Dodaj do ulubionych

o kotach i psach dla wszystkich

21.10.05, 20:04
Być może większość w Was już ten tekścik zna. Ale nawet jeżeli - to zawsze
można sobie przeczytać jeszcze raz. Albo i nie.

Taka mała rozśmiewajka na weekend październikowy :)

JAK ZAAPLIKOWAĆ KOTU TABLETKĘ

1. Weź kota na ręce i otocz go lewym ramieniem tak, jak się trzyma niemowlę.
Umieść palec wskazujący i kciuk prawej ręki po obu stronach pyska i naciśnij
lekko trzymając tabletkę w pozostałych palcach prawej ręki.
Gdy kot otworzy pysk wpuść tabletkę, pozwól kotu zamknąć pysk i przełknąć.
2. Podnieś tabletkę z podłogi i wyciągnij kota spod tapczanu. Ponownie otocz
kota lewym ramieniem i powtórz cały proces jeszcze raz.
3. Wyciągnij kota z sypialni i wyrzuć rozmamłaną już tabletkę.
4. Wyjmij nową tabletkę z opakowania, otocz kota lewym ramieniem jednocześnie
trzymając lewą ręką wierzgające tylne nogi. Rozewrzyj pysk kota i palcem
wskazującym prawej ręki wepchnij tabletkę tak głęboko jak się da. Przytrzymaj
kotu zamknięty pysk i policz do dziesięciu.
5. Wyciągnij tabletkę z akwarium a kota z garderoby. Zawołaj żonę do pomocy.
6. Przyduś kota do podłogi klinując go między kolanami jednocześnie trzymając
wierzgające przednie i tylnie łapy. Nie zwracaj uwagi na niskie warczące
odgłosy wydawane w tym czasie przez kota. Niech żona przytrzyma głowę kota
jednocześnie wpychając mu drewnianą linijkę miedzy zęby. Następnie wsuń
tabletkę wzdłuż linijki między rozwarte zęby i intensywnie pogłaszcz kota po
gardle, co skłoni go do przełknięcia.
7. Wyciągnij kota siedzącego na karniszach i rozpakuj nową tabletkę. Zanotuj
sobie, żeby wymienić firanki. Pozbieraj kawałki porcelany z potłuczonej wazy,
możesz je posklejać później.
8. Owiń kota w ręcznik kąpielowy, a następnie niech żona położy się na kocie
tak, żeby tylko jego głowa wystawała spod jej pachy. Umieść tabletkę w środku
plastikowej rurki do napojów. Przy pomocy ołówka otwórz kotu pysk i
wcisnąwszy rurkę miedzy rozwarte zęby mocno wdmuchnij tabletkę do środka.
9. Sprawdź na opakowaniu, czy tabletki nie są szkodliwe dla ludzi, a
następnie wypij jedna butelkę piwa żeby pozbyć się nieprzyjemnego smaku w
ustach. Zabandażuj żonie rozdrapane ramię, a następnie przy pomocy cieplej
wody z mydłem usuń plamy krwi z dywanu.
10. Przynieś kota z altanki sąsiada. Rozpakuj następną tabletkę. Przygotuj
następną butelkę piwa. Umieść kota w drzwiczkach od kredensu tak, żeby przez
szczelinę wystawała tylko jego głowa. Rozewrzyj mu pysk łyżeczką od herbaty i
przy pomocy gumki "recepturki" strzel tabletką miedzy rozwarte zęby.
11. Przynieś śrubokręt i przykręć wyrwane zawiasy z drzwiczek na swoje
miejsce. Wypij piwo. Weź butelkę wódki. Nalej do kieliszka i wypij. Przyłóż
zimny kompres do policzka i sprawdź, kiedy ostatnio byłeś szczepiony na
tężec. Przemyj policzek wódka w celu zdezynfekowania rany i wypij kolejny
kieliszek aby ukoić ból. Podarta koszule możesz już wyrzucić.
12. Zadzwoń po straż pożarną, żeby ściągnęli tego pier... kota z drzewa.
Przeproś sąsiada, który wjechał samochodem w plot próbując ominąć kota
przebiegającego przez ulice. Wyjmij kolejna tabletkę z opakowania.
13. Skrępuj tego drania przy pomocy sznurka od bielizny związując razem
przednie i tylnie łapy, a następnie przywiąż go do nogi od stołu. Weź grube
skórzane rękawice ogrodnicze. Wciśnij tabletkę kotu do gardła popychając
dużym kawałkiem polędwicy wieprzowej. Już nie musisz być delikatny.
Przytrzymaj głowę kota pionowo i wlej mu dwie szklanki wody wprost do gardła
żeby spłukać tabletkę.
14. Wypij pozostała wódkę z butelki. Pozwól żonie zawieźć się na pogotowie.
Siedź spokojnie, żeby doktor mógł zaszyć ci ramię i wyjąć resztki tabletki z
oka. Po drodze do domu wstąp do sklepu meblowego i kup nowy stół.
15. Zadzwoń do schroniska dla zwierząt, żeby zabrali tego mutanta z piekła
rodem i sprawdź, czy w pobliskim sklepie zoologicznym nie mają chomików.

JAK ZAAPLIKOWAĆ PSU TABLETKĘ

1. Zawiń tabletkę w plaster szynki i zawołaj psa.


KONIEC


Czy ktoś z Was to przerabiał?
Ciepłości,
B
Obserwuj wątek
    • daria13 Re: o kotach i psach dla wszystkich 21.10.05, 20:23
      Przerabiałam, a jakże. Instrukcja jest tylko troszeczkę przerysowana. Najgorsze
      jest to, że lekarstwa dla zwierzaków są z reguły drogie, więc te rozmemłane
      tabletki zawsze mnie koszmarnie wkurzały. No i ta zielona piana z pyszczka,
      brrrr. Ale z miłości do kota człowiek może wiele znieść. Teraz wiele bym dała,
      żeby móc tak się pomęczyć, buuu.
      Pozdrawiam pełna zazdrości o Wasze koty:)
    • mamarcela Re: o kotach i psach dla wszystkich 21.10.05, 20:44
      Mój kot udajacy się do weterynarza wstrzymuje ruch na trzy godziny. Sunie na
      grzbiecie gryząc i drapiąc wszystko, nawet swoją ukochaną "panisię", odzianą
      zresztą na tę okoliczność w strój ochrony i rękawice narciarskie na dłoniach
      mającą. Toteż do weterynarza chodzi tylko wtedy, gdy musi i na progu dostaje
      głupiego jasia. Sama go szczepię, bo wtedy tylko ja spływam krwią, a nie Bogu
      ducha winni pracownicy klinicy. Odbywa sie to z zaskoczenia więc ofiary są
      jedynie po, a nie przed. Poza tym jest łagodny i wyrozumiały dla ludzi, jako
      dla rasy zdecydowanie słabszej i służebnej. W końcu ktoś musi otwierać te
      puszki i saszetki. Nieustająco polecam "Malcolma" wszystkim kotomanom i nie
      tylko.
      Pies jest niestety idiotą.
      pzdr.
      • stella25b Re: o kotach i psach dla wszystkich 21.10.05, 20:50
        Przerabialam z psem a obecnie z dziecmi.
        • braineater Re: o kotach i psach dla wszystkich 22.10.05, 20:21
          O nie - pies nie jest idiotą! Pies też nie je tabletek nawet jeśli je wszystko
          w przepastnych ilościach. Poza tym nie jest idiotą z wielu innych jeszcze,
          tysiąc razy ważniejszych, przyczyn. A kot ... kot to kot:).
          Pozdrowienia
          Marysia
          • mamarcela pies nie idiota oraz pies idiota 22.10.05, 20:47
            Pies jako taki nie jest idiotą. Absolutnie. Ten konkretny pies, który tu koło
            mnie leży (czarny, duzy, durny, uśmiechnięty) jest idiotą. Ja nie o rodzaju, ja
            o egzemplarzu. Do czasu, kiedy ten konkretny egzemplarz wziął mnie w swoje
            posiadanie, gotowa byłam kruszyć kopie z każdym, kto powiedziałby coś złego o
            jakimkolwiek psie. Teraz wiem, że istnieja także durne psy. Ten pies jest.
            Chociaż i tak go kocham. Tylko, że jest to bardzo trudna miłość.
            Pozdrowienia dla Marysi i jej psów
            mamarcela
            • braineater Re: pies nie idiota oraz pies idiota 22.10.05, 21:06
              W takim razie przepraszam za atak. Ja tak generalnie mam bo po wielu bojach z
              mężem na temat kot vs pies - kto mądrzejszy? - reaguję już automatycznie:) A co
              do psów idiotów to mamy też takiego, co to wstyd przynosi narodowi psiemu -
              pies a raczej psica jest uosobieniem durnej blondynki, która, na domiar złego,
              zdaje sobie sprawę ze swojej głupoty i demonstruje ją za każdym razem, kiedy to
              nowo napotkała ludzka osoba nie chce uwierzyć że psica jest durna. Ulubione
              zajęcia - gonienie wiewiórek po parku, potem wpatrywanie się ze zdziwieniem w
              drzewo, że futrzak był na tyle niemiły, żeby się przed nia schować, pakowanie
              sie prawie każdemu dziecku przez matkę wiezionemu, mordą do wózka, gonienie
              kotów, a potem uciekanie przed nimi, radosne witanie wszystkich, bez zwracania
              uwagi, że 40 kilo psa + kaganiec jest czymś, co zostawia mnóstwo siniaków na
              wszystkich (kaganiec dla tego, że jest przyjacielska i do każdego leci z
              wyszczerzona mordą, ale że jest duża, to ludzie raczej panicznie objajwiają
              radość) oraz, gwóźdź programu - godzinne zabawy z gumowym jeżem, którym miota
              po całej chacie, nie bacząc wtedy na nic i na nikogo. Nia ma już kwiatków w
              doniczkach napodłogowych, nie ma firan, bo ciężko było ją z nich wyplatać, nie
              ma mebli, które mogłyby psu krzywde zrobić. Za to Fuga ma radochę codzień:)
              Za to mamy też mądrego psa - śpi kiedy chce - a chce w dzień, je kiedy chce - a
              chce cały czas, wychodzi kiedy chce - a chce nocą lub też wcale, nie gania
              kota - patrząc na niego z wyrazm pyska mówiącym "a siedź sobie debilu w tych
              krzakach i na ptaki poluj, zarazisz się jakimś paskudztwem i zdechniesz
              niechybnie", w ogóle jest psem fajnym, mądrym, i zdajacym sobie z tego
              doskonale sprawę. Tyle, że jesli na horyzoncie pojawia się jakaś jamniczka,
              zapomina o swoich 16 latach, artretyźmie, niewydolności serca i kształtach
              Marlona Brando i rusza, by jeszcze jeden podbój zaliczyć. O ile pamiętam, udało
              mu się ze dwa razy...
              Takie mamy psy a o kotach pisała nie będę bo jedna taka kocica parszywica
              oduczyła mnie czułości okazywanej tym zwierzętom obsikując moje ciuchy w
              trakcie drugiej randki z moim jeszcew wtedy niemęzem a druga nie chce się bawić
              w gonić i fotelowego trzęsienia ziemi nie rozumie, natomiast pozostałe dwie
              cholery maja tendencje do urządzania sobie sypialni w moich szafach, więc Maryś
              pozostaje wielbicielką psów a koty zostawia mężowi, który też nie umie się
              bawić w fotelowe trzęsienie ziemi... a to taka fajna gra:P

              Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam za ataki:)
              Marysia
              • mamarcela Re: pies nie idiota oraz pies idiota 22.10.05, 22:19
                O psie idiocie była juz nawet kiedyś mowa na fk, bo pies idiota jest poniekąd
                psem literackim.
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=28687936&a=28771272
                Generalnie robi wszystko to, co wasza durna psica (a jest juz całkiem dorosły),
                a ponadto ryczy na wszystkie psy powyżej cocker spaniela, informując je, że nie
                zawaha się użyć zębów,a jednocześnie trzęsie się ze strachu. I przede wszystkim
                zjada moje ubrania (ze szczególnym uwzględnieniem kurtek), aby okazać miłość i
                tęsknotę, jeśli odważę się wyjść z domu i durnoty psiej ze sobą nie zabrać. Po
                fioletowej kurteczce z jackpota juz ze dwa lata żałobę noszę. W związku z tym,
                aby wyjść z domu muszę babcię sprowadzić, albo psa w kagańcu zostawić i umierać
                ze strachu, czy aby go nie zdjął. Gehenna.
                O psie mojego życia napiszę kiedy indziej, bo on absolutnie nie zasługuje na
                posta na kolanie, a dziecię nr1 mnie woła, abyśmy jakiś film wspólnie
                obejrzały. Pewnie znowu będziemy przez dwie godzinę wybierać, a potem po 15
                minutach zaśniemy.
                Pozdrawiam :)
                Czy Wasza Fuga nie jest przypadkiem psicą rasy teoretycznie mądrej?
                • braineater Re: pies nie idiota oraz pies idiota 22.10.05, 23:07
                  Fuga, jak i Lord Tabs, są ras teoretycznie najmądrzejszych - wszystkich, jakie
                  tylko zna nauka:)
                  • mamarcela Re: pies nie idiota oraz pies idiota 23.10.05, 10:15
                    Zapytałam o tę rasę, bo Fuga (buziaczki w nos) dziwnie mi mojego psa
                    durnowatego przypomina.
                    Po odejściu do Psiego Nieba mojego wilczarza korwalijskiego (owczarska
                    baskijskiego, brodacza normandzkiego) musiałam natychmiast mieć psa. Dostałam
                    choroby sierocej, bóli jakowyś brzusznych i pies był koniecznie potrzebny. Miał
                    być duzy i kochany. Najlepiej wielorasowy. Niestety (a może stety dla psa, bo
                    któżby inny z nim juz sześć lat wytrzymał) zajrzałam do gazety i zachciało mi
                    się mieć dużego, łagodnego, rodzinnego i teoretycznie inteligentnego jak jasna
                    cholera zwierzaka. Łagodny jest - na widok każdego wciskającego kit cieszy się
                    jakby ciocia z Ameryki przyjechała z transportem hamburgeów. Duży też jest -
                    zdecydowanie większy niż psy jego rasy. Jeśli zas chodzi o inteligencję to
                    siedzi właśnie na balkonie (deszcz i liście spadaja mu na wielki durny łeb) i
                    wpatruje się oczami tęskniącymi za rozumem w śmietnik na sąsiednim podwórku.
                    Znajomy specjalista od tresury twierdzi, że właściciele psów dzielą się na
                    przewodników, półprzewodników oraz wyprowadzaczy, a on przy mnie tak zgłupiał.
                    Pies. A ja czasami myślę sobie, że durnota psa mojego to zemsta kota, bo to
                    przecież on miał największy wpływ na jego wychowanie. Jako zdecydowany alfa w
                    naszej rodzinie.
                    Pozdrawiam psy, koty oraz ich "właścicieli". Przewodników, półprzewodników i
                    wyprowadzaczy. Oraz otwieraczy puszek, pudełek i saszetek z żarciem.
                    Dla psa Darii duzo zdrowia, a dla Lorda T. jeszcze wieklu jamniczek.
              • 3promile Re: Apologia kotów będzie! Prozą! 22.10.05, 22:38
                Otóż
                rozpocznę mamarcelowym mode - anegdotycznie. Ilekroć krzyknę na kicię naszą
                kochaną - "Spie..., ty sopocka dziwko!", Mycha moja nieśmiało szepce - "Nie mów
                tak do niej, bo sąsiedzi pomyślą, że na mnie tak krzyczysz..." I to jest,
                przyznają państwo, niepodważalny argument na rzecz absolutnego niekrzyczenia na
                kotkę!
                Problem polega w zarysie na tym, że Mycha się nudziła swego czau z powodu (aj
                hołp) mojej permanentnej nieobecności z racji wykonywania zawodu. We łbie mym
                skołowanym narosła wtedy zygota w postaci sprawienia Mysze zwierzątka marki
                kotek, który czas ów tęskny radością swoją wypełni. Jakem pomyślał, takem
                zrobił, gazeciany inserat pt. "Zwierzak czeka na człowieka" uprzednio
                przeczytawszy. Udałem się (rewela czasowniczek, nieprawdaż?) do dostojnego
                Sopotu, adresem w inseracie spowodowany, ding-dong do drzwi, otwiera kobita - co
                ja mówię kobita! - really (indead) kocia mama! (wyczułem po zapachu). Wchodzę do
                kuchni w kubaturę obfitej, patrzę, a gdzie nie spojrzę - wszędzie kocięta: na
                krzesłach, na stole, na kredensie; gdzieniebądź, kociarstwo i basta! I weź tu
                człowieku wybierz kąsek z takiego rogu obfitości! Natenczas między kończynami
                moimi (nie powiem - kształtnymi - się ma ten genotyp!) przemknęło coś z
                prędkością sztabu wyborczego wiadomej partii. - Biorę tego - rzekłem ze
                stanowczością mej płci z natury przydaną. - Aaale on jest teraz w przedpokoju
                pod komodą. Pan sobie sam wyciągnie! Oszczędzę Państwu szczegółów tego wyciągania.

                Po kwadransie, uszczęśliwiony z obrotu sprawy, dla pewności spytałem kocią
                maminę, czy on to na pewno on i tak, w zanadrzu marynarki przytargawszy,
                wcieliłem rekruta Sylwestra do naszej skromnej kompanii.

                Cóż, z kicięciem jak z dziecięciem - trza było pójść w dochtory. Tu mnie w gębę
                na odlew strzelił wiek XXI: kompjuter w recepcji, - Pańskie nazwisko, PESEL,
                imię zwierzęcia - i tak dalej... Pan dochtór wprawnym ruchem wziął kicię pod
                rękę, maca, maca, maca... - Czy Pan jest pewny , że to jest Sylwester? - A skąd
                ta niepewność u pana dochtora? - Moja niepewność bierze się z faktu
                nieposiadania jąder przez zwierzę przez Pana przyniesione.
                Czyli nie mamy Sylwestra, tylko Sylwię. Też ładnie.

                Minęło pięć lat, Sylwia jest z nami, kochamy ją, choć nie jest do końca
                oswojona. Mamy czas... ;-)
    • gatta13 Re: o kotach i psach dla wszystkich 21.10.05, 22:23
      Przyjaciółka przerabiała ze swoim, mój natomiast zjadał wszystko, jeśli tylko zostało wepchane w kiełbasę kolską. To taka z dużą ilością marynowanego zielonego pieprzu w kuleczkach. Wchodził do torby każdemu, kto ją przyniósł do domu, natychmiast, w przedpokoju. Mało nie przełaził przez zamknięte drzwi lodówki. Nie było siły, żeby zjeść kanapkę z kiełbaską w jego obecności. Można było go odsunąć sto razy, sto pierwszy wetknął łepek w kanapkę. Ślinił się i mruczał przez cały czas konsumpcji.
      Tak mi się ostatnio smętnie w markecie zrobiło, kiedy spojrzałam na tę kiełbasę. Ech, głupia ja.
      • daria13 Re: o kotach i psach dla wszystkich 23.10.05, 00:27
        A ja myślę, że z psami i kotami jest trochę jak z ludźmi;) Zarówno wśród
        jednych jak i wśród drugich są idioci i geniusze. Miałam w życiu kilka kotów i
        każdy był skrajnie różny. Psa mam jednego, pierwszego i ukochanego, tym
        bardziej, że musi robić za dwóch, bo w tak zwanym między czasie musiałam oddać
        kota, który był najlepszym z kotów, i trzeba przyznać, że mimo że jest idiotą,
        rolę spełnia w 100 procentach. Jest kochany chyba właśnie przez swoją
        idiotyczność;).
        Właśnie zafundował sobie dzięki kleszczowi babesziozę i jesteśmy wszyscy w
        straszym stresie, czy uda się go wyleczyć, ale mamy miejscową cudowną panią
        weterynarz (weterynarkę?) i mamy nadzieję, że wszystko skończy się pomyślnie.
        Pozdrawiam serdecznie wszystkich miłośników, bo niemiłośników tutaj chyba brak:)
    • mamarcela psie rymowanki na melancholie jesienną 23.10.05, 14:56
      Przy okazji psów i trochę do wątku o zapomnianych książkach dla dzieci.
      Miałam w dzieciństwie ulubioną książkę z wierszykami. Książka była żółta i
      ilustrowana czarno-białymi zdjęciami psów (głównie bokserów). Pamiętam, że
      została zakupiona na kiermaszu książek, który w tamtych czasach odbywał się w
      każdą majową niedzielę. Nosiła tytuł "Cztery łapy" i opowiadała tylko i
      wyłącznie o psach. Napisał ją Ludwik Jerzy Kern, wówczas poeta- satyryk znany
      głównie z wiersza - drukowanego co tydzień na tylnej okładce Przekroju.
      Pamiętam, że moi rodzice zaczynali lekturę właśnie od tej strony. Oprócz
      wiersza Kerna był tam Filutek, króciutkie przypowiastki o Falczaku (?) i
      ulubiony przeze mnie humor zeszytów szkolnych.
      Książeczki "Cztery łapy" dawno nie mam. W połowie lat 80 podarowałam ją
      młodocianej wielbicielce psów, która teraz też już jest dawno dorosła. Czasami
      jednak przypominam sobie fragmenty tych wierszy np. "A kiedy pies naprawdę się
      zakocha obojętnieje mu firanka i pończocha."
      Dzisiaj przy okazji rozmowy wirtualnej z Marysią o wyższości psów nad kotami, a
      może odwrotnie, przypomniałam sobie ulubiony wierszyk mojego ojca - psiarza i
      agnostyka - i odszukałam go w ktorejś z książeczek, ktore zostały mi po nim w
      spadku.

      "Jeśli jest niebo psie,
      skierujcie do niego mnie.
      Znajdę tam jakieś drzewko z cieniem
      i otoczony anielskim skomleniem
      odpoczne sobie w śnie.

      A psy przybiegna i
      gębę poliżą mi.
      Niech liżą, bo jak duch mój mniema,
      bakterii chyba w niebie nie ma...
      Czyż duch mój w błędzie byłby-li?
      Nieważne. Harfa gra
      suitę z Wolnego psa.
      Nagle z drugiego krańca nieba
      w dzikich podskokach do mnie zbiega
      niedawno zmarła Farsa ma.
      Nie może złapać tchu.

      "No, jak ci - mówię - tu?"
      "Nieźle - powiada - lecz mi sie nudzi,
      bo tu zupełnie nie ma ludzi,
      a z samych psów cóż psu?..."

      Więc jeśli niebo psie
      gdzieś jest, czy ja wiem gdzie..
      Gdzieś, gdzie prócz psów nie spotkasz się z nikim,
      to ja odnośne proszę czyniki:
      skierujcie do niego mnie."
      • braineater Re: psie rymowanki na melancholie jesienną 23.10.05, 15:17
        Żeby nie było, że Kern to psiarz jedynie, to marginalnie bym napomknąć chiał,
        że napisał oprócz obłednej opowiastki o króliku-schizofreniku, czyli Karampuka,
        jedną z moich akurat ksiązek dzieciństwa ukochanych, czyli Przygody Jonatana
        Kotta, które na zawsze i nieodwołalnie zrobiły ze mnie kociarza. jonatan był
        mądry, przebiegły, żył jak chciał, a jak nie chciał, to się dał. Prócztego miał
        jeszce ekologicznego świra i używał takiego języka, że do dziś się zastanawiam,
        który 5 latak musiał spowodu ksiązki dla dzieci, grzebać po słownikach, żeby
        się dowiedzieć, co to są te cholerne bugenwille - do dzis jeden moich
        ulubionych wyrazów, mimo, że nie ma okazji go używać:)
        Przy tym jest to chyba jedna z najładnieszych edytorsko ksiązek, jakie wtedy
        wydano.Mam do dziś, troskiwie sklejoną taśmą klejąca i owinięta sznurkiem, bo
        mimo widywania jej tu i ówdzie po antykwariatach, jednak mam sentyment akurat
        do tego egzemplarza:)

        P:)
        • stella25b obecnie nie a kiedys tak 23.10.05, 16:38
          Bylam takze psia mama mieszkajac jeszcze w Polsce. Obecnie zadnego zwierzaka
          nie posiadamy. Ale wracajac do moich psow. A bylo ich w zyciu az 3 sztuki to
          najwiekszy sentyment czuje do mojego ostatniego psa, czyli dalmatynczyka Alfy.
          Chociaz moj drugi pies byl tez wspanialy ale troche inaczej. Zwal sie Mug gdyz
          mogl byc rasowy a nie byl. A byl za to przepieknym kundlem tylko niestety zbyt
          latwowiernym. Musial kiedys komus w cos uwierzyc i juz nigdy nie wrocil ze
          spaceru do domu.
          Natomiast Alfa byla rodzajem psa o ktorym marzy kazdy wlasciciel.
          Charakteryzowla sie prawdziwa psia przyjaznia. Wszedzie zabieralam ja ze soba,
          jedynie niestety nie w Tatry i w tym czasie Alfa umierala z tesknoty. Bardzo
          przezywalam to kiedy wyjezdzajac do Niemiec moi rodzice nie chcieli zatrzymac
          Alfy i musialam oddac ja w "dobre rece". Nigdy pozniej jej nie widzialam,
          zreszta nie chcialam jej odwiedzac bo...Zawsze mialam nadzieje, ze zadomowila
          sie u tych ludzi i bylo jej tam dobrze.
        • mamarcela Re: psie rymowanki na melancholie jesienną 23.10.05, 16:45
          No, popatrz, a ja o Jonatanie Kotcie (?) nigdy nie słyszałam. Znam tylko Jana.
          Moje dzieci chyba też nie. Pewnie z tego powodu tak do konca nie wiem, co to są
          te bugenwile. Krzaczory jakieś ozdobne, chyba? Karampuka też nie posiadam,
          chociaz o ile pamiętam hardcorowy był. Mamy tylko Ferdynandy i słonia Dominika
          oraz jak się dzisiaj okazało kilka książeczek z wierszami kupowanymi przez ojca
          mojego w latach jego studenckich.
          Z kocich książek wielbimy Puffa i Muffa oraz "Pana Plamkę i jego kota"
          autorstwa Carolyn Sloane (chyba, bo mi sie nie chce ruszyć od kompa). Obie są
          ciężko schizofreniczne.
          mamarcela bardziej kociara,lub bardziej psiara w zależności od tego ktore śpi,
          a które rozrabia. Aktualnie kot rozwala w kuchni butelki po piwie ergo
          bardziej psiara.
          A do tego psiego nieba Kerna koty też bym wpuściła. Tylko ludzi nie koniecznie
          wszystkich.
          też pzdr.
          • stella25b Re: psie rymowanki na melancholie jesienną 23.10.05, 16:49
            Ja jestem ostatno lub znow na czasie z psem Schnudlem Janoscha.
          • braineater informuję, żem 23.10.05, 17:06
            debilem, a nadmierne ilości tłuszczu odzwierzęcego spowodowały poważne luki w
            mej pamięci, na szczęście do nadrobienia przy pomocy sieci i biblioteczki.

            Po pierwsze nie Kern a Przymanowski

            Po drugie nie Kott a Koot

            Po trzecie, reszta się zgadza:)

            onet.allegro.pl/show_item.php?item=67963174
            Po czwarte - nabądź dzieciom bo warto:)

            Pozdrawiam i idę sie wstydzic do kątka:)
            • mamarcela Re: informuję, żem 23.10.05, 19:55
              Drogi Mózgożerco, każda popełniona przez Ciebie pomyłka sprawiaże rośnie primo
              moja sympatia do Ciebie, secundo przekonanie, że jednak jesteś człowiekiem, a
              nie cyborgiem. Howk.

              mamarcela roślinożerna - po szpinaku z gorgonzolą, czosnkiem i słonecznikiem,
              a przed sałatką makaronową z suszonymi i świeżymi pomidorami, papryczkami piri,
              serem feta i inymi dobrymi rzeczami - czyli mamarcela szczęśliwa
              • beatanu Re: informuję, żem 23.10.05, 20:09
                > mamarcela roślinożerna - po szpinaku z gorgonzolą, czosnkiem i słonecznikiem,

                To ja mam pytanko na temat, chociaż niekoniecznie temat postu.
                Czy słonecznik wrzucasz w postaci ziarenek czy w postaci kiełków? Pod sam
                koniec, czy na początku?

                B uwielbiająca słonecznik w każdej postaci :)
                • mamarcela słonecznik 23.10.05, 20:19
                  Jako nieortodoksyjna niejadaczka mięsa i posiadaczka ortodoksyjnej
                  wegetarianki w domu - informuje uprzejmie, że uprażone na odrobinie oliwy
                  nasiona słonecznika wrzucam do wielu potraw warzywnych (szczególnie tych
                  będących wariacjami na tematy śródziemnomorskie) pod koniec gotowania, duszenia
                  lub pieczenia. W takiej formie dodaję go również do wielu sałatek również tej
                  makaronowej, która właśnie sie chłodzi, oraz do farszów jarzynowo serowych do
                  tart i sufletów.
                  Kiełki to do sałatek raczej, bo w potrawach gotowanych zginą.
                  Pozdrawiam słonecznikowo.
                  • beatanu Re: słonecznik 23.10.05, 20:37
                    mamarcela napisała:

                    > Jako nieortodoksyjna niejadaczka mięsa i posiadaczka ortodoksyjnej
                    > wegetarianki w domu

                    Czyli mam dokładnie jak Ty! Wegetarianką byłym w mniej lub bardziej
                    ortodoksyjnych porywach od połowy lat osiemdziesiątych, dziewczyna numer jeden
                    wychowana była w domu bezmięsnym, ale jako dojrzała nastolatka wybrała dietę
                    mieszaną. Natomiast dziewczę numer dwa od ponad czterech lat jest szalenie
                    konsekwentną wegetarianką ze skłonnościami do weganizmu (tutaj nie ma naszej
                    zgody i do ukończenia lat osiemnastu jest zobowiązana jeść nabiał i jaja:)

                    Za słonecznikowe porady dziękuję! Też wrzucam słonecznik do czego się da
                    (chociaż z reguły nie prażę), do szpinaku jeszcze nie próbowałam...

                    Pozdrawiam (prawie) bezmięsnie!
                    B
    • blue.berry Re: o kotach i psach dla wszystkich 23.10.05, 20:22
      ja jako wlascicielka psa chcialam powiedziec ze punkt o psie nie do konca i nie
      zawsze jest prawdziwy:)))
      moj pies (ktory generalnie jest inteligentnym socjopata) od malego wykazywal
      niewiarygodne umiejetnosci odzielania tabletek od jedzenia. np do dzis milo
      wspominamy probe odrobaczania (rudy duzo wazy wiec trzeba na raz podac mu kilka
      tabletek) zakupilismy kielbase, podzielilismy na kawalki i w kazdy kawalek
      wlozylismy tabletke. kawalki zostaly podane rytmicznie i szybko i takoz zostaly
      pochloniete. pies sie oblizal, pokrecil, podreptal, po czym jedna po drugiej
      wyplul wszystkie tabletki!! zreszta wypluwanie tabletek schowanych we
      fragementach zywnosciwoych zdazalo mu sie nagminnie. do tego potrafil je wypluc
      w takie miejsca gdzie ciezko je bylo znalezc.
      na dzien dzisiejszy jedyna skuteczna metoda jest rozwarcie paszczy, wlozenie
      reki do srodka, umieszczenie tabletki w poblizu zoladka, zamkniecie paszczy,
      przytrzymanie, wymasowanie szyji ruchem posuwistym w dol zeby tabletka nie
      miala szans wrocic, podanie duzego kawalka czegos bardzo smakowitego, zeby z
      powrotem przepchalo tabletke do zoladka jesli jednak udalo sie jej wrocic mimo
      masowania szyi.
      dodam jeszcze ze moj pies jako wyjatkowo chorowity czesto wymaga zaaplikowania
      tabletki a jesli ktos nie wie jak wyglada paszcza to zapraszam do jagodnika do
      grendlowej jaskini2:))
      • beatanu Re: o kotach i psach dla wszystkich 23.10.05, 20:42
        blue.berry napisała:

        a jesli ktos nie wie jak wyglada paszcza to zapraszam do jagodnika do
        > grendlowej jaskini2:))

        Dziękuję bardzo, paszczę już oglądałam dwukrotnie, i cieszę się, że muszę
        wkładać swoje paluchy z tabletką do paszczy zdecydowanie mniejszej, bo kociej :)
        Zadrapania i krwawe rany związane z podawaniem lekarstw Kockowi już się
        zagoiły, ale dwa potargane ręczniki (w które owijaliśmy nieszczęśnika, coby się
        nie wyrywał) poszły na tzw. szmaty bezpowrotnie...

        Pozdrawiam!


    • dr.krisk Wspomnienia z kapieliska..... 24.10.05, 19:16
      Tak mi sie jakos przypomnialo: jak musialem wykapac mojego kota, to ubieralem
      grube rekawice spawalnicze, dobieralem sobie pomoc jakas, pakowalem drania do
      miski z woda i mocno trzymalem w zelaznym uscisku, natomiast pomoc dobrana
      przez ten czas oczyszczala kota z brudu (fleja byl straszny). Najgorzej bylo z
      wycieranie. W sumie - co najmniej godzina ciezkiej pracy.
      Moj pies rasy bokser, poproszony do kapieli niechetnie sam wlazil do wanny,
      dawal sie wykapac, po czym wyskakiwal i czekal na wytarcie. Obowiazkowo trzeba
      mu bylo jednoczesnie zmienic posciele na legowisku!!!! Taki byl pieszczoch. Po
      czym zasypial okryty po sam nos czysta koldra.
      Z kotem mozna mieszkac, ale tylko z psem mozna sie zaprzyjaznic. Zwlaszcza
      jezeli jest to bokser :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka