braineater
14.10.05, 17:52
ane logicznie]
Jest tak - dawno temu nauczyli mnie, że 80% informacji odbieramy
pozawerbalnie - z mowy ciała, tembru i intonacji głosu, z całego zestawu
znaków kulturowych, którymi każdy z nas jest otoczony. Nauczyli mnie, to się
zgadzam.
Aż tu nagle dnia pewnego odkrywam internet nie tylko jako szybką biblioteczkę
tekstów podręcznych, ale jako megalopolis zamieszkane przez miliony ludzi -
których nie widzę, których nie słyszę, których nie znam, ale z którymi mogę
się komunikować. Wpadam na czaty, siedzę na forach, piszę, czytam, odbieram-
nadaję, poznaje coraz to nowe osoby.
I nagle olśnienie, zaprzeczające wszystkiemu, czego się nauczyłem - do
niczego mi te 80% komunikatu pozawerbalnego nie jest potrzebne. Ba, nie jest
mi potrzebne nawet te 18% pozostałych procent zawartych w sposobie mowy,
akcentowania, używania gramatyki i leksyki - wystarcza jedynie te dwa
procent, którymi są same słowa, słowa pozbawione określonego podmiotu - bo w
sieci nadawcą jest Każdy i tych nadawców jest taka masa, że poszczególne
indywidualne cechy spsobu pisania, tak czy tak zlewają się w niejednorodną
całość. I co za tym olśnieniem idzie - coraz bardziej przekonuje się do idei,
że to nie mówienie, lecz pisanie, ten szybki, najczęściej bez głębszego
zastanowienia nawiązywany kontakt z klawiatura i ekranem, po to by z kimś
porozmawiać, staje się dla mnie najbardziej naturalnym sposobem wypowiedzi,
dającym więcej swobody niż mówienie, staje się mową, w której kontrolować
mogę prawie wszystko - od kształtu zdania, poprzez precyzyjniejszy niż w
mówieniu dobór słów, gdzie nie muszę się streszczać, by jak najszybciej coś
powiedzieć/wyrazić, gdzie generalnie mogę się najbardziej odkryć i ujawnić,
bo to gwarantuje mi <byc może niepełna ale jednak>, sieciowa anonimowość.
Mogę sobie narzucić sam jakieś ograniczenia (jak na przykład na tym forum
gdzie nie lecę bluzgiem, co normalnie zdaża mi się nader często - wpływ
długiego przebywania na Uniwersyteckich korytarzach chyba:), ale tak naprawdę
sieć jest tym środowiskiem, gdzie mówiąc coś do kogoś czuję się najbardziej
swobodnie i naturalnie. Jakieś być może złudne poczucie bezpieczeństwa, być
może mniejszej odpowiedzialności, za to co napisałem, ale z drugiej strony
także pewność, że jeśli coś pisze w sieci, to jest to dokładnie to co
chciałem powiedzieć i dokłądnie w ten sposób powiedziane.
Tak się chciałem podzielic myślątkami co przez łeb mój próżniaczy przebiegły
w trakcie dzisiejszej lektury kilku naszych postów. Pytania do Was żadnego
nie mam ale jeśli macie jakieś refleksje w temacie, to z radością bym
poczytał.
Pozdrowienia:)