kawa_malinowa
27.12.05, 12:03
Kumpel przysłał mi smsem liste swoich postanowien noworocznych:
1. znalexc milosc zycia
2. nie popasc w alkoholizm :)
3. dostac literackiego nobla...
Zaczęłam się nad tą magią postanowień zastanawiać i utwierdziłam się w
przekonaniu, ze chyba nie warto sie zmuszac, zeby sobie cokolwiek obiecywac.
Bo, jak znam siebie, to i tak nic z tego nie będzie. Coś sobie obiecam (a
poza tym co ja sobie mogę obiecać: i tak chudnę, fajek nie chce rzucać, więc
nie bardzo mam o czym myśleć, co nie znaczy, że się lubię), a potem będę to
odkładać do każdego kolejnego jutra, albo złamię się przy pierwszych
problemach. Szkoda nerwów.
A poza tym - pewnych rzeczy nie postanowic. Można się starać, gryźć palce i
czekać...
k.