fnoll
10.08.05, 15:19
dziś do mnie dotarła ta straszliwa, druzgocąca dedukcja...
jak dalej żyć ze świadomością, że jeden z moich pop-kulturalnych ulubieńców
niechybnie jest kastratem? no bo: jest gruby, nieruchawy, nie wiedzie mu się
w związkach damsko-męskich, i mieszka z facetem, który również jest, może nie
dosłownie, pozbawiony męskości...
wiadomo, koty domowe się kastruje
Garfield nie znaczy terenu, co najwyżej linieje
jest gruby, ospały, w całej swej historii nie zgłuszył żadnej kici
wniosek nasuwa się sam - jest kastratem
stara się przejść przez życie z humorem, ale koniec końców - jest bez jaj
ech...