Dodaj do ulubionych

przygody Kubusia Puchatka cz.1

24.02.02, 13:07
Magiczne przygody Kubusia Puchatka

Był piękny majowy poranek... Prosiaczek, Kubuś Puchatek, Tygrysek i Królik
siedzieli w domku Kłapouchego.
- Leje jak skurwysyn – jęknął Królik.
- Ta ... Nawet miodka pitnego nie mam ochoty się napić – wysapał Kubuś.
- Jak chcecie to mam wino HERAKLES – Classic Płońsk Aperitif – zaproponował
Kłapouchy.
- Jak kosztowało więcej jak 3 zł to nie pijemy – odrzekł Prosiaczek.
- Kosztowało 3.40 zł. Chceta? Ja ni to som se golnę – rzekł rozjuszony
Kłapouchy.
- Dobra, dawaj – rzekł Królik leniwie otwierając butelkę.
- Coś się gówno nie chce otworzyć – sapnął.
- Nożem go – zaczął kibicować Prosiaczek.
- Szabli kurwa, szabli ! – Tygrysek poczerwieniał niczym alkoholik na ciężkim
głodzie.
- Na! – wrzasnął Puchatek wykonując cięcie podłużne nożem w kierunku butelki.
- ŁŁŁŁŁŁŁAAAAAAA !!!! – rozległ się krzyk Królika. Okazało się, że Kubuś w
swoim heroicznym ataku na butelkę obciął Królikowi obie dłonie. Butelka z
hukiem rozbiła się o ziemie ...
- ŁAAA, ŁAAA ! – darł się Królik.
- Zlizujcie z podłogi – rzucił się na kolana Prosiaczek.
- ŁAAA, ŁAAA ! – darł się coraz ciszej Królik.
- Niech ktoś go zamknie bo mi sąsiedzi będą się burzyć, że strasznie hałasuję –
zamruczał Kłapouchy.
- Łaa ... aaa ...bum – Królik z powodu dużej ilości straconej krwi zemdlał.
- I co teraz łosie? Mam zapaskudzony cały dywan. Perski ! Tkany pod
Wilkowniczkami Górnymi ! Patrzta ! Tu wino, a tu krew. Jak ja to wszystko
umyję??? – jęczał Kłapouchy.
- A co zrobimy z Kłapobrzuchym (hic!) ? Zapytał nieco podchmielony Prosiaczek.
- Wyjebać go za drzwi bo zapaskudzi całe mieszkanie! Tygrysek nie mógł
ścierpieć straconego wina.
- Nie no panowie, biedak się wykrwawia ...Niech ktoś zadzwoni po Pana Sowę. On
będzie wiedział co zrobić! – Puchatek nie tracił zimnej krwi.
- Haloo? Pan Sowa? Mamy problem. Królikowi odpadły dłonie i strasznie krwawi. A
teraz nagle zasnął. Niech pan przyjedzie bo zapaskudzi mi całe
mieszkanie...Kłapouchy lekko załamany przekonywał właśnie Pana Sowę.
- I co? – zapytał tygrysek.
- Już leci – odparł Kłapouchy. Po chwili Pan Sowa stał już w drzwiach jego
domku.
- Wy debile...- Pan Sowa jak zwykle nie mógł stracić okazji ukazania swojej
wyższości intelektualnej.
- Który głąb obciął Królikowi dłonie???
- Ja nic nie wim! Nie nie wim i nic nie powim! – krzyczał podniecony Tygrysek.
- Bo one tak same... To znaczy on stał, otwierał żur i nagle dłonie mu odpadły.
Palił niemca Puchatek.
- Taa, jasne. A tym zakrawionym nożem to się pewnie podpierał??? Pan Sowa jak
zwykle w takich sytuacjach bywa odkrył w sobie żyłkę detektywa.
- Prosiaczek! Gadaj co tu się stało! – wrzasnął Pan Sowa do Prosiaczka.
- Nic mu nie mów! To na pewno agent Mossadu! Zobacz jaki ma nos! To na pewno
jakaś żydo-masoneria! Gazem go! – Puchatek słynący ze swoich antysemickich
poglądów nagle poczerwieniał.
- Noo więc my...to znaczy strasznie padał deszcz...i Kłapouchy dał nam żur...i
Puchatek chciał mu pomóc...i Królikowi odpadły dłonie – wystękał Prosiaczek.
- Obcinając mu dłonie??? – Pan Sowa nie krył bezsensu tej opowieści.
- Nie wierzę w ani jedno słowo! Według mnie cała sprawa wyglądała tak:
- Królik i Puchatek byli na kacu i potrzebowali klina, a że Puchatek miał tylko
miód postanowili się udać na poszukiwanie czegoś mocniejszego. Po drodze
spotkali Prosiaczka. Gdy byli u Królika okazało się, że tamten wszystko wypił
więc udali się do Tygryska. Tygrysek miał tylko LSD i haszysz ale nic do picia.
Więc po zażyciu po jednym kwasiku udali się do Kłapouchego. Kłapouchy miał
wino. Gdy więc Królik wziął się do opóźniania butelki, Puchatek podstępnie
zadał mu parę ciosów nożem w plecy. Jednakże nie trafił i obciął mu dłonie.
Czyż nie było tak?
- NIE ! – odpowiedzieli chórem wszyscy (oprócz Królika).
- Przyszedłeś tu leczyć czy pierdolić głupoty? Zamknij dzioba bo jak ci
przypierdolę to ci pióra dupą wyjdą! - krzyczał Prosiaczek, który właśnie
zauważył, że Królik strasznie posiniał.
- No dobra... już go leczę... Ale pamiętajcie... „The truth is out there”...
- Te! Molder! SIAT-DA-FAK-AP! – wrzasnął Tygrysek. Po chwili Królik był cały i
zdrowy i leżał spokojnie na łózku.
- Królik jest cały ale bardzo wyczerpany. Musi dużo odpoczywać. A, i przydałaby
się transfuzja – Pan Sowa zbierał się do wyjścia.
- Fuzja? My nie jesteśmy pedałami! – odrzekł stanowczo Tygrysek.
- Transfuzja! ... A zresztą nie ważne. Ja spadam. Na razie debile! – Pan Sowa
zamknął z hukiem za sobą drzwi.
- Ty skurwielu! – rzucił się na Królika Tygrysek.
- Wylałeś cale jebane wino. Nawet się nie podzieliłeś. Wybryknę ci dupę do
mózgu! – Tygrysek skakał po Króliku.
- Przestań...przestań...A zresztą... Pobrudziłeś mi cały jebany dywan... Te
Tygrysek, to skakanie jest całkiem fajne – rzekł Kłapouchy przyłączając się do
Tygryska. Nagle ziemia zadrżała i do pokoju wkręcił się Gofer robiąc sporą
dziurę w podłodze.
- So jeft, kurwa?
- Nic nie jest spierdalaj! – Puchatek wymierzył mu soczystego kopa prosto w
wystającą z ziemi głowę. W między czasie kuracja wstrząsowa Tygryska i
Kłapouchego odniosła skutek. Królik się obudził...
- Może byście kurwa ze mnie zeszli, co? – Królik sprawiał wrażenie lekko
zdenerwowanego.
- Ops trzeba wiać...-rzekł Puchatek udając się po cichu w stronę drzwi.
- A, to ty, chodź no tu... - Królik szybko zauważył sprawcę wypadku. Puchatek
biegiem rzucił się w stronę drzwi. Niestety Pan Sowa zatrzasnął je tak mocno,
że Kubuś nie miał siły ich otworzyć. Odwrócił się na pięcie i krzyknął:
- Tygrysek, Kłapouchy, Prosiaczek! Trzymać skurwiela! – cała gromada rzuciła
się na przerażonego Królika. Po chwili Królik siedział związany w kącie.
- Panowie! Ten złoczyńca musi odpokutować za zniszczenie tak cudownego napoju
jakim jest HERACLES Classic Płońsk Aperitif. Mam pewien plan.
- Tygrysku masz przy sobie kartoniki z LSD? – rozpoczął dyskusję Puchatek.
- Mam...jeszcze trzy – odparł Tygrysek.
- Dawaj. Zafundujemy Królikowi darmową przejażdżkę – powiedział z szyderczym
uśmiechem Puchatek.
- Pojebało cię??? Nie dość, że rozjebał wino, to jeszcze mam mu fundować
darmowego tripa??? – Tygrysek nie mógł uwierzyć w słowa Puchatka.
- Nie o to chodzi...Mam pewien plan. Dasz mu wszystkie trzy a Kłapouchy
wprowadzi go w złego tripa!
- Heheheeh! Zajebiście...Powiemy mu, że za chwile jest koniec świata, albo że
zaraz będzie w jego domu impreza disco polo albo techno – rzekł zadowolony
Tygrysek.
- Hihihihihihh! Albo że zamiast fiuta ma marchewkę... – zaśmiał się Prosiaczek.
- Też mi dowcip? I co to da? – zapytał Kłapouchy.
- Nie kapujesz? Króliki uwielbiają marchewkę... Po paru godzinach nie wytrzyma
i będzie ją chciał zjeść. I albo złamie sobie kręgosłup albo odgryzie fujarę...
hihihihi ! – Prosiaczek śmiał się coraz głośniej.
- Heheheh, dobre, ale mam coś lepszejszego – rzekł Kłapouchy.
- Dobra dawać go – rzekł Puchatek i wcisnął przerażonemu królikowi trzy porcje
LSD do mordy. Po chwili Królik zaczął niezrozumiale bełkotać co wskazywało na
stan przed podróżą.
- Dobra Kłapouchy, możesz zaczynać – rzekł Tygrysek.
- Drogi Króliku... mam złą wiadomość – rzekł Kłapouchy najposępniej jak tylko
potrafił.
- Cierpisz na dziwną chorobę... Objawia się ona tym, że odpadają ci wszystkie
kończyny...
- Bylyfyzytsyf ??? – wybełkotał zdziwiony Królik.
- Noo... a potem masz wielką ochotę ciągnąć wszystkim druta... hehe – dołożył
Puchatek.
- A jedyną kuracją jest nasranie ci na łeb – warknął przez zęby wciąż wściekły
Tygrysek.
- Ale najpierw masz wielką ochotę biegać w kółko i wydawać dźwięk „PI PI PI
PI” – zakończył Pros
Obserwuj wątek
    • Gość: samanta Re: przygody Kubusia Puchatka cz.1 IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 24.02.02, 13:10
      Mario !!Dawaj cd.!!!!!:)))))))))))
    • mario2 Re: przygody Kubusia Puchatka cz.2 24.02.02, 13:11
      • mario2 Re: przygody Kubusia Puchatka cz.3 24.02.02, 13:12
        Część Trzecia: The Silents Of The Lambs

        Była piękna majowa noc. Bezchmurne niebo wspaniale ukazywało miliony gwiazd i
        niesamowitą tarczę pełnego księżyca.1
        - Ciągle leje... Czy ten jebany deszcz nigdy nie przestanie padać? Jeszcze
        trochę a wyrosną mi płetwy! – Tygrysek nie krył poirytowania.
        - Ma to swoje plusy... Na przykład Gofer, jeśli jeszcze żyje, popierdala teraz
        z wiadrami i wylewa wodę ze swoich tuneli – stwierdził niepewnie Prosiaczek.
        - Rollyn..., rollyn..., rollyn on the river... – podśpiewywał głucho Kłapouchy.
        - Sprawa jest poważna... Myślę, że dość już tej kąpieli. Wychodzimy –
        stwierdził Tygrysek, po czym nasi bohaterowie wstali i wyszli z wody.
        - To był chyba najbardziej psychodeliczny kwas dzisiejszej nocy... – powiedział
        Prosiaczek.
        - No a nie łatwiej byłoby iść do domu i tam się wysuszyć? – zapytał lekko
        zdzwiony Tygrysek.
        - No byłoby, ale tak jest bardziej romantycznie. Niech Kłapouch i Tygrysek
        skoczą po jakieś drewno a ja z Prosiaczkiem rozpalimy ognisko – rzekł
        Puchatek. Już po chwili Puchatek, Prosiaczek i Tygrysek grzali się przy
        ognisku. Po pewnym czasie dołączył do nich Kłapouchy.
        - Panowie znalazłem wino i trochę mięsa. Upieczemy? – zapytał Kłapouchy.
        - No co ty głupi? Wino chcesz piec? – Puchatek nie krył zdziwienia.
        - Nie wino tylko mięsko. Będą dobre szaszłyki – odparł Kłapouchy. Po czym cała
        czwórka obaliła wino i zabrała się do jedzenia szaszłyków.
        - A ciekawe co się dzieje z Goferem. Czy nadal wylewa wodę ze swoich kanałów?
        Jak myślicie ? – zapytał Puchatek.
        - Ja tak właściwie to go nigdy nie lubiłem... – stwierdził Tygrysek.
        - To nie jedz – Odparł leniwie Kłapouchy.
        - Oooo kkkkurrwwwaa! – wystękał przerażony Prosiaczek.
        - Coś czułem, że to mięso jest jakieś lewe. Strasznie śmierdziało
        stęchlizną... – Stwierdził obgryzając kość przedramienia Puchatek.
        - Mam nadzieję, że chociaż ketchup był prawdziwy... – jęknął polewając udko
        czerwonym płynem Tygrysek.
        - A skąd niby o tej porze w lesie wziąłbym pomidory, konserwanty, barwnik
        naturalny e-20, kwasek cytrynowy i wreszcie butelkę? – zapytał Kłapouchy.
        - Uff. Ale dobrze, że dodałeś cebulki bo byłoby nie do zjedzenia... – wycedził
        przez zęby Puchatek.
        - A tak w ogóle to skąd ty się Kłapouchy wziąłeś? Przecież nie mieszkasz z
        nami w lesie od początku? Zapytał Tygrysek.
        - Dobrze, że o to pytasz. No więc przyszedłem do was ze Stanów Zjednoczonych.
        Uciekłem tam z zamkniętego zakładu dla morderców – psychopatów. Tak naprawdę
        nazywam się Hannibal Lektor. Na mnie był właśnie wzorowany bohater „Milczenia
        Owiec”.
        - To świetnie. Wiedziałem, że tylko pozornie jesteś taki spokojny. Wiedziałem,
        że twoja dusza jest rozrywana setką krzyczących jaźni... – rzekł z dumą w
        głosie Puchatek.
        - Ale skąd oni wzięli ten tytuł? – zapytał Tygrysek/
        - Bo „Star Wars” był już zajęty – odparł smutnie Kłapouch.
        - Dobra. Nażarci, napojeni, wyschnięci. A teraz do domów spać! – wrzasnął
        Tygrysek. Po chwili wszyscy rozeszli się do domów. Ranek okazał się być się jak
        zwykle piękny i słoneczny.
        - Jak zwykle kurwa pada. Ja to pierdolę, dziś nigdzie nie wychodzę...! No może
        oprócz stawiania się na komisję wojskową !?... – zdziwił się tygrysek
        otwierając poranną pocztę. Wśród sterty dwóch listów znajdowało się wezwanie na
        komisję wojskową.
        - To jakiś przekręt... W tej bajce nie ma wojska! Był Wojski ale to nie to... A
        z resztą cholera ich tam wie... Dziś za godzinę... Dobra coś się wymyśli... -
        rzekł smętnie Tygrysek włączając telewizor. Właśnie „leciał” serial „Wujek
        dobra rada” ze S. Mikulskim w roli głównej.
        - ...”Wujek dobra rada” ...co...? Znajdź jakąś radę dla mnie wuju... – wycedził
        przez zęby Tygrysek.
        - To proste. Zrób sobie krzywdę, złam nogę lub coś innego. Nie będziesz mógł
        brykać przez pewien czas ale armia uzna cię za nieprzydatnego do służby –
        odezwał się z ekranu „Wujek dobra rada”.
        - Jasne!!! Połamię sobie ręce i nogi... Nie będę mógł co prawda brykać przez
        pewien czas ale ... Co tam... ważne, że mnie armia nie wcieli... – to mówiąc
        Tygrysek rozpędził się i przypierdolił w pobliskie drzewo. Pogotowie
        stwierdziło liczne złamania oraz potłuczenia, wstrząs mózgu, ginekomastię
        serca, chorobę wieńcową, kiłę, rzeżączkę, syfa i wilka. Pacjent został
        zapakowany na wózek i odwieziony na komisję wojskową. Tam czekali już Puchatek,
        Prosiaczek, Kłapouchy, Krzyś i zapakowany w kaftan bezpieczeństwa, przeżywający
        jeszcze resztki złego Trip’a Królik. Pierwszy wezwany został Krzyś. Po chwili
        jednak wyszedł z hukiem zamykając za sobą drzwi.
        - Motyla noga! A tak chciałem być żołnierzem! – rzekł zawiedziony Krzyś.
        - Ooo kurwa, jakie on ma fajne przekleństwa... – jękną głucho Kłapouchy.
        - Co, nie wzięli? – zapytał z niedowierzaniem Prosiaczek.
        - Niee tam... Najpierw zaglądali mi do dupy, potem coś mówili o jakiś częściach
        rowerowych...
        - O pedałach? – zapytał Puchatek/
        - Tak, tak! I za raz mnie wykopali bo podobno takich jak ja to nie biorą! Niech
        to kurzy dziób! – dodał zawiedziony Krzyś.
        - Powiedz tak jeszcze raz a jak ci przypierdolę... – wycedził przez zęby
        prosiaczek.
        - Och... Jak ty mówisz... Nie wolno tak brzydko mówić... Powiem maaamieee....
        łeeee! – i Krzyś z płaczem pobiegł do domu.
        - Taaa. Przyprowadź ją tutaj. Nakręcimy pornola ze świniami i twoją starą! –
        krzyknął tygrysek.
        - Smarkam na ciebie synu szklarza! Twoja matka była chomikiem a ojciec
        śmierdział skisłymi jagodami! – dodał Prosiaczek.
        - Jak coś takiego jeszcze chodzi po ziemi... Ciekawe dlaczego te łowiące pipy
        go jeszcze nie dopadły... Jak bym był nieco młodszy to dopiero bym mu dał
        motylą nogę... – stęknął głucho kłapouchy. W tym właśnie momencie wkroczyli do
        sali Łowcy Pip.
        - Oddział stać! – wrzasnął piąty z nich.
        - A wam co ? Macie mózgi w kolorze kamuflażu? – Tygrysek patrzył na Łowców jak
        na bandę idiotów.
        - Rekrutancie Tygrysku! Służba ojczyźnie to nasz wspólny zbiorowy obowiązek! –
        rzekł trzeci z nich.
        - Frajerscy Łowcy! Służba ojczyźnie w czerwonych beretach jest niczym innym
        jak całowanie lwa w dupę. Przyjemność żadna a niebezpieczeństwo utraty życia
        ogromne! – dodał Kłapouchy.
        - Mylicie się rekrutancie Kłapouchy! Jesteśmy dumni, że możemy bronić ojczyzny
        od wszelkich wrogów i pip. – przerwał mu ósmy z nich.
        - Zetną wam włosy... Hehe! – uśmiechnął się Puchatek.
        - Łowcy! Spierdalamy! – wrzasnął trzeci z nich po czym obydwaj w pośpiechu
        wybiegli z sali.
        - Do dupy z nimi robota – stwierdził Prosiaczek. Po paru godzinach nasi
        bohaterowie byli w domach i żaden z nich nie został zaakceptowany przez komisję
        wojskową. Najbardziej zły z nich był tygrysek, który musiał spędzić na wózku
        następne dwa miesiące a do wojska go nie wzięli ze względu na płaskostopie.

        -the end of part 3-
        • Gość: samanta powtorz 2 cz.!!!!!!Puste jezd!!!!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 24.02.02, 13:12
        • Gość: samanta Czy autorem..... IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 24.02.02, 14:19
          tej bajki nie jest przypadkiem Lezio???:)))))))) Mario,daj wiecej jak masz !!!!!!!!!!:))))))))))))))
      • mario2 Re: przygody Kubusia Puchatka cz.1 dokonczenie 24.02.02, 13:19
        Już po chwili ku uciesze wszystkich królik biegał wokół stołu i darł mordę. Po
        paru minutach nagle przestał i upadł bezwładnie na ziemię...
        - Te Królik co ci jest? – zapytał Kłapouchy.
        - Moje nogi... Popatrzcie na moje nogi... zgubiłem... odpadły... nie ma...
        łaaaaa!!!!!- darł się przerażony Królik.
        - Noo... poważna sprawa... – zachichotał Prosiaczek.
        - Kłapouchy zrób mu zdjęcie ! - krzyknął Puchatek.
        - A teraz ręce...ratujcie moje ręce... łojezuu AAAAAA! – Królik popadł w coraz
        głębszą paranoję... – tymczasem Kłapouchy pstrykał kolejne zdjęcie.
        - Wyślę je do całej jego zasranej rodziny, hehe – cieszył się/
        - Zasranej...? TAK! Niech ktoś mi nasra na głowę... Błagam, osrajcie mnie !
        Proszę – Królik był bliski płaczu. Nie dokończył jednak gdyż wielkie gówno
        wylądowało mu na twarzy... Po chwili drugie... i trzecie... Gdy wszyscy już się
        wypróżnili Królik zaczął dochodzić powoli do siebie...
        - Och... już mi lepiej... popatrzcie nogi mi odrosły...
        - Uwaga! – przerwał mu Tygrysek.
        - Inwazja żółtych kuleczek! Chować się!
        - Królik wstał, rozejrzał się i z krzykiem wybiegł z domku.
        - Nic mu nie będzie? – zaniepokoił się Prosiaczek.
        - Nie tam... Jego trip będzie trwał około 48 godzin... Niebezpieczeństwo jest
        małe bo samochodów u nas nie ma... co najwyżej może spierdolić się z drzewa jak
        będzie myślał, że umie latać. Albo dostanie od kogoś w mordę... – stwierdził
        doświadczony Tygrysek.
        - No to posprzątajmy tu trochę... – rzekł Kłapouchy. Nagle drzwi się otworzyły
        i stanął w nich Krzyś. Był ubrany w białą koszulę, na niej miał czarną skórzaną
        marynarkę i spodnie „piramidy”. Wszedł do sali podśpiewując: „Kolorowe sny
        kiedy ja dotykam siebie”.
        - A ten gej czego tu chciał – zapytał Puchatek.
        - Czołem załoga! – wykrzyknął Krzyś.
        - Wal się na ryj – zamruczał Tygrysek po czym wszyscy oprócz Krzysia wybuchnęli
        śmiechem.
        - Co się stało z Królikiem? Spotkałem go na drodze. Biegł jakby go coś goniło i
        darł się jak opętany – zapytał Krzyś.
        - Królik się trochę źle poczuł. Ale za dwa dni mu przejdzie – odparł Kłapouchy.
        - A czemu tu tak brudno...? I dlaczego tu tak dziwnie pachnie tym... no...
        CHEJ! To przecież ALKOHOL! – krzyknął Krzyś.
        - Braaawooo... – jęknął Tygrysek.
        - Jak mogliście... Mama mówiła, że alkohol zabija... od niego się umiera... nie
        wolno go pić... zawiodłem się na was... Idę do domu... i powiem mamie! – rzekł
        Krzyś i trzasnął drzwiami.
        - Idź i ją tu przyprowadź... nasram jej na grób – rzekł na odchodnym Tygrysek.
        - Taa. Zarżniemy ją koncertowo... – dorzucił swoje Kłapouchy.
        - Wiecie co... nie chce mi się tu siedzieć... chodźmy przejść się po lesie... –
        zaproponował Prosiaczek. I cała czwórka wybiegła na dwór w poszukiwaniu
        kolejnej przygody
        • mario2 brakujaca czesc 2 24.02.02, 13:20
          Magiczne przygody Kubusia Puchatka
          Część druga: The Rulerz of the worlds

          - Był piękny majowy wieczór. Puchatek, Prosiaczek, Kłapouchy i Tygrysek
          wybierali się właśnie na wycieczkę...
          - Znów leje... Co za chujowy klimat... – jęknął Puchatek.
          - A mnie zwisa... – rzekł Kłapouchy rozkładając swój mały parasol.
          - Judasz! – warknął Tygrysek.
          - Hehe. Nie Judasz tylko wynalazca – odparł Prosiaczek.
          - Nie ważne. Co teraz zrobimy? Pragnę przypomnieć, że Królik ma złego Trip’a a
          Gofer najprawdopodobniej nie żyje bo dostał soczystego kopa w zęby. A więc ? –
          Puchatek był jak zwykle kurewsko bezpośredni.
          - Myślę, że jest to dobry pomysł. Chodźmy na piwną górkę. Mieszkająca tam
          Babajaga ma na pewno jakieś dobre trunki – rzekł Puchatek. Nagle otoczyła ich
          dziwna brygada...
          - Czego? – zapytał bezpośrednio Tygrysek.
          - Jesteśmy Łowcy Pip. A w tym miejscu powinien stać nasz przywódca DonVasyl.
          Niestety nie ma go wśród nas – rzekł donośnie jeden z nich. A gdzie jest?
          Umarło mu się, czy po prostu go zabili? – zapytał Prosiaczek.
          - Ma małe problemy z psychiką i własnym penisem ale wkrótce mu przejdzie. A
          macie jakieś pipy do złowienia? – zapytał drugi z nich.
          - Taa. Jedną. Nazywa się Krzyś. Wyjątkowa z niego pipa a do tego straszny
          mamisynek. Jego postać wzorowana jest na Szadim z (b)Just 5, który bardzo kocha
          swoją mamę i nie bardzo lubi dziewczyny – Puchatek nie krył swojej niechęci do
          Krzysia.
          - Jebana pipa! – wykrzyknęli łowcy.
          - Noo, i w dodatku nienawidzi łowców pip – rzekł Prosiaczek.
          - Zabić skurwiela... Bierzemy go. To największa pipa jaką do tej pory
          widzieliśmy. Gdzie go znajdziemy? – zapytał trzeci z nich.
          - Miesza z mamą w pedalskim domku z białym płotkiem na skraju lasu – wskazał
          drogę Puchatek.
          - Dzięki. Takich dwóch jak nas trzech to niema ani jednego – rzekł czwarty z
          nich po czym obydwaj udali się w kierunku domku Krzysia.
          - No to jednego pajaca mniej, a wieczór dopiero się zaczyna... – rzekł z
          uśmiechem na ustach Kłapouchy. Nasi bohaterowie ruszyli w stronę piwnej górki.
          Już po chwili byli na jej szczycie. Wtem przebiegła koło nich wielka LoveDoll.
          - Widzieliście to? – zapytał zdzwiony Prosiaczek.
          - Nie wiem... Czy to zjawa czy sen... – zanucił Puchatek.
          - Ani chybi to była lalka miłości. Miała taką fajną minę... taką
          rozdziawioną... – Kłapouchy nie krył swoich fantazji. Po chwili cała czwórka
          była na szczycie przed chatką Babyjagi.
          - Jo, Babajagi! Veni, Vidi, Vino! – zakrzyknął Tygrysek.
          - Nie jestem żadnym Babajagiem. Mam na imię
          Abrakadabrapokuskonstantynopolitańczykowianeczkatrzy! – rzekła wiedźma.
          - A możemy w skrócie nazywać cię chuj? – zapytał niepwnie Prosiaczek.
          - Nie! Kurwa! Dlaczego wszyscy chcą mnie w skrócie nazywać chuj? Co jest ze mną
          nie tak? Może źle się wyglądam... Tak słabo się odrzywiam... a tak bajdełej to
          czego chcecie?
          - Chcemy dobre wino za 3 złote.
          - Nie mam w detalu. To sklep dla prawdziwych smakoszy. Mam tylko 6-ciopaki
          winobluszczy – win po 20 złotych . Chcecie?
          - To se newrati... – warknął Puchatek.
          - Zamknij ten pluszowy ryj. Bierzemy dwa! – warknął Tygrysek. Po chwili czwórka
          upajała się aromatem i smakiem wina HERACLES – Classic Płońsk Aperitif.
          - No to panowie – BĄ ŻUR! – wzniósł toast Kłapouchy.
          - Taaaak... Heracles – to jest to – rzekł z rozkoszą Tygrysek.
          - Heracles – I do it my way! – dodał Puchatek.
          - Bylyfyzytsyf – dodał Prosiaczek.
          - Zbiłem butelkę – jęknął głucho Kłapouchy.
          - Wiecie co myślę? We are rulers of this world – rzekł dumnie Puchatek.
          - Po dwóch winach każdy jest rulezem – stwierdził Prosiaczek.
          - Ha. Duma mnęł rospera... – jęknął Tygrysek.
          - „Dziś w remizie dyskoteka. Nikt już nie śpi, nikt nie czeka. Przewidziano
          występ świetny, Just5 będzie – bądźcie grzeczni. A rej wodzić będzie Sowa,
          didżej świetna, wybuchowa.” – przeczytał z lekkim trudem Puchatek.
          - Ja pierdolę ale rymy – chyba komuś przyjebimy – dorzucił swoje Tygrysek.
          - Chciałeś powiedzieć przyjebiemy – zapytał Prosiaczek.
          - Nie, bo przyjebiemy nie rymuje się z rymy, a zresztą nie ważne – odparł
          Tygrysek.
          - Dobra wchodzimy – rzekł stanowczo Puchatek. I wszyscy udali się do remizy.
          Gdy byli już w środku nagle na scenę wkroczył Pan Sowa.
          - ... Heloł, heloł! Na dzisiejszym koncerciewita was dodżej Sova! Tak! Dzisiaj
          koncert DżastFajf! A więc dziewczyny szykujcie majtki. Oto ONE! – ups sory.
          Oczywiście chciałem powiedzieć ONI! Just 5! I w rytm muzyki disko na scenę
          wkroczyli Just 5.
          - „...Kolorowe sny kiedy ja...” – nie dokończył Szadi bo butelka po winie
          rozbiła się o jego głowę.
          - Musiałem mu przypierdolić – rzekł z uśmiechem Tygrysek.
          - Chłopaki! Biją Dżastów – wrzasnął ktoś z tłumu. I wszyscy wokół rzucili się
          na naszych bohaterów.
          - Panowie spierdalamy – wrzasnął Puchatek. Lecz gdy wykonał energiczny obrót
          natychmiast został powalony strzałem sztachetą w nery.
          - DOOM! – krzyknął Tygrysek po czym padł znokautowany 2 litrową butelką
          zwrotną. Cała impreza trwała jeszcze przez około 10 minut po czym cała czwórka
          została wyrzucona na pobliską zwałkę. Bardzo potłuczeni, aczkolwiek cali, nasi
          bohaterowie powoli zaczęli dochodzić do siebie.
          - Jaa pieeerdoleeee... – jęknął głucho Puchatek.
          - Moje plecy... – wystękał Kłapouchy.
          - Kto zgasił światło? – zapytał przezornie Tygrysek.
          - Cały ten incydent nie miałby miejsca gdyby nie to, że Tygrysek przypierdolił
          Szadiemu winem w jego pedalski łeb – stwierdził spokojnie Kłapouchy.
          - Ale przyznacie, że widok szyjki wbijającej się Szadiemu w oko był wyjebany! –
          odparł Tygrysek.
          - Ta... To było wielkopomne wydarzenie – przytaknął Prosiaczek.
          - Dobra, pozbierajmy się z tego łajna i wracamy do domu... – rzekł Puchatek, po
          czym cała czwórka udała się spokojnie do swocih domów.

          -the end of part 2-
    • mario2 Re: przygody Kubusia Puchatka cz.4 24.02.02, 14:21
      Wstawał piękny majowy poranek. Tygrysek, Kłapouchy i Królik siedzieli przed
      domkiem Królika i leniwie sączyli wino "Heracles".
      - Marchew ci rośnie... jęknął leniwie Tygrysek.
      - Widzę... jęknął leniwie Królik
      W tem przybiegł zziajany Prosiaczek i zawołał:
      - Weni, Widi, Wicjusz! - Widziałem, przewidziałem, wydedukowałem!
      - No i czego się drzesz? nie widzisz ze marchew rośnie? zapytał leniwie
      Tygrysek.
      - Chcesz w tube[tm]? Zapytał Kłapouchy.
      - Nie o to chodzi - riposotwał Prosiaczek - Pamiętacie te ruderę na skraju
      lasu? Teraz to wyremontowali! Pomalowali na biało, postawili pedalski płotek i
      ktoś się tam wprowadził.
      - Chcesz w tube[tm]? Ponownie zapytał Kłapouchy tym razem podnosząc głowę z
      ziemi.
      - Hmm... to trzeba zapoznać się i przywitać. Chodźmy do Babajagi[tm]. Kupimy
      pół litra i pójdziemy do tej rudery - zaproponował Tygrysek. Tak też zrobili.
      Gdy byli w połowie drogi nagle koło nich przemknęło czarne Ferrari wzbijając w
      powietrze tumany kurzu.
      - Ty jebany klecho! Krzyknął Tygrysek.
      - Nienawidzę tego gnoja. Myśli że jak się ubiera na czarno, ma czarne Ferrari i
      zbiera na tace codziennie to jest mastah. Wycedził przez zęby Prosiaczek.
      - Kiedyś go zabiję - skwitował Kłapouchy.
      Po chwili nasza dzielna brygada doszła do wzniesienia zwanego "Piwną Górką". Na
      szczycie tego wzniesienia stała chatka na kurzej nóżce, a nad drzwiami wisiał
      napis: "Hatka Babajagi[tm] - Alkohole Świata - Jedyny i niepowtarzalny
      producent niepowtarzalnego wina o niepowtarzalnej nazwie "Heracles - Classic
      Płońsk Aperitif".
      - Yo! Babajagi! Przyszliśmy kupić coś do picia - krzykną Tygrysek. W drzwiach
      ukazała się Baba jaga[tm]. Wyglądała jak mały zielony Trol skrzyżowany z
      Majkelem Dżaksonem.
      - A czego chcecie? Zapytała Baba jaga[tm].
      - Masz cos alkoholowego? - zapytał Prosiaczek. Baba jaga[tm] spojrzała najpierw
      na Prosiaczka, potem na napis nad drzwiami i jęknęła z politowaniem: - Nie mam.
      - Aaa.. szkoda.. to my spadamy... powiedział smutno Prosiaczek i już miał iść
      gdy nagle został ugryziony w dupę przez Kłapouchego.
      - Fcef f tuwe? zapytał Kłapouchy nie puszczając morderczego uścisku.
      - Mleche. Zaśmiał się z wieśniackim akcentem Tygrysek i zaraz dodał - chcemy
      kupić czteropak winobluszczywin.
      - Mleche. Odparła z wieśniackim akcentem Baba jaga[tm] po czym rzuciła w
      kierunku Tygryska 4 związane razem butelki i z hukiem zatrzasnęła drzwi.
      - Ehhh.. rozmarzył się Kłapouchy.
      - Dobra.. faken, zabawiłeś się to teraz puszczaj! Wycedził przez zęby
      Prosiaczek.
      - Przestańcie się podniecać i chodźmy już do tego domku, bo nie mogę się
      doczekać kiedy wrócę i popatrzę jak moja marchew rośnie - przerwał Królik.
      - Okej. Stwierdził Tygrysek po czym cała brygada udała się w kierunku domku. Po
      dłuższej chwili stali już przy drzwiach.
      - Rzeczywiście... płotek przyjebali iście pedalski... Zauważył Królik.
      - Nie gadaj tylko wciskaj dzwonek. Zaproponował Tygrysek. Królik przycisnął
      dzwonek i wszyscy z przerażeniem stwierdzili iż dzwonek wygrywa.... najnowszy
      przebój zespołu Boyz - "jesteś szalona"...
      - O kurwa... jęknął głucho Kłapouchy. Nagle drzwi się otworzyły i z domku
      wyłoniły się dwie postacie. Jedną był mały pluszowy miś, a drugą okazał się
      średniego wzrostu chłopak - na oko 12 lat, ubrany w świecące dresy i z
      kilogramem żelu oraz imponującym alfem na głowie.
      - O kurwa... jęknął ponownie Kłapouchy.
      - Sportowiec? zapytał Tygrysek.
      - Nie... odpowiedział niepewnie chłopak.
      - Idziesz pobiegać lub pograć w piłkę? zapytał Królik .
      - Nie... ponownie odpowiedział chłopak.
      - Chcesz w tubę[tm]? Zapytał Kłapouchy.
      - Mamo! leeee.. rozpłakał się chłopak i pobiegł w głąb domu.
      - Dzień dobry. Jestem Prosiaczek. Prosiaczek wyciągnął łapkę w kierunku misia.
      - Dzień dobry Prosiaczku. Jestem Kubuś Puchatek. A ten wyalienowany gej, który
      pobiegł to jest Krzyś.
      - No, jako żeśmy się już zapoznali idziemy się napić. Cum On Guys! Wrzasnął
      Tygrysek, a po chwili cala brygada znalazła się na Piwnej Gorce.
      - Znajdźcie mi jakieś mieszkanie... Stęknął niepewnie Puchatek. - Nie chcę
      mieszkać z tą pipą.
      - No... Mamy coś na oku... tyle że trzeba przeprowadzić dywersję... trzeba
      kogoś wykurzyć... ale chodź to ci pokażę o co chodzi - rzekł Tygrysek. Wszyscy
      udali się spacerkiem w kierunku lasu.
      Po chwili dotarli do wielkiego dębu, gdzie przy korzeniach widać było drzwi, a
      na nich napis - "Sala Prób Zespołu Just5 - nie wchodzić i nie przeszkadzać".
      - O faken - stwierdził Puchatek.
      - Spokojnie... zaraz to z Kłapouchym załatwimy - Rzekł spokojnie Tygrysek, po
      czym podszedł do drzewa i kopniakiem otworzył drzwi. Razem z Kłapouchym weszli
      do środka. Po chwili przez otwarte jeszcze drzwi wyleciał jak z procy Szadi.
      Przeleciał jakieś 100 metrów aby wyhamować głową o pobliski mur ze stali
      zbrojonej. - Kolorowe sny gdy przyjebałem mu z drzwi... lalala.. Zanucił
      posępnie do mikrofonu Kłapouchy. Po chwili cały sprzęt nagraniowy znalazł się
      na nieprzytomnym Szadim.
      - Ok. Puchatek. Tu od dziś zamieszkasz. Powinno być dobrze.. jak by coś się
      rzucali to będziemy lać w tube[tm], nie Kłapouchy? Roześmiał się tygrysek.
      - Nu... w Tube[tm]... sapnął Kłapouchy.
      - Oki panowie... to ja się wprowadzam... chodźcie do środka bo zaczyna się
      chmurzyć... chyba będzie padać - stwierdził Puchatek i cała gromadka weszła do
      nowego mieszkanka.

    • mario2 Re: przygody Kubusia Puchatka cz.5 24.02.02, 14:24
      Wstawał kolejny wspaniały czerwcowy dzień... Radio Maryja zapowiadało tydzień
      upalnej, słonecznej pogody...
      - W takim razie dlaczego kurwa twoja mać nad moim domem ciągle wisi jakaś
      jebana chmura i pada jebany deszcz... - darł się Tygrysek do słuchawki.
      - Mój synu... My jesteśmy radiem katolickim, przenoszącym dobrą nowinę a nie
      stacją meteorologiczną. A tak w ogóle to nie klnij mój synu bo jesteś na wizji,
      tzn. na fonii i wszyscy cię słyszą... - odezwał się ksiądz prowadzący audycję w
      Radiu Maryja.
      - W taki razie... Trzy słowa do księdza prowadzącego... "Chuj ci w dupę!" -
      wrzasnął Tygrysek i rzucił słuchawkę.
      - Kiedyś rozwalę im tę chrześcijańską budę... Jebany kler... Krzyku trzeba
      mi... kiedy szept... bojaźliwie łka... - Tygrysek podśpiewując wyszedł przed
      domek.
      - Pierdolę taką robotę... Ten jebany deszcz sprał mi prawie całe prążki... Idę
      na piwo... - już po chwili Tygrysek był pod budką z piwem gdzie leniwie sączyli
      złoty trunek Puchatek, Kłapouchy i Królik.
      - Mam w dupie taką robotę - rzekł Królik.
      - Cały czas pada. I nie zanosi się na rozpogodzenie... A do tego jeszcze jebane
      Radio Maryja ciągle ogłasza jaką tu mamy słoneczną pogodę... Nienawidzę tych
      skurwieli... - wycedził przez zęby.
      - Fakt. Są upierdliwie wkurwiający... - dodał Puchatek.
      - A może by tak ich rozjebać - jęknął głucho Kłapouch.
      - To nie taki głupi pomysł, ale na razie poza deszczem i ich głupimi
      komentarzami nie mam motywacji... Może kiedy indziej... - rzekł Tygrysek i już
      miał odchodzić gdy nagle rozległ się krzyk Prosiaczka...
      - Mam! Mam! Eureka! Mam! Veni, Vidi, Wiejusz! Odkryłem, znalazłem...
      Przewidziałem! - darł się Prosiaczek.
      - I czegi się dżesz!- zapytał z wieśniackim akcentem Tygrysek.
      - Bo znam wreszcie deszczową tajemnicę!!!- krzyczał podniecony Prosiaczek.
      - Jaką tajemnicę ? - zapytał Kłapouchy.
      - No, wiem dlaczego pada deszcz !
      - To chyba każde dziecko wie - zauważył Puchatek.
      - No kurwa, nie o to mnie chodzi ! Wim czymu deszcz pada akurat u nas ! To
      przez jebane Radio Maryja. A raczej przez ich stację nadawczo-odbiorczą w
      naszym lesie. Ona ma tam mały generator deszczu. Klechy wymyśliły, że można
      spuścić deszcz właśnie u nas i powiedzieć, że to kara boska! Trzeba rozjebać
      stację i wtedy deszcz przestanie padać! - podniecenie Prosiaczka sięgnęło
      zenitu.
      - No to teraz mam motywację! Panowie! Zaczynamy akcję dywersyjną pod
      nazwą "Klecha" - krzyknął rozentuzjazmowany Tygrysek.
      - Ja i Puchatek tworzymy grupę dywersyjno-sabotażową a Królik, Prosiaczek i
      Kłapouchy będą odwracać uwagę nieprzyjaciela.
      - A co z Krzysiem ? - zapytał nieśmiało Prosiaczek.
      - A co ma być? Kula w łeb i do ziemi - stwierdził Kłapouchy.
      - Dość! Prosiaczek niech idzie na zwiady, a my tym czasem układamy plan. -
      rzekł stanowczo Tygrysek. Po chwili Prosiaczek był już na zwiadach a reszta
      brygady zaczęła układać plan.
      - Ja proponuję rozciąć ogrodzenie i w ten sposób dostać się do środka - zaczął
      powoli Królik.
      - Każdego napotkanego strażnika należy bestialsko mordować - dodał Kłapouchy.
      - No to strażnikami zajmie się Kłapouchy. A jak rozwalimy urządzenia
      elektryczne? - zapytał Tygrysek.
      - Gófer miał w swoich podziemiach kupę dynamitu! Z nim trzeba pogadać -
      zauważył Królik.
      - Zapomniałem ci powiedzieć, ale kiedy byłeś naćpany to my zjedliśmy Gófera...
      Tak wyszło... - stwierdził z żalem Kłapouchy.
      - Nawet nie chce mi się z wami dyskutować... Dobra, niech Puchatek skoczy do
      domku Gófera po parę lasek dynamitu a później skoczymy do Pana Sowy... On na
      pewno umie zrobić bombę! - stwierdził Królik.
      - OK! To na razie! - i cała brygada rozeszła się w sobie tylko znanych
      kierunkach. Po paru godzinach wszyscy byli z powrotem.
      - Macie dynamit? - zapytał Tygrysek.
      - Momy!
      - Co tam na zwiadach? - zapytał Tygrysek Prosiaczka.
      - No więc. Mamy problem, bo nie ma ogrodzenia tylko jebany stalowy murek. Nie
      do przebicia nawet dynamajtem. Ale możemy wjechać do środka samochodem stojącym
      przed wejściem. A urządzenia elektryczne są standardowe tak więc nie będzie
      problemu z rozwałką - zakończył swą opowieść Prosiaczek.
      - Dobra. Tera idziemy do Pana Sowy. On nam zrobi dajnamajt - zarządził Tygrysek
      i po chwili cała piątka była już u Pana Sowy.
      - Te, Sowa. Zrób nam dajnamajt bomb. Bo Gófera ni ma w pobliżu - zagadnął z
      wieśniackim akcentem Puchatek.
      - Nie umiecie zrobić DaBomb? Wy debile... Hehe - Pan Sowa po raz kolejny
      udowodnił swą wyższość umysłową.
      - Siarap Sowa bo zaraz rozwalimy ci tę budę i będziesz def ! - zagroził
      Puchatek.
      - Dobra, już dobrze... macie... - Pan Sowa szybkimi ruchami sklecił DaBomb i
      dał ją naszej dzielnej brygadzie.
      - A co z nią chcecie zrobić, jeśli można zapytać?
      - Nie można. A donieś coś policji to my już powiemy komu trzeba dlaczego
      zgłosiłeś się na ochotnika jako opiekun pierwszoklasistów z pobliskiej
      podstawówki. I jak im pokazałeś kamerę i jak oni w zamian pokazywali ci swoje
      ptaszki ty stary zboczeńcu.
      - Dobra, dobra... macie i spierdalajcie! - i cała nasza dzielna brygada
      wyruszyła w stronę siedziby Radia Maryja. Kłapouch jak to zwykle w takich
      sytuacjach bywa zaczął śpiewać: "...If you christian and you know it cross
      yourself ! If you christian and you know it blow yourself. If you christian and
      you know it and you really want to show it. If you christian and you know it
      kill yourself".
      - "... harvesting helpless christian spiryts..." - zamruczał głucho Puchatek.
      - "hewenli fater is streczing his hand a beging prajing for mersy. Wi split off
      pis of holy flesz lyw łejting for anholy" - zamruczeli z wieśniackim akcentem
      wszyscy.
      - Dobra! Zamknąć dzioby. Jesteśmy niedaleko bramy. A tak bajdełej to w jaki
      sposób chcesz wjechać tym samochodem??? - zapytał Puchatek.
      - To proste - odparł Prosiaczek. - Kłapouchy zagada strażników a my porwiemy
      samochód... Kłapouchy co robisz???
      - Piłuję - rzekł spokojnie Kłapouchy.
      - To widzę, ale co piłujesz? - zapytał ponownie Prosiaczek.
      - Robię sobie obrzyna. Piłuję lufę od mojej dwururki - odparł spokojnie
      Kłapouchy.
      - Dobra... Okej... Ruszaj zagadać tamtych pacanów na stróżówce - rozkazał
      Tygrysek - My ruszamy zaraz za tobą.
      Kłapouchy schował strzelbę w rękawie swojego prochowca i udał się w kierunku
      stróżówki. Po chwili był już obok samochodu. Była to wspaniała opancerzona
      limuzyna z przyciemnianymi szybami. Kłapouchy dyskretnie przemknął bokiem i
      powoli zbliżył się do wartownika...
      - Hej madafaka ! - krzyknął. Strażnik odwrócił się na pięcie i w tym samym
      momencie wielka eksplozja przeniosła jego plecy parę metrów dalej od reszty
      ciała... - Nigdy nie byłem dobry w rozmowach z nieznajomymi...
      - Chłopaki ! Idziemy... - wrzasnął Kłapouchy w kierunku Tygryska i innych. W
      tym momencie poczuł gaz-rurkę na swojej głowie. Uderzenie było tak silne, że
      Kłapouchy przeleciał parę metrów i uderzył w ogrodzenie. Gdy się odwrócił jego
      oczom ukazała się dziwna, mroczna postać. Było to skrzyżowanie Arnolda
      Szwarcenegera i Matki Teresy z Kalkuty.
      - Ty mały skurwielu... - rzekła postać - teraz przeprowadzę ci trepanację
      czaszki... tym... - nie dokończyła jednak gdyż przewróciła się i z hukiem
      uderzyła o ziemię. Zza samochodu wyłonił się Prosiaczek z kijem bejzbolowym.
      - Zapomniałem ci powiedzieć, że w samochodzie siedzi jakiś dryblas - rzekł
      spokojnie Prosiaczek.
      - Dzięki - odparł Kłapouchy - pakujemy go do bagażnika... Pojeździ z nami na
      Popiełuszkę - rzucił Kłapouchy.
      - Ładujemy się do bryki! - krzyknął Tygrysek - Puchatek z karabinem maszynowym
      na dach. Kłapouchy prowadzi, ja ... siedzę z tyłu. No ruszać się do kurwy
      nędzy! - Tygrysek skakał jak poparzony. Ruszyli. Tymczasem w domu na środku
      dziedzińca...
      - ...Bardzo dziękujemy, że zechciał ojciec nas zaprosić na tę skromną kolację z
      30 dań... - rzekła z uśmiechem mama Krzysia.
      - Ależ to żaden problem... Pieniądze z tacy nie mogą się przecież zmarnować... -
      odparł z jeszcze większym uśmiechem ksiądz proboszcz.
      - Ale
    • mario2 Re: przygody Kubusia Puchatka cz.6 24.02.02, 14:26
      Było piękne sierpniowe południe... Słońce prażyło, żar lał się z nieba i w
      ogóle było kurewsko gorąco. Królik, Prosiaczek i Puchatek leżeli na zboczu
      piwnej górki i raczyli się kolejnymi lampkami wina "Heracles - Classic Płoński
      Aperitiff".
      - To ja już nie wiem... Zaczął rozmowę Prosiaczek. Czy jestem taki łoś czy po
      prostu jestem przewrażliwiony, ale gdy padał deszcz to było mi źle, ale to co
      teraz się dzieje przebija moje najmroczniejsze koszmary. Jest taki upał że mimo
      iż wypiłem tylko 2 żury już jestem najebany w trzy dupy i wszędzie widzę
      Tygryska.
      - To dziwne, ale ja też go wszędzie widzę... Stwierdził Puchatek. Jest tu...
      teraz tam.. .teraz tu... O nawet macha do nas...
      - No i co się tak gapicie parówy??? Ruszcie te tłuste, sflaczałe dupska i
      chodźcie tu! Tygrysek wprost tryskał energią... Muszę do nich iść bo się sami
      nie ruszą...
      - Co za wspaniały dzień! Przywitał się Tygrysek... Słoneczko świeci.. jest tak
      gorąco... gorąco... gorąco... i.... posuńcie się bo jak się czegoś nie napiję
      to się ugotuję... Tygrysek opadł bezwładnie na ziemię.
      - Byłem dzisiaj na Centralnym i kupiłem nową porcję Speed'a. Co prawda kupiłem
      tylko grama ale poszedł na jeden raz i takiego kopa dostałem że brykam od 4
      rano... Serce przestało mi bić jakieś 5 godzin temu... Prosiaczek dawaj ten żur
      boś się przyssał jak do krowiego cycka...
      Tygrysek leniwie pociągną parę łyków i powiedział:
      - Myślę drodzy bracia i siostry że należy zarobić parę groszy na jakieś lepsze
      trunki... pijemy tylko wino z podwójną siareczką a przecież jest tyle
      wspaniałych napojów... ode kolon... woda brzozowa.... ale to wszystko
      kosztuje... Proponuję wziąść się do jakieś pracy...
      - Jak tak bardzo chcesz coś wziąść to może mi wziąść do buzi bo ja nie mam
      zamiaru nic dzisiaj robić.. Wysapał leniwie Puchatek.
      - Ja tylko chciałem wam pomóc zarobić parę groszy a wy... zaczął łkać Tygrysek.
      - Czy wreszcie zamkniesz ten swój prążkowany ryj? Królik był bardzo
      bezpośredni. Ile można tak gadać...? Nie dość że przylazł i spija wino to
      jeszcze gada jakieś bzdury...
      Wtem nadszedł wolnym krokiem Kłapouchy.
      - Słyszeliście? - zaczął - łowcy pip powrócili...
      - A co??? Krzyś "Szadi" Cioterski im nawiał... - zapytał leniwie Puchatek. W
      tym momencie Prosiaczek przeszedł z pozycji poziomej w poziomo-pionową czyli po
      prostu usiadł.
      - Krzyś nawiał?? Heheh... no to już jest martwy... - Prosiaczkowi oczy zaszły
      krwią.
      - Nieee tam.. chyba nie, bo są z DonVasylem(TM)... Z resztą już tu idą..
      Kłapouchy wskazał łapą na powoli zbliżającą się brygadę ubraną w czarne skóry.
      - Ahoooy łowcy! - krzykną w ich stronę Puchatek.
      - A - co? Zainteresował się Prosiaczek.
      - Ten jak coś przypierdoli... Nie jesteśmy kurwa na morzu. - Królik z minuty na
      minutę stawał się coraz bardziej zły. Zły był na siebie bo pozwolił wysadzić
      maszynę do deszczu - przez co teraz musi siedzieć w słońcu gdzie temperatura
      wynosi 52 stopnie Celc. Zły był na Tygryska bo zamiast przynieść coś zimnego do
      picia to kupił speed i sam się nawalił. Zły był na Pana Sowę bo źle sklecił
      DaBomb przez co zamiast lokalnego wybuchu był taki wyjeb że fala uderzeniowa
      rozjebała mu domek. I zły był na Puchatka bo tamten z chitraśnym uśmiechem na
      ustach wsadzał mu patyk w dupę.
      - Puchatek! Kurwa jak nie przestaniesz to jak ci ten patyk wsadzę...
      - Nooo gdzie??? Zapytał z jeszcze większym uśmiechem Puchatek.
      - Oj zamknijcie się w reszcie - jękną głucho Kłapouchy. Nadeszli łowcy.
      - Dasz bór. Powiedział pierwszy z nich. Oto ten co go nie było... Ot mistrz
      nasz... ciało zgniło. Ożywion ten co był umarły...
      - I wielkim był fanem stosunków analnych... hihihi - dokończył Puchatek.
      - Jak śmiesz! Krzyknął trzeci z nich.
      - Mistrzu. Jak wiesz twa filozofia gazów wypełniająca nasze wnętrza doskonale
      lewituje i dysocjuje z naszą marną egzystencją. Ucz nasz a kosmos wszelaki
      wypełni nasze umysły... Twe wiekopomne słowa na zawsze wypełnią treścią księgi
      pradawne i nawet mnich sędziwy, który żyw już lat 120 na świecie tym nie
      zdzierży klątw płynących z błogosławionych ust twoich... Błogosławieni niech
      będą ci co bluźnierstw twych łakną jako strawy duchowej... - zaślinił się
      szósty z nich.
      - Łał! Zawieśniaczył sobie Puchatek.
      - Chcecie po ciasteczku... Zapytał giermek
      - Daj... I nasi bohaterowie zjedli całe 3 kilo ciasteczek łowcom.
      - Dzie Krzyś - zapytał Prosiaczek.
      - A co ja jego niania jestem? - odpowiedział czwarty z nich.
      - No mieliście zeżreć jego serce. To znaczy DonVasyl(tm) miał - zauważył
      Królik.
      - To nie było konieczne. Gdy wracaliśmy z Krzysiem coś dupneło i fala
      uderzeniowa wyjebała nas prosto do domu miejscowego szamana... - rzekł drugi z
      nich.
      - Tu przecież nie ma szamana... - Puchatek nie krył rozdrażnienia.
      - Jest.. Cały w piórach. Nazywa się ObiWan - Sovanobi. - odparł siódmy z nich.
      - Obi-co? Zapytał nie pewnie Tygrysek.
      - To po prostu Pan Sowa tylko któryś podczas upadku przyjebał mu w głowę.. A
      Sowa pewnie oglądał Starne Warsy i mu odjebało. - rzekł spokojnie Królik.
      - Ten pacan zawsze miał manie wielkości... Szkoda ze mu mocniej nie przyjebali
      to by może został Jodą albo....albo... - zaciął się Tygrysek
      - Księżniczką Lewą - Ograną? Zapytał Prosiaczek.
      - Nie... lepiej tym takim grubym, oślizgłym... no tym... a... Pizza The Hutt -
      rzekł oblizując się Puchatek.
      - Czy wy się kurwa zamkniecie - zapytał ponuro DonVasyl.
      - Nie tym tonem...- ostrzegł stanowczo Prosiaczek.
      - Co nie tym tonem? Zapytał pierwszy z nich.
      - Siarap! Wrzasnął Tygrysek. I co wam obi powiedział?
      - No więc kazał przyprowadzić DonVasyla(tm) do siebie.. Gdy już DonVasyl(tm)
      był u niego ObiWan odtańczył jakiś magiczny taniec ze słowami "...jak mi ta
      ostatnia butelka się rozjebie to dziś nic już nie wypije... jebana skórka od
      banana." po czym wyjebał się na DonVasyla uderzając go swą magiczną butelka w
      głowę wypowiadając przy tym zaklęcie "Kurwa mać, wiedziałem że się wyjebie!" Po
      tej kuracji DonVasyl(tm) był już zdrów jak ryba - opowiedział giermek.
      - Panowie macie przy sobie gotówkę...? - zapytał bezpośrednio Tygrysek który
      poczuł właśnie nadciągającego kaca i wielką ochotę na klina.
      - AA cooo? Zdziwił się giermek.
      - A bo wyjmijcie ją... - rzekł spokojnie Puchatek
      - A to czemu - zapytał piąty z nich.
      - A bo Prosiaczek wsadza DonVasylowi shotguna do gardła i zaraz mu odstrzeli
      ryj. - odparł spokojnie Puchatek.
      - Czy to prawda mój mistrzu ? - zapytał spokojnie giermek.
      - Nie , furwa fo żartf.. - zaślinił się spokojnie DonVasyl.
      - No dość tego gadania... Wyskakujcie z łachów! - rzekł Puchatek
      - Puchatku nie zachowuj się jak burak... - poprosił Prosiaczek.
      - Przepraszam... zawstydził się Puchatek.
      - No oddawać miechy! A ty co tam chowasz ? - zapytał Tygrysek dziewiątego z
      nich który właśnie próbował coś sobie wepchnąć w odbyt.- A too?? To są czopki..
      mam niestrawność... Zająkną się tamten.
      - Od kiedy to czopki ładuje się po pół kilo i w dodatku w opakowaniu zwrotnym?
      Tygrysek nie ustępował. Dawaj to... AA feee.. mogłeś to chociaż wytrzeć...
      - Przepraszam... zawstydził się ponownie Puchatek.
      - Nie do ciebie mówię... No więc co to jest? Zapytał ponownie Tygrysek.
      - No więc ten szaman zażyczył sobie w zamian za wyleczenie DonVasyla takie
      zioło.. nazywa się opium - odparł trzeci z nich.
      - Ooopijumm...hę? Zawył zachrypłym głosem Tygrysek.
      - Dizajer or łyl ? zapytał z wieśniackim akcentem Puchatek.
      - Ten sam.. odpowiedział Tygrysek. A mógł byś mi podać tą bańkę z rurkami do
      palenia?
      - A skąd wiesz że ją mam? Zapytał giermek
      - Bo nosisz ja na plecach idioto. - krzykną mocno poirytowany zaistniałą
      sytuacją Kłapouchy.
      - No dobra masz... odparł tamten.
      - No a teraz wyskakiwać z gatek! Puchatek nie krył podjary perspektywą
      wypalenia czegoś co znał tylko z piosenki Moonspella.
      - A teraz spierdalać do lasu. Prosiaczek wskazał gunem kierunek łowcom. Na
      odchodnym przywalił jeszcze DonVa
    • mario2 Komentarz 24.02.02, 14:28
      Autorem opowiadanek jest Radek Grabinski

      Jesli chcecie- moge wkleic nastepne :o))
      • Gość: doktor Re: Komentarz IP: *.pool.mediaWays.net 24.02.02, 14:32
        Świat mieszkańców Stumilowego Lasu to siedlisko zaburzeń psychicznych i
        psychospołecznych. Pod lupę wzięli je kanadyjscy psychologowie, o czym
        informuje serwis BBC. W piśmie Canadian Medical Association Journal
        opublikowano badania psychologii bohaterów książek A.A. Milne'a, umieszczonych
        w beztroskim z pozoru świecie. Autorzy raportu uznali, ze każda z tych postaci
        wymaga troskliwej opieki psychologa lub psychiatry. Lekarze uważają, ze na
        Kubusia Puchatka, misia o bardzo małym rozumku, niekorzystnie wpływa
        powtarzające się wciąż wleczenie po schodach głową do dołu przez ciągnącego go
        za nogę opiekuna - Krzysia. Najprawdopodobniej dlatego Kubuś ma takie trudności
        z nauka. Uczeni określili to jako "zespól bitego misia". Dodatkowo
        psychologowie podejrzewają Puchatka o zespól ADHD (nadpobudliwość psychoruchowa
        z zaburzeniami koncentracji uwagi, charakteryzująca się m.in. problemami z
        utrzymywaniem uwagi, impulsywnością i nadaktywnością). Jego pociąg do miodu i
        nieustanne sprawdzanie zapasów w spiżarni określają z kolei jako nerwice
        natręctw. Uczeni sugerują, ze Prosiaczek cierpi na przewlekle stany lękowe i ze
        od traumy, doświadczanej szczególnie na myśl o polowaniu na Hohonie, uwolnić go
        może jedynie silny środek przeciwlękowy. Również odpowiednio dobrane leki
        mogłyby częściowo złagodzić chroniczne stany depresyjne Kłapouchego czy pociąg
        Tygryska do ryzyka. Lekarze sugerują, ze pozostałe postaci wymagają nie tyle
        leczenia farmakologicznego, co raczej pomocy terapeuty i odpowiednich modeli
        ról życiowych. Psychologowie nie postawili dokładnej diagnozy jedynie w
        przypadku Krzysia. Podkreślają jednak, ze brak dostatecznej i pełnej opieki ze
        strony rodziców odbija się na jego samopoczuciu, kazać mu spędzać cale godziny
        na rozmowach ze zwierzątkami
        • graccia Re: Komentarz 24.02.02, 14:38
          Dlaczego niektore amerykańskie organizacje społeczne żądają usuniecia "Kubusia
          Puchatka" z bibliotek szkolnych? Już Freud nie miał wątpliwości, że w bajkach
          ukryto zaskakujące prawdy o naszej psychice...
          Jakiś czas temu niektóre amerykańskie organizacje społeczne określane
          jako "politically correct", zażądały wycofania z bibliotek szkolnych w
          USA "niezwykle szkodliwej dla młodego pokolenia Amerykanów" książki
          zatytułowanej Winnie the Pooh.
          Ów tajemniczy i groźny... "Łyni Depuch" - to nikt inny jak znay nam doskonale z
          tłumaczenia Ireny Tuwimowej... Kubuś Puchatek.
          Na Kubusiu nie pozostawiono suchej nitki; słuchając wypowiedzi jego
          przeciwników można by odnieść wrażenie, iż to właśnie przez tę książkę Ameryka
          przegrała wojnę w Wietnamie, przez nią rósł deficyt budżetowy, rozpleniła się
          narkomania, AIDS, nietolerancja i przemoc na tla rasowym...
          Radykalne feministki zarzucały Puchatkowi, że proponje klasyczny męski
          szowinizm (jedyną "kobietą" w tej książce - na dziewięć, czy dziesięć
          pierwszoplanowych postaci - jest Kangurzyca, która nie dość, że nie jest
          wojującą "women-liberatorką", nie dość, że stanowi typowy obraz kury domowej,
          to jeszcze - o zgrozo! - samotnie wychowuje dziecko, a więc zapewne została
          podstępnie wykorzystana i porzucona bez środków do życia przez jakiegoś
          zwyrodniałego samca), a "postępowi" studenci i lewicujący profesorowie nauk
          politycznych obwiniali autora Alana Aleksandra Milne'a o "promowanie
          kapitalistycznego, konsumpcyjnego stylu życia" (wszystkie przemyślenia Puchatka
          dotyczą "małego Conieco:, a nie walki klas), "wychwalanie dominacji klas
          posiadających" (zauważmy, że Kubuś nie pracuje, a mimo to ma zawsze w domu
          miodek!) oraz o "utrwalanie skostniałej, feudalnej struktury zależności
          społeczno-ekonomicznych" (chodzi oczywiście o uprzewilejowaną pozycję Krzysia).
          Co ciekawe: w obronie Puchatka wystąpiły natychmiast ugrupowania zrzeszające
          amerykańskie mniejszości seksualne; ich aktywiści wskazywali, iż w książce tej
          odnaleźć można pewne wątki homoseksualne, które uczą dzieci tolerancji dla osób
          o odmiennych prefencjach płciowych.
          Między pro- i antykubusistami rozgorzała zażarta dyskusja na temat seksualizmy
          Kubusia Puchatka.
          Nie był to zresztą pierwszy przypadek, gdy taka sobie niewinna, zwyczajna
          bajeczka doczekała się psychologicznej wiwisekcji. To samo robił przecież
          Zygmunt Freud w swych pracach O nawiązaniu do baśni w materiale sennym i
          Historii pewnej nerwicy dziecięcej, a także Otto Rank w Badaniu mitów i baśni.
          Śpiącą królewnę rozłożył na czynniki pierwsze Steff Bornstein, Śnieżkę
          pokroiłJ.F. Grant Duff, Kopciuszka zmasakrowała Beryl Stamford, a Czerwonym
          Kapturkiem zajęła się Lilla Veszy-Wagner oraz sam Erich Fromm.
          Jednak chyba najsłynniejszym "oprawcą" psychologicznym baśni i bajek był Bruno
          Bettelheim, który w pracy O znaczeniach i wartościach baśni dokonał ich
          prawdziwej masakry.
          U Bettelheima wszystko jest proste i jasne: Jaś i Małgosia to obsesyjny lęk
          przed śmiercią i odłączeniem od matki, Śnieżka to symbol córki odrzuconej przez
          matkę i kochanej przez ojca, a z kolei w Roszponce i Kopciuszku mamy doskonałą
          ilustrację konfliktów edypalnych...
          Niestety, MmBMR (Miś o Bardzo Małym Rozumku) nie doczekał się jeszcze
          profesjonalnej analizy psycho-seksuologicznej w wykonaniu jakiegoś zapalonego
          freudysty - zwolennicy poglądów papy Freuda są wprost niezastąpionymi
          tropicielami wszelkich śladów pierwistków seksualnych - musimy więc - z
          konieczności - ograniczyć się do naszych własnych amatorskich rozważań.
          Zacznijmy od Krzysia: po pierwsze dostrzegamy tu lekką, zabarwioną
          deliktanie "pierwiastkiem homo" skłonność do ekshibicjonizmu. Oto na przykład
          Krzyś zaprasza Narratora, by ten opowiadał historyjki o Kubusiu podczas
          kąpieli! Poza tym pewne w zachowaniu Krzysa są widoczne także pewne cechy
          charakterystyczne dla typu sadystycznego (dowód: Krzyś ciągnie Kubusia na góre
          po schodach, a główka misia podskakuje tuk-tuk-tuk na każdym stopniu).
          A teraz Prosiaczek: mamy tu do czynienia z typowym przypadkiem homoseksualizmu.
          Weżmy na przykład taki oto fragment: "... Prosiaczek nie słuchał, tylko czekał
          z upragnienia, aby zobaczyć niebieskie szelki Krzysia... Prosiaczek już je
          kiedyś widział przedtem, jeden jedyny raz. Ale był wtedy o wiele młodszy i tak
          był przejęty ich widokiem, że musiał pójść do łóżeczka o pół godziny wcześniej
          niż zwykle. I od tego czasu zastanawiał się zawsze, czy byLy one tak niebieskie
          i tak napięte, jak mu się wtedy wydawało".
          Kolej na głównego bohatrea, Kubusia Puchatka: otóż mógłby on być klasycznym
          przykładem "osobnika zbyt leniwego na seks"; to właśnie tacy jak Kubuś czekają
          biernie aż Seksualna Okazja pojawi się sama - tak jak pojawiają się na stole
          baryłeczki pełne miodu, gdy przychodzi wreszcie pora na małe Conieco - a kiedy
          Okazja nie chce się zmaterializować, wykorzystują pośpiesznie pierwszą
          nadarzającą się sposobność.
          Zupełnie inaczej z Kłapouchym; tu diagnoza brzmi: kompleks niższości plus
          daleko posunięty fatalizm seksualny, połączony z lękiem przed kastracją (ogon
          będzie tu oznaczał męskie narządy płciowe, a jego utrata, zgubienie - patrz
          rozdział "w którym Kłapouchy gubi ogon, a Puchatek go odnajduje" - ich
          pozbawienie). U Królika odnajdujemy skłonności do kazirodztwa i seksu grupowego
          (chodzi oczywiście o wszystkich jego "krewnych i znajomych", którzy na dodatek
          zawsze występują razem!) oraz początki pedofilli ( jego obsesyjne poszukiwanie
          Małego!), a u Sowy odkrywamy symptomy charakterystyczne dla tak zwanego
          eortomana-gawędziarza (trochę teorii, parę mądrych wyrazów w rodzaju "felliato"
          i "coitus interruptus", a do tego kilka opowoeści zasłyszanych od znajomych i
          pewna mina).
          Jedynie Tygrys zachowuje się w miarę normalnie - to gatunek nieco
          lekkomyślnego, choć czarującego playboya-samochwały, który szuka tylko okazji,
          by sobie bryknąć na boku. Jednocześnie Tygrys wykazuje pewien pragmatyzm -
          zakotwiczył się na stałe w domu Kangurzycy (była już o niej mowa), z którą żyją
          na kocią łapę (lub może raczej: na tygrysią łapę). Razem wychowują Maleństwo,
          czyli owoc związku Kangurzycy z - jak przypuszczam - Narratorem. Maleństwo zaś -
          dzięki przebywaniu z Tygrysem - ma szansę wyrosnąć na bawidamka i podrywacza...
        • Gość: samanta Przeczytalam!dawaj wiecej !!!:))))))) IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 24.02.02, 14:38
          • graccia Re: Przeczytalam!dawaj wiecej !!!:))))))) 24.02.02, 14:49
            za szybko czytasz :o))
    • mario2 Re: przygody Kubusia Puchatka cz.7 24.02.02, 14:53
      CZĘŚĆ SZÓSTA: SATAN'S VISIONS

      Przygody Przygoda 0 Przygoda 1 Przygoda 2Przygoda 3 Przygoda 4Przygoda 5
      Przygoda 6Przygoda 7 Przygoda 8Przygoda 9 Przygoda 10Przygoda 11 Przygoda
      12Przygoda 13 Przygoda 14Przygoda 15 Przygoda 16Przygoda 17 Przygoda 18Przygoda
      19Przygoda 20Przygoda 21Przygoda 22Przygoda 23Ostatnia

      MruczankiMruczanka 1Mruczanka 2 Mruczanka 3Mruczanka 4Mruczanka 5Mruczanka
      6Mruczanka 7 Mruczanka 8Mruczanka 9Mruczanka10Mruczanka11Ostatnia

      Galerie Galeria 1Galeria 2Galeria 3Galeria 4Komiks 1Komiks 2

      Teksty PsycholodzyFeministki
      Wstawał wspaniały sierpniowy poranek kiedy Kubuś podnosił się z podłogi...
      Miał bardzo mroczny nastrój... Być może dla tego że przed chwilą poślizgnął się
      na bełcie Tygryska i wyrżnął głową o parapet co spowodowało chwilowa utratę
      wizji i fonii... Mieszkanie Puchatka wyglądało jak po bitwie... Stół wywalony
      do góry nogami. Prosiaczek w kacie w pozycji horyzontalnej, Kłapouchy
      przytwierdzony za ogon do zwisającego z sufitu wentylatora spokojnie puszczał
      pawia co parę obrotów... Tygrysek przed domem spał spokojnie w jakiś liściach,
      a Królik był ubrany w skórzany strój i z pejczem w zębach leżał związany w
      kuchence mikrofalowej... - uuuf... co tu się stało...- zajęczał Puchatek -
      Pamiętam tylko że Tygrysek kupił 2 litry spirytusu a Prosiaczek gasił go 5 min
      przed imprezą... hmm... źle się dzieje w państwie duńskim.
      Kubuś wyłącznikiem zatrzymał obracający się wentylator. Kłapouchy obudził
      się... rozejrzał... puścił jeszcze kontrolnie bełta, po czym paroma szybkimi
      ruchami pozbył się ogona i z impetem przywalił w ziemię... Na swoje szczęście
      dokładnie pod nim spoczywały w pokoju jego pawie, więc uderzenie nie było
      bolesne, lecz spowodowało rozrzucenie wymiotów po całym mieszkaniu. Jeden z
      odłamków trafił w głowę Prosiaczka, który otworzył oczy, wstał, rozejrzał się,
      wykonał dziwna ewolucję przypominającą taniec godowy ptaka mokele-mbeme z
      Ameryki Północnej i przywalił głową w ścianę, co sprowadziło go z powrotem do
      pozycji leżąco-olewającej.
      - "A mówili mi przyjaciele... nie mieszaj ogórków z dżemem..." westchnął
      Puchatek.
      W tym momencie drzwi się otworzyły i do domku wszedł Krzyś.
      - Ojej - zawołał - A co tu się stało...?
      - No więc ja i mój piesek... w dodatku podwiązka... czy mógłbyś w tej
      sytuacji... Puchatek zaczął niezrozumiale bełkotać...
      - Znowu metyl piłeś? Zapytał z przerażeniem Krzyś.
      - A właśnie, że nieee, bo sam pędziłem... Odparł z dumą Kłapouchy po czym łapy
      mu się rozjechały i z powrotem osunął się na ziemię.
      - No ładnie... zaraz pójdę na policję i powiem jakie tu praktyki się odbywają.
      I pójdę też do księdza proboszcza i powiem mu... nie dokończył jednak gdyż w
      tym momencie z szafy wytoczyli się łowcy pip z okrzykami "PIPA! PIPA!" po czym
      DonVasyl(tm) potknął się o Prosiaczka i cała brygada z hukiem wyłożyła się na
      ziemię.
      - Zatańcz dla nas... wysapał giermek z trudem wkładając Krzysiowi za spodenki
      banknot 3 złotowy własnej produkcji. Krzyś poczerwieniał i z płaczem wybiegł z
      domku.
      - A ten czego tu znowu chciał? Zapytał wtaczając się przez drzwi Tygrysek.
      Wyglądał jak zarzygany chochoł. - Pomóżcie mi to zdjąć...
      - Mam wielką ochotę na jajka na twardo - powiedział Prosiaczek przecierając
      oczy - ugotuję i wam. To mówiąc podszedł do kuchenki i wcisnął pod Królika
      pudełko z 12 jajami. Po chwili ogromna eksplozja rozdarła ciszę a Królik po
      przeleceniu paru metrów rozbił się o ścianę.
      - Byłem... nie... niegrzeczny... u-ukarzcie mnie... wystękał.
      - Daruj... jęknął głucho Kłapouchy - Biliśmy cię tym pejczem przez pół nocy a
      tobie nawet nie stanął... Powinieneś udać się do specjalisty... Takie praktyki
      typu sado-maso mogą się dla ciebie źle skończyć...
      - Masz na myśli jakiegoś profesjonalnego sadystę? Zaciekawił się Królik.
      - Mam na myśli lekarza... Doktora... Łapiducha... nazywaj to jak chcesz!
      wycedził przez zęby Kłapouchy.
      - ENAF! - krzyknął z angielsko-wieśniackim akcentem Puchatek. - Zamiast się
      kłócić pomóżcie mi tu posprzątać... Rozejrzyjcie się! Bajzel jak w dupie u
      murzyna!
      - To ostatnie to chyba nie tak... zauważył niepewnie Prosiaczek.
      - Cicho. Nie widzisz że majaczy? Tygrysek spoglądał na Puchatka ze
      zrozumieniem.
      Wszyscy ochoczo choć nie bez problemów zabrali się do sprzątania. Szło im tak
      zajebiscie że nim się spostrzegli to posprzątali nie tylko bród ale i także
      meble, sprzęt rtv i agd, a Prosiaczkowi udało się nawet zerwać parkiet...
      - Mam prośbę: niech ktoś zdejmie mi ogon z wiatraka... Powiedział Kłapouchy.
      - Ja! Ja! Wyskoczył Tygrysek. Rozpędził się... podskoczył... wykonał parę
      obrotów w powietrzu... złapał za ogon... pociągnął... i sufit runął z hukiem na
      naszych bohaterów.
      - Lame... pokiwał głową z niedowierzaniem Puchatek.
      - Słuchaj stary... to był wypadek... ja nie chciałem... z resztą i tak musiałeś
      wybudować sobie drugi prawda? Tłumaczył się Tygrysek.
      - Lame... jęknął ponownie Puchatek.
      - Bum! Bum! Szek, szek de rum! Zaczął po cichu rapować Kłapouchy.
      - Niech będzie pochwalony... rozległ się nagle spokojny glos. Puchatek obejrzał
      się i zobaczył księdza jadącego na wielkim wozie.
      - Czego? Zapytał bezpośrednio Królik.
      - Widzę moje dzieci że macie jakieś problemy... Powiedział ksiądz.
      - No i? Zapytał Puchatek
      - Mam dla was doskonała radę... módlcie się! Bo nie znacie dnia ani godziny
      kiedy kara Pana może spaść na was... i za prawdę powiadam wam prędzej wy jak
      leżycie tu pod zgliszczami tymi w kokosy się zamienicie niźli płotka mała
      przepłynie pod prąd przez ucho śledziowe tak mi dopomusz Bóg.
      - Ze czczym? Zdziwił się Kłapouchy, a Prosiaczek przezornie zaczął szukać
      swojego uzi.
      - A co ty tam wieziesz ojczulku? Zapytał Puchatek
      - Aa to, moje dzieci, wiozę wino mszalne dla waszego proboszcza... Za prawdę
      powiadam wam... wino to czyste jest od skazy niczym kupa proroka zrobiona o
      poranku przed domem jego, którą faryzeusz do Egiptu wieczorem wziął i zaniósł
      aby tam dobrą nowinę pokazać i synów Kleopatry nawracać.
      - Lal! - Zawieśniaczył Puchatek.
      - A poczęstujesz nas? Zapytał Tygrysek.
      - Drodzy bracia i siostry za prawdę powiadam wam... szatan nie jedno imię ma i
      na niejedną wodzi pokusę i na niejedno wino namawiać was będzie... ale nie
      lękajcie się... Bóg stworzył takich jak ja abym bronił takich jak wy przed
      takimi jak on i pokusami jego... módlmy się... niech dane wam będzie królestwo
      niebieskie dostąpić i pić wódę czcigodną wypływająca spod stop Pana naszego...
      I pamiętajcie... każda prawa żona męża swego zostawi gdy ten na mur pić alkohol
      będzie...
      - A ile trzeba wypić? zapytał przezornie Kłapouchy.
      - Czyli nie poczęstujesz nas? upewnił się Prosiaczek
      - Mówiłem mój synu... Nie waży się by wino tak czcigodne przez młotków
      prostawych pite było na chwałę Pana...
      - Amen! Krzyknął Tygrysek wpychając od tyłu kosę księdzu pod żebro.
      - Zdrada... Jęknął ksiądz osuwając się na wóz.
      - No co tak stoicie pierdoły? Krzyknął Tygrysek - wskakiwać na wóz i jedziemy
      do mnie!
      Już po chwili nasi bohaterowie spokojnie jechali do domku Tygryska.
      - A co z naszym czarnym przyjacielem? Zapytał przezornie Puchatek.
      - Zawieziemy go do komendanta... Niech on się martwi. Stwierdził spokojnie
      Tygrysek. Po chwili nasi bohaterowie byli już przed posterunkiem policji.
      - Szeryfie! - zawołał Tygrysek - Taki jeden to popełnił samobójstwo - rzekł
      spokojnie wnosząc księdza do budynku.
      - Jestem kapitan Bystry Rydz. - przedstawił się policjant
      - Rydz Bystry??? Zdziwił się Tygrysek
      - Tak na mnie wołają. Odparł spokojnie kapitan
      - "...ludzie spoza mego miasta... pewnie oni rację mają, bo ja jestem gej... i
      tak już zostanie...". Zaczął po cichu rapować Kłapouchy, który wraz z resztą
      naszych bohaterów wtoczył się na komisariat.
      - Oho! Tylko bez takich... Już jednego geja tu mam... Uśmiechnął się kapitan.
      - Hmm???
      - No tak... nazywa się... no... zapomniałem... jego
      • Gość: samanta ale cieniujesz.... IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 24.02.02, 15:04
        szefie !Tyyy.. badz dobrym bratem i wrzuc troche wiecej:))))))))
    • mario2 Re: przygody Kubusia Puchatka cz.8 24.02.02, 15:08
      Nastała jesień. Warunki pogodowe wymusiły zakończenie picia w systemie łąkowo-
      leśnym. Nasi bohaterowie urządzali więc popijawy w nowym domku Królika, który
      otrzymał w akcji "Buduj z Gazetą Wyborową". Tego dnia pierwszy obudził się
      Tygrysek.
      - Kurwa, ale mnie łeb... zajęczał i kopniakiem obudził Prosiaczka.
      - Co jest matkojebco, w mordę chcesz? uprzejmie przywitał się Prosiaczek.
      - Taa, a drugiego do ręki - warknął Tygrysek.
      - Ciszej, zasrańcy - jęknął Puchatek - kto mnie tak kurwa zarzygał!?
      Wykwintną konwersację przerwał im warkot silnika i dźwięk klaksonu.
      - Kogto terra daiabli przyniesły? - zabełkotał Królik.
      Zaciekawiona brygada wyległa przed domek. Zobaczyli chwiejnie wysiadające z
      czarnej limuzyny Faceta W Niebieskiej Koszuli.
      - Przepraszam, czy to Las Katyński? spytał się Prezes Wszystkich Polaków.
      - Nie, kurwa, Stumilowy - warknął Kłapouchy
      - Bo ja właśnie jadę na obchody, i trochę wczoraj wypiliśmy, i się tego...
      wzruszyłem, i nie możemy teraz znaleźć drogi - pieprzył bez związku Prezes
      Wszystkich Polaków. Macie coś do picia?
      - O! Olek, Olek! Z chujami discopolowcami nie pijemy - prosto z mostu jebnął
      Puchatek.
      - Panowie, kurwa, grzeczniej - zdenerwował się Prezes Wszystkich Polaków - jak
      moi chłopcy z Biura Ochrony (Nie)rządu wam przypierdolą z bazook to inaczej
      będziecie gadać! I nawet uzi Prosiaczka wam nie pomoże! Więc co macie do picia?
      - Tylko tanie wina podróba "BYX", bo się "BYK" w jebanym sklepiku skończył -
      powiedział Tygrysek.
      - Dobra, ujdzie - ucieszył się Prezes Wszystkich Polaków - idziemy do środka
      Po paru winach Prezes Wszystkich Polaków wyciągnął Sowieckoje Szampanskoje.
      - To jeszcze ze starych dobrych czasów, gdy Linda grywał opozycjonistów, a nie
      ubeków, wtedy sie piło, sie jadło - rozmarzył się
      - Stary, kurwa nie pierdol - nie wytrzymał Prosiaczek - lepiej wyślij
      bodygardów po wódę bo sie alkohol kończy
      Po chwili przed uszczęśliwioną brygadą stała skrzynka wódy, a atmosfera zaczęła
      się ocieplać
      - Mam dla ciebie zajebisty projekt, jak wygrać przyszłe wybory - odezwał się
      Prosiaczek - hasło "Kwas dla mas", a do każdej ulotki dodaj kartonik z LSD, jak
      cały kraj będzie na tripie bez trudu im wmówisz żeby nasrali sobie na głowę...
      chciałem powiedzieć: głosowali na ciebie.
      - Kochany, biorę cię na szefa mojej kancelarii - stwierdził mocno napruty
      Prezes Wszystkich Polaków. W tym momencie otrzeźwił go mocny cios wałkiem w
      głowę.
      - Cześć Jolka, moja ty pizdoleńko - ucieszył się Prezes Wszystkich Polaków
      - Co ty sobie kurwa chuju wyobrażasz - przywitała go żona - szukają cię
      wszystkie jebane służby, a ty pijesz z jakimiś zasranymi świniami!
      - Nie ze świniami, tylko Prosiaczkami - stanął w obronie przyjaciela Puchatek
      - A ty sie zafajdańcu nie wcinaj, bo z misia się zmienisz w niedźwiedzia...
      syberyjskiego! My jeszcze mamy swoje kontakty! - wydarła się Jolka.
      - SIAT-DA-FAK-AP! - Wkurwił się Kłapouchy - Wypierdalać stąd oboje! Od rana łeb
      mi pęka a wy się drzecie jak by was ktoś ruchał od tyłu! To jest las - jebany
      rezerwat kurewskiej przyrody! Tu ma być kurwa CISZA!!!
      Echo jego krzyku goniło limuzynę z uciekającą w popłochu Pierwszą Parą.
      - I z nimi mamy wybrać przyszłość?! - Nie mógł się tylko nadziwić Królik.
      Najrozsądniej do sprawy podszedł Puchatek.
      - Panowie, strasznie mam ochotę podupczyć - stwierdził.
      - W sumie ja też - ożywił się Tygrysek.
      - I ja! I ja! - strasznie podniecił się Prosiaczek.
      Ponieważ reszta brygady też chciała, przystąpiono do obmyślania planu, przy
      okazji dalej rozpijając zawartość skrzynki.
      - W sumie zawsze pod ręką mamy Kangurzycę, tylko że ona daje wyłączne od tyłu,
      bo w torbie nosi Maleństwo - rozpoczął Królik, wypowiedź kończąc artystycznym
      czknięciem
      - Maleństwo można podrzucić pod opiekę Panu Sowie - stwierdził z obleśnym
      uśmiechem Puchatek - co prawda to kawał skurwysyna, ale niech też ma trochę
      frajdy...
      - ... a my w tym czasie porządnie wyruchamy mamuśkę - rozmarzył się Kłapouchy.
      - Ale będzie balet! - podniecił się Prosiaczek, któremu już od dawna stała
      gigantyczna pała - mimo, że najmniejszy z całej brygady miał chuja w rozmiarze
      XXL, co napawało go kurewsko wielką dumą.
      - Witajcie - drzwi się otworzyły i stanął w nich Krzyś - mimo wszystko
      przyszedłem was zaprosić na mszę żałobną za moją mamę
      - Geje precz! - rzucił się na niego Tygrysek - Zresztą już mamy inne plany,
      idziemy wyruchać Kangurzycę.
      - Tak nie można! - zbulwersował się Krzyś
      - Nie bój, nie bój - pocieszył go Królik - jeśli twoja mamuśka jeszcze nie
      ostygła, to później do niej zajrzymy i ją wyobracamy. Mój chuj gardłem jej
      wyjdzie!
      - A ja się jej spuszczę do oczodołów - dołączył się Kłapouchy.
      - Zawsze marzyłem żeby przerżnąć dosłownie kobite w pół, teraz będę miał
      okazję - dorzucił swoje Tygrysek.
      - Nawet nie będziesz jej musiał chować, bo nie będzie czego zakopywać!!! -
      krzyknął za uciekającym Krzysiem Prosiaczek.
      - Kurwa, rozjebaliśmy pierdolony nadajnik Radia Maryja, a i tak pada - w drodze
      do Kangurzycy stwierdził ze smutkiem Kłapouchy
      - Tak, ale za to w całym lesie nie trzeba będzie przybierać drzewek jak przyjdą
      gówniane Święta - i tak wszystkie po wybuchu atomówki świecą jak psu jaja -
      pocieszył go Prosiaczek zawijając swoją fujarę w płaszcz przeciwdeszczowy
      - Komisję mi skurwysyny przysłali, budowlaną. Dom na działce będą mi rozbierać,
      czy aby na pewno z materiałów odpadowych... Faktur chcą! A kto kurwa tyle lat
      faktury trzyma?! - zawodził Królik, który swój domek postawił na dziko, bo
      z "chujami urzędasami rozmawiać nie będzie!"- Wczoraj mówiłeś, że masz...
      delikatnie przypomniał mu Puchatek
      - Puchatek! Ty się kurwa ode mnie odpierdol!!! wydarł się Królik
      - Panowie, to są chyba jednak, kurwa, teksty z innej bajki - zaczął uspokajać
      ich Kłapouchy. Tak gawędząc doszli do slumsów, gdzie mieszkała Kangurzyca.
      - O rzesz kurwa jej mać we wszystkie otwory jebana, nie ma jej! Zmartwił się
      Prosiaczek
      - Jednak, normalnie, to zła kobieta była... Nie mógł się powstrzymać Kłapouchy
      - Teraz temu chujowi z cytatami odjebało - wkurwił się Puchatek - no to co
      robimy?
      - Pierdole to wszystko, idę coś zjeść - stwierdził z rezygnacją Królik - już mi
      się nawet jabola pić nie chce...
      Zawiedzeni przyjaciele rozeszli się do domów, umawiając sie na wieczór do
      Puchatka. Ostatni dotarł Królik, był pijany jak zając.
      - Brygada! Eureka! Odkryłem! Od dzisiaj będziemy pić PONCZ!
      - Ocipiałeś!? A skąd my niby kurwa weźmiemy wazę i chochelkę żeby to rozlewać.
      I kto miałby za to płacić?! - zbulwersował się Prosiaczek
      - Nie, nie, nie! Po trzykroć kurwa nie! Nie taki poncz! Będziemy pić nasz
      krajowy "Poncz - zaprawa do ciasta" ma to to 63 stopnie i kosztuje grosze! -
      nie mógł się uspokoić Królik
      - A da się tą chujowiznę wogóle pić? - Kłapouchy był jak zwykle sceptyczny
      - No, Baranowski, znaczy Bols, to nie jest, ale smaczniejsze od denaturatu -
      uspokoił go Królik - zresztą nie ma co pieprzyć po próżnicy - mam tu dla
      każdego po flaszeczce
      Brygada niewiele myśląc przystąpiła do odbijania butelek z eliksirem
      - Oby nam się...! - wzniósł toast Puchatek
      - ...dobrze piło! - dokończył Prosiaczek
      - Kurwa, ale kopie - stwierdził Kłapouchy - to jest zajebiste!
      - A widzicie kurwa, a widzicie, jednak wam smakuje - Królik był z siebie
      zajebiście dumny
      - Jeszcze Polska nie zginęła póki my pijemy! zakrzyknął Puchatek, który zaczął
      zbliżać się do połowy flachy. Ale dajcie mi now popite bo może być źle
      - Tejk dis - zawieśniaczył Tygrysek podając mu piwo. Wszyscy bawili się
      zajebście nie wiedzieli jednak, że eliksir ma magiczne właściwości... Pierwszy
      złapał fazę Kłapouchy.
      - Mogiła, cmentarz, destrukcja, upadek, ostateczny krach systemu korporacji -
      zaczął zawodzić
      - Ja wolę masakrę, masakrę, masakrę - podśpiewywał Prosiaczek szalejąc z piłą
      mechaniczną po mieszkaniu
      - Ja jestem pasażerem, wyrywam dermę z siedzeń - darł się Tygrysek
      rozpierdalając ostatnie ocalałe krzesło
      - Prawy do lewego! - kr
      • Gość: samanta no a gdzie cd???????????????? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 24.02.02, 17:10
        • mario2 Re: no a gdzie cd???????????????? 24.02.02, 17:18
          jak bedziesz grzeczna :o))
          • Gość: samanta Re: no a gdzie cd???????????????? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 24.02.02, 17:19
            przeciez jezdem grzeczna braciszku:)))))))))))))Niooooooo????:))))))))
            • mario2 Re: no a gdzie cd???????????????? 24.02.02, 17:29
              na razie nie mam :o))
              • Gość: samanta Re: no a gdzie cd???????????????? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 24.02.02, 17:35
                Leeeeeeeeeeeeee:(((((((((((((((((((((
    • Gość: dude Re: przygody Kubusia Puchatka cz.1 IP: *.rsk.pl 24.02.02, 20:02
      Chylę czoła przed Autorem i proszę o jeszcze.
      Pozdrawiam serdecznie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka