Dodaj do ulubionych

Stęchła dziecku nóżka

15.08.05, 11:32
i wcale nie jechała stęchlizną, wręcz przeciwnie, wróciła do naturalnych
rozmiarów :)
Właściwie to śliczne słowo "stęchnąć" - dziś raczej mówi się że zeszła
opuchlizna, obrzęk się zmniejszył, a można to ładnie jednym słowem określić.
No ale co w takim razie ze stęchłą kaszą?
:)
Takie świąteczne rozważania po wciągnięciu żółtka. Hehehe
Obserwuj wątek
    • aaneta Re: Stęchła dziecku nóżka 15.08.05, 12:30
      Śliczny wątek! A miałam inne plany na dzisiaj niż pisanie.
      Moja babcia mówiła: nie wstawaj jeszcze, poczekaj, aż ci żółteczko wejdzie...
      Ciekawa jestem, ile osób z tego grona, wie, co to znaczy, tzn. skąd się wzięło
      to powiedzenie, bo ja osobiście dowiedziałam się dopiero niedawno i byłam bardzo
      zaskoczona. Dowiedziałam się zresztą przypadkowo, bo nigdy się nad tym nie
      zastanawiałam: to, co się słyszy czy widzi w dzieciństwie chyba z reguły
      przyjmuje się jako coś oczywistego i nawet powtarza bezmyślnie. Czy Wy też tak
      macie?
      • brunosch Aaneto! 15.08.05, 12:38
        chyba założymy Lożę Ludzi Wciągających Żółtko!
        ale skąd się wzięło wciąganie żółtka, to niestety nie wiem. Możesz wyjaśnić?
        W rodzinie jeszcze jest takie określenie "czmuchać się"
      • beatanu Re: Stęchła dziecku nóżka 15.08.05, 13:26
        Najpierw wam pozazdroszczę, że macie znów długi weekend, dopiero przed
        chwileczką się zorientowałam :)
        A moja babcia (spod Krakowa) mówiła: żeby ci żółtko doszło.
        Nie pamiętam, żeby babcia spod Poznania używała tego wyrażenia.
        I nie mam pojęcia skąd się to powiedzenie wzięło...

        aaneta napisała:
        nigdy się nad tym nie
        > zastanawiałam: to, co się słyszy czy widzi w dzieciństwie chyba z reguły
        > przyjmuje się jako coś oczywistego i nawet powtarza bezmyślnie. Czy Wy też tak
        > macie?

        Też tak mam, tylko teraz coraz częściej zastanawiam się nad takimi
        oczywistościami z dzieciństwa. I mam wrażenie, że spora część kulturowego
        dziedzictwa właśnie tego typu gdzieś bezpowrotnie ginie, w procesie globalnej
        unifikacji... A może jednak nie wszystko? Mam nadzieję, że ktoś takie rzeczy
        spisuje, układa w ładne ciągi, analizuje i jakieś rozprawy naukowe na ten temat
        pisze. Może macie jakieś tipy? Chętnie bym na ten temat poczytała!

        pozdrawiam leniwie
        B:)


        • jenny_s sklęsło dziecku żółtko 15.08.05, 14:03
          Właśnie, w Galicji to to żółtko dochodzi, u mnie w domu przynajmniej. Mam
          wrażenie, że bierze się to z gotowania jajka na miękko, najpierw się ścina
          białko, a żółtku trzeba dać jeszcze ten moment, który stanowi o różnicy między
          rozkoszą a spożywaniem mącznej papy o konsystencji zatykającej człowieka jak
          tuczną gęś.

          A stęchła nóżka to mi jakoś wionie nieświeżością gangreny, skąd to się wzięło?
          Ja bym powiedziała, że ona sklęsa, ta nóżka.

          Serdeczności lokalno-patriotyczne

          jenn
          • brunosch sklęsło dziecku żółtko 15.08.05, 16:19
            stęchnąć dk Vc, ~nie, stęchł, ~chła, ~chłszy, ~chły
            1. «zepsuć się w wilgoci, nabrać zapachu wilgoci, pleśni»
            Kasza stęchła w wilgotnej spiżarni.

            2. «o obrzęku: zmniejszyć się, opaść; o miejscu spuchniętym: stracić opuchliznę»
            Spuchnięty policzek stęchł.
            Obrzęk stęchł pod kompresem.
            ***
            Tak mówi Mądra Księga, czyli Słownik języka polskiego.
            Znaczys'ja - nóżka też stęcha. Zastanawiająca koicydencja z procesem gnilnym w
            środowisku wilgotnym.
            • aaneta Re: sklęsło dziecku żółtko 15.08.05, 17:26
              Zwracam honor. W moim Słowniku współczesnego języka polskiego przy "tęchnąć"
              drugie znaczenie, oprócz "psuć się, przechodzić zepsutym zapachem", to "stawać
              się mniej nabrzmiałym, opuchniętym, klęsnąć". Ha! Nie ma to jak rozwijać się
              intelektualnie na stare lata.
              Z tej samej beczki ja mam taki przykład: wegetacja - rozwój i wzrost rośliny, w
              przypadku człowieka wegetacja to życie pozbawione dążeń i aspiracji. Za tym
              samym słownikiem.
              • brunosch nobo 15.08.05, 17:34
                człowiek wegetujący jest jak warzywo - słoneczko, wilgoć, zielone pędy i niechęc
                do odkorzeniena się
          • agni_me Re: sklęsło dziecku żółtko 16.08.05, 00:22
            jenię, odkąd nie świecą ci się stopy, nic mnie nie zadziwi :)
    • braineater Re: Stęchła dziecku nóżka 15.08.05, 13:57
      brunosch napisał:

      > No ale co w takim razie ze stęchłą kaszą?
      >
      O kaszy - to może tak - rozumowo knując - pamietam, że kasze po ugotowaniu,
      przynajmniej u mojej babci wsadzało się pod pierzynę, żeby 'doszła'
      napeczniała, znaczy się. Więc może, jeśli pierzyna była zbyt cieńka, lub za
      zimno kaszy pod nie było, to kasza chcąc nie chcąc, nie pęczniała, tylko po
      prostu stęchła?
      :
      > Takie świąteczne rozważania po wciągnięciu żółtka. Hehehe
      A o co chodzi z wyciąganiem żółtka, to dalibóg nie wiem:)
      Pozdrowienia:)
      • aaneta Re: Stęchła dziecku nóżka 15.08.05, 15:26
        Tak się zachwyciłam tym żółtkiem, że nie zajęłam się stęchłą nożką ani kaszą.
        Obawiam się, że Jenny ma rację, nóżka, z której zeszła opuchlizna, jest sklęsła,
        nie stęchła, natomiast stęchła kasza to kasza zepsuta, bo przechowywana zbyt
        długo albo w zbyt wilgotnym pomieszczeniu, i z tego powodu śmierdząca po prostu,
        nie nadająca się do spożycia. Teraz to się chyba rzadko zdarza, bo nasze
        centralnie ogrzewane mieszkania, w tym kuchnie, raczej nie są zawilgocone.
        A co do wciągania żółtka to sprawa jest natury biologicznej, właściwie banalna,
        pod warunkiem, że się kiedyś widziało wykluwanie pisklęcia. To znaczy ja nie
        widziałam na własne oczy, ale w filmie przyrodniczym, a było to u genialnego
        Davida Attenborough, kto nie widział, niech żałuje. To było w serialu "Prywatne
        życie ptaków", oprócz tego jest jeszcze "Prywatne życie roślin", "Życie ssaków",
        "Wędrówki przyrodnicze" i pewnie jeszcze więcej, wszystko również w wydaniach
        książkowych. Ewentualnych sceptyków, zniechęconych do filmów przyrodniczych
        edukacyjnym nudziarstwem, na które z pewnością nie raz w życiu się natknęli,
        zapewniam, że są to zupełnie inne filmy, jedyne w swoim rodzaju, genialne wręcz
        pod każdym względem.
        Wracając do tematu, bo jak zwykle się rozgadałam, dowcip polega na tym, że
        pisklę nie wykluje się, dopóki nie "wejdzie mu żółtko", tzn. dopóki nie
        "wciągnie" całego żółtka, stanowiącego, jak wiadomo, magazyn składników
        odżywczych, niezbędnych do rozwoju. Nie jestem biologiem, więc mogę tylko
        domyślać się, że przed wykluciem się taki pisklak, który ma już wielką ochotę
        wydostać się na świat, "wciąga" resztkę żółtka, której nie zdążył wykorzystać
        siedząc sobie w środku jaja, i w ten sposób nabiera sił niezbędnych do
        wydostania się na zewnątrz i pewnie na zapas, zanim zacznie normalnie jeść. O,
        właśnie znalazłam w necie coś na ten temat:
        www.przyjacielekury.upc.com.pl/ornitolog.php
        Chyba nam się trochę w nie te święta, co trzeba, zgadało na ten temat, ale co
        tam. Wesołych świąt!
        • dr.krisk Ja nic z tego nie rozumiem... 15.08.05, 15:36
          aaneta napisała:

          > Tak się zachwyciłam tym żółtkiem,
          O co chodzi z tym zoltkiem????? I co znaczy to okreslenie???
          Pierwszy raz slysze...... Co mnie cieszy, bo jest to kolejny dowod na to ze
          jeszcze tak wiele rzeczy przede mna :))
          KrisK Zaciekawiony
          • brunosch ze wszystkiego wniosek 15.08.05, 16:49
            wypływa, że człowiek z nagła obudzony jest jak pisklę w 19 dobie mieszkania w
            jajku. Musi wciągnąć żółtko, żeby normalnie funkcjonować.

            Naszym hasłem na jutro i dalszą przyszłość:

            ŻÓŁTKA NIE WCIĄGNIESZ, NIC NIE OSIĄGNIESZ!
            • aaneta Re: ze wszystkiego wniosek 15.08.05, 17:31
              Ja z nagła obudzona, zwłaszcza przez budzik w dniu powszednim, jestem jak pisklę
              w 19 dobie, które nie może sobie pozwolić na luksus wciągania żółtka, bo gdybym
              sobie pozwoliła, to spałabym smacznie do następnego ranka. Ktoś może wie, co na
              to poradzić?
          • aaneta Re: Ja nic z tego nie rozumiem... 15.08.05, 17:14
            KrisKu drogi, wstydź się albo coś... Przeczytaj od początku ten wątek, a
            zostaniesz oświecony. Wesołego jajka!
    • agni_me Re: Stęchła dziecku nóżka 16.08.05, 00:13
      Poczułam się szalenie szczęśliwa, że moim Babciom nie tęchła ni nóżka ni kasza.
      Nie mówiąc już nic o wciąganiu żółtka. Moja Babcia klasycznie wstawała lewą
      nogą, noga jej puchła, a potem opuchlizna znikała, zmniejszała się, czy coś
      takiego. Prababci też. Prapraciotki, zostawiając szczęśliwie pamiętniki, też
      nie miały żadnych porannych przejść z żółtkami. I uff. Rodzina ma masę
      wiekowych powiedzonek, które są typowym rodzinnym kodem. Tyle, że są rozumiane
      przez wszystkich, nie tylko przez hodowców kurcząt (moja niania mówiła coś o
      zawiązywaniu sadełka, ale to takie blade przy stęchłym żółtku) :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka