Dodaj do ulubionych

Czy Twarzyści uprawiają

22.11.05, 13:18
jakieś sporty? Czy skaczą, pływają, fruwają, nurkują, pedałują, tańczą w
balecie, szusują, balansują, wiszą, podnoszą, itdddddd. Słowem, czy ruszają
się?
Obserwuj wątek
    • daria13 Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 13:26
      Kiedy ostatnio synek pytał mnie, jaki sport uprawiałam kiedy byłam w jego wieku
      (bo że teraz nie uprawiam, to wie), i odpowiedziałam mu, że szachy, to bardzo
      zdrowo się uśmiał. I taka jest wesoła prawda o moim uprawianiau sportu:)
      To samo dotyczy mojego zainteresowania się tą dziedziną życia - nul niestety.
      Pozdrawiam:)
    • griszah Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 13:34
      Ostatnio amatorsko tenis stołowy - z uwagi na moje kostki lubiące się skręcać
      to sport stosunkowo bezpieczny. Wszelkie piłki nożne, siatkówki (bardzo lubię),
      koszykówki (nie umiem) ze względu na potencjalną urazowość kończyn dolnych
      odpadają :(.
      A oto zagadka związana z dyscypiliną, którą kiedyś uprawiałem bardziej
      wyczynowo: co to jest rundak fiflak?
      Pozdrawiam.
      • mamarcela Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 13:37
        akrobatyka sportowa, albo cos pokrewnego

        mamarcela, której dziecko też to umie

        "od dzieciństwa lubiłem syreny"
        • quarantine Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 13:40
          Mamarcelo, wpadłam w podziw. Opowiedz coś.
          • mamarcela Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 13:43
            To jest odpowieź na post griszaha - patrz wyżej. To nie ja byłam ewą.
            A dziecko nr1 faktycznie, jak było młode to rundaki, salta i gwiazdy na
            wyrywki, ale jako podstawa do uprawianego judo. Były czasy, że po Kazimierzu
            chodziła za pomocą tego typu figur, bo p[odobnio wtedy komary mniej gryzły.
            :)

            "od dzieciństwa lubiłem syreny"
            • quarantine Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 13:44
              :)))))))))))))
        • griszah Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 13:42
          gimnastyka sportowa - byłem nawet kilka razy na zawodach a jedne z nich się
          nawet nie odbyły bo to było wtedy kiedy nie było również teleranka - dlatego
          pamiętam :). A jak się dziecko nauczyło? - samouk czy trenuje?
        • broch Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 13:49
          Aska gimnastyke sportowa uprawiala przez 5 lat. Oprocz figur i szpagatow, na
          rekach po linie do wysokiego sufitu potrafi sie wspiac (nozki poziomo). W sumie
          ciezki kawal chleba 4x w tygodniu po trzy godziny.
          • griszah Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 14:03
            Zgadza się, że ciężki. Kiedyś byliśmy na zgrupowaniu sportowym w górach i
            pamiętam jak "kradliśmy" chleb dla dziewczyn bo faceci mogli jeść ile im się
            podobało a dziewczyny miały limity żeby nie przytyć a trenowały tak samo
            intensywnie jak my albo nawet bardziej.
            • broch Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 15:03
              eeeeh.. no nieee
              ja myslalem ze to dla mnie ciezki kawalek chleba: :)))
              wyrwac sie z pracy zawiezc na zajecia, wrocic do pracy, po czym odebrac dziecko
              (4x w tygodniu). Robimy to na spolke z Ania tzn jedno zawozi, drugie przywozi.
              Inaczej nie wyrobilibysmy sie w czasie.
              • griszah Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 15:09
                Aaaaa. No tak - nie patrzyłem na o od tej strony :). To jeszcze przede mną.
          • mamarcela Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 14:06
            Dziecko nr1, zwane w dziecięctwie Julinkiem (szkoła dla cyrkowców), miało
            chwytne nogi więc od 3 do gdzies 11 roku życia wspinało sie na ściany domowe.
            Nie sposób było poruszać sie po mieszkaniu i nie natknąć sie na wiszące
            dziecko. Korytarzyk prowadzący do łazienki ma szerokość drzwi i tam dziecko
            wisiało najczęściej w pozycji jedna noga na jednej ścianie, a druga na drugiej.
            Wiszenie skończyło się, gdy dziecko nr1 zaczęło nabierać normalnych rozmiarów
            (wcześniej 28 kg w piątej klasie), ale rundaka nadal potrafi, choć nad wyraz
            niechętnie. Dziecko nr2 jest wielkim chłopem, jak na swój wiek, toteż raczej
            nie zwisa znikąd. Chodzi do szkoły sportowej więc rusza się dużo, ale z powodu
            braku motywacji do walki, nie odnosi wielkich sukcesów. Poza tym od wczesnego
            dzieciństwa jego ulubionym sportem jest czarowanie ludzi, a przede wszystkim
            kobiet wq każdym wieku. :)

            "od dzieciństwa lubiłem syreny'
    • nienietoperz Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 13:34
      Ruszali sie, teraz nie liczac pedalowania do pracy popadaja w stagnacje.
      Sportowo uprawiali troche bez sukcesow siatkowke, dlugo i po czesci z sukcesami
      brydza. Ale z tego wszyscy sie smieja tak jak z Dariowych szachow.
    • broch Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 13:39
      narty alpejskie w zimie, w lecie (czyli tutaj na okraglo) bieganie 3xtydzien 10km,
      w Polsce zagle. W mlodosci szermierka.
      Oczywiscie szybka jazda samochodem :))
      • griszah Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 13:48
        Fajnie pojechałeś w Grand Prix Makau. 2 miejsce. :))))
        • broch Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 13:52
          no coz, Grand Prix Makau to srednia krajowa chyba :))
    • blue.berry Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 13:48
      uprawiali
      plywanie (7 lat zawodniczo czy jakos)
      jazde na nartach
      konine
      koszykowke i siatkowke
      windsurfing (najnowsze ale juz zakonczone)

      aktualnie uprawiaja lezenie na kanapie
      • griszah Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 13:52
        W leżeniu na kanapie to jest spora konkurencja i dostać się do kadry czy na
        olimpiadę to marzenie ściętej głowy. No ale tak nie wyczynowo to też lubię.
        :)
        • nienietoperz Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 14:01
          Moze nie w lezeniu na kanapie, ale w innych dyscyplinach juz nie tak trudno. Moi
          koledzy z druzyny uniwersyteckiej siatkowej na wiesc o przyznaniu Olimpiady
          Londynowi zaczeli natychmiast szukac egzotycznych sportow olimpijskich. Chocby
          taka pilka reczna - na Wyspach gra w nia pewnie jakies 500 osob, a reprezentacja
          gospodarzy ma gwarantowany wystep na igrzyskach. Ci najmlodsi, kolo 20tki, nawet
          moga powaznie myslec o przekwalifikowaniu sie. Inna sprawa, ze duzo osob moze
          miec taki pomysl.
    • braineater Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 13:50
      Było dawno temu:
      gimnastyka - 3 lata
      tenis ziemny - też 3
      skałki - długo, aż spadłem łamiąc sobie nogi od tego czasu trzymam się z daleka

      jest:
      Rower - ale dużo bardziej jako środek transportu
      pływanie - ale tylko w wodach zamkniętych typu basen kryty a strzeżony
      wnerwianie ludzi:)

      A u Marysi bardzo długo był balet (od dzieciństwa do chyba 23 roku zycia)i
      jazda konna. Teraz ostał się rower i wnerwianie ludzi:)

      Natomiast od zawsze pogarda do sportow grupowych - nieznoszę.

      P:)
      • griszah Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 13:57
        braineater napisał:

        > A u Marysi bardzo długo był balet (od dzieciństwa do chyba 23 roku zycia)
        "Przecież znacie te balety, wszak w nich złego nie ma nic..."

        A co z tą gimnastyką - sportowa była? W jakimś klubie?
        • braineater Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 14:08
          ano niestety sportowa, w TKKF Sokół (się kojarzy paskudnie, nie?:). Trzy lata
          kieratu by z łamagi totalnej dojśc do robienia szpagatu i podciągania się na
          kółkach. Trzy lata strachu co drugi dzień, jaka torturę przewidziano na dziś
          (ulubiona [zresztą baletnica Marysia to również miała]to tzw. rozciąganie:
          leżysz sobie płasko na plecach, ręce za głową tzrymają najniższy szczebel
          drabinki, a nad toba stoi trener - 100 kilo na 2 metry faceta zakłada ci twoją
          własną nogę, za twoją własną głowę - tak by czubki palców dotknęły podłogi - a
          jak mięśnie zastane, to pan trener pomaga - dociskając tę noge własną masą. i
          tak 10 razy na przemian. Do dziś jestem zdziwiony, że nadal mam wszystkie
          drugorzędne cechy płciowe:)
          Generalnie fajny sport, ale na szczęście zacząłem palic fajki i przestałem mieć
          wyniki, co pozwoliło nam się rozstać za porozumieniem stron:P
          Jedyna zaleta tegoż wariactwa to ta, że łapy do dziś mam w miarę silne:)

          P:)
          • griszah Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 14:22
            No ja też wielkich wyników nie miałem a trenowałem w CWKS Legia (wszędzie
            wojacy). 4 latka. Rozciągania nie pamiętam za to zajęcia z choreografii z takim
            facecikiem w baletkach (no po prostu baletmistrzem). Trzeba było się wyginać
            przy poręczy i wymachiwać z gracją nóżkami pamiętając o tzw. obciąganiu stóp. W
            czasie treningu zresztą po raz pierwszy skręciłem poważnie nogę w kostce (i od
            tego czasu się to powtarzało) a stało się to przy skoku do dołu z ... gąbkami.
            Pozdrawiam.
            • braineater Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 14:26
              Dół z gąbkami to fajne było. Zawsze po ćwiczeniach na drążku należało weń z
              gracja wpaśc a potem się wygramolić:)
              Najbardziej chyba jednak nie lubiłem ćwiczeń na podwójnej poręczy. Wymyki,
              podmyki, zmiany rąk, nogi pobijane, piszczele na zewnątrz, pare razy człowiek i
              brodą zahaczył. Wrrrr
              Teraz za to sobie wyczynowo postanowiłem zapuścic brzuch i brodę:)

              P:)
    • quarantine Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 13:57
      Koniny próbowałam bezskutecznie. Pamiętam tylko siniaki na udach i jakiś
      problem ze złączeniem nóg. Teraz pływam. Kombinuję też z rolkami, ale odkąd
      młodsza córka złamała rękę na rolkach, mamy uraz.
      • mamarcela Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 14:08
        Moja też złamała ręke na rolkach w dzień swoich imienin zresztą i to skończyło
        jej karierę w judo. Po okresie przerwy urosła, zgłupiała (jak to nastolatki) i
        przestało jej się chcieć.

        "od dzieciństwa lubiłem syreny"
    • brunosch Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 14:10
      W dzieciństwie jezdziectwo jako platońska idea sportu, bo człowiek sobie chodzi
      na siedząco.
      Natomiast chętnie wezmę udział z mistrzostwach leżenia na kanapie. Do tego
      poproszę lampkę, książkę, papierosy, kubek i dzbanek z czymś do picia.
      • quarantine Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 14:14
        A można poleżeć bez współzawodnictwa?
        :)
        • griszah Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 14:32
          Można ale wtedy żegnajcie wieńce laurowe i uścisk dłoni pana Prezydenta. Bez
          współzawodnictwa Twoje leżenie będzie bardzo gnuśne a chodzi o to abyś dzięki
          sportowi nauczyła się pokonywać własną słabość, wzmocniła charakter. Po za tym
          ważna też są zasady fair play. Może wspłółleżącemu zdrętwieje kark i trzeba mu
          poprawić poduszkę. Jak mawiał poeta - by wespół w zespół...
          :)
    • crazy.berserker Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 15:07
      A i owszem - na rolkach szaleją wieczorami latem i wiosną, a zima i jesienia z
      lubością niesłychana moczą sie w basenie i grają w siatkówkę wodną. A i lubią
      pasywnie sobie wyczyny sportowe różne w gadającym okienku oglądać - boks i
      maraton i kolarstwo.
      • griszah Konkurs NOTS 22.11.05, 15:17
        crazy.berserker napisała:

        > i grają w siatkówkę wodną.
        Na razie moim zdaniem prowadzisz w konkursie na Najbardziej Odlecianego Twacza
        Sportowego. Komu jeszcze zdarzyło się wziąć udział w jakimś egzotycznym sporcie
        lub grze (niekoniecznie olimpijskim). Ja np. grałem w boule - polecam.
        • crazy.berserker Re: Konkurs NOTS 22.11.05, 15:21
          O matko i córko - a cóż to takiego - boule?, z czym to sie je?
          • braineater Re: Konkurs NOTS 22.11.05, 15:32
            z moich dziedzin:
            duca - (he, no kto wie, kto?:)
            kręgle - ale kręgielnia padła
            bilard na pieniądze (ale to nie sport jak dla mnie)
            zabawa w policjantów i złodziei z dresami i naziolami w centrum Katowic (ale to
            dawno temu:)
            więc do dziwnych dyscyplin mianuję duce:)
            P:)
            • mamarcela Re: Konkurs NOTS 22.11.05, 15:52
              Boule - kule popularna we Francji gra w kule, toż same albo bardzo podobne do
              włoskiej bocca (o ile się nie mylę, a znowu nie chce mi sie sprawdzać)
              Przebijam wszystkich - poker jako źródło zarobkowania i to bardzo dobrego
              zarobjkowania.
              :)

              "od dzieciństwa lubiłem syreny"
              • griszah Re: Konkurs NOTS 22.11.05, 15:54
                Blefujesz :)
            • griszah Re: Konkurs NOTS 22.11.05, 15:58
              duca - rzut pomidorem do podobizny Mussoliniego?
          • griszah Re: Konkurs NOTS 22.11.05, 15:52
            Rzuca się kulkami większymi do mniejszej. Czyja kulka na końcu jest bliżej
            mniejszej wygrywa. Ja grałem w to w ramach pikniku organizowanego przez firmę
            produkującą armaturę. Za kulki (duże i małe) robiły wnętrza zaworów kulowych.
            Ale chętnie kupiłbym sobie taki zestaw oryginalny tylko w polsce to trochę
            ciężko. Gra jest chyba francuska - wyobraźcie sobie taki obrazek z grupką
            starszawych Francuzów w berecikach z antenkami (ale nie moherowymi)z winkiem w
            dłoniach, rzucającą kulki - to właśnie to. A na pikniku z kumplem zajęliśmy II
            miejsce - a za pierwsze był wyjazd do Finlandii :(. Mieliśmy słabą technikę -
            turlaną a należy rzucać z nadgarstka.
            Pozdrawiam
            • mamarcela Re: Konkurs NOTS 22.11.05, 15:54
              Ja kupiłam w POlszcze w wersji mini - kulki szklane. Konkretnie we
              Władysławowie na ulicy ze trzy lata temu. :)
              Pozdrawiam.

              "od dzieciństwa lubiłem syreny"
            • mamarcela poker 22.11.05, 15:57
              Wówczas rzecz jasna. Dzieki temu to było opłacalne i to bardzo. Teraz na TWA
              nigdy. :)

              "od dzieciństwa lubiłem syreny"
              • nienietoperz Re: poker 22.11.05, 16:44
                Jeszcze sie Mammarcelo okaze, ze mamy wspolnych znajomych. Osobiscie w pokera na
                pieniadze nie gralem, wylacznie w brydza w celach szkoleniowych - na takie
                stawki, zeby nie mozna bylo duzo wygrac, ale zeby bolalo, kiedy sie przegra. W
                czasach studenckich to nietrudne.
                Niemniej jednak paru przyzwoitych brydzystow, w tym warszawskich, nie gardzacych
                zadna karciana forma zarobku, znam.
                • mamarcela Re: poker 22.11.05, 22:15
                  Niestety to "very old T-shirt" i od kiedy zostałam matką nigdy w żadne gry
                  hazardowe no, chyba, że na zapałki. Ale drzewiej bywało... I to broń Boże nie
                  miało nic wspólnego z hazardem. :) Wstyd sie przyznaj, ale granie na naiwności
                  facetów, ktorzy uważali, że dziewczyny nie umieją blefować.

                  dama pikowa zwana mamarcelą

                  "od dzieciństwa lubiłem syreny"
            • aaneta boule (bule?) 22.11.05, 16:18
              Czytałam o tej grze u Petera Malle'a, w jednej z jego książek o Prowansji, a
              może nie tylko w jednej, jako o ulubionej zabawie tambylców. Było tam też coś o
              wyścigach kóz, bardzo śmiesznie :)
              • broch Re: boule (bule?) 22.11.05, 16:55
                bardzo fajna gra: nawet do parzenia i sluchania zabawnych Francuzikow
                przezywajacych trafienia wlasnych kul :)
            • noida Bule do Griszaha 23.11.05, 16:51
              Ja mam bule, zabyłam za jedyne 59.99 (czy coś koło tego) w Decathlonie na
              Targówku. Są takie zwykle i niekolorowe, bo kolorowe kosztowaly wiecej. Także
              są do kupienia, a przynajmniej były.
              • griszah Re: Bule do Griszaha 24.11.05, 13:00
                To fajnie - zasugeruję rodzince prezent gwiazdkowy jakby się pytali czy mi
                kupić jeszcze jedną koszulę ;).
                Pozdrawiam.
    • eva.68 Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 16:15
      Nie będę oryginalna (bo wcześniej już o tym było)- sporty kanapowe należą do
      moich ulubionych dyscyplin.;) Generalnie nie lubię się męczyć (dotyczy to
      również prac fizycznych wszelakich). Zawsze tak miałam. I dobrze mi z tym. Na
      razie.
      :-)
    • kawa_malinowa Jeden, ale ekstremalny. 22.11.05, 16:29
      Życie.
    • staua Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 17:20
      W dziecinstwie lyzwiarstwo szybkie - wszyscy je uprawialismy, bo tor Stegny byl tuz kolo domu.
      Absolutnie nie mialam warunkow, zeby odniesc w nim sukces. Ale na lyzwach nadal jezdze dobrze i
      lubie :-) Lubie tez rolki.
      Poza tym moj ukochany sport to narty, nietkniete od przyjazdu do Stanow. Rower, podstawowy moj
      srodek lokomocji w Szwajcarii, tez nietkniety.
      Regularnie za to: joga i bieganie.
      Lubie sie zmeczyc fizycznie, potrzebne mi to do rownowagi jakos.
      • griszah Re: Czy Twarzyści uprawiają 23.11.05, 09:22
        staua napisała:

        > W dziecinstwie lyzwiarstwo szybkie - wszyscy je uprawialismy, bo tor Stegny
        byl
        > tuz kolo domu.
        Więc istnieje spore prawdopodobieństwo, że znamy się (chociażby widzenia) bo ja
        też jestem rodowity stegnianin. Może jeszcze chodziłaś do Sz.P. nr 212?
        Stegny rulez!
        • staua Re: Czy Twarzyści uprawiają 23.11.05, 15:56
          Nie, ja chodzilam do 292. Troche dalej mialam na tor niz Ty... Zobacz moje zdjecie tla monitora na
          Twarzach w watku Brocha!
          Ale oczywiscie znam sporo osob z 212.
          A wiesz, ze istnieje forum "Sadyba z przyleglosciami" obejmujace tez Stegny?
    • beatanu Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 20:26
      Mam wrazenie, ze kiedys juz o tym rozmawialismy...

      Plywanie über alles! Trenowalam przez piec lat jako dziecie, w krakowskim
      KS "Korona". Do tej pory lubie sie plawic, gdy chlodniej - na krytej plywalni,
      w lecie - we wszelkich akwenach wodnych :) Od lat dwóch biore udzial w mini-
      maratonie plywackim w jednej z rzek w Norlandii. Takie samoumartwianie ciala w
      wodzie RZESKIEJ (!) przez 3 kilometry. Uwielbiam, naprawde!

      Po zakonczeniu kariery plywackiej gralam przez pól roku w pilke reczna
      (chcialam w uwielbiana przeze mnie siatkówke alem za króciutka:(

      Od roku, oprócz plywalni odwiedzam systematycznie silownie i na razie strasznie
      mnie to rajcuje :)

      Ze "sportów" innych: popularna w lecie w Szwecji gra pt.kubb. Jak mnie
      odwiedzicie, to zagramy :)))
      www.kubbgame.com/
      Beata bez polskich znaków diakrytycznych
    • itek1 Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 21:07
      Bieganie 1km bez przerwy (systematyczne lato-zima, niekiedy but najchetniej w
      towarzystwie sympatycznego kundelka ).
      Rower gorski (rzadko w gorach) (w dziecinstwie rower niegorski- jak tak sobie
      zliczam to wychodzi mi, ze do chwili obecnej bylem posiadaczem ok.10 rowerow,
      pierwszy z nich mialem juz w wieku ok 2 lat).
      Nordic walking (ostanie moje hop-la-la)
      Pływanie basenowe i akwenowe (bywalem rowniez ratownikiem, aczkolwiek pierwszy
      kontakt z woda mialem dosc traumatyczny- w wieku 5 lat ojciec, swietny plywak
      postanowil, ze nauczy mnie plywac metoda ekstremalna, tzn. wypuszczajac na
      gleboka wode, oczywiscie pod kontrola, ale i tak sie balem jak diabli, ale sie
      nauczylem, bo nie mialem wyjscia).
      Zagle (mam patent sternika i wiele godzin rejsu za soba).
      Zjazdy na nartach (ostatnio dosc dawno nie praktykowane).
      Aikido (z grupa przyjaciol- 4 Kyu)
      Boks (w wieku nastu lat, bardzo krotko).
      Strzelanie z pistoletu pneumatycznego (dobry relax-polecam).
      • beatanu Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 21:15
        itek1 napisał:
        > Nordic walking (ostanie moje hop-la-la)

        Czyli "zaraza" juz sie rozprzestrzenila na kontynent...

        :)))
        • itek1 Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 21:16
          Abolutnie nie- ludzie wolaja na mnie- Malysz, gdzie narty podzales:)
          • beatanu Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 21:32
            itek1 napisał:

            > Abolutnie nie- ludzie wolaja na mnie- Malysz, gdzie narty podzales:)

            Ciekawe. Bo myslalam, ze wszyscy zdazyli zauwazyc, ze Malysz bez kijków wlasnie
            skacze :) Ale moze przerzucil sie na biegówki, co ja tam wiem tutaj za morzem...

            B nieuprawiajaca chodzenia z kijkami, zreszta bez kijków tez nie :( Roweruje
            wszedzie i zawsze...

      • staua Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 21:55
        Itek - 1 km? To typo?
      • staua Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 21:56
        Tzn. sorry, jesli biegasz szybko, to rozumiem.
        • itek1 Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 22:07
          Wiesz, z reguly biegam po stadionie,a taki dystans + odpowiednie tempo biegu
          odpowiada mi bardzo. Dluzsze bieganie jest w takich okolicznosciach (stadion)
          dla mnie nudne:), a krotsze tez jest nie dla mnie.
          • staua Re: Czy Twarzyści uprawiają 22.11.05, 23:17
            Ja tez biegam po stadionie, 400m obwodu, bo wtedy moge sobie liczyc, ile przebieglam. Na okol
            biegam miedzy 3 a 4 km, podejrzewam, ze duzo wolniej od Ciebie, no i bez pieska!
            Biegajac rozmyslam na ogol o roznych rzeczach, porzadkuje sobie w glowie plany i ostatnie
            wydarzenia. To samo robie, jak plywam (to drugi moj ulubiony sport z rodzaju automatycznych- po
            poczatkowych powiedzmy trzech minutach wlacza mi sie autopilot i moge plywac czy biegac ile chce).
            Moj maz nie rozumie tego, on byl sprinterem i biega na rekordy, w wodzie skacze i plywa krotkie
            dystanse, zupelnie inaczej. Stad po pierwszym refleksie moj drugi post do Ciebie powyzej.
    • marquis Re: Czy Twarzyści uprawiają 23.11.05, 01:20
      Uwielbiam pływać, ale nie na basenach. Bardzo lubię pedałować, niestety obecnie
      nie posiadam bicykla :( W zasadzie jedyny "sport" jaki uprawiam to codzienne
      marsze po mieście, uczelni i salach wykładowych ;) A w lecie chętnie wybieram
      się na wycieczkę w Karkonosze.
    • dr.krisk Owszem.... 23.11.05, 04:11
      Mam dwa rowery: gorski i trekkingowy, zamierzam sobie zlozyc szosowy. na
      rowerze jezdze caly rok, dla rekreacji i zeby sie umeczyc tez. Ostatni grosz
      wydam, ksiazki upatrzonej sobie odmowie, aby tylko jakas czesc rowerowa albo
      inny element ekwipunku kupic!
      Plywam zawziecie i dlugotrwale w akwenach otwartych. Mam wtedy wreszcie czas i
      spokoj aby pomyslec.
      Biegam na nartach - polecam, cos wspanialego! Zima, swiezy snieg, a my do
      plecaka termos z herbata, kanapki, narty na nogi i w las!! A jak przyjemnie
      jest rozpalic sobie ognisko, popijac herbate i grzac obolale stopy...
      Przezornie nie zabieram ze soba piersioweczki.
      Gram tez w troche w tenisa, biegam (jeszcze ze dwa lata temu robilem codziennie
      10 km po lesie, ale choroba skutecznie przerwala te brewerie).
      Marze o triathlonie - to sport dla mnie.
    • kwiecienka1 Re: Czy Twarzyści uprawiają 23.11.05, 13:31
      hmmmm,
      znamy się już dość długo i może dlatego (w miarę) bez oporów mogę wyznać wam
      pewną tajemnicę... proszę nie się śmiać, no, przynajmniej nie na głos...

      otóż, ja, Kwiecienka, dziewczę prawie dwudziestosześcioletnie, jestem chyba tak
      naprawdę jedną z niewielu osób na świecie, które w życiu nnie siedziały na
      rowerze... proszę nie parskać! to nie moja wina! chyba...
      no, a teraz czuję się już za stara na nauki... jeszcze by ktoś zobaczył...

      poza tym wstydliwym brakiem doświadczenia mogę wymienić:
      * pływanie (efekt szkoły podstawowej z własnym basenem)
      * siatkówka (efekt lenistwa pani od wuefu - jedyne co robiłyśmy na wuefie przez
      całe liceum to siatkówka i ewentualnie bieganie)
      * badminton (taka tam sekcja w podstawówce)
      * taniec hmmm ludowy (studencki zespół pieśni i tańca, wymiar kary: 3 lata,
      okres odbywania kary: 3 razy w tygodniu po 4h baletów, podskoków i hołubców)

      teraz bardzo dużo chodzę bo pracuję między innymi w firmie, która jest w
      strefie ekonomicznej, czyli z dala od cywilizacji (a autka nie mam)
      na kondycję nigdy nie narzekałam i nie narzekam
      pozdrawiam
      Kwiecienka Może Troszkę Wysportowana
      • beatanu o nauce jazdy na rowerze i filmie pewnym 23.11.05, 15:04
        kwiecienka1 napisała:
        > otóż, ja, Kwiecienka, dziewczę prawie dwudziestosześcioletnie, jestem chyba
        >tak naprawdę jedną z niewielu osób na świecie, które w życiu nnie siedziały na
        > rowerze... proszę nie parskać! to nie moja wina! chyba...
        > no, a teraz czuję się już za stara na nauki... jeszcze by ktoś zobaczył...

        Kwiecieńko Kochana! Nie parskam, tylko proponuję 1. wizytę w kinie i obejrzenie
        filmu (szwedzkiego zresztą) pt. "Jak w niebie". Co chwilę mi tutaj reklama
        przed łoczętami się wyświetla, więc wiem już, że premiera ( w Polsce
        oczywiście) 25 listopada. Film bardziej jednak amerykański niż skandynawski (w
        schemacie, patosie, i takim ogólnym halluja!) ale obejrzeć warto coby a)
        pejzaże piękne szwedzkie pooglądać b) mowy i pieśni szewdzkiej pięknej
        wysłuchać c) obejrzeć jedną z piękniejszych scen, kiedy to pan w okolicach
        czterdziestki (?) uczy się jeździć na rowerze. Udając, że umie, bo wstyd mu
        ciut przed tubylczą ludnością. d) popłakać tak ogólnie (Aneta zaświadczy, bo
        film widziała na warszawskim festiwalu). Polecam więc, chociaż dzieło to
        wybitne nie jest...

        2. Zrobić tak jak ten pan w filmie. Bo on się w końcu nauczył :)

        Pozdrawiam Dubravkowo Ugresicowo (bo czytam właśnie nomem omen "Czytanie
        wzbronione" i jestem świeżo po wysłuchaniu bardzo pozytywnej recenzji
        (radiowej) najnowszej powieści pani U. "Ministerstwo bólu", która to powieść
        ukazała się parę dni temu w księgarniach tutejszych.
        B
        • aaneta Re: o nauce jazdy na rowerze i filmie pewnym 23.11.05, 15:48
          Aneta niniejszym zaświadcza i oświadcza, że nie można oglądać samych wybitnych
          filmów, sympatyczne też warto :)
          • griszah Wybitny, sympatyczny i o rowerach 23.11.05, 15:51
            czyli "Trio z Belleville" - ale pewnie wszyscy już widzieli.
            Pozdrawiam.
            • braineater Re: Wybitny, sympatyczny i o rowerach 23.11.05, 15:57
              Trio z B:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28749&w=25279703&a=25766396
              i parę postów poniżej:)
              • griszah Re: Wybitny, sympatyczny i o rowerach 23.11.05, 16:23
                Tak jak myślałem - widzieliście. Prawdziwy łyk świeżego powietrza po Disneyu.
                Pozdrawiam.
            • beatanu Re: Wybitny, sympatyczny i o rowerach 23.11.05, 16:13
              griszah napisał:

              > czyli "Trio z Belleville" - ale pewnie wszyscy już widzieli.
              > Pozdrawiam.

              Pozdrawiam również i oświadczam, że filmu "Trio z B" nie widziałam.
              A film "Jak w niebie" jest nie tylko o nauce jazdy na rowerze. Tylko tak dla
              porządku wyjaśniam :)
          • beatanu Re: o nauce jazdy na rowerze i filmie pewnym 23.11.05, 16:09
            :-))))

            B
            • beatanu Re: o nauce jazdy na rowerze i filmie pewnym 23.11.05, 16:10
              To miało być pod postem Anety...

              jeszcze raz:

              :-)))))
              B
      • dr.krisk No i bardzo dobrze! 23.11.05, 16:11
        kwiecienka1 napisała:

        > otóż, ja, Kwiecienka, dziewczę prawie dwudziestosześcioletnie, jestem chyba
        tak
        >
        > naprawdę jedną z niewielu osób na świecie, które w życiu nnie siedziały na
        > rowerze... proszę nie parskać!
        Po pierwsze - no i bardzo dobrze! KrisK na przyklad nie umie jezdzic na nartach
        zjazdowych: to znaczy nie wiem czy nie umiem bo nigdy zjazdowych na nogach nie
        mialem...... A co to, mus jakis?
        Po drugie - nauczyc sie warto, bo to wielka frajda. Choc jak mieszkasz w duzym
        miescie, to znacznie mniejsza. Ale zimowa wycieczka rowerowa przez osniezony
        las nad calkowicie zamarzniete jezioro???? Cos wspanialego!
        • beatanu Re: No i bardzo dobrze! 23.11.05, 16:22
          dr.krisk napisał:
          KrisK na przyklad nie umie jezdzic na nartach
          >
          > zjazdowych: to znaczy nie wiem czy nie umiem bo nigdy zjazdowych na nogach
          nie
          > mialem...... A co to, mus jakis?

          Jezus Maryja, a myślałam, że tylko ja tak mam! Też nigdy nart zjazdowych nie
          założyłam, bardzo programowo zresztą ( a w Krakowie, ze względu na bliskość gór
          mus niejaki istniał, przynajmniej w kręgach pewnych ;) - bo ja się boję
          zjeżdżać z górki!!! Jako maluch wyrżnęłam głową w cement pod stromą zjeżdżalnią
          i... chyba od tej pory mam uraz? No, uraz do nart i górek a niekoniecznie
          trwały uraz mózgu.

          Od kilkudziesięciu (!) lat powtarzałam, że ostatnią rzeczą, którą zrobię,
          będzie przekłucie sobie uszu i próba zjazdu na nartach... I chyba obietnicy
          dotrzymam :) Ja wolę bez dziur i po płaskim....

          B
          • nienietoperz Re: No i bardzo dobrze! 23.11.05, 16:32
            Jest jeszcze jeden powod unikania nart zjazdowych. Kiedy juz sie znajdzie w
            gorach zima, to zamiast pakowac sie w olbrzymia kolejke osob w blyszczacych
            plastikowych kombinezonach, czesto (podobno) bedac skazanym jeszcze na sluchanie
            najnowszych przebojow dyskotekowych, mozna zawsze zalozyc porzadne buty, cieple
            ubranie, potupac w miejsce wolne od wyciagow, tloku i podziwiac szczyty
            czystsze, grozniejsze, piekniejsze i pustsze niz kiedykolwiek indziej.

            Zawsze bede pamietac zimowe poranne wchodzenie na Czerwone Wierchy z
            Koscieliskiej, walesanie sie po Gasienicowej w swiezym sniegu grubym na poltora
            metra, tydzien spedzony w odcietym niemal od swiata 'Odrodzeniu' w Karkonoszach,
            czy mniej dziki, ale niemniej szalony pobyt w Hawiarskiej Kolibie w Gorcach...
            Nikt mnie nigdy do zjazdowek nie namowi.
            Wasz
            nienietoperz
            • griszah Re: No i bardzo dobrze! 23.11.05, 16:50
              Wiesz - gdyby jeszcze procent czasu, który przypada na samą jazdę z górki nie
              oscylował koło 10 to ja mógłbym się do nart przekonać. A tak to 90% czasu
              stoisz w kolejce i wkurzasz się, że ona puchnie bo połowa ludzi się wciska na
              krzywy ryj (bo tu nam znajomi zajęli). Tak więc po dwóch próbach bycia
              Herminatorem dałem sobie spokój. I masz rację - dobre, nieprzemakalne butki,
              polar i "w góry, w góry miły bracie, tam przygoda czeka na cię".
              Pozdrawiam.
              • mamarcela Re: No i bardzo dobrze! 24.11.05, 10:22
                Tez jestem z frakcji chodzących po górach w zimie. W młodosci robiłam to wręcz
                z pewna pogardą dla tych, co to się męczą na nartach.
                Przygoda z serii Różnych Takich Co To Się Niektórym Przydarzają:
                Kiedyś schodziłam z Krzyżnego wpatrzona w grupę narciarzy trenujących ood okiem
                instruktora niedaleko schroniska na Gąsienicowej. I wtedy poślizgnęłam sie na
                kępce oblodzonej trawy , przewróciłam się i zaczęłam zjeżdżać na brzuchu w dół.
                Kolega, który był parę metrów przede mną, usiłował mnie przytrzymać, gdy
                przejeżdżałam koło niego, ale mu się nie udało. Sam przeleciał parę metrów i
                zahamował, a ja jechałam dalej. Bardzo wolno i głową w dół. W ogóle sie nie
                bałam i trochę śmiać mi się chciało, bo ci wszyscy narciarze mieli głupie miny
                i rozdziawione gęby. A potem sie zatrzymałam. Zupełnie nie wiadomo czemu sie
                zartrzymałam, bo zgodnie z prawami fizyki powinnam chyba lecieć dalej. Kiedy
                sie zatrzymałam to zaraz wstałam, bo mi było wstyd, że tak głupio lecę i
                zobaczyłam tego kolegę jak siedzi wiele metrów wyżej i zakrywa oczy dłońmi -
                chyba nie chciał patrzeć na moje zwłoki. A ci tam na dole zamknęli rozdziawione
                paszcze równocześnie jak na komendę. okazało się, żer absolutnie nic mi się nie
                stało, tylko przepona troche mnie bolała, bo miałam w kieszeni na brzuchu
                paczkę krówek, które podczas jazdy nieco się we mnie wbiły.
                Podejrzewam, że to cudowne ocalenie zawdzięczam niewielkiej wadze i szorstkiej
                kurtce. Ale najdziwniejsze jest to, że to wszystko działo się w takim strasznie
                wolnym tempie (oczywiście subiektywnie). W tej grupie narciarzy (widziałam ich
                przedtem w schronisku) był znany aktor K.M. i mnie starczyło czasu, żeby
                odszukać go i stwierdzic, że też ma rozdziawiona japę.
                A przeciez to są ułamki sekund. Podobne uczucie miałam jadąc w styczniu tego
                roku na masce mercedesa i zastanawiając się bardzo długo, czy jak spadnę z tej
                maski to zostanę przejechana, czy też nie. Ciekawa jestem, czy to zawsze się
                tak strasznie długo dzieje, czy tylko wtedy, gdy cała sprawa kończy się dobrze.

                "od dzieciństwa lubiłem syreny"
                • nienietoperz Re: No i bardzo dobrze! 24.11.05, 12:40
                  Moj zjazd zimowy beznarciany zakonczyl sie dosc szczesliwie, choc nie do konca
                  tak bezbolesnie jak Mamarceli. Wybralismy sie we dwoch z wspomnianego wyzej
                  karkonoskiego 'Odrodzenia' w kierunku Sniezki. Po przejsciu mniej wiecej
                  kilometra jak barany proste zdecydowalismy, ze pora wracac, bo mgla straszna,
                  slisko bardzo i ogolnie malo przyjaznie. Dlaczego jak barany? Otoz gdybysmy
                  grzecznie przedzierali sie przez snieg, lod i cokolwiek jeszcze dalej, nie
                  kusiloby nas na pewno, zeby na chwile sobie usiasc (skoro i tak wracamy...).
                  Okazalo sie, mniej wiecej w tej samej chwili kiedy usiadlem, ze skadinad cieply
                  i wygodny kombinezon, ktory mialem na sobie, ma znikomy wspolczynnik tarcia,
                  zarowno statycznego (zjazd zaczal sie natychmiast), jak i dynamicznego (predkosc
                  szybko rosla). Wszystko dzialo sie dosc szybko, nie bylo nic widac - dopoki po
                  kilkudziesieciu sekundach z mgly nie wylonily sie, w odleglosci kilku metrow,
                  pierwsze sosenki. Zimna krew (a co!) pozwolila wycelowac w pierwsze drzewko
                  policzkiem, w odroznieniu od karku. W efekcie straty ograniczyly sie do
                  rozbitego policzka plus zerwanego stawu kolanowego (to drugie znacznie
                  bardziej przykre).
                  W nagrode zostalem pozniej przez ratownika zwieziony na toboganie przez las do
                  cywilizacji. Goraco polecam (jazde na toboganie, nie wypadki do niej
                  prowadzace). Wycieczka nastepnego lata pozwolila ocenic dlugosc zjazdu (od
                  grzbietu do sosenek) na 200-300 metrow.
                  • griszah Re: No i bardzo dobrze! 24.11.05, 13:50
                    Osobiście nie próbowałem wyczynowych zjazdów na tyłku ale mój szwagier chcąc
                    skrócić sobie drogę z Kasprowego do Murowańca zjechał zimą żlebem (chyba obok
                    czarnego szlaku). Jak opowiadał, już po chwili jazdy okazało się żadne
                    hamowanie nie pomaga. Chyba cudem nie władował się na jakąś skałę ale kiedy w
                    szoku doczłapał się do Murowańca to ciągnął za sobą strumyczek krwi z
                    rozwalonej ręki. No i zaliczył lot helikopterem. Jak jesteśmy w okolicach
                    Kasprowego lubimy zgadywać którym żlebem jechał :)
                    Pozdrawiam.
                    • stella25b Re: No i bardzo dobrze! 24.11.05, 17:36
                      To o czym mowicie to w kregach wspinaczy znane jest jako "dupozjazd". Stosuje
                      sie nagminnie w czasie schodzenia po skonczonej drodze, czyli po wspinaniu.
                      Tylko, ze w czasie jazdy w dol trzymasz w rekach czekan,gdyz osiagajac predkosc
                      swiatla mozna jeszcze przewrocic sie na brzuch i hamowac nim.
                      • beatanu o zimowych górskich wędrówkach 24.11.05, 18:51
                        Podziwiam Was, łażących i wspinających się po górach/skałkach zimową porą! Nie
                        wiem, czy kiedykolwiek miałabym tyle odwagi... Zawsze mogę powiedzieć, że nie
                        lubię zimy, że nie lubię marznąć (a ciekawe kto lubi?) - ale powodów nie-
                        wędrowania po górach w zimie jest na pewno więcej. Chociażby fakt, że nikt w
                        rodzinie, ani wsród przyjaciół nie ma takich zapędów. Właściwie nigdy nie
                        widziałam ośnieżonych gór i dolin na żywo. Bo pokryte śniegiem szczyty w lecie,
                        to przecież coś zupełnie innego...

                        Dla mnie góry istnieją tylko w lecie... I w Polsce, obłażone dość porządnie
                        Karkonosze i Beskidy maści wszelkiej (Tatry bardzo słabo, prawie tyle, co nic),
                        ciut Bieszczady. W Szwecji - ciągle jeszcze sporo przede mną. Ale właśnie tutaj
                        zastosowałam świadomy "dupozjazd" krzycząc z radości jak dziecko, bo to
                        niesamowite uczucie - 25 stopni w powietrzu, słoneczna sierpniowa żarówa i
                        zlodowaciały jęzor śniegu na zboczu. Dlaczegoż mieliśmy schodzić ze szczytu,
                        kiedy można było się poślizgać?

                        Nikomu nic się nie stało :)
          • dr.krisk Narty zjazdowe... 23.11.05, 16:37
            Jakos tez mnie do nich nie ciagnie. Same niewygody: trzeba "jechac na narty",
            co oznacza mnostwo przygotowan, pakowanie, telefony, oplaty - same meczace i
            nieprzyjemne zajecia. Jedziemy potem (zima!!! Slisko! Ciemno!) do jakiegos
            stromego miejsca, z trudem znajdujemy lokum, i potem dajemy sie wciagnac na
            jakas stroma gore zeby z niej pedem zjechac..... W trakcie zjazdu jedyna
            przyjemnosc to wydzielajaca sie adrenalina, bo o zadnym podziwianiu okolic,
            refleksjach parafilozoficznych mowy nie ma! Jak mamy szczescie, to sie nie
            zabijemy/polamiemy/potluczemy i wracamy do domu (znowu podroz zimowymi
            szlakami...brr..). Jak nie mamy szczescia to znaczy ze mamy pecha i nas do domu
            przywoza.
            Tak to sobie wypobrazam przynajmniej. A narty biegowe to niezaleznosc od
            wyciagow, tras, schronisk, skipassow itp.
            • noida Re: Narty zjazdowe... 23.11.05, 17:08
              Ja jak wszyscy już wiedzą "uprawiam" Tai Chi. Bardzo przyjemny sport.

              Niegdyś jeździłam konno, ale od kiedy spadłam i prawie sobie płuca odbiłam to
              przestałam.

              A oprócz Tai Chi uprawiam właśnie narciarstwo zjazdowe. W kolejkach co prawda
              stać nie lubię, ale jeżdżę poza sezonem, więc nie jest tak źle. Poza tym mam
              chyba taki fetysz- w strojach narciarskich wszyscy faceci wydają mi się z 10
              razy ładniejsi ;-) Więc sobie ich podziwiam, jak z nimi stoję w jednej z
              kolejek. Potem podziwiam widoki z wyciągu. A potem zjeżdżam, adrenalina mi
              skacze, jeżdżę dobrze, więc samopoczucie mi się poprawia. I oto chodzi :-)
    • kwiecienka1 o Dubravce 23.11.05, 20:41
      mały off-topic o Dubravce:
      "Ministerstwo bólu" po polsku ukaże się dopiero w kwietniu 2006, ale ja mam już
      je za sobą bo pracowicie spędziłam te 6 tygodni penetrując chorwackie
      księgarnie :-)))
      podobała mi się ta książka choć przyznam, że "Czytanie wzbronione" podobało mi
      się bardziej, no, ale z Dubravki to najbardziej podobała mi się "Kultura
      kłamstwa"
      no i wogóle całą Dubravkę zawsze polecam
      pozdrawiam
      Kwiecienka Dyplomowana Kroatystka
      • stella25b Od lat 24.11.05, 09:37
        uprawiam alpinizm. I to w wydaniu skalkowym i alpejskim i bylo tez himalajskim.
        Zarowno zima jak i latem czepiam sie skaly i mkne w gore;)
        Narty zjazdowe to narodowy sport w naszej rodzinie. W styczniu mamy zamiar
        postawic na deskach Mlodszego. Zakupilismy dla niego juz sprzet, chociaz buty
        mielismy po Starszym, to niestety w tym sezonie bylyby dla Mlodszego jeszcze
        duzo za duze. Tak wiec nie w czerwonych (jak Superman- tak twierdzil Duzy)
        tylko w niebieskich butach stanie Mlodszy na swoich nartkach.
        W mlodosci i w dziecinstwie trenowalam szermierke w Palacu Mlodziezy. Byly to
        czasy kiedy Palac preznie dzialal jako placowka sportowo- kulturalna dzieci i
        mlodziezy i jego wychowankowie zdobywali liczne nagrody w kraju i za granica.
        Tez i szermierka wtedy swiecila swoj triumf zarowno we florecie kobiet jak i
        szabli mezczyzn, Palac uzyskal kilkakrotnie zloto w mistrzostwach Polski.
        Osobiscie bylam wicemistrzynia Polski juniorow. Pozniej mialam kontuzje kolana
        i zakonczylam te bylskotliwa kariere;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka