e_wok
27.02.05, 21:16
I moze mi powiedziec, na czym polega taka sztuka - jedzie sobie czlowiek
waskim korytkiem skladajacym sie 90 proc. z lodu, nie slizga sie skubany
wcale, wlasciwie w ogole sie nie rusza tylko sobie ogonami nart elegancko
zamiata w rowniutkim slalomiku? Dlaczego inni to potrafia, a ja sie rzucam z
obledem w oczach od brzegu do brzegu jak jakis pies Pluto i za nic nie
potrafie sobie konczyn pozbierac do kupy? Sfrustrowana jestem, kurka :-((