09.06.05, 22:03
jesteś przekonana, że przy pomocy racjonalnych argumentów bedziesz w stanie
dotrzeć do takich ludzi jak tad9, czy to po prostu sztuka dla sztuki?
Bo jesli jest to próba wpłynięcia nań choc w minimalny sposób, to podziwiam
Twój bezkresny optymizm...
Pozdrowienia:)
Obserwuj wątek
    • staua Re: Daria... 09.06.05, 22:04
      Co Wy piszecie i gdzie? Na FK? Bo weszlam dzis jakos z doskoku i nie wiem, o co chodzi...
      • braineater Re: Daria... 09.06.05, 22:09
        wątek 'wyjście z szafy'
        ja się nie udzielam alem naprawdę zadziwiony uporem Darii (pozytywnie),
        opowieścią pewnej dziewczyny
        oraz tad9 -ym, ale tego misia już miałem okazję parę razy w akcji typu 'seanse
        nienawiści' widziałem
        Pozdrowienia:)
        • staua Re: Daria... 09.06.05, 22:14
          Pytalam, bo Tad jest raczej znany na forum Feminizm... nawet nie zauwazylam, ze pojawia sie na FK.
          Zaraz zajrze, na razie lece do komorek!
          • daria13 Re: About tad9 09.06.05, 22:37
            Z Tadzikiem miłam przyjemność przez ponad chyba 2 tygodnie porozmawiać sobie o
            Szymborskiej, więc zaprawiona w boju jestem i nie mam się za stronę przegraną,
            nazwałabym to remisem, w czym pomógł mi w dużej mierze mój ukochany doktor:).
            Doskonale zdaję sobie sprawę z całkowitej beznadziejności moich wysiłków
            zmierzających do przekonania go o czymkolwiek, ale ta zabawa mnie kręci,
            zwłaszcza od chwili, kiedy przyznał, że na innych forach (patrz fora
            okołopolityczne) nie zawsze można spotkać osoby myślące. Bo taka jest zresztą
            prawda. To trudny przeciwnik, a przy tym bardzo wyrafinowany, bo w miarę
            kulturalny, co zaostrza mój apetyt na polemikę. I choć w 100 procentach wiem,
            że go nie przekonam, to jednak żywię nadzieję, że wzbudzę może przez chwilę
            odrobinę refleksji w jego doskonałym i jedynie słusznym ego.
            Trzymajcie za mnie kciuki:)
            Jest na FK facet, który mnie też kręci i który pasowałby być może do nas, ale
            nie wiem jak go zachęcić - to Wqrwiony. On zawsze pojawia się tam gdzie oszołom
            Grzech lub tad9 właśnie, ale nie tylko.
            Zawsze byłam jak najdalej od polityki, ale odkąd dostał się przypadkiem w moje
            ręce Salon Łysiaka i wpadłam w wir dyskusji z Tadem, obudził się we mnie zmysł
            polemiczny, nie wiedzieć czemu, więc Tadowi prędko nie odpuszczę, aczkolwiek
            bez większych widoków na sukces. Ale, czy sukces jest najważniejszy?
            Pozdro:)
            • braineater Re: About Wqrwiony 09.06.05, 22:45
              Z nim to akurat mam kontakt nawet bardziej bezpośredni bo via czat na pewnym
              nielegalnym programie do pobierania nielegalnych rzeczy:)
              I faktycznie jest niezły i jest pierwszą osobą, która mnie wyczaiła po samym
              stylu pisania - ot, po prostu w trakcie jakiejśc niezobowiązującej gadki
              dostałem od niego linka z jednym z wątków w którym się udzielałem i pytaniem
              czy to ja:) (tak oto dowiedziałem się że mam jakiś 'styl':P
              Ale on raczej się sciagnąc nie da, chyba nawet mu to zaproponowałem, ale miał
              jakieś opory:(
              Naotmiast jesli chodzi o dyskusje polityczne i obyczjowe - a akurat w tym kraju
              to to samo:(, to się nie udzielam, bo obawiam się, że przy całej stoickiej
              postawie, stałbym się drugim Oszołem albo Kaganem, tylko z poglądami w drugą,
              albo i w 3 stronę:) NAtomiast, pozwolę sobie podczytywac, bo moim zdaniem
              nieźle Ci idzie...
              Pozdrowienia:)
            • staua Re: About tad9 09.06.05, 22:45
              Nasze forum nie jest ukryte i kazdy moze je czytac, inaczej podzielilabym sie tez paroma refleksjami,
              ale za wczesnie chyba, aby je ukryc :-)
            • beatanu Re: About tad9 09.06.05, 22:56
              daria13 napisała:
              > Z Tadzikiem miłam przyjemność przez ponad chyba 2 tygodnie porozmawiać sobie
              o
              > Szymborskiej, więc zaprawiona w boju jestem i nie mam się za stronę
              przegraną,

              Aż sobie muszę ten wątek odkopać, nie pamiętam go bowiem (może jeszcze nie
              byłam wtedy uzależniona od FK i innych?)

              A podziwiam Cię Dario, podobnie jak kolega B. bo mnie takie osoby przekonane o
              swojej nieomylności, bez odrobiny choć pokory (i niech będą nawet nie wiem jak
              kulturalne) doprowadzają prędzej czy później do: szewskiej pasji, czarnej
              rozpaczy, białej gorączki i tym podobnych stanów niezbyt zdrowych i nie-
              sprzyjających rzeczowej dyskusji.

              Trzymam kciuki!!! Nawet jeżeli widoków na sukces nie ma w najbliższej
              pięciolatce. Ale czyż nie rozmawialiśmy wcześniej o kropli drążącej skałę?
              I pozdrawiam serdecznie :)
              • daria13 Re: About tad9 09.06.05, 23:09
                Dzięki za kciuki i ogólnie za wsparcie:) Czuję się taraz niemal jak jakiś
                bojownik o sprawę wagi państwowej. Choć byłabym fałszywie skromna, nie czerpiąc
                odrobiny satysfakcji z Waszych słów.
                Dla niezorientowanych, a zainteresowanych wątek nazywał się Nowa Szymborska,
                ale uprzedzam, że był mocno rozbudowany, ciężki i mało optymistyczny.
                Oczy wyłażą mi już z orbit, ale Wasze słowa i zapał polemiczny, a może jednak
                to nieszczęsne uzależnienie, ciągle nie pozwalają mi iść spać.
                Dobrze, że szanowny małż znowu w delegacji:)))
                Pozdrowienia z zimnego podwarszawia:)
                • beatanu Re: About tad9 09.06.05, 23:44
                  daria13 napisała:
                  >Dobrze, że szanowny małż znowu w delegacji:)))
                  > Pozdrowienia z zimnego podwarszawia

                  Ło rany, ja też korzystam, tylko że z nieuwagi córki, która zapatrzona w jakiś
                  ponoć dobry film w TV nie zauważyła, że znów łamię domowe przepisy korzystania
                  z komputera, tzn. w dni powszednie szluss o 23.00.
                  Pocieszam się tym, że dziewczyny jutro mają zakończenie roku szkolnego, czyli
                  to w zasadzie można podciągnąć pod dzień świąteczny.
                  Dobranoc!
                  P.S. A u nas dzisiaj było 24 stopni ciepełka!!!
    • broch No w takim razie mogę powiedzieć że: 10.06.05, 00:31
      Daria, nie masz szans. Twoim przeciwnikiem jest czas innymi słowy odpowiedź na
      to co piszesz ma charakter wysoce kontrolowany pozwalający na dowolną
      interpretację poprzednio napisanego postu. Zabawa skuteczna wyłącznie na forach.
      Niektórzy z resztą "uprawiają" tę metodę nieświadomie, co nie zmienia faktu iż
      tego typu technika jest nie do przegadania. Na końcu zostaje osoba z większą
      cierpliwością lub wiekszy cham/pieniacz.

      Generalnie tad9 i Wqrwiony to normalne trolle, zwierzątka dość powszechne na
      wielu forach, szczególnie gdy pojawia się tzw kontrowersyjny temat.

      Próba walki z trollami to jakby kolejna inscenizacja pojedynków don Kiszota.
      • daria13 Re: No w takim razie mogę powiedzieć że: 10.06.05, 08:50
        Broch napisał:
        <Generalnie tad9 i Wqrwiony to normalne trolle, zwierzątka dość powszechne na
        wielu forach, szczególnie gdy pojawia się tzw kontrowersyjny temat.

        Próba walki z trollami to jakby kolejna inscenizacja pojedynków don Kiszota.>

        :)))))
        • quarantina Re: No w takim razie mogę powiedzieć że: 10.06.05, 09:21
          Być może po tym poście też uznacie mnie za trolla. Trudno.
          Bardzo mnie zdziwił ten wątek w waszym towarzystwie. Z ciekawości prześledziłam
          też wątek o szafie. Nie zobaczyłam w nim niczego kontrowersyjnego poza tematem
          homoseksualizmu, który z definicji budzi emocje. Każdy z dyskutantów
          przedstawił swoje argumenty, w miarę czytelnie i rzeczowo. Różnica zdań,
          kolosalna, ale o to w dyskusji chyba chodzi. Nie wiem tylko skąd rodzi się chęć
          przekonywania siebie nawzajem za wszelką cenę, w tego rodzaju wymianie zdań.
          Gołym okiem widać, że nikt nikogo nie słucha tylko na siłę przekonuje o
          słuszności swojego poglądu.
          Nie podoba mi się jednak zaoczne dyskwalifikowanie kogoś jako dyskutanta.
          Każdemu z nas mogą tak obrobić tyłek publicznie. Osobiście czułabym się
          fatalnie, choć występuję tu anonimowo.
          Przepraszam, że psuję Wam nastrój, ale forum ma to do siebie, że nie wszyscy
          mówią jednym głosem.
          pozdrawiam
          • braineater Re: No w takim razie mogę powiedzieć że: 10.06.05, 09:30
            A tyż fakt Kwarantanko, że w lekki magiel poapdliśmy (ja zacząłem, ja:) ale od
            czasu do czasu można chyba - i nie wiem czy jest to 'obrabianie' czy po prostu
            próba 'opisania co sie widzi'. Ja tam bynajmniej wspomnianej osby za poglądy
            potepiać nie zamiaruję, bo ani mi on brat ani swat, tyle tylko, ze jestem
            zdziwiony zaangazowaniem Darii - a czemu, to juz napisałem wyzej.
            Pozdrowienia:)
            • quarantina Re: No w takim razie mogę powiedzieć że: 10.06.05, 09:45
              Akurat to rozumiem: zaangażowanie Darii. Też lubię potyczki słowne, bo
              intelektualne to (w moim przypadku) za dużo powiedziane. Jednak punktem wyjścia
              zawsze (oprócz różnicy zdań, oczywiście) powinna być wzajemna sympatia i
              szacunek. To jest bardzo stary pomysł. Niechęć (w tym momencie abstrahuję od
              wątku odzieżowego) do rozmówcy na wstępie zaburza racjonalne myślenie. Emocje
              nie przekładają się na argumenty. To jest, jak zwykle, mój osobisty pogląd.

              :)
              • broch Re: No w takim razie mogę powiedzieć że: 10.06.05, 13:39
                znajdź definicję trolla na intenecie, przeczytaj inne posty obu kolegów. Dla
                mnie zawracanie głowy (Twoje argumenty): wyrażanie opinii o innych nie wymaga
                aby te osoby były obecne. To raczej absurd. Czy każdemu kogo lubisz mniej mówisz
                że jest nie w porządku? Taka postawa może być również rozpatrywana negatywnie:
                ktoś może nie mieć ochoty aby wysłuchiwać złych opinii

                Z samego faktu iż ktoś wyraża swoje opinie publicznie (fora) wynika że naraża
                się na krytykę. Co jest normalne. Dotyczy całego "rzycia". Regularnie wyraższa
                wwoje opinie o osobach których nie znasz.

                Racjonalne myślenie może być podstawą niechęci. U podstaw sztuki leżą emocje
                (nie znaczy to że na forum sztukę się uprawia).

                Wszystkie poglądy są osobiste. Poglądy nieosobiste mogą wyrażać wyłącznie osoby
                do tego wydelegowane.

                Zadna z wyrażonych opinii nie była obraźliwa. Żadna nie była złośliwa.
                Jeśli ktoś na forum zacznie się wyśmiewać z innych, kpić z cudzych słabości, co
                więcej zrobi to w obecności wykpiwanej osoby wiedząc że ta osoba nie potrafi się
                bronić to źle świadczy to o kpiarzu.
                Ale nie ma obowiązku (wynikającego z dobrego wychowania) wyrażania opinii o kimś
                wyłącznie w obecności tej osoby. Jest różnica (którą powinnaś zauważyć) między
                obgadywaniem a wyrażaniem opinii.
                • quarantina Re: 10.06.05, 13:49
                  Broch jest modelowym przykładem na rozmówcę przekonanego o własnej
                  nieomylności. Uwielbiam jego mentorski ton. Nie tylko zresztą ja. Nie podejmuję
                  się dyskusji z nim na żaden temat z powodów, które sam sobie zresztą
                  wywnioskuje.
                  • daria13 Re: Nasz drogi Broch:) 10.06.05, 14:36
                    quarantina napisała:

                    > Broch jest modelowym przykładem na rozmówcę przekonanego o własnej
                    > nieomylności.
                    I tu się Quarantino ogromnie mylisz, bo Broch nie tak znowu dawno się ślicznie
                    pokajał i nawet nazwał się samokryczynie (niesłusznie zresztą:) świnią:)))
                    Nikt na tym forum chyba i na FK nie dostał tak mocno od Brocha jak ja, a mimo
                    to nie przestałam go lubić:o) i po cichutku liczę na to, że i on darzy mnie
                    odrobinką, taką odrobineczką sympatii,choc może on sam o tym nie wie:) Ale może
                    się mylę? (jak ja lubię tę frazę:))) Przepraszam, że się tak wdzięczę, ale
                    czasami mi się włącza taki tryb. Wiem, że Broch tego nie lubi, ale trudno:)))
                    To fajnie, że jest z nami Broch, bo inaczej zagłaskalibyśmy się na śmierć, a
                    nikt z nas, jak tu zauważyłam, tego nie lubi.
                    Pozdrawiam ciepło wszystkich:)
                    • quarantina Re: Nasz drogi Broch:) 10.06.05, 14:47
                      Broch się wścieknie:) Też lubię Brocha i wszystkich tu obecnych:) Niestetyż nie
                      liczę na rewanż.
                      • daria13 Re: Nasz drogi Broch:) 10.06.05, 15:11
                        Niestetyż nie
                        >
                        > liczę na rewanż.
                        I tu się bardzo mylisz. Mogę mówić za siebie, ale powiem krótko - ja Cię bardzo
                        lubię:) Masz tylko maleńką przywarę, którą ja nota bene też posiadam, ale w
                        realu, tutaj mi na szczęście coraz bardziej przechodzi; jesteś niepotrzebnie
                        skomna. Podkreślam NIEPOTRZEBNIE:)Często podkreślasz, że nie jesteś tak
                        elekwentna i inteligentna jak reszta, a tak wcale nie jest. Musisz się jedynie
                        bardziej otrzaskać, a tutaj powinno Ci to przyjść szybko i bezstresowo, bo ja
                        na początku też tak miałam, a dzisiaj zobacz jak się szarogęszę:))) I nie
                        wstydzę się, że czegoś nie czytałam, albo co gorsza czytałam (to właśnie kiedyś
                        Wqrwiony mi to racjonalnie wyperswadował i za to jestem mu wdzięczna;)i nie
                        wstydzę się wyznać dottorowi, jakim go darzę uwielbieniem i w ogóle jest cool.
                        Więcej wiary w siebie!!!
                        Nie umiem sprecyzować, w jakim mniej więcej jesteś wieku. Jeśli nie chcesz,
                        możesz nie mówić, bo ja niecierpię się przyznawać do mojego wieku, bo ponoć nie
                        wyglądam i mogę próbować udawać, żem jeszcze młoda:) Taka próżna jestem;)
                        Chodzi mi jedynie o Twój wiek przybliżony:)
                        Pozdrawiam mocno:)
                        • quarantina Droga Dario:) 10.06.05, 15:22
                          Kichał michał dyskusje i argumenty. To miłe co piszesz. Jestem Twoją jawną
                          wielbicielką od dziś:)
                          Wkrótce skończę 39 lat. Jestem zodiakalną wagą. Posiadam dzieci:)
                          • daria13 Re: Droga 10.06.05, 15:26
                            To możemy sobie łapki podać, bo jeśli masz dziatek dwoje, to niemal masz
                            wszystko identycznie jak ja, waga od urodzenia:))))
                            Pozdro:)
                    • broch Re: Nasz drogi Broch:) 10.06.05, 15:32
                      "Nikt na tym forum chyba i na FK nie dostał tak mocno od Brocha jak ja"

                      Moje zachowanie było absolutnie niedopuszczalne. Szkody naprawić się nie da.
                      ....ale czasem cos powiem (w granicach dobrego wychowania) :)
                • nienietoperz Apology of Broch + kto czyta ksiazki (vide FK) 10.06.05, 14:28
                  Duuuzo punktow dla Brocha za perfekcyjna logike wypowiedzi. I prosze sie nie
                  doszukiwac zadnych zlosliwosci - mozna sie nie zgadzac z brochowymi koncepcjami,
                  ale zelazna, dobrze uzasadniona konsekwencje w prezentowaniu wlasnych opinii
                  nalezy podziwiac.
                  Nie to, zebym podejrzewal szanownego kolege o chocby odrobine satysfakcji po
                  przeczytaniu powyzszego:-)

                  A a propos rozwazan, skad sie sztuka bierze, i kogo interesuje (+ a propos
                  dyskusji na FK) poczatek przeczytanego w weekend eseju:

                  `Those who love life do not read. Nor do they go to the movies, actually. No
                  matter what might be said, access to the artistic universe is more or less
                  entirely the preserve of those who are a little fed up with the world.'

                  Mimo wszystko optymistyczne (moze stad calkowity brak uzdolnien literackich)
                  pozdrowienia,
                  nntpz


                  P.S. Esej pisal pisarz o pisarzu - probujecie zgadywac?
                  • broch Re: Apology of Broch + kto czyta ksiazki (vide FK 10.06.05, 15:09
                    Esej pisal pisarz o pisarzu - probujecie zgadywac?
                    esej M. Houellebecqa o Lovecraft

                    "mozna sie nie zgadzac" pewnie że można....
                    Nie jest moim zamierzeniem przekonywać kogoś do moich racji. Forum traktuję jako
                    miejsce gdzie można poznać ciekawe wypowiedzi innych (interesujących) ludzi.
                    Czasem wsadzenie szpilki sprawia że wypowiedzi są jeszcze bardziej interesujące.
                    Uważam iż argument zawiódł gdy:
                    - nie przekonał
                    - przekonał

                    Celem dyskusji dla mnie nie jest przekonanie kogoś do swoich argumentów ale
                    zmuszenie siebie (i może innych) do zastanowienia się nad swoimi poglądami i na
                    ich weryfikacji (nie na "zgodzeniu się"). Dla mnie jest to dużo ważniejsze niż
                    "przekonanie".

                    Dyskusje na tym forum często zmusiły mnie do weryfikacji własnych poglądów. To
                    jest zaletą tego forum (i innych).

                    Jeśli ktoś odniósł wrażene że celem moich argumentów jest przekonywamie do moich
                    racji, to znaczy że moje argumenty zawiodły.
                    • nienietoperz Re: Apology of Broch + kto czyta ksiazki (vide FK 10.06.05, 15:14
                      Touche!
                    • dr.krisk Uzupelnienie.... 10.06.05, 15:20
                      To troche tak jest jak piszesz, ale nie do konca.

                      Nie zalezy mi na przekonywaniu do moich racji rozmaitych gluptaskow, trolli,
                      nawiedzonych, itp. W najlepszym wypadku traktuje przekomarzanie sie z nimi jako
                      dobra szkole formulowania wlasnych mysli, wprowadzenia pewnego uporzadkowania
                      do tego co mysle o swiecie. Albo po prostu robie sobie z nich jaja, bo nic tak
                      mnie nie cieszy jak doprowadzenie takiego nadetego pseudopatrioty & Prawdziwego
                      Polaka do stanu szewskiej pasji, ze az paluchami nie trafia w klawisze. Wiem -
                      uczucie to niskie, lecz mile....
                      Sa jednak ludzie sympatyczni i bystrzy, ktorzy potrafia rzeczowo rozmawiac. I
                      na ich przekonaniu do moich racji mi zalezy, badz to oni mnie przekonuja.
                      Najczesciej rozstajemy sie w pozycji remisowej - ale z wzajemnymie posianymi
                      ziarenkami zwatpienia :)
                      I o to chodzi.
                      KrisK
                      • broch Re: Uzupelnienie.... 10.06.05, 15:28
                        "....ale z wzajemnymie posianymi ziarenkami zwatpienia"

                        100% racji
                      • quarantina zupełnie serio 10.06.05, 15:29
                        Doktorze,
                        Z tego co wiem, albo i nie wiem, nigdzie w Polsce nie uczą retoryki. Moim
                        zdaniem przydałoby się.
                        Ja sama jestem przykładem dyletanctwa w tej materii. Często gubię tezę, mylę
                        argumenty za i przeciw, zapędzam siebie i rozmówcę w kozi róg. Denerwuje mnie
                        to, ale może dobrze, że przynajmniej to sobie uświadamiam.
                        • braineater Re: zupełnie serio 10.06.05, 15:35
                          Jeśli mogę się wtrącić, a skoro i tak się wtrąciłem, to mogę, to najlepszą
                          szkoła retoryki jest ładowanie się na głęboka wodę i jak najczęstsze zabieranie
                          głosu w dyskusji - czyli chcoiażby zabawa w forum.
                          Ja mam np tak, że sporo rzeczy, które tu piszę, układa mi się pod kopułką
                          dopiero w trakcie pisania i w trakcie wyszukiwania argumentów na kontry w
                          dyskusji. Przestrzeń postu bardzo czesto pozwala mi po prostu uświadomić sobie,
                          że myslę o czymś w taki sposób, w jaki to własnie sekundę temu napisałem. Stąd
                          też czasami chaos i sprzeczności w logice argumentów, ale powoli, mam nadzieję
                          będę się wyrabiał.
                          Pozdrowienia:)
                        • dr.krisk Chyba nie... 10.06.05, 15:59
                          quarantina napisała:

                          > Doktorze,
                          > Z tego co wiem, albo i nie wiem, nigdzie w Polsce nie uczą retoryki. Moim
                          > zdaniem przydałoby się.
                          Tutaj calkowicie sie zgadzam (witam w TWA....). Uczono mnie w szkolach
                          rozmaitych tak szlachetnych materii jak higiena, astronomia (nic nie
                          pamietam...), natomiast retoryki oraz logiki wypowiedzi - nie. No ale wtedy
                          niedosciglym wzorem retoryki byl Nudny Wieslaw.
                          Brak mi tego bardzo. Tu w Stanach zazdroszcze moim studentom wlasnie
                          praktycznego przygotowania do prowadzenia dyskusji oraz autoprezentacji. Roznie
                          to oczywiscie wypada - czasem ze wzgledu na niski poziom wiedzy dosc zalosnie,
                          ale w zasadzie kazdy student ma jakies przygotowanie w tym wzgledzie.
                          W Polsce siedze czasem jako czlonek komisji na obronach prac dyplomowych. I
                          mecze sie nieprawdopodobnie wysluchujac biednych mlodych ludzi, zmuszonych po
                          raz pierwszy w swoim dwudziestokilkuletnim zyciu do polgodzinnej wypowiedzi na
                          jakis temat!!!
                          Sam ma sklonnosc do skrecania w manowce i gubienia watku. Nad czym autentycznie
                          boleje.
                          KrisK
                          • staua Re: Chyba nie... 10.06.05, 16:25
                            Najtrudniejsze w forumowej retoryce jest odpowiadanie ludziom, ktory stosuja ciosy ponizej pasa, z
                            uzyciem odpowiednich slow. Nie wiem w takich wypadkach, co odpowiadac. Jesli ktos jest
                            zainteresowany taka szermierka, polecam rozmowy z Viperem 39 :-). Chyba kazdy rezygnuje i w ten
                            sposob jest on niezwyciezony.
                        • beatanu o kursach retoryki 11.06.05, 00:08
                          Wrzuciłam na google, tak z ciekawości hasło "kurs retoryki" i było tego sporo,
                          np www.ibl.waw.pl/index.php?strona=213
                          Ale podstaw powinno się uczyć w szkole podstawowej, a już na pewno w
                          średniej...

                          I może jeszcze jakiś kurs SŁUCHANIA rozmówcy... Bo jeżeli miałabym wyrazić
                          jakieś nie do końca sprawdzone i pewnie głupawe uogólnienie - to wydaje mi się,
                          że Szwedzi słuchają o wiele lepiej, uważniej, aktywniej niż Polacy...
                          Sama widzę, jak niemądrze to brzmi, sama przecia odżegnuję się od uogólnień,
                          ale nie mogę się uwolnić od tego wrażenia... No i to w ogóle już nie na temat.
                          Nie mącę, idę spać.
                          Dobranoc :)
                          • dr.krisk Nauka sluchania... 11.06.05, 16:06
                            beatanu napisała:

                            > I może jeszcze jakiś kurs SŁUCHANIA rozmówcy... Bo jeżeli miałabym wyrazić
                            > jakieś nie do końca sprawdzone i pewnie głupawe uogólnienie - to wydaje mi
                            się,
                            >
                            > że Szwedzi słuchają o wiele lepiej, uważniej, aktywniej niż Polacy...
                            Ha! To niesluchanie rozmowcow to wedlug mnie jedna z polskich zmor! Mecza mnie
                            zawsze wszelkie okazje towarzyskie, bo zamiast rozmowy mamy przewaznie luzno ze
                            soba powiazane monologi. Typowe jest takze w Polsce zadawanie pytania bez
                            oczekiwania na odpowiedz, co mnie zupelnie zbija z tropu, bo staram sie jakos
                            powaznie i sumiennie na pytanie odpowiedziec, natomiast pytajacy najwyrazniej
                            ma to gdzies i biegnie obejrzec kotlety! Nic z tego nie rozumiem, dlatego w
                            towarzystwie mam opinie ponuraka (nie znam dowcipow..) i alkoholika (no bo co
                            robic?).
                            O nieumiejetnosci sluchania w trakcie rozmaitych posiedzen, senatow i rad
                            wydzialow pisac nei bede, bo cisnienie mi skacze.
                            Zamiast tego - pozdrawiam.
                            KrisK
                      • staua Exactly, doctor n/t 10.06.05, 16:22

                  • braineater Re: Apology of Broch + kto czyta ksiazki (vide FK 10.06.05, 15:23
                    nienietoperz napisał:

                    > Duuuzo punktow dla Brocha za perfekcyjna logike wypowiedzi. I prosze sie nie
                    > doszukiwac zadnych zlosliwosci - mozna sie nie zgadzac z brochowymi
                    koncepcjami
                    > ,
                    > ale zelazna, dobrze uzasadniona konsekwencje w prezentowaniu wlasnych opinii
                    > nalezy podziwiac.
                    > Nie to, zebym podejrzewal szanownego kolege o chocby odrobine satysfakcji po
                    > przeczytaniu powyzszego:-)

                    Skoro mamy dziś dzień na zagłaskanie Brocha, to co mi tam - też się przyłaczę,
                    bowiem Broch świadomie spełnia jedną bardzo ważną funkcje na tym forumie - i
                    nie tylko tym, czyli udowadnia nam, że wcale nie musimy byc jednomyslni, by móc
                    się dogadać. A że robi to w sposób very bezpośredni, to plus dodatni kolejny:)



                    >
                    > A a propos rozwazan, skad sie sztuka bierze, i kogo interesuje (+ a propos
                    > dyskusji na FK) poczatek przeczytanego w weekend eseju:
                    >
                    > `Those who love life do not read. Nor do they go to the movies, actually. No
                    > matter what might be said, access to the artistic universe is more or less
                    > entirely the preserve of those who are a little fed up with the world.'

                    Hmmmm - tylko problem toperzu, dla mnie dużo bardziej przerażający, jest taki,
                    że te dzieciaki (kurna, dzieciaki, jestem 10 lat starszy tylko od nich...:)
                    kompletnie olewają partycypowanie w kulturze, pod jakąkolwiek postacią. Dla
                    nich istnieje tylko TV i sieć, a z sieci tylko GG, kurnik i onet czat.
                    Dla mnie największą trgedią było, jak kilku moich maturzystów wpuściłem w
                    zdawaćby się mogło, temat, który kręci wszystkich i o ktorym wszyscy mają
                    jakieś swoje zdanie, czyli jakie lubicie filmy, które sa dla was ważne. I,
                    panie dziejku, rybka... Null, zero, echo rozległo się po moim pueblo, bo
                    okazuje się, że film równiez nie kręci, no chyba, że dużo sie miga i błyska i
                    dobrze też jak od czasu do czasu coś rozgłośnie pierdyknie. Ja się jednak nie
                    poddaję i dawaj rzucac tytułami, które na mojej skromnej wielce osobie wrażenie
                    robiły w takim wieku właśnie, czyli klasyką żelazną: Tarantino, Rodriguez,
                    Lynch, Trainspotting czy Zły Porucznik. A w odwecie słysze Poranek kojota,
                    Chłopaki nie płaczą i M jak Miłośc...No nic tylko wziąść kredke świecową i
                    zacząć sobie pilnie podcinać aorty. I tu wracamy do problemu, który juz
                    zapodałem na FK, czyli szkoła jako instytucja do odmóżdżania i ogłupiania, do
                    robienia z tych dzieciaków bezwolnych automatów nastawionych na konsumpcje
                    taniochy i podrabianych wzruszeń, na fetyszystycznych miłośników wszelkiego
                    rodzaju celebrities itp itd. Bo ja rozumiem, że mozna sobie ogladac takie M jak
                    Miłośc, popodczytywać Galę czy inksze Bravo ale jesli jest to jedyny
                    ekwiwalent 'strawy duchowej' to zaczynam się poważnie obawiać. I wracając do
                    tego zacnego cytatu, który zapodałeś drogi Toperzu, obawiam się, że one tak jak
                    zadowalają się substytami kultury pod postacią kolorowych pism i 4fun TV, tak
                    również będą się zadowalły później substytutami życia pod postacią pracy i
                    wyjazdów na wczasy.
                    Ale ten pesymizm to pewno przez te paskudztwo zaokienne i początki kataru:)
                    Pozdrowienia:)
                    Cytat oczywiście nie wim skąd, ale brzmi znajomo:)


                    > Mimo wszystko optymistyczne (moze stad calkowity brak uzdolnien literackich)
                    > pozdrowienia,
                    > nntpz
                    >
                    >
                    > P.S. Esej pisal pisarz o pisarzu - probujecie zgadywac?
                    >
                    >
                    >
                    >
                    • nienietoperz kto czyta ksiazki (vide FK) 10.06.05, 16:32
                      Szkola, hiii, szkola. Temat pocieszny mocno - kazdy byl, kazdy cos pamieta,
                      kazdy ma cos do powiedzenia..

                      Nie rozumiem, dlaczego zrzucac odpowiedzialnosc na olewactwo kulturowe na pania
                      polonistke + pania wychowawczynie, tym bardziej nie proponujac, co takiego mogly
                      by zrobic. Bardziej ogolnie, nie rozumiem dlaczego chcesz sie zalamywac losem
                      literackoodbiorczym mlodziezy wspolczesnej - jakis czas temu sam afirmowales
                      jednostkowosc, niepowszechnosc, wsobnosc i odrebnosc. Moze to kwestia
                      przyzwyczajenia, ale wiekszosc moich dobrych znajomych i przyjaciol z czasow
                      studiow ksiazki omija i omijala z daleka. Naprawde mozna sobie poradzic z taka
                      sytuacja (najlepiej znalezc kogos, z kim mozna o kulturze pogadac, i czym
                      predzej sie z nim/nia ozenic)

                      Jesli sie w ogole przejmowac, to moze bardziej konstruktywnie? W zwiazku z
                      mizernym stanem oczytania przecietnej polonistki, jesli odebrac jej kanon
                      lektur, to w efekcie nastapi tylko gorsze zagubienie. Juz teraz chyba nie wolno
                      w szkole powiedziec: to jest dobra literatura, a to kiepska?
                      Czy naprawde proponujesz podejscie: a czytajta co chceta, byle duzo?
                      Wydaje mi sie, ze to jest OK, ale dopiero jesli sie czegos o ksiazkach i ich
                      czytaniu dowiedzialo - kiedy masz w mozgu jakies, chocby elementarne, odnosniki
                      i drogowskazy.
                      Kiedy w wieku lat 12-13tu tluklem MacLeany, Nortony, Koontze i inne takie, dobry
                      duch w postaci starszej 9 lat siostry podsuwal cos bardziej dorzecznego. Kiedy w
                      wieku lat 16-17tu tluklem Dicki, Lemy, Tyrmandy i Conrady, dobry duch
                      pochwalala+podpowiadala, ze warto tez czytac o literaturze, bo potem juz na to
                      nie bedzie za bardzo czasu (za bardzo sie nie mylila). Kto wie, co by ze mnie
                      wyroslo, gdyby nie czujny glos wskazujacy od czasu do czasu, ze nie wszystko
                      jedno, polecajac KONKRETNE rzeczy.
                      Metnosc argumentow wskazuje, ze na Brocha nie wyrosne tak czy inaczej.
                      Pozdrowienia,
                      NNTPZ




                      braineater napisał:

                      > Hmmmm - tylko problem toperzu, dla mnie dużo bardziej przerażający, jest taki,
                      > że te dzieciaki (kurna, dzieciaki, jestem 10 lat starszy tylko od nich...:)
                      > kompletnie olewają partycypowanie w kulturze, pod jakąkolwiek postacią. Dla
                      > nich istnieje tylko TV i sieć, a z sieci tylko GG, kurnik i onet czat.
                      > Dla mnie największą trgedią było, jak kilku moich maturzystów wpuściłem w
                      > zdawaćby się mogło, temat, który kręci wszystkich i o ktorym wszyscy mają
                      > jakieś swoje zdanie, czyli jakie lubicie filmy, które sa dla was ważne. I,
                      > panie dziejku, rybka... Null, zero, echo rozległo się po moim pueblo, bo
                      > okazuje się, że film równiez nie kręci, no chyba, że dużo sie miga i błyska i
                      > dobrze też jak od czasu do czasu coś rozgłośnie pierdyknie. Ja się jednak nie
                      > poddaję i dawaj rzucac tytułami, które na mojej skromnej wielce osobie wrażenie
                      > robiły w takim wieku właśnie, czyli klasyką żelazną: Tarantino, Rodriguez,
                      > Lynch, Trainspotting czy Zły Porucznik. A w odwecie słysze Poranek kojota,
                      > Chłopaki nie płaczą i M jak Miłośc...No nic tylko wziąść kredke świecową i
                      > zacząć sobie pilnie podcinać aorty. I tu wracamy do problemu, który juz
                      > zapodałem na FK, czyli szkoła jako instytucja do odmóżdżania i ogłupiania, do
                      > robienia z tych dzieciaków bezwolnych automatów nastawionych na konsumpcje
                      > taniochy i podrabianych wzruszeń, na fetyszystycznych miłośników wszelkiego
                      > rodzaju celebrities itp itd. Bo ja rozumiem, że mozna sobie ogladac takie M jak
                      >
                      > Miłośc, popodczytywać Galę czy inksze Bravo ale jesli jest to jedyny
                      > ekwiwalent 'strawy duchowej' to zaczynam się poważnie obawiać. I wracając do
                      > tego zacnego cytatu, który zapodałeś drogi Toperzu, obawiam się, że one tak jak
                      >
                      > zadowalają się substytami kultury pod postacią kolorowych pism i 4fun TV, tak
                      > również będą się zadowalły później substytutami życia pod postacią pracy i
                      > wyjazdów na wczasy.
                      > Ale ten pesymizm to pewno przez te paskudztwo zaokienne i początki kataru:)
                      • dr.krisk A mi jest zal.... 10.06.05, 17:00
                        Czytelnictwa mi zal. Jak juz wielokrotnie pisalem, nie uwazam czytania ksiazek
                        za najwyzsza forme spelnienia intelektualnego. Czasem zamiast wglebiac sie w
                        metne wywody lepiej posiedziec na murku i popatrzec na dookole. Albo poplywac.
                        Ale czytelnictwa mi zal. Ze jednak wyparte przez (powiedzmy szczerze)
                        powierzchowne formy wspolczesnego gadulstwa, nieznoszacego wypowiedzi dluzszych
                        niz spot reklamowy, sms-owy belkot, jezyk filmowy oparty na efektach
                        specjalnych, itp. Wiem, ze zabrzmi to jak smedzenie, i sam jak to czytam to
                        nabieram niecheci do siebie, ale do tej tandety mam wstret wielki. I nic na to
                        nie poradze.

                        Czytelnictwa mi zal. Przechodzenia (trudnego) od latwiejszych autorow do
                        trudniejszych, porzucania ksiazek, powracania do nich, znajdowania w ksiazkach
                        wlasnych przemyslen i wrazen. Czytelnictwa jako dialogu z autorem.

                        Zal mi tez mlodych ludzi owego czytelnictwa pozbawionych.
                        Krisk
                      • braineater Re: kto czyta ksiazki (vide FK) 10.06.05, 17:24
                        nienietoperz napisał:


                        >
                        > Nie rozumiem, dlaczego zrzucac odpowiedzialnosc na olewactwo kulturowe na
                        pania
                        > polonistke + pania wychowawczynie, tym bardziej nie proponujac, co takiego
                        mogl
                        > y
                        > by zrobic. Bardziej ogolnie, nie rozumiem dlaczego chcesz sie zalamywac losem
                        > literackoodbiorczym mlodziezy wspolczesnej - jakis czas temu sam afirmowales
                        > jednostkowosc, niepowszechnosc, wsobnosc i odrebnosc.

                        Oczywiście, podstawy niechęci do instytucji edukacyjnych, wzięły się z
                        zadawnionych urazów, ostrych konfliktów, brutalnych traum i tym podobnych. Nie
                        bez kozery się w końcu liceum kończyło przez 7 lat i się skończyło
                        eksternistycznie:)
                        Ale, orprócz wrodzonej niechęci do tejże instytucji mam jeszce jeden zarzut -
                        po co dzieci idą do szkoły? Bo wydaje mi się, że po to, by mogły się czegoś o
                        świecie nauczyć, czegoś dowiedzieć o sobie i swoich pasjach, by trafiły na
                        mentora (paskudne słowo), który im pokaże, jak działa świat i co w nim jest
                        ważnego a co stanowi ledwie margines.
                        Polska szkoła niestety skupia sie własnie na marginesach, na rzeczach zbędnych,
                        stanowiących niepotrzebny balast, na wiadomościach, które za kilka lat i tak
                        będą zdezaktualizowane, zamist uczyc podstaw, czyli myslenia i wyrażania
                        własnych emocji i przemyśleń. Spójrz zresztą w dalsze posty tego wątku, który
                        zresztą (dygresja) jak zwykle pooooooooooooszedł w taką różnorodnośc, że tu
                        chyba wogóle nie ma sensu wpisywac tematu ogólnego:), gdzie Kwarantanka mówi o
                        braku jakiegokolwiek szkolenia w myśleniu logicznym i uporządkowanym. To też
                        jest wina szkoły.
                        Oczywiście, nie można wszystkiego zwalić na nauczycieli, bo po pierwsze ja się
                        nie dziwię, że za 700 złotych robi się pracę na 'odwalsię', że zmasakrowani
                        nadmiarem papierkowych bzdur i buchalterii, ci ludzie nie mają czasu ni ochoty
                        na własny rozwój i to wszystko przenosi się potem na uczniów. No i po drugie,
                        paru niesamowitych nauczycieli w swoim zyciu i owszem spotkałem - ale to
                        niestety są wyjątki.
                        Zdecydowanie powinna odbyć się reforma edukacji, ukierunkowana na wprowadzenie
                        dzieciaków w zycie, w całym jego bogactwie, na wzbudzenie w sposób przyjazny
                        nieinwazyjny i nieprzymusowy zaintersowań nieco bardziej wysublimowanych, niz
                        znalezienie pracy czy zakupienie najnowszego rózowego ciuszka. Jak to zrobić,
                        oczywiście nie wiem, ale pogadac na ten temat moge dłuuuuuuugo:)


                        Moze to kwestia
                        > przyzwyczajenia, ale wiekszosc moich dobrych znajomych i przyjaciol z czasow
                        > studiow ksiazki omija i omijala z daleka. Naprawde mozna sobie poradzic z taka
                        > sytuacja (najlepiej znalezc kogos, z kim mozna o kulturze pogadac, i czym
                        > predzej sie z nim/nia ozenic)

                        Dokładnie to samo napisałem na FK, że to nie jest sprawa czytania, tylko sprawa
                        braku zaintersowań poza zaintersowaniami bardzo przyziemnymi.


                        > Jesli sie w ogole przejmowac, to moze bardziej konstruktywnie? W zwiazku z
                        > mizernym stanem oczytania przecietnej polonistki, jesli odebrac jej kanon
                        > lektur, to w efekcie nastapi tylko gorsze zagubienie. Juz teraz chyba nie
                        wolno
                        > w szkole powiedziec: to jest dobra literatura, a to kiepska?
                        > Czy naprawde proponujesz podejscie: a czytajta co chceta, byle duzo?


                        Nie, nie nie i jeszcze raz nie, a własciwie tak:)
                        Już sie tłumaczę - wydaje mi się, o czym pisałem już wielokroć, że czytanie
                        musi przyjśc samo, niewmuszone ale na przykład polecone. Sam dlaej piszesz o
                        siostrze, która Cie motywowała, ale przeciez na pewno nie kazała Ci prowadzic
                        dzienniczka lektur, tudzież omawiać ich w rodzinnym gronie. Jeśli do debat
                        dochodziło, to zapewne raczej spontanicznie. I tak własnie czytnie powinno sie
                        rozwijać - w moim przypadku akurat czytanie pojawiło sie samoistnie, dośc
                        wczesnie, bo matka i owszem czytała, lecz nigdy nie polecąła mi żadnych lektur.
                        Natomiast frapowała mnie zawsze sama czynność, że ktoś może być tuż obok, ale
                        tak naprawdę go nie ma (mama ma system czytania na 'beton' czyli wokół może
                        rozgrywać się trzecia wojna światowa, a ona jej nie zauważy, póki nie skończy
                        czytac - i to przejąłem:)i dlatego tez zacząłem, prowadzany do biblioteki, sam
                        wygrzebywac rózne ksiązki z dostępnych dla mnie pólek. I tak się zaczęło.
                        NAtomiast jeśli chodzi o racjonalizowanie przyjemności związanej z czytaniem,
                        to przyszło bardzo późno, bo dopiero około dwudziestki i dlatego też, tak się
                        nad wami znecam tu i tam, bo wreszcie mam okazję sie wygadac:)Za to przez ten
                        okres nieracjonalizowanego czytelnictwa przeczytałem mnóstwo sieczki, chłamu i
                        całej niewymawialnej reszty (zresztą wykorzystwałem na to czas niechodzenia do
                        szkoły:)i naprawdę uznaję to za najlepszą szkołe gustu, jaką mogłem mieć. Bo
                        zdecydowanie wole mieć swoją własną opinie o czymś tam, typu Harlequin, niz
                        podpierac się protezami krytyków. Krytyka jest przydatna ale nie zastąpi
                        własnego, bardzo introwertycznego podejścia do literatury. I tu znów wraca
                        szkoła, jako źródło 'niepodważalnych opinii' & schematów myślenia i mówienia o
                        literaturze, czyli cały ten koszmar, który musze próbowac jakoś przęłamywac u
                        moich korepetytentów (jeszce ochydniejsze słowo:)
                        I dlatego jak najdalszy jestem od potępiania ludzi, którzy zachwycają się
                        Cohelami, Whartonami czy Brownami, bo jest to iskierka nadzieji, że prędzej czy
                        później dojdą do tego, że cyztanie to nie tylko obgryzanie paznokci i z
                        zapartym tchem oczekiwanie, na wyjasnienie zagadek fabuły, ale najpowazniejszy
                        feedback dla myślenia.
                        No to się byłem rozgadałem, ale może gdzies tam jest sens ukryty:)
                        Pozdrowienia:)
                        • beatanu Re: kto czyta ksiazki (vide FK) 12.06.05, 00:13
                          braineater napisał:

                          > Zdecydowanie powinna odbyć się reforma edukacji, ukierunkowana na
                          wprowadzenie
                          > dzieciaków w zycie, w całym jego bogactwie, na wzbudzenie w sposób przyjazny
                          > nieinwazyjny i nieprzymusowy zaintersowań nieco bardziej wysublimowanych, niz
                          > znalezienie pracy czy zakupienie najnowszego rózowego ciuszka. Jak to zrobić,
                          > oczywiście nie wiem, ale pogadac na ten temat moge dłuuuuuuugo:)

                          Ja też nie wiem, ale nie mogę sobie odmówić podania przykładu Szwecji... Jeżeli
                          kogoś to nuży, to nie musi czytać, wiem, że takie ciągłe odnoszenie wszystkiego
                          do obcych wzorców może być na dłuższą metę upierdliwe ale co mi tam :)

                          Czytelnictwo w Szwecji należy do najwyższych w Europie. Rocznie sprzedaje się
                          tu 40 milionów książek i wypożycza ok 80 milionów (dla przypomnienia - Szwecja
                          ma 9 mln mieszkańców). Przeciętne dziecko czyta 4 ksiażki na miesiąc.
                          Wspaniale! Ale jak oni to robią...

                          Wydaje mi się, że zaczynają właśnie od tych małych szkrabów... Tradycja
                          wspaniałej literatury dziecięcej, tradycja systematycznego czytania w
                          przedszkolu. No i szkoła - czyli dochodzę w końcu do sedna sprawy. Nie ma tutaj
                          kanonu lektur, mniej lub bardziej niestrawnych. Jeżeli jest przymus czytania
                          jakiejś wybranej przez nauczyciela/radę pedagogiczną książki, to takowy pojawia
                          się dopiero w klasie siódmej, ósmej i dziewiątej. I nie ma takich lektur dużo.
                          Wcześniej dzieci SAME (albo z pomocą bibliotekarki) w szkolnej bibliotece
                          wybierają książki, które chcą przeczytać (bo jakieś książki muszą wybrać) i
                          czytają je na tzw. godzinach cichego czytania. Zadnych męczących wspólnych
                          opracowań i omawiań pt."co autor chciał nam powiedzieć". Radość czytania w
                          najbardziej pierwotnej formie. Dzieci mają się później między sobą wymieniać
                          uwagami o przeczytanej książce, czasami napisać coś w rodzaju recenzji. I tyle.
                          I one to robią! Choć oczywiście jednym to wychodzi lepiej, innym gorzej. Tym
                          sposobem małolaty przekształcają się w istoty czytate w miarę bezboleśnie i w
                          miarę przyjemnie.

                          A dzieła z historii literatury narodowej (i obcej) podawane są w strawnych
                          fragmentach. Pojedyńcze opowiadania, fragmenty dramatów. I wydaje mi się, że
                          dziecię nie przymuszone do przekopania się w całości przez niektóre "cegły"
                          Strindberga mają większe szanse na to, że kiedyś sięgną po nie z czystej
                          ciekawości czy chęci dogłębniejszego poznania jednego z Wielkich. Można takiemu
                          systemowi zarzucić powierzchowność i brak spójności, ale mnie przekonuje!
                          Może właśnie niezmuszani do czytania w szkole, Szwedzi czytają tak dużo jako
                          dorosłe osoby? Upraszczam, wyciągam zbyt pochopne wnioski ale późno już...

                          B :)
                    • beatanu o zagłaskiwaniu brocha 10.06.05, 23:55
                      braineater napisał:
                      > Skoro mamy dziś dzień na zagłaskanie Brocha, to co mi tam - też się
                      przyłaczę,
                      > bowiem Broch świadomie spełnia jedną bardzo ważną funkcje na tym forumie - i
                      > nie tylko tym, czyli udowadnia nam, że wcale nie musimy byc jednomyslni, by
                      móc
                      >
                      > się dogadać. A że robi to w sposób very bezpośredni, to plus dodatni kolejny:)

                      Znów wygląda na to, że nie udało mi się wstrzelić w odpowiedni wątek i dzień ;)
                      Pozwolę sobie przypomnieć, że zagłaskiwać brocha, tak ciut, zaczęłam już
                      wczoraj późnym wieczorem (czylim awangardą niejako:)

                      Oto dowód rzeczowy:
                      • Wtrącę się na chwileczkę
                      beatanu 09.06.2005 23:38 + odpowiedz


                      broch napisał:

                      > "...czasami tylko trochę mniej;)"
                      > i tak niech zostanie :))

                      I może o to chodzi? O te różnice w postrzeganiu świata i przeżywaniu go na
                      przeróżne sposoby? Przyznam, że zaskoczyłeś mnie bezpardonowym atakiem (tak
                      odebrałam Twoje zdanie o dzieciach i matczyństwie słodkim mlekiem itd) na boga
                      ducha winną Darię. I teraz nie tylko ona ma lęki ;)))
                      Ale gdyby Ciebie Brochu zabrakło, to zaadorowalibyśmy się chyba na śmierć...
                      Jak jesteś, to nam to nie grozi.

                      Zauważyłeś, że i tak wyszedł z tego komplement? Jezu, nic na to nie poradzę,
                      żem taka pozytywna. Czasami mi to przechodzi :)
                      Dobranoc!

                      Dobranoc powiem jeszcze raz, bo już pora na sen....
                      B


            • staua Re: No w takim razie mogę powiedzieć że: 10.06.05, 16:16
              Wrecz nie widze tu obrabiania NIKOGO - raczej Daria wyrazila nawet szacunek dla Tada i wqrwionego.
              Tad jest rzeczywiscie jedna z nielicznych osob, ktore wyrazaja poglady, o ktorych wiedza, ze spotkaja
              sie z oporem w danym watku, z pasja, a jednoczesnie bez chamstwa, jakie mozna by sobie wyobrazic (
              i jakie widac np. na forum Polonia)
          • beatanu Re: No w takim razie mogę powiedzieć że: 10.06.05, 09:51
            quarantina napisała:

            > Przepraszam, że psuję Wam nastrój, ale forum ma to do siebie, że nie wszyscy
            > mówią jednym głosem.

            I chwała Ci za to Quarantino, i nie przepraszaj, bo właśnie takiego
            chłodniejszego prysznica i świeżego spojrzenia trzeba nam (no dobrze - mnie!)
            było... Jak nazwa TWA wskazuje, jesteśmy towarzystwem wielbiącym się nawzajem,
            co niewątpliwie zwiększa ryzyko wewątrzforumowej duchoty. A forumowiczom pewnie
            łatwiej wpaść w pułapkę samozadowolenia, poczucia "lepszości" i co za tym
            idzie -"recenzowania" innych uczestników dyskusji. Ale przecież nikt nie został
            tutaj zdyskwalifikowany... przynajmniej w moim odczuciu.

            Pozdrawiam serdecznie :)

            • daria13 Re: Quarantinko:) 10.06.05, 11:09
              Z tym obrabianiem kogoś to masz trochę racji, ale nie do końca, bo po pierwsze
              nasze forum jest forum otwartym, więc nie jest to obrabianie za plecami, po
              drugie nie wydaje mi się, żebyśmy kogoś obrazili, ja o tadzie napisałam tylko,
              że jest trudny, ale to raczej komplement, i kulturalny, a o wqrwionym to
              zdecydowanie było na tak, skoro chciałabym go mieć tutaj (ależ ferment by
              wprowadził, ale taki w sumie zdrowy;). Jedynie Broch trochę pojechał, ale on
              taki już jest; wali prosto z mostu i się nie obcyndala i z pewnością nikt go
              już nie zmieni, bo i po co?
              Z tym szacunkiem, albo lubieniem rozmówcy to w sumie się zgadzam, ale co zrobić
              z osobnikiem, który tego szacunku nie okazuje za grosz Tobie?
              Między innymi dlatego rozmawiam z tadem9, że mimo całego jego uporu i braku
              pokory, jak to słusznie określiła Beatanu, nie mogę mu zarzucić braku
              zachowania podstawowych norm społecznych.
              I wreszcie rzecz najważniejsza, jaki jest sens dyskutowania z osobami, których
              wiemy, że nie uda nam się przekonać?
              Może dla samej przyjemności dyskutowania? Mnie to czasami kręci.
              Może dlatego, że żywimy nadzieję, że o ile na pewno nie przekonamy, to może
              jednak zmusimy do refleksji, zachwiejemy przez chwilę tą niezniszczalną
              pewność, zrobimy minimalny choćby wyłom w murze absolutniej pewności i
              przekonania o jedynie słusznej słuszności, naszego rozmówcy. Mi samej nieraz
              zdarzyło się, że w jakiejś kwestii zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy ja
              aby tak na 100% mam rację. Tak mi się zdarza przy interpretacji niektórych
              książek. Rzecz jasna w dyskusji światopoglądowej może być trudno zrobić ten
              wyłom, ale może niektóre osoby, niekoniecznie nasi bezpośredni rozmówcy,
              złagodzą nieco swoje radykalne podejście do tematu i choć nie polubią, to może
              ich okrzyki na wiecu będą mniej obraźliwe, choć trochę...
              :o)
              • noida Re: Quarantinko:) 10.06.05, 12:54
                A poza tym, wbrew temu, co napisał broch, widziałam już raz ewenement w postaci
                przekonania zajadłego osobnika głoszącego pewną kontrowersyjną tezę, że nie ma
                racji. Dyskusja była nieprawdopodobnie ostra, tezą osobnika poparta
                wieloletnimi złymi doświadczeniami i mimo to udało się go przekonać. Więc jeśli
                cud mógl się zdarzyć raz, to może i drugi się zdarzy :-) Nie trać więc
                nadzieji, uparta Dario :-)
                • daria13 Re: A propos czytania chłamu 10.06.05, 21:01
                  A ja wciąż nie wiem, czy kolega Braineater czytał Samotność w sieci. Nikogo z
                  Was o to nie podejrzewam, ale skoro kolega B. stara się czytać wszystko, to
                  może to też. A może nie daj Boże małżonka czytała? Bo dla mnie ta książka z
                  socjologicznego punktu widzenia stanowi zagadkę.
                  :)
                  • agni_me Re: A propos czytania chłamu 10.06.05, 21:16
                    A jaki to jest socjologiczny punkt widzenia? I co w Samotności jest zagadką?
                    • daria13 Re: A propos czytania chłamu 10.06.05, 22:51
                      Nie wiem, co to jest socjologiczny punkt widzenia, ale ładnie brzmi,
                      nieprawdaż?;)
                      Samotność przeczytałam, bo moja koleżanka, którą niezwykle lubię i która jest
                      dla mnie uosobieniem cnót wszelakich od wysokiego stopnia inteligencji po
                      dobroć (takie troche starościeckie słowo, ale taka właśnie jest) opowiedziała
                      mi jak przez pół nocy czytała książkę, nad którą rzewnie płakała, choć tych łez
                      sama przed sobą się nieco wstydziła. Nie wiedząc nic wcześniej na temat
                      książki, ani pana Wiśniewskiego, zaintrygowana sięgnęła. Nie tylko sięgnęłam,
                      ale i przeczytałam. I jakież było moje rozczarowanie, gdy okażało się, że nie
                      dość, że nie płakałam, to jeszcze powyższa pozycja odrzuciła mnie na kilometr
                      od podobnych sobie, bo tak wydumanego i kiczowatego romansu nie zdarzyło mi się
                      czytać od niepamiętnych czasów. Ale jakież było moje zdziwienie, kiedy moja
                      przyjaciółka, której kupiłam tę książkę w prezenie, bo czułam, że jej akurat
                      będzie się podobać (rozsądna, stateczna matka dzieciom, lubiąca dobrą fantasy i
                      Łysiaka)zadzwoniła do mnie ze szlochem, ale to naprawdę z gardzo głośnym
                      szlochem, graniczącym z histerią z pytaniem, cytuję: "Dlaczego mi to zrobiłaś,
                      jak mogłaś mi to zrobić!!! Przez Ciebie płaczę od dwóch godzin, właśnie
                      skończyłam samotność! To najpiękniejsza książka w moim życiu." - koniec cytatu:)
                      I to jest właśnie dla mnie zagadka, jak rozsądna, myśląca osoba może przejąć
                      się tak głęboko tego typu literaturą, no jak?
                      Jeśli zadałaś mi to pytanie, bo sama jesteś wielbicielką, to po pierwsze
                      znielubisz mnie jeszcze bardziej niż przedtem, a po drugie zarzucisz mi, że nie
                      mam prawa tak oceniać ludzi, którzy mają pełne prawo zachwycać się twórczością
                      pana W. Ale ja też mam chyba prawo nią się nie zachwycać, a nawet, nie bójmy
                      się użyć tego słowa, pogardzać. A co mi tam, jak mam zasłużyć na twoją totalną
                      dezaprobatę, to po całośći:))))
                      Nie potępiam i nie oceniam ludzi, którzy zachwycają się Samotnością, ja ich po
                      prostu nie rozumiem.
                      Pozdrawiam:)
                      • agni_me Re: A propos czytania chłamu 11.06.05, 01:17
                        Opowiedziałaś dwie urocze czytelnicze historie, ale ja dalej nie rozumiem, co
                        jest dla ciebie zagadką. Czy to, że twoje koleżanki, które cenisz mają inny
                        gust czytelniczy? Czy też zadziwia cię, że można głęboko przeżywać kicz? Oba
                        przypadki są dość powszechne i oczywiste i nie ma w nich nic zagadkowego.

                        Sam Wiśniewski bezbłędnie zresztą utrafił w czas i już ponad trzy, albo i
                        cztery lata temu, wieściłam mu na gazetowym forum pozycję autora jednej
                        powieści, za to kultowej i czytanej przez kolejne piętnaście lat (do czasu
                        unetowienia społeczeństwa). Oto mamy Trędowatą na miarę XXI wieku. Zamiast
                        pokornej i dziewiczo skromnej Stefy, uwodzicielską netową femfatal, zamiast
                        ordynata i parku - usieciowionego naukowca i bezdroża netu. Środowisko znacznie
                        lepiej znane współczesnym, ale dla większości świat wciąż dość egzotyczny, choć
                        przecie na wyciągnięcie nóg do kafejki internetowej - każda pani i panienka
                        może się utożsamić i przeżyć Wielką Miłość. Oto love story dostępne dla każdego.

                        Nad Trędowatą łkały przed wojną nie tylko kucharki, Samotność w sieci podoba
                        się teraz także profesorkom zwyczajnym. Rozsądne i myślące osoby też mają
                        emocje, marzenia, niezrealizowania, tęsknoty i najczęściej wybuchają one przy
                        takiej właśnie literaturze, bowiem innych romansów się nie pisuje. Co w tym
                        zagadkowego?

                        Pytanie zadałam, bo nie rozumiem czego nie rozumiesz, a mam tak, że lubię.
                        Rozumieć. Ot taka ułomność. Nie ma ono nic wspólnego z oceną książki
                        Wiśniewskiego, swoją drogą - nie dałam rady jej przeczytać całej.

                        Na koniec mała uwaga. Trudno kogoś znielubić po wpisach na temat książek, ale
                        można sobie wyrobić nienajlepszą opinię o interlokutorze, jeśli ten, kompletnie
                        nie znając rozmówcy, sugeruje z wyprzedzeniem, co ten myśli i co zrobi i
                        jeszcze mu to wkłada "w palce".
                        • daria13 Re: A propos czytania chłamu 11.06.05, 12:10
                          A widzisz, teraz już rozumiem! Jestem osobą podchodzącą do żcycia i świata dość
                          emocjonalnie, jak mi się coś podoba to tak na zabój, jak nie - to odrzucam
                          niemal ze wstrętem. Nie mam w ogóle zdolności analitycznego myślenia i dlatego
                          prawdopodobnie nie wpadłam na to, że Wiśniewski to taka współczesna Mniszkówna.
                          A jak to teraz przeczytałam przez Ciebie napisane, to od razu mi się rozjaśniło
                          w główie. Masz absolutną rację, tylko mnie tak odrzuciło od tej prozy, że nie
                          mogłam zrozumieć osób, w moich oczach, mądrych, że dały się na to złapać, ale
                          to chyba właśnie ta potrzeba wzruszenia się tą Wielką Miłością tutaj zawarzyła.
                          A ja mimo całej swojej emocjonalności jakoś tak dziwnie nie lubię love story,
                          bo mi to zawsze gdzieś pachnie banałem i sentymentalizmem, a w książkach tego
                          akurat nie lubię. Bardzo Ci dziękuję za wyjaśnienia.
                          Z tym nielubieniem za wypowiedzi na forum jednak się nie zgodzę. Miałyśmy już
                          przecież nieraz przyjemność rozmawiać i z reguły nie były to miłe pogaduszki,
                          lecz raczej starcia odmiennych poglądów, a ponieważ Twoje pytanie sugerowało, w
                          moim odczuciu, że jesteś wielbicielką W. to zachodziła obawa, że będziesz na
                          mnie zwyczajnie zła, za moją bezlitosną krytykę;). Kiedy wiem, że ktoś czymś
                          się bezgranicznie zachwyca, staram się nie wywalać mu prosto z mostu
                          informacji, że to wielkie g., bo taka już subtelna i nieco zakłamana jestem,
                          ale nie lubię komuś robić przykrości.
                          Dalej z tym nielubieniem to różnie jest, bo taka na przykład Wqurzona kiedyś
                          mnie bardzo nie lubiła, atakaowła mnie wręcz personalnie i bez pardonu, a
                          dzisiaj spotykamy się na różnych wątkach, gadamy sobie miło i śmiem mieć
                          nadzieję, że się lubimy trochę, z wzajemnością. A może się mylę?
                          Przepraszam, że coś Ci sugerawałam i wkładałam "w palce" (podoba mi się to
                          wyrażenie;), postaram się tego więcej nie robić, nie tylko w odniesieniu do
                          Ciebie, ale do innych również, bo to rzeczywiście jest głupie, z tym że my tu
                          na TWA, to tacy bardziej bezpośredni jesteśmy i dlatego sobie pozwoliłam.
                          Jeszcze raz sorry:)
                          • agni_me Re: A propos czytania chłamu 11.06.05, 14:43
                            Pamiętam bodajże kwiecień 2001 kiedy na forum książki zaczęły się pojawiać
                            pierwsze wpisy (w ciągu całego roku było ich kilka tysięcy - tyle ile teraz w
                            miesiąc). Pamiętam pojawienie się dr.kriska - gdzieś pod koniec 2001, a może na
                            początku 2002 - pewnie nie pisał więcej niż teraz, ale ponieważ wszystkich
                            wypowiedzi było nieporównywalnie mniej, to czasem miałam wrażenie, że dr.krisk
                            jest wszędzie i nadaje ton kilku forom. Wtedy dość dużo pisałam i dużo czytałam
                            na forum, teraz przy powtarzających się wątkach napotykam wciąż ciekawe
                            wypowiedzi, ale już nie mam potrzeby kolejny raz wyłuszczać swoich poglądów,
                            czy przemyśleń. Odzywam się tylko kiedy czegoś nie rozumiem (95% wpisów) lub
                            coś mnie poruszyło, albo rozśmieszyło. Zupełnie niepotrzebnie przypisujesz mi
                            emocje, których nie ma. Nie rozumiem części twoich wypowiedzi i staram się je
                            pojąć. Choć przyznaję - z tego pojmowania wychodzą na forum różne rzeczy.
                            • dr.krisk Przepraszam, ze sie wcinam.... 11.06.05, 15:44
                              agni_me napisała:

                              > Pamiętam bodajże kwiecień 2001 kiedy na forum książki zaczęły się pojawiać
                              > pierwsze wpisy (w ciągu całego roku było ich kilka tysięcy - tyle ile teraz w
                              > miesiąc). Pamiętam pojawienie się dr.kriska - gdzieś pod koniec 2001, a może
                              na
                              >
                              > początku 2002 - pewnie nie pisał więcej niż teraz, ale ponieważ wszystkich
                              > wypowiedzi było nieporównywalnie mniej, to czasem miałam wrażenie, że
                              dr.krisk
                              > jest wszędzie i nadaje ton kilku forom.

                              No popatrz.... nigdy bym nie przypuszczal ze nadaje ton! I to az kilku forom!
                              Zawsze myslalem o sobie jako o piszacym stosunkowo niewiele, ot tak, miedzy
                              jedna kompilacja programu a druga, kiedy to zamiast baranim wzrokiem patrzec w
                              ekran czekajac na niesmiertelne "Overflow error - program terminated"
                              wypisywalem jakies glupoty na forum.
                              Autentycznie mnie zaskoczylas/les!
                              KrisK Zaskoczony
                              • agni_me Wcinaj się, bardzo proszę 11.06.05, 16:14
                                Kraj, Świat - tyle, co pamiętam z początków. Miałeś sporo zapału polemicznego i
                                wychodziły z tego fajne dyskusje. Naprawdę było cię widać, ale też powtarzam,
                                jeśli z tysiąca wszystkich wpisów w miesiącu, pięćdziesiąt było twoich, to
                                trudno cię nie pamiętać. Teraz przy tych pięćdziesięciu wpisach "toniesz" w
                                masie (mam na myśli ilość, nie treść). Toteż i ton nieco inny. Zresztą takich
                                nicków jest więcej - ydorius na przykład. :-)
                            • daria13 Re: A propos czytania chłamu 11.06.05, 19:07
                              Już raz przepraszałam za przypisywanie emocji, ale jeśli to jest potrzebne to
                              mogę zrobić jeszcze raz - przepraszam.
                              Jestem na forum Książki od niecałych 10 miesięcy, i generalnie tę formę
                              aktywności intelektualnej, tzn. fora odkryłam całkiem niedawno, więc nie znam
                              niektórych subtelności rządzących byciem na forum. Nie interesowałam się też
                              wcześniej dyskusjami na temat Wiśniewskiego, bo mi to w sumie nie było
                              potrzebne, tak teraz mi się tylko przypomniało a propos koleżanki, którą
                              niezwyklę cenię i chodziło mi bardziej o wykazanie jej wrażliwości niż o
                              krytykowanie jej gustu literackiego.
                              To forum TWA nauczyło mnie, że można bez skrępowania wyrażać swoje emocje, bo
                              jest to forum, na którym panuje wyjątkowa swoboda, nikt tu nie musi na nic
                              pozować, nie zakładamy białych rękawiczek i możemy swobodnie wyrażać nasze
                              opinie o członkach, to znaczy na przykład wielokrotnie wyrażać uwielbienie dla
                              dottore, albo nieco zgasić Brocha, kiedy robi się czasami nieco nieznośny, po
                              czym głaskać go na śmierć:). Pewnie sobie i nam wszystkim tutaj pochlebiam, ale
                              myślę, że TWA to forum zupełnie wyjątkowe (choć być może niektóre fora
                              zamknięte są podobne) i dlatego tu jestem, tu piszę i tu wyrażam swobodnie
                              swoje opinie i emocje. TWA to TWA jak sama nazwa wskazuje:))))
                              • agni_me a propos czytania i rozumienia 11.06.05, 21:43
                                Naprawdę w żaden sposób cię nie atakuję, nie oczekuję niekończących się
                                przeprosin (bo i nie masz za co przepraszać), ani też nie wzdragam na myśl o
                                emocjach i szczerości, nie jestem też mimozą, którą uraża jeden niefortunny
                                zwrot. Ty wyjaśniłaś okolizności swojego wpisu - rozumiem je teraz i przyjmuję.
                                Ja wyjaśniłam jedynie, że chętniej czytam niż piszę - i dlaczego tak.

                                A jakie jest TWA widzę - wszak czytam je od samego początku. :-)
                                • daria13 Re: a propos czytania i rozumienia 12.06.05, 00:29
                                  W takim razie cieszę się, że przeszłaś od czytania do pisania i niech tak
                                  zostanie:) Potrzeba nam tu takich skorych do polemiki i czasami zdrowej
                                  krytyki, żebyśmy się tutaj nie zaadorowali za mocno:)
                                  Pozdrawiam serdecznie i życzę dobrej nocy, bo pora późna:)
                                  • braineater Wiśniewski 12.06.05, 16:04
                                    oświadczam, że nie czytałem, poprzestawszy na fragmencie, co kiedys był
                                    w "Dobrych ksiązkach' opublikowany, ale agni_me zapodając porównanie do
                                    Mniszkówny, mocno mnie przekonała, by po Samotnośc sięgnąc, boć Mniszkówna
                                    genialna była i tyle.
                                    Pozdrowienia:)
                                    • monikate Re: Wiśniewski 12.06.05, 16:44
                                      :))) a jakże, oboje genialni są! Genialni inaczej, powiedzmy. Wbrew powszechnym
                                      kanonom.
                                      agni_me doskonale to ujęłaś.
                                      • daria13 Re: Daria... 03.07.05, 23:15
                                        Mieliście absolutną rację;( Po co mi to było? Jestem dziecinnie naiwna mając
                                        cień nadziei na wydrążenie kroplami rozsądku choć najmniejszego wyłomu w tym
                                        betonie prokuratorskim tada9. Ktoś tu nazwał jego wypowiedzi "seansami
                                        nienawiści", że też ja nie przejęłam się ostrzeżeniami. To straszny, chory
                                        człowiek. On urodził się nie w tej epoce, do której by się nadawał. Toż to
                                        klasyczny przypadek inkwizytora, Bernardo Gui przy nim to pikuś. Jestem
                                        przekonana, że gdyby miał władzę i czasy byłyby inne, byłby sędzią i oprawcą w
                                        jednym. Już go widzę,jak skazuje podejrzenych na tortury, sam dogląda ich
                                        wykonania, a potem uczestniczy w każdej egzekucji. Czytaliście jego ostatni
                                        post o kanibaliźmie? Wow, naprawdę nie sądziłam, że wybrałam sobie takiego
                                        przeciwnika, a ja głupia do pewnego momentu nawet się tym bawiłam. Tfu, już
                                        nigdy więcej. Boje się takich ludzi, niemal psychopatycznie przesiąkniętych
                                        zmysłem osądzania i sądzenia, koszmar. Mogę mieć najwyżej odrobinę satysfakcji,
                                        bo chyba mu trochę nerwy puściły,skoro na moje niewinne: "żal mi ciebie",
                                        zapytał,czemu tak gwałtownie odrzucam ludzi mających inne upodobania, podczas
                                        gdy ja na wszystkie jego pytania o kazirodztwo, zoofilię i kanibalizm, nie
                                        raczyłam była słowem odpowiedzieć. Gdzieś tu ta jego sprawność intelektualna
                                        zawiodła, ale to może dlatego,że biedak miał do odparcia w pojedynkę kilka
                                        przeciwniczek.
                                        W przyszłości będę się Was,jako bardziej doświadczonych w polemikach ode mnie,
                                        bardziej słuchała.
                                        Pozdrawiam totalnie zniesmaczona, ble.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka