christopher_frank
05.01.06, 11:53
Jak już powiedziałem w wątku o kościele - pochodze ze wschodu kraju, co w
znaczący sposób ukształtowało wiele moich cech. Między innymi uznaję święte
prawo gościnności. Gość w dom, Bóg w dom - chociażem niewierzący.
Tymczasem ostatnio odwiedziłem kilka osób mieszkających na tzw. strzeżonych
osiedlach. Żeby wejść musze sforsować: bramę ze strażnikiem, jedną furtkę z
domofonem, drugą furtkę z domofonem, przy trzecim domofonie w drzwiach 9a i
czwarty się znalazł w jednym przypadku) zaczynam się irytować. Dla mnie to
sygnał, że mnie tu nie chcą, skoro tak sprawdzają. Podświadomie tak to
odbieram.
Miejsc dla samochodów gości nie ma, bo wszystkie powykupowane przez
mieszkańców i poblokowane zmyślnymi słupkami.
Heca nie konczy się na tym, bo przy wyjściu - w dwóch przypadkach na trzy -
nie moge sforsować ogrodzenia. Albo musze po raz kolejny i kolejny dzwonić
żeby mnie wypuścili, albo nie ma w ogóle domofonu. Jest czytnik do kart
magnetycznych nur fur mieszkańcy.
Nie podoba mi się idea odgradzania się. Nie chciałbym wychowywać dziecka w
miejscu, gdzie realne mury dodatkowo stawiają mury mentalne.