek.
- ŁAAA, ŁAAA ! – darł się coraz ciszej Królik.
- Niech ktoś go zamknie bo mi sąsiedzi będą się burzyć, że strasznie hałasuję –
zamruczał Kłapouchy.
- Łaa ... aaa ...bum – Królik z powodu dużej ilości straconej krwi zemdlał.
- I co teraz łosie? Mam zapaskudzony cały dywan. Perski ! Tkany pod
Wilkowniczkami Górnymi ! Patrzta ! Tu wino, a tu krew. Jak ja to wszystko
umyję??? – jęczał Kłapouchy.
- A co zrobimy z Kłapobrzuchym (hic!) ? Zapytał nieco podchmielony Prosiaczek.
- Wyjebać go za drzwi bo zapaskudzi całe mieszkanie! Tygrysek nie mógł
ścierpieć straconego wina.
- Nie no panowie, biedak się wykrwawia ...Niech ktoś zadzwoni po Pana Sowę. On
będzie wiedział co zrobić! – Puchatek nie tracił zimnej krwi.
- Haloo? Pan Sowa? Mamy problem. Królikowi odpadły dłonie i strasznie krwawi. A
teraz nagle zasnął. Niech pan przyjedzie bo zapaskudzi mi całe
mieszkanie...Kłapouchy lekko załamany przekonywał właśnie Pana Sowę.
- I co? – zapytał tygrysek.
- Już leci – odparł Kłapouchy. Po chwili Pan Sowa stał już w drzwiach jego
domku.
- Wy debile...- Pan Sowa jak zwykle nie mógł stracić okazji ukazania swojej
wyższości intelektualnej.
- Który głąb obciął Królikowi dłonie???
- Ja nic nie wim! Nie nie wim i nic nie powim! – krzyczał podniecony Tygrysek.
- Bo one tak same... To znaczy on stał, otwierał żur i nagle dłonie mu odpadły.
Palił niemca Puchatek.
- Taa, jasne. A tym zakrawionym nożem to się pewnie podpierał??? Pan Sowa jak
zwykle w takich sytuacjach bywa odkrył w sobie żyłkę detektywa.
- Prosiaczek! Gadaj co tu się stało! – wrzasnął Pan Sowa do Prosiaczka.
- Nic mu nie mów! To na pewno agent Mossadu! Zobacz jaki ma nos! To na pewno
jakaś żydo-masoneria! Gazem go! – Puchatek słynący ze swoich antysemickich
poglądów nagle poczerwieniał.
- Noo więc my...to znaczy strasznie padał deszcz...i Kłapouchy dał nam żur...i
Puchatek chciał mu pomóc...i Królikowi odpadły dłonie – wystękał Prosiaczek.
- Obcinając mu dłonie??? – Pan Sowa nie krył bezsensu tej opowieści.
- Nie wierzę w ani jedno słowo! Według mnie cała sprawa wyglądała tak:
- Królik i Puchatek byli na kacu i potrzebowali klina, a że Puchatek miał tylko
miód postanowili się udać na poszukiwanie czegoś mocniejszego. Po drodze
spotkali Prosiaczka. Gdy byli u Królika okazało się, że tamten wszystko wypił
więc udali się do Tygryska. Tygrysek miał tylko LSD i haszysz ale nic do picia.
Więc po zażyciu po jednym kwasiku udali się do Kłapouchego. Kłapouchy miał
wino. Gdy więc Królik wziął się do opóźniania butelki, Puchatek podstępnie
zadał mu parę ciosów nożem w plecy. Jednakże nie trafił i obciął mu dłonie.
Czyż nie było tak?
- NIE ! – odpowiedzieli chórem wszyscy (oprócz Królika).
- Przyszedłeś tu leczyć czy pierdolić głupoty? Zamknij dzioba bo jak ci
przypierdolę to ci pióra dupą wyjdą! - krzyczał Prosiaczek, który właśnie
zauważył, że Królik strasznie posiniał.
- No dobra... już go leczę... Ale pamiętajcie... „The truth is out there”...
- Te! Molder! SIAT-DA-FAK-AP! – wrzasnął Tygrysek. Po chwili Królik był cały i
zdrowy i leżał spokojnie na łózku.
- Królik jest cały ale bardzo wyczerpany. Musi dużo odpoczywać. A, i przydałaby
się transfuzja – Pan Sowa zbierał się do wyjścia.
- Fuzja? My nie jesteśmy pedałami! – odrzekł stanowczo Tygrysek.
- Transfuzja! ... A zresztą nie ważne. Ja spadam. Na razie debile! – Pan Sowa
zamknął z hukiem za sobą drzwi.
- Ty skurwielu! – rzucił się na Królika Tygrysek.
- Wylałeś cale jebane wino. Nawet się nie podzieliłeś. Wybryknę ci dupę do
mózgu! – Tygrysek skakał po Króliku.
- Przestań...przestań...A zresztą... Pobrudziłeś mi cały jebany dywan... Te
Tygrysek, to skakanie jest całkiem fajne – rzekł Kłapouchy przyłączając się do
Tygryska. Nagle ziemia zadrżała i do pokoju wkręcił się Gofer robiąc sporą
dziurę w podłodze.
- So jeft, kurwa?
- Nic nie jest spierdalaj! – Puchatek wymierzył mu soczystego kopa prosto w
wystającą z ziemi głowę. W między czasie kuracja wstrząsowa Tygryska i
Kłapouchego odniosła skutek. Królik się obudził...
- Może byście kurwa ze mnie zeszli, co? – Królik sprawiał wrażenie lekko
zdenerwowanego.
- Ops trzeba wiać...-rzekł Puchatek udając się po cichu w stronę drzwi.
- A, to ty, chodź no tu... - Królik szybko zauważył sprawcę wypadku. Puchatek
biegiem rzucił się w stronę drzwi. Niestety Pan Sowa zatrzasnął je tak mocno,
że Kubuś nie miał siły ich otworzyć. Odwrócił się na pięcie i krzyknął:
- Tygrysek, Kłapouchy, Prosiaczek! Trzymać skurwiela! – cała gromada rzuciła
się na przerażonego Królika. Po chwili Królik siedział związany w kącie.
- Panowie! Ten złoczyńca musi odpokutować za zniszczenie tak cudownego napoju
jakim jest HERACLES Classic Płońsk Aperitif. Mam pewien plan.
- Tygrysku masz przy sobie kartoniki z LSD? – rozpoczął dyskusję Puchatek.
- Mam...jeszcze trzy – odparł Tygrysek.
- Dawaj. Zafundujemy Królikowi darmową przejażdżkę – powiedział z szyderczym
uśmiechem Puchatek.
- Pojebało cię??? Nie dość, że rozjebał wino, to jeszcze mam mu fundować
darmowego tripa??? – Tygrysek nie mógł uwierzyć w słowa Puchatka.
- Nie o to chodzi...Mam pewien plan. Dasz mu wszystkie trzy a Kłapouchy
wprowadzi go w złego tripa!
- Heheheeh! Zajebiście...Powiemy mu, że za chwile jest koniec świata, albo że
zaraz będzie w jego domu impreza disco polo albo techno – rzekł zadowolony
Tygrysek.
- Hihihihihihh! Albo że zamiast fiuta ma marchewkę... – zaśmiał się Prosiaczek.
- Też mi dowcip? I co to da? – zapytał Kłapouchy.
- Nie kapujesz? Króliki uwielbiają marchewkę... Po paru godzinach nie wytrzyma
i będzie ją chciał zjeść. I albo złamie sobie kręgosłup albo odgryzie fujarę...
hihihihi ! – Prosiaczek śmiał się coraz głośniej.
- Heheheh, dobre, ale mam coś lepszejszego – rzekł Kłapouchy.
- Dobra dawać go – rzekł Puchatek i wcisnął przerażonemu królikowi trzy porcje
LSD do mordy. Po chwili Królik zaczął niezrozumiale bełkotać co wskazywało na
stan przed podróżą.
- Dobra Kłapouchy, możesz zaczynać – rzekł Tygrysek.
- Drogi Króliku... mam złą wiadomość – rzekł Kłapouchy najposępniej jak tylko
potrafił.
- Cierpisz na dziwną chorobę... Objawia się ona tym, że odpadają ci wszystkie
kończyny...
- Bylyfyzytsyf ??? – wybełkotał zdziwiony Królik.
- Noo... a potem masz wielką ochotę ciągnąć wszystkim druta... hehe – dołożył
Puchatek.
- A jedyną kuracją jest nasranie ci na łeb – warknął przez zęby wciąż wściekły
Tygrysek.
- Ale najpierw masz wielką ochotę biegać w kółko i wydawać dźwięk „PI PI PI
PI” – zakończył Pros