makbrajd
09.02.06, 23:00
Przy biesiadnym stole w Myślęcinku prawie nic nie jadłem. Bo golonka była za
zimna. Ale też nie piłem. Zgodnie z obrzędem braci górniczej każdy z
uczestników miał przed sobą spory ceramiczny kubek, z którego miał wypić
pewną miksturę alkoholową. Ale ja tego nie piłem, jedynie markowałem. Zresztą
nie pierwszy raz. Koledzy już mnie z tego znają, że ja nie piję, tylko
wszystko wypluwam do kufla i szklanki, a później , jak kufel się napełni, idę
do ubikacji i wylewam zebrany tam alkohol. Tak było w Myślęcinku. Tylko
brałem do ust, ale nie połykałem. Następnego dnia o świcie miałem lecieć do
Warszawy, dlatego w końcu wyszedłem z imprezy.