14.06.05, 10:06
biorę kota i trochę książek i... jadę na wieś = do lasu, by oddać się
słodkiemu nicnierobieniu.

A jakie plany wakacyjne mają kochani TWA-owicze?

Urlopowo radosna B :-)))
Obserwuj wątek
    • quarantina Re: Jutro 14.06.05, 10:14
      A co zrobisz z rodziną natenczas??
      • beatanu Re: Jutro 14.06.05, 10:26
        quarantina napisała:

        > A co zrobisz z rodziną natenczas??

        Rodzina będzie sobie radziła sama :)

        Mąż jeszcze pracuje, dobije do mnie pod koniec tygodnia. Jedna córka wybywa na
        festiwal rockowy na południu kraju, później najprawdopodobniej do nas, do lasu
        też zawita, ale niekoniecznie. A druga jedzie na zachodnie wybrzeże, do
        poznanej parę lat temu na czatach przyjacióły.
        Pozdrawiam cieplutko :)
    • braineater Re: Jutro 14.06.05, 10:16
      Czytać
      Obijać się
      Pojechać do Ostrawy na festiwal Colours of Ostrava - to tylko 80 kilometrów,
      ale zawsze 3dniowa wycieczka - a jest na co, bo między innymi będzie Parliament
      i George Clinton i Asian Dub Foundation i Antibalas i Fun-Da-Mental i w ogóle
      cudawianki:)
      Pojechać do Barcelony - to po 15 lipca, by po raz drugi zobaczyć SONAR - czyli
      największy w Europie festival elektronicznej muzycznej avangardy i nowych sztuk
      wizualnych.
      I to chyba tyle, bo potem przez następne miesiące zaczyna sie koszmar księgarza
      pt 'sezon podręcznikowy' - ale przynajmniej zarobię na poprzednie wyjazdy:)
      Pozdrowienia:)
      • nienietoperz Lipca polowa druga 16.06.05, 10:03
        Z 48 godzinnym opoznieniem, pod wplywem ogladania Sin City, nastapilo u mnie
        w mozgu polaczenie dwoch faktow
        a) nienietoperze jada 16 VII w Pireneje, i najpierw, zgodnie z wymaganiami
        czesci zenskiej, spedza jakies 3 dni w B-nie
        b) braineater (+ Marysia?) jedzie do B-lony po 15 VII.
        Pamietam ogolna niechec do ludzi, ale moze mimo wszystko w zwiazku z powyzszym
        na szklaneczke/buteleczke/dwie/trzy Riojy da sie umowic? Oby tylko nie na plazy.

        Pozdrowienia,
        nntpz
        • braineater Re: Lipca polowa druga 16.06.05, 10:33
          A z dzika rozkoszą!
          Tyle, że nie Rioja, a Jerez:) I nie z butelek a po bożemu, z beczki w bodedze.
          My w to wchodzimy (z braku zony pod ręką w godzinach pracy, podejmuję
          patriarchalną i arbitralną decyzję:)
          Pozdrowienia:)
          • staua Re: Lipca polowa druga 17.06.05, 05:39
            Och, jak Wam zazdroszcze! (na pierwszym miejscu spotkania, na drugim Barcelony). Caly czas roje
            sobie w glowie, ze kiedys TWA pozna sie w realu cale... A do USA nikt sie nie wybiera, na konferencje
            jakas z przesiadka w Nowym Jorku?
            • nienietoperz Wizyty (nie)zapowiedziane 17.06.05, 10:56
              Stauo,
              z takimi zachetami trzeba ostroznie...
              Co prawda Stany Zjednoczonej Szczesliwosci nie sa nienietoperzy wymarzonym
              miejscem docelowym (no bo jak np. bez umiejetnosci jazdy autem sobie dac rade?),
              to akurat NY jest jak najbardziej OK, i w przyplywie szalenstwa zawsze mozna
              (w kolejnosci szalenstwa rosnacej)
              a) dowiedziec sie przypadkiem o jakiejs konferencji w Colorado, lot z przesiadka
              w NY
              b) dowiedziec sie przypadkiem o konferencji w NY
              c) dowiedziec sie przypadkiem o jakiejs porazajacej promocji biletow lotniczych
              (z UK bywa, ze powrotny za 200 $ sie da zalatwic)

              W efekcie najpierw zaatakowalby Cie post na forum, potem z poczucia obowiazku
              podzielilabys sie adresem, a jeszcze chwile potem dwa spocone, zakurzone i
              usmiechniete nienietoperze pojawily by sie ze starymi plecakami firmy Natalex
              na Twoim progu, i co wtedy?
              Nalezy dodac, ze przyplywy szalenstwa podrozniczego nienietoperzom zdarzaja sie
              chyba czesciej niz wszelakim innym stworzonkom. Podczas naszej jedynej na razie
              wizyty w USA w domu ludzi, ktorych wczesniej nie widzielismy na oczy,
              spedzilismy ladnych kilka dni, przy okazji uczestniczac w negocjacjach
              dotyczacych slubu ich corki. Ale o tym ew. kiedy indziej.
              Pozdrowienia
              nntpz
              • staua Re: Wizyty (nie)zapowiedziane 17.06.05, 16:27
                Jak najbardziej powaznie. Nie mamy corki, kilka dni da sie u nas spedzic bez problemu, szczegolnie w
                lecie jest milo, bo blisko mamy plaze...
                Co do mieszkania w US, to jesli jestes w miescie, to bez samochodu mozesz sobie dac rade bez
                problemu (np. NYC, Boston). Jesli na uni, ktory jest w srodku pustyni i do campusu musisz dojechac, to
                jest on konieczny niestety. My akurat mamy samochod (pierwszy raz w zyciu :-) ale sa i w Stony Brook
                ludzie zyjacy bez. Zwlaszcza doktoranci, bo maja zakwaterowanie uniwersyteckie (od postdocow wzwyz
                kwatery sa tak samo daleko, jak prywatne domy).
                To nie krepuj sie i daj znac!!! mnie to tylko ucieszy!!!! Konferencja czy nie, jestes (jak i cale TWA) mile
                widziany!
          • nienietoperz Re: Lipca polowa druga 17.06.05, 11:00
            Zadowolony do slyszec to (glad to hear it).
            Jesli wiec Marysia nie zawetuje propozycji, proponuje ktorys z wieczorow 17-18 VII?
            Moge sie nawet zobowiazac do przywiezienia jakichs pozycji ksiazkowych z UK,
            ktore w Polsce sa slabo dostepne. Byle sie zmiescily w plecaku.

            Pozwalam sobie tez (o ile Marysia nie zawetuje) zaprosic wszelakie inne odlamy
            TWA do wspomnianej nizej bodegi.
            nntpz


            braineater napisał:

            > A z dzika rozkoszą!
            > Tyle, że nie Rioja, a Jerez:) I nie z butelek a po bożemu, z beczki w bodedze.
            > My w to wchodzimy (z braku zony pod ręką w godzinach pracy, podejmuję
            > patriarchalną i arbitralną decyzję:)
            > Pozdrowienia:)
            • braineater Re: Lipca polowa druga 17.06.05, 11:11
              jak najbardziej - jesli toperze będą chciały, to nawet możemy razem iśc na
              SONAR - o ile nie macie nic przeciwko ludziom grającym muzykę przy pomocy
              komputerów, tokarek i pił mechanicznych...
              Za ksiązki z UK-owa dziękuję serdecznie ale handlując nimi rok cały, w wakacje
              mam urlop:)
              A co do reszty TWA(rz)owców to od teraz podejmujemy akcję: Jedziecie z NAMI!
              Pozdrowienia:)
              • nienietoperz Re: Lipca polowa druga 17.06.05, 12:01
                Tokarki mi nie przeszkadzaja (komputery juz troche bardziej) - co do odpornosci
                mojej zony mam pewne watpliwosci. Bardziej zastanawia mnie inny drobiazg. Strona
                www.sonar.es potwierdza istnienie festiwalu SONAR, dni sie mniej wiecej
                zgadzaja, tyle, ze
                June = raczej czerwiec?
                Hmm?
                • braineater Damn 17.06.05, 12:30
                  mać!
                  Wytłumaczenie mam takie, że po polsku tez mam zawsze problem z kolejnością
                  miesięcy.
                  No cóz, przyjdzie się nudzic dwa tygodnie w Muzeum Picassa i Salvadora Dali...:)
                  Musze teraz sprawdzić czy z Ostrawą tez nie pokićkało...
                  Pozdrowienia:)
                  • beatanu Re: Damn 19.06.05, 18:39
                    braineater napisał:

                    > mać!
                    > Wytłumaczenie mam takie, że po polsku tez mam zawsze problem z kolejnością
                    > miesięcy.

                    Po polsku nie mam problemów ale w innych językach owszem i dlatego zapamiętałam
                    sobie raz na zawsze, że juLy to Lipiec, bo literkę taką samą ma... A juni - to
                    już proste, przy założeniu, że uda Ci się opanować kolejność po polsku...

                    To taki tip od doświadczonej acz nie do końca zorganizowanej koleżanki, której
                    jeszcze teraz, tzn anno domini 2005 zdarza się przy pisaniu daty zacząć od
                    199... i dopiero wtedy przychodzi opamiętanie - Rany boskie, toż to już
                    dwudziesty pierwszy wiek mamy :)))

                    W przelocie w domu B.
    • nienietoperz Re: Jutro 14.06.05, 10:54
      Czytac (wyjdzie).
      Nie obijac sie za duzo (nie wyjdzie).
      Pojechac na weekend do Polski ozenic przyjaciolke.
      Pojechac z plecakiem w Pireneje na 2 tygodnie.
      Pojechac do Edynburga na festiwal (co prawda w tym roku wykombinowalismy tylko 4
      dni - jako ze nienietoperzowa ostatnio zajmuje sie w odroznieniu ode mnie
      prawdziwa praca, trzeba liczyc dni urlopu...).
      Byc moze pojechac (w ramach mojej nieprawdziwej pracy) do Rumunii.
      Skonczyc to, co powinno byc skonczone dawno temu.
      Zaczac cos nowego.
      I zanim sie obejrze, bedzie juz wrzesien.

      Pozdrowienia
      nntpz
      • noida Re: Jutro 14.06.05, 12:00
        A na który festiwal się wybieracie do Edynburga? Bo tam tych festwiali do
        wyboru do koloru. Też chciałam jechać na filmowy, ale jak znam życie to nic z
        tego nie wyjdzie.
        • nienietoperz Re: Jutro 14.06.05, 12:58
          Formalnie rzecz biorac na wszystkie :-)
          W II polowie sierpnia, a wtedy tam bedziemy, jest festiwal filmowy, ksiazkowy +
          tzw.glowny (International Edinburgh Festival), z muzyka klasyczna, operami i
          odrobina teatru.

          My tak naprawde jedziemy przede wszystkim na Fringe'a, nadrobic caloroczne braki
          teatralne (+ na ksiazkowy, maja darmowe gazety rano, poza tym bedziemy blisko
          niego mieszkac). W zeszlym roku spedzilismy tam tydzien, ogladajac sporo
          przedstawien i w wolnych chwilach wloczac sie po okolicznych wzgorzach.
          Polecam goraco - rzadko ma sie dziennie ok. 500 przedstawien do wyboru (slownie
          - piecset, zebyscie nie mysleli, ze mi sie pochrzanily zera :-)
          Poza tym Edynburg jest cuuudowny - najpiekniejsze szare miasto swiata.

          Pozdrowienia,
          nntpz
          • daria13 Re: Jutro 14.06.05, 14:21
            Jestem w o tyle dobrej, co niedobrej sytuacji, jeśli chodzi o spędzanie
            wakacji. Dobrej, bo nie muszę wyjeżdżać z domu, żeby wypocząć; mogę wystawić
            leżaczek do ogrodu i czytać do woli, mogę pójść na spacer do lasu, a lasy mam w
            podliżu nieprzebyte, albo pójść na malowniczy spacer wzdłuż kanałku, nad którym
            nawet bobry żerują, taki jest czysty:).Mogę w końcu przejechać się rowerem nad
            jezioro, bo do Zalewu Zegrzyńskiego mam niecałe 3 kilometry. Część urlopu
            spędzę zatem w domu.
            Sytuacja jest jednak o tyle niedobra, że przez to nie mam motywacji, zeby
            wyjeżdżać dalej, ale z uwagi na dzieciaki planuję w tym roku wyprawę na kilka
            dni do Wrocławia, bo nie byłam tam od ponad dziesięciu lat, a ponoć bardzo się
            tam zmieniło, a potem gdzieś w jeleniogórskie, bo mam wielki sentyment do
            tamtych okolic. Zdecydowanie preferuję góry, ponad morze, bo nie znoszę się
            opalać, na plaży słabo się czyta i generalnie jest mało do roboty, w sensie
            aktywnego odpoczynku. Wojaże zagraniczne nie są niestety w moim zasięgu z
            powodów finansowych, a jak czytam o Waszych Edynburgach i Barcelonach i to tak
            na luzie, bez bagażu w postaci dziatwy, to trochę Wam zazdroszczę. Choć a
            propos dziatwy, chyba w tym roku uda mi się wreszcie wypchnąć oboje w jednym
            terminie i wtedy przez dwa tygodnie wreszcie uda mi się nadrobić zaległości
            czytelnicze, a w tym roku pewnie też oddać się po raz pierwszy w wolnych
            chwilach rozrywce pt. forumowanie:)))) Jeszcze rok temu nie miałam pojęcia, że
            można takiej rozrywce oddać się z takim upodobaniem i czasem zaangażowaniem:)))
            Pozdrawiam przedwakacyjnie:)
          • noida Re: Jutro 14.06.05, 14:46
            No właśnie... Na wszystkie te festiwale aplikowałam (no dobra, nie na wszystkie
            tylko na 2, bo ani o muzyce poważnej ani o teatrze nie mam bladego pojęcia,
            więc nie chciałam się kompromitować), ale nigdzie mnie nie chcieli do pracy :-(
            A tak mi się marzy ten Edynburg... Ale nie mam z kim jechać. Jak już będę w
            ostatecznej desperacji to pojadę sama we wrześniu, bo w sierpniu muszę się
            dostosować do "większości" i jechać do Norwegii. Nie powiem, nie marudzę,
            Norwegia też piechotą nie chodzi, ale wolałabym Edynburg w sierpniu a Norwegię
            we wrześniu. No cóż, nie można mieć wszystkiego ;-)
            • beatanu Re: Jutro 14.06.05, 15:22
              noida napisała:

              ...ale wolałabym Edynburg w sierpniu a Norwegię
              > we wrześniu. No cóż, nie można mieć wszystkiego ;-)

              Wiesz co, lepsza Norwegia w sierpniu, bo we wrześniu to już tak ciut zimno może
              się zrobić... A w której części Norwegii się zatrzymacie? Nie zahaczycie o
              Szwecję może?
              B :))
              • noida Re: Jutro 14.06.05, 17:23
                Wiem, że Norwegia lepsza w sierpniu, ale po tym, jak byłam w Szwecji w styczniu
                to mi już chyba nic nie grozi ;-) Szczerze powiem, że pojęcia nie mam, dokąd
                jedziemy. Mamy sprecyzowane plany dotarcia do cioci kogośtam, która mieszka nie
                mam pojęcia gdzie, ale zdaje się, że gdzieś tak pośrodku Norwegii i na pewno
                nad morzem. Jak widzisz więc inforamcje moje są niekompletne, ale jak się
                dowiem dokładnie to dam znać. Niestety, nie jedziemy przez Szwecję, tylko przez
                Danię. A w której części Szwecji mieszkasz? Może już Cię kiedyś odwiedziłam
                nieświadomie, chociaż chyba nie, bo ja byłam głównie w Skanii.
                • beatanu Re: Jutro 14.06.05, 21:34
                  Mieszkam w Uppsali. A domek w lesie jest 70 km na północny wschód od tejże, ale
                  nie nad samym morzem.
      • staua Re: Jutro 14.06.05, 17:17
        A byles na rumunskim forum?
        Fajnie, ze masz takie plany, ja sie w tym roku do Rumunii (ani juz nigdzie na dluzej) nie wybieram.
        • nienietoperz Re: Jutro 17.06.05, 14:00
          NA rumunskim forum (juz) bylem. Tym razem, jesli w ogole uda mi sie pojechac,
          bede tylko i wylacznie w Bukareszcie (ktory, hmm, jakby to powiedziec, hmmm, raz
          juz krotko widzialem, i hmmm, oprocz najchudszego kota w historii swiata, ktory
          zjadl za przyzwoleniem nasze kanapki, wiele nie pamietam). Poza tym jade roboczo.
          Pozdrowienia,
          nntpz
    • dr.krisk Moje plany urlopowe... 14.06.05, 17:21
      Zadne.. jak zwykle od przeszlo 20 lat nie pojade na urlop. Nie tylko dlatego
      zem gastarbeiter zwykly i zadnych urlopow nie mam, ale jakos tak mi sie w zyciu
      ulozylo ze nie korzystam z urlopow. Jak bylem studentem to potrafilem zdobyc
      zaliczenia oraz zdac egzaminy w terminie zerowym, i juz na poczatku czerwca
      pojechac lazic po Bieszczadach z plecakiem. Do domu wracalem pod koniec
      wrzesnia....
      Ale jak rozpoczalem pracowac, to wszytsko sie zmienilo: moj szef mial zwyczaj
      zapadac w sen zimowy, i budzic sie latem. Potem trzeba bylo zbudowac dom. Potem
      jeszcze costam - i w sumie jak ze dwa-trzy razy bylem na wywczasach to gora.
      Ja po prostu wakacje sobie rownomiernie dystrybuuje po calym roku.
      Czasem jednak marza mi sie takie wakacje jak pisze beatanu: ksiazka, las,
      rower, jezioro - niespieszne czytanie lezakowe.... Wielkie sa to chwile w
      dziejach ludzkosci!!!
      Pozdrawiam i zycze udanych urlopow/wakacji, czy co tam kto ma.
      KrisK
    • broch Re: Jutro 14.06.05, 21:01
      Tydzien po "bezdrozach" Kalifornii pod koniec czerwca, troche w stylu "Sideways".
      Z reguly jesli gdzies jade, to na czytanie nie mam czasu: lazenie, wine tasting
      i inne aktywnosci. Czytanie, jesli starcza sily, to gdzies wieczorem.
      Faktycznie wiecej czytamy gdy Aska wyjezdza na wakacje i w domu jest cicho. A
      poniewaz juz wybyla zwiedzac Polske i okolice, to teraz czytam sporo.
    • kwiecienka1 Re: Jutro 14.06.05, 21:59
      :-(((
      Boziu, a ja nawet dnia urlopu nie mam - taka praca...
      mam umowę-zlecenie, która nie daje mi prawa do urlopu czy zwolnienia (to tak
      dla wyjaśnienia forumowiczom z cywilizowanych miejsc na świecie) :-(((
      w lipcu planuję rozwiązać tę umowę (zostanę bezrobotną, wszyscy pukają się w
      czoło kiedy to słyszą, że tak na własne życzenie...)
      w sierpniu jadę do Chorwacji ("znowu?" ludziska nie mogą się nadziwić)
      o reszcie pomyślę potem...
      Kwiecieńka Jednak Optymistka
      • kwiecienka1 Re: Jutro 14.06.05, 22:04
        ależ to zabrzmiało melodramatycznie :-)
        i nawet pozdrowić zapomniałam...

        już się poprawiam!

        pozdrawiam i buziam was
        Kwiecieńka

        Ps miłego urlopu B!
        • daria13 Re: Jutro 14.06.05, 22:44
          Właśnie podczas prasowania mężowej koszuli (nie wiedzieć czemu, ale najlepiej
          myśli mi się przy prasowaniu, dlatego nawet je lubię)dotarło do mnie,że skoro
          Beata wyjeżdża do lasu, to zachodzi duże prawdopodobieństwo, graniczące z
          pewnością, że z komputera nie będzie tam korzystała.O wzięcie laptopa też nie
          podejrzewam, a to oznacza, że nie będzie jej z nami na forum przez pewien czas.
          I ta świadomość mnie nieco zasmuciła,bo chodzi mi po głowie pewne pytanie i
          pomysł na nowy wątek,ale do niego bardzo przydałaby mi się właśnie głównie
          Beata. Buuuu. Trzeba będzie poczekać. A przecież jak wróci,to będzie świeża i
          wypoczęta i, mam nadzieję, skora do rozmów z nami, bo może trochę stęskniona,
          na co liczę:)))
          Życzę wspaniałego urlopu i pięknej pogody przez cały czas:)))))
          • broch Re: Jutro 14.06.05, 22:52
            Dario, dzisiaj kablowy internet lub satelitarny lub DSL jest dostepny wszedzie.
            Moze nie bedzie tak zle i Beata bedzie pisac z wakacji. :)
            • beatanu Dario i Brochu i wszyscy inni 15.06.05, 08:57
              broch napisał:

              > Dario, dzisiaj kablowy internet lub satelitarny lub DSL jest dostepny
              wszedzie.
              > Moze nie bedzie tak zle i Beata bedzie pisac z wakacji. :)

              I pocieszę Was i zmartwię (?)
              Owszem, dostęp jest wszędzie ale: laptopa nie posiadam, a na wsi czyli w lesie
              mamy prąd i radio i nic więcej i nie chcemy tego zmieniać. Bo o to trochę
              chodzi, żeby się oderwać o cywilizacji. Do najbliższego sąsiada 500m, do
              następnego jakiś kilometr, do sklepu ca 12 km... czyli trudno w ogóle mówić o
              wsi... Lasy dookoła głównie, trochę pól uprawnych i jezior, ale jednak przede
              wszystkim sosny i świerki i brzozy, osiki i dęby monumentalne.

              Ale urlop mam w tym roku (na własne życzenie) okrutnie pociachany, tzn to
              tydzień tu, to tydzień tam i jeszcze jakieś parę tygodni w sierpniu, z lasu do
              miasta godziny jazdy samochodem, więc najprawdopodobniej mojej nieobecności nie
              zauważycie ;)

              Do napisania :)))
              • daria13 Re: Dario i Brochu i wszyscy inni 15.06.05, 09:30
                I wcale Ci się nie dziwię. Moje obawy o Twoją nieobecność na TWA miały właśnie
                takie podłoże, bo to, że z Internetu można korzystać w lesie to wiem, ale
                pytanie czy się wtedy chce z niego korzystać, to już inna sprawa. Mając okazję
                troszeczkę Cię poznać, nie miałam wątpliwości, że od cywilizacji będziesz
                chciała odpocząć i ja to świetnie rozumiem, choć muszę powiedzieć, że moje
                dzieci ostatnio zapytały mnie, jak ja przeżyję tydzień na wyjeździe bez Forum.
                No i sama nie wiem:(((
                Pozdrawiam serdecznie, odpoczywaj i wracaj do nas szybko:)))
                • braineater Nauogofcy:) 15.06.05, 09:49
                  Tydzień bez kompa i netu - luz, da się bez problemów przetrwać:)
                  Ale tydzień na wsi/w lesie to jak dla mnie byłaby tortura. Zero chodników, zero
                  znajomych zapachów typu korek samochodowy, zero dźwięków, oprócz szumu drzew i
                  porykiwania niebezpiecznych bestii. No i przede wszystkim ten koszmarny nadmiar
                  przyrody - nigdy człowiek nie wie czy zza jakiego węgła nie wychynie
                  niebezpieczeństwo w postaci rozbuchanej krowy czy agresywnego ptactwa stadnego
                  typu gęś, co drze się jak głupia i paskudnie szczypie. A na dodatek do tego
                  wszystkiego jeszce pełno robali i pomniejszych przedstawicieli irytującej
                  fauny...brrrrrr
                  Od dzieciństwa mam uraz do wypadów na łono natury. Miasto ma być wokół i to im
                  wieksze i głośniejsze tym lepiej. Przynajmniej można sobie na ludzi popatrzeć...
                  Pozdrowienia:)
                  • daria13 Re: Nauogofcy:) 15.06.05, 10:12
                    Jeśli to prawda, co napisałeś, to jesteś pierwszym osobnikiem, którego znam i
                    który tak ma. Toż wszyscy kochają łono natury, ciszę, spokój, ptasie trele.
                    Miasto? Fuj! Spaliny? Koszmar!. Myślę, że w Twoim przypadku, to jest też
                    przejaw niepohamowanego pędu do oryginalności. Wszyscy kochają - a ja, na
                    przekór nie! Żartowałam, jakby co, ale nie do końca rozumiem, jak można nie
                    lubić lasu. Choć z tą drobną fauną, to też tak mam, nie cierpię robali!
                    Ja z kolei mam inną przypadłość. Lubię wyjeżdżać na wakacje w ciekawe miejsca,
                    ale gdzieś tak po tygodniu zaczynam tęsknić za domem, za własnym łóżkiem,
                    własną wanną no i rzecz jasna za własnym psem, bo go niestety na ogół nie mamy
                    jak zabrać ze sobą. Lubię swój domek i miejsce, w którym mieszkam i nie lubię
                    się z nimi rozstawać na długo. Taka już domatorka jestem, więć chyba rozumiem
                    dottore, że nie wyjeżdża na dłuższe wakacje.
                    Nasunęła mi się refleksja a propos naszego drogiego Kriska. Czyżby nie istniała
                    Pani doktorowa, bo chyba gdyby istniała, to pewnie by wyciągała na różne
                    wojaże. Przepraszam za niedyskrecję, ale ja już tak bardzo swobodnie się tutaj
                    czuję, że sobie pozwalam:)
                    Gorące pozdrowienia:)))
                    • quarantina Re: Nauogofcy:) 15.06.05, 10:34
                      Nieśmiało popieram braineatera:)
                      Ja też nie przepadam za łonem. Wręcz przeciwnie, uważam, że miasto w lecie jest
                      klawe. Po pierwsze pustsze, można łatwiej i szybciej przemieszczać się z krańca
                      na kraniec. Po drugie bardziej różnorodne ze względu na turystów. Po trzecie
                      dużo się dzieje plenerowo.
                      Wakacje w sensie przerwy w pracy (szkole itd) trochę mnie irytują. Nikogo nie
                      ma, bo wszyscy wyjeżdżają. Nic nie funkcjonuje normalnie z wyjątkiem knajp i
                      kin, co teoretycznie powinno wystarczyć.
                      Obowiązkiem rodzicielskim jednak jest wywieźć potomstwo z zadymionego miasta na
                      łono. Pracoholiczny małżonek oraz pracoholiczna najstarsza córka doprowadzają
                      swoją aktywnością do rozpaczy resztę towarzystwa, czyli leniwą młodszą córkę,
                      leniwszego synka oraz najbardziej leniwą mamusię. Rozsądnie byłoby podzielić
                      się na dwa obozy, ale obóz leniwych mógłby zginąć z głodu.
                      Las kojarzy mi się z grzybami, a te z kolei ze zbędnym zupełnie ruchem.
                      Wieś to oprócz komarów, tony świństw w powietrzu latających. Optymalne jest
                      morze czego sobie życzę:)
                      • braineater Re: Nauogofcy:) 15.06.05, 11:19
                        O TAK!
                        A nie daj boże trafić na takich nadaktywnych współwakacjowiczów, co to dawaj,
                        wstajemy o 6 rano, coby mgieł podnoszenie sie nad górskimi szczytami pooglądać
                        (jakby nie leciało to co drugi dzień w powtórkach na National Geographic czy
                        Planete:), albo tak, ot dla 'frajdy' machnąć sobie 30 kilometrowy spacerek bez
                        celu. Jezu, jak ja tego nie znoszę:)
                        A uściślając - ja sie na wsi, tudziez na łonie, po prostu potwornie nudzę -
                        gdzie człowiek nie spojrzy - wciąz to samo - drzewa, pola, lasy, fauna
                        parzystokopytna i może raz na pół dnia jakis ludź przejdzie, ale już go i tak w
                        tym tygodniu widziałeś ze 4 razy, więc to żadna nowość. Natomiast miasto jest
                        super cały rok o każdej porze dnia i noc, coś się dzieje, ktoś wrzeszczy, ktoś
                        sie smieje, coś jeździ, robi szum, tłum sie przewala tam i spowrotem - na to
                        mogę patrzeć godzinami. No i przede wszystkim miasta mają rozpoznawalne dla
                        mnie punkty orientacyjne czego wieś i las nie mają, bo jak tu odróżnic jedną
                        krytą strzechą chałupę od drugiej, albo jeden pseudopałacyk od drugiego, lub
                        też jedno drzewo od innego drzewa? No nie da się.
                        Ale morze całkiem o.k. byle bez dużych plaż i najlepiej żeby skałki blisko
                        były, bo wtedy małżonka może sie opalac, a ja, opalania nieznoszący i wracjący
                        z każdych wakacji równie blady jak przed wyjazdem, mogę sie przynajmniej
                        powspinać. I stąd też ta Barcelona z pierwszego postu, bo łaczy wszystko -
                        wielkie, genialne miasto w którym można łazic i łazić a jak łazić się nie chce
                        to można siedzieć i siedzieć,a jak człowiek ma dośc miasta wsiada w taniego
                        busa i po półgodzinie jest juz przy rewelacyjnych skałkach nad fajnym ciepłym
                        morzem.
                        No dobra, nakręciłem się - ja chce żeby już był lipiec połowa druga!

                        Pozdrowienia:)
                        • quarantina Re: Nauogofcy:) 15.06.05, 12:07
                          Tak, opalanie, to jedna z tortur wymyślona przez producentów smarów do
                          opalania.
                          W swoim długim życiu nie próbowałam wspinaczki skałkowej. Myślę, jednak, że
                          może być fascynująca. Tak myślę. Łączy dwie rzeczy, które lubię: maksymalną
                          koncentrację oraz bycie pojedynczym w jakimś sensie. Ta pojedynczość zakłada
                          jednak zależność od współwspinacza. Tak to sobie wyobrażam.
                          :)
                          • braineater Re: Nauogofcy:) 15.06.05, 12:50
                            skałki uczą wszystkiego - jak się bać i jak nie stchórzyć, jak się cieszyć i
                            jak prawie mdleć z przerażenia, jak bardzo jest się w zgodzie z własnym ciałem
                            i z rozumem a jak bardzo tylko sobie człowiek wmawia, że coś może, jak
                            kompletnie w niektórych chwilach mozna uwierzyć drugiemu człowiekowi i jak
                            nigdy nie mozna go być 100% pewnym, no i przede wszystkim, że sa granice wiary
                            we własne możliwości. Jedyny taki 'sport'(?) na swiecie - podejrzewam, że
                            jeszce tylko pływanie jest równie ekscytujące (ale, że wody się nadal boję, to
                            ograniczam się tylko do basenów).
                            Pozdrowienia:)
                        • beatanu W obronie łona (natury) 15.06.05, 12:17
                          O cóś mi się ten wyjazd odwleka, więc jeszcze jeden przydługi post, coby się z
                          sygnaturką zgadzało :)

                          Przez całe życie w Polsce mieszkałam w betonowej odmianie Krakowa niepięknego
                          i, przynajmniej przez całe dzieciństwo, mękoliłam rodziców o zakup choćby
                          kawałeczka działki, żeby tam sobie w ziemi dłubać i patrzeć jak roślinki rosną.
                          Ale rodzice zainteresowania rolnictwem/ogrodnictwem/działkownictwem nie
                          wykazywali za pięć groszy. I tak sobie z tą tęsknotą za przekopywaniem grządek
                          żyłam...

                          Aż do dnia, w którym okazało się, że moi teściowie, już na emeryturze, w ziemi
                          sobie dłubią, marchewkę pielą i przerywają, a domy w chwilach wolnych budują...
                          Taki domek w lesie od nich dostaliśmy. A poźniej to już poooszłoooo!
                          Karczowanie gąszczy dzikich, uzdatnianie ziemi do uprawy, pierwsze własne
                          ziemniaki, pierwsza (i na razie jedyna) piwniczka-ziemianka na przechowywanie
                          tychże. Fasolki przeróżne, bób, buraki, koperek i wspominana już kapusta i inne
                          jadalne i mnóstwo kwiatów i przejęta od teścia pasieka... Ja po prostu na tym
                          naszym (sporym) skrawku ziemi w środku lasu nigdy się nie nudzę! Mam wrażenie,
                          że udało nam się, po latach prób i błędów "wypośrodkować" - i mamy tych upraw i
                          koszenia trawy i kiszenia kapusty w sam raz, nie za dużo i nie za mało. Tak, że
                          starcza jeszcze czasu na pływanie w pobliskim jeziorze, czy moczenie się w
                          mniej lub bardziej lodowatej wodzie morskiej (btw - Braineater - Sztokholm
                          byłby dla Ciebie równie optymalny jak Barcelona - tyle, że woda jednak ciut
                          chłodniejsza, ale nie tak tragicznie!), na czytanie, wygrzewanie się w saunie,
                          na przebywanie z przyjaciółmi, których zawsze w lecie trochę przyjedzie, na
                          gapienie się na insekty przeróżne i gady i płazy też, i na nicnierobienie jak
                          najbardziej...

                          Ale rozumiem kochających miasto, bo sama darzę betonowe przestrzenie ogromem
                          ciepłych uczuć i nie wybrażam sobie życia na odludziu na dłuższą metę. Tylko,
                          że czasami MUSZę się "odludzić". Tak już mam. I bardzo się cieszę, że dana mi
                          jest taka możliwość. Pomyśleć... i rybki i akwarium...

                          Koniec gadania. Czas na działanie!
                          Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie.
                          B ciągle radosna :))))
                          • braineater Re: W obronie łona (natury) 15.06.05, 12:41
                            beatanu napisała:


                            >
                            > Aż do dnia, w którym okazało się, że moi teściowie, już na emeryturze, w
                            ziemi
                            > sobie dłubią, marchewkę pielą i przerywają, a domy w chwilach wolnych
                            budują...

                            O to bys sie doskonale dogadała z moimi teściami, którzy potrafią dni całe
                            spędzać na np grodzeniu rabat przed ślimakami, przekopywaniu ogródka w te i we
                            w te (jak się to pisze?:) i innych tego typu zajęciach, wzbudzających we mnie
                            dreszcz grozy - przecież tam w tej ziemi pełno jakiś roblai i innego
                            pełzającego paskudztwa - ślimurów, pająkow i co tam kto jeszce chce i to
                            wszystko jakies takie agresywne i niepozytywnie nastawione do człowieka -
                            brrrr. A jakim się złym okiem tescie patrzą, jak mówię, żeby to wszystko trawką
                            (tą legalną:) wysiać i raz na miesiąć przystrzygac kosiarką...Oj, nie mają ci
                            oni pociechy z zięcia, nie:)

                            >(btw - Braineater - Sztokholm
                            > byłby dla Ciebie równie optymalny jak Barcelona - tyle, że woda jednak ciut
                            > chłodniejsza, ale nie tak tragicznie!)

                            Skandynawię to ja bym chciał zobaczyc ze względów czysto literackich, po prostu
                            przyjżeć się ziemi gdzie lęgły się taki świry jak Ibsen, Strindberg, Hamsun czy
                            z nowszych Enquist. No i polarne nocki też muszą byc ciekawym zjawiskiem -
                            szcególnie to powracające w wielu textach, czytanie o północy na ulicy, bez
                            wspomagania silnym swiatłem. Tyle, że temperatury mnie cokolwiek przerażają -
                            'dziś mamy upał - 8C w słońcu':P

                            > Ale rozumiem kochających miasto, bo sama darzę betonowe przestrzenie ogromem
                            > ciepłych uczuć i nie wybrażam sobie życia na odludziu na dłuższą metę. Tylko,
                            > że czasami MUSZę się "odludzić". Tak już mam. I bardzo się cieszę, że dana mi
                            > jest taka możliwość. Pomyśleć... i rybki i akwarium...

                            To ja sie po prostu odludzam w mieście - rolety w dół, muzyka głośno, ksiązka
                            pod ręką i z zapasem pokarmu i fajek moge nie wychodzić z domu przez kilka
                            dni.:)


                            > Koniec gadania. Czas na działanie!

                            Zdecydowanie miłego odpoczynku:)
                            Pozdrowienia:)
                            • noida Re: W obronie łona (natury) 15.06.05, 12:44
                              Robaki nie są wcale nastawione negatywnie do człowieka! To ty jesteś nastawiony
                              negatywnie do robaków. Znakomita większość z nich nawet nie gryzie :-)
                            • beatanu Re: W obronie łona (natury) 19.06.05, 18:53
                              braineater napisał:
                              >Tyle, że temperatury mnie cokolwiek przerażają -
                              > 'dziś mamy upał - 8C w słońcu':P

                              Ha! Muszę Cię wyprowadzić z błędu. W lecie temperaury są naprawdę porównywalne
                              z tymi z Europy środkowej. Czyli całe dwadzieścia kilka przez ostatnie dni, i
                              słoneczko i przyjemny wiaterek, czyli to Co lubisz!
                              I nawet pod kołem polarnym w lecie można gonić z krótkim rękawkiem i bez onuc i
                              butów zimowych. W górach oczywiście chłodniej i polar ze sobą mieć trzeba...
                              (no, polar przydaje się i w południowej i środkowej Szwecji bo po zachodzie
                              słońca może być ciut chłodno. Całe szczęście, że łono (to słoneczko!) teraz
                              zachodzi na godzinek parę albo wcale :)))

                              A jak już będziesz śladami skandynawskich świrów łaził, to koniecznie musisz
                              zahaczyć o Uppsalę/Sztokholm :) (nie będzie ględzenia o grządkach i pobudek o
                              szóstej, obiecuję!)

                              • beatanu zapomniałam napisać 19.06.05, 18:54
                                Pozdrów proszę teściów!
                                B:)
                          • noida Re: W obronie łona (natury) 15.06.05, 12:42
                            Podobno zrobiono kiedyś taki eksperyment- postawiono Indianina z lasu (wiem, że
                            brzmi to okropnie europocentycznie, ale za cholerę nie pamiętam, z jakiego ten
                            Indianin był plemienia, ani nawet, z jakiego kraju) na rogu ulicy w mieście na
                            godzinę. Po godzinie zapytano go, co widział. Opisał ze szczegółami wszystkie
                            przechodzące przez ten czas osoby, do czego żaden człowiek mieszkający w
                            mieście nie byłby zdolny, bo gdyby się uparł zapamiętywać wszystkich i wszytko,
                            to po 2 tygodniach mózg by mu nie wytrzymał i byłby zupełnie zwariował.

                            I teraz co z tego wynika- w lesie czy na wsi nie jest wcale nudno. Tylko
                            człowiek z miasta nie umie patrzeć. Nie potrafi odróżnić drzewa od drzewa, bo
                            szuka wszędzie punktów orientacyjnych, takich jak wieżowiec, sklep z kiszonką,
                            cukiernia, skrzyżowanie Warszawskiej z Jana Pawła II. Ja się na przykład
                            dopiero teraz uczę się patrzeć na las, a nie tylko widzieć las. Mieszkam od
                            jakiegoś czasu w pobliżu lasu i muszę powiedzieć, że jest to bardzo fascynujące
                            zajęcie. Wiesz, braineaterze, jakie fascynujące są ptaki? Takie płoche, drobne,
                            nieprawdopodobnie kruche i tak śmiesznie się ruszają. To samo dotyczy innych
                            zwierząt- bażantów, dzików, bobrów (ostatnio mieliśmy jednego w gościach ;-),
                            lisów itp. Każde drzewo jest inne, każdy krzak jest inny i wcale nie jest mniej
                            fascynujący od ludzi. Jest tylko- inny. Ja też godzinami mogę siedzieć i gapić
                            się na ludzi w supermarketach, ale zapewniam, że siedzenie w lesie i gapienie
                            się na ptaki i drzewa jest równie fascynujące, a do tego mniej frustrujące :-)
                            I tyle w obronie przyrody.

                            PS. Robaków też nie cierpię, ale zawsze można się nasmarować jakimś badziewiem
                            i robaki zmiatają, aż się kurzy.
                            • braineater Re: W obronie łona (natury) 15.06.05, 12:56
                              Jak mówię - nigdy nie wytrzymałem poza miastem dłużej niż tydzień, ale w ramach
                              pracy nad sobą, moge obiecać, że jak następnym razem mnie w jakąś głusz wywiozą
                              to będę się przynajmniej starał patrzeć pozytywnie na te drzewa i zwierzaki.
                              Natomiast w to że robale nie są agresywne, to nigdy nie uwierzę - po prostu źle
                              im z oczu patrzy i tyle:)
                              Pozdrowienia:)
                              • monikate Re: W obronie łona (natury) 15.06.05, 17:32
                                :)) też tak mam! Jestem miastówka do bólu!
                            • beatanu Re: W obronie łona (natury) 19.06.05, 19:08
                              noida napisała:
                              > I teraz co z tego wynika- w lesie czy na wsi nie jest wcale nudno. Tylko
                              > człowiek z miasta nie umie patrzeć. Nie potrafi odróżnić drzewa od drzewa, bo
                              > szuka wszędzie punktów orientacyjnych, takich jak wieżowiec, sklep z
                              kiszonką,
                              > cukiernia, skrzyżowanie Warszawskiej z Jana Pawła II. Ja się na przykład
                              > dopiero teraz uczę się patrzeć na las, a nie tylko widzieć las. Mieszkam od
                              > jakiegoś czasu w pobliżu lasu i muszę powiedzieć, że jest to bardzo
                              fascynujące
                              >
                              > zajęcie. Wiesz, braineaterze, jakie fascynujące są ptaki? Takie płoche,
                              drobne,
                              >
                              > nieprawdopodobnie kruche i tak śmiesznie się ruszają. To samo dotyczy innych
                              > zwierząt- bażantów, dzików, bobrów (ostatnio mieliśmy jednego w gościach ;-),
                              > lisów itp. Każde drzewo jest inne, każdy krzak jest inny i wcale nie jest
                              mniej
                              >
                              > fascynujący od ludzi. Jest tylko- inny. Ja też godzinami mogę siedzieć i
                              gapić
                              > się na ludzi w supermarketach, ale zapewniam, że siedzenie w lesie i gapienie
                              > się na ptaki i drzewa jest równie fascynujące, a do tego mniej frustrujące :-
                              )
                              > I tyle w obronie przyrody.
                              >
                              > PS. Robaków też nie cierpię, ale zawsze można się nasmarować jakimś
                              badziewiem
                              > i robaki zmiatają, aż się kurzy.

                              Oooooo, jak fajnie było przeczytać Twój post, Noido!
                              Mam dokładnie tak samo! Mogę bez celu plątać się po okolicy (jakieć dłuższe
                              wędrówki chwilowo mnie nie pasjonują) i tylko PATRZYć i SŁUCHAć... I dostrzec
                              trochę "nietypową" (przynajmniej w moim odczuciu, nie jestem specjalistką od
                              zoologi) żmiję, bo brązowawą a nie czarno-szarą... I wzruszyć się losem
                              muchołówki, która w niewyjaśnionych okolicznościach utopiła się w beczce z
                              deszczówką, i podążać wzrokiem (szybko!) za biegnącym gdzieś przepięknym
                              owadem, którego natura obdarzyła srebrnymi esami-floresami na kruczoczarnym
                              pancerzyku, i zadumać się nad delikatnością liści lipy-młódki... Eh!

                              Zazdroszczę Ci bobrów, jeszcze nigdy nie udało mi się tych śmiesznych ssaków
                              zobaczyć na żywca...

                              Pozdrwaiam serdecznie leśno-polnie :)))
                              I chociaż odkąd zaczęłam uprawiać warzywa i kwiaty
                              • beatanu errata 19.06.05, 19:10
                                jest - zoologi, powinno być zoologii (zboczenie filologiczne)
                                > I chociaż odkąd zaczęłam uprawiać warzywa i kwiaty - wyrzucić!



                                • noida Re: errata 19.06.05, 22:18
                                  No własnie, mnie też uprawianie warzyw i kwiatów nie kręci :-)
                                  Może kiedyś, na razie wolę po prostu gapić się roślinki a nie przy nich
                                  majstrować.
                                  • beatanu Re: errata 19.06.05, 22:58
                                    noida napisała:

                                    > No własnie, mnie też uprawianie warzyw i kwiatów nie kręci :-)
                                    > Może kiedyś, na razie wolę po prostu gapić się roślinki a nie przy nich
                                    > majstrować.

                                    Hmmm, nie wiem, czy się zrozumiałyśmy... Tzn rozumiem, że Ciebie majstrowanie
                                    przy roślinkach nie kręci, ale akurat mnie - bardzo! No, ale najwyraźniej
                                    Twoje "też" odnosi się do innych TWA-oiczów, których przekopywanie grządek nie
                                    bawi raczej w ogóle. Ale nie ubolewam i podobnie jak większość z nas (wszyscy?)
                                    cieszę się z różnorodności zainteresowań, przekonań, wieku, wzrostu i długości
                                    owłosienia głowy :)
                  • dr.krisk Moje lesne zycie.... 15.06.05, 19:03
                    No prosze, jak to ludzie moga byc rozni!!! I jakie to fajne!!
                    Ja mianowicie lesny czlowiek jestem, z upodobaniem znikam w ostepach i
                    chaszczach. Nie masz dla mnie wiekszej przyjemnosci niz plecaczek wziac,
                    manierke, kanapki (ostatnio raczej batony energetyczne - lzejsze..), kurteczke,
                    kompas, mapy, noz typu bowie i w ostepach przepasc!!! Albo to samo w wersji
                    rowerowej.
                    Jedna z moich szajb pomniejszych jest sprzet turystyczny: narty biegowe, buty
                    trekkingowe, plecaki itp.
                    Miasta lubie zwiedzac, nie lubie mieszkac. Bardzo meczy mnie ten caly miejski
                    rozgardiasz, te setki twarzy przeplywajacych anonimowo.....
                    A fauna polno-lesna sympatyczna jest i przyjemna (no, moze slepaki i komary to
                    nie..). Natomiast w miescie? Karaluchy, szczury i takie tam...
                    Nie - tylko las i pola. Przynajmniej dla mnie....
                    Z lesnym pozdrowieniem - KrisK
                    • nienietoperz Re: Moje lesne zycie.... 16.06.05, 09:59
                      Doktor poruszyl istotny element podrozy lonowych, a mianowicie: niezbedna
                      koniecznosc upartego przemieszczania sie. O ile rozumiem (przy calym szacunku
                      dla uprawiaczy pol czy dzialek), ze rolniczy tryb zycia zwiazany z przygladaniem
                      sie wciaz jednej i tej samej zagrodzie przez wiecej niz 24 godziny staje sie
                      bardzo uciazliwe, to juz lazenie, szukanie miejsca do spania, spotykanie innych,
                      coraz to nowych, lazikow jest pierwszorzednym sposobem spedzania czasu. Nie
                      mowiac juz o fascynujacych efektach deprywacji sensorycznej - czytaj odlaczenia
                      od internetu, kina, miasta, bez ksiazek bym mimo wszystko nigdzie sie nie wybieral.
                      Nienietoperzowa jest znacznie bardziej przywiazana do srodowisk miejskich,
                      namiotow unika jak ospy czy cholery, i w zwiazku z tym coraz rzadziej udaje mi
                      sie wyrwac w glusze na czas dluzszy. Polecam jednak goraco, szczegolnie pare
                      miejsc, do ktorych niedaleko, a naprawde jechac warto (e.g. Beskid Niski, e.g.
                      Czarnohora)
                      Pozdrowienia,
                      Wasz
                      nntpz
                      • dr.krisk Sie dolaczam... 16.06.05, 18:03
                        Rzeczywiscie, ja nie jestem specjalnym entuzjasta sadzenia kapusty - nawet w
                        odmianie jesiennej, poznawej. Ale podziwiam ludzi, ktorzy to potrafia i lubia,
                        bo mi zawsze wszystko zwiednie.....
                        Natomiast deprywacja sensoryczna (coz za piekne okreslenie!!!) to jest to! Oczy
                        rozszalale poszukiwaniem nowych wrazen zielenia drzew napasc, zegarek wsadzic w
                        czeluscie plecaka i isc gdzie oczy poniosa.... A jak milo jest siedziec sobie
                        nad brzegiem jeziora i gapic sie w wode. Albo isc polna zakurzona droga. Albo w
                        skwar wejsc do wiejskiego sklepu i zaordynowac sobie piffo. Teraz to nawet
                        zimne maja!

                        Chetnie wyprowadzilbym sie z miasta. Fajnie wtedy byloby przyjechac raz na dwa
                        tygodnie na zakupy, pochodzic po ulicach, wyladowac starego UAZa zapasami i
                        wrocic ciupasem do domu. Moze na emeryturze? Zobacze.

                        Miasto raczej nie. Miejski emeryt jakis taki wyblakly jest, wystraszony, wie ze
                        zawadza i nie nadaza. Miasto mlodoscia sie karmi, pospiechem i halasem. A ja
                        chyba tego nie lubie.
                        Trzeba bedzie pomyslec.
                        KrisK
    • kwiecienka1 w obronie miasta 15.06.05, 22:07
      :)
      co prawda urodziłam się w małym śląskim miasteczku, ale od 1 roku życia
      mieszkam w Katowicach i już mi te spaliny do końca wżarły się w płucka :-)
      nie umiem już oddychać powietrzem, którego nie widać...
      moi dzielni rodzice próbowali temu zaradzić wywożąc swoje dzieci cyklicznie do
      babć na wsie, ale nie udało im się mnie przekonać, że wakacje na łonie natury
      to przyjemność, no bo:
      - ludzi nie ma (zwłaszcza w moim wieku)
      - jeść trzeba tylko to co urosło nieopodal (do sklepu dalej niż u Beaty)
      - zdrowy człowiek nie może tylko leżec i czytać - musi pracować, najlepiej
      długo i ciężko w polu (rodzina "robi" w chmielu, ziołach dla Herbapolu,
      truskawkach i malinach na Lubelszczyźnie, jest tego sporo)
      - na wsi obficie występują: dzikie psy, komary & inne insekty, gadziny
      przeróżne, w tym dzieci sąsiadów...

      to ja już wolę słodkie lenistwo w mieście, bez czystego powietrza zato z
      empikiem i bez ograniczeń żywieniowych :-)
      pozdrawiam

      Ps do Braineatera: lipcowo-sierpniową pogodę w Skandynawii sprawdziłam
      osobiście - na południu bywa cieplej niż u nas, na północy... bywa cieplej niż
      u nas zimą :-) mimo wszystko polecam! bo w Barcelonie to za gorąco jest...

      K.
      • beatanu Re: w obronie miasta 19.06.05, 21:04
        kwiecienka1 napisała:
        > Ps do Braineatera: lipcowo-sierpniową pogodę w Skandynawii sprawdziłam
        > osobiście - na południu bywa cieplej niż u nas, na północy... bywa cieplej
        niż
        > u nas zimą :-) mimo wszystko polecam! bo w Barcelonie to za gorąco jest...
        >

        Dziękuję za wtręt proskandynawski!
        Btw - skończyłam właśnie "Forsowanie powieści-rzeki" pani Ugresic. Bawiłam się
        wybornie! Refleksja poważniejsza jedna i druga też mmnie naszła... Już mam
        ochotę na następne książki Dubravki!
        Serdecznie pozdrawiam :)))
    • kawa_malinowa nie, Jutro nie 16.06.05, 20:25

      Ja mam plan, by jechac na Festiwal Szekspirowski do Gdańska w sierpniu. Może
      nawet jako wolontariuszka, by bawić dzieci aktorów :))
      Warunek podstawowy: zdobycie indeksu na MISHu. Inaczej pozostaje mi prowincja.

      Czytanie :) nieustająco.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka