chaladia
19.12.04, 17:46
Panuje dziś, zwłaszcza wobec licznych ofiar wojny w Iraku, opinia, że praca
overseas była wyjątkowo niebezpieczna. Owszem, nie było to tak bezpieczne,
jak odbijanie pieczątek w pocztowym kantorku w Pcimiu Dolnym, ale tez przy
odrobinie zdrowego rozsądku nie było bardziej niebezpieczne od pracy na
budowie w Polsce.
Nie pamiętam, by zdarzył się śmiertelny wypadek na budowie z którą miałem
bliższy kontakt, czy to pracując na miejscu, czy obsługując ją z kraju.
Faktem jest, oczywiście, że Polacy w większości stanowili tylko kadrę
inżynieryjno-techniczną, ewentualnie byli brygadzistami. Jednakże na takiej
np. budowie EC Kawęczyn przez 5 lat 1980-1985 naliczyć było można 6 wypadków
śmiertelnych i kilka trwałych okaleczeń. W Chartumie na budowie elektrowni
nie zginął nikt.
Inna sprawa to wypadki drogowe poza pracą - te zdarzały się dość często i nie
było kontraktu, z kórego ktoś by nie wrócił jako "cargo". Dlaczego tak często
zdarzały się te wypadki - trudno powiedzieć. Trochę napewno przyczyniała się
brawura, bo w Egipcie czy Sudanie krajowcy z reguły jeżdżą 60-80 km/h, a
chaładzie tak mniej-więcej dwa razy więcej. Poza tym w Afryce wypadków
drogowych wogóle jest dużo, tyle że mało się o nich pisze w prasie dla
Białych. Gdyby w Europie ciężarówka zmasakrowała autobus zabijając kilka
tuzinów pasażerów, to by to był "news" na pierwsze strony wszystkich gazet. A
w Egipcie, Sudanie czy Syrii to jest mała notatka w lokalnej prasie. No,
chyba że w wypadku zginą Biali...
Inne zagrożenie, też wyolbrzymiane, to były choroby. Przed pierwszym wyjazdem
(do relatywnie bezpiecznego Egiptu) kazano mi się zaszczepić na wszystko, co
się dało wyobrazić. Dziś nikt podobnych szczepień turystom jadącym tam
tysiącami nie proponuje. Jakoś nie pamiętam, by ktoś z licznych
expatriate'ów. których zdarzyło mi się poznać zmarł od jakiejś tropikalnej
choroby. Oczywiście 90% jest malarykami, niektórzy z tej przyczyny poleżeli
sobie w szpitalu, ale łatwiej dziś w Polsce o zawał.