aaneta
27.01.06, 12:09
Wyświechtany temat, wiem, ale od wczoraj chodzi mi po głowie, chociaż
myślałam, że od dawna mam ustalony światopogląd, ideały i wartości, i że w
ogóle mądra jestem ;) Ale wczoraj obejrzałam film "Sophie Scholl. Ostatnie
dni" i zaczęłam się zastanawiać od nowa. I nic mi z tego zastanawiania się nie
wychodzi.
Jeśli ktoś nie wie, to Sophie Scholl była niemiecką studentką, która razem z
bratem i przyjaciółmi brała udział w ruchu oporu przeciwko hitleryzmowi, za co
została aresztowana i stracona na gilotynie w lutym 1943r. Ten ruch oporu to
była niewielka organizacja pod nazwą "Biała Róża", która zajmowała się głównie
redagowaniem i kolportowaniem ulotek, zawierających krytykę polityki III
Rzeszy, zwłaszcza wojny, w której armia niemiecka wtedy już ponosiła wielkie
straty. W zasadzie nic wielkiego członkowie "Białej Róży" nie zrobili, pewnie
dlatego, że nie zdążyli, żadnych akcji zbrojnych, co najwyżej wezwania do
sabotażu, ale i tak zostali bardzo surowo i w błyskawicznym tempie osądzeni i
straceni. Niby nic wielkiego, u nas działo się przecież o wiele więcej i
bardziej tragicznie: Armia Krajowa, Szare Szeregi itd. No właśnie, i tu
zaczynają się schody. Bo ja się na tej historii wychowałam, nie wiem, jak
młodsze pokolenie, czy znacie "Kamienie na szaniec", "Akcję pod Arsenałem" i
historię Szarych Szeregów? A jeżeli znacie, to czy macie do tego stosunek
emocjonalny? Ja strasznie to wszystko kiedyś przeżywałam i byłam przekonana,
że gdybym żyła w tamtych czasach, też pewnie w coś takiego bym się
zaangażowała. A teraz zastanawiam się, jaki to miałoby sens? Czy warto
ryzykować, a nawet oddać życie w takiej sprawie? To znaczy w ten sposób? Bo że
walczyć trzeba, to dalej jestem przekonana, tylko że takie organizacje jak
Szare Szeregi czy "Biała Róża" nie miały szans zrobić nic konkretnego, były
kompletnie nieskuteczne, za to ryzyko związane z taką działalnością było
olbrzymie, właściwie oznaczało samobójstwo. Zwłaszcza że działali w nich
ludzie bardzo młodzi, którzy często nie zdawali sobie sprawy z tego ryzyka
albo nie robili nic, żeby je ograniczyć, wręcz przeciwnie. Akcja pokazana w
filmie, która doprowadziła do aresztowania i stracenia Sophie, była kompletnie
nieprzemyślana, spontaniczna, a przez to strasznie ryzykowna, właściwie szanse
powodzenia jej były znikome. Więc po co? Czy miało to sens?