Dodaj do ulubionych

A co z Kysiem?

14.10.05, 16:00
Bo albośmy przegapili albo mi umknęło...
Obserwuj wątek
    • braineater Re: A co z Kysiem? 14.10.05, 16:08
      jest nas czwóreczka - ty, beata, której tekst cały czas mam, monikate i ja -
      pozostali nie zdązyli z róznych, wybaczalnych:) przyczyn przeczytać albo się
      nie przyznali do przeczytania - możemy się w łikend poprodukować?
      • noida Re: A co z Kysiem? 14.10.05, 16:12
        Yyy, no nie wiem, czy wypracowanie jakieś zdołam napisać sensowne ze względu na
        wiszące mi nad głowa terminy, ale chętnie przeczytam, co macie do powiedzenia i
        ewentualnie popolemizuję :)
        • stella25b Re: A co z Kysiem? 14.10.05, 17:13
          Melduje sie jako piata. Juz danwo przeczytane ale zeby taka porzadna receznzje
          napisac to na to mnie nie stac.
          • monikate Re: A co z Kysiem? 14.10.05, 17:41
            To ja zacznę po szkolnemu: co autorka chciała w tej powieści powiedzieć?
            Przekazać?
            Dlaczego jest coś takiego, jak Effekty? Czym są Effekty?
            Z dyskusji może wyłonią się recenzje i opinie...
            • beatanu To ja zaczynam - jak ktoś nie chce to niech nie 14.10.05, 18:24
              czyta! Zaczynam ponieważ ani jutro ani w niedzielę do popołudnia nie będę miała
              dostępu do kompa.


              O wyższości książek kupionych w ciemno

              Zamawiając „Kysia” wiedziałam o nim tyle co nic: coś na kształt satyry
              społeczno-politycznej, sf, autorka-wnuczka Tołstoja (którego? - to już sobie
              musiałam doczytać). Polecenie jej przez Twaczów wydawało mi się jednak
              wystarczającą gwarancją, żeby książkę przeczytać. Po prostu nie mogłam się
              rozczarować, bo nie miałam jakichś specjalnie wielkich oczekiwań. I... nie
              rozczarowałam się. Więcej, podobało mi się szalenie!

              Przede wszystkim język! Kipiący, niecierpliwy, żywy, ZABAWNY (te wszystkie
              neologizmy z podtekstem!). Z jednej strony konsekwecja w operowaniu językiem
              gawiedzi, z drugiej – zderzenie stylów współczesnych ludzików i Dawnych. O
              stylistycznych akrobacjach nowej elity (baszowie) nie wspomnę – toż to perełki!
              (przy okaji, zanim zapomnę – wielkie słowa uznania dla tłumacza!) Np. Gdy teść
              Benedikta – przeklinając Fiodora Kuźmicza i wymyślając mu od najgorszych nie
              potrafi na tym poprzestać, tylko automatycznie dorzuca „Niech się sławi imię
              jego!” Albo taka piękna obserwacja przyrodnicza: Ziemia pod nogami ciapie, prez
              glinę nie przebrniesz ani sańmi, ani wozem, a basowie tak cza siak jeźdić mają
              życzenie; piechotą za nic nie pójdą, bo nie wypada. No i widzisz, że wygeneraci
              walonkami glinę urabiają, sanie ciągnący, mordują się, cholerami ciskają, a
              sanie – ani ruszą. Basza ich knutem: ciach! I jeszcze raz! A oni mu: „Jop twoju
              mać!” Taki to rwetes się robi. Jednym słowem: wiosna!

              Ale nawet tego, co najlepsze może być za dużo... Po pewnym czasie znużyło mnie
              to ciągłe stylizowanie na język „przygłupów”, chętniej poczytałabym więcej
              wypowiedzi Dawnych, któzy operują „normalnym” językiem. Tylko, że ich dyskusje
              czasami też są zupełnie odklejone (np przekomarzanie się na temat czy Zachód
              istnieje i czy jest im w stanie pomóc, albo skąd wziąć kserokopiarkę...) I
              tutaj już chyba dochodzę do sedna sprawy... Całość, jakkolwiek chwilami
              niesamowicie zabawna, jest niesamowicie dołująca.... Znikąd nadziei!!! Ludkowie
              głupi, prymitywni i bez cienia uczuć empatii, elity cwane i potrafiące
              wykorzystać swoją pozycję, ale przecież rozumem też nie grzeszą... Tak ładnie
              rozkwitająca miłość Benedikta do Oleńki okazuje się być mrzonką i kończy się
              frustracją w nieudanym związku, Dawni kłócą się między sobą i nie są w
              stanie „wychować”, czy uzyskać w ogóle jakikolwiek wpływ na zdegenerowane po
              Wybuchu społeczeństwo. I nawet nadzieja w SŁOWIE, w fascynacji literaturą (no,
              może bardziej słowem pisanym niż literaturą bo Benedikt połykał przecież
              wszystko co mu w ręce wpadło...) jest tylko nadzieją złudną... Bo przecież
              Benedikt nie staje się lepszym, czy szlachetniejszym człowiekiem – tylko
              dlatego, że stał się nałogowym czytaczem. A przecież jako jeden z niewielu ma
              szansę...
              Nie napawa mnie optymizmem odradzający się jak feniks z popiołów Nikita
              Iwanycz, który zaleca zdezorientowanemu Benediktowi naukę alfabetu.... no
              kurczą nic mnie nie napawa! Wiem, przecież nikt nie powiedział, że akurat ta
              książka musi się zakończyć happy endem – ale ponieważ tak wiele w niej analogii
              do naszego, skażnego chorym systemem społeczeństwa – to tym bardziej szukałam
              pociechy....

              I jeszcze jedna refleksja – uświadomiłam sobie, jak mało wiem i jak dużo (? –
              no, może nie tak dużo, ale zawsze trochę) tracę nie będąc osobą nad wyraz
              oczytaną.... Z cytowanych gęsto fragmentów poezji (podejrzewam głównie
              rosyjskiej, ale pewnie i nie tylko) nie rozpoznałam nic :( Być może więc uszło
              mojej uwadze jakieś inne przesłanie powieści...
              Gdy jakiś tydzień temu rozentuzjazmowana zaczęłam opowiadać o „Kysiu”
              przyjacielowi – na zachwyty nad wygeneratami odpowiedział chłodno – przecież
              to już było u Swifta... No tak, pomyślałam, jeszcze jedna lekturka do
              powtórzenia, bo mam wrażenie, że podróże Guliwera kiedyś czytałam ale o
              ludziach-kuniach nic nie pamiętam....
              I tym średnio optymistycznym akcentem kończę luźne zapiski na temat luźnych
              wrażeń z „Kysia”




              • beatanu Re: To ja zaczynam - jak ktoś nie chce to niech n 16.10.05, 22:26
                Nie wiem - może "produkując się" już w piątek wieczorem (no, w końcu to
                początek weekendu) zepsułam całą zabawę. Może nie. Ale cóś słabo nam ta
                dyskusja o lekturce obowiązkowej idzie...

                Z nadzieją, że d... jeszcze nie zbita mówię: dobranoc na dzisiaj do napisania
                kiedyś tam :)
                B
                • braineater Re: To ja zaczynam - jak ktoś nie chce to niech n 16.10.05, 22:28
                  przepraszam - tez sie nie zabrąłem, jutro postaram się nadrobic:) dziś wersja 3
                  promile:)
    • crazy.berserker Re: A co z Kysiem? 18.10.05, 18:05
      Pierwsze skojarzenie - po przeczytaniu jakichś pięciu stron -
      bardzo "malarskie" - mianowicie z twórczością Nikifora Krynickiego. Nikifor jak
      wiadomo był człek prosty, nasz, swojski. I wydało mi się że Tatiana Tołstaja
      tez nas - czytelników, uraczy takim prostym, swojskim obrazkiem wsi gdzie
      szczęsliwie sobie mieszkają różni ludkowie weseli. Taki jakby miks "Chłopów"
      Reymonta i "Martwych dusz" Gogola. Po doczytaniu ostatnich stron doszłam do
      wniosku, że początkowe wrazenie bylo jednak błędne - pod względem podobieństwa
      bliżej "Kysiowi" chyba do "Mechanicznej pomarańczy". Fakt - Tatiana Tolstaja
      nie epatuje czytelnika scenami mordów i gwaltów - ale wymowa obu książek jest
      chyba równie pesymistyczna. Mutacje które dotknęły rodzaju ludzkiego (w wyniku
      katastrofy dziwnie przypominającej wybuch elektrowni w Czarnobylu) dotyczą nie
      tylko sfery fizycznej ale i psychicznej - prawie każdą przedstawioną postać
      uznać mozna za wzorcowy model wsiowego głupka. Muszę przyznać że początkowo
      poczynania bohaterów, ich rozmowy bawiły mnie i wywolywaly uśmiech. Kończąc
      lekturę Kysia mam jednak zupełnie inne odczucia - mozna je zamknac w dwóch
      słowach: gorycz i rozczarowanie (nie "Kysiem" jako lekturą - raczej jego
      wymową). Taki, uzywając okreslenia Gogola (chyba) - śmiech przez łzy

      Na zakończenie jeszcze jedno skojarzenie malarskie - tym razem z Beksińskim -
      którego obrazy jak i ksiązka Tatiany Tołstoj, intrygują, wywołują podziw dla
      fantazji twórcy - ale też wywolują u niektórych uczucie niepokoju (Ja osobiście
      nie chciałabym spędzić nocy w pustym pokoju z obrazem beksińskiego na ścianie :)

      • stella25b Re: A co z Kysiem? 19.10.05, 10:56
        Wrzucam i ja pare refleksji na temat przeczytanej lektury.
        Kys to dla mnie bardzo rosyjska ksiazka. To ksiazka o rosyjskiej spolecznosci I
        jej uzaleznieniu od pewnego rodzaju rzadow. To ksiazka o dyktaturze, ktora
        zakorzeniona w duszy Rosjanina, przechodzi kolejne etapy rozwoju panstwowosci
        aby po wielkiej katastrofie ekologicznej, odzyc na nowo w formie rzadow nad
        zmutowanymi resztkami rosyjskiego spoleczenstwa. Czytajac Kysia odnioslam
        wrazenie, ze T. Tolstoj probuje pokazac, ze dla Rosji nie ma innej drogi jak
        jej „rodzima, ojczyzniana dyktatura“. Jednostki spoleczne (Benedikt) ktore
        bylyby zdolne do podjecie jakichkolwiek zmian, niestety zawodza I staja sie
        jednym z trybow rosyjskiej dykatury. Na pomoc sasiadow liczyc nie mozna,
        wioska (Rosja) lezy zbyt daleko od Zachodu. Co pozostaje wiec?
        Pesymizm po przeczytaniu tej ksiazki jest ogromny, gdyz czytelnik zdaje sobie
        sprawe, ze “wyjscia awaryjnego” brak.
        • monikate Re: A co z Kysiem? 19.10.05, 17:54
          Mnie się wydaje, że nie chodzi tylko o Rosję. Metafora Tołstojowej jest
          szersza. Tak, to są społeczeństwa postkomunistyczne, lecz jednocześnie
          społeczność globalna. Wdrożona w wykonywanie przyjętych rytuałów, zachowań,
          czynności. Społeczność niesamodzielna, którą łatwo można manipulować.
          Effekty-owszem, skutek wybuchu w Czarnobylu, lecz mnie się również kojarzą z
          cudactwami, w jakie często zamieniają się osoby poddane operacjom plastycznym,
          obróbce modowo-makijażowej, solarium... nawet Michael Jackson mi się plątał w
          głowie przy lekturze "Kysia".
          Wnioski są bardzo przygnębiające, aczkolwiek książkę czytałam nieraz ze łzami
          śmiechu w oczach. "Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie".
          A w rodzinie i wśród wtajemniczonych mówimy cytatami z "Kysia".
          Termin "wygenerat" czy "effekt" - i już jasne, o co chodzi...
          • beatanu Effekty 20.10.05, 10:57
            monikate napisała:
            > Effekty-owszem, skutek wybuchu w Czarnobylu, lecz mnie się również kojarzą z
            > cudactwami, w jakie często zamieniają się osoby poddane operacjom
            plastycznym,
            > obróbce modowo-makijażowej, solarium... nawet Michael Jackson mi się plątał w
            > głowie przy lekturze "Kysia".

            Ciekawe spojrzenie... Nie przyszło mi to głowy, tak łatwo ograniczyć się do
            jakiegoś mniej lub bardziej konkretnego BUM w jakiejś elektrowni albo fabryce
            broni. Bardzo mi się Twoja interpretacja podoba :)

            Pozdrawiam!
          • stella25b Re: A co z Kysiem? 20.10.05, 17:09
            Sugerujesz, ze Kys to karykatura spoleczenstwa ogolnoswiatowego?
            Ja jednak uwazam, ze Kys to przyklad z rosyjskiego podworka. Tolstoj wyraznie
            odwoluje sie do historii Rosji. Czerwone sanie skojarzyly mi sie z zelazna
            gwardia Stalina, a osoba Fiodora Kuzmiczy z kultem jednostki tez Stalina.
            Effekty, nastepstwa zmian genetycznych u spolecznosci, ktora wlasny rzad
            wystawial na proby roznach eksperymentow, co w Rosji na porzadku dziennym bylo
            i jest.
            Ostatnio czytalam na ten temat artykul w Przekroju. Podaje linka:
            www.przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=485&Itemid=49
            • staua Re: A co z Kysiem? 20.10.05, 17:11
              A ja caly czas nie mam Kysia, a coraz bardziej mam na niego ochote po tych recenzjach...
              • stella25b Re: A co z Kysiem? 20.10.05, 17:13
                Szkoda, ze wczesniej nie dalas znac. Ja po przeczytaniu mojego oddalam go
                kuzynce.
                • staua Re: A co z Kysiem? 20.10.05, 18:34
                  Stella, ja ja niby zamowilam w ksiegarni, ale ciagle nie ma... Moze w sobote juz dowioza.
            • monikate Re: A co z Kysiem? 20.10.05, 18:09
              Owszem, "Kyś" jest przykładem z rosyjskiego podwórka, niemniej można rozumieć
              szerzej znaczenie owych przykładów. Bo czymże jest i staje się społeczeństwo
              ogólnoświatowe? Effekty-napisałam w poście wyżej. Kult jednostki to obecnie
              kult jakiejś ikony kultury masowej chociażby. Brak indywidualizmu,
              samodzielności myślenia i działania. Z rosyjskiego podwórka przechodzi się na
              inne, wcale nie tak znowu lepsze.
              • jottka nieno 20.10.05, 20:21
                jako jednostka nieznająca w/w lektury protestuję jednak przeciwko łatwym
                uproszczeniom:) konkretnie jednemu:


                monikate napisała:

                > Kult jednostki to obecnie kult jakiejś ikony kultury masowej chociażby.


                'kult jednostki' to pojęcie historyczne, oznaczające w najgrubszym skrócie
                pranie mózgów uskuteczniane terrorem przez systemy totalitarne - można go
                oczywiście używać w przenośni czy ironicznie, ale bałwochwalczość, z jaką fani
                iksa czy igreka traktują swych idoli jest jednak kwestią ich wolnego wyboru, a
                za brak czci dla boskiego szansonisty nikt nikogo ścigał nie będzie:)

                można oczywiście zacząć snuć rozważania, jak to jesteśmy zmanipulowani przez
                media itepe, ale to jednak inny rodzaj katorgi:) nie mówiąc już o fakcie
                podstawowym, że każdy obywatel może żywić kult innej jednostki, co sprzeciwia
                sie z założenia pojęciu wyjściowemu
                • monikate jottko! 20.10.05, 20:40
                  :) Zgadzam się z Tobą co do meritum. Natomiast ja właśnie używam tego
                  określenia "w przenośni czy ironicznie". Snuję szersze refleksje pokysiowe, a
                  czy mam rację? Nie wiem, nie wiem, rozmaite myślątka po głowie mi chodzą...
                  Jedno jest pewne moim zdaniem: ludzkość potrafi żyć jedynie (nieważne, czy z
                  wyboru własnego, czy też wybór został odgórnie narzucony) w grupie, w systemie.
                  Każdy system zabija indywidualizm, wolną wolę i samodzielne myślenie. Nic
                  nowego po słońcem, omawiano temat mnóstwo razy, tyle że Tatiana Tołstoj zrobiła
                  to w sposób tak niesamowity (beatanu dokładnie kwestię przeanalizowała!), iż
                  włos się jeży...
                  P.S. Hm, kiedyś za brak dostatecznego szacunku dla boskiego szansonisty Michała
                  Wiśniewskiego, który to brak wyraziłam dość nieostrożnie w przypadkowym
                  towarzystwie, prawie chciano mnie zlinczować... :)
                  • jottka Re: jottko! 21.10.05, 12:25
                    monikate napisała:

                    > Snuję szersze refleksje pokysiowe, a czy mam rację?


                    a to ja nie wiem, jakoś mnie do dzieła nie ciągnie:) ale może sie przełamie, jak
                    zobacze na półce w bibliotece




                    > Jedno jest pewne moim zdaniem: ludzkość potrafi żyć jedynie (nieważne, czy z
                    wyboru własnego, czy też wybór został odgórnie narzucony) w grupie, w systemie.


                    między pojęciem życia w grupie a życia w systemie dość poważne różnice zachodzą,
                    także znaczeniowe:( a że człowiek jest zwierzęciem społecznym to już arystoteles
                    powiedział, ale on tego raczej nie wartościował negatywnie:) poza tym to są za
                    ogólne twierdzenia, pustelników i innych anachoretów od cholery w dziejach, a
                    też jakby nie było do ludzkości sie zaliczali




                    > Każdy system zabija indywidualizm, wolną wolę i samodzielne myślenie.

                    masz na myśli systemy polityczne czy również filozoficzne albo religijne?:)




                    > Nic nowego po słońcem, omawiano temat mnóstwo razy, tyle że Tatiana Tołstoj
                    zrobiła to w sposób tak niesamowity (beatanu dokładnie kwestię
                    przeanalizowała!), iż włos się jeży...


                    no kiedy z waszych wypowiedzi wynika, że wystarczy przeczytać 'braci karamazow'
                    i relacje de custine'a i już nie trzeba pani tołstoj:) ale te rozrywki językowe
                    mnie zaciekawiły, trzeba sie będzie do empiku wybrać w celu popodglądania




                    > P.S. Hm, kiedyś za brak dostatecznego szacunku dla boskiego szansonisty
                    Michała Wiśniewskiego, który to brak wyraziłam dość nieostrożnie w przypadkowym
                    towarzystwie, prawie chciano mnie zlinczować... :)


                    linczowała cie policja państwowa albo służby bezpieczeństwa? czy też mogłaś,
                    uszedłszy szczęśliwie z rąk oprawców, udać sie na komisariat i domagać
                    przewidzianego prawem zadośćuczynienia?:)
                    • stella25b Re: jottko! 21.10.05, 14:00
                      jottka napisała:

                      > >
                      > no kiedy z waszych wypowiedzi wynika, że wystarczy przeczytać 'braci
                      karamazow'
                      > i relacje de custine'a i już nie trzeba pani tołstoj:) ale te rozrywki
                      językowe
                      > mnie zaciekawiły, trzeba sie będzie do empiku wybrać w celu popodglądania
                      >


                      Jakos nie przypominam sobie abym zniechecala gawiedz do lektury T. Tolstoj.

                      Kysia warto przeczytac nie tylko ze wzgledow tematycznych ale i jak juz
                      wspomniano, jezykowych. Tolstoj wprowadzila nowe pojecia i slowa przy
                      jednoczesnym ubogim jezyku kysiowej spolecznosci. Ten dysonans jezykowy to
                      najwiekszy atut Kysia i dla niego warto do tej ksiazki siegnac.

                      • yanga Re: jottko! 21.10.05, 18:02
                        Pierwszy raz tu trafiłam, ściągnięta przez Monikę. Niestety na razie nie mam
                        czasu na pisanie wypracowań, ale wiem jedno: Stella ma rację, "Kysia"
                        przeczytać trzeba, i basta. To jedna z tych książek, o których nie da się
                        dyskutować w ciemno. Nie da się też - przynajmniej ja nie potrafię - tak jej
                        opisać, żeby kogoś sceptycznie nastawionego zachęcić do lektury. To tak jak
                        próbować streścić "Kubusia Puchatka", choć to raczej odległy gatunek.
                        Nikt dotąd nie poruszył ważnego dla mnie wątku. Otóż dla mnie jest to książka o
                        książkach. Między innymi, oczywiście.
                        • beatanu Yango! 21.10.05, 18:50
                          Witaj w TWA! Bardzo się cieszę, że do nas zawitałaś, mam nadzieję, że na
                          dłużej...

                          > Nikt dotąd nie poruszył ważnego dla mnie wątku. Otóż dla mnie jest to książka
                          > o książkach. Między innymi, oczywiście.

                          Co do książki o książkach... Ciut wyżej zasygnalizowałam problem, o którym
                          zresztą całkiem niedawno dyskutowaliśmy na FK, w wątku Darii "czy książki mogą
                          uszlachetniać" Bo zdać by się mogło, że ten nieszczęsny Benedikt ma szansę na
                          to, żeby "wyjść na ludzi" - właśnie dzięki pasji czytelniczej. Tylko że.... nic
                          z tego nie wychodzi, z tej jego namiętności czytania po prostu nic nie
                          wynika... A ja tak sobie po cichutku marzyłam, że on będzie tym pierwszym,
                          który udowodni, że czytanie uszlachetnia... Zawiodłam się. Nie okrutnie, ale
                          zawiodłam.

                          Pozdrawiam!
                          • stella25b Sama ksiazka 21.10.05, 20:42
                            Dokladnie. Benedikt stal sie pasjonatem czytania. Wrecz czytelniczym maniakiem.
                            Nie interesowalo go nic, rodzina, praca. On tylko czytal i zdobywal nowe
                            ksiazki do czytania. Tylko niestety, mimo ze nie wygladal na mutanta, byl nim.
                            Jego umysl byl zmutowany. Nie potrafil samodzielnie myslec, samodzielnie
                            wyciagac wnioskow. Potrafil jedynie jak maszyna czytac tekst, nie rozumiejac co
                            on wlasciwie zawiera. W jego przypadku ksiazka nie byla grozna bronia przeciwko
                            dyktaturze, byla jednynie pochlaniaczem czasu.
                            • monikate Re: Sama ksiazka 21.10.05, 20:49
                              Powiedzmy, że uzależnił się od czytania, jak inni od internetu bądź gier
                              komputerowych. Poza tym kłania się stara prawda, iż poziom wiedzy, oczytanie
                              bądź inteligencja niekoniecznie przekładają się się na poziom moralny.
                              Ale chyba nie o to chodzilo yandze.
                              • stella25b Re: Sama ksiazka 21.10.05, 21:01
                                Ksiazki przetrwaly ale sa nieuzyteczne. Wiedza w nich zawarta nie jest
                                odczytywana. Do czego wiec maja sluzyc?
                                • monikate Re: Sama ksiazka 21.10.05, 22:13
                                  ...ale nadto "Kyś" to książka o książkach i z książek!
                                  Rozwinie ktoś? :)
                                  • yanga Re: Sama ksiazka 22.10.05, 14:27
                                    Jest jeszcze jedna książka o książkach i ich fanatyku, który także poniósł
                                    klęskę: to "Dom z papieru" Domingueza. A co do "Kysia" - no cóż, jest to wizja
                                    katastroficzna, z kartek wieje pesymizmem, ale ja też jestem pesymistką z
                                    natury i bardzo lubię się straszyć przy lekturze. Od niektórych scen "Kysia" aż
                                    mróz po kościach chodzi - na przykład jak Benedikt zrozumiał, do jakiej wszedł
                                    rodziny - te pazury skrobiące o podłogę... I tylko tak mogę na "Kysia" patrzeć -
                                    poprzez własne odczucia.
                                    • stella25b Re: Sama ksiazka 22.10.05, 14:42
                                      Najsmutniejszy fragment Kysia, ten ktory naprawde mnie poruszyl, to scena kiedy
                                      Benedikt odwiedza Warware i nastepnie jej smierc. Byl to dla mnie taki "ludzki"
                                      kawalek w Kysiu, taki bardzo wzruszajacy.
    • allexamina Re: A co z Kysiem? 24.10.05, 20:44
      Z gory przepraszam ze sie wtracam do interesujacej dyskusji nieprzygotowana.

      Nie mam opinii o Kysiu bo dopiero zamowilam ksiazke w amazonii. Znam T. Tolstoya
      z wczesniejszych opowiadan i lubie jej styl pisania, ale odkad wrocila do Rosji
      stracilam ja z oczu i dopiero teraz dowiedzialam sie o Kysiu. (Mieszkam w USA i
      literackie mody pojawiaja sie innymi falami niz w Europie.)

      Wtracam sie do dyskusji bo wszyscy znajomi z ktorymi rozmawialam na temat Kysia
      twierdza, ze ksiazka ta jest podobna do "Handmaid's Tale" Margaret Atwood
      (przepraszam nie znam polskiego tytulu: powiesc napisana w 1998 o
      przyszlosciowej republice na terenach dzisiejszego USA). Stad moje pytanie: czy
      macie podobne wrazenie? Czy jest to moze powierzchowne porownanie? (Chodzi mi
      raczej o sposob potraktowania tematu, a nie o sam temat.)

      Raz jeszcze dzieki za odpowiedz. Jakos byloby mi spokojniej na duszy gdybym
      znala odpowiedz zanim zaczne czytac ksiazke. :o)

      Oh, jeszcze jedno: w amerykanskiej krytyce czesto pojawialy sie komentarze ze
      Tolstoya jest zbyt nihilistyczna i jej nihilizm ma cyniczny charakter i w
      zwiazku z tym nalezy podchodzic do jej opowiadan ostroznie. Czy ten aspekt
      pojawia sie w Kysiu? Czy jest to Waszym zdaniem od poczatku opinia dyktowana
      roznica kulturowa i nie nalezy wogole zwracac na nia uwagi?
      • monikate Re: A co z Kysiem? 24.10.05, 21:45
        Książka Margaret Atwood ukazała się w polskim przekładzie jako "Opowieść
        podręcznej". Dużo było i jest utworów o życiu w jakiejś przyszłościowej
        republice. W tym sensie "Kyś" do nich się zalicza. Ale sposób, sposób
        potraktowania tematu jest zupełnie inny! Świat przedstawiony "Kysia" wyraża się
        poprzez całkiem nowatorską, oryginalną, prześmiewczą i odkrywczą warstwę
        językową. "Opowieść podręcznej" jest napisana, że tak powiem "po
        amerykańsku". "Kyś" to poza wszystkim nowe spojrzenie na język literacki, język
        postaci i jednocześnie satyra na "panujący" model języka.
        Tatiana Tołstoj, owszem, jest nihilistyczna, ależ czy nie ma racji? Moim
        zdaniem ma!
        • beatanu nihilizm 24.10.05, 22:11
          monikate napisała:
          >Tatiana Tołstoj, owszem, jest nihilistyczna, ależ czy nie ma racji? Moim
          > zdaniem ma!

          Hmmm. Nie znam innych książek Tatiany Tołstoj ale po lekturze "Kysia" nie
          nazwałabym jej nihilistką.... Człowiek, który nie widzi nadziei dla swojego
          kraju, czy nawet całej zachodniej (?) cywilizacji, który nie wiąże tej nadziei
          z żadną z klas społecznych (bo ani lud krzepki, ani elity polityczne czy
          resztki inteligencji nie napawają optymizmem) - no więc taki człowiek nie jest
          dla mnie nihilistą... Może pesymistą i realistą ale niczym więcej! Przecież
          Tołstoj nie neguje wszystkich wartości, ba! mam wrażenie, że za tymi
          wartościami okrutnie tęskni. A że ich w wystarczających ilościach w chorym
          bardzo społeczeństwie nie znajduje... No cóż, tak wyszło. Ale to według mnie
          jeszcze nie nihilizm.

          Ale nie upieram się. Może mnie ktoś przekona, że nie mam racji ....

          A tak w ogóle - a propos słonia - to może odezwie się w końcu sam pomysłodawca
          TWAczowego dyskutowania lekturek obowiązkowych, czyli Mózgożerca nasz
          ulubiony :)
        • allexamina Re: A co z Kysiem? 27.10.05, 21:41
          Monikate, jakos mnie Twoja odpowiedz nie uspokoila bo 'Handmaid's Tale', tj.
          'Opowiesc podreczna' (dzieki!) jest jak-najbardziej przedsmiewcza, satyryczna
          (satyra nie smieszna, raczej czarna i bolesna – ale satyra), pelna niesamowicie
          nowatorskiego uzywania j. angielskiego (czyzby w tlumaczeniu nie zachowanego?).
          (Zaznaczam ze czuje sie dziwnie broniac Atwood, bo 'Handmaid's Tale' mi sie nie
          podobala.)

          Co to znaczy, ze cos jest napisane 'po amerykansku'? (Nie pytam zaczepnie, po
          prostu z perspektywy Atlantyku pewne stwierdzenia, szczegolnie w cudzyslowie,
          nabieraja innego znaczenia lub staja sie niezrozumiale...)


          Co do nihilizmu, czuje ze musze rowniez wyjasnic o co mi chodzilo.

          Kiedy czytam o nihilizmie w amerykanskich krytykach i analizach literackich, czy
          pracach filozoficznych nie odnosze wrazenia ze nihilizm _celebruje_ amoralnosc.
          Jest on raczej (jakby pewnie powiedzial Milosz) postawa zawiedzionego milosnika
          ludzi i swiata. Postawa nihilistyczna jest konieczna do przezycia w 'nagim'
          swiecie, czyli swiecie wyzutym z moralnosci, swiecie amoralnym, ale widziana
          jest z ironicznej perspektywy (tak jak Borowski widzial swojego
          narratora/bohatera). Cyniczny nihilizm pozbawiony jest tej ironicznej perspektywy.

          Beatanu, powyzsze to nie proba przekonania Cie, a jedynie wyjasnienia o co mi
          chodzilo. :o)

          Generalnie: dzieki Wam za odpowiedzi. :o)
          • hajota Re: A co z Kysiem? 27.10.05, 23:09
            Allexamino, ja czytałam "Opowieść podręcznej" już dość dawno, detale zatarły mi
            się w pamięci i z tego powodu nie jestem w stanie rozwinąć tematu, ale daję Ci
            słowo honoru, że "Kyś" jest zupełnie, ale to zupełnie inną książką. Wyrasta z
            niepowtarzalnych rosyjskich realiów, ma wiele odniesień do rosyjskiej
            literatury. Rzeczywistość w nim opisana jest bardziej odrealniona niż w
            "Opowieści podręcznej". Jeśli może się z czymś kojarzyć, to raczej ze
            staroruskimi baśniami czy podaniami ludowymi. Jedynym chyba wspólnym
            mianownikiem jest to, że obie książki są antyutopiami. "Kyś" został kongenialnie
            przetłumaczony na polski przez Jerzego Czecha. Jakoś sobie nie wyobrażam, żeby
            po angielsku można było oddać wszystkie smaczki tej książki.
            Też nie jestem entuzjastką "Opowieści podręcznej", z książek Atwood najbardziej
            podobało mi się "Kocie oko" (Cat's Eye).
            • stella25b kysiowy nihilizm 31.10.05, 11:03
              Powroce jeszcze do nihilizmu poruszonego przez Allexamine (Witaj:) w TWA).
              Ja jednak sklonna jestem do przyznania Kysiowi cechy nihilistycznej powiesci i
              tu zgadzam sie z Monika:) Idac za nitschowskim sformulowaniem nihilizmu to Kys
              jak najbardziej opisuje spoleczenstwo, ktore zyje bez zyciowego sensu i celu w
              wiecznie powracajacym schemacie rzadow. Kazda proba zwiazana z radykalnymi
              zmianami dazacymi do uwolnienia sie z tego procesu, jest nie mozliwa ze wzgledu
              na brak wiary w sens jakiegokolwiek przedsiewziecia.
              • daria13 Re: kysiowy nihilizm 17.11.05, 19:13
                Wreszcie przeczytałam Kysia i jestem Wam bardzo wdzięczna za inicjatywę, bo
                sama z pewnością nie prędko sięgnęłabym, gdyż za długa jest już kolejka książek
                do bezwzględnego przeczytania, a tak, dzięki Waszym recenzjom wiedziałam, że
                warto w ciemno. Kyś dostarczył mi całej masy wzruszeń, bo i bawił niepomiernie
                i zmusił do głębszych refleksji i trochę straszył. Wszystko w jednym.
                O walorach językowych i filozoficznych już pisaliście, więc nie będę się
                powtarzała, powiem jedynie, że dla mnie to jednak głównie książka rosyjska i
                opisująca mentalność rosyjską, tak bardzo charakterystyczną. Ale to, że jest
                bardziej rosyjska niż uniwersalna nie odbiera tej pozycji w moim odbiorze
                wartości. Jest dzięki temu bardziej wiarygodna i autentyczna (wiem, wiem że to
                śmiesznie brzmi w odniesieniu do sf, jakim jednak w sumie jest Kyś;)
                Dla mnie chyba najważniejszy jest wątek wpływu książek na emocje człowieka.
                Mimo, że Benedikt to odrażający, smutny ludzik, był mi w jakimś sensie bliski,
                bo doskonale rozumiałam jego pasję;) Zastanawiałam się nawet do czego ja
                byłabym zdolna i do czego mogłabym się posunąć, gdyby z jakiegoś powodu
                odebrano mi dostęp do książek. Wyobrażacie to sobie?
                Pozdrawiam i gorąco zachęcam osoby, które nie czytały jeszcze Kysia, aby to
                uczyniły:)
                • staua Re: kysiowy nihilizm 06.02.06, 02:24
                  Teraz ja przeczytalam (wreszcie, karygodnie spozniona) i wyciagam watek z przepasci...
                  Przeczytalam tez wszystkie Wasze posty i nie bede juz powtarzac sie, opisujac szeroko te same
                  odczucia (podobienstwo do "Mechanicznej pomaranczy", zachwyty nad jezykiem i tlumaczeniem,
                  tragikomizm - taksowkarz-wygenerat na przyklad).
                  Chcialam skupic sie na dwoch sprawach: po pierwsze, Benedikt jako centralna postac - zagubiony,
                  nieszczesliwy glowny bohater, ktorego bardzo, bardzo mi zal, bo nie potrafi wyjsc poza narzucone
                  przez spoleczenstwo, w ktorym zyje, ramy, a przeciez tak bardzo by chcial! Druga sprawa - pesymizm
                  Kysia - oczywiscie, pesymizm wyglada z kazdej kartki tej ksiazki, smutek, szarosc, bijatyki dla zabawy,
                  nuda, zero tworczego myslenia (koszmarne pomysly Benedikta na wypelnienie czasu bez ksiazek), ale
                  czy zakonczenie naprawde odbieracie jako pesymistyczne? Przeciez Nikita Iwanycz zyje, Benedikt tez -
                  wiec moze jednak cos z tego bedzie? Moze przyszlosc moze byc inna?
                  • nienietoperz Kys po latach :-) 06.04.06, 16:27
                    Uwag monstrualnie spoznionych pare.

                    W kwestii oceny:
                    Kysia przeczytac warto, szanowni przedpiszcy wyjasnili dosc dokladnie dlaczego.
                    Nie zmienia to jednak tego, ze ksiazka wyraznie zyskalaby na skroceniu.
                    Stylizacje ludowe, cytaty poetyckie, zawieje, zamiecie, plucha i kyysiowe wycie
                    z czasem traca urok swiezosci, i czytanie kolejnej linijki nie wnoszacej nic
                    nowego do historii czy opisu swiata staje sie z czasem mocno irytujace. Czulem
                    sie chwilami jak niedouczony (to akurat zgodnie z prawda) chlopczyk, do ktorego
                    Tania Tolstojowa krzyczy: patrzcie ile umiem rosyjskiej tradycji poetyckiej
                    wcisnac do Benediktowych lektur czy FiodoroKuzmiczych przepisywan!

                    W kwestii refleksji ogolnych: nie zgadzam sie absolutnie z uwagami
                    uniwersalistycznymi typu opis upadku swiata, czy chocby ogolnej sytuacji
                    demoludow. Clou Kysiowego uroku lezy w jego doglebnej, przeszywajacej
                    rosyjskosci. Dialogi czy opisy miejsc sprawialy, ze przed oczyma stawaly mi
                    natychmiast przerozne spotkania z rosyjskimi przyjaciolmi czy z przygodnymi
                    towarzyszami alkoholowymi z baru nad Wolga, gdzie przyszlo mi kiedys spedzac
                    kilka dlugich letnich wieczorow. Przy calym pieknie i szalenstwie sytuacji w
                    Rosji wszelkie narzekania na polskie zale sprawiaja wrazenie zalu nad zle
                    uprasowana sukienka. Kys pieknie oddaje tez perspektywy ewentualnej zmiany - ci,
                    ktorzy w prawdziwa transformacje wierza, maja lagodnie mowiac specyficzna i malo
                    realna wizje stanu docelowego (jak na przyklad zaprzyjazniony mlody fizyk z
                    Moskwy, goraco wierzacy w zjednoczenie Slowian pod surowym acz sprawiedliwym
                    berlem Matuszki Rossiji); inni widza tylko i wylacznie kolejne wcielenia
                    rzeczywistosci FiodoroKuzmiczej, w ktorych zyc (i czytac) jakos trzeba.

                    W kwestii wybuchu - wybuchem moze byc w drobnym stopniu Czernobyl (choc watpie),
                    w pewnym stopniu zmiany z lat 80tych, ale najglebiej jest nim przede wszystkim
                    Wielikaja Oktiobrskaja Rewolucija, z jej Effektami widocznymi do dzis na kazdym
                    kroku. Co ciekawe, nic nie wyjasnia dlaczego Dawni wciaz zyja - poniekad tak
                    samo jak trudno zrozumiec, ze zjawisko zwane tradycyjna inteligencja do konca
                    jeszcze nie wyginelo.

                    Wasz
                    nntpz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka