noida 14.10.05, 16:00 Bo albośmy przegapili albo mi umknęło... Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
braineater Re: A co z Kysiem? 14.10.05, 16:08 jest nas czwóreczka - ty, beata, której tekst cały czas mam, monikate i ja - pozostali nie zdązyli z róznych, wybaczalnych:) przyczyn przeczytać albo się nie przyznali do przeczytania - możemy się w łikend poprodukować? Odpowiedz Link Zgłoś
noida Re: A co z Kysiem? 14.10.05, 16:12 Yyy, no nie wiem, czy wypracowanie jakieś zdołam napisać sensowne ze względu na wiszące mi nad głowa terminy, ale chętnie przeczytam, co macie do powiedzenia i ewentualnie popolemizuję :) Odpowiedz Link Zgłoś
stella25b Re: A co z Kysiem? 14.10.05, 17:13 Melduje sie jako piata. Juz danwo przeczytane ale zeby taka porzadna receznzje napisac to na to mnie nie stac. Odpowiedz Link Zgłoś
monikate Re: A co z Kysiem? 14.10.05, 17:41 To ja zacznę po szkolnemu: co autorka chciała w tej powieści powiedzieć? Przekazać? Dlaczego jest coś takiego, jak Effekty? Czym są Effekty? Z dyskusji może wyłonią się recenzje i opinie... Odpowiedz Link Zgłoś
beatanu To ja zaczynam - jak ktoś nie chce to niech nie 14.10.05, 18:24 czyta! Zaczynam ponieważ ani jutro ani w niedzielę do popołudnia nie będę miała dostępu do kompa. O wyższości książek kupionych w ciemno Zamawiając „Kysia” wiedziałam o nim tyle co nic: coś na kształt satyry społeczno-politycznej, sf, autorka-wnuczka Tołstoja (którego? - to już sobie musiałam doczytać). Polecenie jej przez Twaczów wydawało mi się jednak wystarczającą gwarancją, żeby książkę przeczytać. Po prostu nie mogłam się rozczarować, bo nie miałam jakichś specjalnie wielkich oczekiwań. I... nie rozczarowałam się. Więcej, podobało mi się szalenie! Przede wszystkim język! Kipiący, niecierpliwy, żywy, ZABAWNY (te wszystkie neologizmy z podtekstem!). Z jednej strony konsekwecja w operowaniu językiem gawiedzi, z drugiej – zderzenie stylów współczesnych ludzików i Dawnych. O stylistycznych akrobacjach nowej elity (baszowie) nie wspomnę – toż to perełki! (przy okaji, zanim zapomnę – wielkie słowa uznania dla tłumacza!) Np. Gdy teść Benedikta – przeklinając Fiodora Kuźmicza i wymyślając mu od najgorszych nie potrafi na tym poprzestać, tylko automatycznie dorzuca „Niech się sławi imię jego!” Albo taka piękna obserwacja przyrodnicza: Ziemia pod nogami ciapie, prez glinę nie przebrniesz ani sańmi, ani wozem, a basowie tak cza siak jeźdić mają życzenie; piechotą za nic nie pójdą, bo nie wypada. No i widzisz, że wygeneraci walonkami glinę urabiają, sanie ciągnący, mordują się, cholerami ciskają, a sanie – ani ruszą. Basza ich knutem: ciach! I jeszcze raz! A oni mu: „Jop twoju mać!” Taki to rwetes się robi. Jednym słowem: wiosna! Ale nawet tego, co najlepsze może być za dużo... Po pewnym czasie znużyło mnie to ciągłe stylizowanie na język „przygłupów”, chętniej poczytałabym więcej wypowiedzi Dawnych, któzy operują „normalnym” językiem. Tylko, że ich dyskusje czasami też są zupełnie odklejone (np przekomarzanie się na temat czy Zachód istnieje i czy jest im w stanie pomóc, albo skąd wziąć kserokopiarkę...) I tutaj już chyba dochodzę do sedna sprawy... Całość, jakkolwiek chwilami niesamowicie zabawna, jest niesamowicie dołująca.... Znikąd nadziei!!! Ludkowie głupi, prymitywni i bez cienia uczuć empatii, elity cwane i potrafiące wykorzystać swoją pozycję, ale przecież rozumem też nie grzeszą... Tak ładnie rozkwitająca miłość Benedikta do Oleńki okazuje się być mrzonką i kończy się frustracją w nieudanym związku, Dawni kłócą się między sobą i nie są w stanie „wychować”, czy uzyskać w ogóle jakikolwiek wpływ na zdegenerowane po Wybuchu społeczeństwo. I nawet nadzieja w SŁOWIE, w fascynacji literaturą (no, może bardziej słowem pisanym niż literaturą bo Benedikt połykał przecież wszystko co mu w ręce wpadło...) jest tylko nadzieją złudną... Bo przecież Benedikt nie staje się lepszym, czy szlachetniejszym człowiekiem – tylko dlatego, że stał się nałogowym czytaczem. A przecież jako jeden z niewielu ma szansę... Nie napawa mnie optymizmem odradzający się jak feniks z popiołów Nikita Iwanycz, który zaleca zdezorientowanemu Benediktowi naukę alfabetu.... no kurczą nic mnie nie napawa! Wiem, przecież nikt nie powiedział, że akurat ta książka musi się zakończyć happy endem – ale ponieważ tak wiele w niej analogii do naszego, skażnego chorym systemem społeczeństwa – to tym bardziej szukałam pociechy.... I jeszcze jedna refleksja – uświadomiłam sobie, jak mało wiem i jak dużo (? – no, może nie tak dużo, ale zawsze trochę) tracę nie będąc osobą nad wyraz oczytaną.... Z cytowanych gęsto fragmentów poezji (podejrzewam głównie rosyjskiej, ale pewnie i nie tylko) nie rozpoznałam nic :( Być może więc uszło mojej uwadze jakieś inne przesłanie powieści... Gdy jakiś tydzień temu rozentuzjazmowana zaczęłam opowiadać o „Kysiu” przyjacielowi – na zachwyty nad wygeneratami odpowiedział chłodno – przecież to już było u Swifta... No tak, pomyślałam, jeszcze jedna lekturka do powtórzenia, bo mam wrażenie, że podróże Guliwera kiedyś czytałam ale o ludziach-kuniach nic nie pamiętam.... I tym średnio optymistycznym akcentem kończę luźne zapiski na temat luźnych wrażeń z „Kysia” Odpowiedz Link Zgłoś
beatanu Re: To ja zaczynam - jak ktoś nie chce to niech n 16.10.05, 22:26 Nie wiem - może "produkując się" już w piątek wieczorem (no, w końcu to początek weekendu) zepsułam całą zabawę. Może nie. Ale cóś słabo nam ta dyskusja o lekturce obowiązkowej idzie... Z nadzieją, że d... jeszcze nie zbita mówię: dobranoc na dzisiaj do napisania kiedyś tam :) B Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: To ja zaczynam - jak ktoś nie chce to niech n 16.10.05, 22:28 przepraszam - tez sie nie zabrąłem, jutro postaram się nadrobic:) dziś wersja 3 promile:) Odpowiedz Link Zgłoś
crazy.berserker Re: A co z Kysiem? 18.10.05, 18:05 Pierwsze skojarzenie - po przeczytaniu jakichś pięciu stron - bardzo "malarskie" - mianowicie z twórczością Nikifora Krynickiego. Nikifor jak wiadomo był człek prosty, nasz, swojski. I wydało mi się że Tatiana Tołstaja tez nas - czytelników, uraczy takim prostym, swojskim obrazkiem wsi gdzie szczęsliwie sobie mieszkają różni ludkowie weseli. Taki jakby miks "Chłopów" Reymonta i "Martwych dusz" Gogola. Po doczytaniu ostatnich stron doszłam do wniosku, że początkowe wrazenie bylo jednak błędne - pod względem podobieństwa bliżej "Kysiowi" chyba do "Mechanicznej pomarańczy". Fakt - Tatiana Tolstaja nie epatuje czytelnika scenami mordów i gwaltów - ale wymowa obu książek jest chyba równie pesymistyczna. Mutacje które dotknęły rodzaju ludzkiego (w wyniku katastrofy dziwnie przypominającej wybuch elektrowni w Czarnobylu) dotyczą nie tylko sfery fizycznej ale i psychicznej - prawie każdą przedstawioną postać uznać mozna za wzorcowy model wsiowego głupka. Muszę przyznać że początkowo poczynania bohaterów, ich rozmowy bawiły mnie i wywolywaly uśmiech. Kończąc lekturę Kysia mam jednak zupełnie inne odczucia - mozna je zamknac w dwóch słowach: gorycz i rozczarowanie (nie "Kysiem" jako lekturą - raczej jego wymową). Taki, uzywając okreslenia Gogola (chyba) - śmiech przez łzy Na zakończenie jeszcze jedno skojarzenie malarskie - tym razem z Beksińskim - którego obrazy jak i ksiązka Tatiany Tołstoj, intrygują, wywołują podziw dla fantazji twórcy - ale też wywolują u niektórych uczucie niepokoju (Ja osobiście nie chciałabym spędzić nocy w pustym pokoju z obrazem beksińskiego na ścianie :) Odpowiedz Link Zgłoś
stella25b Re: A co z Kysiem? 19.10.05, 10:56 Wrzucam i ja pare refleksji na temat przeczytanej lektury. Kys to dla mnie bardzo rosyjska ksiazka. To ksiazka o rosyjskiej spolecznosci I jej uzaleznieniu od pewnego rodzaju rzadow. To ksiazka o dyktaturze, ktora zakorzeniona w duszy Rosjanina, przechodzi kolejne etapy rozwoju panstwowosci aby po wielkiej katastrofie ekologicznej, odzyc na nowo w formie rzadow nad zmutowanymi resztkami rosyjskiego spoleczenstwa. Czytajac Kysia odnioslam wrazenie, ze T. Tolstoj probuje pokazac, ze dla Rosji nie ma innej drogi jak jej „rodzima, ojczyzniana dyktatura“. Jednostki spoleczne (Benedikt) ktore bylyby zdolne do podjecie jakichkolwiek zmian, niestety zawodza I staja sie jednym z trybow rosyjskiej dykatury. Na pomoc sasiadow liczyc nie mozna, wioska (Rosja) lezy zbyt daleko od Zachodu. Co pozostaje wiec? Pesymizm po przeczytaniu tej ksiazki jest ogromny, gdyz czytelnik zdaje sobie sprawe, ze “wyjscia awaryjnego” brak. Odpowiedz Link Zgłoś
monikate Re: A co z Kysiem? 19.10.05, 17:54 Mnie się wydaje, że nie chodzi tylko o Rosję. Metafora Tołstojowej jest szersza. Tak, to są społeczeństwa postkomunistyczne, lecz jednocześnie społeczność globalna. Wdrożona w wykonywanie przyjętych rytuałów, zachowań, czynności. Społeczność niesamodzielna, którą łatwo można manipulować. Effekty-owszem, skutek wybuchu w Czarnobylu, lecz mnie się również kojarzą z cudactwami, w jakie często zamieniają się osoby poddane operacjom plastycznym, obróbce modowo-makijażowej, solarium... nawet Michael Jackson mi się plątał w głowie przy lekturze "Kysia". Wnioski są bardzo przygnębiające, aczkolwiek książkę czytałam nieraz ze łzami śmiechu w oczach. "Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie". A w rodzinie i wśród wtajemniczonych mówimy cytatami z "Kysia". Termin "wygenerat" czy "effekt" - i już jasne, o co chodzi... Odpowiedz Link Zgłoś
beatanu Effekty 20.10.05, 10:57 monikate napisała: > Effekty-owszem, skutek wybuchu w Czarnobylu, lecz mnie się również kojarzą z > cudactwami, w jakie często zamieniają się osoby poddane operacjom plastycznym, > obróbce modowo-makijażowej, solarium... nawet Michael Jackson mi się plątał w > głowie przy lekturze "Kysia". Ciekawe spojrzenie... Nie przyszło mi to głowy, tak łatwo ograniczyć się do jakiegoś mniej lub bardziej konkretnego BUM w jakiejś elektrowni albo fabryce broni. Bardzo mi się Twoja interpretacja podoba :) Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
stella25b Re: A co z Kysiem? 20.10.05, 17:09 Sugerujesz, ze Kys to karykatura spoleczenstwa ogolnoswiatowego? Ja jednak uwazam, ze Kys to przyklad z rosyjskiego podworka. Tolstoj wyraznie odwoluje sie do historii Rosji. Czerwone sanie skojarzyly mi sie z zelazna gwardia Stalina, a osoba Fiodora Kuzmiczy z kultem jednostki tez Stalina. Effekty, nastepstwa zmian genetycznych u spolecznosci, ktora wlasny rzad wystawial na proby roznach eksperymentow, co w Rosji na porzadku dziennym bylo i jest. Ostatnio czytalam na ten temat artykul w Przekroju. Podaje linka: www.przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=485&Itemid=49 Odpowiedz Link Zgłoś
staua Re: A co z Kysiem? 20.10.05, 17:11 A ja caly czas nie mam Kysia, a coraz bardziej mam na niego ochote po tych recenzjach... Odpowiedz Link Zgłoś
stella25b Re: A co z Kysiem? 20.10.05, 17:13 Szkoda, ze wczesniej nie dalas znac. Ja po przeczytaniu mojego oddalam go kuzynce. Odpowiedz Link Zgłoś
staua Re: A co z Kysiem? 20.10.05, 18:34 Stella, ja ja niby zamowilam w ksiegarni, ale ciagle nie ma... Moze w sobote juz dowioza. Odpowiedz Link Zgłoś
monikate Re: A co z Kysiem? 20.10.05, 18:09 Owszem, "Kyś" jest przykładem z rosyjskiego podwórka, niemniej można rozumieć szerzej znaczenie owych przykładów. Bo czymże jest i staje się społeczeństwo ogólnoświatowe? Effekty-napisałam w poście wyżej. Kult jednostki to obecnie kult jakiejś ikony kultury masowej chociażby. Brak indywidualizmu, samodzielności myślenia i działania. Z rosyjskiego podwórka przechodzi się na inne, wcale nie tak znowu lepsze. Odpowiedz Link Zgłoś
jottka nieno 20.10.05, 20:21 jako jednostka nieznająca w/w lektury protestuję jednak przeciwko łatwym uproszczeniom:) konkretnie jednemu: monikate napisała: > Kult jednostki to obecnie kult jakiejś ikony kultury masowej chociażby. 'kult jednostki' to pojęcie historyczne, oznaczające w najgrubszym skrócie pranie mózgów uskuteczniane terrorem przez systemy totalitarne - można go oczywiście używać w przenośni czy ironicznie, ale bałwochwalczość, z jaką fani iksa czy igreka traktują swych idoli jest jednak kwestią ich wolnego wyboru, a za brak czci dla boskiego szansonisty nikt nikogo ścigał nie będzie:) można oczywiście zacząć snuć rozważania, jak to jesteśmy zmanipulowani przez media itepe, ale to jednak inny rodzaj katorgi:) nie mówiąc już o fakcie podstawowym, że każdy obywatel może żywić kult innej jednostki, co sprzeciwia sie z założenia pojęciu wyjściowemu Odpowiedz Link Zgłoś
monikate jottko! 20.10.05, 20:40 :) Zgadzam się z Tobą co do meritum. Natomiast ja właśnie używam tego określenia "w przenośni czy ironicznie". Snuję szersze refleksje pokysiowe, a czy mam rację? Nie wiem, nie wiem, rozmaite myślątka po głowie mi chodzą... Jedno jest pewne moim zdaniem: ludzkość potrafi żyć jedynie (nieważne, czy z wyboru własnego, czy też wybór został odgórnie narzucony) w grupie, w systemie. Każdy system zabija indywidualizm, wolną wolę i samodzielne myślenie. Nic nowego po słońcem, omawiano temat mnóstwo razy, tyle że Tatiana Tołstoj zrobiła to w sposób tak niesamowity (beatanu dokładnie kwestię przeanalizowała!), iż włos się jeży... P.S. Hm, kiedyś za brak dostatecznego szacunku dla boskiego szansonisty Michała Wiśniewskiego, który to brak wyraziłam dość nieostrożnie w przypadkowym towarzystwie, prawie chciano mnie zlinczować... :) Odpowiedz Link Zgłoś
jottka Re: jottko! 21.10.05, 12:25 monikate napisała: > Snuję szersze refleksje pokysiowe, a czy mam rację? a to ja nie wiem, jakoś mnie do dzieła nie ciągnie:) ale może sie przełamie, jak zobacze na półce w bibliotece > Jedno jest pewne moim zdaniem: ludzkość potrafi żyć jedynie (nieważne, czy z wyboru własnego, czy też wybór został odgórnie narzucony) w grupie, w systemie. między pojęciem życia w grupie a życia w systemie dość poważne różnice zachodzą, także znaczeniowe:( a że człowiek jest zwierzęciem społecznym to już arystoteles powiedział, ale on tego raczej nie wartościował negatywnie:) poza tym to są za ogólne twierdzenia, pustelników i innych anachoretów od cholery w dziejach, a też jakby nie było do ludzkości sie zaliczali > Każdy system zabija indywidualizm, wolną wolę i samodzielne myślenie. masz na myśli systemy polityczne czy również filozoficzne albo religijne?:) > Nic nowego po słońcem, omawiano temat mnóstwo razy, tyle że Tatiana Tołstoj zrobiła to w sposób tak niesamowity (beatanu dokładnie kwestię przeanalizowała!), iż włos się jeży... no kiedy z waszych wypowiedzi wynika, że wystarczy przeczytać 'braci karamazow' i relacje de custine'a i już nie trzeba pani tołstoj:) ale te rozrywki językowe mnie zaciekawiły, trzeba sie będzie do empiku wybrać w celu popodglądania > P.S. Hm, kiedyś za brak dostatecznego szacunku dla boskiego szansonisty Michała Wiśniewskiego, który to brak wyraziłam dość nieostrożnie w przypadkowym towarzystwie, prawie chciano mnie zlinczować... :) linczowała cie policja państwowa albo służby bezpieczeństwa? czy też mogłaś, uszedłszy szczęśliwie z rąk oprawców, udać sie na komisariat i domagać przewidzianego prawem zadośćuczynienia?:) Odpowiedz Link Zgłoś
stella25b Re: jottko! 21.10.05, 14:00 jottka napisała: > > > no kiedy z waszych wypowiedzi wynika, że wystarczy przeczytać 'braci karamazow' > i relacje de custine'a i już nie trzeba pani tołstoj:) ale te rozrywki językowe > mnie zaciekawiły, trzeba sie będzie do empiku wybrać w celu popodglądania > Jakos nie przypominam sobie abym zniechecala gawiedz do lektury T. Tolstoj. Kysia warto przeczytac nie tylko ze wzgledow tematycznych ale i jak juz wspomniano, jezykowych. Tolstoj wprowadzila nowe pojecia i slowa przy jednoczesnym ubogim jezyku kysiowej spolecznosci. Ten dysonans jezykowy to najwiekszy atut Kysia i dla niego warto do tej ksiazki siegnac. Odpowiedz Link Zgłoś
yanga Re: jottko! 21.10.05, 18:02 Pierwszy raz tu trafiłam, ściągnięta przez Monikę. Niestety na razie nie mam czasu na pisanie wypracowań, ale wiem jedno: Stella ma rację, "Kysia" przeczytać trzeba, i basta. To jedna z tych książek, o których nie da się dyskutować w ciemno. Nie da się też - przynajmniej ja nie potrafię - tak jej opisać, żeby kogoś sceptycznie nastawionego zachęcić do lektury. To tak jak próbować streścić "Kubusia Puchatka", choć to raczej odległy gatunek. Nikt dotąd nie poruszył ważnego dla mnie wątku. Otóż dla mnie jest to książka o książkach. Między innymi, oczywiście. Odpowiedz Link Zgłoś
beatanu Yango! 21.10.05, 18:50 Witaj w TWA! Bardzo się cieszę, że do nas zawitałaś, mam nadzieję, że na dłużej... > Nikt dotąd nie poruszył ważnego dla mnie wątku. Otóż dla mnie jest to książka > o książkach. Między innymi, oczywiście. Co do książki o książkach... Ciut wyżej zasygnalizowałam problem, o którym zresztą całkiem niedawno dyskutowaliśmy na FK, w wątku Darii "czy książki mogą uszlachetniać" Bo zdać by się mogło, że ten nieszczęsny Benedikt ma szansę na to, żeby "wyjść na ludzi" - właśnie dzięki pasji czytelniczej. Tylko że.... nic z tego nie wychodzi, z tej jego namiętności czytania po prostu nic nie wynika... A ja tak sobie po cichutku marzyłam, że on będzie tym pierwszym, który udowodni, że czytanie uszlachetnia... Zawiodłam się. Nie okrutnie, ale zawiodłam. Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
stella25b Sama ksiazka 21.10.05, 20:42 Dokladnie. Benedikt stal sie pasjonatem czytania. Wrecz czytelniczym maniakiem. Nie interesowalo go nic, rodzina, praca. On tylko czytal i zdobywal nowe ksiazki do czytania. Tylko niestety, mimo ze nie wygladal na mutanta, byl nim. Jego umysl byl zmutowany. Nie potrafil samodzielnie myslec, samodzielnie wyciagac wnioskow. Potrafil jedynie jak maszyna czytac tekst, nie rozumiejac co on wlasciwie zawiera. W jego przypadku ksiazka nie byla grozna bronia przeciwko dyktaturze, byla jednynie pochlaniaczem czasu. Odpowiedz Link Zgłoś
monikate Re: Sama ksiazka 21.10.05, 20:49 Powiedzmy, że uzależnił się od czytania, jak inni od internetu bądź gier komputerowych. Poza tym kłania się stara prawda, iż poziom wiedzy, oczytanie bądź inteligencja niekoniecznie przekładają się się na poziom moralny. Ale chyba nie o to chodzilo yandze. Odpowiedz Link Zgłoś
stella25b Re: Sama ksiazka 21.10.05, 21:01 Ksiazki przetrwaly ale sa nieuzyteczne. Wiedza w nich zawarta nie jest odczytywana. Do czego wiec maja sluzyc? Odpowiedz Link Zgłoś
monikate Re: Sama ksiazka 21.10.05, 22:13 ...ale nadto "Kyś" to książka o książkach i z książek! Rozwinie ktoś? :) Odpowiedz Link Zgłoś
yanga Re: Sama ksiazka 22.10.05, 14:27 Jest jeszcze jedna książka o książkach i ich fanatyku, który także poniósł klęskę: to "Dom z papieru" Domingueza. A co do "Kysia" - no cóż, jest to wizja katastroficzna, z kartek wieje pesymizmem, ale ja też jestem pesymistką z natury i bardzo lubię się straszyć przy lekturze. Od niektórych scen "Kysia" aż mróz po kościach chodzi - na przykład jak Benedikt zrozumiał, do jakiej wszedł rodziny - te pazury skrobiące o podłogę... I tylko tak mogę na "Kysia" patrzeć - poprzez własne odczucia. Odpowiedz Link Zgłoś
stella25b Re: Sama ksiazka 22.10.05, 14:42 Najsmutniejszy fragment Kysia, ten ktory naprawde mnie poruszyl, to scena kiedy Benedikt odwiedza Warware i nastepnie jej smierc. Byl to dla mnie taki "ludzki" kawalek w Kysiu, taki bardzo wzruszajacy. Odpowiedz Link Zgłoś
allexamina Re: A co z Kysiem? 24.10.05, 20:44 Z gory przepraszam ze sie wtracam do interesujacej dyskusji nieprzygotowana. Nie mam opinii o Kysiu bo dopiero zamowilam ksiazke w amazonii. Znam T. Tolstoya z wczesniejszych opowiadan i lubie jej styl pisania, ale odkad wrocila do Rosji stracilam ja z oczu i dopiero teraz dowiedzialam sie o Kysiu. (Mieszkam w USA i literackie mody pojawiaja sie innymi falami niz w Europie.) Wtracam sie do dyskusji bo wszyscy znajomi z ktorymi rozmawialam na temat Kysia twierdza, ze ksiazka ta jest podobna do "Handmaid's Tale" Margaret Atwood (przepraszam nie znam polskiego tytulu: powiesc napisana w 1998 o przyszlosciowej republice na terenach dzisiejszego USA). Stad moje pytanie: czy macie podobne wrazenie? Czy jest to moze powierzchowne porownanie? (Chodzi mi raczej o sposob potraktowania tematu, a nie o sam temat.) Raz jeszcze dzieki za odpowiedz. Jakos byloby mi spokojniej na duszy gdybym znala odpowiedz zanim zaczne czytac ksiazke. :o) Oh, jeszcze jedno: w amerykanskiej krytyce czesto pojawialy sie komentarze ze Tolstoya jest zbyt nihilistyczna i jej nihilizm ma cyniczny charakter i w zwiazku z tym nalezy podchodzic do jej opowiadan ostroznie. Czy ten aspekt pojawia sie w Kysiu? Czy jest to Waszym zdaniem od poczatku opinia dyktowana roznica kulturowa i nie nalezy wogole zwracac na nia uwagi? Odpowiedz Link Zgłoś
monikate Re: A co z Kysiem? 24.10.05, 21:45 Książka Margaret Atwood ukazała się w polskim przekładzie jako "Opowieść podręcznej". Dużo było i jest utworów o życiu w jakiejś przyszłościowej republice. W tym sensie "Kyś" do nich się zalicza. Ale sposób, sposób potraktowania tematu jest zupełnie inny! Świat przedstawiony "Kysia" wyraża się poprzez całkiem nowatorską, oryginalną, prześmiewczą i odkrywczą warstwę językową. "Opowieść podręcznej" jest napisana, że tak powiem "po amerykańsku". "Kyś" to poza wszystkim nowe spojrzenie na język literacki, język postaci i jednocześnie satyra na "panujący" model języka. Tatiana Tołstoj, owszem, jest nihilistyczna, ależ czy nie ma racji? Moim zdaniem ma! Odpowiedz Link Zgłoś
beatanu nihilizm 24.10.05, 22:11 monikate napisała: >Tatiana Tołstoj, owszem, jest nihilistyczna, ależ czy nie ma racji? Moim > zdaniem ma! Hmmm. Nie znam innych książek Tatiany Tołstoj ale po lekturze "Kysia" nie nazwałabym jej nihilistką.... Człowiek, który nie widzi nadziei dla swojego kraju, czy nawet całej zachodniej (?) cywilizacji, który nie wiąże tej nadziei z żadną z klas społecznych (bo ani lud krzepki, ani elity polityczne czy resztki inteligencji nie napawają optymizmem) - no więc taki człowiek nie jest dla mnie nihilistą... Może pesymistą i realistą ale niczym więcej! Przecież Tołstoj nie neguje wszystkich wartości, ba! mam wrażenie, że za tymi wartościami okrutnie tęskni. A że ich w wystarczających ilościach w chorym bardzo społeczeństwie nie znajduje... No cóż, tak wyszło. Ale to według mnie jeszcze nie nihilizm. Ale nie upieram się. Może mnie ktoś przekona, że nie mam racji .... A tak w ogóle - a propos słonia - to może odezwie się w końcu sam pomysłodawca TWAczowego dyskutowania lekturek obowiązkowych, czyli Mózgożerca nasz ulubiony :) Odpowiedz Link Zgłoś
allexamina Re: A co z Kysiem? 27.10.05, 21:41 Monikate, jakos mnie Twoja odpowiedz nie uspokoila bo 'Handmaid's Tale', tj. 'Opowiesc podreczna' (dzieki!) jest jak-najbardziej przedsmiewcza, satyryczna (satyra nie smieszna, raczej czarna i bolesna – ale satyra), pelna niesamowicie nowatorskiego uzywania j. angielskiego (czyzby w tlumaczeniu nie zachowanego?). (Zaznaczam ze czuje sie dziwnie broniac Atwood, bo 'Handmaid's Tale' mi sie nie podobala.) Co to znaczy, ze cos jest napisane 'po amerykansku'? (Nie pytam zaczepnie, po prostu z perspektywy Atlantyku pewne stwierdzenia, szczegolnie w cudzyslowie, nabieraja innego znaczenia lub staja sie niezrozumiale...) Co do nihilizmu, czuje ze musze rowniez wyjasnic o co mi chodzilo. Kiedy czytam o nihilizmie w amerykanskich krytykach i analizach literackich, czy pracach filozoficznych nie odnosze wrazenia ze nihilizm _celebruje_ amoralnosc. Jest on raczej (jakby pewnie powiedzial Milosz) postawa zawiedzionego milosnika ludzi i swiata. Postawa nihilistyczna jest konieczna do przezycia w 'nagim' swiecie, czyli swiecie wyzutym z moralnosci, swiecie amoralnym, ale widziana jest z ironicznej perspektywy (tak jak Borowski widzial swojego narratora/bohatera). Cyniczny nihilizm pozbawiony jest tej ironicznej perspektywy. Beatanu, powyzsze to nie proba przekonania Cie, a jedynie wyjasnienia o co mi chodzilo. :o) Generalnie: dzieki Wam za odpowiedzi. :o) Odpowiedz Link Zgłoś
hajota Re: A co z Kysiem? 27.10.05, 23:09 Allexamino, ja czytałam "Opowieść podręcznej" już dość dawno, detale zatarły mi się w pamięci i z tego powodu nie jestem w stanie rozwinąć tematu, ale daję Ci słowo honoru, że "Kyś" jest zupełnie, ale to zupełnie inną książką. Wyrasta z niepowtarzalnych rosyjskich realiów, ma wiele odniesień do rosyjskiej literatury. Rzeczywistość w nim opisana jest bardziej odrealniona niż w "Opowieści podręcznej". Jeśli może się z czymś kojarzyć, to raczej ze staroruskimi baśniami czy podaniami ludowymi. Jedynym chyba wspólnym mianownikiem jest to, że obie książki są antyutopiami. "Kyś" został kongenialnie przetłumaczony na polski przez Jerzego Czecha. Jakoś sobie nie wyobrażam, żeby po angielsku można było oddać wszystkie smaczki tej książki. Też nie jestem entuzjastką "Opowieści podręcznej", z książek Atwood najbardziej podobało mi się "Kocie oko" (Cat's Eye). Odpowiedz Link Zgłoś
stella25b kysiowy nihilizm 31.10.05, 11:03 Powroce jeszcze do nihilizmu poruszonego przez Allexamine (Witaj:) w TWA). Ja jednak sklonna jestem do przyznania Kysiowi cechy nihilistycznej powiesci i tu zgadzam sie z Monika:) Idac za nitschowskim sformulowaniem nihilizmu to Kys jak najbardziej opisuje spoleczenstwo, ktore zyje bez zyciowego sensu i celu w wiecznie powracajacym schemacie rzadow. Kazda proba zwiazana z radykalnymi zmianami dazacymi do uwolnienia sie z tego procesu, jest nie mozliwa ze wzgledu na brak wiary w sens jakiegokolwiek przedsiewziecia. Odpowiedz Link Zgłoś
daria13 Re: kysiowy nihilizm 17.11.05, 19:13 Wreszcie przeczytałam Kysia i jestem Wam bardzo wdzięczna za inicjatywę, bo sama z pewnością nie prędko sięgnęłabym, gdyż za długa jest już kolejka książek do bezwzględnego przeczytania, a tak, dzięki Waszym recenzjom wiedziałam, że warto w ciemno. Kyś dostarczył mi całej masy wzruszeń, bo i bawił niepomiernie i zmusił do głębszych refleksji i trochę straszył. Wszystko w jednym. O walorach językowych i filozoficznych już pisaliście, więc nie będę się powtarzała, powiem jedynie, że dla mnie to jednak głównie książka rosyjska i opisująca mentalność rosyjską, tak bardzo charakterystyczną. Ale to, że jest bardziej rosyjska niż uniwersalna nie odbiera tej pozycji w moim odbiorze wartości. Jest dzięki temu bardziej wiarygodna i autentyczna (wiem, wiem że to śmiesznie brzmi w odniesieniu do sf, jakim jednak w sumie jest Kyś;) Dla mnie chyba najważniejszy jest wątek wpływu książek na emocje człowieka. Mimo, że Benedikt to odrażający, smutny ludzik, był mi w jakimś sensie bliski, bo doskonale rozumiałam jego pasję;) Zastanawiałam się nawet do czego ja byłabym zdolna i do czego mogłabym się posunąć, gdyby z jakiegoś powodu odebrano mi dostęp do książek. Wyobrażacie to sobie? Pozdrawiam i gorąco zachęcam osoby, które nie czytały jeszcze Kysia, aby to uczyniły:) Odpowiedz Link Zgłoś
staua Re: kysiowy nihilizm 06.02.06, 02:24 Teraz ja przeczytalam (wreszcie, karygodnie spozniona) i wyciagam watek z przepasci... Przeczytalam tez wszystkie Wasze posty i nie bede juz powtarzac sie, opisujac szeroko te same odczucia (podobienstwo do "Mechanicznej pomaranczy", zachwyty nad jezykiem i tlumaczeniem, tragikomizm - taksowkarz-wygenerat na przyklad). Chcialam skupic sie na dwoch sprawach: po pierwsze, Benedikt jako centralna postac - zagubiony, nieszczesliwy glowny bohater, ktorego bardzo, bardzo mi zal, bo nie potrafi wyjsc poza narzucone przez spoleczenstwo, w ktorym zyje, ramy, a przeciez tak bardzo by chcial! Druga sprawa - pesymizm Kysia - oczywiscie, pesymizm wyglada z kazdej kartki tej ksiazki, smutek, szarosc, bijatyki dla zabawy, nuda, zero tworczego myslenia (koszmarne pomysly Benedikta na wypelnienie czasu bez ksiazek), ale czy zakonczenie naprawde odbieracie jako pesymistyczne? Przeciez Nikita Iwanycz zyje, Benedikt tez - wiec moze jednak cos z tego bedzie? Moze przyszlosc moze byc inna? Odpowiedz Link Zgłoś
nienietoperz Kys po latach :-) 06.04.06, 16:27 Uwag monstrualnie spoznionych pare. W kwestii oceny: Kysia przeczytac warto, szanowni przedpiszcy wyjasnili dosc dokladnie dlaczego. Nie zmienia to jednak tego, ze ksiazka wyraznie zyskalaby na skroceniu. Stylizacje ludowe, cytaty poetyckie, zawieje, zamiecie, plucha i kyysiowe wycie z czasem traca urok swiezosci, i czytanie kolejnej linijki nie wnoszacej nic nowego do historii czy opisu swiata staje sie z czasem mocno irytujace. Czulem sie chwilami jak niedouczony (to akurat zgodnie z prawda) chlopczyk, do ktorego Tania Tolstojowa krzyczy: patrzcie ile umiem rosyjskiej tradycji poetyckiej wcisnac do Benediktowych lektur czy FiodoroKuzmiczych przepisywan! W kwestii refleksji ogolnych: nie zgadzam sie absolutnie z uwagami uniwersalistycznymi typu opis upadku swiata, czy chocby ogolnej sytuacji demoludow. Clou Kysiowego uroku lezy w jego doglebnej, przeszywajacej rosyjskosci. Dialogi czy opisy miejsc sprawialy, ze przed oczyma stawaly mi natychmiast przerozne spotkania z rosyjskimi przyjaciolmi czy z przygodnymi towarzyszami alkoholowymi z baru nad Wolga, gdzie przyszlo mi kiedys spedzac kilka dlugich letnich wieczorow. Przy calym pieknie i szalenstwie sytuacji w Rosji wszelkie narzekania na polskie zale sprawiaja wrazenie zalu nad zle uprasowana sukienka. Kys pieknie oddaje tez perspektywy ewentualnej zmiany - ci, ktorzy w prawdziwa transformacje wierza, maja lagodnie mowiac specyficzna i malo realna wizje stanu docelowego (jak na przyklad zaprzyjazniony mlody fizyk z Moskwy, goraco wierzacy w zjednoczenie Slowian pod surowym acz sprawiedliwym berlem Matuszki Rossiji); inni widza tylko i wylacznie kolejne wcielenia rzeczywistosci FiodoroKuzmiczej, w ktorych zyc (i czytac) jakos trzeba. W kwestii wybuchu - wybuchem moze byc w drobnym stopniu Czernobyl (choc watpie), w pewnym stopniu zmiany z lat 80tych, ale najglebiej jest nim przede wszystkim Wielikaja Oktiobrskaja Rewolucija, z jej Effektami widocznymi do dzis na kazdym kroku. Co ciekawe, nic nie wyjasnia dlaczego Dawni wciaz zyja - poniekad tak samo jak trudno zrozumiec, ze zjawisko zwane tradycyjna inteligencja do konca jeszcze nie wyginelo. Wasz nntpz Odpowiedz Link Zgłoś