15.09.05, 23:13
Jak to z Wami jest. Lubicie Zmiany? Cos nowego musi koniecznie wejsc w Wasze
zycie czy jednak pozostajecie przy starych, wyprobowanych rzeczach. A
moze "Zmiany" mieszkania, dodatkow do stroju lub calych trendow.
Konieczne "Zmiany" otoczenia, przyjaciol, pracy?
Obserwuj wątek
    • staua Re: Zmiany 15.09.05, 23:46
      Lubie, choc ostatnio zaczelo mnie to troche meczyc. Chcialabym gdzies osiasc na stale. Mam wielkie
      nadzieje zwiazane z Bostonem, bo Mihai dostal tam juz prace, nie staz. Ale on lubi zmiany bardziej niz
      ja i tak srednio co dwa lata mu sie w jednym miejscu nudzi, mam jednak nadzieje, ze zmieni zdanie.
      (jak widzicie, zaczynam byc tak pzrejeta, ze w zadnym watku nie jestem w stanie o niczym innym
      pisac).
      W ciagu ostatnich osmiu lat przeprowadzalam sie osiem razy. A naprawde chcialabym miec juz miejsce,
      ktore moge nazwac domem.
    • broch Re: Zmiany 16.09.05, 00:37
      lubie zmiany, albo inaczej, lubie gdy cos siedzieje (ale za przeprowadzkami nie
      przepadam)
    • noida Re: Zmiany 16.09.05, 10:06
      Ja bardzo lubię zmiany, jak za długo nic się nie dzieje to mi się nudzi i
      próbuję coś zmienić, na przykład łażę po forach internetowych i szukam nowych
      znajomych ;-)Najbardziej chyba lubię poznawać nowych ludzi, bo to najciekawsze,
      ale poza tym zmieniam na przykład: przynajmniej 4 razy do roku pulpit w
      komputerze (jesienny, zimowy, letni itp. marzy mi się taki program, gdzie można
      sobie wszystko pozmieniać- rodzaj czcionki i wszystkie kolory, nie tylko tło),
      przemeblowuje pokój ze dwa razy do roku, a jakbym miała wystarczającą ilość
      pieniędzy to pewnie i ciuchy bym wymieniała na nowe... Nie zmieniam tylko
      miejsca zamieszkania, bo póki co za wiele rzeczy trzyma mnie w jednym, no i za
      bardzo nie zmieniam poglądów... Pracy nie zmieniam, bo nie mam, ale bardzo mi
      odpowiada, że co semestr zmieniały mi się przedmioty i rozkład zajęć. Niestety,
      teraz już nie będzie tak miło :-(
    • eva.68 Re: Zmiany 16.09.05, 10:07
      Nie przepadam. Lubię poruszać się po znajomym terenie. Daje mi to poczucie
      (złudne, wiem), że mam pod kontrolą to, co się dzieje.
      • eva.68 Re: Zmiany 16.09.05, 10:29
        Na szczęście życie nic sobie nie robi z mojej niechęci do zmian i zmienia
        się. :-)
        • stella25b Re: Zmiany 16.09.05, 11:56
          Ogolnie lubie zmiany wtedy w zyciu cos sie dzieje i nie jest ono takie
          monotonne. Ale czeste przeprowadzki dzialaja mi na nerwy. Jednego roku
          przeprowadzalismy sie 5 razy. Na szczescie bylo to na poczatku naszego pobytu w
          Niemczech wiec pakowania bylo nieduzo, a caly nasz bagaz miescil sie w
          samochodzie. Doszlismy wtedy to calkiem niezlej perfekcji w organizacji
          przeprowadzek. Teraz z cala rodzina to dla mnie maly horror.
          Lubie podroze stad moje urlopy staram sie robic w ciagle nowych dla mnie
          miejscach. Jedynym wyjatkiem jest moj dom na wsi ale tego pobytu nie zaliczam
          do urlopu, ten wyjazd traktuje jako wyjazd do domu.
          W sumie w moich Zmianach jestem niekonsekwentna. Zmieniam ciuchy ale od lat nie
          zmienilam torebki. Codziennie, juz od lat nosze skorzany plecak, obojetnie czy
          mam na sobie kostium czy jeansy. No i moja fryzura jest constans- ale to wynika
          z braku zaufania do czegos nowego, co nie daj Boze przyniosloby mi wiecej pracy.
          • eva.68 Re: Zmiany 16.09.05, 13:24
            W moim życiu już się trochę działo i to niekoniecznie miło, dlatego
            wolę "monotonię". To prawda, że wtedy obok może przejść coś Bardzo
            Interesujacego a ja się nie załapię ale cóż... Może to też się kiedyś zmieni?
            Co do zmian w wyglądzie i "wyposażeniu" - dopuszczam. Półtora roku temu
            odkryłam fryzjera, któremu nie muszę mówić, co ma robić, bo sam to wie. Po
            każdej wizycie (raz na 2-3 miesiące) wyglądam trochę inaczej.
            • stella25b Re: Zmiany 16.09.05, 19:55
              eva.68 napisała:

              > W moim życiu już się trochę działo i to niekoniecznie miło, dlatego
              > wolę "monotonię". To prawda, że wtedy obok może przejść coś Bardzo
              > Interesujacego a ja się nie załapię ale cóż... Może to też się kiedyś zmieni?
              > Co do zmian w wyglądzie i "wyposażeniu" - dopuszczam. Półtora roku temu
              > odkryłam fryzjera, któremu nie muszę mówić, co ma robić, bo sam to wie. Po
              > każdej wizycie (raz na 2-3 miesiące) wyglądam trochę inaczej.

              Szczesciara z Ciebie:)
              >
    • nienietoperz Re: Zmiany 16.09.05, 12:00
      Zmiany miejsca/otoczenia lubie.
      Nie moglbym sie (chyba) zakopac w jednym miejscu z przeczuciem, ze to juz na
      zawsze, ze juz sie inaczej nie da. Na razie udalo sie nam (przez ciut ponad 4
      lata malzenstwa) mieszkac razem w 8 roznych domach/mieszkaniach i 3 roznych
      miastach - wszystko to nie liczac wyjazdow pojedynczych czy krotszych niz 2
      miesiace.
      Dziewiate miejsce i czwarte miasto pojawia sie w lutym. Juz sie boje jak sobie
      poradzimy z przeprowadzka:-)
      Niewatpliwie jednak zmiany miejsca przezywa sie znacznie lepiej, kiedy cos
      stalego pozostaje (np. zona, grupka przyjaciol - chociaz tych drugich trudniej
      jakby przemiescic ze soba).
      Dlatego 'zmian' przyjaciol nie lubie, ewentualnie moge sie zgodzic na zyskiwanie
      nowych.
      Zmiany pracy OK, pod warunkiem, ze ograniczaja sie do zmiany miejsca.
      Niespecjalnie wyobrazam sobie zmiany radykalnej, glownie dlatego, ze poza moim
      aktualnym zajeciem nic wiecej nie potrafie robic. Niby mozna by sie probowac
      czegos nauczyc...
      Wasz
      nienietoperz
      • stella25b Re: Zmiany 16.09.05, 12:04
        Ja tez cenie sobie prawdziwa przyjazn wiec przyjaciol nie zmieniam. Lubie
        poznawac nowych ludzi z nadzieja, ze kreg moich przyjaciol sie rozrosnie:)
        • stella25b Re: Zmiany 16.09.05, 12:12
          Ja juz zmienilam radykalnie moj fach, chociaz wczesniej nie wierzylam, ze do
          czegos takie jestem zdolna, wiec teraz juz na wszystko jestem otwarta. Tylko ze
          moje wygodnictwo kaze mi siedziec i robic to co robie.
      • braineater Re: Zmiany 16.09.05, 12:22
        Ja akurat jestem typem osiadłym, wybitnie ślimakowatym i na długo
        zakotwiczającym się w jednym miejscu. Przeprowadzak to koszmar którego staram
        się unikac jak ognia, co wiąze sie na przykład z bezsensownym utrzymywaniem
        poprzedniego mieszkania, w ktorym aktualnie żyją jedynie regały z ksiązkami i z
        którego korzystam ewentualnie kilka razy w roku, jeśli mam tam bliżej w srodku
        nocy niz do domu - i od 6 lat mówię sobię, że to bez sensu, że trzeba by było
        wziaść i spakowac te regały i nie jeżdzic 15 minut tramwajami (o - tak właśnie
        wyglądają moje przeprowadki - o kilka przystanków tramwajowych dalej:), żeby
        cos sprawdzic w ksiązkach z akurat tej biblioteczki, oddac klucze i mieć
        wszystko pod ręką - ale zdecydowac się nijak nie potrafię.
        Natomiast uwielbiam zmiany związane z jakimis nowymi lekturami czy rozmowami,
        kiedy to pod wpływem jakiegoś zdania czy twierdzenia musze przekombinowac cały
        swój dotychczasowy światopogląd. stad tez mentalnie czasami czuję się jak
        chorągiewka, bo takie sytuacje zdazają mi się bardzo często - może nie
        koniecznie wszystkie rozbijaja się o poglądy i filozofię życiową, ale dowiaduję
        się czegoś nowego, czegoś się ucze i zgodnie z efektem domina wszystko co
        wiedziałem na ten temat wczesniej musze przekombinowac, przełożyc i
        podopasowywac - to moge robic po całych dniach i to kocham:)
        Zmiany w wyglądzie - tak średnio w sumie - od lat ciuchy w dwóch, trzech
        kolorach w ktorych się dobre czuję, od 15 lat ten sam model Martensów (co
        radośc wielką w Marysi wzbudza, bo co roku idę kupowac buty, co roku zajmuje mi
        to około dwóch, trzech godzin i co roku, zrezygnowany poniekąd, kupuje
        dokładnie te same które mam na nogach:), od czasu rezygnacji z dredów ta sama
        niekłopotliwa fryzura. Tylko w odróznieniu od Stelli często kupuję torby, bo
        rzadko wytrzymuja rajdy po antykwariatach dłużej niz 3-6 miesięcy:)
        Zmiany znajomych - raczej utraty, bo jestem koszmarem jeśli chodzi o
        podtrzymywanie więzi na odległośc, nawet jesli mam kogos dostepnego online.
        Jakos nigdy mi się to nie udaje. Poznawanie nowych ludzi także przychodzi mi
        dość cięzko, a już wejście z nimi w jakieś bliższe relacje to wyzwanie na miarę
        wejścia boso na Everest:) Stąd też znajomych i kumpli mam tylko takich, co ich
        połapałem na studiach i w innych placówkach edukacyjnych i to tez tylko takich,
        co mieszkają blisko - do 20 minut jazdy tramwajem. Reszta jakos się rozpłynęła,
        po 1876 umowieniu sie i moim nieprzybyciu...:)

        Pozdrowienia:)
        • stella25b Re: Zmiany 16.09.05, 19:20
          braineater napisał:

          Tylko w odróznieniu od Stelli często kupuję torby, bo
          > rzadko wytrzymuja rajdy po antykwariatach dłużej niz 3-6 miesięcy:)

          A nie, nie, Stella kupuje torby. Sek tylko w tym, ze jedna non-stop nosi.
          Poprostu ten plecka przyrosl do mnie;) Jest wygodny, w miare duzy (nie znosze
          malych torebek) i pojemny, wiec wszystko sie w nim swietnie miesci. Wlasnie
          dzisiaj wychodzac z biura, szukalam w nim parasola, gdyz w Mainz tez strasznie
          lalo i....znalazlam przy okazji skarpetki mojego Mlodszego:D
          >
          >
          >>
          >
      • staua Re: Zmiany 16.09.05, 16:42
        Mam kolege (moja dzialka mniej wiecej, Francuz) ktory po dwoch postdocach zostal hydraulikiem
        (zalozyl wlasna firme hydrauliczna) i mowi, ze ceni to sobie, bo pracuje we wlasnym rytmie i dla siebie.
        Po tym nic mnie juz nie zdziwi.
        • nienietoperz Re: Zmiany 16.09.05, 17:15
          W celu zostania hydraulikiem trzeba chociaz troche sie znac na srubkach, rurach,
          kluczach i takich roznych. Kiedy tak mysle, co jeszcze moglbym robic w celu
          zapewnienia sobie chleba i ksiazki powszedniej, w zasadzie przychodzi mi do
          glowy wylacznie dzialalnosc edukacyjna (brrrrrr), praca fizyczna prosta (duza
          konkurencja), ew. oprowadzanie wycieczek (brrrrr + duza konkurencja). Pozostaje
          juz tylko oporzadzanie kangurow.
          • braineater Re: Zmiany 16.09.05, 17:37
            nienietoperz napisał:

            . Kiedy tak mysle, co jeszcze moglbym robic w celu
            > zapewnienia sobie chleba i ksiazki powszedniej, w zasadzie przychodzi mi do
            > glowy wylacznie dzialalnosc edukacyjna (brrrrrr),

            Marna płaca, stresogenne środowisko, mało czasu dla siebie - zdecydowanie
            odpada.

            praca fizyczna prosta (duza
            > konkurencja),

            Po dwóch miesiącach zaczynasz wpadać w rutynę, przestajesz myslec i zamieniasz
            się w automat pracujący w rytmie 12/12 - 12 nosisz(kopiesz)12 odsypiasz, bo nie
            jesteś w stanie nic innego robić - aktualnie to przerabiam, nie polecam:)
            szcególnie, że od noszenia pak z ksiązkami dochodzi jeszce wysiłek wzmożonej
            koncentraci przy wypełnianiu faktur - a komp mi sie w robocie sypie średnio 6
            razy dziennie...

            ew. oprowadzanie wycieczek (brrrrr + duza konkurencja).
            A panie, te drzwi to one się zespuły, że takie krzywe? - cytat ze zwiedzania
            Barcelony i budynku projektu Gaudiego. Ja strasznie reaguję na takie akcje,
            praca zdecydowanie nie dla mnie:)

            Pozostaje
            > juz tylko oporzadzanie kangurow.

            A wcale, że nie, bo sa dwa zawody zapewniające zarówno pieniądz jak i święty
            spokój: stróż nocny - praca co wykonywałem ją przez całe studia i nie ma
            lepszej roboty na świecie
            oraz
            freelancerskie tłumaczenie z języków obcych, do którego to zajęcia usilnie
            dążę:)

            Ale życie to jednak cienszkie jest, nie?:)

            Pozdrowienia:)
            • kawa_malinowa Re: Zmiany 16.09.05, 20:20
              > . Kiedy tak mysle, co jeszcze moglbym robic w celu
              > > zapewnienia sobie chleba i ksiazki powszedniej, w zasadzie przychodzi mi
              > do
              > > glowy wylacznie dzialalnosc edukacyjna (brrrrrr),
              >
              > Marna płaca, stresogenne środowisko, mało czasu dla siebie - zdecydowanie
              > odpada.

              I dlatego właśnie nie chcę pracować w szkole, mimo że już teraz się mnie
              pytają, czy mam w planach za pięć lat powrócić :) Zabawne to, bom zadowolona
              niezmiernie, że już jedynie kontakty nieformalne nas łączyć będą. Dziwne to, bo
              wszyscy są przekonani, że studia skończę, a od kiedy zobaczyłam listę lektur to
              nie jestem już tego taka pewna...

              A co do tematu zmian :)
              Zmian pogody nie znoszę, bo zaraz muszę się ratować kolejną kawą :)
              Zmian miejsca również nie lubię (nie mówimy, ofkors, o wycieczkach), jak
              również nie lubię zmian oryginalnej adaptacji wnętrz, które pomieszkuje.
              Sprzątanie pochłania zdecydowanie najwięcej energii.
              A jednocześnie lubię takie momenty, kiedy coś się dzieje, na przykład wczoraj.
              Dużo się dzieje, więc mało czasu na dekadenckie pomysły :). Ktoś przychodzi,
              coś się zmienia- są takie dni, kiedy potrzebuje szybko i dużo takich bodźców.

              Akcja "przeprowadzka" - czyli zmiana ZA DUŻA- mnie nieco przeraża.
              Akcja "szukanie lektur" również.
              Ale mimo wszystko - optymistycznie patrzę na październik.
          • dr.krisk A ja bym chcial.... 16.09.05, 19:24
            ... jako murarz pracowac. Serio - lubie prace budowlane! Fakt, ze w polskim
            wydaniu wygladaja one koszmarnie: balagan i brud, wszystko krzywe a w srodku
            miota sie na kacu jakis osobnik w podartych lachach i kielnia w reku....
            Ale mozna inaczej. Lubie dobrze wymierzyc mury (co prawda uzywam niwelatora a
            nie klasycznej wasserwagi), sprawdzic przekatne (tu przydaje sie dobra
            znajomosc stereometrii..), i zaczac zakladac narozniki. A potem wypelniac
            ceglami (lub pustakami albo bloczkami) obszary pomiedzy naroznikami.... Lubie
            dzwiek kielni przesuwajacej sie po chropowatej cegle, albo gdy dobrze wypalona
            cegla uderzona naostrzonym mlotkiem murarskim peka idealnie "na wymiar". Lubie
            popatrzec z boku na mur i zobaczyc ze nie ma zadnych wybrzuszen, ze prosty jest
            i ladny.
            A jak jeszcze jest ladna pogoda to w ogole jest wspaniale!
            To moglbym robic.
            KrisK
            • stella25b Re: A ja bym chcial.... 16.09.05, 19:26
              cholera, ze juz wybudowalam dom...;)
              • dr.krisk Ale ja wolno robie... 16.09.05, 19:35
                stella25b napisała:

                > cholera, ze juz wybudowalam dom...;)
                To moja wada - powoli robie. No i tynki dosc kiepsko, bo nie umiem zrobic
                bardzo rowno z "wolnej reki". Zawsze jak juz narzuce i zagladze, to wydaje mi
                sie ze tu z lewej to trzeba troche dorzucic... No to dorzucam..... Ale wtedy z
                prawej jest nizej... Zacieram..... dorzucam.... tynk (nie lubi byc wielokrotnie
                przecierany) odpada.....
                I zaczynam od poczatku.
                Ale bym sie nauczyl, sadze.
                • stella25b Re: Ale ja wolno robie... 16.09.05, 19:50
                  Wszystko jest podobno dla ludzi;) A jesli chodzi o fachowcow to mam niezle
                  doswiadczenie z nasza budowa domu. Trzeba powiedziec, ze stawialy go prawie
                  wszystkie nacje Europy. Zamowilismy firme wloska do tynkowania a przyjechali
                  Polacy jako podwykonawcy. Tynki wewnetrzne robili Ukraincy. Mury stawiali
                  Rosjanie pod okiem architekta pochodzacego z Syberii a kafelkowali i dach
                  ocieplali Polacy. Pomoc w tapetowaniu przyszla ze strony kolezenstwa z biura a
                  byla tez internacjonal: Francja, Niemcy, Litwa i Wegry.
    • brunosch Zmiany 16.09.05, 19:53
      I tu wyjdzie cała moja wielotwarzowość.
      Bo z jednej strony kocham spokój, jasne sytuacje i pewność własnego jutra
      (budzik o 7.03 i pędem do Instytutu), z drugiej - najważniejsze decyzje życiowe
      były podjęte na hop! z dnia na dzień, bez liczenia się z konsekwencjami tzw.
      "życiowymi", ale w przekonaniu że i tak wyjdzie na dobre (jak do tej pory - nie
      narzekam, ciekawie jest :))
      Z trudem wchodzę w nowe grupy znajomych, jestem z tych co słuchają, a sami
      gadają na końcu, dlatego większość nie-znajomych ma mnie za milczka, odludka i
      dziwaka. Ale gdyby znów zdarzyła mi się w życiu taka okazja jak 16 lat temu -
      skaczę w głęboką wodę!
      PS Doktorze, mistrzem kładzenia tynków jest mój ojciec, któremu pozajączkowały
      się proporcje cementu, piasku i wody i szczęśliwie wybetonował ściany mojego
      gniazda rodzinnego :)
      Nikt nie jest doskonały...
      • dr.krisk Ja to na szesc robie..... 16.09.05, 20:04
        brunosch napisał:

        > PS Doktorze, mistrzem kładzenia tynków jest mój ojciec, któremu pozajączkowały
        > się proporcje cementu, piasku i wody i szczęśliwie wybetonował ściany mojego
        > gniazda rodzinnego :)
        > Nikt nie jest doskonały...
        Dobre! Ja tynki to "na szesc robie" - na lopate cementu daje lopate rzadkiego
        wapna i szesc czesci piasku. Wtedy tynk oddycha a jest wystarczajaco trwaly.
        Tu przypomina mi sie dykteryjka naukowa - kiedys w towarzystwie naukowcow od
        teorii betonu (dlaczego beton wiaze, opoznianie i przyspieszanie procesu
        wiazania, itp.) zadalem glupie pytanie: a czy wiecie ile mniej wiecej kruszywa
        i cementu trzeba dac do betonu? Zapadlo klopotliwe milczenie, ktos zaczal bakac
        cos o punkcie piaskowym, i ze to trzeba z tabel.....
        Nie wiedzieli, teoretyki jedne!
        • brunosch Re: Ja to na szesc robie..... 16.09.05, 20:21
          :)) Pyszne.
          Co do tynków (i stropów na portlandzkim cemencie) - ojciec z chytrym uśmieszkiem
          komentował, że jak komu przyjdzie dziurę w tym zrobić to... (zwieracze mu
          puszcza, mówiąć eufemizmami). I przyszedł dzień w którym wypłynęła ryba...
          trzeba było wyorać w ścianach miejsce na nową instalację i te rowki musiał
          wyorać ojciec, własną i (nie tyko) ręką... Tak barwnych przekleństw jeszcze nie
          słyszano.
          • dr.krisk Znam ten bol..... 16.09.05, 20:26
            Osobiscie musialem kiedys wykuc przejscie przez wlasnorecznie wylany podciag.
            Wylewalem go i zbroilem w latach kryzysu, kiedy to przypadkiem w GSie byly
            tylko prety dwunastki (srednicy 12 mm) oraz cement klasy 450! Sadze ze bunkry w
            Wilczym Szancu byly mniej wytrzymale...
            Lacze sie z toba w bolu.....
            • brunosch Re: Znam ten bol..... 16.09.05, 20:46
              Dzięki temu wiemy, że jesteśmy właścicielami bunkrów przeciwatomowych i możemy
              katastrofistom grać na nosie:)
              • stella25b Re: Znam ten bol..... 16.09.05, 21:01
                Expertem od betonow i wlascicielem najpiekniejszych schodow w Europie jest moj
                sasiad. Osobiscie "robil" sobie schody (prowadzace do drzwi wejsciowych do
                doomu), pare dni zawsze o 23 w nocy, gdyz wtedy mial wolne moce przerobowe. No
                i przy slabym oswietleniu jakos niedowidzial i proporcje tego cementu i piachu
                tez jakos pomilil co w rezultacie przynioslo efekt piorunujacy. A przy tym
                ubijal te mieszaknki wlasnonoznie w gumowcach. Schody 2- stopniowe (nasze maja
                4 stopnie), nieco krzywe i...z jednej strony prawdziwie betonowe z drugiej
                piaskowe!!Oczywiscie na rezultat nie trzeba bylo dlugo czekac. Jego dzieci zeby
                wejsc do domu mialy powyrywane nogi w pachwinach a liczni odwiedzajacy ich
                znajomi powykrecane kostki.
                • brunosch Sąsiedzi chyba podobni 16.09.05, 21:25
                  mój zrobił sobie schody z sześciu ton granitu, ale na żywym piasku, metodą
                  Azteków co najmniej. Efekt - w tym roku zrywał badziewie i musiał osadzać na na
                  zaprawie betonowej, bo szło się do niego jak na Kilimandżaro nie przymierzając.
    • beatanu Re: Zmiany 18.09.05, 20:02
      stella25b napisała:

      > Jak to z Wami jest. Lubicie Zmiany?

      I tak i nie. W moim życiu zaszło całkiem sporo zmian - w związku z wyjazdem z
      kraju, w związku ze studiami nr 2 i totalnym skręceniem z drogi pt. akademickie
      dywagacje na temat językoznawstwa w ogóle. Zmiany związane z narodzinami i
      wzrastaniem dzieci... To wszystko wspaniałe zmiany, choć może na co dzień już
      nie tak bardzo zauważalne...

      Lubię stabilność miejsca (przeprowadzałam się w życiu cztery razy i to mi
      całkiem wystarczy, przynajmniej na razie), lubię powtarzalność pór roku, lubię
      niezmienność faktu, że mam "starych" przyjaciół, lubię zdjęcie sasanek, które
      od paru lat zdobi ekran komputera... Nie mam potrzeby kupowania ciągle nowych
      ciuchów i męczy mnie, gdy muszę wybrać nowy rodzaj szamponu, bo mój ulubiony
      właśnie przestał być produkowany...

      Ale lubię też przemieszczać się i odkrywać nowe miejsca, chociaż nie są to
      najczęściej miejsca odległe. Lubię eksperymentować z nowymi gatunkami buraków i
      słoneczników, co roku sieję jakieś inne roślinki. Cieszy mnie możliwość
      zawierania nowych znajomości i nadzieja na nowych przyjaciół, lubię pławić się
      w jeszcze nieznanych wodach otwartych, lubię eksperymenty kulinarne...

      Tak to mniej więcej wygląda. Taka próba zachowania umiaru?
      pozdrawiam :)


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka