Gość: animek
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
16.05.04, 02:17
W styczniu mialem zerwanie z kobita, po prawie 2 latach, z przyczyn ktorych nie bede tu opisywal, bo nie starczylo by mi czasu ;-) ... Od tamtej pory juz sie jakos nastawilem ze nawet nie bede "na sile" szukal kogos, z kim bym chcial byc. Po prostu odetchnac, poczuc sie wolnym, i jakos za duzo nie wspominac tego co bylo ... i bron boze nie pakowac sie w cos kolejnego ...
Do czasu ... Jakis czas temu (i to wcale nie tak dawno) uczestniczylem w grilo-urodzinach ... bylo calkiem milo fajnie i wogole (nawet nikt nie narzekal na niedobor plci przeciwnej, tak wyszlo i tyle) . Na poczatku byla tylko kobita solenizanta ... Po jakims czasie pojawila sie Ona ... Pierwszy rzut oka "sympatyczna, nizsza odemnie (co jest rzadkoscia :-), w moim typie... ale ... no tak, po co zaczynac wszystko od poczatku" ... Pozniej troszke pogadalismy i wstyd przyznac przed samym soba zaczynala mi sie coraz bardziej podobac ... Wspolne zainteresowania, rozmowa prowadzona swobodnie, milo i wogole, jakbysmy sie znali nie od dzis. Solenizant umknal do domu (troche pokropilo, no i pozna godzina byla). Przenieslismy sie do baru . Konwersacja w dalszym ciagu na poziomie zblizonym do poczatkowego, czyli luz blues malinka jakby ktos powiedzial.
Jak to ywa z barami, czasem je zamykaja :-) Przenieslismy sie do Jej mieszkania (w jakies 5 osob, niedobitki z poczatkowej imprezy).
Jak wiadomo "tylko killer ma pompe zamiast ..." ;-) Zaprowadzila mnie do toalety ... i zanim moj umeczony (znaczy sie pelny) pecherz odczul ulge jeszcze z 20 minut nawijalismy zdrowo (sam na sam) ... I sie wlasnie cos wtedy wydarzylo ... Przypadkowe dotkniecie dlonmi ... cos zaiskrzylo ... Uslyszalem "fajny z Ciebie chlopak" ... jakis buziaczek z nienacka wyskoczyl ... ale to wszystko nie bylo z mojej inicjatywy ... Powiem szczerze niezle mnie to zaskoczylo, ale w pozytywnym sensie ...
Impreza dobiegla konca, czesc osob sie zmyla, czesc zostala, faceci spali w jednym pokoju, Ona w drugim. Rano ewakuacja do siebie ... Poprosilem przed wyjsciem o jej numer telefonu ... Dostalem go . W drodze powrotnej lekki kac i wspomnienie tego c osie wydarzylo. Ale to nie koniec ... Od tamtej pory sobie milutko smsujemy, raz wiecej raz mniej ... W koncu dostalem wiadomosc z pytaniem czy mam (wszedobylskie) GyGy (gadu gadu znaczy sie) ... Jesli mam to jakby co podaje mi swoj numer. W ten sam wieczor jakos udalo sie zlapac razem na necie. Dowiedzialem sie ze tegoz wynalazku juz ze 100 lat nie uzywala. (Czyzbym byl powodem tego ze znowu zaczela ? :-p).
No i przez to wszytko czuje cos na styl tego co bylo 2 lata temu, ale pod wieloma wzgledami inaczej jakos ... Po piwerwszym spotkaniu czulem jaks dziwna energie... moze to bylo powodem tego pocalunku ? po ponad tygodniu kiedy od piatkiu nie odpisala na zadnego smsa, czuje jakas pustke, czegos mi brakuje ... (raz juz tak bylo, ze nie odpisywala, okazalo sie ze nie zabrala telefonu z domu). Jakis wewnetrzny niepokoj we mnie narasta .... Czy to ze zaczela znowu uzywac gg mam jakos interpretowac ? Czy to ze tak milczy ma jakies glebsze znaczenie ? Czy po prostu to co sie stalo jest czyms czym mam sobie nie zaprzatac glowy, jakis chwilowy kaprys kobiety, ktora wcale nie ma ochoty zeby cos z tego wyszlo ....
Czuje sie z tego wszystkiego dziwnie, za bardzo to mi cos przypomina, ale wtedy zebym doprowadzil sie do takiego stanu, minelo sporo ponad 2 miesiace ... jakby ktos uzyl jakiegos katalizatora ...
Co o tym wszystkim myslec ?