dr.krisk
29.08.05, 02:37
Dzis zaobserwowane.
Wychodze z uczelni w poludzie: niedziela wiec pustki wokolo. W powietrzu zar
i duchota niesamowite, od razu moj T-shirt wojenny khaki mozna wyzymac......
na parkingu - pustki. Powietrze az drzy z upalu.
I nagle slysze wyrazny dzwiek dud szkockich (highland bagpipe) - ktos w
niedalekiej odleglosci gra: "Mc Cullough tribute". No to ja hyc na rower i
pedze kierujac sie na dzwiek. Jade i nasluchuje, nasluchuje i jade....
Wreszcie wpadam na nasze boisko pilkarskie wielkie - a gdzies na srodku
pustych trybun (nie wiem ile sie tam miesci ludzkosci ale co najmniej polowa)
siedzi chlopak i dmie!!!
Okazal sie czlonkiem miejscowej spolecznosci szkockiej przegotowujacym sie do
kolejnego w tym roku ceilidh (takie szkockie posiady....). Podobno sasiedzi
narzekaja jak cwiczy, to chodzi na to boisko.
Malo nie zemdlal jak sie dowiedzial, ze ja z Polski i ze uwielbiam owe
wrzaskliwe instrumenta szkocko-irlandzkie, od dzwieku ktorych mleko kwasnieje
a wrog w poplochu ucieka!
Slante!
Mc KrisK