Dodaj do ulubionych

NBA. Nets pokonali Pistons

IP: *.kabel.telenet.be 12.05.04, 08:27
Ja wiedzialem ze tak bedzie, ja wiedzialem... Lakers wyrownali stan
rywalizacji ze Spurs na 2:2, teraz wygraja raz na wyjezdzie, dopelnia
formalnosci u siebie i... DESTINATION FINALS (CHAMPIONS)!
Po prostu Spurs nie maja mentalnosci i charkateru mistrzow...
Obserwuj wątek
    • Gość: danp Do Kareema IP: *.interecho.com / 62.233.170.* 12.05.04, 11:25
      ... co udowodnili w zeszłym sezonie, akurat twój argument o braku mentalności i
      charakteru chyba niespecjalnie pasuje do Spurs, dwa tytuły mistrza w ostatnich
      bodajże 5 sezonach. Pozdrawiam.
      • Gość: Sobo Do danp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.04, 11:32
        No jeśli mówisz o ostatnich pięciu sezonach i dwóch tytułach dla SAS to w tych
        samych pięciu sezonach przypomniej sobie o trzech tytułach dla LAL...A jeden
        tytuł dla SAS to jak pół tytułu-po lockout'cie...
        • Gość: Vlad Re: Do danp IP: 81.15.255.* 12.05.04, 11:44
          SAS zdobyli 2 tytuły w przeciagu 5-ciu lat. Nie można więc mówić, że nie mają
          mentalności mistrzów. Kolejny mecz w San Antonio, będą chcieli wygrać przed
          własną publicznością i wierze, że im to się uda. Decydujący będzie 7 mecz :)

          Dobra wiadomość dla fanów Sacramento: w piątym meczu (w piątek) na boisko
          powróci B.Jackson :) Miejmy nadzieję, że nie będzie widać w jego grze śladów
          kontuzji.
    • Gość: kb Kto to pisze??? nikt w tej gazecie nic nie wie???? IP: *.laczpol.net.pl 12.05.04, 13:33
      jak mozna w kolko pisac o najlepszym obroncy ligi od lat "skrzydlowy o
      skrzydlowy"
      nie pierwszy raz widze taki blad.Piszcie tez , ze olisadebe jest obronca , a
      glowacki pomocnikiem...co za wstyd.
    • Gość: Wilt O serii Lakers - Spurs IP: 62.29.137.* 12.05.04, 14:37
      Uff, nareszcie znalazłem czas na szersze napisanie o najważniejszej z serii –
      przedwczesnych Finałach Lakers – Spurs. Najpierw uwaga: oczywiście nie zgadzam
      się z tym, że Spurs nie mają mistrzowskiej mentalności – to zarzut, który można
      słusznie postawić Kings albo Blazers z 2000 – aczkolwiek tytuły SA szanowane
      byłyby bardziej, gdyby przy każdym z nich nie można by postawić gwiazdki ;-) (z
      uwagi na skrócony sezon przy pierwszym oraz choroby i kontuzje trapiące
      WSZYSTKICH głównych konkurentów przy drugim).

      Do rzeczy. Przy pierwszych 2 spotkaniach miałem wrażenie jakiegoś koszmarnego
      deja vu z zeszłego roku: po stronie LA poza Kobem i Shaqiem praktycznie nikt
      nie wnosił niczego wartościowego do gry, więc nawet bardzo dobry występ jednego
      z nich (Kobego w meczu nr 1, a Shaqa w nr 2) nie pomagał: musieliby obaj naraz
      zagrać świetnie, co jest niezmiernie trudne, szczególnie na wyjeździe. Sądziłem
      jednak, że LA wyrównają na 2:2 i tak się stało: w grze nr 3 dało się w końcu
      zauważyć, że Fishera i Horry’ego zastąpili w „5” niejacy Malone i Payton,
      przyłożyli się role players, a Shaq dominował jak za dawnych czasów: 28 punktów
      (11/13 z gry!), 15 zbiórek, 5 asyst i 8 bloków! Podobnie było w meczu 4, z tym
      że GP znowu dołował, a w roli głównej wystąpił Bryant. Kobe (prosto z sali
      sądowej, a w meczach rozgrywanych w tych okolicznościach Lakers są 4-0 – nie ma
      obecnie odporniejszego psychicznie gracza w NBA!) zdobył: 42 punkty (15/27 z
      gry na Bowenie, kolejnym samozwańczym „Kobe – stopper” ;-)), 6 zbiórek, 5
      asyst, 3 przechwyty, 1 blok i 0 strat!

      Co było przyczyną tej odmiany w grze LA, grających teraz jak zespół, świetnych
      w ataku, a w obronie potrafiących zdławić Duncana i Parkera? Najprostszym
      wytłumaczeniem jest własna hala: i tu znowu wypada zgrzytać zębami na tę marną
      różnicę 1 zwycięstwa, która dała Spurs przewagę własnego parkietu. Gdyby Lakers
      mieli w sezonie choć 1 kontuzję mniej, ta seria zaczynałaby się w Los Angeles i
      wyglądała zupełnie inaczej: a tak decydujące mecze rozgrywane będą w S.A. :-(
      Inną sprawą jest przebudzenie zawodników: Jax zapodał niezłą przemowę
      motywacyjną, a przede wszystkim oni sami zdali sobie sprawę, że są przyparci do
      muru i czas wziąć się do roboty (nie od dziś zresztą LAL grają lepiej w takich
      sytuacjach), co szczególnie dotyczy walczących o swój pierwszy pierścień GP i
      Mailmana, a Spurs łatwo wygrywając u siebie urazili dumę ich i wszystkich
      Lakersów.
      Kolejnym, a niedocenionym zagadnieniem jest modyfikacja taktyki zespołu. W
      wygranych spotkaniach Jackson nareszcie w większym stopniu odszedł od nieźle
      rozpracowanych przez Popovicha trójkątów (upór Jaxa w ich stosowaniu przy
      prawie każdej sytuacji, co szczególnie ogranicza grę Paytona, jest 1 z
      czynników, dla których zastanawiam się, czy zmiana coacha nie byłaby czymś
      pozytywnym), a w defensywie Lakersi skupili się na zespołowym bronieniu przed
      pick and rollem (też trochę późno: przecież wiadomo było, że Spurs będą się na
      nim opierać!).

      Jakie są szanse, że Lakers wciąż będą wygrywać, choćby mniejszą różnicą
      punktów? Mają po swojej stronie „moment”, znów uwierzyli w siebie – z drugiej
      strony znów wracają do SBC, gdzie gra im się bardzo kiepsko (gorzej niż w
      starej hali Spurs). W tej chwili naprawdę nie wiem, kto wygra, sądzę tylko, że
      mecz będzie bardzo zacięty i wyrównany – i na 90% zadecyduje o wyniku serii.
      Jeśli wygrają Lakers, prawie na pewno, podbudowani psychicznie, wykończą Spurs
      w LA. Jeśli wygra SA, to trzeba będzie pokonać ich w spotkaniu 6, co wcale nie
      jest zagwarantowane, a potem wrócić do Teksasu na siódmy mecz, z mniejszymi
      szansami na powodzenie niż w 5. Gdybym był bezstronnym obserwatorem, chyba sam
      nie wiedziałbym, kogo obstawiać: jestem fanem Jeziorowców, wiec staram się być
      ostrożnym optymistą: go LA!

      A po sezonie przyjdzie czas na uzupełnianie składu o młodszych zawodników:
      atletyczniejszych, lepszych w obronie i mniej podatnych na kontuzje. Może też
      na nowego trenera – ale o tym w odpowiednim czasie.

      Pzdr


      P.S. A tu link do artykuł o ostatnim meczu, z fajnymi kawałkami o Bryancie, w
      tym szczególnie smakowitym autorstwa O’Neala: "I don't see how he does it,"
      O'Neal said. "He's a fabulous player, probably the best player that ever played
      the game, especially with all the stuff he's been going through. And it was a
      fabulous night for him, a memorable night."
      Chyba Shaq zdał sobie sprawę, że ze zbliżajacą się free agency czas przestać
      pleść głodne kawałki, że Lakers to “jego” drużyna i postarać się o zatrzymanie
      tego jedynego zawodnika, bez którego już na pewno nie zdobędzie mistrzostwa…;-)


      www.usatoday.com/sports/basketball/games/2004-05-12-lakers-spurs-game4_x.htm
      • Gość: camillo Re: O serii Lakers - Spurs IP: 80.51.231.* 12.05.04, 15:16
        A co ma skrócony sezon do rzeczy? Play-offs nie były skrócone. Jacksonowski
        bełkot.
        • Gość: Wilt Re: O serii Lakers - Spurs IP: 62.29.137.* 12.05.04, 15:26
          To ma do rzeczy, że przerwy między meczami były krótsze, co przed playoffs
          zdążyło wyczerpać najstarsze zespoły, co szczególnie widoczne było u Jazz. W
          normalnych warunkach sądzę, że prawdopodobniejsze niż Spurs - Knicks byłyby
          Finały Jazz (nie na pewno, bo Spurs też grali świetnie, ale prawdopodobnie) -
          Pacers (to już raczej na pewno).
          I wyluzuj trochę, kolego. Jackson zresztą (warto to przypomnieć, bo wielu używa
          retoryki, jakby było inaczej), wyraził tę myśl jeszcze przed omawianym sezonem,
          kiedy nie śniło mu się jeszcze, że tytuł zdobędą Spurs, przeciw którym później
          będzie prowadził Lakers: nie była to więc próba zdenerwowania przeciwnika, ale
          obiektywna opinia.

          Pzdr
          • Gość: as Co nie zmienia faktu... IP: 62.233.170.* 12.05.04, 15:55
            ... że tytuł zdobyli Spurs a Knicks pojechali ze wszystkimi na Wschodzie aż
            miło i to pomimo że mieli nr 8 w Konferencji, pewnie Heat do dzisiaj płaczą że
            wtedy dostali od NY. Jackson zawsze ma jakiś problem, albo ma kontuzje, albo
            sędziowie "tylko im" przeszkadzają, albo Shaq rzuca 40% wolnych zamiast
            standartowych 50% itd. Byli gorsi i dostali, w tym sezonie też dostaną, i nie
            tłumacz kontuzjami ich "średnią" postawę w sezonie regularnym, gdyby mieli
            normalną ławkę rezerwowych nikt by nie narzekał, no ale jeśli na ławie ma się
            gwiazdę pokroju Ricka Foxa to o czym my tu mówimy. Złej baletnicy to i rąbek u
            spódnicy...
            • Gość: Wilt Re: Co nie zmienia faktu... IP: 62.29.137.* 13.05.04, 15:44
              Camillo: ale ten sukces Spurs w 1999 BYŁ mniejszy z powodu skróconego sezonu.
              Dlaczego więc to przemilczać? Nie bądźmy też Peweksami i nie mieszajmy dwóch
              różnych systemów sportowych ;-) – polska liga to inny temat.

              Haris: co do faulu na Bibbym, chyba żartujesz: jeśli do kogoś to jeszcze nie
              dotarło, informuję, że go nie odgwizdano, bo chwilę wcześniej SAM BIBBY
              faulował. Zresztą zwalanie losów całej serii, a tym bardziej mistrzostwa na
              jeden gwizdek jest śmieszne: na pewno nie było mistrza NBA, który w drodze na
              tron miałby sędziowane na 100% wszystkie sytuacje – więc nie było ŻADNEGO
              uczciwego mistrzostwa? O tym, że Kings mieli wtedy przewagę w faulach
              przeciwnika w całej serii i w decydującym meczu 7, pisałem chyba wczoraj na
              wątku obok: mam to przytoczyć jeszcze raz?
              Za mało poważne uważam też przypuszczenie, że w 2001 Spurs przed idącymi jak
              burza Lakers mógł uratować taki średniak jak Derek Anderson. Byłoby tak nawet
              gdyby rzeczywiście istotnie wzmacniał drużynę, a nawet to jest wątpliwe: w 1.
              rundzie grał tak fatalnie i rzucał z tak słabą skutecznością, że twierdzono, że
              jego zmiennik Daniels gra lepiej i SAS w istocie skorzystało na tej kontuzji.
              A nawet gdybyś miał rację w obu przypadkach, to pozostaje mistrzostwo Lakers w
              2000 r. :-)

              As: nie bardzo rozumiem; w czym przyczyna, jaką przytaczasz (słaba ławka
              Lakers) ma być lepsza od przytoczonej przeze mnie (kontuzje) i w
              przeciwieństwie do tamtej nie stanowić usprawiedliwienia? Chyba, że zmierzasz
              do tego, że nawet bez kontuzji obecni Lakers nie zdobyliby mistrzostwa. Cóż, ta
              1/4 sezonu, gdy grali razem i mieli bilans 18-3, zadaje kłam Twojej tezie
              (naprawdę sądzisz, że nie mieliby pierwszego bilansu w lidze, a już na pewno
              lepszego niż Spurs?!); zadają jej kłam również 2 ostatnie mecze serii, w
              których grali razem, i to nie tylko fizycznie, ale również mentalnie razem, i
              pokazali, do czego są wtedy zdolni. Tak więc nie śpiesz się zanadto z
              deklarowaniem, że Lakers są gorsi i dostaną, bo możesz musieć to jeszcze
              odwołać. Są nb. znacznie lepsi i trochę zdrowsi niż skład z ostatniego roku,
              który zresztą też mimo wszystko nie był kiepski: wystarczyłoby, żeby Horry w
              końcu trafił trójkę, a wracaliby do LA przy stanie 3:2 dla siebie, w świetnej
              pozycji do wykończenia Spurs – a chyba nie sądzisz, że Mavs i Nets mogli ich
              potem pokonać?
              Nie sądzę również, by Phil i Lakers narzekali powyżej średniej w lidze: jeśli
              chcesz kogoś za to skrytykować, celuj przede wszystkim w Kings i Divaca,
              ewentualnie Rasheeda czy Larry Browna.

              Łukasz: Webber zagrał lepiej od KG – niewiarygodne, prawda? ;-) Ale jeszcze się
              odbudujecie, tyle że dojście do 7. meczu uważam za bardziej prawdopodobne niż w
              innych seriach, nawet Lakers – Spurs.

              A.I.: przed serią przewidywałem to samo co Ty, ale teraz nie zdziwiłbym się,
              gdyby Nets nawet wygrali, choć pewnie jednak przegrają. Cóż, jeśli Sheed wciąż
              będzie świrował i przez niego Detroit przegra, po sezonie się z nim pożegnają i
              przeznaczą kasę na Okura, a tamten wyląduje za MLE w Nowym Jorku, gdzie Isiah
              nie przepuszcza żadnemu możliwemu do pozyskania talentowi (żeby tylko mu się
              Knicks nie zamienili w drugich Blazers Whitsitta).

              Pzdr
              • lukasz22w-wa Re: Co nie zmienia faktu... 13.05.04, 20:31
                Qrczę gdyby Wilkołaki dziś wygrały, byłoby już po jabłkach, a tak zapowiada się
                7 meczów...Można dużo narzekać na grę Minnesoty, można wychwalać Webbera
                i narzekać raz na Sprewella, Cassella, a zwłaszcza Olowokandiego, ale jakby nie
                patrzeć jest teraz bliżej do WCF niż przed rozpoczęciem serii (wszak wystarczą
                2 zwycięstwa i są 2 mecze w Target Center). Mecz nr 5 przesądzi....
          • Gość: camillo Re: O serii Lakers - Spurs IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.05.04, 19:42
            Nie chodzi o próbę zdenerwowania przeciwnika, tylko o umniejszanie jego
            sukcesu. Dla mnie to jest po prostu niesmaczne. Sezon 2001/2002 w polskiej
            lidze piłkarskiej też był specyficzny, a jednak nikt nie mówi, że Legia była
            mistrzem z gwiazdką.
      • Gość: haris Re: O serii Lakers - Spurs IP: *.zerom.4lan.pl / *.lomza.4lan.pl 12.05.04, 21:59
        Wilt- Lakers rowniez maja dwa mistrzostwa z gwiazdka.

        Gwiazdka numer jeden: 2002- kontuzja Stojaka + nieodgwizdanie OCZYWISTEGO faulu
        Kotleta na Bibbym w koncowce meczu numer 6.

        Gwiazdka numer 2: 2001- kontuzja Dereka Andersona. Tak wiem, ze wtedy Lakers
        grali kosmiczna koszykowke i rozniesli SAS w bezposredniej konfrontacji.
        Przypomne jednak, ze w pierwsze dwa mecze tej serii byly bardzo wyrownane i
        zdrowy Anderson moglby przesadzic o zwyciestwach Ostrog, przez co seria moglaby
        sie potoczyc roznie.
        • lukasz22w-wa Re: O serii Lakers - Spurs 12.05.04, 22:34
          Takie gwiazdki panie Dell "Dull" Harris można postawić w takim razie przy
          każdym tytule mistrzowskim dla byle jakiej drużyny, ot pierwsze co mi
          przychodzi do głowy, to 3 przypadki z finałów Chicago-Phoenix. Tak więc po
          kolei:
          1.Kontuzja grcza pierwszej piątki "Suns"- Cedrica Ceballosa
          (swoją drogą bardzo dobrze zastąpił go przyszły Pruszkowianin Richard Dumas)
          2.Paxson nie trafia rzutu za 3 w spotkaniu nr 6
          3.Sędziowie odgwizują faul Granta na KJ'u w ostatniej akcji

          PS. Moim zdaniem przypisywanie gwiazdek w związku z tym, że w drużynie
          przeciwników zaniemógł jeden z gracz i temu podobne (czyżby Anderson był
          graczem zdolnym samodzielnie wygrać mecz, chyba nie...) to zwykłe gdybanie co
          by było gdyby babcia miała wąsy. Dlatego moim zdaniem jeśli chodzi o spory o
          najlepsze teamy nalezy policzyć ich zwycięstwa w sezonie i PO, a przede
          wszystkim popatrzyć na pierścienie znajdujące się na palcach....
          Natomiast, co do skróconego sezonu, Wilt przytoczył wypowiedź P.Jacksona i w
          tym przypadku muszę mu przyznać raję...na tytuł pracuje się rozgrywając w
          sezonie ok. 100 spotkań, a wówczas Spurs ledwie przekroczylui 50 - i tu można
          zastosować Twoje gdybania, co by było gdyby Ewing był w pełni formy (moim
          zdaniem Camby pozostałby zwykłym szarakiem ligowym), a LJ nie złapał kontuzji w
          finale konferencji z Indianą.... w ttakim razie idąć twoim tokiem rozumowanioa,
          Spurs powinni mieć 3 gwiazdki przy swoim tytule...Prawda, że bez sensu?
          Pzdr
    • Gość: A.I. A Nets-Pistons? IP: *.plock.cvx.ppp.tpnet.pl 12.05.04, 19:16
      A ile typujecie wrywalizacji Nets z Pistons? Ja 4-2 dla Detroit

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka