beatanu
01.08.05, 03:57
Najpierw króciutkie (?) opowiadanie, pózniej pytanie.
Kilka dni temu dalam sie wyciagnac przez córke i meza na... mecz zuzla
(zuzlu?) Najblizsza "naszemu" lasowi miejscowosc jest znana z dwóch powodów:
1.ogromna fabryka papieru 2.klub zuzlowy, jeden z najlepszych w kraju,
chociaz ostatnio juz nie na czele superligi. Tylko, ze mnie zuzel nigdy nie
rajcowal, nigdy nie moglam zrozumiec jak mozna fascynowac sie takim
halasliwym sportem, nigdy nie zadalam sobie trudu, zeby w ogóle zrozumiec o
co w tym wszystkim chodzi. Polowa rodziny polknela bakcyla i od lat chyba
dwóch na takie mecze od czasu do czasu sobie chodzi, a ja bronilam sie rekami
i nogami. Ale w koncu uleglam i... ogromnie mi sie podobalo!!! Chociaz kilka
razy chcialam jechac do domu, bo tzw. warunku atmosferyczne byly szalenie
niesprzyjajace, padalo , padalo i jeszcze raz padalo i w koncu tor
przypominal bajoro i zarzadzono przerwe, podczas której zdazylismy przemoknac
dokumentnie. Gdy zaczelo sie przejasniac przyjechal traktor, który mial tor
naprawiac, tylko, ze traktor sie zepsul, i przyjechal nastepny i wypychal
tego pierwszego-zawalidroge, pózniej przyjechal samochód naprawczy i pan
mechanik stwierdzil, ze zepsutemu traktorowi ktos zwedzil olej napedowy i
dlatego nie dziala, przyjechal wiec jeszcze inny traktorek z paliwem i
ciezarówka z tona(?)suchego gliniastego proszku, którym to proszkiem posypano
tor, zeby go doprowadzic do stanu uzywalnosci itd. Rozrywek wiec nie
brakowalo, tylko ze gdy w koncu wznowiono zawody bylo juz ciemno i glodno i
chlodno i w koncu sie poddalismy i szczekajac zebami wrócilismy do domu, w
piecu napalilismy, kota nakarmilismy. Ale jakichs osiem-dziewiec biegów
obejrzelismy i wrrrr, jaki ped! I jak sypalo w widownie zwirkiem. Ze nie
wspomne o biegach, w których udzial brali sami Polacy, choc w ramach ligi
szwedzkiej. Podsumowujac: swietna wycieczka, niezapomnane emocje i kupa
smiechu. A tak bardzo sie mialam ochoty!
Pytanie: czy zdarzylo sie Wam tak bardzo bardzo bardzo przed czym bronic,
czegos zapierac, czegos unikac jak ognia a gdy przyszlo co do czego, to
okazalo sie, ze nie chcielibyscie bez tego nowego doswiadczenia zyc? Czyli o
pozytkach plynacych z odlozenia na pólke swoich przesadów o czyms tam.
Oj, nie wiem czy zbyt jasno sie wyrazam, pora troche malo sprzyjajaca
intelektualnym wyzwaniom (tak, jestem w pracy...)
B ciekawa :)