quarantine
20.01.06, 09:08
Mam nadzieję, że uda mi się wyłuszczyć, o co właściwie mi chodzi.
W zasadzie chodzi mi o twórczość ludzką w każdej postaci (może z pominięciem
nauki).
Po pierwsze: zastanawiam się, dlaczego w ogóle człowiek coś tworzy. Przez
moment sądziłam, że dla przyjemności, ale nie jest to chyba do końca prawda,
ponieważ proces twórczy przeważnie jest mozolny i niewiele ma wspólnego z
przyjemnością w potocznym znaczeniu. Człowiek tworzy, bo musi, chyba. Odczuwa
jakąś wewnętrzną potrzebę. Pomijam tu jakieś freudowskie sublimacje i temu
podobne wyjaśnienia.
Po drugie: twórcy posiadają talent w różnym stopniu. Z różnym skutkiem talent
ten urzeczywistniają.
Sedno: czy, jeśli twórca tworzy knoty, to ma zaprzestać działalności? Kto
powiedział, że nie można tworzyć knotów?
Oraz: (pytanie trochę przewrotne) skąd bierze się krytyka (np. literacka),
jak się ma krytyka do gustów.
Bodajże Suskind napisał kiedyś opowiadanko o malarce, która malowała całkiem
dobrze i sprawiało jej to frajdę do momentu kiedy krytyka zrujnowała jej
psychikę do tego stopnia, że wyskoczyła przez okno.
Czy nie powinniśmy chołubić twórców? Ludzi, którzy coś tworzą, wszystko jedno
z jakim skutkiem.
Czy musimy wszystko szufladkować; to jest dobre, to jest złe? O co w zasadzie
chodzi w takim szufladkowaniu? Truizmem przecież jest refleksja, że często
się mylimy.
Co wynika z tego, że rozmawiamy o "sztuce"? Czy sztuka przypadkiem nie znika
w tych rozmowach? W jakim celu tworzymy popperowski trzeci świat?
:)