conejito13
08.11.05, 13:51
moj szef, ze slow szkoda (i paluchow). jakis miesiac temu kazal mi wysylac
pewne informacje do jednego nowego szefa, ktory wlasnie wtedy wszedl do
firmy. dzisiaj mnie pyta, kto mi kazal tamtemu info wysylac i ze to na pewno
nie on!!! no raju........ po prostu przyladowalabym mu syfiarzowi jednemu i
szkoda, ze nie mialam dyktafonu, to bym go nagrala jednego jebaka lesnego.
nie lubie przeklinac, no nie lubie. ale na niego nie ma slow. i tak jest
ciagle. zgubi gdzies albo zatraci jakies papiery i ze mu nie dalam, potem
wejde ja do niego i leza na biurku, tylko przelozone. co ja jestem k... mac,
mamusia jego czy jak, zeby mu szukac wszystkiego???!!! ten czlowiek nie
potrafi sie zwerbalizowac a potem zwala to na to, ze pewnie ja nie
zrozumialam po hiszpansku! ja?????? ja?????? nie zrozumialam????????? on
chyba kurnia olek nie rozumie, ze w tym biurze i tak jestem jedyna, ktora go
wogole kuma cokolwiek.!!!! normalnie takie zwalanie winy tak mnie doprowadza
do szewskiej pasji, ze nie macie pojecia. i wmawia mi i wmawia... no amok
jakis.
coz... szefa sie nie wybiera... wybierz pikera:(