Dodaj do ulubionych

Uczymy się języków obcych

28.10.05, 18:17
Każdy expate szanujący siebie oraz powierzone mu do wykonania obowiązki, siłą
rzeczy musi znać bardzo dobrze język kontraktu i wszystkie dokumenty
kontraktowe, jak również – w mniejszym lub większym stopniu – język urzędowy
kraju realizacji kontraktu. Język kontraktu; niezależnie czy chodzi o język
angielski, francuski, niemiecki czy rosyjski, to znajomość zwyczajowo nabyta
od podstawowych lat nauki i kształtowana mniej lub bardziej intensywnie przez
dalsze lata obowiązkowej edukacji. Znajomość języka kraju, w którym się
wykonuje zadania kontraktowe, poznaje się w stopniu zależnym od
intensyfikacji kontaktów z tubylcami, jak również od predyspozycji własnych.

W którymś z postów stała bywalczyni naszego forum iwa_ja (pozdrawiamy bardzo
serdecznie) już wspomniała o swoich językowych qui-pro-quo w Basrah
dotyczących przekłamań (niezamierzonych) w języku arabskim. Inny młody
forumowicz przedkładał wyższość znajomości „osłuchowej” języków obcych nad
znajomością wyuczoną. Chyba do końca nie zdaje sobie sprawy tenże młody
człowiek z życiowego błędu, jaki popełnia. Tym bardziej jest to dziwne, gdyż
wydaje się, że młodzieniec ten ma szeroko otwarte oczy na wyzwania
współczesnego świata i potrafi sięgać wzrokiem po jego horyzonty, a
wyobraźnią jeszcze dalej. Przykładowo; wypełnienie deklaracji celnej czy też
embarkation card przed lądowaniem w którymś z krajów Bliskiego Wschodu na
podstawie wiedzy osłuchowej, może przynieść niespodziewane życiowe
komplikacje, jakie później będzie bardzo trudno wyjaśnić czy polubownie
zalatwić z nie zawsze przytomnym urzędnikom. Warto przy tym pamiętać, że ci
urzędnicy bardzo często nudzący się śmiertelnie, tylko czekają „na jeleni”,
których można gładko i zgodnie z przepisami oskubać. Za to przecież im
głównie płacą.

W życiu bywają różne mniej lub bardziej sympatyczne sytuacje wynikłe właśnie
z takowych przekłamań, czy też lapsusów językowych. Zdarzają się one każdemu
nie wyłączając nawet wybitnych polityków. Powszechnie wiadomo, że Lech Wałęsa
zawsze miał dużo kłopotów z doborem stałych tłumaczy, gdyż ci nie nadążali z
tłumaczeniem jego szarpanych i niespójnych publicznych wypowiedzi. Ale jest
faktem niezbitym, że jego „Io possibile impresario workers” wypowiedziane
swego czasu w Nowym Jorku wzbudziło ogólny aplauz i niczym niewymuszone
rzęsiste brawa. Chociaż nikt z obecnych na spotkaniu z Prezydentem RP do
końca nie był przekonany, co Lech Wałęsa chciał tak naprawdę powiedzieć.

San Donato Milanese, 28-10-2005
Obserwuj wątek
    • chaladia Re: Uczymy się języków obcych 28.10.05, 21:05
      Od 20 lat z okładem zbieram "słówka" angielskie, niemieckie, arabskie, których
      w najlepszych słownikach nie ma - bo są to czysto "fachowe" terminy budowlane,
      mechaniczne, elektryczne itp. Tak się nieszczęśliwie składa, że nasze słowniki
      są mocno archaiczne, a najbardziej wśród nich przestarzałe są słowniki
      techniczne. Może dlatego, że ludzie, którzy je tworzą mało co z techniką mają
      wspólnego. I nic dziwnego, jak ktoś zna język i ujest inżynierem - to
      robi "kasę" w produkcji, a nie bawi się w działalność wydawniczą. Na początku
      lat '80 to moje zbieranie, to byuły zeszyty 100 kart A5 w kratkę, zapisywane
      mozolnie ołówkiem (żeby móc wprowadzać poprawki, bo z różnych źródeł
      otrzymywałem często sprzeczne informacje), około połowy lat '80 pojawił się
      komputer PC XT (dumne 4,77 MXz, dysk 20 MB) i edytor tekstu Chi-writer. Jakież
      to było udogodnienie! Około roku 1993 przetransponowałem mój Słowniczek do
      Excela, i tak już jest do dziś...

      I do dziś niemal codziennie mamcoś do dopisania - obecnie częściej są to zapisy
      w kolumnie "niemicckiej".
      • pam_pa_ram_pam Re: Uczymy się języków obcych 30.10.05, 10:00
        Każdy zbiera słówka na swój rachunek, jak widzę.
        Moi rodzice mają jedyny wydany w Polsce "Angielsko-Polski Słownik Budowlany"
        (jest też "Niemicko-Polski Słownik Budowlany"). Problem w tym, że wydano je
        przed ponad 40 laty... i od tego czasu nic! Pomimo fali eksportu polskich usług
        budowlanych w latach '70/'80, sukcesów polskich architektów w świecie (też tak
        bywało - dziś trudno w to uwierzyć) i dzisiejszego boomu wyjazdowego polskich
        budowlańców do Unii.
    • chaladia Re: Uczymy się języków obcych 30.10.05, 19:20
      Zainteresowanym słownik w formacie Excela (polsko-angielsko-niemiecki)
      udostępnię. Układ ma tematyczny, bo z założenia miał służyć majstrom i
      inżynierom wychodzącym na określoną robotę do przypomnienia sobie tych
      kilkudziesięciu słówek z danej branży, a robotnikom opanowanie całości
      niezbędnego w ich fachu słownictwa zawodowego.
      PT Zainteresowanych proszę raczej o wpisy tutaj, niz o e-maile, bp na skrzynkę
      pocztową gazety.pl to ja nieczęsto zaglądam.
      • lukaszka Re: Uczymy się języków obcych 31.10.05, 09:24
        Chaladio, czy mogę Cie prosić o przesłanie słownika. Dziękuję!
        • tetys Re: Uczymy się języków obcych 31.10.05, 10:07
          Survey, zamieszczam sprostowanie do mojego postu o osłuchowej znajomości
          francuskiego. Otóż nigdy się go nie uczyłem, ale moja siostra uczyła się do
          matury z francuskiego i trochę mi weszło w głowe z tego, co za ścianą
          słyszałem ;)) Co nie zmienia faktu, że niedługo zaczynam naukę języka
          żabojadów.

          pzdr
      • renatawo Re: Uczymy się języków obcych 31.10.05, 16:40
        ja tez o Twoj slownik bardzo poprosze!

        A w ogole - pomysl na watek niezly :) Moj pierwszy egzamin na obcej uczelni
        zdawalam w 3 mies. po przybyciu do Niemiec. Wtedy moja znajomosc niemieckiego
        wystarczala na przedstawienie sie i zrobienie zakupow... Wiec 1. tydzien
        zakowalam 200 slowek fachowych po niemiecku, w 2. tyg uczylam sie "na
        zrozumienie", a w 3. tygodniu przekladalam sobie zrozumiany material w glowie
        znow na niemiecki. Dodam, ze na moim wydziale na gdanskiej polibudzie do
        trudnego egzaminu nawet najwieksze kujony nie uczyly sie dluzej niz tydzien :)

        A z wyprobowanych przeze mnie slownikow:

        1) ATV-DVWK-Dictionary: German, English, French, Portugese Polish, Spanish,
        Czech, Hungarian, Hennef, September 2000
        Slowka z branzy wodnej, sciekowej, kanalowej, odpadowej i troche z budowlanej we
        wszystkich wymienionych powyzej jezykach. Az tylo jezyczna to nie jestem, ale
        tlumaczenia polsko-niemiecko-angielskie sa niezle, z tego slownika korzystam
        najczesciej

        2) Slownik techniki sanitarnej angielsko-polski, niemiecko - polski, Wydawnictwo
        Instalator Polski 1996.
        Sa tu slowka nie tylko "sanitarne", ale tez sporo z technik instalacyjnych z
        roznych dzialek. Cakliem niezly i niedrogi

        2) Slownik naukowo-techniczny niemiecko-polski i polsko-niemiecki, Wydawnictwa
        Naukowo Techniczne Warszawa, Wydanie 12. (kupiony w 2000 i wygladal na nawo, ale
        czy cos od pierwszego wydania w 1967 zmieniono?)
        to mozna znalezc slownictwo przewaznie do budowy maszyn i elektryki, z
        budownictwem i moja dzialka (inzynieria sanitarna) raczej slabo a i tlumaczenia
        nie zawsze sa sensowne...

        3) jak cos znam po niemiecku, a szukam po angielsku, albo odwrotnie, to
        korzystam z b. dobrego internetowego slownika ang-niem: dict.leo.org/
        slownictwo techniczne jest tu tez w sporych ilosciach
        • renatawo Re: Uczymy się języków obcych 31.10.05, 16:44
          hi hi hi - z numeracja/wyliczaniem to cos mi nie wyszlo ... Ale dzis w pracy
          jakos tak smetnie, bo prawie wszyscy na urlopach przed 1.11 i nastroj
          koncentracji nie sprzyja...
          • chaladia Wysłałem... 31.10.05, 19:44
            Do Reny i Lukaszka
            • renatawo Re: Wysłałem... 01.11.05, 15:47
              dzieki chaladio za slownik - w bliskiej przyszlosci postaram sie pozapelniac
              niektore z nielicznych luk w niemieckiej szpalcie :)
      • masaha Re: Uczymy się języków obcych 10.01.07, 00:41
        Witaj Chaladiia,

        moze i ja moglbym pomoc w aktualizacji Twojego slownika?
        Podeslij prosze Twoj file w Excelu, moze w czyms pomoge?
    • survey06 Re: Uczymy się języków obcych 01.11.05, 20:13
      Jeszcze nie tak dawno, targałem ze sobą po świecie dwie cegły o tytułach:
      Słownik Naukowo-Techniczny; polsko-angielski i Słownik Naukowo-Techniczny;
      angielsko-polski. Wydane w Warszawie w 1986 roku przez WNT (wydanie siódme
      niezmienione) Obie cegły, w latach 2002 i 2003 były przydatne naszej polskiej
      6-o osobowej ekipie inżynierów pracującej w Assaluyeh (Iran). Jednakże już
      wtedy można było zauważyć, ze specyficzna nomenklatura oryginalnych znaczeń
      angielskich nie jest w pełni odzwierciedlona w tłumaczeniu na polski. Polskie
      tłumaczenie zawiera sporo nieaktualnych i nieadekwatnych odnośników dla branży
      budowlanej (construction, civil construction) oraz – generalnie - w zakresie
      oil and gas exloration. Ale Wydawca 7-go wznowienia uczciwie przyznaje, że
      dokonał ostatnich uaktualnień głównie dla terminologii z zakresu elektroniki,
      informatyki, metalurgii, chemii i medycyny. Wydaje się, że generalnie bieżące
      uaktualnianie angielskiej technicznej nomenklatury to nie jest tylko nasz
      polski problem. Niemiecka firma LINDE AG- EPC Contractor na dostawę kompletnej
      instalacji separacji powietrza (Air Separation Unit) dla Utility Complex w
      Assaluyeh, Iran - w celu dotrzymania wszystkich warunków i zobowiązań
      gwarancyjnych ujętych kontraktem, zmuszona została do zorganizowania specjalnej
      sesji z klientem irańskim, brytyjskim konsultantem i swoimi głównymi dwoma
      niemieckimi poddostawcami w celu ujednolicenia kontraktowego specyficznego
      słownictwa, szczególnie w zakresie operation manuals oraz manual instructions
      podlegającym tłumaczeniu na język angielski i perski.

      Obecnie, w swojej pracy zawodowej często korzystam z danych dostępnych na
      Meriam-Webster Online. (Link: www.m-w.com / ) Jeśli jednak mam
      jakiekolwiek wątpliwości to grzebię głębiej w Internecie. Najważniejsze to
      jednak to, że nie muszę już targać ze sobą tych 2ch cegieł w sumie dobrze
      ważących ponad 3 kilogramy.
      • chaladia Re: Uczymy się języków obcych 01.11.05, 20:54
        Ja do Egiptu i do Sudanu (1986-91) woziłem też te "cegły" (+ Słownik "Ogólny"
        Stanisławskiego), co pochłaniało znaczną część mizernego luggage allowance
        polskiego expata. Dziś bym raczej tego ze sobą nie brał, ale wtedy, w epoce
        przed-internetowej było to jedyne narzędzie z braku lepszego.
    • lukaszka Chaladio! 02.11.05, 08:18
      Bardzo, bardzo pięknie dziękuję!
      • tetys Re: Chaladio! 02.11.05, 21:40
        Chaladio!
        Nie wiem jakim cudem stworzyłeś TAAKIE dzieło, ale chwała Ci za to!
        Zabieram sie do nauki, kilka słówek dziennie, narazie z kolumny angielskiej:)

        Pozdrawiam i bardzo dziękuję!!

        • chaladia Re: Chaladio! 03.11.05, 01:29
          To dłuższa epopeja, może kiedyś to opiszę.
          Powstawało w układzie tematycznym (dlatego spis treści systematycznie się
          dezaktualizuje, w miarę dopisywania haseł) po to, żeby ktoś zainteresowany
          jakąś robota (np. tynkowaniem) mógł w mieć na jednej-dwóch kartkach wszystkie
          niezbędne słówka. Zakłądając oczywiście, że zna ogólne podstawy angielskiego...
        • chaladia Jak to-to powstawało. 20.10.06, 19:51
          Ano, na początku było to wypisywanie ze słowników dostępnych w PRL-u.
          Chodziło mi głównie o zebranie na poszczególnyhc kartkach słownictwa z różnych
          branż, żeby łatwo było sobie wszystko przypomnieć. I, istotnie, taka forma się
          przydał, bo moja pierwsza robota overseas (w Egipcie) to było stanowisko Site
          Engineera na stosunkowo małej budowie, gdzie jako jedyny (poza Site
          Mangerem) "cywil" musiałem pilnować wszystkiego, od wykopów do wykończeniówki.
          W PRL-u stanu wojennego właściwie tylko to mogłem robić dla podniesienia swoich
          językowo-zawodowych kwalifikacji.
          W Egipcie trafiłem na wyjątkowo życzliwego człowieka, Harveya Slanna (Site
          Managera z "Costain Process Construction"), który pomagał mi uzupełniać
          Słowniczek, a także uczył tajników angielskiej korespondencji handlowej, także
          w sprawach technicznych (do tego wogóle w Polsce nie było podręcznika i chyba
          nie ma do dziś, jako że czysto-handlowy język ma jeszcze jakieś podręczniki
          opracowane na SGH czy wcześniej na SGPiS, ale tam inżynierów nie ma).
          Z Egiptu naprzywoziłem sobie kopii Britisch Standards i różnych Codes of
          Practice, przez co miałem możliwość rozszerzania słownictwa. Po drodze niejako
          zdałem egzamin z angielskiego w MWGzZ. Nie chwaląc się, na "5".
          W niewiele ponad rok po powrocie z Egiptu pojechałem do Sudanu. Już na
          stanowisko Quantity Surveyora. A ponieważ okazało się, że angielski znałem
          najelpiej z Polaków i ponadto miałem już "papiery" potwierdzające ten fakt, to
          zrobili mnie także odpowiedzialnym za korespondencję w sprawach technicznych.
          I znowu miałem szczęście trafić na symatycznego partnera po stronie, z którą
          robiłem rozliczenia, bo Irlandczyk Richard Heggen okazał się również bardzo
          pomocny w rozbudowywaniu tego słowniczka.
          No i w ten sposób doszedłem do stanu, jaki mamy obecnie...
          • nianiao Re: Jak to-to powstawało. 07.01.07, 23:42
            Czy i ja mogłabym poprosić o słownik? Bedę baaardzo wdzięczna
            • nianiao Dzięki wielkie! n/txt 08.01.07, 22:10
              • chaladia Re: Dzięki wielkie! n/txt 09.01.07, 22:50
                Nie ma za co, obie Ci się przydało.
                Budowlańcem jesteś? Albo architektem?
                • nianiao Re: Dzięki wielkie! n/txt 18.01.07, 22:53
                  Iiiiii, prosta humanistka ze mnie, ale pomagałam ślubnemu transferować się nad
                  Zatokę.
          • barbara.borowiec Re: Jak to-to powstawało. 17.05.07, 13:42
            Bardzo ciekawy watek, bardzo ciekawe miejsce na forum. Pozdrawiam wszystkich i
            bardzo prosze, czy moglabym rowniez otrzymac Excelowa wersje slownika? Sprobuje
            stworzyc budowlany dzial islandzki:)
            • barbara.borowiec Re: Jak to-to powstawało. 28.05.07, 23:06
              Chaladio,
              Wielkie dzieki:)
    • ewka5 Re: Uczymy się języków obcych 13.01.07, 08:58
      sliczny watek!

      A moze byscie skonsolidowali sily i wydali wspolnie slownik, z jakiego sami
      chcielibyscie korzystac? (moze PWN by sie zainteresowal takim projektem? - moge
      popytac)
      Albo moze - w ramach zostania wikipedystami - stworzylibyscie takie cudo w
      wikipedii?
      • chaladia Re: Uczymy się języków obcych 13.01.07, 11:56
        Weo, to jest "żywy organizm", który wciąż podlega rozwojowi i korektom.
        Nie mam czasu przygotowywać go do druku.
        A nikt mi za to nie zapłaci. Ilu ludzi w Polsce chiałoby mieć takl słownik?
        Chyba tylko jadący do pracy w budownictwie w Irlandii i Wlk Brytanii.. a iluż
        ich jest? I ilu zna angielski "zwyczajny" na tyle, żeby móc zrobić z tego jakiś
        użytek?
        Eksport polskich usług budowlanych w formie zorganizowanej już nie istnieje i
        się nie odrodzi.
    • survey06 Re: Monsieur HAZOP ..... 27.01.07, 11:02
      Czlowiek cale zycie sie uczy jako, ze nie wiadomo co gdzie i kiedy moze sie
      przydac. A zycie jest pelne niespodzianek i…zaskakujacych przypadkow. Moj
      ulubiony lokalny dziennik “Le Quotedien d’Oran” nie tak dawno pozwolil sobie
      poddac krytyce poziom nauczania jezykow obcych na miejscowym uniwersytecie, w
      wyzszej szkole handlowej, studium jezykow obcych i paru innych osrodkach
      wymienionych w artukule z nazw i imienia Ben….kogos tam. Nie chodzi tutaj
      generalnie o jezyk angielski, niemiecki czy hiszpanski, ale rowniez o
      francuski. Jest to o tyle zaskakujace, gdyz francuskim w Algierii wszyscy sie
      posluguja a jego nauke obejmuje program nauczanania w szkole podstawowej.
      Dziennik rowniez celnie zauwaza, ze brak zewnetrznych kontaktow turystycznych,
      handlowych, miedzynarodowych imprez sportowych itp., nie stwarza motywacji do
      nauki jezykow obcych dla mlodziezy wchodzacej w dorosle zycie. Z drugiej strony
      LQdO donosi, ze kontraktor chinski budujacy autostrade trans-algierska juz
      zatrudnil grupe okolo 30-u tlumaczy francusko-angielskich i w najblizszym
      czasie bedzie rekrutowal kolejnych Algierczykow w miare potrzeb. Czyli, cos
      jednak sie dzieje na miejscowym rynku pracy, w zwiazku z porazajaco wysokim
      poziomem bezrobocia w Algierri, jest to dobra wiadomosc. Jednak warto sie uczyc
      jezykow obcych i nie tylko.

      Z kolei, my tez bylismy zmuszeni okolicznosciami do zlecenia “na zewnatrz”
      tlumaczenia z angielskiego na francuski szeregu procedur do miejscowego –
      wydawalo sie – renomowanego biura. Jednakze w bardzo wielu stwierdzonych
      przypadkach wersja francuska mocno odbiega od oryginalu angielskiego. Wyszlo
      tez na jaw, ze osoba tlumaczaca musiala miec bardzo blade pojecie o
      zagadnieniach i sprawach jakich sie podjela przetlumaczyc. Nie wnikajac gleboko
      w meritum przytocze tylko jeden przypadek. Z angielskiego oryginalu:
      "Closing out HAZOP outstanding items" po francusku wyszlo: "Finalization des
      items en souffrance de Monsieur HAZOP". .....) Pozdrowienia

      Arzew, 26-01-2007

      • nizwa Re: Monsieur HAZOP ..... 29.01.07, 18:51
        Jeszcze pracujac w Polsce, moja firma dostala zlecenie wykonania robot dla
        amerykanskiej firmy naftowej.Mnie i mojemu szefowi przypadlo zadanie
        przetlumaczenia programu prac na polski. Wiekszosc uzytego slownictwa byla dla
        mnie nowa a zwlaszcza piekielnie dlugie skroty. Sprobowalismy uzyc do
        tlumaczenia komputera - wyplul z siebie kilka takich tekstow ze dlugo nie
        moglismy sie pozbierac, najlepszy z nich to "puszczac krew przez brodawke
        sutkowa" po angielsku to brzmialo jakos tak "..nipple up and bleed off the
        pressure.."
        Drugi chyba jeszcze wiekszy problem mialem zaczynajac prace dla Shell'a - oni to
        dopiero maja skroty np. PWR - practices worth replicating czy taki na przyklad
        PDHG - permanent down hole gauge. Jak bylem na meetingu to nie rozumialem polowy
        rzeczy o ktorych sie mowilo. Na intranecie Shell'a jest specjalny slownik w
        ktorym czesc tych skrotow sie znajduje...

        Pozdrawiam

    • survey06 Re: Lodzia Kopyto 24.04.07, 00:05
      Jeśli spytać dzisiaj studentów 2-go roku Marketingu i Zarządzania co to jest telex, to - jestem przekonany, – że 5-u na 10u wybałuszy oczy i nie udzieli poprawnej odpowiedzi. W czasach powszechnej dostępności Internetu, poczty elektronicznej, sms-ów i przeróżnych co raz to nowszych bajerów przyśpieszających przetwarzanie i przesyłanie dźwięków, obrazów i dokumentów w różnych formach, prowadzi do sytuacji, że powoli w zapomnienie odchodzi wysłużony fax. Telexy zostały błyskawicznie wyparte przez faxy na przełomie lat 80-ych i 90-ych ubiegłego wieku. Muzeum Techniki w Warszawie prezentuje jeden wysłużony aparat Siemens’a. Podobno nawet jeszcze sprawny.

      Gdy na początku lat 70-ych rozpoczynałem swoja karierę zawodową, telex w Polsce nie był powszechnie dostępny. Pamiętam, że w BP Stolica dominowały telefonogramy. Polegało to na tym, że projektant „A” z pracowni „XX” telefonicznie dyktował projektantowi „B” z pracowni „YY” zlokalizowanej w innej dzielnicy, czy w innym mieście swoje uwagi, opinie, obliczenia, dane założeniowe, itp., po czym następowało odczytanie przez drugą stronę i potwierdzenie zgodności zapisu z przekazanym oryginałem. Starszego projektanta czy kierownika pracowni wyręczali w tych czynnościach asystenci lub sekretarka pracowni. Taki telefonogram był później potwierdzany obowiązkowo oddzielnym pismem lub pocztą poleconą, jeśli sprawa dotyczyła innego biura.

      Na całe szczęście, takimi metodami nie można było prowadzić działalności eksportowej i tutaj już nieodłącznym atrybutem każdego Exportera był telex. Telex był w tamtych początkowych latach gierkowskich rewelacją. W prosty sposób umożliwiał komunikowanie się z całym światem. Dlatego podlegał określonym przepisom o dostępności oraz stałej wewnętrznej i zewnętrznej kontroli w każdej firmie gdzie był instalowany. Telexownie były obowiązkowo plombowane. Te „przepisy specjalnej troski” w konsekwencji wymuszały również dobór „odpowiedniego” personelu mającego zapewnić nie tylko sprawne wysyłanie i odbiór korespondencji telexowej, ale, przede wszystkim cenzurę, co było powszechnie wiadomym faktem.

      W czasach realizacji kontraktu na budowę obu pompowni wody w Abu Dhabi w drugiej polowie lat 70-ych, w Inex’ie nadzór nad teleksownią sprawowała pani Lodzia, zwana Kopyto. Osoba dojrzała i stateczna. Przez jej ręce musiał przejść każdy telex wychodzący i Lodzia decydowała osobiście, której teleksistce, który tekst wręczyć do nadania. Lodzia zbierała osobiście zwoje z przychodzącymi wiadomościami i je starannie segregowała przed wysłaniem do kancelarii. Niestety, nie była biegła w językach obcych, ale zawsze się upewniała, dokąd i gdzie ma telex wysłać. Dlatego po otrzymaniu kartki z treścią telex Pani Lodzia zawsze się upewniała: „Panie inżynierze, a kopyto będzie czy nie będzie?” Wtedy należało pokazać pani Lodzi palcem, że na końcu treści - zaraz za podpisem wysyłającego - znajduje się dopisek: „copy to”, albo potwierdzić, że akurat nie ma. A jeżeli to jej słynne „copy to” (kopyto) było, to należało wskazać zapisane numery faxów łącznie ze znamiennikami. Wtedy już dla pani Lodzi nie było żadnych tajemnic czy niedomówień i przystępowała do wysyłania treści.

      Jak powszechnie wiadomo, mylenie się jest rzeczą ludzką i pomyłki przytrafiały się teleksistkom dosyć często, łącznie z panią Lodzią. Takim najgłośniejszym jej wyczynem było wysłanie do producenta szaf sterowniczych w Szwecji tj. firmy ASEA w Vastaras potwierdzenia przyjęcia protokołu odbiorowego urządzeń i zwolnienia towaru do wysyłki do Abu Dhabi via Gdynia. [A tak na marginesie, to w roku 1978 ASEA, Szwecja połączyła się z Brown Boveri – Szwajcaria i do dzisiaj koncern działa pod szyldem ABB] Lodzia niechcący zamieniła „p” na „f” w poleceniu: packing included. Szwedzi dosyć szybko odpisali, że instrukcję zrozumieli i dołożą wszelkich starań dla spełnienia wszystkich oczekiwań zamawiającego przy najbliższych sprzyjających okolicznościach, jednakże, ze swojej strony zalecają kontynuowanie intensywnych ćwiczeń z ortografii angielskiej….:)).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka