Dodaj do ulubionych

krytyka a twórczość

20.01.06, 09:08
Mam nadzieję, że uda mi się wyłuszczyć, o co właściwie mi chodzi.
W zasadzie chodzi mi o twórczość ludzką w każdej postaci (może z pominięciem
nauki).
Po pierwsze: zastanawiam się, dlaczego w ogóle człowiek coś tworzy. Przez
moment sądziłam, że dla przyjemności, ale nie jest to chyba do końca prawda,
ponieważ proces twórczy przeważnie jest mozolny i niewiele ma wspólnego z
przyjemnością w potocznym znaczeniu. Człowiek tworzy, bo musi, chyba. Odczuwa
jakąś wewnętrzną potrzebę. Pomijam tu jakieś freudowskie sublimacje i temu
podobne wyjaśnienia.
Po drugie: twórcy posiadają talent w różnym stopniu. Z różnym skutkiem talent
ten urzeczywistniają.
Sedno: czy, jeśli twórca tworzy knoty, to ma zaprzestać działalności? Kto
powiedział, że nie można tworzyć knotów?
Oraz: (pytanie trochę przewrotne) skąd bierze się krytyka (np. literacka),
jak się ma krytyka do gustów.
Bodajże Suskind napisał kiedyś opowiadanko o malarce, która malowała całkiem
dobrze i sprawiało jej to frajdę do momentu kiedy krytyka zrujnowała jej
psychikę do tego stopnia, że wyskoczyła przez okno.
Czy nie powinniśmy chołubić twórców? Ludzi, którzy coś tworzą, wszystko jedno
z jakim skutkiem.
Czy musimy wszystko szufladkować; to jest dobre, to jest złe? O co w zasadzie
chodzi w takim szufladkowaniu? Truizmem przecież jest refleksja, że często
się mylimy.

Co wynika z tego, że rozmawiamy o "sztuce"? Czy sztuka przypadkiem nie znika
w tych rozmowach? W jakim celu tworzymy popperowski trzeci świat?

:)
Obserwuj wątek
    • braineater Re: krytyka a twórczość 20.01.06, 09:56
      quarantine napisała:


      > Po pierwsze: zastanawiam się, dlaczego w ogóle człowiek coś tworzy. Przez
      > moment sądziłam, że dla przyjemności, ale nie jest to chyba do końca prawda,
      > ponieważ proces twórczy przeważnie jest mozolny i niewiele ma wspólnego z
      > przyjemnością w potocznym znaczeniu. Człowiek tworzy, bo musi, chyba. Odczuwa
      > jakąś wewnętrzną potrzebę. Pomijam tu jakieś freudowskie sublimacje i temu
      > podobne wyjaśnienia.

      O przymusie tworzenia mówi wielu artystów, sam proces jest z reguły wielce
      nieprzyjemny - wole zrzucic dwie tony węgla niz napisac cos, co bedzie miało
      ręce i nogi - choćby ze względu na to, ze pisanie jest zajęciem kurewnie nudnym
      i wymagającym maxymalnego skupienia, a przynoszacym wybitnie mało satysfakcji.
      Tyle, że czasem człowiek dostaje takiego kopa w czaszkę, który go zmusza do
      tego, by coś napisał, nie zważając na to, że mu się nie chce - i wtedy nie ma,
      ze nie. (i nie mówie tu o deadlinach na artykuły:). Poza tym jest chyba jeszcze
      cały czas potrzeba zaistnienia w jakis sposób, zostawienie po sobie jakiegos
      śladu, który nie będzie tylko domem, drzewem, dzieckiem oraz alimentami - i to
      chyba tez jest ważne, ta świadomość, że chcę cos powiedzieć, i że to tylko ja,
      nikt inny moge to powiedzieć. Juz w jakims watku na Ksiązkach kiedyś
      sugerowałem, że twórczośc wymaga egoizmu i megalomanii - i nadal to
      podtrzymuję. Potrzebna jest ta nieuzasadniona najczęsciej niczym wiara, że ma
      się coś o powiedzenia.

      > Po drugie: twórcy posiadają talent w różnym stopniu. Z różnym skutkiem talent
      > ten urzeczywistniają.
      > Sedno: czy, jeśli twórca tworzy knoty, to ma zaprzestać działalności? Kto
      > powiedział, że nie można tworzyć knotów?

      Bynajmniej nie ma niczego zaprzestawac. Jesli komus sprawia radośc tworzenie
      obrazow z piasku za szkłem, czy plasticzanych Maryjek, to dlaczego miałby tego
      nie robić? Skoro praktycznie na każdy artefakt sztuki znajdzie sie nabywca i
      osoba, ktorej ów wytwór również sprawi radość, to dlaczego pozbawiac ludzi tych
      przyjemności? To że cos nie podoba się mnie, czy koneserom z sfer wyższych,
      wcale nie oznacza, ze dana rzecz jest bezwartościowa, niepotrzebna. Wcale, że
      nie. Po prostu jest sztuka dla mnie i jest sztuka dla Ciebie, Ciebie i Ciebie.
      Co prowadzi nas do:
      > (pytania trochę przewrotnego) skąd bierze się krytyka (np. literacka),
      > jak się ma krytyka do gustów.

      Krytyka literacka bierze się z braku lepszych pomysłów na zycie (przynajmniej w
      moim wypadku) i podejścia w stylu, że po co ja mam pisac, skoro już i tak
      miliony lepszych ode mnie napisały setki lepszych rzeczy, niż cokolwiek, co ja
      sam byłbym w stanie napisać. Więc lepiej zająć się tym, co juz napisane i
      spróbować analizować, na jakiej zasadzie to działa, jak jest skonstruowane i
      przede wszystkim, czemu w taki a nie inny sposób wpływa na ludzi. analizowanie
      sztuki jest o wiele bardziej satysfakcjonujace, niż jej tworzenie.
      Problemu gustów nie da się uniknąć - zawsze u podstaw naszych wyborów tkwią
      jakies pozaracjonalne, nieobiektywne preferencje własne, można jednak po prostu
      zrezygnowac z oceniania rzeczy, które nam się nie podobaja, uznajac jakby na
      samym starcie, że to po prostu sztuka nie dla mnie, ale dla Ciebie, Ciebie i
      Ciebie, w związku z czym nie ma najmniejszego sensu, bym ja się wypowiadał, bo
      i tak nie rozumiem o czym mówię i nigdy nie bede w stanie pojąc dlaczego 'to'
      może się podobać.

      > Bodajże Suskind napisał kiedyś opowiadanko o malarce, która malowała całkiem
      > dobrze i sprawiało jej to frajdę do momentu kiedy krytyka zrujnowała jej
      > psychikę do tego stopnia, że wyskoczyła przez okno.

      Ale ona była chora na brak głębi. To było jedyne lekarstwo:)

      > Czy nie powinniśmy chołubić twórców? Ludzi, którzy coś tworzą, wszystko jedno
      > z jakim skutkiem.

      Chołubic na pewno nie, bo twórca jako taki, jest najmniej istotnym elementem
      procesu twórczego. Jego zadaniem jest stworzyc artefakt i zniknąć, stac sie
      przeźroczystym obiektem, bez biografi i cech charakterystycznych. Jedyne co
      jest ważne to interakcje jakie dzieło wywołuje w kontakcie z odbiorcą. To
      odbiorca jest najważniejszym elementem sztuki, bo gdyby nie on, cały proces
      twórczy nie miałby najmniejszego sensu. I zupełnie obojętnym jest, czy dane
      dzieło stworzyła beznoga staruszka z przedmieść Moskwy, czarny gangster z
      centrum Detroit, czy pan poeta Zagajewski z Krakowa.


      > Czy musimy wszystko szufladkować; to jest dobre, to jest złe? O co w zasadzie
      > chodzi w takim szufladkowaniu? Truizmem przecież jest refleksja, że często
      > się mylimy.

      W szufladkowaniu chodzi o sytematyzacje, o próbę opanowania entropii i
      przeciwdziałania chaosowi. Załozenie z góry skazane na porazke, dlatego tez
      szufladkowanie pozbawione jest wiekszego sensu, bo i tak nie jesteśmy w stanie
      wyjśc poza podstawowa opozycję 'podoba sie - nie podoba się'

      >
      > Co wynika z tego, że rozmawiamy o "sztuce"? Czy sztuka przypadkiem nie znika
      > w tych rozmowach? W jakim celu tworzymy popperowski trzeci świat?

      Z tego, że rozmawiamy o sztuce nie wynika kompletnie nic, tak samo jak nic nie
      wynika z uprawiania sportów. Hobby po prostu, rozrywka i wypełniacz czasu, z
      którego niektórzy potrafią sobie zrobic całkiem popłatny zawód:)

      P:)
      • 3promile Re: krytyka a twórczość 20.01.06, 10:13
        braineater napisał:

        > W szufladkowaniu chodzi o sytematyzacje, o próbę opanowania entropii i
        > przeciwdziałania chaosowi. Załozenie z góry skazane na porazke, dlatego tez
        > szufladkowanie pozbawione jest wiekszego sensu, bo i tak nie jesteśmy w stanie
        > wyjśc poza podstawowa opozycję 'podoba sie - nie podoba się'

        Brajnu, nie idealizuj krytyki - gdyby krytycy faktycznie ograniczali się do
        'podoba sie - nie podoba się', to nikt by na nich psów nie wieszał. Takie
        znakowanie przystoi maluczkim, a te hieny nie dość, że pozwalają sobie
        bezwstydnie ogłaszać urbi et orbi: 'dobre - złe'. to jeszcze uzurpują sobie
        prawo do wyznaczania tryndów i kształtowaniu gustów poprzez 'to będzie dobre -
        to umrze śmiercią własną' - chamy zbolałe śmią antycypować! Rządu dusz im się
        zachciewa!
        Powiem tak - krytyk literacki (teatralny etc.) to ostatnia swołocz, która w
        obliczu własnego niedotalencia (nie piszę bez-, gdyż czegoś-tam-kiedyś-próbowało
        to bydlę) czerpie radość życia z metodycznego wypychania na skraj dachu wieżowca
        tych, którzy czegoś-tam-aktualnie-próbują. I tyle.
    • beatanu Re: krytyka a twórczość 20.01.06, 10:19
      quarantine napisała:
      > Po pierwsze: zastanawiam się, dlaczego w ogóle człowiek coś tworzy.

      Ponieważ jestem świeżo po naszej obowiązkowej lekturce pana Ishiguro, i ciągle
      pod jej wrażeniem, przeczytawszy Twoje pierwsze pytanie pomyślałam: ponieważ
      jesteśmy czymś więcej niż tylko jakąś tam formą istnienia białka... Ale o tym
      może będziemy rozmawiać w innym wątku?

      > Czy nie powinniśmy chołubić twórców? Ludzi, którzy coś tworzą, wszystko jedno
      > z jakim skutkiem.

      Nie wiem, czy powinniśmy ich hołubić. Może wystarczy , gdy będziemy mieć do
      nich taki sam stosunek, jak do innych, niekoniecznie "pasjami tworzących"
      ludzi? Jednych darzymy ogromną sympatią, ba! miłośsią i uwielbieniem, innych
      trawimy tylko w niewielkich ilościach, jeszcze innych wręcz nie chcemy
      spotykać, a większość jest nam mniej lub bardziej obojętna...

      > Czy musimy wszystko szufladkować; to jest dobre, to jest złe? O co w zasadzie
      > chodzi w takim szufladkowaniu?

      Mam wrażenie, że chodzi cały czas o porządkowanie świata, o zmniejszanie
      poczucia chaosu, o jakąś (z mlekiem matki wyssaną?) potrzebę struktury, coby nie
      zwariować po prostu... Szufladkujemy w jakimś stopniu i kategoryzujemy przez
      całe życie, nawet sobie chyba z tego nie zdając sprawy. A część ludzi,
      szufladkując i recenzując - zarabia na swój chleb codzienny... Ot, życie!

      • quarantine Re: krytyka a twórczość 20.01.06, 10:30
        Sądzę, że porządkowanie świata polega na odkrywaniu praw nim rządzących. Nie
        bardzo widzę jak można to zastosować do sztuki. Chyba, co od dawna podejrzewam,
        we wszystkim tkwi harmonia:)
        ----------
        Do Brajana:

        No dobra. Zgadzam się, że odbiorca ważny jest. Ale co z twórcą? Tak po prostu
        wyrzucasz go przez okno? To po grzyba cała krytyka? Co krytykujesz, jeśli
        twórca wisi na zewnętrznym parapecie? Dzieło? To bez sensu, jak spod kredensu.
        Krytyka dzieła bez twórcy nie ma sensu. Po co dziełu Twoja krytyka? Chyba, że
        krytyka też jest wyłącznie dla odbiorcy. Chyba tak jest. Krytyk pokaże palcem
        co powinno mi sie podobać.
        Właśnie, czemu służy krytyka? Oprócz siebie samej.
        :)
        • braineater Re: krytyka a twórczość 20.01.06, 10:43
          Oczywiście, że tylko Dzieło. To jest, to czym zajmuje się sztuka - tworzeniem
          dzieł. Tworca może sobie wisieć na parapecie, moze nawet z niego spaść, jest mi
          to zupełnie obojetne. Nie interesuje mnbie jego biografia, nie interesuja
          poglądy inne niż te wyrazone poprzez Dzieło. Nie interesuje mnie po prostu
          osoba, tylko to, co zrobiła. Nie chcę wiedziec, ze ten pan napisał tą ksiązke,
          bo mamusia w dziecinstwie chłostała go codzień przy pomocy bata, albo miał za
          pierwszym razem przedwczesny wytrysk i teraz z frustracji pisze. Kompletnie
          mnie to nie interesuje. Skreslam autora i zajmuję sie dziełem samym w sobie.

          I oczywiście, że krytyka też jest dla odbiorcy przede wszystkim, ale nie na
          zasadzie pokazywania palcem 'to ci sie musi spodobac, bo wazne jest i wielkie',
          tylko raczej na zasadzie 'patrz stary, przeczytałem sobie taką ksiązkę i bardzo
          mi sie podbała. Moze tez przeczytasz i moze tez ci się spodoba' Krytyka w
          najlepszym wydaniu, to nic innego jak reklama z przerostem ambicji, w
          nagorszych zas antyreklama z przerostem nienawisci

          P:)
          • quarantine Re: krytyka a twórczość 20.01.06, 10:51
            Tworzeniem dzieł mogłyby zajmować się komputery, masowo.
            • quarantine Re: krytyka a twórczość 20.01.06, 10:52
              Gdyby chodziło tylko o dzieło w sztuce. Sztuka to jest chyba jakiś proces z
              udziałem człowieka.
          • stella25b Re: krytyka a twórczość 20.01.06, 11:15
            braineater napisał:

            > Oczywiście, że tylko Dzieło. To jest, to czym zajmuje się sztuka - tworzeniem
            > dzieł. Tworca może sobie wisieć na parapecie, moze nawet z niego spaść, jest
            mi
            >
            > to zupełnie obojetne.


            To wyglada na szkole rosyjskich formalistow. Tekst i tylko analiza tekstu
            odnosniki do autora tekstu nie mozliwe.
        • beatanu Re: krytyka a twórczość 20.01.06, 10:51
          quarantine napisała:

          > Sądzę, że porządkowanie świata polega na odkrywaniu praw nim rządzących. Nie
          > bardzo widzę jak można to zastosować do sztuki. Chyba, co od dawna
          podejrzewam,
          >
          > we wszystkim tkwi harmonia:)

          Nie wiem, może nie zrozumiałam twojego pytania? Może potraktowałam sztukę zbyt
          szeroko, włączając w nią i odłożoną właśnie na półkę książkę Radka Knappa
          (dzięki Kwiecieńko za polecankę:), i kamionkowy kubek, z którego piję kawę i
          błąkająca mi się po zakamarkach mózgu pamięć jednego z płócien Boscha, i
          oświecającą mi klawiaturę lampkę z IKEI? Nie zgadzam się z Brainem, że wszystko
          sprowadza się do opozycji: podoba się - nie podoba się. Sztuka nie jest
          zawieszona w próżni, odbiorca sztuki podświadomie, a czasami całkiem świadomie
          odnosi właśnie czytany wiersz, właśnie obejrzany film do innych wierszy, do
          innych obrazów, niekoniecznie filmowych, do całego wcześniejszego
          doświadczenia, niezmiennie segreguje, systematyzuje, porównuje i wkłada w
          szufladki. Przynajmniej tak to sobie wyobrażam :)
          • braineater Quar & Beatako 20.01.06, 11:19
            odpowiedź zbiorcza:
            Oczywiście, że tworzenie jest procesem z udziałem człowieka, tak jak i wybuch
            bomby atomowej jest procesem z udziałem człowieka. Ale człowiek bierze swój
            udział i znika, natomiast dzieło pozostaje - czy będzie to film, ksiązka, czy
            krater w Hiroshimie. I ja pozostaje przy interesowaniu sie tym, w jaki sposób
            ów krater wpływa na zycie i odczucia ludzi, którzy się z nim zetkną - nie tym,
            jak wpłynął na zycie swoich twórców. Oczywiście mozna do wszystkiego podchodzic
            z pozycji biograficznych, analizowac skomplikowane meandry psyche twórcy, ale
            to tak naprawdę prowadzi (z bardzo optymistycznym załozeniem) do tego, że
            dowiadujemy się czegos o człowieku, a nie o Dziele. A ja chcę interesowac sie
            Dziełem - jesli zacznę interesowac się człowiekiem, to zaczne od religii i
            psychologii, nie od sztuki.
            Sztuak oczywiście nie jest zawieszona w prózni, zahacza o mnóstwo innych
            kontekstów, ale to konteksty tez z reguły sa Dziełami, nie ludźmi. Odnosimy
            dzieło sztuki przede wszystkim do siebie, do naszych apriorycznych oczekiwań i
            spodziewań, szukamy w nim punktów, które sa NAM bliskie lub w NAS budza odrazę.
            Kontakt ze sztuka to jest kontak niezapośredniczony, sa w nim tylko dwa
            elementy JA (wraz z cała wiedzą jaką posiadam, wraz z upodobaniami i awersjami)
            i DZIEŁO. Nic więcej. Mozemy filtrowac Dzieło przez nasze poprzednie
            doświadczenia, odnosic do naszych wczesniejszych lektur, ale i tak zawsze
            bedzie to układ mocno dowolny, ponieważ to ja decyduje, co z czym mi się
            kojarzy. Nie ma dwoch osób, ktore przeczytałyby to samo, w ten sam sposób,
            dochodząc do tych samych wniosków i to wszystko wpływa na nasze nastepne
            lektury - u kazdego inaczej. Dlatego jedyna informacją jaka na dobra sprawę
            można przekazać o danym dziele sztuki jest 'podoba mi sie - nie podoba mi się'.
            Cała reszta to kamuflaż, erudycja i silenie się na pretensjonalność.
            Oczywiście, z całego powyzszego wywodu wynika, że każdemu podoba się ciut
            inaczej, lub cos innego w tym akurat dziele sztuki, bo kojarzy mu się z tym,
            tym i tamtym, a mnie się podoba, bo kojarzy się z tamtym i siamtym, albo nie
            podoba mi się wcale, bo z niczym mi się nie kojarzy. i to tyle, nie da sie
            przed tym uciec, i dlatego krytyka sztuki jest sportem dla ludzi nieupartych i
            łatwo idacych na kompromisy (takich jak ja:), bo tu kazde zdanie jest
            prawomocne i rownie ważne.

            P:)
            • 3promile Re: Quar & Beatako 20.01.06, 11:29
              Z tego, co napisałeś, wynika, że dla ciebie Dzieło zaczyna się w momencie, w
              którym autor swoją pracę nad Dziełem zakończy - zupełnie odrzucasz aspekt
              dynamiczny, a dla mnie to jest nie do przyjęcia - Dzieło zostaje przez to
              zupełnie odhumanizowane. To mniej więcej tak, jak z ochroną życia poczętego -
              światopogląd rozbija się o kwestię, w którym momencie zaczyna się człowiek.
              Pytam więc: w którym momencie zaczyna się dzieło? Czy w głowie autora, czy w
              księgarni? W pracowni, czy na wernisażu?
            • beatanu Re: Quar & Beatako 20.01.06, 11:30
              braineater napisał:
              > Sztuak oczywiście nie jest zawieszona w prózni...

              No kurde, przekonałeś mnie!
              :)
            • itek1 Re: Quar & Beatako 20.01.06, 11:38
              > A ja chcę interesowac sie
              > Dziełem - jesli zacznę interesowac się człowiekiem, to zaczne od religii i
              > psychologii, nie od sztuki.

              Moglbys to wyjasnic, bo nie rozumiem Ciebie w ogole. Dlaczego religia czy
              psychologia jest bbblizsza czlowieka, a sztuka dalsza. Dla mnie to jakis nonsens.
              P:)
            • stella25b Re: Quar & Beatako 20.01.06, 11:41
              braineater napisał:

              . A ja chcę interesowac sie
              > Dziełem - jesli zacznę interesowac się człowiekiem, to zaczne od religii i
              > psychologii, nie od sztuki.


              Zaraz, zaraz ale tworzac religie, czlowiek zaczal tworzyc takze sztuke.
              Wizerunki bogow, swiatynie- na tym opierala sie rzezba, architektura,
              malarstwo. Nawet wierzenia sily przyrody sklanialy czlowieka do skladania darow
              w formie rzeczy tzw. nieuzytkowych.
              • braineater @ all:) 20.01.06, 12:00
                1) Religia i psychologia poddają sie ogladowi naukowemu, dają sie sprowadzić do
                uogólnien i wniosków na bazie których można budować racjonalne tezy, dotyczace
                indywidualnych i społecznych cech człowieka. Sztuka się do tego kompletnie nie
                nadaje.

                2)Odhumanizowanie dzieła sztuki, jak najbardziej. Dzieło zaczyna się dla mnie
                wtedy, kiedy ma szanse zapoznac sie z nim choc jedna osoba nie związana
                emocjonalnie z Autorem. Wkraczajac w obieg publiczny, dzieło staje się
                egzystencją samą w sobie, a cała dynamike o której wspominasz, nadaja mu inni
                ludzie. To oni je komentuja, oceniaja, pastiszuja, remixuja i o nim zapominaja.
                Na te wszystkie procesy Tworca nie ma (i pod żadnym pozorem miec nie powinien)
                najmniejszego wpływu. Jest dzieło i jest jego jakis rodzic, którym możemy sie
                przejmowac (stąd na przykład autoryzowane przekłady), lub którego mozemy
                kompletnie olac i ubezwłasnowolnić (stad na przykład Hamlet 2000 lub remixy
                Polish Jazz Series robiona przez najlepszych niemieckich Dj-ów, czasmi o wiele
                lepsze i ciekawsze od materiału wyjsciowego). Upieram sie przy tym, że o wiele
                wazniejsze i ciekawsze od tego kto i po co coś zrobił, jest to, co zrobią z tym
                czyms inni odbiorcy i w jaki sposób na nich to wpływa. Autor jest tylko
                katalizatorem, Pierwszym Poruszycielem, reszta procesu odbywa się kompletnie
                poza nim (a przynajmniej w idealnej platońskiej wersji świata tak byc powinno)
                3) Rosjanie i owszem, dośc ostra fascynacja ich tezami przez całe studia, ale
                bardziej Adorno/Benjamin/Barthes:)

                P:)
                • quarantine Re: @ all:) 20.01.06, 12:12
                  Jesteś zdehumanizowanym potforem, jesteś KRYTYKIEM:D

                  Masz przed sobą dzieło, o którym nic nie wiesz. Jest dobre, nie wybitne, ale
                  dobre. Potem okazuje się, że stworzyło to kilkuletnie dziecko (albo małpa) Czy
                  to zmienia postać rzeczy? Czy będziesz mógł dokonywać porównań z czymkolwiek? A
                  jak ocenisz bez porównania?

                  Sama już nie wiem...
                  • braineater P.S 20.01.06, 12:19
                    jakiś czas temu rozpętałem podobną dyskusje na Strawberry Fields'ach:

                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20715&w=28844996
                    w pierwszym poscie, jesli podmienicie Muzyka na Sztuka, sa zawarte mniej więcej
                    podstawowe zasady mojego prywatnego myślenia o Sztuce w ogólności, które tutaj
                    dość metnie staram sie wyklarowac:)

                    Kwarantynko - dokładnie o to chodzi - chce byc kompletnie wolny od tego, czy
                    wyglada to jak tekst stworzony przez szympansa, czy trzyletnie dziecko z
                    przerostem ego. Chcę wiedziec jakie to wywołuje reakcje, niezaleznie od tego,
                    kto to stworzył. Jesli dzieło wywołuje reakcje, tylko dlatego, że jego twórca
                    jest kontrowersyjny, nadal nic mi to nie mówi o dziele - mówi za to o twórcy i
                    uprzedzeniach odbiorców. A to, jak juz ustalilismy, mnie zupelnie nie kręci i
                    do niczego mi ta wiedza nie jest potrzebna. Potrzebna dla własnej satysfakcji
                    jest mi odpowiedź 'dlaczego to mnie sie podoba, dlaczego to podoba sie innym' -
                    a do tego Tworca jest mi zbedny.

                    P:)
                • stella25b Re: @ all:) 20.01.06, 12:24
                  braineater napisał:

                  > 1) Religia i psychologia poddają sie ogladowi naukowemu, dają sie sprowadzić
                  do
                  >
                  > uogólnien i wniosków na bazie których można budować racjonalne tezy,
                  dotyczace
                  > indywidualnych i społecznych cech człowieka. Sztuka się do tego kompletnie
                  nie
                  > nadaje.
                  >

                  Nauka najpierw bada rzeczy wytworzone przez czlowieka, systematyzujac w jakiej
                  dziedzinie zycia byl mu to przydatne. Rzeczy te najczesciej nazywane sa sztuka
                  gdyz skladaja sie na cechy kultury ktora ow czlowiek reprezentuje.
                  • braineater Re: @ all:) 20.01.06, 12:30
                    tak, to tez się zgadza, tyle, że 'nauka o sztuce' bywa najczęsciej sprowadzana
                    do odpowiedzi na pytanie 'po co' coć zostało stworzone, natomiast jak może
                    stara się uniknąć odpowiedzi na pytanie dużo ważniejsze dla mnie, czyli ' jak
                    to dziala na Innych', jakie elementy sa niezbedne do tego, by coś było Dziełem,
                    a nie elegancką gracą do okopywania grządki. Stąd dużo więskze z mojej strony
                    zainteresowanie strukturą dzieła, niz jego historia i uwarunkowaniami
                    społecznymi.
                    P:)
                    • stella25b Re: @ all:) 20.01.06, 12:45
                      Dziela architektury sakralnej poczawszy od swiatyn greckich, nie sa dzielem?
                      Nie dzialaja na innych? Nie chodzi mi o ich wymowe religijna ale o pamiatke
                      wielkie kultury naszej cywilizacji. A piramidy to tez dla ciebie tylko miejsce
                      pochowku egipskich wladcow?
                      • braineater Re: @ all:) 20.01.06, 12:53
                        Alez sa, w ogóle nie wiem skad taki koncept, ze nie?
                        tyle, że na 100% sa dla mnie inną sztuka niż dla Greków i Egipcjan sprzed
                        tysięcy lat, inna niż dla współczesnych Greków i Egipcjan, i inna niz na
                        przykład dla człowieka wychowanego poza kanonem kultury śródziemnomorskiej. I
                        własnie ta inność, uwarunkowana odmiennościa Odbiorców, ich wiedzy i gustów
                        mnie interesuje i o tym własnie cały czas staram się napisac (sadząc z Waszych
                        reakcji coraz bardziej metnie:)

                        P:)
                        • stella25b Re: @ all:) 20.01.06, 23:06
                          braineater napisał:


                          I
                          > własnie ta inność, uwarunkowana odmiennościa Odbiorców, ich wiedzy i gustów
                          > mnie interesuje i o tym własnie cały czas staram się napisac (sadząc z
                          Waszych
                          > reakcji coraz bardziej metnie:)
                          >
                          > P:)

                          Nooooo ale to trzeba rozwazac jakimis kategoriami. Generalnie o "innosci" to
                          wyjatkowo ciezko dyskutowac- moim zdaniem.
                • 3promile Re: @ all:) 20.01.06, 12:24
                  ad.2
                  Wynikałoby z tego, że dzieło nie posiada żadnej wartości obiektywnej.
                  Postulujesz Odbiorcę jako warunek niezbędny, bez którego dzieło nie istnieje,
                  czyli krótko mówiąc taki na przykład ledwo co namalowany autoportret Chagalla
                  przykryty starannie płótnem, leżący gdzieś w kącie atelier Dziełem nie jest?
                  Dziełem czyni go dopiero zachwyt postronnego Oglądacza?
                  To jest jakiś całkiem nieuprawniony utylitaryzm, brajnu; sądzę, że Dzieło nie
                  musi się podobać. Nie widzę potrzeby, żeby Dziełu nadawać ludzką miarę.
                  Podążając tym tokiem myślenia, można by rzecz całą sprowadzić do kategorii
                  ilościowych - im więcej zachwytów Oglądazcy, tym Dzieło bardziej "dzielsze", a
                  tu rodzi się kicz...
                  • braineater Re: @ all:) 20.01.06, 12:27
                    3promile napisał:

                    > ad.2
                    > Wynikałoby z tego, że dzieło nie posiada żadnej wartości obiektywnej.
                    > Postulujesz Odbiorcę jako warunek niezbędny, bez którego dzieło nie istnieje,
                    > czyli krótko mówiąc taki na przykład ledwo co namalowany autoportret Chagalla
                    > przykryty starannie płótnem, leżący gdzieś w kącie atelier Dziełem nie jest?
                    > Dziełem czyni go dopiero zachwyt postronnego Oglądacza?
                    > To jest jakiś całkiem nieuprawniony utylitaryzm, brajnu; sądzę, że Dzieło nie
                    > musi się podobać. Nie widzę potrzeby, żeby Dziełu nadawać ludzką miarę.
                    > Podążając tym tokiem myślenia, można by rzecz całą sprowadzić do kategorii
                    > ilościowych - im więcej zachwytów Oglądazcy, tym Dzieło bardziej "dzielsze", a
                    > tu rodzi się kicz...


                    Wszystko się zgadza, tylko wywal słowo 'zachwyt' zamieniając je
                    na 'zainteresowanie'. Bez zainteresowania dzieło jest niczym, pustym gestem
                    Twórcy, ku uciesze jego samego.

                    P:)
                    • 3promile Re: @ all:) 20.01.06, 12:30
                      Sprowadzasz kwestię do credo hollywoodzkich gwiazdek - Obojętnie co, byle pisali...
                      • braineater Re: @ all:) 20.01.06, 12:35
                        no ale przeciez do tego sprowadza się cała nasza wiedza o sztuce. do tego, że
                        wiemy, iz Kafka niepodobał sie swoim wspolczesnym, natomiast był milością tych
                        urodzonych 50 lat później. Do tego, że podwiedenskie pałacyki moznych wzbudzały
                        zachwyt w swojej epoce, a teraz (przynajmniej we mnie) wzbudzaja odruch
                        wymiotny.
                        I chodzi o to, by dojść na czym opierają się te przemiany gustów, skąd się
                        biorą i do czego prowadzą. To jest wazne, a nie dlaczego pan Tworca 200 lat
                        temu taki pałacyk zaprojektował. Cała analiza sztuki opiera się na fluktuacji
                        gustów odbiorców i próbach zrozumienia dlaczego tak się dzieje.

                        P:)
                        • 3promile Re: @ all:) 20.01.06, 12:41
                          >I chodzi o to, by dojść na czym opierają się te przemiany gustów, skąd się
                          > biorą i do czego prowadzą

                          Ty, chopie, miało być o Twórcy i Dziele, a nie o socjologii!
                          • nienietoperz Dzielo 20.01.06, 12:47
                            Teoria Brainy'ego ma odbicie w rzeczywistosci formalnoprawnej - pare dni temu
                            widzialem umowe dotyczaca wydania opowiadania. Zawierala dwa tak urocze
                            sformulowania:
                            '**, dalej zwana AUTOREM (...)
                            opowiadania **, dalej zwanego DZIELEM'

                            Czyli jak na to nie patrzec - cus staje sie DZIELEM (i to z wielkich liter) w
                            momencie ujawnienia sie publicznie.
                • itek1 Re: @ braineater 20.01.06, 12:24
                  > Religia i psychologia poddają sie ogladowi naukowemu, dają sie sprowadzić do
                  > uogólnien i wniosków na bazie których można budować racjonalne tezy, dotyczace
                  > indywidualnych i społecznych cech człowieka. Sztuka się do tego kompletnie nie
                  > nadaje.

                  Ciut chyba jednak przesadzasz.
                  Przeciez sztuka poddaje sie ogladowi naukowemu na podobnej zasadzie jak religia.
                  Istnieja chyba rownie liczne i rownie znaczace inspiracje filozoficzne z
                  dziedziny sztuki (Goethe,Dostojewski,Mozart), co z terenu religii. Nie wydaje mi
                  sie, zeby one byly mniej wartosciowe. Istnieja tez koncepcje filozoficzne
                  laczace prawde o czlowieku zawarta w postaci wierzen religijnych z ta z terenu
                  sztuki (patrz np.Kierkegaard czy Walter Benjamin).
                  • braineater Re: @itek 20.01.06, 12:39
                    Odniose się do tego, co wyżej. Religie da sie zanalizować, pokazac jej wpływ na
                    społeczenstwo, na jego sposoby myslenia i działania. Pokazać w jaki sposób
                    myslenie religijne tłumaczy świat i jego koncepcje.
                    W sztuce unika sie takich odpowiedzi, ograniczając się raczej jedynie do
                    ukontekstowania biograficznego, historycznego i geograficznego. I stad wiemy o
                    polonofobii Dostojewskiego, natomiast nie wiemy, jak przeciętny XIX
                    moskwiczanin odbierał jego dzieło, co ono dla niego znaczyło i co zmieniło w
                    jego zyciu. I przede wszystkim nie wiemy jak to zrobiło.

                    P:)
                    • itek1 Re: @itek 20.01.06, 12:47
                      OK., ale takie podejscie to IMO zawezenie roli sztuki i zasadnosci jej
                      istnienia. Dla mnie sztuka nie sprowadza sie jedynie do tego jaki ma wplyw na
                      konkretnych ludzi w danej epoce, ale do tego jak opisuje (trafnie, wadliwie) ich
                      samych niezaleznie od tego co oni sami o niej i osobie mniemaja.
                      Pozdrawiam:)
                    • quarantine Re: @itek 20.01.06, 13:16
                      A może to wszystko da sie pogodzić? Może to tylko dwa aspekty tego samego
                      procesu?
                      Relacja twórca - dzieło to część procesu pt. sztuka. Inną częścią tego samego
                      procesu jest relacja dzieło - odbiorca. Może mówimy po prostu o dwóch różnych
                      rzeczach.
                      Zgadzam się, że do oceny dzieła niepotrzebny jest życiorys twórcy, ale
                      nie mogę zgodzić się na unicestwienie procesu tworzenia. Tylko jeszcze nie wiem
                      dlaczego. Może dlatego, że twórczość jest działaniem typowo ludzkim? Tworzenie
                      czegoś ponic.
                      • phi.ona Re: @itek 20.01.06, 14:01
                        quarantine napisała:

                        > Zgadzam się, że do oceny dzieła niepotrzebny jest życiorys twórcy,

                        nie zawsze.
                        sa dziela i dziela.
                        czasem do oceny czy wrecz zrozuminia dziela jest przydatna jesli nawet nie
                        konieczna wiedza o zyciu tworcy.

                        przyklady? malowidla naskalne, opowiadania kolymskie.

                        czy nasz odbior przed i po bedzie ten sam?
                        raczej na pewno nie:)
                        choc dziela te maja wartosc sama w sobie, rowniez bez tej "informacji dodanej".

                        inny przyklady- dziela prousta, dostojewskiego, naszych romantykow. znajmosc
                        ich zyciorysow - dodaje nam nowy kat spojrzenia na to co stworzyli.
                        co nie znaczy ze bez tej wiedzy dziela te wartosci nie maja.

                        w wielu dzielach- jesli nie w wiekszosci- informacja ta jest jednak bez
                        wiekszego znaczenia dla odbiorcy.


                        phi.
                        • phi.ona Re: 20.01.06, 14:04
                          oczywiscie malowidla naskalne w lascaux i itp.
                        • braineater Re: @itek 20.01.06, 14:23
                          phi.ona napisała:

                          >
                          > nie zawsze.
                          > sa dziela i dziela.
                          > czasem do oceny czy wrecz zrozuminia dziela jest przydatna jesli nawet nie
                          > konieczna wiedza o zyciu tworcy.
                          >
                          > przyklady? malowidla naskalne, opowiadania kolymskie.

                          Poczepiam się troszke. Można?
                          Co wiesz o twórcach naskalniaków? Że polowali, że mieli dzieci, że udało im się
                          troszkę oswoic ogień i wprowadzic odrobinę porządku w otaczjacy świat. że
                          kochali mamuty i ze uprawiali seks, marząc o szerokobiodrych kobietach i
                          gigantycznych penisach. Natomiast nie wiesz, jakie znaczenie dla nich miały te
                          malowidła. Czy były ozdóbką nascienną, zeby nie życ w szarej norze, czy były
                          artefaktem religijnym, czy były czyms magicznym, czy zupełnie codziennym. nie
                          znasz ich reakcji i nie masz szans ich poznac. Znasz tylko swoje reakcje na te
                          wizerunki i znasz reakcję ludzi tobie współczesnych i tych odrobinę, o sto lat
                          wczesniejszych. I na podstawie tych reakcji mozesz opiniowac o dziele, nie
                          zdając sobie na przykład sprawy z tego, że dzien po namalowaniu obrazu na
                          ścianie jaskini, przyszedł do twórcy, wódz plemienia i powiedział 'ło hoh, a co
                          to ma być za badziewie? pracą byś się zajął, mamuta oprządził, kobiete
                          zapłodnił, a nie jakimiś bzdurami. Co to ma byc w ogole - plamy na scianie?'. I
                          wódz nie uznałby tego na przykład za sztukę, nie widziałby w tym żadnej formy
                          sublimacji i transgresji, tylko po prostu plamy na ścianach, natomiast ty, nie
                          mając tego 'wodzowskiego' kontekstu, ale za to majac wiedzę kilkuset pokoleń
                          które pojawiły sie później, uznajesz to za wyższa formę ekspresji - w
                          kompletnym oderwaniu od Twórcy i jego czasów.

                          >


                          >
                          > inny przyklady- dziela prousta, dostojewskiego, naszych romantykow. znajmosc
                          > ich zyciorysow - dodaje nam nowy kat spojrzenia na to co stworzyli.
                          > co nie znaczy ze bez tej wiedzy dziela te wartosci nie maja.
                          > czy nasz odbior przed i po bedzie ten sam?
                          > raczej na pewno nie:)

                          Na pewno nie, gdyz obarczona wiedza o autorze, będziesz próbowała sie ustawic w
                          jego pozycji, tracac tym samym dystans niezbędny w obiektywnym odbiorze.
                          Bedziesz czytała Jerofiejewa przez filtr alkoholika, Prousta przez
                          homoseksualizm, Borgesa przez narastającą ślepotę. To jest fajne i moze byc
                          pasjonujące, ale nic nie mowi o Twoich reakcjach, o Twoim odbiorze dzieła,
                          tylko raczej o zdolności empatii wobec postaci historycznych i umiejętności
                          wyszukiwania szczególików. Nikt ci tego oczywiście nie zabrania, ale ze
                          perfidnie sparafrazuje Itka - to jest niepotrzebne zawężanie odbioru.

                          Pozdrowienia:)
                          • phi.ona Re: @itek 20.01.06, 14:36
                            > Znasz tylko swoje reakcje na te wizerunki i znasz reakcję ludzi tobie


                            alez ja wlasnie o tym.
                            o MOJEJ reakcji, o reakcji odbiorcy i wplyw na nia wiedzy o tym kto to stworzyl.
                            czasem ma to wplyw a czesm nie.
                            gorzej. wiedza ta ma czasem charakter nieodwracalny, jak utrata dziewictwa:)

                            juz zawsze na malowidla w lascaux bede patrzyla przez pryzmat mej wiedzy- ze
                            powstaly 15 tys lat temu, zawsze bede probowac wyobrazac sobie kto to byl itp.
                            mniej wiecje jak Ty to opislaes:))

                            ale np- twierdze ze opowiadan kolymski nie da sie wrecz zrozumiec bez wiedzy o
                            tym gdzie i jak powstaly.

                            nie znaczy to ze kazda tworczosc lagrowa jest dzielem, i to dzielem tej miary.

                            itp.rozwniecie przy innych przykladach.:)

                            w przypadku prousta bardziej chodzilo mi jego zycie salonowe i pozniejsze
                            wyizolowanie przez chorobe.

                            phi.
                            • phi.ona Re: 20.01.06, 14:51
                              inny przyklad- M&M.
                              to sa dwa rozne odbiory-
                              bez wiedzy kto jak i kiedy
                              í z ta wiedza.

                              to niemal jak przeczytanie dwoch roznych dziel:))))



                              phi.
                              • itek1 Re: 20.01.06, 14:57
                                Odbior zalezy od wrazliwosci odbiorcy. I tu jest pulapka, bo brak wiedzy
                                generuje brak wrazliwosci. M&M bez kontekstu = Harry Potter
                                Inny przyklad koniecznosci wiedzy nt.czlowieka, miejsca i czasu w odbiorze
                                dziela- wiersze Mandelsztama.
                                • phi.ona Re: 20.01.06, 15:02
                                  > M&M bez kontekstu = Harry Potter

                                  nie zgadzam sie.
                                  M&M bez kontekstu jest rowniez pieknym dzielem.
                                  ale (nieco)innym.

                                  prawdziwa sztuka jest sztuka i bez kontekstow:) co najwyzej- odbiorca nie
                                  potrafi jej zrozumiec.:))

                                  phi.
                                  • itek1 Re: 20.01.06, 15:22
                                    Nie zgadzam sie. Wrazliwosc odbiorcy jest decydujaca. W zwiazku z tym nie mozna
                                    jednoznacznie powiedziec, ze dane dzielo jest piekne i zachwycajace dla kazdego
                                    bez wyjatku (i to zarowno bez kontekstu i z). Jak zachwyca skoro nie zachwyca?-
                                    to zawsze ma prawo powiedziec odbiorca.
                                    Jednakze, jak wspominalem wiedza generuje wrazliwosc. Moze miec to aspekt
                                    ujemny, co punktuje brainy, ale z reguly pomaga w zachwycie i docenieniu.
                                • braineater Re: 20.01.06, 15:07
                                  No troszkę na wyrost ta opinia że M&M bez autorskiego kontekstu = Harry Potter.
                                  O Bułchakowie do dziś wiem tyle, że był i że Sowieci go nie lubili, a tak czy
                                  siak jest jednym z ważniejszych dla mnie pisarzy. I obawiam się, że do pani
                                  Rowlingowej i dzieł jej raczej bym twórczości Bułchakowa nie porównywał, bo nie
                                  ma tam zadnych elementów wspolnych poza powierzchowną scenografią.
                                  I naprawdę nie jest mi potrzebna znajomośc losów pana Michaiła, by dojśc do
                                  tego, że tworzył dzieła wielkie.
                                  A w momencie gdybym zapoznał się zyciorysem tegoz, zapene zacząłbym go szukac w
                                  tekście, sprowadzając sobie cała przyjemnośc lektury do odkrycia tego, czy był
                                  Mistrzem i jakie naprawde Malgorzata miała piersi. To sobie moge poczytac w
                                  historii literatury - nie potrzeba mi do tego Sztuki.

                                  P:)
                                  • itek1 Re: 20.01.06, 15:32
                                    > O Bułchakowie do dziś wiem tyle, że był i że Sowieci go nie lubili, a tak czy
                                    > siak jest jednym z ważniejszych dla mnie pisarzy.

                                    Wydaje mi sie, ze elementem przesadzajacym o tym, ze jest to dla ciebie wazny
                                    pisarz nie jest bron Boze Twoja wiedza o Rosji czy autorze, ale wiedza o zyciu:
                                    o klamstewkach i podlosciach ludzkich, o prawdziwej milosci:) i iluzorycznych
                                    nadziejach i takich tam innych paru rzeczach.
                                  • phi.ona Re: 20.01.06, 15:34
                                    > tekście, sprowadzając sobie cała przyjemnośc lektury do odkrycia tego, czy
                                    był
                                    > Mistrzem i jakie naprawde Malgorzata miała piersi. To sobie moge poczytac w
                                    > historii literatury - nie potrzeba mi do tego Sztuki.

                                    nie zgadzam sie:)

                                    nie mam czasu sie rozpisywac- dlatego telegraficznie przyklady-

                                    czym zupeeeeelnie innym jest pobyt w zakladzie psychiatrycznym mistrza z i bez
                                    kontekstu historycznego.
                                    samobojstwo (?)- mistrza i malgorzaty.

                                    a znikanie ludzi?- bez kontekstu tego sie chyba wogole nie da wytlumaczyc.

                                    to niemal dwie rozne ksiazki-
                                    m&m w kontekscie historyczno- osobistym i bez.
                                    • brunosch Re: 20.01.06, 15:43
                                      odłuzmy na bok Mistrza i Małgorzatę.
                                      Weź jakąkolwiek inną powieść. Czy przed rzuceniem się na nią będziesz poznawać
                                      życie i twórczość Autora, czy będziesz śledzić życie gospodarcze i polityczne
                                      kraju, w którym żył?
                                      Oczywiście, że tak też można - piękne to, słuszne i sprawiedliwe. Ale na codzień?
                                      W odniesieniu do każdej książki? Nie tylko powieści, bo co zrobisz z liryką, lub
                                      dramatem?
                                      ***
                                      W światku aktorskim do tej pory żyje anegdota o takim jednym, że gdy rola
                                      wymagała aby otworzył drzwi, to przygotowywał się do niej studiując Historię
                                      Klamki Na Przestrzeni Dziejów.
                                      • phi.ona vide wczesniejsze wpisy. :))) ntx 20.01.06, 15:57
    • mamarcela Re: krytyka a twórczość 20.01.06, 10:39
      Wsadzajac jedynie kij w mrowisko, bo muszę do sklepu się wydalić -
      zapytam: jacy krytycy i kogo tak naprawdę ich krytyka obchodzi? Może jedynie
      twórców, ale też niekoniecznie. Tak naprawdę to marketing rządzi, a nie krytycy.
      A krytycy uprawiają swoją sztukę dla sztuki i jakaś garstka pomyleńców ich
      czyta, ogląda i słucha, ale jak widać i oni zastanawiają się, po co to
      właściwie się dzieje i komu służy.
      A kiedyś to się w krytyce działo...
      pozdrawiam serdecznie
      mamarcela, która wszystkie numery Wiadomości literackich i takich tam inych
      przeczytała i nadal jest pod wrażeniem
      • phi.ona Re: krytyka a twórczość 20.01.06, 10:56
        eee tam,
        wg mnie to wszytsko znacznie prostsze jest.
        zadna sztuka dla sztuki, zaden rzad dusz.
        po prostu- krytyk to "informator"- o czym ta ksiazka/film/wystawa jest.
        krytyk to taki osobnik ktory zawodowo czyta/oglada wszytstko i powinien dla
        mnie, nie majacej czasu na "wszystko" wygrzebac to co warto przeczytac.
        forumy- np "ksiazki" czy "twa" to tez kaciki krytykow:)).
        a juz moim problemem jest - odnalezienie takiego "zawodowego czytacza", ktory
        ma gust podobny do mojego:)).

        pozdrawiam
        phi.


    • dr.krisk Twórstwo oraz krytyctwo. 20.01.06, 10:53
      Też nad tym myślałem, i jak zwykle nic nie wymyśliłem specjalnie sensownego.
      Sądzę, że trzeba do tego mieć zdrowy stosunek prostego człowieka. A niech
      twórcy tworzą, jak muszą. Niech pan Piernatek z Bolejewa ćwiczy Mahlera na
      pile - jeżeli takie ma parcie wewnętrzne.
      W naszej pokręconej kulturze utarło się otaczanie twórców specjalną uwagą &
      estymą. Mają zjazdy, legitymacje, udzielają wywiadów i piją kawki oraz wódkę w
      bufetach rozmaitych instytucji. Ponieważ w związku z tym każdy chciałby zostać
      takim twórcą, państwo nie wyrobiłoby ekonomicznie. Stąd potrzeba krytyki, aby
      całe to bractwo ustawiło w ordynku, a nieszczęsnego Piernatka na kopach
      wygoniło z balu.
      Krytyk rozmaitych nie czytam - to przecież prywatne zdanie jakiegoś wymoczka,
      co nawet syfonu w zlewie nie wymieni, nie mówiąc o ciężkich pracach murarsko-
      betoniarskich. Czytam, oglądam i słucham tego co mi się podoba, i nie
      interesuje mnie specjalnie zdanie innych.
      I tyle.
      To wymyśliłem ja - KrisK.
    • ben-oni Re: krytyka a twórczość 20.01.06, 12:03
      Jest taka fajna teoria, mówiąca że rozwój sztuki i nauki wynika z posiadania
      przz człowieka dużo wolnego czasu oraz nadmiaru siły roboczej, spowodowanego
      społecznym podziałem pracy. W dniu w którym człowiek ugotował mięso zamiast
      żreć surowe zyskał kilka godzin (godziny trawienia surowizny). Gdy podzielił
      się pracą z innymi (powstanie zawodów - garncarze, wojownicy, rolnicy, kapłani,
      ogniomistrze...) nagle pierwotny człowiek nie musząc już wszystkiego robić sam,
      zyskał mnóstwo wolnego czasu. I wymyślał. Jak by tu wynalazkami jaszcze ułatwić
      sobie życie i zyskać trochę wolnego czasu. Sprzężenie zwrotne.

      A co do słabych artystów... To nawóz, gleba na której czasami wyrasta jeden
      geniusz. Rachunek prawdopodobienstwa.
    • nienietoperz Re: krytyka a twórczość 20.01.06, 12:41
      Zgadzam sie z Brainem i nie zgadzam - nie sadze, zeby typowy tworca kierowal sie
      odczuwaniem, wewnetrzna pasja zwiazana z potrzeba przelewania uczuc na papier
      (chyba, ze tworca jest plci zenskiej i ma ponizej lat 18tu).

      Tworca (w punktach, choc chaotycznie):
      a) chce sie wyroznic, chce pokazac, ze potrafi, moze, ze jest oryginalny - w
      skrocie chodzi mu o slawe molojecka;
      b)rzadziej zdarza sie, ze podchodzi do pisania/malowania/researchowania jak do
      lamiglowki - czy to sie da zrobic tak, czy to bedzie mialo sens, czy jest w tym
      cos nowego;
      c)najczesciej zas nowadays jest chyba tak jak pisalem kiedys we wspomnianym
      watku na FK - Jacus pisal dobre wypracowania, nic specjalnie innego nie umial,
      potem pisal opowiadania, potem mial juz tyle lat, ze nie bylo sie jak
      przekwalifikowac i albo zostal pisarzyna nieznanym, albo pisarzem slawnym -
      tylko w tym drugim przypadku bedzie musial dorobic do swojego pisania teorie
      przyczynowo-skutkowa, w pierwszym nikt sie go nigdy o przyczyny nie zapyta.

      Krytyka powstaje znow z kilku roznych powodow:
      a) przede wszystkim czesc Jacusiow piszacych dobre wypracowania nie ma za Chiny
      pomyslow na nic innego - posada krytyka jak znalazl;
      b) umozliwia realizacje punktu a) powyzej - jak inaczej zdefiniowac/zdobyc
      'sukces' literacki;
      c) jesli cos niebanalnego zostalo stworzone, to zazwyczaj pobudza do dyskusji;
      dlaczego nie prowadzic tejze za posrednictwem krytyki?


      Jakie wnioski? W zasadzie zadne; jesli pani Zuza chce malowac bohomazy, niech
      maluje. Ktos ja chce krytykowac - prosze bardzo.

      Nie wierze w wyzszosc absolutnie nieskalanego przekazu. Biorac udzial w dyskusji
      na FK, TWA, czytajac analizy, eseje i recenzje, nawet uczac sie
      jezykapolskiegowszkole ksztaltujemy swoja wrazliwosc odbiorcy, zwiekszamy swoja
      szanse na zobaczenie wiecej, inaczej, zwiekszamy ilosc polaczen w mozgu,
      zaczynamy zwracac uwage na to, co wczesniej nam uciekalo. Mozna pytac: czy ma to
      cos wspolnego z intencjami autora? Ale dlaczego ma miec?


      Ad. dzielo w oderwaniu od tworcy: zgadzam sie, ze moi, nienietoperz, spotyka
      sie z tekstem czystym i bezautorskim; zgadzam sie, ze proba odnalezienia tworcy
      w tekscie i vice versa jest skazana na porazke. Nie znaczy to jednak, ze nie
      warto jej podejmowac dla czystej przyjemnosci (dedykuje 'Papuge Flauberta' - nie
      powiesz mi Marcelu, ze Cie poszukiwanie Gustawa przez Geoffreya pozytywnie nie
      krecilo).

      Uklony,
      Nienietoperz
      • itek1 Re: krytyka a twórczość 20.01.06, 12:52
        d) dotyczy prawdziwego tworcy- cos przezyl i postanowil dac temu swiadectwo
        (Szalamoiw,Solzenicyn,Milosz)
    • itek1 Re: krytyka a twórczość 20.01.06, 13:30
      > zastanawiam się, dlaczego w ogóle człowiek coś tworzy
      zeby wykorzystac swoja wyobraznie i dac wyraz swojej woli

      > czy, jeśli twórca tworzy knoty, to ma zaprzestać działalności?
      ten powod nie jest przesadzajacy

      > skąd bierze się krytyka
      z nieuzasadnionego w wielu przypadkach poczucia nizszosci badz wyzszosci




      • annabellee1 Re: krytyka a twórczość 20.01.06, 14:21
        Tworcy tworza dlatego,ze maja talent( tak uwazaja).A talent to cos jak
        imperatyw kategoryczny.Musza mu pofolgowac.
        Rozkladaja dywanik i pokazuja sztuczki.
        Jesli juz nie moga inaczej.
        Czasem ten talent jest wiekszy ,czasem mniejszy.Ale to mus.Pieklo.Koniecznosc i
        stres.
        Mowie o prawdziwych tworcach.Ale tez o np grafomanach.Uwazam ze grafomania to
        tez talent.I fenomen..
        Nie wydaje mi sie,ze dzielo jest wyizolowane z biografii.
        Mozna je jednak tak odczytywac.Odbior zalezy od nas samych.Od tego co nam w
        duszy gra.W tym momencie.Bo w innym gra nam cos innego.
        Teoretycznie krytyk to taki facet co obiektywnie ocenia.Ale to fikcja bo
        krytykowi tez gra.Czesto falszywie.Juz lepszy zatem jest hist.lit /.On odczytuje
        dzielow wlasnie w kontekscie.Ze wzystkim niuansami Kazdy utwor mozna odczytywac
        na roznym poziomie znaczeniowym Wyizolowane z kontekstu testy sa tyle samo warte
        co te z kontekstem. Po prostu wyjmujemy z teczki inne narzedzia.
        Jednego bawi czysta proza -innego rozne ukryte w niej smaczki i
        odniesienia.Czyli quodlibet. Co kto lubi.Ktory odbior zubaza?
        No wlasnie.Mozna tak i tak.
        A w ogole to cisnienie spada.Co zmienia wiele kontekstow.Gdybym teraz
        czytala.Dzielo jAKIES.
    • brunosch Krytyka :D 20.01.06, 15:07
      Z łatwośia można sobie wyobrazić świat bez krytyki (zwłaszcza literackiej) i bez
      jej sądów można spokojnie przeżyć życie kierując się własnym gustem i rozumem.

      Niestety - istnieje nachalne "wmuszanko", które jak celnie zauważyła Mamarcela,
      wiele ma wspólnego z marketingiem, a nie z rzetelną oceną wartości artystycznej.
      Dzięki temu na piedestał wyciągnięto Pannę Nikt (dziwnym trafem, o kolejnych
      arcydziełach Tryzny jakoś cichutko), Mamuelę G., Masłowską, czy Drotkowską,
      która sama się lansowała jako Przyjaciółka Masłowskiej, bo nic więcej do główki
      nie przychodziło.
      I naiwnością jest sądzić, że krytyka opiera się na zasadzie: "przeczytałem dobrą
      książkę, może i tobie się spodoba" bo nie zasada, ale imperatyw brzmi: "tu masz
      książkę, ludzie kupę kasy na nią wywalają, więc musi być dobra. A jak Ci się nie
      podoba, to znaczy, żeś idiota".
      Od dnia, w jakim użyto słowa "postmodernizm" na określenie amebalnego gniota
      który ni chu... chu... do niczego niepodobny i w ten sposób wmuszono Ludzkości
      kolejne "arcydzieło", wielkim łukiem mijam wszelkie achy i ochy okołoliterackie,
      salutując im z daleka, zginając łokieć.
      • braineater Re: Krytyka :D 20.01.06, 15:24
        Robisz to samo, tylko w drugą strone:)
        Wychodzisz z załozenie: 'uważam Masłowską, Gretkowską i Dorotkiewicz za głupie
        pi..y (co jest prawda obiektywną tylko w przypadku tej ostatniej:) i chciałbym,
        byście tak samo uważali' (a moze nie 'chciałbym', ale łatwiej byłoby nam się
        porozumiec, gdybyście przyjęli takie założenie). Natomiast prawdziwy krytyk,
        (cnoty się nie boi:)ma gdzies istnienie takich postaci rzeczywistych jak
        Masłowska, Gretkowska, Dorotkiewicz i zajmuje się tylko i wyłacznie ich
        tekstami.
        Dałes akurat takie przykłady, że społeczny odbiór Autorek mocno zaważył na
        ogolnej ocenie dzieła i w wiekszości nie ocenia się 'Wojny Polsko-ruskiej'
        czy "Pawia", tylko 'Wojne polsko-ruską' i 'Pawia' napisanego przez te gupiom
        Masłoskom, co sie mondrzy po gazetach a nic nie umi' i na tym w 99% przypadków
        konczy sie ocenianie tych ksiązek i próba ich analizy. I to faktycznie z
        krytyką ma tyle wspólnego, co ja z Arnoldem S. Natomiast można podejśc do tych
        tekstów bez uprzedzeń wobec Autora, kompletnie go ignorując, co od poczatku
        postuluję i spróbowac sprawdzić, czy w samych ksiązkach nie am czegos
        interesującego, nowego, docierającego do Ciebie własnie - dla mnie akurat jest
        i to mnóstwo.

        P:)
        • brunosch anienie ! 20.01.06, 15:34
          > Robisz to samo, tylko w drugą strone:)
          > Wychodzisz z załozenie: 'uważam Masłowską, Gretkowską i Dorotkiewicz za głupie
          > pi..y

          nie. Uważam twórczość tych pisarzy (zauważ, pochód otwierał Tryzna!) za
          nietrafiającą do mnie. Subiektywizm jak widzisz w tym jak cholera. I nie
          obchodzi mnie kwik zachwyconych krytyków, że "ale jazda! popatrzcie Nowa Gwiazda!"
          Biorę do ręki książkę, czytam i albo wsiąkam w to bez reszty, albo ksztuszę się
          i duszę. Bez względu - powtarzam, na opinię krytyków.
          A bełkot podszyty najpozytywniejszą bodaj opinią krytyków, pozostaje dla mnie
          bełkotem.
          • braineater Re: anienie ! 20.01.06, 15:43
            ...czasami czuje sie jak Fredek Nicze...:)

            I znów kółeczko się zamyka. Ty stoisz na barykadzie 'nie podoba mi sie to',
            krytycy okopują się na pozycji 'podoba nam sie to, toż to arcydzieło' i nadal
            nikt nie zajmuje sie analizą tego, co najistotniejsze: dlaczego jednym się
            podoba, a drugim nie.

            Idę się pochlastać, kupiwszy sobie po drodze flaszke na wieczór i nowego
            Pielewina, zeby nie siedzieć na sucho z flaszką:)

            P:)
            • brunosch No nie, Panie B.! 20.01.06, 15:47
              > Idę się pochlastać, kupiwszy sobie po drodze flaszke na wieczór i nowego
              > Pielewina, zeby nie siedzieć na sucho z flaszką:)

              przeca jak się pochlastasz, to kałuże będą mokre dookoła ;)
              Miłego weekendu!
            • phi.ona Re: anienie ! 20.01.06, 16:06
              > nikt nie zajmuje sie analizą tego, co najistotniejsze: dlaczego jednym się
              > podoba, a drugim nie.


              a po co to analizowac:)
              jednym sie podoba innym nie:)


              a ja dalej twierdze- ze krytyk to "czytacz zawodowy" (okreslenie krytyk nie
              koniecznie jest najszczesliwsze). swiadczacy uslugi dla ludnosci.:)
              (czyli mnie:))).
              i albo nadaje z tym a tym krytykiem na jednej fali- albo nie.
              albo sie kieruje tym co mowi albo nie:))

              phi.


    • broch Re: krytyka a twórczość 20.01.06, 17:18
      Ciekawi mnie czy mozna wyjsc poza wyuczone teorie?
      tzw naukowe podejscie do sztuki rzadko konczy sie dzielem. Nie mowiac juz o tym
      ze dzielo to nie najwyzszych lotow jest.
      Poniewaz filozofia czy teoria sztuki naukami nie sa, jedynie mniej czy bardziej
      inteligentnymi obserwacjami, powtarzanie cudzych mysli prowadzi wylacznie do
      wykrzywienia rzeczywistosci.... i nie wnosi wiele nowego (choc prowadzi do
      zabawnych rezultatow).

      Dlaczego czlowiek tworzy?
      Bo musi. Jak sama piszesz to silniejsze od Niego. Wbrew rozsadkowi, wbrew innym
      a czasem wbrw sobie.
      Skad bierze sie krytyka?
      -po pierwsze sam odbior jest krytyka co jest oczywiste w zwiazku z tym krytyka
      jest pod silnym wplywem gustow
      -po drugie moze przyniesc pieniadze (wlaczajac w to krytyke ktorej nikt nie
      rozumie ale czesc sie zachwyca = krytyka do ukrytego w obdiorcy snoba).
      -po trzecie ludzie z lekka snobami sa: lubia nie do konca jasne teorie, lubia
      powtarzac blyskotliwe opinie (nawet jesli tylko pozornie blyskotliwe)
      -odbiorcy z lekka zagubieni sa: potrzebuja przewodnika ktory powie co dobre a co zle
      -jestesmy leniwi: zwroc uwage na ilosc postow i nikly procent teorii
      oryginalnej. W sumie jest to mieszanka przeczytanego/zaslyszanego.
      Zjawisko ktore zabija (prawdziwa) nauke i sztuke.

      Czy musimy wszystkovszufladkowac? Kiedys o tym pisalem: musimy. Ludzie
      potrzeboja protezy i jasnosci opinii na ktorych moga sie oprzec. To odroznia
      tworcza mala grupe ludzi ktorzy daja poczatek nowemu, od tworczej, nieco
      wiekszej grupy ktora kontynuuje i rozwija i oczywiscie od calej bandy
      nasladowcow i oglaczy.

      Cholubienie jest zaprzeczeniem tworczosci. Najwieksze dziela powstaly pod
      wplywem stresu. Krytyka jest rowniez dowodem zainteresowania..
      Krytykujac, cholubimy, nadajemy artyscie specjalny status.


      "Wyskakiwanie" przez okno to zupelnie inny problem. Swiadczy o slabosci
      psychicznej. To nie cecha negatywna, sa ludzie silniejsisa slabsi psychicznie.
      Sadze ze malarka z Twojego przykladu popelnilaby samobojstwo z innego powodu.
      Czy mozna by Ja uratowac? Tak naprawde nikt nie bedzie w stanie odpowiedziec z
      pewnoscia na takie pytanie, jest jednak duza szansa iz nie stworzylaby ani
      jednego dziela, byc moze ze to unieszczesliwiloby ja tak bardzo iz wyskoczylaby
      przez okno.


      Sztuka w rozmowach nie znika. Sztuki w rozmowach nie ma. Zwroc uwage ze na forum
      ksiazkowym jest bardzo niewiele oryginalnej mysli, jest duzo pytan o to czy
      warto, od czego zaczac, czasem pseudoobrazoburcze pytania o np Ulyssesa z
      pseodooryginalnymi odpowiedziami ktore zadowalaja wiekszosc czytelnikow :))
      Czy wiec forum ksiazkowe jest miejscem dla sztuki? Moim zdaniem nie. Jest
      miejscem do wymiany szybkich brykow pozwalajacych znalezc to czego sie szuka
      niezbyt daleko. Nikt nie przezylby 100% sztuki i rozmowy o Niej przez caly czas.
      Z reszta malo kto jest dostatecznie oryginalny (podobnie jak ztworcami - to nie
      jest pytanie o wartosc, jedynie stwierdzenie iz nalezy dac zyc wszystkim torcom
      mniej i bardziej oryginalnym oraz malo oryginalnym ogladaczom :)) ).
      • daria13 Re: krytyka a twórczość 20.01.06, 19:10
        Krytykujemy krytyków i zasadność instnienia krytyki jako takiej. Jesteśmy tu
        gronem ludzi, którzy mają duży bagaż przeczytanych książek i mają bardzo
        precyzyjnie wykrystalizowany gust literacki, ale co z ludźmi, którzy jeszcze
        tego bagażu nie posiadają? Czym mają się kierować przy doborze książek, jeśli
        na przykład rodzice wcale nie czytali, a pani w bibliotece uznaje tylko
        romanse i kryminały i tylko to doradza? Metoda prób i błędów, ok. Ale po co w
        takim razie istnieją konkursy typu Nobel, czy Booker i wiele, wiele innych?
        Czy tak bardzo złe są te drogowskazy? Możemy się potem z nimi nie zgodzić,
        jasne, ale też możemy znaleźć coś wartościowego, po co bez nobla może byśmy nie
        sięgnęli. Hmmmm, sama nie wiem.
        P:)
        • broch Re: krytyka a twórczość 20.01.06, 21:12
          nie krytykuje zasadnosci krytyki, po prostu nie uwazam jej za istotne dla tego
          co czytam. Krytyka to jak pisalem rodzaj protezy i rodzaj wskaznika nic wiecej.
          Mozesz z tego skorzystac, ale nie musisz.

          "Czym mają się kierować przy doborze książek, jeśli na przykład rodzice wcale
          nie czytali, a pani w bibliotece uznaje tylko romanse i kryminały i tylko to
          doradza?"
          Dlaczego nie? Ludzie nie trawia Marqueza mimo ze Nobla dostal natomiast z
          przyjemnoscia biora do reki ksiazki/czytadla polecane przez pania bibliotekarke.
          Poza tym musi byc rodzaj tradycji czytania aby w ogole do biblioteki pojsc.
          Potem dopiero mozna sluchac polecanek.
          Nie przyznawalbym absolutnie krytyce wartosci wychowawczych. Zdecydowanie nie
          powinna determinowac Twoich wyborow choc moze je ulatwiac.

          Znalezienie ksiazki ktora mi sie spodoba zajmuje mi wiele czasu (lat faktycznie).

          Poza tym quarantina pytala sie o "szkodliwosc" krytyki i koniecznosc cholubienia :))
          Nie uwazam aby cholubienie bylo potrzebne, krytyka jedynie w skrajnych wypadkach
          szkodzi (co nie znaczy ze jest sprawiedliwa generalnie).

          Sztuka nie moze obejsc sie bez krytyki nie dlatego iz krytyka tak wiele wnosi,
          ale dlatego ze bywa niesprawiedliwa, lub slepa na zjawiska ktore tworca chcial
          pokazac. Chwalenie rzadko prowadzi do powstania dziel wielkich. Krytyka jest
          potrzebna poniewaz tak czesto sie myli :))
    • braineater takie sobie P.S. 21.01.06, 15:04
      skoro jak zazwyczaj nie udało nam się zbytno dotrzeć do jakiś wspólnych
      wniosków, prócz usunięcia autora, kontekstu i czytania raczej biografii i
      wspomnien niz literatury, to może przynajmniej po tych fontannach gadulstwa i
      uzasadnień, uda nam się ustalić pisownie słowa 'hołubić':
      sjp.pwn.pl/haslo.php?id=19049

      :)
      • broch Re: takie sobie P.S. 21.01.06, 17:59
        "po tych fontannach gadulstwa i uzasadnień,"
        palme pierszenstwa oddaje(my) Tobie :))
        Mozna dyskutowac zasadnosc uzasadnien (tzn jak bardzo byly na temat) ale
        fontanna to byla z pewnoscia :)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka