Dodaj do ulubionych

Choroby expatow

14.06.05, 06:06
Jestem ciekawy czy bedac za granica w egzotycznych krajach chorowaliscie
kiedys na malo znane, egzotyczne choroby?
PS.Fajne forum
Obserwuj wątek
    • beduinka Re: Choroby expatow 14.06.05, 15:51
      ja na Bliskim Wschodzie złapałam monolukleozę
      przenosi się to przez ślinę, a więc jeśli pije się z tych samych szklaneczek,
      je z tego samego naczynia, poprzez wspólne palenie sziszy

      gdy się ktoś zarazi ma dwie opcje
      1) staje się bezobjawowym nosicielem, który nieświadomie o tym zaraża
      2) zachorowuje na monukleozę - migdałki powiększone tak, że nie da się jeść,
      pić, a nawet przełknąć śliny, dodatkowo na tych rozpulchnionych migdałkach
      pojawiają się czopy ropne, co jeszcze bardziej cię prztyka i tym bardziej
      utrudnia przełykanie (i zapach tej ropy nie za bardzo jest przyjemny);
      powiększona wątroba; gorączka itp. leczenie jakimiś hormonami podawanymi
      dożylnie (antybiotyki nie działały na to); objawy pojawiają się w ok. 5 tyg. od
      zarażenia; przez 6 miesięcy można zarażać innych, potem już nie

      mononukleozą można się zarazić gdziekolwiek, także w Polsce. Jednak w związku z
      tym, że na Bliskim Wschodzie często je się z wspólnego naczynia, jest się
      częstowanym herbatą, kawą, często tak, że wypija się szklaneczkę tego napoju i
      kolejnej osobie się do niej nalewa - są większe szanse zarażenia się nią
    • survey06 Re: profilaktyka 14.06.05, 18:40
      Onegdaj przed wyjazdem do krajów tropikalnych, w Polsce istniał obowiązek
      dokonania szczepień ochronnych. Zależnie od strefy klimatycznej i krajów
      docelowych obowiązywał różny zestaw szczepień odnotowywanych w „żółtej
      książeczce”. Bywało, zależnie od okoliczności, że władze lokalne wymagały
      okazywania tej książeczki przy wjeździe. Pamiętam, że w połowie lat 80-ych
      obowiązywały takie restrykcje przy wjeździe do Kenii, Tanzanii i bodajże
      Zimbabwe.

      W Warszawie szczepienia wykonywała przychodnia przy ul. Żelaznej. Podczas
      pierwszych szczepień tamże, usłyszałem od dyżurnego lekarza abym w tropiku
      bezwzględnie przestrzegał zasadę sparzania wrzątkiem wszystkich warzyw i
      owoców. Jeśli z jakichś względów nie można sparzyć warzyw, to trzeba je
      koniecznie dobrze wypłukać i wymyć w roztworze nadmanganianu potasu. Po takim
      płukaniu zawsze pozostanie fioletowy kolorek na warzywach, co w niczym nie
      wpływa na zmianę smaku ani obniżenie wartości odżywczych.
      Należy uważać na owoce, aby były świeże i nieuszkodzone. Zdecydowanie wyrzucać
      owoce nadgniłe. Żadne odkrajanie części zepsutych i spożywanie pozostałości.
      Posiłki spożywać tylko gorące i przygotowane ze znanych produktów. Nie
      eksperymentować z nieznanymi rodzajami posiłków. Trzeba zawsze posiadać ze sobą
      tabletki przeciw bólowi żołądka, przeciwgorączkowe, oraz cośkolwiek na bóle
      mięśni i łamanie w stawach. Należy zawsze mieć ze sobą węgiel w tabletkach. Pić
      wodę tylko przegotowaną. Taką też WYŁĄCZNIE używać do mycia zębów. Bezwzględnie
      zawsze i wszędzie walczyć z komarami i innymi lokalnymi owadami. Zalecana jest
      angielska metoda dobowego odkażania organizmu, czyli szklanka whisky „on rocks”
      przed snem.

      Powyższe zalecenia doświadczonego lekarza (pracował na kontraktach Polservice w
      Maroku, Algierii i Libanie) stosuję od zawsze i nigdy, jak dotychczas, nie
      miałem większych problemów ze zdrowiem pracując w Afryce i na Bliskim
      Wschodzie. Ale miałem w Iraku kolegów, których dopadła ameba. Na szczęście
      została wykryta we wczesnym stadium rozwoju. Po zastosowaniu 4-5 tygodniowej
      ostrej kuracji, wyszli z tego.
      • beduinka Re: profilaktyka 14.06.05, 19:26
        a mi z wymienionych przez ciebie zaleceń trudno jest znaleźć jakieś, którego
        bym przestrzegała
        - nigdy nie sparzam wrzątkiem warzyw czy owoców
        - nie płuczę ich w roztworze nadmanganianu potasu
        - posiłki jadam zazwyczaj u rodzin lub z ulicznych straganów, jadłodajni, a
        wiec z nieznanych mi źródeł :)))
        - wodę pijam czasem butelkową, lecz czasem z tych różnych kraników, co po
        starych miastach, szczególnie w okolicach meczetów się znajdują; piję także
        wodę wprost ze źródeł (w Libii na pustyni śmierdzącą zgniłymi jajami - a więc
        zasiarczoną, w Egipcie na pustyni aż czerwoną od żelaza), a nawet piłam wodę
        wprost z Nilu
        - myję zęby kranówą
        - nie odkażam organizmu whisky

        i żyję i mam się dobrze
      • chaladia Re: profilaktyka 15.06.05, 21:02
        Przed pierwszym wyjazdem (do Egiptu) zostałem (wymóg kontraktowy Costaina)
        zaszczepiony na dur z tężcem, żółtą febrę, cholerę i nafaszerowany praludyną
        przeciw malarii. Chcieli mnie jeszcze zaszczepić przeciw wściekliźnie, ale w
        PRL-u A.D. 1986 nie było takich szczepionek.
        Gdy jechałem do Sudanu (już z polskim "Budimexem" nikt mi nie odmówił
        skierowania na te same szczepienia, ale innych wyjeżdżających nikt nie
        informował, na co się mają szczepić. Co do środków przeciwmalarycznych, to
        okazało się, że są równie szkodliwe, jak sama malaria, a ponadto nie
        zabezpieczają skutecznie przed zarażeniem, a tylko przed atakiem. Tak więc,
        mając zawsze w pobliżu opiekę medyczną zaniechałem przyjmowania leków
        przeciwmalarycznych.

        Tak sobie myślę, co bym zrobił dziś? Cholery napewno bym nie szczepił. Tężec
        napewno tak. Śmierć na teżec jest paskudna, a żyzne gleby nilowe plus ośle łano
        wszędzie stanowią doskonałą pożywkę dla bakterii. Żółtą febrę koniecznie. W
        krajach arabskich jej nie ma, ale na lotnisku przy tranzycie można spotkać w
        Afryce najróżniejszych ludzi... No i WZW, żółtaczka oraz wścieklizna.
    • chaladia Mam sublokatora... 14.06.05, 21:11
      To znaczy malarię. W Sudanie się jej dorobiłem. Dwa razy dawała znać o sobie w
      sposób gwałtowny. Raz "wyczuł" ją naprawdę świetny lekarz tropikalny, Romek
      Zawadzki. Niejednemu on życie w Sudnie uratował, Białemu czy Czarnemu. Nie
      wiem, jak on to wykrył, ale pewnego dnia, przy rozmowie po robocie Romek
      powiada, "pokaż no mi swoje oczy". Pozaglądał, pokiwał głową i po0wiada, że
      następnego dnia jedziemy na badanie krwi. Zdziwiłem się, bo czułem się zupełnie
      nieźle. Pojechaliśmy jednak do jakiegoś laboratorium, pobrali mi krew
      metodą "kropli" (tzn. zacięli mnie skalpelem, bez normalnej procedury ze
      strzykawką i opaską uciskową) i wieczorem już był wynik: malaria. Dostałem na
      to jakieś paskudztwo, które miało "strącić" zakażone krwinki. Romek poradził
      mi, bym po wzięciu tego specyfiku został na campie - ja na to, że mowy nie ma,
      bo byłbym niemal sam. Czułem się na tyle dobrze, że nawet wziąłem rower
      (wystarałem się w Chartumie o taki środek lokomocji, bardzo praktyczy w
      tamtejszym tłoku). Z campu na budowę było półtora kilometra, więc sobie
      wygodnie przejechałem w porannych chłodzie... siadam do kimputera i zaczynam
      robić swoje obmiary, póki siedzę i kliczę, wszystko jest o.k. Ale w końcu
      przyszedł moment, że musiałem sięgnąć do dokumentacji. Ta stała w segregatorach
      na półce nad monitorem. Zazwyczaj mogłem podnieść 2-kilogramowy segregator bez
      wstawania - sięgam, a tu nic! Jakby był przyklejony do półki. Chcę wstać, a tu
      też nic! D... jakby przyrosła mi do fotela. Chcę zawołać, a tu wydobywa się ze
      mnie jakiś cichy jęk. No to się wystraszyłem nie na żarty. Dobrze, że fotel był
      na kółkach, więc się podtoczyłem do drzwi i dalej do ambulatorium (Doktorz miał
      gabinety na budowie - dzienne i na campie - "nocne"). Jak mnie zobaczył, to się
      obśmiał i mówi "nieco anemiczny jesteś, co?" "Tak ma być!". Ale po paru dniach
      było już wszystko dobrze.

      Drugi raz, mniej więcej po roku, dopadł mnie klasyczny "atak". Jakoś nie udało
      się go przewidzieć. Poty biły na mnie, a cały czas trząsłem się z zimna, pomimo
      45ºC upału. Skończyło się na tym, że ja, i jeszcze jeden malaryk, staliśmy i
      trzęśliśmy się z zimna zawinięci w koce po "gorącej" stronie pracującego "na
      cały regulator" klimatyzatora. Najgorsze były jednak nie poty i osłabienie, ale
      okropne stany lękowe, jakie takiemu atakowi towarzyszą.

      I w ten sposób jestem dożywotnio malarykiem pozbawionym prawa do kriodawstwa w
      Polsce. Ciekaw jestem, jak jest krwiodawstwo zorganizowane w Afryce, gdzie
      malarię ma niemal każdy...
      • brutt dzieki wszystkim 15.06.05, 01:02
        Dzikuje za podzielenie sie doswiadczeniami. Szalenie to wszystko ciekawe.
    • pam_pa_ram_pam Re: Choroby expatow 15.06.05, 11:57
      Czasami myślę, że i alkoholizm można by na tę listę wpisać...
      NB. Polacy wcale by w tej konkurencji nie przodowali, zwłaszcza obecnie. Znam
      jednego polskiego expata (Emiraty), który naprawdę przesadzał z alkoholem i w
      końcu "zjechał" do kraju. Natomiast Irlandczycy i Szkoci piją o wiele więcej.
    • lukaszka Re: Choroby expatow 15.06.05, 14:23
      Mój M. przed wyjazdem do Kuwejtu musiał się gruntownie przebadać i zaszczepić
      (na Żelaznej), inaczej nie ma mowy o otrzymaniu wizy.
      A co do choroby alkoholowej to niektórzy jego koledzy mimo prohibicji w Q8
      nadal ją "pielęgnują"
      • chaladia Re: Choroby expatow 16.06.05, 21:14
        A jakich szczepień wymagają obecnie przy wyjeździe do Kuwejtu?
        • lukaszka Re: Choroby expatow 20.06.05, 11:29
          Wzw A, wzw B,błonica, tężec, polio i dur brzuszny. Poza tym wynik badania HIV i
          mnóstwo innych rzeczy.
          • chaladia Re: Choroby expatow 20.06.05, 17:55
            Ten dyfteryt to mmie trochę zaskoczył.
            Kazali mi się na to szczepić, gdy dostałem polecenie wyjazdy na Ukrainę we
            wczesnych latach '90... ale Kuwejt?
            Co do polio (HM) to chyba to się szczepi w wieku dziecięcym... jak takie
            szczepienie udokumentować? W Żółtej Książeczece takiego zapisu nie mam...
            • pam_pa_ram_pam Re: Choroby expatow 21.06.05, 16:04
              Nie wiem, jak jest w Kuwejcie, ale widziałem suburbia Dubaju zamieszkane przez
              jakichś Afgańców, Pakisów itp. ludzi "od czarnej roboty". Myślę, że nie tylko
              dyfteryt i polio, ale i cholera mogą się tam zalęgnąć...
    • chaladia Niech mi ktoś wyjaśni, jak to jest... 08.03.06, 19:06
      Mam malarię. W Polsce do końca życia nikt nie będzie chciał wziąć mojej krwi,
      bo jest "zakażona". W stacjach krwiodawstwa każdy chętny musi podpisać
      oświadzenie, że nie chorował na ileś-tam chorób, a ponadto że nie był w
      krajach, w których występują te choroby. W czasach tanich biletów lotniczych,
      powszechności posiadania paszportów, w miarę przyzwoitej znajomości języka
      angielskiego wśśród Polaków - niedługo ie będzie wogóle osób dopuszczonych do
      bycia choćby potencjalnymi krwiodawcami.

      W związku z tym mam pytanie do kogoś, kto się na tym zna: skąd biorą
      krwiodawców w takich krajach jak Kongo, Sudan, Brazylia, Wietnam i innych,
      gdzie malaria jest powszechna?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka