Dodaj do ulubionych

święte prawo gościnności

05.01.06, 11:53
Jak już powiedziałem w wątku o kościele - pochodze ze wschodu kraju, co w
znaczący sposób ukształtowało wiele moich cech. Między innymi uznaję święte
prawo gościnności. Gość w dom, Bóg w dom - chociażem niewierzący.
Tymczasem ostatnio odwiedziłem kilka osób mieszkających na tzw. strzeżonych
osiedlach. Żeby wejść musze sforsować: bramę ze strażnikiem, jedną furtkę z
domofonem, drugą furtkę z domofonem, przy trzecim domofonie w drzwiach 9a i
czwarty się znalazł w jednym przypadku) zaczynam się irytować. Dla mnie to
sygnał, że mnie tu nie chcą, skoro tak sprawdzają. Podświadomie tak to
odbieram.
Miejsc dla samochodów gości nie ma, bo wszystkie powykupowane przez
mieszkańców i poblokowane zmyślnymi słupkami.
Heca nie konczy się na tym, bo przy wyjściu - w dwóch przypadkach na trzy -
nie moge sforsować ogrodzenia. Albo musze po raz kolejny i kolejny dzwonić
żeby mnie wypuścili, albo nie ma w ogóle domofonu. Jest czytnik do kart
magnetycznych nur fur mieszkańcy.
Nie podoba mi się idea odgradzania się. Nie chciałbym wychowywać dziecka w
miejscu, gdzie realne mury dodatkowo stawiają mury mentalne.
Obserwuj wątek
    • hedonista.oswiecony Grzeczni, ale obok siebie 05.01.06, 12:23
      aż mnie uśmiechnąłeś na ten temat. Swego czasu taki tekst na tę okoliczność
      popełniłem bo też tego cholernego grodzenia nia lubię:

      Grzeczni, ale obok siebie - czy to określenie nie opisuje sposobu w jaki
      zamieszkujemy świat? Czy nasza cywilizacja nie ewoluuje w kierunku monad? Czy
      stale rosnąca ilość singli nie oznacza takiego kierunku?
      Ryszard Kapuściński opisał w Hebanie lokalną demokrację afrykańską. Ludzie
      zbierają się pod drzewem i dyskutują nawet całą noc, głos każdego jest
      wysłuchiwany po wielokroć aż do osiągnięcia porozumienia. Czyż nie tęsknimy za
      takim światem?
      Od razu włącza mi się "rozsądne" myślenie, że taki stan idealny możliwy jest
      tylko w izolacji od wielkiego świata itd. itp.

      Dlaczego od razu kasuję własne pragnienia?

      Mieszkałem kiedyś na Gocławiu. Nowy blok, ochrona, wszystko ładne, piękne i
      posprzątane. Poszedłem z dzieckiem do nowego ogródka z nowymi zabawkami,
      czystym piaskiem gdzie wszyscy rodzicie bardzo pilnowali, aby każde dziecko
      bawiło się tylko swoimi zabawkami. Zostawienie przypadkiem zabawki w
      piaskownicy oznaczało jej bezpowrotną stratę. Wszyscy byli tacy grzeczni, ale
      obok siebie.
      Potem się przeprowadziłem na Grochów. Ten odrapany, ze stojącymi pijaczkami pod
      sklepem, z dziurawymi podwórkami, gdzie po deszczu zostają wielkie kałuże,
      gdzie budynki są, co najwyżej cztero piętrowe i gdzie prócz emerytów mieszka
      stado kotów i gołębi. Moje dziecko już pierwszego dnia miało koleżanki i
      kolegów. Oblegli ją wszyscy i popędzili na trzepak i do piaskownicy. Do
      piaskownicy gdzie można było bez obaw zostawić grabki czy foremkę i gdzie one
      na drugi dzień wciąż leżały.
      Teraz szukam mieszkania z podwórkiem. Mieszkania gdzie telewizja i centra
      handlowe nie zabiły do szczętu kontaktów z sąsiadami, gdzie dzieci z bram się
      znają i wspólnie "nudzą" na trzepaku, grają w chowanego i stłuką czasem okno
      grając w piłkę tam gdzie jest to niedozwolone.
      A może takich miejsc już nie ma poza moją pamięcią sentymentalną?
      • care_5 Re: Grzeczni, ale obok siebie 05.01.06, 13:32
        Mowie wam chlopcy nie ma to jak miec dom na wsi.. no moze nie takiej jak w w
        tekscie "wsi spokojna wsi wesola" ale nadal nazywaja to wsia pomimo ze jest
        kanalizacja i gazaciagi.. No coz. mam to szczescie a i moje dzieci .. ze maja
        spore podworko wielkiego psa wlasna piaskownice.. latem sporo zieleni ..a
        jednoczesnie..wszedzie blisko.Wiecie ja w bloku pomieszkuje jak jestem u tz..
        przerazaja mnie odglosy za scian ..- kiedys w Glogowie slyszalam jak sasiadka
        wyzywala na swoje dziecko..(ma maju ja nie znam nawet takich slow).. aw Lodzi..
        mieszkalismy na Balutach.. jednak w takim fajnym bloku ze nawet ja pomimo ze
        obca spotykalam sie z zyczliwoscia innych.. \obcy faceci mowili dzien dobry ..
        pytali jak minela mi droga i czy na dlugo przyjechalam.. wiec.. sa jeszcze
        fajne miejsca:))Ale te miejsca kreujemy MY
      • sereni Re: Grzeczni, ale obok siebie 05.01.06, 17:15
        Zawsze dobrze, gdzie nas nie ma.
        A ja bym chciała mieszkać na takim zamknietym osiedlu i najlepiej na 30
        pietrze :) Tak,żebym nie wiedziała kto mieszka obok, żeby sąsiad nie
        interesował się czy przyjmuje księdza i jaki mam ostatni rachunek za prąd i czy
        przypadkiem nie wracam za późno do domu, o.
        • christopher_frank Re: Grzeczni, ale obok siebie 05.01.06, 17:41
          Nigdy nie mieszkałem na strzeżonym osiedlu, znam je tylko jako gość. Tylko od
          razu zastanawiam się czego ci ludzie tak się boją. Świata? Czy przypadkiem nie
          sądzą, że facet machający rozpaczliwie rękami na poboczu chce ukraść ich
          samochód jeśli tylko zatrzymają się? Czy sąsiadka pytając o zdrowie nie knuje
          aby czegoś? Czy znajomy, który dzwoni niby bez celu przypadkiem nie chce
          pożyczyć kasy? A potem pewnie nie odda i jeszcze obgada za plecami.
          Stawianie murów nie kończy się na postawieniu ogrodzenia wokół osiedla.
          A mój znajomy skomentował to krótko "tam zawsze same buraki mieszkają" :)
    • oliwka_to_ja Re: święte prawo gościnności 05.01.06, 19:02
      O, nie! Na znak, któremu sprzeciwiać się będę.

      Jak najbardziej -
      • hedonista.oswiecony Re: święte prawo gościnności 05.01.06, 19:05
        mnie grodzenia jednak zniechęcają. Kupujesz takie mieszkanie z garażem
        podziemnym. Wsiadasz do samochodu rano i jedziesz do kolejnego garażu
        podziemnego w pracy, potem ew. do centrum handlowego gdzie parkujesz pod ziemią
        i wracasz do domu do garażu podziemnego. Nagle przestajesz mieć kontakt z
        kimkolwiek przypadkowym, spoza kręgu. Miasta zamieniają się w fortece
        poprzecinane wielopasmowymi jezdniami, a jedyny kontakt z innym światem to
        żebrak na czerwonym... Jakoś świat taki nie napawa mnie uśmiechem
        kłaniam się,
        HO
        • oliwka_to_ja Re: święte prawo gościnności 05.01.06, 19:23
          Ed :)

          Rozumiem, podziwiam i szanuję Twój optymizm, chęć odbierania świata jako raju,
          ludzi idealnych.

          Też uogólniasz. Przypisujesz schemat wyłącznie takim osiedlom? Dlaczego?
          Znam wielu ludzi mieszkających na "starych" osiedlach, bez fasad i bram,
          żyjących w opisany przez Ciebie sposób, za wyjątkiem podziemnego parkingu ;))
          (parkują przed blokiem).
          I co? Jedynym ich kontaktem z innym światem, też żebrak na czerwonym.
          • hedonista.oswiecony Re: święte prawo gościnności 05.01.06, 19:37
            witaj Oliwko :)
            jasne, że "otwarty" blok to nie raj na ziemi,ale to grodzenie to wyraz tego co
            mamy w duszy, w duszy krajan dominuje nieufność i chęć zabarykadowania się,
            więc zgadzam się, że ogrodzone osiedla to nie jedyne zło. Zresztą właśnie
            szukamy mieszkania i pewnie też w czymś takim wylądujemy bo czy buduje się
            inaczej teraz w Wawie? Te grodzenia to wyraz duszy. Pojedziesz do Londynu czy
            Hiszpanii i tam się takiej paranoii nie widzi...
            pozdrówka
            HO:)
            p.s. nie wybierasz się na tańce?
            • oliwka_to_ja Re: święte prawo gościnności 05.01.06, 19:55
              Witaj :-)

              Według mnie to wyraz komercjalizacji, podniesienia niby standardu ---
              Zachęcając
              • hedonista.oswiecony Re: święte prawo gościnności 05.01.06, 20:15
                kurczę... w sumie masz rację, że to może być tylko takie zachłyśnięcie się, na
                które znajdziemy lekarstwo jak wzrośnie świadomość niedogodności... więc piszmy
                o tym :) Dzięki za nutę optymizmu :)

                A zarastanie betonu ludźmi widzę też na Kabatach. Piersze miesiące to kląłem
                jak wściekły. Beton, budowy, zimno, bezdusznie, okropnie... Jakże tęskniłem za
                Saską Kępą, za Grochowem :)

                Powoli się ociepla i to życie się rozkręca. Powstał świetny sklep Sery świata,
                z grecką fetą w serwatce, różnymi pysznymi oliwkami :), z kontuarem i panem,
                który kiedyś w deszczu pobiegł za mną ze 100 metrów bom małej paczki migdałów
                zapomniał... Teraz jeszcze się milej uśmiecham tam idąc :)

                ukłony
                HO:)
              • christopher_frank Re: święte prawo gościnności 05.01.06, 20:22
                Oliwko, masz rację. Można oczywiście spierać się czy bezpieczeństwo to
                rzeczywiste, czy tylko jego iluzja. Mnie jednak martwi sama potrzeba izolowania
                się.
                Ja mam do czynienia z realnym światem bardzo namacalnie i często. Tymczasem w
                mieszkańcach osiedli strzeżonych widzę tęsknotę do odgrodzenia się od tych
                wszystkich "innych", brak otwartości na człowieka. Mentalne mury, to mnie
                straszy, boli, odstręcza.
                Wyraz komercjalizacji? Sama wiesz najwięcej o prawach rynku. Ktoś chce mieszkać
                w takich miejscach. I to jest niepokojące.
                A w dodatku tam wychowują się dzieci. Czy one aby nie wyrosną na kogoś, kto
                jest przyzwyczajony do dzielenia ludzi na tych z różnych stron muru?
                • oliwka_to_ja Re: święte prawo gościnności 05.01.06, 21:31
                  Czy potrzeba?

                  Mieszkałam kiedyś na Bródnie.
                  Wracając do domu późnym wieczorem, po zmroku,
                  towarzyszył mi odwieczny dylemat -
                  • hedonista.oswiecony Re: święte prawo gościnności 05.01.06, 21:43
                    klatka jako dżungla to bym nie zniósł... ale są miejsca nie ogrodzone bez
                    takich klimatów, ale raczej nie nowe :(
                • nunebbia Re: święte prawo gościnności 05.01.06, 22:03
                  Witajcie
                  Mam podobne spostrzeżenia co chsitopher, jakąś zupełnie irracjonalną potrzebę
                  izolacji, która jest w moim pojęciu sprzeczna z człowieczeństwem. I nie jest to
                  bynajmniej pragnienie poczucia bezpieczeństwa. Wydaje mi się, że taki sposób
                  myslenia związany jest z poczuciem niepewności, zagubienia, co moze być
                  spowodowane pośpiechem, zabieganiem za dobrami doczesnymi wręcz bez
                  opamietania. Takie osiedla dają ludziom poczucie jakiegoś ładu, bezpieczeństwa,
                  a jednocześnie prestiżu i jeszcze paru innych złudnych rzeczy. Odwiedzając
                  znajomych na takich osiedlach staram sie omijać wspomniany przez was tor
                  przeszkód i stając pod murami takowej fortecy awizuję się im via komórka.
                  Zawsze za coś płacimy. Albo izolacją, albo nadmiernym zainteresowaniem
                  zyczliwych sąsiadów, współmieszkańców otoczenia, w którym żyjemy.
                  Od kilku lat mieszkam na wsi, z dala od innych domostw. Bardzo często jestem
                  sama. Nigdy przez myśl mi nie przeszło, że mogę być przez kogoś napadnięta,
                  ograbiona, czy cos podobnego. Wrota bramy otwarte na oścież przez cały dzień, a
                  jak zapomnę, to i noc. Myślę, że bardzo duży wpływ na to, co nas może spotkać
                  ma nasze myślenie, nasz stosunek do innych ludzi.
                  pozdrawiam
                  nebbia
                  • hedonista.oswiecony witaj w gronie oświeconych ;) 05.01.06, 22:05
                    bardzo ładnie powiedziane :)
                    • nunebbia Re: witaj w gronie oświeconych ;) 05.01.06, 22:28
                      Dziękuję i oby tak dalej ;)
                      • hedonista.oswiecony Re: witaj w gronie oświeconych ;) 05.01.06, 22:30
                        nunebbia napisała:

                        > Dziękuję i oby tak dalej ;)

                        ale czy nie byłoby ciekawiej jakbyśmy się pokłócili? ;)
                        • nunebbia Re: witaj w gronie oświeconych ;) 05.01.06, 22:45
                          Po co zaraz kłócić, wystarczy spojrzeć z innej strony ;)
                          • hedonista.oswiecony Re: witaj w gronie oświeconych ;) 05.01.06, 22:46
                            nunebbia napisała:

                            > Po co zaraz kłócić, wystarczy spojrzeć z innej strony ;)

                            :) buziaki...
                            • christopher_frank Re: witaj w gronie oświeconych ;) 06.01.06, 11:26
                              To, o czym mówi Oliwka - jest w tym dużo racji.
                              Nie wiem dlaczego mi zawsze tak się skład, że wszyscy okoliczni żule mnie znają,
                              szanują. Czasami za poratowanie "na piwo", bywało że i za to, że potrafiłem dać
                              w ryj jak trzeba.
                              Tam, gdzie teraz mieszkam młodzi też wystają przed klatką. Ale kiedy idzie się
                              to otwierają drzwi, a widząc kobietę przestają kląć.
                              Nie wiem od czego to zależy. Zastanawiałem się też, czy ja po prostu w jakiś
                              podświadomy sposób nie zazdroszczę tym mieszkańcom grodzonych osiedli. I może
                              chcialbym mieć kilka im dostępnych dóbr, może chciałbym mieć spokojna głowę o
                              przyszłość, ale jakoś mimo wszystko nie potrafię zazdrościć zamknięcia. I nie
                              chciałbym być nimi. Mimo wszystko.
                              Ale może to już początek tego, co doprowadziło do zamieszek w Paryżu?
                              • hedonista.oswiecony niepokoje społeczne 06.01.06, 11:55
                                słusznie Chris, też się tego obawiam. Postępujące grodzenie doprowadzi pewnego
                                dnia do wielkich nierówności i do zadym. Taka jest logika społeczeństwa. Czy
                                tego chcemy czy nie mamy we krwi mocne pragnienie równości i żadne słuszne
                                argumenty tego nie zmienią. Uważam, że jako kraj kompletnie nie dbamy o
                                sprawiedliwość o troskę aby Ci na dole mieli lepiej. Średnia rośnie, ale odbywa
                                się to poprzez polaryzację - moim zdaniem. Nie lubię demagogii
                                alterglobalistów, bo rozdawanie i wysokie podatki nie są żadnym lekarstwem, ale
                                równym niepokojem napełnia mnie to wielkie grodzenie bo nic dobrego z tego nie
                                wyniknie
                                ukłony
                                HO
                                • nunebbia Re: niepokoje społeczne 06.01.06, 14:30

                                  A ja niestety obawiam się, że tak właśnie się skończy nazwijmy to umownie z
                                  naszą zachodnią cywilizacją... na grodzeniu, stawianiu coraz większych barier
                                  odgradzających elity żyjące w dobrobycie od odrzuconych, społecznie i
                                  gospodarczo nieprzydatnych ludzi i to już nie będzie margines. Dużo by o tym
                                  mówić, ale może trzeba, a nawet powinno się. I nie chodzi tu o jakieś szumne
                                  krzyki radykałów, lecz o racjonalne i głębokie spojrzenie na problem. Bardzo
                                  ciekawie pisze o tym Zygmunt Bauman w książce EUROPA niedokończona przygoda.
                                  Bardzo dobrze obrazuje w niej relacje kulturowe i gospodarcze naszego starego
                                  kontynentu od reszty świata.
                                  Niebywały wprost apetyt na konsumpcję goni już za własnym ogonem, jesteśmy w
                                  trybach jakiegoś szaleńczego perpetum mobile. Pracujemy na okrągło, byle tylko
                                  gromadzić, gromadzić, obrastać. Dochodzi do tego, że ludzie nawet nie wiedzą
                                  jak tego dobra, które gromadzą użyć, nie mają z tego prawdziwej przyjemności,
                                  tylko jakieś urojone zaspokojenie chorych, napędzanych przez system ambicji.
                                  Wszyscy gromadzą to samo, tak samo się ubierają itd. Nie mają nawet czasu by z
                                  tych dóbr korzystać, a przynajmniej tak, jak one kiedyś zostały zaplanowane.
                                  Kiedyś nie potrafiliśmy zrozumieć w amerykańskich filmach sensu posiadania
                                  własnego psychoanalityka. Teraz sami szukamy pomocy u psychiatrów, w lekach,
                                  narkotykach, religiach; przeświadczeni, że ktoś, albo coś załatwi za nas nasze
                                  problemy. Chcemy mieć wszystko tu i teraz!
                                  Gdzie w tym pędzie miejsce na drugiego człowieka, na spojrzenie w niebo, na
                                  horyzont i drzewo przed nami. Ależ się rozgadałam...:)
                                  mimo wszystko miłego dnia
                                  nebbia
                                  • christopher_frank Re: niepokoje społeczne 06.01.06, 18:47
                                    Wszystko pięknie, tylko czy mówiąc "my" nie masz na myśli "oni"?
                                    A gdzie w nas samych leży wina?
                                    Dzisiaj odwiedziłem dawno nie widzinaą znajomą w jej nowym mieszkaniu. Saska
                                    Kępa, osiedle jednorodzinnych domków, jeden jej - kupiony przez jej mamę, bo
                                    znajoma jeszcze studiuje. Przed domem stoi jej samochód, także kupiony przez
                                    mamę. Wszedłem do nowo wyremontowanego wnętrza i byłem zły. Na to, że ja muszę
                                    walczyć spłacając kredyt za klitkę w bloku, że mi nikt nie dał, nie ułatwił
                                    startu. Przeraziłem się tego uczucia.
                                    Bo znajomą bardzo lubię, jest mi bliska. Bo moi rodzice też chętnie kiedyś
                                    ułatwiliby mi start w dorosłość gdyby tylko mogli. Bo to nikogo wina, że ja
                                    zarabiam ile zarabiam, a znajoma ma matkę zarabiającą znacznie więcej.
                                    Nie ma niczyjej winy.
                                    A jednak na tym osiedlu domów poza moim zasięgiem finansowym czułem to, co
                                    czuli ci młodzi Francuzi podpalający samochody na przedmieściach Paryża. Nigdy
                                    tego bym nie zrobił, ale przeraziło mnie, że tak dobrze ich ROZUMIEM.
                                    • hedonista.oswiecony emocje, naturalna rzecz 06.01.06, 21:17
                                      zgadzam się bo i podobne myśli nie były obce. Teraz jakoś mniej mi się
                                      pojawiają, ale nigdy człowiek nie wie co się jeszcze wydarzy. Wiem za to jedno,
                                      nawet jeśli bym komuś zniszczył to czy coś mi to da, czy będę miał to samo?
                                      Daleko mi do twierdzenia, że pieniądze szczęścia nie dają, ale kontakt z
                                      człowiekiej jest dla mnie ważniejszy niż rzeczy. Rzeczy to zabawki, lepsze lub
                                      gorsze, ale nic ponadto. Odbiegam jednak za bardzo od tematu. W całym tym
                                      bałaganie to dzieci żal najbardziej i to ich wyrównywanie startu poprzez
                                      stypendia i inne programy się mi podoba najbardziej
                                      ukłony
                                      HO
                                      • nunebbia Re: emocje, naturalna rzecz 06.01.06, 22:02
                                        Mówię "my", ponieważ nic, co dzieje sie wokół nas, nie dzieje się bez naszego
                                        udziału, takie jest moje przekonanie. Zresztą moje obecne życie dosyć mocno
                                        odstaje od powszechnych standardów. Mówicie dużo o potrzebie budowania,
                                        pragnieniu czegoś stałego, poczucia sytości i bezpieczeństwa. Otóż, z mojego
                                        doświadczenia wynika, że absolutnie cos takiego nie istnieje, tylko w naszej
                                        wyobraźni. Ważne jest, by cieszyć się z tego co mamy i marzyć, i może starć się
                                        o to, by drzwi były otwarte zawsze przed nami, a nie za nami...
                                        • hedonista.oswiecony ukłony 07.01.06, 16:58
                                          Podoba mi się to co piszesz Nunebbia, tak właśnie jest. Pędząc za wielkim
                                          szczęściem gubimy czasem drobiazgi, a życie składa się z drobiazgów właśnie.
                                          Poranna kawa, ulubiona gazeta, rozmowa z przyjacielem... Może będę miał kiedyś
                                          mój ulubiony samochód, może uda mi się zwiedzić i Brazylię i wiele innych
                                          miejsc, ale ważne aby nie tracić to co leży pod nosem, bo co będzie jak nie
                                          osiągnę tego co wielkie? Pozostanie pustka, a tak machnę ręką i uśmiechnę się
                                          do miłej chwili, nawet takiej jak teraz kiedy z Wami rozmawiam :)
                                          ukłony
                                          HO

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka