diabollo
22.01.06, 13:27
Fragment artykułu:
-----------------------
Szwedzcy socjaldemokraci i konserwatyści zgadzają się w jednej kwestii - że
kluczem otwierającym wrota raju wysokiej dzietności jest równouprawnienie
Podczas gdy słynący z rodzinności Włosi, Hiszpanie i Polacy mają coraz mniej
dzieci, "zimni i nierodzinni" Szwedzi mają ich coraz więcej. W Sztokholmie
trudno nie potknąć się o wózek. W wielu centralnie położonych kawiarniach
spragnieni spokoju goście poczują się tak, jakby przez pomyłkę wpadli do
żłobka: przy stolikach pełno mam z gaworzącymi maluchami.
Statystyczna warszawianka nie ma już nawet jednego dziecka, tymczasem
szwedzkie miasta przeżywają baby boom. Rekordowy pod tym względem był rok
2004, kiedy w Sztokholmie liczba urodzeń była najwyższa od 50 lat. Szwedzki
współczynnik dzietności wynosi obecnie 1,75 i oblicza się, że w najbliższej
przyszłości podniesie się do 1,85 (dla porównania w Polsce współczynnik ten
wynosi 1,22, we Włoszech - 1,25, w Hiszpanii - 1,24).
------------------------
Całość:
kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,3120847.html
Ciekawe czy rządzący w Polsce kiedykolwiek dojdą do podobnych wniosków - że
równouprawnienie sprzyja dzietności?
Moim zdaniem - nie przyznają tego nigdy, bo dla nich ważniejsza jest ideologia
i retoryka antyfeministyczna, która pomaga budować "wyrazistą postawę
polityczną", która pomaga wygrywać wybory, a to z kolei nie ma nic wspólnego z
chęcią rozwiązywania rzeczywistych problemów.
Rozdawanie prezentów w postaci "becikowego" jest opłacalne wyborczo, budowanie
systemu wspomagające zatrudnianie kobiet i usuwanie barier dyskryninujące
kobiety na rynkach pracy - to już jest niebezpieczne wyborczo.
Dlatego, polska populacja będzie się starzeć i zmniejszać.
A jak Wy uważacie?
Kłaniam się nisko.