survey06
28.10.05, 18:17
Każdy expate szanujący siebie oraz powierzone mu do wykonania obowiązki, siłą
rzeczy musi znać bardzo dobrze język kontraktu i wszystkie dokumenty
kontraktowe, jak również – w mniejszym lub większym stopniu – język urzędowy
kraju realizacji kontraktu. Język kontraktu; niezależnie czy chodzi o język
angielski, francuski, niemiecki czy rosyjski, to znajomość zwyczajowo nabyta
od podstawowych lat nauki i kształtowana mniej lub bardziej intensywnie przez
dalsze lata obowiązkowej edukacji. Znajomość języka kraju, w którym się
wykonuje zadania kontraktowe, poznaje się w stopniu zależnym od
intensyfikacji kontaktów z tubylcami, jak również od predyspozycji własnych.
W którymś z postów stała bywalczyni naszego forum iwa_ja (pozdrawiamy bardzo
serdecznie) już wspomniała o swoich językowych qui-pro-quo w Basrah
dotyczących przekłamań (niezamierzonych) w języku arabskim. Inny młody
forumowicz przedkładał wyższość znajomości „osłuchowej” języków obcych nad
znajomością wyuczoną. Chyba do końca nie zdaje sobie sprawy tenże młody
człowiek z życiowego błędu, jaki popełnia. Tym bardziej jest to dziwne, gdyż
wydaje się, że młodzieniec ten ma szeroko otwarte oczy na wyzwania
współczesnego świata i potrafi sięgać wzrokiem po jego horyzonty, a
wyobraźnią jeszcze dalej. Przykładowo; wypełnienie deklaracji celnej czy też
embarkation card przed lądowaniem w którymś z krajów Bliskiego Wschodu na
podstawie wiedzy osłuchowej, może przynieść niespodziewane życiowe
komplikacje, jakie później będzie bardzo trudno wyjaśnić czy polubownie
zalatwić z nie zawsze przytomnym urzędnikom. Warto przy tym pamiętać, że ci
urzędnicy bardzo często nudzący się śmiertelnie, tylko czekają „na jeleni”,
których można gładko i zgodnie z przepisami oskubać. Za to przecież im
głównie płacą.
W życiu bywają różne mniej lub bardziej sympatyczne sytuacje wynikłe właśnie
z takowych przekłamań, czy też lapsusów językowych. Zdarzają się one każdemu
nie wyłączając nawet wybitnych polityków. Powszechnie wiadomo, że Lech Wałęsa
zawsze miał dużo kłopotów z doborem stałych tłumaczy, gdyż ci nie nadążali z
tłumaczeniem jego szarpanych i niespójnych publicznych wypowiedzi. Ale jest
faktem niezbitym, że jego „Io possibile impresario workers” wypowiedziane
swego czasu w Nowym Jorku wzbudziło ogólny aplauz i niczym niewymuszone
rzęsiste brawa. Chociaż nikt z obecnych na spotkaniu z Prezydentem RP do
końca nie był przekonany, co Lech Wałęsa chciał tak naprawdę powiedzieć.
San Donato Milanese, 28-10-2005