19.09.05, 10:17
Takie imprezy z reguły odbywają się w domach weselnych – duże żarcie, bardzo
głośna muzyka w stylu umpa-umpa przeplatana z tzw. przytulankami i
najczęściej po kilku godzinach ma się wszytkiego dosyć, najchętniej poszłoby
się spać. Są jeszcze oczepiny, w których ze względu na stan cywilny już nie
bierzemy udziału. Podpici wujkowie, „Hej sokoły” i żenujące zabawy polegające
np. na obmacywaniu z zawiązanymi oczami nóg zebranych pań. Okazja do
spotkania dawno nie widzianych znajomych ale rozmowy utrudnione przez
decybele.
Właśnie mamy z żonką za sobą kilka zaślubin znajomych połączonych z
uczestnictwem w weseliskach. Akurat odbiegały one od powyższego schematu ale
to wyjątki potwierdzające polską regułę. Byliście na jakichś fajnych
weselach, które do dzisiaj pamiętacie (no własne to chyba każdy pamięta
chyba, że się nadużyło ;))?
POzdrawiam.
Obserwuj wątek
    • olahabe Re: Weseliska 19.09.05, 10:50
      Tradycja wesel w stylu, jaki opisujesz jest w Pl tak silnie zakorzeniona, że ze
      swojego dorosłego życia nie pamietam, abym uczestniczyła w czymś odbiegającym
      od tego schematu. Albo po prostu tak mi sie trafiło, a środowiska z których
      pochodziły zaproszenia dla mnie nie były aż tak wyrafinowane, aby zdobyć się na
      coś ciekawszego. Swoją drogą, te tradycyjne wesela też mają swój urok i można
      się na nich wspaniale bawić. Dużo zależy od naszego nastawienia- najlepiej
      bawiłam się na weselu zorganizowanym w remizie strażackiej na wsi w woj.
      Łódzkim, w środku lipcowego skwaru, od którego po 2 godzinach większość gości
      słaniała się na nogach, a zamiast oczepin najbliższa rodzina państwa młodych
      wystąpiła z regionalnymi przyśpiewkami na dalszą drogę życia. Ale czułam się
      cudownie, ponieważ byłam tam człowiekiem znikąd- jako żona starego kolegi pana
      młodego. Takie niezobowiązujące sytuacje zawsze pozwalają mi się świetnie
      bawić. Mogę być w 100% sobą. Nie ma nic gorszego niż grać rolę gwiazdy wieczoru
      i czuć spojrzenia wszystkich na swojej osobie. Tak właśnie musiałam występować
      na własnym ślubie i nie zapomnę tej żenady nigdy. Wszyscy byli zachwyceni,
      pląsy do białego rana, żarcie super i wycieczki na plażę, bo przyszło nam do
      głowy robić wesele nad morzem. Tylko szkoda, że na tym weselu nie mogłam być po
      prostu gościem, a musiałam- panną młodą. Fuj, najgorsza rola w moim życiu. Nie
      wyszła mi.
      • griszah Re: Weseliska 19.09.05, 11:42
        olahabe napisała:
        > Swoją drogą, te tradycyjne wesela też mają swój urok i można
        > się na nich wspaniale bawić. Dużo zależy od naszego nastawienia-

        To prawda, że można się świetnie zabawić jednak u mnie natężenie muzyki, która
        z jakiś powodów MUSI być tak głośna powoduje zmęczenie materiału. Duże
        znaczenie ma też prowadzenie i proponowane zabawy - byłem kiedyś na weselu
        prowadzonym przez jednego konusowatego fagasa proponującego tak żenujące zabawy
        (pełne podtekstów seksualnych, nocy poślubnej itp.), że gdybym był panem młodym
        lub rodzicem to bym mu dał w mordę - ale wszyscy się na siłe uśmiechali choć
        było wiadać, że są mocno zniesmaczeni.
        Właściwie to mile wspominam te wesela, które wychodziły po za pewną sztampę -
        np. z konkursem karaoke z amatorskimi wykonawcami mogącymi śmiało zakasować
        współczesne gwiazdki w stylu Mandaryny albo jakimś niepozornym wujem z głosem
        Laskowskiego u szczytu popularności.
        A moje wesele wspominam dobrze choć rzeczywiście bycie w centrum uwagi przez
        cały wieczór to ciężkie doświadczenie - wesele było bezalkoholowe a prowadzący
        (nasz znajomy) wiedział jakie zabawy są przez nas akceptowalne.
        Pozdrawiam.
    • nienietoperz Re: Weseliska + rodzenstwo off-topic 19.09.05, 11:10
      Bylismy! I to przynajmniej na dwoch.
      Jedno to przeszlosc juz dosc odlegla, wesele mojej starszej siostry. Odbywalo
      sie w palacu bedacym wlasnoscia szkoly rolniczej w naszej rodzinnej wsi. I
      prosze tu sobie nie wzdychac, ze palac, burzuazja i w ogole - nasz Tata pracowal
      w tej szkole cale swoje zycie zawodowe, miejsce zostalo wypozyczone bez zadnych
      oplat. Palac jest w stanie raczej godnym pozalowania, ale pozostaje miejscem
      wyjatkowo kojarzacym mi sie z dziecinstwem; miejscem, gdzie gralo sie w
      pingponga, wynajdujac sprytne wejscia buszowalo po piwnicach (zwanych oczywiscie
      podziemiami), skakalo po skladowanych w nieoczekiwanych pokojach materacach.
      To + (nieustajace) gorace uczucia do siostry wystarczylo za bardzo dobrze
      wspominany czas.

      Drugie to juz przeszlosc nieodlegla, wesele mojego przyjaciela ze szkoly
      sredniej. Niby nie bylo w nim nic specjalnego, ale wszystko bylo z luzem i z
      klasa jednoczesnie - ani zabaw z glaskaniem kobiecych kolan, ani sztywnosci
      frakow i pseudousmiechow od nikomu nie znanych odleglych czesci rodziny. Proste
      rozwiazanie w postaci delikatnie przedzielonych dwoch sal, na jednej wraz z tzw.
      para mloda zaproszeni przyjaciele, na drugiej rodzinka, pozwolilo wszystkim
      bawic sie dokladnie tak, jak chcieli. W efekcie nie dosc, ze dotrwalismy w
      swietnych humorach do rana, to jeszcze dosc zazwyczaj stateczna nienietoperzowa
      wracala przez Lodz maszerujac boso i radosnie machajac butami trzymanaymi w
      lapkach.

      Osobiscie Nienietoperze problem weselny rozwiazaly przy uzyciu kolacji dla
      rodzicow w dzien slubu, plus dzamprezy dla znajomych tydzien pozniej w
      akademiku. Bez frakow.

      A off-topic pytanie: jak wygladaja/wygladaly Wasze kontakty z rodzenstwem, jesli
      takowe macie?

      Wasz
      nienietoperz
      • stella25b Re: Weseliska 19.09.05, 12:10
        Zaliczylam tylko jedno wesele na ktorym mi sie naprawde podobalo. Slub naszych
        przyjaciol wspianczy odbyl sie w kosciele we Frankfurcie, a nastepnie wszyscy
        goscie udali sie podmiejskim pociagiem, do miejscowosci polozonej niedaleko
        Fraknfurtu, gdzie w willi (restauracja) stojacej w srodku przepieknego parku
        odbywalo sie weselisko. Przyjal nas quartet smyczkowy. Pozniej gral band (same
        znane popowe kawalki) a dla gosci wymyslono zabawe w artstow malarzy.
        Oczywiscie kto mial ochote bral w niej udzial. Polegala na tym, ze kazdy dostal
        kwadracik wyciety z olbrzymiego plakatu przedstawiajacego obraz Van Gogha.
        Kwadraciki byly ponumerowane a numerki z kwadratami (tylko kontury kwadratow)
        byly naniesione na olbrzymia biala kartke papieru. Kazdy odszukiwal na kartce
        swoj numer i kontur swojego kwadratu i malowal farbami, to co przedstawial jego
        kwadracik. W ten sposob mnostwo ludzi podrabialo obraz Vincenta. To co
        stworzyli goscie bylo rzeczywiscie vangogowskie z tym ze, niestety nie udalo
        sie uzyskac tych samych tonacji i barw. Ale zabawa byla przednia a efekt
        koncowy zaskakujacy.
        Pozniej jeszcze tylko pan mlody musial przejsc probe wspina i ratowania panny
        mlodej, ktora siedziala wysoko na drzewie. Pan mlody dostal w rece sprzet,
        czyli line i buty i jego zadaniem bylo dotrzec do oblubienicy i razem z nia
        powrocic do gosci, ktorzy zgromadzili tlumnie wokol drzewa.
        Bylo to troche inne weselisko niz wszystkie poprzednie na ktorych bywalam. Sama
        weselska nie mialam. Tylko malenkie przyjecie skladajace sie z rodziny (bez
        naszych rodzicow) i przyjaciol, ktorzy akurat przebywali wtedy w Niemczech.
      • daria13 Re: Weseliska 19.09.05, 12:20
        A ja muszę nieskromnie pochwalić się, że moje wesele było z tych, co zawsze mi
        imponowały i było zaprzeczeniem tego, o czym pisał Griszah.
        Mój mąż (jeszcze nie mąż) pracował wtedy w najeleganszym, prywatnym, kameralnym
        hotelu (prywatne hotele nie były jeszcze wtedy w modzie). Dostaliśmy z tej
        racji duże zniżki. Zaprosiliśmy najbliższą rodzinę, co zaowocowało grupą
        zaledwie dwudziestokilkuosobową. Wesele było do północy, przy muzyce z płyt,
        dokładnie przez nas wyselekcjonowanych. Jedzenie było wykwintne, ale smaczne
        (bo to nie zawsze idzie w parze). Nikt nie zasnął z twarzą w sałatce, ani
        nikomu nie wyrywało trzewi. To było kameralne, eleganckie wesele, a to że może
        nie wszystkim odpowiadało, to już mniejsza. Są osobniki, które jak się nie
        uchleją na weselu, to są niepocieszone. Ich strata.
        Sama nie znosze takich wesel do białego rana i ostatnie, w jakim uczestniczyłam
        było o tyle koszmarem, że małżonek upił sie podad miarę i nie bardzo panował
        nad emocjami. Bleeeee....
        Jesteśmy w wieku międzyweselnym, bo rodzeństwo bliższe i dalsze już dawno po, a
        ich dzieci jeszcze nie. I jakoś wcale mnie to nie martwi. Lubię tańczyć, ale
        jestem wybredna, jeśli chodzi o jakość muzyki, więc wesela tradycyjne stanowczo
        nie są dla mnie. Swoją droga jestem ciekawa, jakich wesel zażyczą sobie moje
        pociechy i ich wybrańcy, a właściwie ich rodziny, bo to głównie ciągle jeszcze
        wybory bardziej rodziców niż samych zainteresowanych. Choć niedawno moja
        koleżanka z pracy miała wesele i spełniło się jej największe marzenie; sprzed
        kościoła wypuściła stado białych gołębi. Ale musiało być pienknie;) Niektórzy
        to mają niezłego fioła:))))
        Co do rodzeństwa, to niestety nie posiadam i czasami jak widzę moje dzieci, to
        nie żałuję, tak sie tłuką, ale odkąd straciłam rodziców bardzo brakuje mi
        kogoś bliskiego, z kim mogłabym wspominać i tęsknić:(
        Pozdrawiam wszystkich serdecznie:)
        • eva.68 Re: Weseliska 19.09.05, 22:00
          Nieliczne wesela, w których uczestniczyłam mieszczą się w standardzie. Moje od
          standardu odbiegało, bo go po prostu nie było. :-) Odbyło się domowe przyjęcie
          w rodzinnym gronie. Alkohol był nieobecny. Bynajmniej nie ze względu na naszą
          do niego niechęć ale ze strachu, żeby ojciec panny młodej nie upił się zbyt
          szybko i nie poobrażał obecnych.
          Co do rodzeństwa... Rozumiem Cię Dario. Mi też brakuje kogoś bliskiego, z kim
          mogłabym wspominać i tęsknić, chociaż mam siostrę. W stosunkach pozostajemy
          poprawnych ale nie ma między nami bliskości. Choroba rodziny ma ogromny wpływ
          na jakość życia dzieci, nawet kiedy przestają już być dziećmi.
          • daria13 Re: Rodzeństwo 20.09.05, 09:58
            eva.68 napisała:
            > Co do rodzeństwa... Rozumiem Cię Dario. Mi też brakuje kogoś bliskiego, z kim
            > mogłabym wspominać i tęsknić, chociaż mam siostrę. W stosunkach pozostajemy
            > poprawnych ale nie ma między nami bliskości. Choroba rodziny ma ogromny wpływ
            > na jakość życia dzieci, nawet kiedy przestają już być dziećmi.
            I tego właśnie nie rozumiem. Jakie błedy i na jakiej płaszczyźnie powstają w
            przypadku złych albo tylko poprawnych stosunków między rodzeństwem? Ja zawsze
            zakładałam, że gdybym miała rodzeństwo, to z pewnością bylibyśmy sobie bliscy,
            ale wokół widzę bardzo dużo przykładów, że tak nie musi być i często nie jest.
            Mój mąż ma trójkę rodzeństwa i do bliskości bardzo im daleko. Kiedy patrzę na
            to, jak moje dzieci bez przerwy się kłóca i biją, zastanawiam się, czy jest coś
            co mogłabym już dziś zrobić, albo czego nie robić, żeby ich stosunki w
            przyszłości były naprawdę dobre, żeby się zwyczajnie kochali, bo kurcze, tak
            właśnie powinno być!
            Evo, jeśli to nie jest zbyt osobiste pytanie, czy mogłabyś rozwinac
            określenie "choroba rodziny"? Bardzo mnie Twoje zdanie zaintrygowało, bo staram
            się robić wszystko, żeby unikać błędów, które mogłyby jakoś negatywnie zaważyć
            na przyszłym życiu moich dzieci.
            Pozdrawiam serdecznie wszystkich jedynaków i tych, którzy mają rodzeństwo:)
            • aaneta Re: Rodzeństwo 20.09.05, 10:51
              Jestem, podobnie jak Ty, Dario, jedynaczką, ale relacje między moimi synami są
              zdecydowanie różne od sytuacji w Twojej rodzinie, dlatego patrząc na nich bardzo
              żałuję, że nie mam rodzeństwa. Bo ja jako dziecko i nastolatka byłam w domu sama
              z niemłodymi już rodzicami i babcią, i było mi z tym bardzo źle. Na dodatek
              przez całą podstawówkę miałam duże problemy w komunikowaniu się z rówieśnikami,
              co nie miałoby prawdopodobnie miejsca, gdybym nie była jedynaczką i miała na
              kim, że się tak nieelegancko wyrażę, trenować w domu. Bo oczywiście konfliktów w
              rodzinie, w tym między rodzeństwem, nie da się uniknąć, ale można się nauczyć
              radzić sobie z nimi, a to ułatwia życie.
              Z moimi chłopakami bywało różnie, w zależności od etapu rozwoju, bo różnica
              wieku między nimi (3,5 roku) spowodowała, że kiedy Cezar był już młodszym
              nastolatkiem, Bartek był jeszcze dzieckiem i wtedy zdarzały się napięcia,
              podobnie teraz, kiedy Cezar jest już dorosły, a Bartek jest jeszcze
              nastolatkiem, ale pomimo to są ze sobą bardzo zżyci i zgrani, po prostu są
              świetnymi kumplami. Bardzo im tego zazdroszczę.
              Jednak nie potrafię powiedzieć, jaka jest recepta na dobre relacje między
              rodzeństwem, zarówno w dzieciństwie, jak i w dorosłym życiu. W przypadku mojej
              rodziny na pewno zaważyło to, że odsunęłam tatusia moich dzieci od prawie całej
              roboty wychowawczej - gdyby nie to, byłoby o wiele gorzej, ale to na pewno nie
              jest uniwersalna metoda.
              • nienietoperz Re: Rodzeństwo 20.09.05, 11:33
                Moja siostra jest ode mnie starsza o 9 lat, i pewnie po czesci w zwiazku z tym
                specjalnych napiec nie pamietam. Pewnie po prostu najpierw ja bylem
                za maly, a potem ona za madra. O siostrzanej roli wychowawczej jesli chodzi np.
                o czytanie dobrych ksiazek pisalem juz wczesniej na FK. Mysle jednak (i tu
                troche psychoanalizy), ze jej obecnosc w moim zyciu byla bardzo istotna w
                przeroznych innych aspektach. Dziecinne spogladanie z podziwem i lekka
                zazdroscia na siostrzane, o ladnych pare lat starsze towarzystwo wyksztalcilo u
                mnie nieustajaca tesknote do przebywania wsrod ludzi madrzejszych od siebie; z
                drugiej strony jej otwartosc nauczyla mnie, ze z takimi ludzmi mozna rozmawiac,
                nie trzeba chowac sie w kaciku i bac sie, co pomysla. Roznica wieku powodowala,
                ze nigdy nie bylo kwestii rywalizacji. Poza tym G. byla wystarczajaco madra,
                zeby cos malemu bratu w glowie poukladac (nie bedac przy tym rodzicami, ktorzy z
                wiadomych przyczyn zawsze sa w trudniejszej pozycji w tej kwestii). Jej tez
                zawdzieczam poczucie, ze powinno nam zalezec; na ludziach, sprawach, marzeniach.
                Wciaz jestesmy w bliskim kontakcie (laczy nas zreszta tez zawod), i chociaz
                z zalem zdaje sobie sprawe, ze nie do konca akceptuje rozne moje pomysly
                zyciowe, kiedy tylko moge, bardzo uwaznie slucham, co ma do powiedzenia.
                No i w latach mlodzienczych zawsze wiedziala wczesniej ode mnie, kiedy i w
                kim sie zakochalem:-)

                Wasz
                nienietoperz
            • olahabe Re: Rodzeństwo 20.09.05, 13:44
              Ja chyba wiem, jaką chorobę rodziny miała na myśli Ewa. Jeżeli ma to związek ze
              stwierdzeniem o przyczynie nieobecności alkoholu na weselu. Na naszym alkohol
              był. Mojego ojca nie było.
            • eva.68 Re: Rodzeństwo 20.09.05, 15:11
              Jak słusznie odgadła Olahabe choroba, o której pisałam miała bliski związek z
              alkoholem właśnie. Ale nie tylko. Moi rodzice, oboje po przejściach, nie
              radzili sobie zbyt dobrze ze sobą, z rodziną, z życiem w ogóle. Chodzi mi
              głównie o warstwę emocjonalną. To bardzo ważne. Z mojego punktu widzenia.
              Zdarza się, że z takich rodzin wychodzą dzieci zżyte, zaprzyjaźnione i
              wspierające się nawzajem. Mnie to nie spotkało. "Nie chcę się skarżyć na swój
              los..." więc nie będę się wdawać w szczegóły. W ogóle jest chyba tak, że ile
              ludzi, tyle indywidualnych, za każdym razem trochę innych historii.
              Myślę sobie, że nie powinnaś się martwić o stosunki między Twoimi dziećmi. Znam
              trochę rodzeństw, które tłukły się między sobą w dzieciństwie, a później z tego
              wyrastały. Ja z moją siostrą się nie tłukłam. :-)
              Ty jako rodzic możesz tylko zapewnić dzieciom miłość, akceptację i wsparcie. I
              jeżeli podeprzesz to świadomością, powinno być dobrze.
              Czego życzę z całego serca.
              • daria13 Re: Rodzeństwo 20.09.05, 16:12
                Dziękuję:)
          • griszah Re: Weseliska 20.09.05, 15:33
            eva.68 napisała:
            > Co do rodzeństwa... Rozumiem Cię Dario. Mi też brakuje kogoś bliskiego, z kim
            > mogłabym wspominać i tęsknić, chociaż mam siostrę. W stosunkach pozostajemy
            > poprawnych ale nie ma między nami bliskości.

            A ja mam brata bliźniaka - i jak sobie tak patrzę wstecz to widzę, że nasze
            relacje są coraz lepsze i dojrzalsze choć nigdy wzajemna zażyłość (no dobra –
            miłość braterska) nie wyrażała się ani się nie wyraża słowami. Ja po prostu
            wiem, że mogę na niego liczyć w każdej sytuacji i on to samo wie o mnie. Ale
            nigdy nie odczuwaliśmy potrzeby zwierzania się sobie, jakichś rozmów o
            dziewczynach itp. i nadal tak jest i wcale nie jest mi z tym źle. To może
            śmieszne ale kiedyś kiedy mieszkaliśmy razem w jednym pokoju dowiadywaliśmy się
            różnych rzeczy o sobie z ust osób trzecich co zresztą było powodem wielu żartów
            w towarzystwie ale co nam właściwie nie przeszkadzało.
            Pozdrawiam.
            • eva.68 Re: Weseliska 20.09.05, 16:01
              Czasem nie potrzeba słów żeby budować bliskie relacje z ludźmi. Wystarczy ta
              wiedza i porozumienie. Takie bez słów jest nawet chyba cenniejsze, bo świadczy
              o prawdziwej Bliskości. Wydaje mi się też, że z facetami sprawa przedstawia się
              trochę odmiennie. Wolą działać niż mówić. Chociaż zapewne nie jest to żadną
              regułą.
              Zawsze chciałam mieć brata. Koniecznie starszego. Teraz sobie myślę, że może
              dobrze, że jednak nie miałam? Biorąc pod uwagę zaplecze rodzinne, sytuacja
              mogłaby być dużo gorsza od obecnej.
              Pozdrawiam. I zazdroszczę. Ale bez zawiści. :-)
    • dr.krisk Wesela alla polacca.... 19.09.05, 18:19
      Jest to moj koszmar, albowiem ludowizny rubasznej nienawidze ze szczerego serca
      i z wzajemnioscia. Niestety zmuszany jestem czasem do uczestnictwa w takich
      mityngach, gdzie:
      - sadzaja przy stole, przydzielajac szerokosc wystarczajaca na siedzenie z
      lokciami przycisnietymi do bokow;
      - ogluszaja muzyka, starajaca sie iloscia decybeli zrownowazyc kiepskosc
      wykonania;
      - karmia rzeczami nadajacymi sie raczej do odzywiania kamczackich drwali niz
      kriskow;
      - namawiaja do uczestnictwa w konkursach weselnych, ktorych dowcip pochodzi z
      prostej linii od koszar, i ktorych dosadnosc powoduje u mnie dlugotrwale
      poczucie zazenowania i co ja tu robie;
      - trzeba pic wodke i siedziec w halasie, co powoduje ze po godzinie mam ochote
      sie zmyc gdzie pieprz rosnie, a najchetniej do jakiegos smooth jazz caffe,
      gdzie mozna sobie posiedziec spokojnie nad jakas szklaneczka;
      - wyrywaja do tanca (nie umiem i nie lubie tanczyc, to zajecie niegodne
      filozofa!), kazac podrygiwac z jakimis przypadkowymi i spoconymi kobietami;
      - rozhulana starszyzna obficie prezentuje zalane potem oblicza, koszule
      wyciagniete ze spodni, rozluznione krawaty, itp.

      Ogolnie przezycie traumatyczne dla mnie.
      KrisK
    • blue.berry Re: Weseliska 20.09.05, 15:50
      na weselach staram sie nie bywac bowiem wiekszosc z nich idealnie miesci sie w
      opisanym standarcie. ktory dla mnie jest nieakceptowalny. dlatego tez nawet
      jesli musze sie pokazac to staram sie zniknac w tz. angielski sposob tuz po
      zyczeniach i prezentach:)
      jedyne wesele jakie odbiegalo od standartu bylo weselem mojej znajomej. zreszta
      sama znajoma odbiegala od standartu panny mlodej bo do slubu poszla w
      przepysznej i extraextrawaganckiej czerwono czarnej sukni z haftami i nadrukami
      i wielkim dekoltem.
      wesele odbylo sie w wynajetym dworku i bylo bardzo sprytnie pomyslane. w srodku
      czyli na salonach:) w jednym pomieszczeniu byl wypasiony stol szwedzki (ze
      zmieniajacym sie menu) a w przyleglych pomieszczenich poustawiane byly zgrabne
      stoliki na 5 -6 osob. gdzieniegdzie ukryte byly tez stoliki szwedzkie z
      mnostwem pysznosci slodkich. na zewnatrz zas byly lawy ze stolami i scena (oraz
      o ile pamietam drugi stlo szwedzki i rozdzielnia napojow). wlasciwie podzial
      dokonal sie od razu. szacowne osoby i czlonkowie rodzin rozlokowali sie przy
      malych eleganckich stolikach a cala reszta glosnego towarzystwa
      przyjacielksiego zalegla na lawach. z atrakcji byl zespol flamenco (znacyz
      panowie grali a pani tupala i spiewala) a potem jakies rockowoblusowy band. w
      tz miedzyczasach leciala muzyka ktora ani nie byla glosna ani kiepska. jedzenie
      zas bylo fantastic! o polnocy bylo jeszcze ognisko z pieczeniem dzika ale jako
      zaciakla wegetarianka wymowilam sie od tej atrakcji:) slowem wesele z duza
      klasa i naprawde do milego wspominania. niestety para rozeszla sie po roku:(
      do dobrych pomyslow zaiczam tez pomysl z mojego kregu rodzinnego gdzie po
      slubie koscielnym dla rodziny i najblizszych przyjaciol zostal wyprawiony obiad
      (bez zadnych atrakcji wokalnomuzycznych) a dla przyjaciol (w przedziale wieku
      tym samym co para mloda) innego wieczoru zostala zorganizowana balanga. i
      wszyscy byli zadowoleni:)
      • beatanu Re: Weseliska 20.09.05, 21:38
        blue.berry napisała:
        > do dobrych pomyslow zaiczam tez pomysl z mojego kregu rodzinnego gdzie po
        > slubie koscielnym dla rodziny i najblizszych przyjaciol zostal wyprawiony
        obiad(bez zadnych atrakcji wokalnomuzycznych) a dla przyjaciol (w przedziale
        wieku
        > tym samym co para mloda) innego wieczoru zostala zorganizowana balanga. i
        > wszyscy byli zadowoleni:)
        >

        Cos podobnego, choc ciut zmodyfikowanego udalo sie nam przeprowadzic
        osiemnascie (!) lat temu. Wszyscy, którzy dotarli do USC zostali zaproszeni do
        pobliskiej kawiarni, w której podano szampana (radzieckiego:), tort i koniak do
        kawy. Najblizsza rodzina (niewielka) zjadla pózniej obiad (bezalkoholowy i bez
        zadnych dodatkowych atrakcji) u moich rodziców. A w pare dni pózniej bawilismy
        sie mniej lub bardziej dziko do bialego rana u nas wdomu, w towarzystwie
        przyjaciól. I choc bylo ciasno, to impreza byla - nie tylko w moim odczuciu -
        nadzwyczaj udana.

        Nigdy nie bylam na tzw wiejskim weselu i ... chyba nie zaluje. Ze wzgledów
        wymienionych wczesniej przez moich przedpisaczy.

        B :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka