Dodaj do ulubionych

plastusiowy pamietnik/ II zeszyt

15.02.06, 09:55
Mathiasie, 81 kartek zapisanych, dwie wyrwane ze srodka, jedna potargana plus
okladki - slowem pierwszy 84 brulion zapisany.

Zakladam nastepny, byc mogl notowac swoje... wynurzenia:D

kowianeczka
Obserwuj wątek
    • kowianeczka Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 15.02.06, 10:06
      Nim przyjdziesz, a dzisiaj to nie wiem, czy masz zmiar, zastanawiam sie, czy
      ktos z forumowiczow oglada olimpiade. Tyle mowilo sie o sporcie, o
      zainteresowaniach..Hmmm...a moze dlatego, ze Polska nie zdobyla jeszcze zadnego
      medalu, nawet brazowego i zainteresowanie igrzyskami zimowymi wzrosnie, gdy
      Polacy zdobeda jakikolwiek krazek,w przciwnym razie waznijesze sa inne sprawy..?

      kowianeczka
    • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 15.02.06, 10:55
      Kowianeczko, no przeciez zaraz komus przyloze! Mnie biednego polaczka od
      sprzatania podlog i kradziezy samochodow zmuszaja od obdzwaniania komisji EU,
      zeby wszystko przygotowac, jak ja mowic nie moge, bo misie cos do grdyki
      przykleilo. Tepe te Szkopy jak nic i biednego polaczka wykorzystuja. Dobrze, ze
      Panie w komisji jak zwykle rozgarniete, bo chlopy to ciulizna straszna
      zwlaszcza tepaki- Wissenschafter. Ide kopac (nie tu, tu misie nie chce, tu
      tylko jeden temat obowiazuje).Idzie o 3 banki na Finanzhilfen des Europäischen
      Parlaments für Öffentlichkeitsarbeit 2006. Jeszcze do wtorku musze zrobic
      Ungarische Geschichte 1944-89- Kirche, Staat und Religion. Robota bardzo fajna,
      ale towrzystwo..Ech, rzy(zn)c!

      M.S.
      • kowianeczka Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 15.02.06, 11:33
        No prosze, a ja myslalam, ze Niemcy to kraj samych Kantow, Schopenhauerow i
        Einsteinow ze srednia IQ 140?:)))))))).

        Czyzbys nie lubil teoretykow zycia (ze swita akadeii i uniwersytetow), ktorzy
        na haslo komisja Europejska sikaja w gatki niczym niektorzy z kraju
        Mickiewiczow, Slowackich i Kopernikow ze srednia IQ 150? :)))))

        kowianeczka nie majaca problemu z delegowaniem (czyt. spychaniem) zajec na
        innych:)
    • kowianeczka Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 15.02.06, 14:34
      Ide jesc, mimo choroby cosik mi skrzeczy w brzuchu. Moj maz wczoraj zrezygnowal
      z kolacji sluzbowej, przyszed do domku, ugotowal pyszna kolacje (kazalam na dwa
      dni strawy nawarzyc, bym mogla dzis odgrzac).


      kowianeczka
    • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 15.02.06, 15:18
      Kowianeczko, odpowiedzi na niektore dzisiaj postawione pytania znajdziesz tu

      www.zwierciadlo.pl/index.php?pid=2&c=2&rok=2006&numer=2
      w dwoch miejscach "Temat miesiaca" oraz "zycie wewnetrzne".

      Ja oczywiscie zadam Tobie pytanie i co dalej, skoro pewien poziom wiedzy jest
      juz znany. I co dalej?

      Co do kontynuacji rozmow to :

      1)nie chce misie juz, strata czasu, mozemy wymieniac sie tu na tow. lub na
      prywie. wole palstusiowy pamietnik.

      2)gdyby misie chcialo to i tak nie moge pisac, bo po zalogowaniu nie watek
      otwiera sie kilka munut (jesli w ogole).


      Buziak

      M.S.
    • kowianeczka Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 16.02.06, 10:52
      Mathias, masz ochote dzisiaj wpasc na forum, czy tez zarazilam Cie grypa i nie
      ruszysz dzisiaj lopatka;)?

      kowianeczka
      • kowianeczka Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 16.02.06, 11:33
        jest szansa, ze przez moment, gdy tutaj bede podaruja sobie prueklenstwa i
        bluzgi i zajma sie normalnym pisaniem, niby zgodnie z zainteresowaniami.

        kowianeczka
        • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 16.02.06, 12:16
          Troszeczke chce misie ruszyc kopytkiem.

          M.S.
          • ala-a Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 16.02.06, 12:30
            Ein Biologe, ein Physiker und ein Mathematiker stehen vor einem Aufzug.
            Sie beobachten wie ein Mann und eine Frau in den Aufzug einsteigen. Die
            Tür schliesst sich und der Aufzug fährt nach oben.
            Einige Zeit später hält der Aufzug wieder auf ihrer Etage und es steigen
            eine Frau, ein Mann und eine dritte Person aus dem Aufzug aus.

            Darauf sagt der Biologe: "Dies Phänomen erklärt sich durch die
            natürliche Vermehrung".
            Der Physiker meint daraufhin: "Das stimmt nicht. Das ist ein Messfehler!"
            Der Mathematiker meint: "Das ist auch nicht richtig. Wenn jetzt noch eine
            Person in den Aufzug steigt, ist keiner mehr drin."
          • mathias_sammer 16 luty 2006 16.02.06, 14:09
            Kilka dni wczesniej znalazlem se nowa zabawe, chociaz dopiero dziasiaj
            zrozumialem jak mnie kreci i krecic bedzie. Praca przy lopacie, gdy pol kraju
            zasniezone wcale mnie nie bawi, pensja niska, bo kto "za jedno euro" plus
            ubezpieka wyzyje, miesnie wiotkie, mecza sie szybko, choc miesnie w opuszkach
            zgrabialych paluchow stosownie wymodelowane od podnoszenia do geby kieliszka.

            Oto wstepne zaloty milosne do administracji zostaly zakonczone, niebawem
            przechodze do czynow. Bedziemy teraz bawic sie w berka rozbieranego.Bedziemy
            gonic sie po formach, raz oni mnie, raz ja ich. Raz pacnie mnie jabbur scinajac
            leb hydrze, raz ja wyrosne mu spod stop i bec w czapke z pomponem. Jabbur nosi
            wylacznie czapki z pomponem, ktore mu zrobila mama na drutach.

            To tyle, musze pomyslec jak go poderwac, by poczul na plecach przez cweterek
            rownie wydziergany przez mame moj nieswiezy oddech:)

            Plone..hmmm

            M.S.
    • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 16.02.06, 16:25
      Niezle co:

      [haGalil Notausgabe - www.hagalil.com]

      Ein dänisches Fischerboot in Jerusalem:
      Manchmal ist es sehr schwer ein Mensch zu sein

      Gestern brachten wir einen Text Einsteins über neue Medien und Chancen wahrer
      Demokratie. Heute möchten wir auf einen zweiten Text Einsteins hinweisen. Hier
      geht es um den Umgang mit einer totalitären Bedrohung, um Zivilcourage und um
      ein kleines Land, dessen Bevölkerung sich erfolgreich daran machte, seine
      jüdische Bevölkerung zu retten.

      Die Geschichte vom dänische König, der den gelben Stern als erster trug und
      dessen Beispiel alle Dänen nachahmten, nachdem die deutschen Besatzer die Juden
      zur Kennzeichnung zwingen wollten, ist wohl nur eine Legende, die den
      Widerstand der Dänen symbolisch und inspirierend festhalten wollte.
      In Wahrheit brauchten die Dänen keinen beispielhaften König, der ihnen den Weg
      gewiesen hätte. Sie nutzten ihre eigene Phantasie und Courage, um fast alle
      Juden erst zu verstecken und danach mit Booten ins freie Schweden zu retten.

      In Jerusalem gibt es deshalb einen Platz, den Kikar Dänemark. Dort befindet
      sich neben dem Supermarkt mit der besten rumänischen Pastrami und einer der
      ältesten Filialen von "Sami Burekas" ein aus Eisen nachgebildetes Boot.

      Nach dem Einkauf haben wir uns hier gerne eine Kartoffel- oder Spinattasche in
      Blätterteig gegönnt, während unser Sohn auf dem dänischen Fischerboot schon mal
      auf sein adriatisches Kapitänsdiplom übte.

      Dänische Beschaulichkeit also, am Freitagmittag, mitten in Jerusalem, kurz vor
      dem Wettkampf um einen Sitz- oder mindestens Stehplatz in einem der mit
      Einkaufskörben und Menschen vollgestopften Stadtbusse der Linien 13, 20, 23
      oder 27 nach Kirjath haJowel. Alle gleich gut und alle gleich voll.

      Vollgestopfte Busse in Jerusalem sind übrigens etwas wunderbares, und zu
      verdanken haben wir dieses Wunder unter anderem dem Mut der Dänen.
      Daran habe ich mich erinnert, als die Rufe "Tod den Dänen" immer lauter wurden,
      als die dänische Flagge vor der Al-Aksa Moschee zum Fußabstreifer wurde und
      dänische Mitarbeiter in internationalen Hilfsorganisationen von der Regierung
      in Kopenhagen aufgefordert wurden, ihre rot-weiße Flagge am Revers zu
      verstecken.

      Deshalb haben wir unsere Eingangsseite während der Notausgabe mit
      dem "Dannebrog" geschmückt. Und deshalb haben wir die Karikaturen der
      Aarhuser "Jyllands Posten" gezeigt.
      Nicht weil diese Karikaturen so gelungen sind. Sie sind plump und dumm und die
      Motive im Stab der "Jütländer Post" waren sicher nicht ehrenwert. Könnte ich
      dänisch, wäre ich wohl kaum ein Leser dieser konservativen Tageszeitung. Wären
      sie mir aufgefallen, hätte ich die Karikaturen genervt weggeblättert,
      vielleicht kritisiert. Ein billiger Gag ist es nicht Wert, Menschen zu
      beleidigen, und beim Thema Selbstmordattentäter empfinde ich grundsätzlich
      einen Würge- und keinen Lachreiz.

      Als aber vier Monate nach der Veröffentlichung in der Jyllands Posten, drei
      Monate nach Veröffentlichung in Al-Fajr und zwei Tage nachdem sich der
      Herausgeber der "Post" entschuldigt hatte, die Wogen so hoch schlugen, dass
      Dänen in der gesamten islamischen Welt um ihr Leben bangen mussten, galt es
      nicht mehr auf religiöse Empfindsamkeiten hinzuweisen, sondern auf die
      Gefährdung menschlichen Lebens.

      Diese Relationen scheinen viele aus den Augen zu verlieren. Im Osten wie im
      Westen. Es geht nicht um Bilder - und das ist der Grund für das Gebot "Du
      sollst Dir kein Bild machen". Der Mensch soll sich eben nicht niederwerfen,
      denn der höchste Wert ist nicht G'ttes Heiligkeit sondern das menschliche
      Leben. So sieht es jedenfalls G'tt, der Heilige, gelobt sei er. Und so lesen
      wir im Talmud, dass wir, sollten wir uns je entscheiden müssen, zwischen den
      Geboten, die den Dienst an G'tt befehlen und jenen, die den Dienst am Menschen
      befehlen, wir uns für den Dienst am Menschen entscheiden müssen.

      Albert Einsteins Rede über Dänen und andere Gerechte unter den Völkern der Welt
      können Sie hier als mpg anhören oder als Text nachlesen:

      www.hagalil.com/archiv/2006/02/060215.htm
      www.juedische-musik.de/sound/geschichte/einstein/denmark.mp3
      • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 16.02.06, 16:26
        PARYŻ
        1. „Zaufanie polskich władz do Unii Europejskiej kończy się na relacjach
        gospodarczych”
        "Le Figaro",13.02.2006, Aude Marcovitch, "Europa pozostawia Polaków
        sceptykami". "Le Figaro" pisze o antyeuropejskim nastawieniu Polaków i o
        porozumieniu zawartym przez trzy anty-europejskie ugrupowania, które w ten
        sposób uzyskały większość parlamentarną. Marek Jurek, Marszałek obecnego
        parlamentu i prawa ręka PiS, rozczarowany odrzuceniem preambuły nawiązującej do
        chrześcijaństwa w projekcie konstytucji europejskiej, uważa, że Europa nie
        posiada bazy moralnej, na której spoczywa chrześcijaństwo. Andrzej Lepper lider
        Samoobrony, broni rolnictwo przed konkurencją europejską. Rzecznik Ligii
        Polskich Rodzin, Piotr Ślusarczyk, uważa, że Unia jest sztucznym wytworem,
        wynikiem wielkiej i niepotrzebnej biurokracji. Henryka Bochniarz, prezes
        Leviatanu, oświadczyła, że sytuacja ekonomiczna od dawna nie była aż tak
        niepewna, pod kreślając jednocześnie, że nowi przewodniczący szybko się uczą
        pragmatyzmu politycznego. I rzeczywiście od podpisania układu, Lepper nie
        proponuje już renegocjacji traktatu akcesyjnego. W udzielonym dla "Le Figaro"
        wywiadzie Lepper podkreśla, że Unia karze Polskie rolnictwo za dobrą produkcję,
        a przydziały na produkcje mleka i cukru są nie do zaakceptowania. Polska
        potrzebuje dwa razy więcej środków głownie, aby zainwestować w rolnictwo
        ekologiczne. W tej dziedzinie, Polska może być bardzo konkurencyjna. Lepper
        przyznaje, iż podziela punkt widzenia José Bové, który sprzeciwia się
        rozwijaniu wielkich sieci dystrybucyjnych w sektorze spożywczym. Marek Jurek
        też jest nastawiony pozytywnie do otwarcia rynku europejskiego, a Premier
        zapewnił w ubiegły czwartek, że zawarty przez partie układ nie zmieni polityki
        zagranicznej Polski, w tym relacji z Unią. Eugieniusz Smolarek, prezes Ośrodka
        Stosunków Międzynarodowych, zaznacza, że większość Polaków popiera Unię, ale
        jednocześnie Polacy czują się nierówno traktowani w stosunku do starych państw
        członkowskich. Wiceminister Rolnictwa, Andrzej Kowalski podkreśla, że Hiszpania
        i Grecja przystąpiły do Unii na lepszych warunkach, i że Unia powinna być
        cierpliwsza wobec nowych państw członkowskich. Minister Finansów, Zyta
        Gilowska, uważa również, że Polska potrzebuje czasu przed wprowadzeniem euro.
        Korespondentka "Le Figaro" pisze, że zaufanie Polski do Unii kończy się na
        relacjach gospodarczych ponieważ sprawy ochrony kraju woli powierzyć innym. W
        obronie przed groźbą (która prześladuje Polaków) ze strony Rosji, Polska liczy
        na Amerykanów i NATO. Marek Jurek, twierdzi że w Rosji obserwuje się pewne
        zjawiska, które przypominają okres ZSRR, zaś głównym partnerem Polski w
        polityce zagranicznej są Stany Zjednoczone. Radek Sikorski podziela tę opinię,
        twierdząc, że relacje transatlantyckie są kluczowe dla bezpieczeństwa na
        świecie.
        • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 16.02.06, 16:27
          Miodzio:
          Wywiad A. Leppera: "Potrzebujemy dwa razy więcej europejskich dodatków
          rolniczych"
          "Le Figaro",13.02.2006. W udzielonym dla "Le Figaro" wywiadzie, Andrzej Lepper
          na pytanie czy jest zadowolony z warunków przyjęcia Polski do Unii, odpowiada,
          że nie sugeruje renegocjacji traktatu, chociaż pewne artykuły traktatu powinny
          być poprawione, aby Polska mogła w pełni wykorzystać swoje zdolności
          produkcyjne w rolnictwie i przemyśle. Unia karze Polskie rolnictwo za dobrą
          produkcję, przydziały na produkcje mleka i cukru są nie do zaakceptowania. W
          odpowiedzi na pytanie czy 27 miliardów euro przyznanych Polsce na lata 2007-
          2013 nie jest suma wystarczającą, Lepper pokreśla, że jest to suma za niska,
          aby osiągnąć poziom rozwoju wymagany przez Unię, Polska potrzebuje dwa razy
          więcej. Lepper przypomina, że w 2004 roku Polska otrzymała tylko 59,5 miliardów
          euro ze 100 miliardów obiecanych. Dodatkowe pieniądze mogłyby być wykorzystane
          do rozbudowy infrastruktury gospoda rstw rodzinnych i ekologicznych, które mogą
          być konkurencyjne na rynku unijnym, gdyż produkty polskie są zdrowsze. Na
          pytanie, czy jest bliski pozycji Francji w sprawie rolnictwa, Lepper przyznaje,
          iż podziela punkt widzenie José Bové, który sprzeciwia się rozwijaniu wielkich
          sieci dystrybucyjnych w sektorze spożywczym.
          • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 16.02.06, 16:27
            PRAGA
            1. Działania Javiera Solany w krajach islamskich - "W czyim imieniu on
            przemawia?”
            "MF Dnes", 15.02.06, "W czyim imieniu mówi Solana?", Jirzi Pehe. "Wysoki
            Przedstawiciel UE ds. Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa Javier
            Solana (S.) podróżuje po krajach islamskich, które zapewnia, że UE nie dopuści,
            aby powtórzyły się przypadki znieważania islamu.
            Podejmowane przez S. starania, aby wyciszyć emocje wywołane publikacją
            karykatur są zrozumiałe, lecz zarazem jego działania (a tym samym także
            działania całej UE) rodzą niepokojące pytania. Przede wszystkim nie jest jasne,
            w czyim imieniu S. przemawia. UE nie ma rzeczywistej wspólnej polityki
            zagranicznej, a tym bardziej wspólnej polityki medialnej, nie mówiąc, że coś
            takiego jak "polityka medialna" zgodnie, z którą instytucje unijne
            decydowałyby, co media mogą lub nie mogą publikować, byłaby w demokratycznym
            społeczeństwie sprawą mocno problematyczną. N ie jest także jasne, jak S. może
            obiecywać, że UE "nie dopuści, aby powtórzyło się znieważanie islamu". W jaki
            sposób chce tego dokonać? Przecież chodzi o działania "prywatnych osób"
            podejmowane w wolnych mediach. S. dał do zrozumienia, że UE mogłaby np. domagać
            się od stowarzyszeń dziennikarskich w krajach członkowskich przyjęcia kodeksu
            etycznego, który wykluczałby możliwość publikowania karykatur znieważających
            religie. Z jakiego jednak powodu organizacje te miałby się zastosować do
            zaleceń UE? A nawet, gdyby się do nich zastosowały, to dopóki istnieje wolność
            słowa, z pewnością znajdą się dziennikarze, którzy takie kodeksy będą
            interpretować "po swojemu". S. poparł także idee, która zrodziła się na gruncie
            Organizacji Konferencji Islamskiej, aby ONZ wpisała do katalogu praw człowieka
            zakaz znieważania religii - to bardzo cienki lód. Aby bowiem takie "prawo
            człowieka" służące zapobieganiu znieważania religii nie pozostało tylko w
            sferze deklaracji - tak, jak to jest z innymi prawami człowieka - w jaki spo
            sób miałyby być egzekwowane? Co więcej Europa i USA wcale nie są największymi
            źródłami tego, co muzułmanie nazywają świętokradztwem, które należy zdusić w
            zarodku. Gazety i inne media w świecie islamskim (o podręcznikach nie
            wspominając) są pełne zniewag pod adresem wielkich religii Zachodu -
            chrześcijaństwa i judaizmu. Czy ONZ dysponuje instrumentami, aby na
            dyktatorskich reżimach w krajach muzułmańskich wymusić przestrzeganie
            proponowanej normy? Nie ma. Tego typu normy i tak przestrzegałyby tylko
            demokratyczne kraje Zachodu. To zaś oznaczałoby, że na półkę musiałby
            powędrować film Milosza Formana "Amadeusz", w którym Salieri pali figurkę
            Jezusa Chrystusa. Dyplomatyczne zabiegi S. - jakkolwiek wynikające z godnych
            pochwały pobudek - jedynie utwierdzają wielu Europejczyków w przeświadczeniu,
            że UE jest bezzębną organizacją, która w razie kryzysu potrafi się tylko się
            głupio podlizywać. Prezydent Pakistanu P. Musharaf (M.) stwierdził, że nie
            rozumie "jak człowiek cywilizowany może wykorzystywać wolność słowa do
            znieważania tak dużej grupy ludzi". Gdyby UE miała kręgosłup, S. musiałby się
            zapytać, co M. i inni przywódcy islamscy mają zamiar zrobić, aby irański
            prezydent Ahmiadineżad przestał poddawać w wątpliwość holocaust i proponować
            przeniesienie Izraela na Alaskę, co M. sądzi o oświadczeniu przedstawicieli
            palestyńskiego Hamasu, którzy odmawiają Izraelowi prawa do istnienia? Czy
            przedstawiciele Organizacji Konferencji Islamskiej objeżdżają Europę, aby
            przepraszać za te wypowiedzi? Publikowanie karykatur z pewnością znieważa
            uczucia wielu muzułmanów, ale cała spraw od początku jest wykorzystywana do
            celów politycznych. Zamiast wystąpić w obronie Danii i innych krajów, które
            stały się ofiarami przejawów fanatyzmu, organizowanych przez fundamentalistów i
            niedemokratyczne reżimy w świecie islamskim, Wysoki Przedstawiciel UE objeżdża
            kraje muzułmańskie, gdzie w naszym imieniu składa nierealistyczne obietnice, do
            czego nie ma od obywateli krajów członkowskich żadnego mandatu."
            • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 16.02.06, 16:28
              Różnice w kulturze politycznej między Polską a pozostałymi krajami GW
              "Hospodarske noviny", 15.02.06, "Czy Europa Środkowa pójdzie w ślady Polski?",
              Jirzi Pehe. Znany czeski politolog, były doradca prezydenta Vaclava Havla
              wskazuje i ocenia różnice w kulturze politycznej między Polską a pozostałymi
              krajami Grupy Wyszehradzkiej. "Zwycięstwo konserwatywno-populistycznego PiS i
              jego późniejsza decyzja o pozyskaniu dla swoich rządów poparcia ze strony
              skrajnie prawicowych ugrupowań Samoobrony i LPR stały się impulsem do
              sformułowania całego szeregu spekulacji, czy RCz, Słowacja i Węgry pójdą w
              ślady Polski. We wszystkich wymienionych krajach w br. (2006) mają się odbyć
              wybory. Niektórzy analitycy i politycy z Europy Środkowej twierdzą, że dotkliwa
              porażka demokratycznej lewicy w Polsce jest zapowiedzią określonego trendu.
              Przecież - podobnie jak lewica w Polsce - czeska i węgierska socjaldemokracja
              również oskarżane są przez prawicę o korupcję, postkomuni styczny klientelizm i
              mentalność, z którymi jakoby trzeba raz na zawsze skończyć. Wprawdzie obie
              partie wprowadziły swoje kraje do UE, lecz znów - tak jak w Polsce - znaczna
              część czeskiej i węgierskiej populacji podziela wyrażane przez prawicę
              wątpliwości wobec UE. Tu jednak podobieństwa się kończą. Pierwsza zasadnicza
              różnica między Polską a pozostałymi krajami tzw. Wyszehradu polega na tym, że
              Polska ma w kontekście europejskim zupełnie inne ambicje niż małe kraje Europy
              Środkowej. Dlatego także Polacy w znacznie większym stopniu byli podatni na
              hasła obrony interesu narodowego i własnej wyjątkowości, wzgl. mesjanizmu niż
              by to było możliwe w sąsiednich krajach. Z jednej strony Polska jest głęboko
              zakorzeniona w katolicyzmie, z drugiej strukturą swojej gospodarki różni się od
              pozostałych krajów wyszehradzkich. Wpływowa polska wieś i związane z nią
              chłopskie lobby nie mają porównywalnego odpowiednika w pozostałych krajach
              Europy Środkowej - dotyczy to zwłaszcza wysoko uprzemysłowionej i
              zurbanizowanej RCz. Polskie nawoływanie do moralnej odnowy, która opierałaby
              się na tradycyjnych wartościach wspieranych przez Kościół Katolicki i wieś,
              również nie znalazłyby porównywalnego odzewu w żadnym innym kraju Europy
              Środkowej. W czeskich warunkach mamy do czynienia także z innymi
              odmiennościami. Czeska socjaldemokracja jest partią jedyną w swoim rodzaju w
              świecie postkomunistycznym, nie powstała, bowiem w drodze transformacji z
              dawnej partii komunistycznej. CSSD możemy obwiniać o to, że w jej szeregach
              jest dużo byłych komunistów, ale znajdziemy ich także w największym ugrupowaniu
              prawicowym (chodzi o ODS). Oznacza to jednak, że CSSD ma zupełnie inny rodzaj
              legitymizacji, niż postkomunistyczne partie lewicy, które po upadku komunizmu
              powstały w innych krajach. Na Słowacji jest również inna sytuacja niż w Polsce.
              Obecny rząd prawicowy może być po wyborach zastąpiony przez gabinet lewicowy
              także dlatego, że słowacki eksperyment z przemianą partii komunistycznej w
              Partię Lewicy Demokratycznej (SDL) nie powiódł się i dzi ś głównym
              przedstawicielem słowackiej lewicy - ugrupowanie Smer (Kierunek) - jest
              formacją zupełnie nową i pomimo swojego postkomunistycznego populizmu coraz
              bardziej aspiruje do tego, aby stać się klasycznym ugrupowaniem
              socjaldemokratycznym, nie mającym nic wspólnego z partią komunistyczną.
              Relatywnie dobra pozycja demokratycznej lewicy na Węgrzech ma swoje źródło w
              tym, że transformacja partii komunistycznej w ugrupowanie socjaldemokratyczne
              dokonała się jeszcze w ostatnich latach ery komunistycznej, co po upadku
              komunizmu umożliwiło znacznie większą otwartość lewicy wobec liberałów, zarówno
              wewnątrz własnego ugrupowania, jak i w ramach koalicji rządowej. Kolejną
              poważną różnicą między Polską a RCz i Węgrami jest wielka niestabilność
              politycznego spektrum w Polsce i relatywnie duża stabilność systemu
              politycznego w RCz i na Węgrzech. Zmienny system słowacki jest pod tym względem
              bardziej podobny do polskiego. Ani w RCz ani na Węgrzech nie powstało żadne
              nowe ugrupowanie podobne do tych, które ostatnio poj awiły się w Polsce. Nie
              powstała też żadna "moralna" alternatywa, którą wyborcy mogliby poprzeć w
              nadziei, że kraj zmieni się od podstaw. Innymi słowy, czeskiej ODS i
              węgierskiemu FIDESZ-owi trudno jest krytykować socjalistyczne rządy za korupcję
              i oferować radykalną odnowę, bowiem ich własne rządy także ponoszą
              odpowiedzialność za obecny stan rzeczy. Na Słowacji natomiast alternatywę wobec
              ugrupowań tworzących koalicję rządową stanowi "nie ubrudzony udziałem we
              władzy" Smer. Czeska, węgierska czy słowacka prawica nie zdobędą kapitału
              politycznego porównywalnego do zysków prawicy w Polsce, jeśli będą zbytnio
              kłaść nacisk na "tradycyjne" wartości, nacjonalizm czy postawy antyeuropejskie.
              Sytuacja małych krajów jest inna niż sytuacja Polski, która chce nie tylko
              korzystać z europejskiej solidarności, lecz także współdecydować o polityce
              europejskiej w taki sposób, aby odzwierciedlała ona jej interesy. Poza tym trzy
              pozostałe kraje wyszehradzkie mają bardziej nowoczesną strukturę społeczną niż
              Polska. Przeciwko radykalnym zmianom w RCz i na Węgrzech przemawia także
              specyficzna kultura polityczna, której korzenie tkwią jeszcze w czasach Austro-
              Węgier. Jej charakterystyczną cechą jest niezadowolenie społeczeństwa z
              polityki jako takiej, lecz zarazem znaczny stopień tolerancji wobec polityki
              gabinetowej, klientelizmu i korupcji. Innymi słowy, tego, co doprowadziło w
              Polsce do moralnego rozgoryczenia, którego efektem była polityczna rewolucja
              par excellance, nie należy raczej oczekiwać w RCz czy na Węgrzech, gdzie panuje
              swego rodzaju polityczny cynizm. Paradoksalnie jest on znacznie bardziej
              zbliżony do obecnego europejskiego standardu niż polski idealizm."
              • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 16.02.06, 16:32
                Juz czytalas z innego serwisu, ale wrzuce

                Srebrnousty Józef Zych
                Laureatem X edycji plebiscytu Radiowej "Trójki" Srebrne Usta za rok 2005 został
                poseł PSL Józef Zych.

                Tuż za nim uplasowali się: Andrzej Lepper i Donald Tusk. Wyniki ogłoszono w
                środę w Warszawie.

                Laureatów wybierają słuchacze III Programu Polskiego Radia. Nagradzane są
                najbardziej zaskakujące, bulwersujące, zabawne i trafne wypowiedzi polskich
                polityków.

                Józef Zych otrzymał 40 proc. głosów słuchaczy. Doceniono go za
                wypowiedź: "wysoki Sejmie, nie po raz pierwszy staje mi ... Przychodzi mi
                stawać przed Izbą ...Wysoki Sejmie staje mi w pamięci pan poseł Iwiński"

                "Nie po raz pierwszy zdarza mi się, że jestem ofiarą intryg politycznych" -
                żartował Zych odbierając nagrody - statuetkę oraz srebrnego laptopa.

                Szef PO Donald Tusk, który zajął trzecie miejsce podkreślił, że niefortunna
                wypowiedź Zycha wzbudziła na sejmowej sali wielką wesołość. "Weseli byli jednak
                tylko niektórzy; u większości posłów słowa Józefa Zycha wzbudziły wielką
                zazdrość" - skomentował.

                Sam Tusk wywalczył sobie trzecie miejsce za słowa: "Polska naprawdę nie jest
                skazana na moherową koalicję. Polska nie jest skazana na tę smutną koalicję".

                Przewodniczący Samoobrony Andrzej Lepper, który nie pojawił się na środowej
                uroczystości, zajął miejsce drugie dzięki wypowiedzi skierowanej do Donalda
                Tuska: "To, co pan tu powiedział dzisiaj, to już takiego populizmu i takiej
                demagogii to ja nawet nie potrafię powiedzieć". W jego imieniu statuetkę
                odebrała posłanka partii Leppera - Genowefa Wiśniowska.

                Wśród nominowanych w tegorocznej edycji znaleźli się również m.in. b. premier
                Marek Belka, który na pytanie Romana Giertycha o znajomość z Markiem Dochnalem
                odpowiedział, że zna go "niemal tak dobrze, jak Jennifer Lopez".

                Inny nominowany Ryszard Kalisz zasłynął wypowiedzią: "łącznie w ubiegłym roku
                Centralne Biuro Śledcze zabezpieczyło 88 kilogramów marihuany, 53 kilogramy
                heroiny, 17,5 tysiąca tabletek SLD".

                O Srebrne usta walczyli także Roman Giertych, Lech Kaczyński, Bronisław
                Komorowski, Kazimierz Marcinkiewicz i Wojciech Olejniczak.

                Pomysł "Srebrnych Ust" zrodził się na początku 1992 roku. Jego pomysłodawczynią
                jest dziennikarka "Trójki" Beata Michniewicz. Konkurs nazywa się "Srebrne Usta"
                w myśl przysłowia: "Mowa jest srebrem, a milczenie złotem".

                Po raz pierwszy statuetkę przyznano w 1992 roku prezydentowi Lechowi Wałęsie.
                Zdobywcami "Srebrnych Ust" byli także Jerzy Owsiak, Ewa Wachowicz, Waldemar
                Pawlak, Grzegorz Kołodko, Henryk Goryszewski, Zyta Gilowska oraz Renata Beger.

                • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 16.02.06, 16:34
                  Grupa Sanitec zainwestuje 100 mln zł w Kole
                  Sanitec Koło zbuduje nową fabrykę ceramiki łazienkowej w Kole. Fabryka
                  powstanie obok istniejącego zakładu i nowoczesnego Centrum Dystrybucji. Zakład
                  zostanie objęty Łódzką Specjalną Strefą Ekonomiczną.

                  Korzyści wynikające z funkcjonowania w Łódzkiej SSE doceniło dotychczas
                  kilkadziesiąt firm, angażując w inwestycje na jej terenach kapitał o wartości
                  ponad 3,35 mld zł i tworząc ponad 8 800 nowych miejsc pracy.

                  "Fabryki Sanitec w Polsce (Koło, Włocławek, Mińsk Mazowiecki i Ozorków)
                  osiągają bardzo dobre wyniki,” powiedział Lennart Sunden, CEO Sanitec
                  Corporation.
                  Lennart Sunden
                  Prezes firmy Sanitec
                  "Bardzo istotny dla podjęcia nowej decyzji o inwestycji jest też fakt, że
                  polski rząd zdecydował o możliwości udzielenia znaczącej pomocy publicznej,
                  rozszerzając na Koło obszar Łódzkiej SSE. W naszych decyzjach liczy się też
                  życzliwy klimat dla Sanitec, stworzony w Kole przez miejscowe władze.”

                  Koszt inwestycji wyniesie około 100 mln zł. Zostanie ona zrealizowana na
                  terenie utworzonej w Kole podstrefy Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.
                  Uruchomienie produkcji planowane jest na pierwsze półrocze 2007. Dzięki budowie
                  nowej fabryki, moce produkcyjne w Kole wzrosną z 1 miliona do 2 milionów sztuk.
                  Oznacza to, że łącznie z zakładem we Włocławku, produkcja Sanitec Koło w Polsce
                  w yniesie ponad 3 miliony sztuk ceramiki rocznie.

                  Inwestycja przyczyni się do znacznego zmniejszenia bezrobocia w Kole (obecnie
                  ok. 22%). Bezpośrednie zatrudnienie znajdzie tu około 250 osób, a nowe miejsca
                  pracy powstaną również w firmach kooperujących z zakładem.

                  W regionie Europy Środkowo - Wschodniej, poza Polską, Sanitec kończy już budowę
                  fabryki wyrobów akrylowych w miejscowości Dymer pod Kijowem. W Rosji została
                  natomiast podpisana umowa joint-venture z rosyjską firmą Santek, jednym z
                  największych graczy na tamtejszym rynku.

                  "Nowa fabryka oraz rozbudowa centrum logistycznego powstają z myślą o
                  zwiększeniu eksportu do krajów Europy Środkowo - Wschodniej i usprawnieniu
                  obsługi naszych odbiorców w Polsce i regionie,” powiedział Marek Kukuryka,
                  Prezes Zarządu Sanitec Koło. "To z Koła wysyłane są transporty m.in. na
                  Ukrainę, do Rosji, Czech i całej Europy Zachodniej. Potrzebujemy większych mocy
                  produkcyjnych, by obsłużyć rosnący eksport.”

                  Budowa fabryki w Kole rozpocznie się w II kwartale 2006 roku a pierwsze sztuki
                  ceramiczne zejdą z linii produkcyjnych za rok.


                  Umywalka Varius 60 x 51 cm produkowana w Kole
                  wchodzi w skład najnowszej serii ceramiki łazienkowej.

                  Obecnie kończy się wyposażanie nowych hal Centrum Dystrybucji w Kole. Budowę
                  rozpoczęto w lipcu 2005. Powierzchnia magazynów, w stosunku do tych
                  istniejących, wzrosła ponad dwukrotnie. Na powierzchni 12 000 m2 będzie
                  składowana ceramika łazienkowa, kabiny prysznicowe oraz wyroby akrylowe i
                  meble.

                  W Kole rozbudowano także powierzchnie odkładcze oraz podwojono liczbę ramp
                  załadunkowych. Łącznie Sanitec będzie tam dysponował 12 nowoczesnymi dokami, w
                  tym kilkoma z ruchomymi platformami rozładunkowo-załadunkowymi, które umożliwią
                  obsługę samochodów i naczep bez względu na ich wysokość. Wdrożenie systemu
                  zarządzania magazynowego (WMS), opartego o terminale radiowe i czytniki kodów
                  kreskowych jeszcze bardziej usprawni procesy logistyczne. Kolskie Centrum
                  Dystrybucji jest zintegrowane z systemem logistycznym Grupy Sanitec i jest
                  jednym z siedmiu takich ośrodków w Europie.

                  Po zakończeniu rozbudowy fabryki łączna suma inwestycji Sanitecu w naszym kraju
                  wyniesie blisko 100 mln euro.

                  • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 16.02.06, 16:37
                    Unudzon juz, ide se.

                    Rady dla żony prezydenta

                    W artykule ze stołecznego Metropolu Wiesław Gałązka wypowiada się na temat
                    wizerunku Marii Kaczyńskiej. Jego zdaniem „Potrzebny jest pomysł na pierwszą
                    damę. W przypadku Kaczyńskiej zagubiono się, nikt nie zadbał o jej
                    przygotowanie”. Mówi, że prezydentowa powinna przejść specjalne szkolenie z
                    dyplomacji, odradza jej brawurę.
                    Specjalista radzi jej też zwrócenie większej uwagi na styl ubierania. „Przed
                    Marią Kaczyńską stoi nie lada wyzwanie. Za wzór ma cenioną na całym świecie
                    żonę lubianego męża stanu z opcji politycznej obcej jej mężowi” – komentuje
                    Agata Miazek, autorka artykułu. Dziennikarz Newsweeka Piotr Zaremba mówi, ze
                    jeszcze nie wiadomo, jaki model pierwszej damy wybierze Kaczyńska, ale jego
                    zdaniem: „Z pewnością nie będzie to model bizneswomen”.



                    Źródło: Metropol, Lwica, ale jeszcze nie salonowa, Agata Miazek, 15.02.06, s. 8

                    16.02.2006
    • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 17.02.06, 09:42
      A tak cieszylem sie, ze nasz mlodzi i prezni :) administratorzy zaczna zarabiac
      tak jak winnych krajach Europy i bedzie ich na urlop na granica :(

      Dosc, ze GW placi na rynku najgorzej (bo niby lider i zaszczytem jest pracowac
      u nich), to jeszcze chlopakom premie obetne i do roboty ciezszej i
      wydajmniesjzej zagonia. I znow przez Niemca:)

      Na chwilem tylko

      Prasa / Agora

      Coraz słabsze wyniki Agory
      17.02.2006

      Grupa Agory miała w IV kwartale 2005 roku 8,5 mln zł zysku netto wobec 38,8
      mln zł zysku netto w IV kw. 2004 roku.

      Przychody Agory wzrosły w tym czasie do 329,2 mln zł z 277,6 mln zł przed
      rokiem i były zgodne z oczekiwaniami na poziomie 327 mln zł.

      Przychody z reklam grupy Agory wzrosły w IV kwartale o 8,1 proc. do 196,1 mln
      zł.

      Zysk operacyjny grupy Agory wyniósł w ostatnich trzech miesiącach zeszłego roku
      12,3 mln zł, podczas gdy w IV kwartale 2004 roku było to 44,1 mln zł.

      W przypadku zysku netto grupy Agory za IV kwartał rynek nie miał jednak
      jednolitego zdania, ponieważ prognozy tej pozycji (z 13 biur maklerskich)
      wahały się w przedziale od straty netto na poziomie 13 mln zł do 32,3 mln zł
      zysku netto.

      Średnia prognoz ankietowanych przez PAP biur maklerskich wskazywała, że Agora
      miała w IV kwartale 2005 roku 12,6 mln zł zysku netto, 20,6 mln zł zysku
      operacyjnego, 47,8 mln zł EBITDA oraz 327 mln zł przychodów.

      W całym 2005 roku zysk netto grypy Agory wyniósł 125,6 mln zł i wzrósł wobec
      2004 roku o 83,9 proc., natomiast zysk operacyjny zwiększył się o 83,2 proc. do
      150,8 mln zł.

      Przychody grupy wzrosły o 20,1 proc. do 1,2 mld zł, przy czym jej wpływy z
      reklam wzrosły 10,8 proc. do 711,6 mln zł.

      "Nie sposób narzekać na wyniki roku 2005. Zespół Agory osiągnął istotny wzrost
      przychodów i zysków. Wyniki 2005 ustawiają Agorę w korzystnej pozycji startowej
      do zmierzenia się z wyzwaniami, które nas czekają w 2006 roku" - powiedziała
      prezes Agory Wanda Rapaczyńska.

      – To bardzo duży spadek. Ten trend może się utrzymać co najmniej do momentu
      wejścia na rynek nowego dziennika Axel Springer Polska. Jeśli jego debiut uda
      się, będzie to naprawdę trudny rok dla Agory – mówi dla "Gazety Prawnej"
      Andrzej Szymański, analityk BZ WBK.

      Średnia sprzedaż egzemplarzy "Gazety Wyborczej" w 2005 r. wzrosła o 2,7 proc.,
      podczas gdy cały rynek dzienników spadł o 2,4 proc. (nie uwzględniając "Nowego
      Dnia").

      Analitycy podkreślają, że debiut dwóch dzienników spowoduje wzrost kosztów
      obrony pozycji Gazety Wyborczej. Na budowę pozycji Nowego Dnia – wprowadzonego
      na rynek w listopadzie poprzedniego roku. Jak na razie, projekt nie spełnia
      oczekiwań wydawcy. Miał sprzedawać średnio 250 tys. egz., a jest dużo gorzej. W
      grudniu średnia sprzedaż wyniosła 177,8 tys. egzemplarzy, ale w styczniu – już
      tylko 160 tys. egz. Jeszcze gorzej jest w lutym. Według informacji GP, od 1 do
      7 lutego gazeta sprzedawała średnio 130 tys. egz.

      Udział "Gazety" w rynku reklamy dzienników wyniósł 41 proc.

      Przychody ze sprzedaży kolekcji wyniosły 181 mln zł, a zysk operacyjny
      przedsięwzięcia wyniósł 22 mln zł.

      W 2005 roku dzienniki i internet przyniosły 939,8 mln zł przychodów ze
      sprzedaży (wzrost o 23,1 proc.), czasopisma 89,9 mln zł (spadek o 2,2 proc.),
      reklama zewnętrzna 143,3 mln zł (wzrost o 26,4 proc.), radio 57 mln zł (wzrost
      o 14,9 proc.).

      Zysk EBITDA dzienników i internetu wyniósł 227,1 mln zł (w 2004 205,5 mln zł),
      czasopism 5,4 mln zł (minus 6,5 mln zł), reklamy zewnętrznej 26,6 mln zł (plus
      5,6 mln zł). Natomiast radio miało ujemny wynik EBITDA na poziomie 5,7 mln zł,
      podczas gdy rok wcześniej wynik też był ujemny, ale na poziomie 0,5 mln zł.

      WYDATKI NA REKLAMĘ W IV KW. 05 WZROSŁY O 12 PROC.

      Według szacunków Agory w IV kwartale 2005 r. wydatki na reklamę były o 12 proc.
      wyższe niż przed rokiem i wyniosły około 1,7 mld zł. Największą popularnością
      cieszyła się reklama telewizyjna, na którą wydano w tym okresie o około 13
      proc. więcej niż przed rokiem.

      Agora poinformowała, że niższy od oczekiwanego przyrost wpływów z reklamy w IV
      kwartale 2005 r. zanotowały dzienniki (4,5 proc.).

      "Ten niepokojący trend na rynku prasy codziennej to efekt dużego spadku
      wydatków w największych branżach: motoryzacji i finansach" - podała spółka.

      "Spadek ten po części wynika z wysokiej bazy w czwartym kwartale 2004 r.
      (reklamodawcy samochodów i produktów finansowych wydali na reklamę w tym
      okresie rekordowo wysokie kwoty). Mniejsza też była dynamika wzrostu wydatków
      na reklamę sieci handlowych, pracy i komunikatów" - dodała.

      Dynamicznie wzrósł natomiast segment reklamy zewnętrznej, który dzięki - jak
      podaje Agora - wzmożonej konkurencji na rynku gazet codziennych oraz telefonii
      komórkowej. Outdoor zarobił o 31 proc. więcej niż rok wcześniej w IV kwartale.

      Wydatki na reklamę w radiu wzrosły o 13 proc.

      Spółka podała, że największy wzrost aktywności wykazali reklamodawcy branż:
      telekomunikacji, finansów oraz sieci handlowych. Istotnie skurczyły się
      natomiast budżety reklamowe branż: motoryzacyjnej i budownictwa.

    • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 17.02.06, 11:50
      z pamietnika rozbojnika:

      Dzsi krotko, bo ani ochoty ani czasu, ale gdybym po zerknieciu nie skomentowal
      nie bylbym soba:) A zatem obgadajmy innych. Zapytalas mnie kowianeczko czy wg
      mnie kobiety z forum kobieta FoKa czyli inaczej czy na FoCe:)) sa kobietami z
      poczuciem humoru. Odpowiem: sa, maja poczucie humoru (nawet kilka razy
      zasmialem sie serdecznie a siarczyscie), ale tylko wtedy gdy poluzuja sobie
      obroze na szyi. Zbyt mocno sobie ja same zapinaja, potem dychac nie moga- wtedy
      smieszne to juz nie jest.

      Pytanie drugie o rywalizacje kobiet. Otoz jedna z uczestniczek zarzekala sie,
      ze nie dba o rywalizacje , bo nie widzi sensu, zreszta nie ma z kim, a
      rywalizacja ewentualnie z druga kobieta godzi w jej honor (jakos tak bylo
      sformulowane). Zgadzam sie calkowicie!- tyle w kwestii teorii, a teraz kilka
      przykladow jak teoria przystaje od praktyki.

      Pamietasz (bbyyylaaa jesiien lalala) , pamietasz watek o Wenezueli i pomocy dla
      USA? Caly swiat komentowal, ale "swiatlej" wiadomosc umknela, bo nie znalazla
      info w swych newsletterach i Ty info zamiescilas wierzac, ze chodzi tu o
      pokazanie prawdy, goracych wiadomosci ze swiata. Tak jak w przypadku
      rozpoczecia II wojny swiatowej, tak w przypadku szeroko omawianego i
      pokazywanego w roznych TV tematu w swiecie na forum wymownie zmilczano tematy i
      fakty historyczne (do dzis wspolczuje mieszkancom W, bo maja zal do
      historykow). Byloby inaczej, gdyby temat podlinkowala oczywiscie inna osoba.
      Patriotyzm, chec szukania obiektywnych praw historycznych, dbalosc i
      zainteresowanie przeszloscia? G-o-w-no- prawda!, zarowno w przypadku rzekomego
      patriotyzmu i przywizania do ojczyzny jak i udawania, ze dziennikarstwo mogloby
      byc zawodem tej osoby z racji zainteresowania. Bullshit jeszcze raz! dluzszego
      komentowania oczywistos i ewidentne zaklamanie nie wymagaja.

      Inny przyklad: w mojej rodzinie i wsrod moich znajomych pije sie bardzo duzo
      wina, mowi sie o winie, duzo kupuje. Od dostawcow z winnic dostajemy mnostwo
      prezentow (dobry klient znaczy sie), jestesmy czesto zapraszani na rozne
      degustacje. Niegdy o sobie nie powiem znawca wina, bo to tak jakby kosmonauta
      powiedzial, ze zwiedzil caly wszechswiat. Znam jednak prawdziwych koneserow
      (moja zona chocby), ktorzy im wiecej wiedza na temat tym skromniej a super
      ciekawie o winach, winnicach, wlascicielach opowiadaja. Wpadam sobie kiedys na
      forum wino, rzadko zagladam- chyba rozumiesz dlaczego- ja jestem tym, ktory
      spozywa. No, ale wpadam na forum wino i rzucam jakies luzne zdanko moze dwa,
      zupelnie bez znaczenia, bez mowienia co mysle- ot tak po prostu. Kilka minut
      pozniej pojawia sie uczestnik, ktory do swojej pacy pacyny pisze w ten sposob,
      by wskazac uczestnikom (niby mnie), kto tu na forum wino "rzadzi" to raz; dwa
      by skazac, kto tu niby na tym forum ma monopol na wiedze (czytaj "autorytet) w
      kwestii win. Nie skomentowalem, usmiechnlaem sie w duchu. Opa wiedzial, nie
      skomentowal, kiedys bylo mu glupio w takich sytuacjach ( przyrownujac: chlop
      bierze w towarzystwo kobite, ta wali gafe za gafa inni milcza spuszczajac oczy
      i zmienijac temat, a ta dalej tokuje jak nakrecona. wyjsc nie wpada,
      zmienionego tematu pociagnac sie nie da- no wiocha jak tralala). Teraz juz nie
      wstydzi sie, bo wyszedl z zalozenia, ze jestem odpowiedzialny tylko za to co na
      pisze JA. Zdrowe podejscie, ktore cenie i rowniez stosuje. Tyle w kwestii
      teorii i praktyki w odnisieniu rywalizacji kobiety, rywalizacji ktorej podobno
      nie ma, a na ktorej uprawianiu wbrew zapewnieniom niektore kobitki wychodza jak
      Zablocki na mydle.


      By podsumowac jednoznacznie: w tym wypadku "teoria ma sie do praktyki tak jak
      c-h-u-j do palca" jak mawial pewien goral spod samiuskich Tater.


      A co jeszcze? Acha. dla mnie drobiazg, ale poprosze orgullosa (zauwazylem, ze
      nas czytuje), zeby nie pisal ani literki do Ciebie, poniewaz jego oblubienica
      wirtualna - wybacz za dosadnosc- ale tak to wlasnie to od kilku godzin dnia
      dzisjeszego wyglada- ZESRA SIE ZARAZ Z ZAZDROSCI!



      Orgulosie- prosze wiec o nie pisanie, pozwol, ze kowianeczka bede opiekowal sie
      tylko ja...albo rozmawiaj z nia - jesli masz tylko odwage, bo ze pozwolenia nie
      masz to jest jasne jak slonce.



      pozdrawiam Kowianeczke oraz naszego goscia,

      Bez dobioru,

      M.S.

      Kölaniam sie,

      M.S.
    • kowianeczka Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 20.02.06, 16:27
      Hej M.S. w ciagu ostatnich 6 minut plus pisanie rozejrzalam sie po forum.

      Tak jak zapowiadalam- zaczynam nowy projekt, wiec czasu bede miec mniej, by go
      marnotrawic. Poza tym wiosna niebawem! Hopla!

      Co do Twoich awantur z..to nie jest moj problem, nie sadzisz? Zyjesz tak jak
      chcesz, Twoi wirtualni interlokutorzy zyja dokladnie tak samo. Chcesz cos
      zmienic? Zmieniaj a nie czekaj, ze ktos za Ciebie podejmie decyzje- w koncu to
      Twoje zycie. Chcesz je spedzic w necie? Spedzaj- Twoj wybor, ale nie oczekuj,
      ze poza prawdziwie uzaleznionymi od Ciebie wciagniesz w to bagno jeszcze mnie.
      Ja niekiedy tradycyjnie zajrze- bede miec wiecej czasu i ochote- napisze.
      Widzisz- ja gleboko wierze, ze zycie jest jeszcze przede mna, a to co jest
      przede mna NIE BEDZIE przyklejeniem sie do fotela i wielogodzinnym sleczeniem
      na forum, otyloscia, bolami krzyza, kolan, wielkim garbem i wiecznym
      niezadowoleniem ze wszystkich dookola. Zycie jest zbyt krotkie, zbyt
      nieodgadnione i ciekawe, by marnotrawic je na powtorki ze znanej a niezwykle
      przewleklej, obrzydliwej choroby forumowej.

      Zycze wszystkiego dobrego i wybacz, ale Twoje rozsterki sercowe z jakas
      wirtualna dama to Twoja sprawa i nie walcz o moje prawa, czy tez nie nazywaj
      mnie powodem swojego niezdecydowania. Ja mam na imie kowianeczka a
      nie "wymowka od prawdziwego zycia" lub "ucieczka od decyzji" nawet w tym
      wirtualnym i zabawowym swiecie. Po prostu wchodzac po przerwie na forum i
      widzac ciagle pretensje i obwinianie sie szosty rok z rzedu nie chce brac w tym
      udzialu. A Ty? Rob co chcesz, ale jak powiedzialam- argumentuj decyzje nie mna
      lecz prawda- ktora jak wiemy (poza owa dama) wyglada nieco inaczej.

      Tyle ode mnie. Wierze, ze z racji odybytych rozmow i pewnego rodzaju
      wirtualnego zzycia zyczysz mnie i mojej rodzinie, ktora kocham ponad wszystko-
      wszystkiego najlepszego. Tobie tez zycze wszystkiego najlepszego. Nie! Nie
      zegnam sie, bede pisywac jak zwykle, ale widzisz w normalnym realnym zyciu
      ludzie nie rozmawiaja 20 h dziennie nt swoich wad i zalet. Oni zyja, czytaja
      ksiazki, chodza na basen, do teatru, jedza, spia, kochaja sie. Tego nie da sie
      zamienic na zaden wirtual.



      Do nastepnego naszego zobaczenia- mam nadzieje sympatycznego, pelnego zartu i
      usmiechu :)!
      kowianeczka
      • ala-a matijasku a gdzie Ty sie podziewasz ?stesknionam;) 20.02.06, 17:26

      • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 21.02.06, 10:47
        Chcialbym, zebys byla tak samo nieszczesliwa i uzalezniona jak ja- moglibysmy
        sie wowczas lepiej zrozumiec- no wiesz Ty pod wozem ja na Tobie, lub ja pod
        wozem, Ty na wozie..:)

        M.S. (wpadlem sie odniemczyc, chwila i pedze dalej)
        • kowianeczka Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 21.02.06, 13:45
          Oj Mathiasie, Mathiasie- jedno z nas musi byc romantyczniejsze
          rozwazniejsze ..i roztropniejsze:)

          Czy juz zaczelo sie przeszukiwanie archiwum, czy duma i godnosc osobista nie
          pozwola?:D

          kowianeczka
          • kowianeczka Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 21.02.06, 14:28
            Slonko:) ja juz musze isc, bo mam popoludniu wazny event i musze sie
            przygotowac, ale Ty pisz Mathiasku- nie porzucaj nadziei i nalogu:))).

            Zajrze jutro (jesli bede mogla) i przeczytam. Licze na calkowita
            spontanicznosc, ale oczywiscie uzgodnione wersje po serii zapytan tez moga byc.
            Wazne, zeby sie krecilo , a jeszcze wazne zeby krecilo sie prawdziwie:)))))



            Tez Cie caluje w poliko:*

            Tymczasem sie oddale:))))

            kowianeczka
            • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 21.02.06, 15:24
              Buziaki, buziaki- masz u mnie, ale na chwile zajalem sie tematem hali
              katowickiej. No nie mozna tak! Kuwra!

              M.S.
              • mathias_sammer oglaszam Kowianeczko 21.02.06, 15:35
                ze absolutny .chu.j mentalnym sekretarkom. To sprzatania, kuwra niech sie
                biora a nie do polityki. Na c.h.uj chodzily do szkol?! Pierd.olo.ne gnojstwo i
                syf!! Chrezslicjasnki dekalog lub sluzenie prawdziue i sparwiedliwosci - kuwra
                dobrze, ze nie spotykamy sie wrealu, bop nie wiem, co bym teraz zrobil.
    • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 21.02.06, 18:51
      BERLIN
      "Polska. Nieprzyjemna wizyta"
      "Der Spiegel" z 20.02. informuje, że prezydent Iranu Mahmud Ahmedineżad, który
      uważa za "mit" zamordowanie 6 milionów Żydów przez nazistów, chce wysłać do
      Polski delegację badaczy. Zespół ten ma pojechać do byłych niemieckich obozów
      koncentracyjnych i "ponownie policzyć", czy Żydzi rzeczywiście tak bardzo
      ucierpieli w czasach panowania nazistów, jak twierdzą zachodni historycy.
      Rezultat wyprawy jest już zapewne przesądzony, obawia się Włodzimierz
      Borodziej, historyk z Uniwersytetu Warszawskiego. "Nawet jeśli przybyliby w
      dobrych zamiarach, nie wyobrażam sobie, by mogli znaleźć coś, co umknęło w
      międzynarodowych badaniach ostatnich 50 lat". Jarosław Mensfelt z muzeum w
      obozie koncentracyjnym Auschwitz zapowiedział, że zamierza zamknąć delegacji
      drzwi przed nosem. "Nasze zasady pozwalają zabronić dostępu do archiwum tym,
      którzy zaprzeczają Holocaustowi". Wizyta z Iranu stawia jednak w delikatnej
      sytuacji polsk i rząd. Zabronić wjazdu delegacji jest niebezpiecznie, w końcu w
      dalszym ciągu 1400 polskich żołnierzy stacjonuje w Iraku. Mogliby stać się
      celem dla tłumów, jak duńskie ambasady i siedziby firm po opublikowaniu
      karykatur Mahometa.
      • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 21.02.06, 18:52
        BERLIN
        "Inicjatywa duchownych"
        "FAZ" z 18.02., Michael Jeismann
        Polski historyk Robert Żurek opisuje w najnowszym numerze "Dialogu" jedną z
        pierwszych prób pojednania między Niemcami Zachodnimi a Polską, podjętą po II
        wojnie światowej. Okazją ku temu były obchody tysiąclecia chrztu Polski. Wbrew
        szerzonemu wówczas w PRL obrazowi Niemiec jako wroga, polscy biskupi w liście
        do biskupów niemieckich przypomnieli o okresie dobrego sąsiedztwa między
        Niemcami i Polakami, o roli tych pierwszych w chrystianizacji i europeizacji
        Polski w średniowieczu oraz o cierpieniu niemieckich wypędzonych. "Przebaczamy
        i prosimy o przebaczenie" – ta próba pojednania była sprzeczna ze stanowiskiem
        komunistów. Polscy duchowni uważani byli za zdrajców. "Reżim nieustannie
        obwiniał biskupów o zdradę polskiej racji stanów na korzyść Niemiec. Ataki
        ułatwiał dodatkowo opór Watykanu, który odmawiał uregulowania stosunków
        kościelnych na ziemiach nad Odrą i Nysą Łużycką przed ostatecznym wyjaśnieniem
        politycznej przyszłości tych terenów". Polscy biskupi zmuszeni byli zmienić
        formułę pojednania. R. Żurek twierdzi, że polscy biskupi wydając ten list
        przeliczyli się pod wieloma względami. Z jednej strony nie docenili głęboko
        zakorzenionych, antyniemieckich resentymentów polskiego społeczeństwa, z
        drugiej zaś przecenili gotowość do pojednania ze strony biskupów niemieckich. W
        liście z 5 grudnia 1965 chęć ta nie przejawiła się ponieważ, jak twierdzi R.
        Żurek, naraziłoby to na szwank dobre kontakty z politykami CDU. Inicjatywa
        pojednania biskupów była według R. Żurka utopijna i dlatego wykraczała poza
        ówczesne czasy. W czasopiśmie "Wschód – Zachód. Europejskie perspektywy" Karl –
        Joseph Hummel nakreślił przebieg polsko-niemieckiego porozumienia od 1945 roku.
        Już przed listem biskupów zauważyć można było pojedyncze inicjatywy, jak np.
        spotkanie dziennikarzy niemieckich i polskich w Wiedniu w 1957 roku oraz
        współpraca niemieckich i polskich biskupów Döpfnera i Kominka. Podczas gdy
        jedność narodu i wyznanie były dla Polski sprawami oczywistymi, to Niemcy dbały
        o rozdzielenie polityki od religii. Dopiero 10 lat później, gdy w centrum
        zainteresowania znalazły się Europa, wspólnota narodów i prawa człowieka,
        straciła na znaczeniu argumentacja historyczna i roszczeniowa.
        • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 21.02.06, 18:53
          Teraz to juz zwykla ciuchcia

          BUDAPESZT
          "Pociąg pośpieszny z Warszawy zatrzymał się"
          "Népszabadság" z 18.02., E. Aczél
          Parę dni temu wicepremier i minister Finansów Z. Gilowska dała do zrozumienia,
          że zrealizowanie obietnic PiS z kampanii wyborczej nie będzie możliwe z braku
          funduszy. Oznacza to, że nadal utrzymane zostaną w 2007 r. trzy progi
          podatkowe, nie będzie uproszczonego systemu podatkowego dla osób fizycznych,
          nie będzie opodatkowania prorodzinnego oraz ulg dla rodzin wielodzietnych oraz
          wielu innych rzeczy. Do stworzenia nowych miejsc pracy rząd może przyczynić się
          tylko poprzez zmniejszenie o 3 % obciążeń ZUS-owskich w części dotyczącej
          funduszu emerytalnego. Na Węgrzech Orbán obiecuje 10%. Rząd K. Marcinkiewicza w
          ciągu 2-3 miesięcy obciążył budżet całym szeregiem pozaplanowych socjalnych
          wydatków i dlatego Gilowska była zmuszona oświadczyć, że program "solidarności
          społecznej", ogłoszony w kampanii wyborczej PiS, załamał się. Jak wiadomo,
          przebiegli bracia Kaczyńscy (przewodniczący partii i jego brat, prezydent), ze
          skaptowaną z liberalnej PO minister finansów, zrezygnowali z tego, z czego nie
          zrezygnowaliby ich zwolennicy... Obietnice wyborcze nie zostały jednak
          wycofanie, "trzeba nad nimi jeszcze trochę popracować". Wszystko jasne. Mamy
          szczęście, że wydarzenia te miały miejsce jeszcze przed wyborami
          parlamentarnymi na Węgrzech. Scenariusz jest nam przedstawiony. Podczas
          ubiegłorocznych wyborów parlamentarnych w Polsce najlepiej wypadły te partie
          (skrajnie prawicowe, ultrapopulistyczne, chrześcijańsko-nacjonalistyczne,
          antyunijne), które składały najwięcej obietnic... żadna z nich nie była jednak
          zainteresowana zasadniczym pytaniem: skąd wziąć na to pieniądze? Historia
          przekazuje nam coś, co może nas spotkać w przyszłości... W Polsce toczy się
          brutalna walka polityczna. Wyrugowana z władzy liberalna PO pragnie poprzez
          swoje propozycje ustaw zmusić PiS do takiego zmniejszenia podatków, które, jak
          wiedzą liberałowie, "powali na kolana cały b udżet". W tym przedsięwzięciu
          partnerami PO są skrajne siły prawicowe i lewicowe, które oprócz rozdawnictwa
          nie mają nic do zaproponowania. Takie i podobne "mikropoglądy" panują w
          polskiej polityce, podczas gdy nie ma żadnego "makropomysłu" w jaki sposób za
          pomocą fiskalnych środków spowodować szybszy rozwój kraju.
          • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 21.02.06, 18:56
            A to cudne, tylko jak Polacy wroca pod swoje strzechy nikt nie kupi piwa, ktore
            nie daje sie do picia ani twarogu, ktory jest nieznany i nigdy nie zostanie
            zamieniony z mascapone. Jedynie jalowcowka u suszona krakowska sa dobre, ale o
            tym wiedza tylko Polacy i te wiedze tradycyjnie dla siebie zatrzymaja, bo
            brzydza sie reklama i kazda inna dzwignia:
            HAGA
            "Polaków cieszą sklepy pełne twarogu i Tyskiego"
            "NRC Handelsblad" z 18.02., Frits Balstesen
            Zalew pracowników sezonowych, stęsknionych za ojczyzną, prowadzi do rozkwitu
            polskich supermarketów. Od 2004 r. drastycznie wzrasta liczba Polaków
            pracujących w Europie Zachodniej. Sprytni przedsiębiorcy zakładają sklepy z
            polskimi produktami, takimi jak kiełbasa, piwo, słodycze i chleb. Wzrasta ilość
            polskich supermarketów prowadzonych przez Polaków. Holenderski supermarket
            C1000, w jednej z haskich dzielnic jako pierwszy sklep rodzimy wprowadził kilka
            półek z polskimi produktami spożywczymi. W pobliżu sklepu mieszka wielu Polaków
            pracujących w okolicznych zakładach ogrodniczych. Próbna sprzedaż ma potrwać
            kilka miesięcy. Właściciel jednego z polskich sklepików planuje rozpocząć
            również działalność hurtową na tym polu. To według niego nie odkryta jeszcze
            żyła złota.
            • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 21.02.06, 18:57
              a z nielubianej przeze mnie Austrii, poza Irvingiem, ktory nieco inaczej widzi
              historie:

              WIEDEŃ
              "Polski cyrk państwowy"
              "Der Standard" z 15.02., Gabriele Lesser
              Prezydent Polski znowu chciał rozwiązać parlament. Giełda poniosła straty,
              posiedzenia kryzysowe odbywały się jedno za drugim, radio i telewizja podawały
              informacje w wydaniach specjalnych. Lech Kaczyński chciał wygłosić orędzie do
              narodu i poinformować o swojej decyzji w sprawie rozwiązania parlamentu. Jednak
              rzecznik prasowy prezydenta poinformował, że Prezydent przesunął swoje orędzie
              o godzinę. Wzmogła się fala spekulacji. Nikt nie wiedział, co się dzieje za
              kulisami. Bądź co bądź usytuowana po prawej stronie LPR i populistyczna
              Samoobrona zawarły z PiS pakt stabilizacyjny. W ten sposób narodowi
              konserwatyści utworzyli niezbędną większość parlamentarną i spełnili warunek
              Prezydenta. Dlaczego w związku z tym Prezydent zamierzał mimo to rozwiązać
              parlament? O dziewiątej wieczorem Prezydent odwołał alarm. Grzecznie siedział
              przed flagą narodową i zap owiedział, że nie rozwiąże Sejmu. Winą za cały
              powstały chaos ostatnich miesięcy obarczył konserwatywno - liberalną PO, która
              w jego opinii nie chciała wejść do rządu, mimo że obywatele życzyli sobie
              koalicji PiS-PO. I tak PiS, do której należy także Prezydent, musi rządzić
              sama. W przeciągu ostatnich 100 dni czyniła to wspaniale, ale teraz pakt
              stabilizacyjny kładzie szczególną odpowiedzialność na partie, które go co
              prawda podpisały, ale nie znalazły się w rządzie. Dopiero następnego dnia stały
              się jasne kulisy tego "cyrku", jak Polacy nazywają te ustawiczne, bezsensowne
              tarcia na szczytach władzy. Rządząca PiS zaproponowała przeprowadzenie reformy
              podatkowej, która znacząco odbiega od deklaracji przedwyborczych. Z szeroko
              zapowiadanej obniżki podatków nie pozostało prawie nic. Obydwaj populistyczni
              sygnatariusze paktu stabilizacyjnego oświadczyli, że podczas sejmowego
              głosowania poprą projekt reform zgłoszony przez opozycyjną PO, która w dalszym
              ciągu chce obniżki podatków. W tej sytuacji przewodniczący P iS Jarosław
              Kaczyński zadzwonił do swojego brata bliźniaka w pałacu prezydenckim, w
              następstwie czego ten zaczął znowu grozić przyśpieszonymi wyborami. I
              rzeczywiście braciom Kaczyńskim udało się znowu właściwie ustawić Romana
              Giertycha i Andrzeja Leppera. Podpisali oni aneks do paktu stabilizacyjnego,
              który ich partiom zabrania nie tylko głosowania za projektami ustawowymi
              opozycji, lecz także za propozycjami zmian w projektach zgłoszonych przez PiS.

              "Polska w roli zakładnika"
              "Der Standard" z 15.02., Josef Kirchengast
              Bracia bliźniacy Kaczyńscy objęli rządy z obietnicą stworzenia czystej i
              uczciwej Polski, tzw. IV Rzeczpospolitej. To, co bracia czynią od chwili
              swojego zwycięstwa w wyborach parlamentarnych i prezydenckich, stoi w
              zapierającej dech sprzeczności z wcześniejszymi zapowiedziami. Stawia w cieniu
              wszystko to, do czego w tzw. grach politycznych przyzwyczajeni Polacy byli od
              czasu obalenia komunizmu, a nie było tego mało. Najnowszym przykładem
              (prawdopodobnie tylko przejściowym), a jednocześnie też punktem kulminacyjnym
              są wydarzenia wokół orędzia prezydenta. We wspólnej grze, jaką opanować mogą
              tylko bliźniaki, Jarosław - prezes rządzącej PiS i Lech - Prezydent państwa,
              zdyscyplinowali populistyczno - ekstremistyczne partie, na których
              parlamentarne poparcie są zdani. Wykorzystali w tym celu instrument orędzia
              prezydenta do narodu, zastrzeżonego dla szczególnych sytuacji. Głowa pa ństwa
              ogłosi nowe wybory, zapowiedział jeden brat, a drugi brat w końcu tego nie
              uczynił. Ale groźba odniosła skutek. Opozycyjna PO mówi o cynicznej grze o
              władzę. I pewnie tak jest. Gra o władzę, w której państwo wzięte zostało jako
              zakładnik i która ma niewiele wspólnego z chrześcijańskimi ideałami wyznawanymi
              przez bliźniaków-aktorów. Jest to także gra, która jak pokazują ostatnie
              sondaże polaryzuje społeczeństwo polskie. Wg dziennika "Gazeta Wyborcza" 41%
              społeczeństwa uważa demokrację i prawa człowieka za zagrożone od chwili
              zwycięstwa wyborczego partii Kaczyńskich.
              • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 21.02.06, 18:59
                Czytu czytu myslu myslu

                PRZEGLĄD

                Dobry start Angeli Merkel
                Koalicja konserwatystów i socjaldemokratów funkcjonuje bez znaczących zgrzytów.
                Ale wszystkie pochwały przypadają chadekom, a zwłaszcza kanclerce

                Krzysztof Kęciek

                Zbliża się sto dni nowego rządu Niemiec. Alians konserwatystów i
                socjaldemokratów funkcjonuje bez znaczących zgrzytów. Ale wszystkie laury i
                pochwały przypadają chadekom, a zwłaszcza kanclerce Angeli Merkel.
                Socjaldemokraci są coraz bardziej sfrustrowani, "czarnoczerwony” gabinet zaś
                nie zaczął jeszcze rozwiązywać coraz bardziej palących problemów kraju.
                Angela Merkel, uważana wcześniej przez niektórych za nieśmiałą, szarą mysz ze
                Wschodu, stała się najbardziej lubianym politykiem Republiki. Nawet Helmut Kohl
                czy Gerhard Schröder w swych najlepszych latach nie byli tak popularni. Jej
                chłodny, rzeczowy i pragmatyczny styl rządzenia zdobył powszechne uznanie.
                Media prześcigają się w pochwałach pod adresem szefowej rządu, mówią o "cudzie
                Merkel”. Komentator "Pforzheimer Zeitung” napisał z entuzjazmem: "Republika z
                Angelą Merkel na czele przeżywa swe upojne dni”. Sterniczka rządu harmonijnie
                współpracuje z socjaldemokratycznym wicekanclerzem Franzem Münteferingiem,
                który jest tak że ministrem ds. pracy i spraw socjalnych. Zdaniem publicystów
                nad Renem i Szprewą, obywatele mają dość "heroicznych” polityków,
                medialnych "gwiazdorów" w rodzaju byłego kanclerza Schrödera czy ministra spraw
                zagranicznych, Joschki Fischera. Tygodnik "Der Spiegel" napisał, że serca ludzi
                podbiła kobieta polityk, która zachowuje się przed kamerami jak przeciętny
                człowiek, niekiedy ma plamy na ubraniu, porusza się zaś jakby

                napędzana silnikiem elektrycznym.

                Jak zauważył polityczny magazyn "Cicero", teraz nadszedł czas banalnej
                normalności. Merkel i Müntefering przypominają "federalnych rodziców", którzy
                pracowicie pochylają się nad rachunkami, aby wyliczyć, na co ich dzieci będzie
                jeszcze stać. Obserwatora z Polski, gdzie nawet partie prawicowe nie potrafią
                się ze sobą porozumieć, może dziwić to dobre współdziałanie
                niemieckich "czarnych" z "czerwonymi". W RFN obowiązuje zasada, że polityczne
                umowy powinny zostać dotrzymane, koalicji rządowej zaś nie zawiera się na kilka
                miesięcy. Dlatego Merkel nie dąży do zerwania sojuszu i nowych wyborów,
                aczkolwiek chadecy odnieśliby w nich przypuszczalnie świetne zwycięstwo.
                Niektórzy politycy CDU domagali się, aby czas eksploatacji elektrowni atomowej
                został przedłużony. Sprzeciwiła się temu szefowa rządu, wskazując, że należy
                respektować postanowienia układu koalicyjnego, przewidujące stopniowe wycofanie
                się z energetyki nuklearnej. Tym samym potencjalny konflikt w rządowym sojuszu
                został zażegnany.
                Ale, jak ujął t o brytyjski dziennik "The Times", "cud Angeli Merkel" może
                zamienić się w miraż. Błyskotliwe sukcesy kanclerka odnosi przede wszystkim na
                polu polityki zagranicznej, na którym stała się szybko wysoko cenioną, wytrawną
                damą stanu. Kanclerka złożyła udane wizyty w Waszyngtonie, Moskwie i Paryżu,
                przyczyniła się do zażegnania kryzysu finansowego w Unii Europejskiej. Na
                Bliskim Wschodzie wezwała palestyński Hamas do wyrzeczenia się przemocy i
                zaapelowała do irańskich mułłów, aby zrezygnowali z niebezpiecznych planów
                nuklearnych. (Fakt, że poucza ich kobieta, szczególnie rozsierdził ajatollahów,
                jeden z irańskich dygnitarzy porównał Merkel do Hitlera). Kanclerka pragnie
                najwidoczniej przywrócić klasyczną równowagę polityczną, naruszoną przez
                Schrödera – nieco zmniejszyć dystans wobec Waszyngtonu, nieco zwiększyć wobec
                Francji i Rosji. Chce być dobrym partnerem prezydenta Putina, ale bez gorących
                uścisków czy wspólnych przejażdżek saniami. Socjaldemokratyczny minister spraw
                zagranicznych, uważany za kontynua tora linii schröderowskiej, FrankWalter
                Steinmeier, szybko znalazł się w cieniu utalentowanej szefowej rządu.
                Dziennikarze zwracają wszakże uwagę, iż za granicą łatwo o triumfy, lecz
                najwyższy czas zająć się czyszczeniem krajowej stajni Augiasza. Zwłaszcza
                socjaldemokraci domagają się coraz natarczywiej, aby Merkel "wysiadła wreszcie
                z samolotu". Irytacja "towarzyszy" wynika z faktu, iż wszelka chwała za
                dotychczasowe osiągnięcia koalicji spływa na chadeków, a zwłaszcza na szefową
                rządu. Gdyby obecnie w Niemczech odbyły się wybory, CDU/CSU mogłaby liczyć na
                41% głosów, SPD tylko na niespełna 30%. "Nie może być tak, że CDU opala się na
                pokładzie słonecznym, podczas gdy socjaldemokraci harują w maszynowni",
                protestował sekretarz generalny SPD, Hubertus Heil. Członek prezydium partii,
                Ludwig Stiegler, posłużył się inną metaforą: "My w kuchni obieramy cebulę, a
                oni tam z przodu inkasują napiwki". Socjałowie liczą, że kiedy kanclerka
                zabierze się wreszcie do rozwiązywania problemów kraju,
                zostanie "odczarowana ". Frustracja SPD jest tym większa, że partia ma ogromne
                problemy z określeniem własnego profilu. Angela Merkel porzuciła reformatorskie
                liberalne hasła kampanii wyborczej. Pod jej egidą

                CDU wzięła kurs na centrum,

                sprawy socjalne stały się najważniejszą troską chadeków. Kanclerka zaczyna
                kłopotać się o płace minimalne i zasiłki dla rodziców. Różnice między dwoma
                największymi ugrupowaniami politycznymi Niemiec nagle stały się ledwie
                dostrzegalne. Irytuje to aktywistów SPD, którzy uważają, że
                hasło "sprawiedliwości społecznej" powinno się kojarzyć wyłącznie z ich partią.
                Wielu socjaldemokratów niepokoi polityka Münteferinga, który najwidoczniej
                zmierza do wprowadzenia niezbędnych reform, nie zawsze troszcząc się o interes
                partii. Znamienne, że to wicekanclerz wystąpił z inicjatywą, która bynajmniej
                nie pasuje do socjaldemokratycznych ideałów. Zaproponował, aby przedłużenie
                wieku emerytalnego do 67 lat nastąpiło już w 2029 r., a nie, jak przewiduje
                umowa koalicyjna, w 2035 r. W SPD wywołało to konsternację. Popularna prasa
                zaczęła straszyć czytelników opowieściami o schorowanych hutnikach czy
                artretycznych dekarzach, którzy będą zmuszani do pracy ponad siły także w
                podeszłym wieku. Ale Angela Merkel przybyła do Bundes tagu, aby zademonstrować
                solidarność z Münteferingiem, którego bezlitośnie atakował za ten
                pomysł "czerwony" Oskar Lafontaine, były przewodniczący SPD, obecnie lider
                antyglobalistycznej Partii Lewicy. Czołowi socjaldemokraci zastanawiają się,
                czy to "tulenie się" Angeli Merkel z wicekanclerzem nie zaszkodzi partii.
                "Zbawcą", który pomoże SPD znaleźć wyraźne oblicze, miał się stać nowy
                przewodniczący, były premier Brandenburgii, Matthias Platzeck. Ale ten,
                aczkolwiek sympatyczny i promieniujący życzliwością, okazał się na razie
                politykiem bezbarwnym, pozbawionym zdolności przywódczych. Platzeck usiłuje
                wyprofilować się jako mąż stanu hojnie wspierający rodziny, co ma skłonić
                Niemki do bardziej intensywnej prokreacji. "Dawniej wołaliśmy: Praca, praca,
                praca! Teraz krzyczymy: Dzieci, dzieci, dzieci!", irytują się socjałowie
                starszej daty. Ale Ministerstwa Rodziny i Oświaty znajdują się w rękach
                chadeków, toteż przewodniczący SPD ma niewielkie pole do działania.
                Komentatorzy przewidują, że prawdziwe niebezpie czeństwo dla "czarnoczerwonej"
                koalicji może nadejść po 26 marca.
                W tym dniu odbędą się wybory do parlamentów SaksoniiAnhalt, BadeniiWirtembergii
                i NadreniiPalatynatu. Zwłaszcza elekcja w tym ostatnim landzie ma kluczowe
                znaczenie. Jeśli socjaldemokraci poniosą klęskę, sytuacja partii stanie się
                dramatyczna. Wtedy SPD będzie musiała uczynić wszystko, aby wyprofilować się w
                koalicji, tym bardziej że miejsce "jedynego, prawdziwego obrońcy maluczkich"
                zamierza zająć Partia Lewicy Lafontainea. Po 26 marca gabinet Merkel może wpaść
                w potężne turbulencje.
                A rząd przecież właściwie nawet nie rozpoczął dzieła koniecznych reform.
                Brytyjski dziennik "The Economist" napisał, że gospodarka Niemiec może
                właściwie liczyć tylko na cud. Bezrobocie w styczniu

                • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 21.02.06, 19:01
                  Na dzis aniolku to juz ostatni przeglad prasy:)

                  NEWSWEEK



                  Spis wrogów PiS
                  Prawo i Sprawiedliwość szło do władzy jako rycerska drużyna Kaczyńskich.
                  Zaprawiona w wielu bojach, zwarta, podobnie myśląca, a przede wszystkim
                  bezwzględnie lojalna wobec swoich przywódców. Ale gdy Kaczyńscy objęli władzę,
                  szybko się okazało, ze wierni rycerze niekoniecznie nadają

                  się na wysokie stanowiska państwowe. Ze potrzebni są najemnicy. Często o
                  poglądach niemających wiele wspólnego z programem PiS, za to fachowi i
                  kompetentni. I co ważne, podwyższający społeczne notowania rządu - jak kochany
                  przez Polaków Zbigniew Religa lub uspokajający warszawskie salony i rynki
                  finansowe Stefan Meller oraz Żyta Gilowska.

                  Dla braci Kaczyńskich najemnicy mają jeszcze jedną zaletę - nie stoi za nimi
                  żadna siła polityczna, mogą więc być w każdej chwili usunięci i wymienieni albo
                  na podobnych sobie najemników

                  - szefa resortu spraw zagranicznych Stefana Mellera miał wszak zastąpić Jacek
                  Saryusz-Wolski, albo na swoich ludzi

                  - Andrzeja Mikosza zastąpił w resorcie skarbu Wojciech Jasiński.

                  Bo dla PiS najemnicy są ciałami obcymi. Polityczny organizm partii Kaczyńskich
                  ich odrzuca - szef MSZ Meller jest od początku ostentacyjnie marginalizowany, a
                  pomysły Gilowskiej publicznie dezawuuje Ludwik Dom. Za plecami każdego z nich
                  stoją aniołowie stróże, zwani też komisarzami politycznymi - czyli
                  wiceministrowie z czysto partyjnego rozdania. Za Mellerem

                  - Anna Fotyga, protegowana Lecha Ka-czyńskiego, ruchy Gilowskiej bacznie
                  obserwuje Cezary Mech, Religę punktuje Bolesław Piecha. Między innymi dlatego
                  samotni ministrowie o poglądach innych niż dominujące w PiS nie mają szans na
                  samodzielność i realizację własnych pomysłów. A jeśli tylko dojdzie do jakiegoś
                  wstrząsu społecznego czy politycznego, to ich pierwszych rzuci się na pożarcie.

                  Właściwie powinni byli łatwo przewidzieć, że sielanka nie będzie trwała zbyt
                  długo. Pominięty przy ustalaniu składu Rady Bezpieczeństwa Narodowego Meller
                  nie wytrzymał i zaniósł premierowi dymisję (później ją wycofał). Gilowska,
                  która odważyła się samodzielnie zaprezentować publiczności swe pomysły (koniec
                  kas fiskalnych dla drobnych przedsiębiorców, likwidacja akcyzy na kosmetyki),
                  natychmiast została sprowadzona do parteru przez drugiego wicepremiera Ludwika
                  Dorna. I choć ostatecznie premier Kazimierz Marcinkiewicz opowiedział się
                  raczej za minister finansów, to sygnał dla wszystkich był wyraźny - pani
                  wicepremier za bardzo się rozpycha, dlatego w każdej chwili może zarobić
                  kuksańca.

                  Ale właśnie Żyta Gilowska, niedawna gwiazda Platformy Obywatelskiej, jak dotąd
                  najlepiej sobie radzi z PiS-owską nieufnością. Systematycznie próbuje szukać
                  wsparcia nie w gmachu Ministerstwa Finansów, ale tam, gdzie najbardziej go
                  potrzebuje - w klubie partii. Z powodzeniem. Z rozmów z parlamentarzystami PiS
                  wynika, że Gilowska ich po prostu urzekła. Zaczęła mówić ich językiem, łamie
                  bariery, skraca dystans. Potrafi żartować, zakląć, kiedy trzeba, pokazać, że
                  nie chce być outsiderem. To procentuje. - Żyta daje temu rządowi impuls. Ma
                  pomysły, cięty język, dobrze mówi, potrafi wytłumaczyć, o co jej chodzi - uważa
                  Paweł Poncyliusz, poseł PiS. Gilowska dobrze wie, że sama sympatia nie
                  wystarczy. Pozbawiona zaplecza jest łatwym celem dla swych przeciwników
                  wewnątrz partii. Dlatego podczas negocjacji dotyczących swojego wejścia do
                  rządu postawiła twarde warunki. Zażądała stanowiska wicepremiera; nie zgodziła
                  się, by sekretarzem stanu (czyli pierwszym jej zastępcą) w Ministerstwie
                  Finansów został Cezary Mech, e konomista, który tworzył program gospodarczy
                  PiS. Miejsce to zajęła Elżbieta Suchocka-Roguska - apolityczna urzędniczka, w
                  resorcie od 15 lat, . pracująca przy wszystkich dotychczasowych budżetach. I
                  dobra znajoma byłego wiceministra finansów Wojciecha Misią-ga, z którym
                  Gilowska pracowała w poprzedniej kadencji Sejmu nad reformą finansów
                  publicznych.

                  Posadę rzecznika prasowego pani Żyta zaproponowała doradcy zarządu PO Łukaszowi
                  Pawłowskiemu, ale ten odmówił. Ostatecznie do jej pustego gabinetu politycznego
                  wszedł Marek Haj-bos, młody człowiek, który wcześniej dbał o kalendarz...
                  Donalda Tuska. - Nikt nie idzie chętnie do zdrajców. A poza tym Żyta jest
                  trudna... - stwierdza lakonicznie jeden z posłów PO.

                  Bywa nawet bardzo trudna. Przekonali się o tym pracownicy resortu, którzy w
                  pierwszy dzień witali ją okrzykami i oklaskami, teraz zaś narzekają na
                  chimeryczne, a czasem histeryczne zachowania szefowej. Wytykają jej próżność i
                  samouwielbienie. Trudno w to nie wierzyć. Przed miesiącem Polsak pokazał, jak
                  pani wicepremier co rusz przerywała konferencję, bo fotografowie robili jej
                  zdjęcia z lewej strony. Gilowska zaś chciała być fotografowana tylko z prawej,
                  bo w lewym oku pękło jej naczyńko krwionośne.

                  Choć wicepremier Dorn przytarł Gilowskiej nosa, ta się nie poddaje. Lada dzień
                  w resorcie finansów ma dojść do wymiany części wiceministrów, być może do
                  kierownictwa resortu trafi znów Wojciech Misiąg. Pani wicepremier planuje też
                  delegować swych ludzi do Banku Gospodarstwa Krajowego, kontrolowanego przez
                  ministra finansów.

                  Gilowska zadomowiła się już w rządzie Marcinkiewicza. Na dzień dobry zażądała w
                  Kancelarii Premiera pokoju najbliżej gabinetu szefa rządu. Dostała. Co więcej,
                  wydaje się, że premier jest w stanie znieść wiele fochów pani wicepremier. To
                  było krótko po jej wejściu do rządu - premier z kilkoma współpracownikami
                  spacerował w okolicach swojej kancelarii. Nagle Gilowska zahaczyła o kamień
                  leżący na ścieżce. Potknęła się, prawie upadła. -Jeśli nie jesteśmy w stanie
                  posprzątać własnego podwórka, to jak chcemy zreformować cały kraj ?! -
                  krzyknęła. Jej towarzysze usiłowali rozładować złość pani wicepremier żartami.
                  Bezskutecznie. Wtedy Kazimierz Marcinkiewicz, zachowując kamienny wyraz twarzy,
                  posłał po porządkowych i nakazał im zrobić porządek z wystającym kamieniem.
                  Robotnicy go usunęli, pani wicepremier z wolna się uspokajała.

                  Dla Gilowskiej premier jest gotów wyrwać nie tylko wystający kamień. W końcu
                  pomaga mu ona zrealizować plany liderów PiS, którzy chcą prosocjalną partię
                  otworzyć na bardziej liberalne środowiska. - Żyta ma dać twarz. I nawet jeśli
                  nie obniży podatków, to wszyscy długo będą wierzyli, że to w końcu zrobi. Po
                  tylu latach dla ludzi przekaz jest bowiem jasny: Żyta to niższe podatki -
                  opisuje taktykę PiS poseł PO Zbigniew Chlebowski.

                  Żyta Gilowska bez obniżania podatków zapewne przeżyje. Co musi się więc
                  wydarzyć, by jej zdroworozsądkowe poglądy na ekonomię zmusiły ją do
                  powiedzenia "dość"? - Będzie akceptowana tak długo, jak długo Jarosław
                  Kaczyński będzie uważał, że jej propozycje nie szkodzą, a pomagają PiS -
                  prorokuje jeden z bliskich współpracowników liderów tej partii.

                  Ale do konfliktów może dojść jeszcze wcześniej - np. podczas prac nad budżetem
                  na 2007 r., czyli w drugiej połowie bieżącego roku. Po pierwsze dlatego, że
                  Gilowska już dziś wysyła jasny sygnał - to ja zbuduję ten budżet, a nie
                  Kancelaria Premiera. Premier zaś od dawna chce przenieść prace nad strukturą
                  dochodów i wydatków państwa właśnie do swojej kancelarii. Poza tym pani
                  wicepremier raczej nie pozwoli rozdąć wydatków i zwiększać bez granic deficytu
                  budżetowego. Próbą charakteru będą dla niej niektóre projekty ustaw zawartych w
                  pakcie stabilizacyjnym. - Na podkopywanie niezależności banku centralnego i
                  świadczenia dla bezrobotnych, którzy stracili pracę nie z własnej winy, to ona
                  już się nie zgodzi! - przewiduje Chlebowski. W końcu w grę wchodzi wszystko, co
                  Gilowska zrobiła i mówiła przez ostatnie lata. Ministrem się tylko bywa, a
                  reputację bardzo łatwo zepsuć.

                  Kiedy więc powie "nie" i trzaśnie drzwiami? Czy może najpierw skorzysta z
                  dyplomatycznego doświadczenia Stefana Mellera, który - choć jego pozycja jest
                  dużo słabsza niż Gilowskiej

                  - już
                  • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 21.02.06, 19:01

                    Kiedy więc powie "nie" i trzaśnie drzwiami? Czy może najpierw skorzysta z
                    dyplomatycznego doświadczenia Stefana Mellera, który - choć jego pozycja jest
                    dużo słabsza niż Gilowskiej

                    - już pokazał, jak można walczyć o swoje, i zaszantażował premiera złożeniem
                    dymisji.

                    Ta nominacja od początku budziła wiele sceptycyzmu w szeregach PiS. Było
                    oczywiste, że zwolennik szybkiego wejścia do strefy euro, absolutnie przekonany
                    do jak najszybszej integracji z Europą, nie znajdzie wspólnego języka z często
                    eurosceptycznymi parłamentarzystami PiS. Z braćmi Kaczyńskimi dzieliły go
                    poglądy na temat Iraku (chciałby wycofania stamtąd wojska) czy szybkiego
                    wprowadzenia euro w Polsce (zawsze był za).

                    Meller nie wtopił się w ten rząd i żadnym gestem nie pokazuje, by kiedykolwiek
                    zamierzał to zrobić. - Bywa przeczulony na swoim punkcie i na dodatek, jak to
                    człowiek ze środowiska Unii Wolności, uważa się za świętą krowę

                    - politycy rządzącej partii nie przebierają w słowach. Inny dodaje: - Nie
                    wiem, dlaczego Meller chciał odejść z MSZ, ale też nie wiem, dlaczego w ogóle
                    dostał ten resort.

                    Odpowiedź jest jednak oczywista

                    - PiS nie miał lepszego kandydata, bo Radek Sikorski objął fotel szefa MON.
                    Meller - prawdopodobnie rekomendowany przez prof. Władysława Bartoszewskiego -
                    choć reprezentował inne poglądy - miał atuty, jakich nie mają PiS-owscy
                    politycy: doświadczenie, wiedzę i wysokie noty na warszawskich salonach.

                    I to zdecydowało, ale od początku było jasne, że Meller nie będzie budował w
                    swym resorcie żadnej IV Rzeczypospolitej, bo jest jednym z beneficjentów
                    poprzedniej epoki. Najpierw dyrektor departamentu MSZ, potem dwukrotnie
                    wiceminister, aż wreszcie ambasador w Rosji i we Francji. Kojarzony ze
                    środowiskiem UW, która w MSZ podzieliła się wpływami z lewicą, nigdy nie
                    widział potrzeby przeprowadzenia rewolucji w tym resorcie - zamkniętym na nowe
                    kadry, pozbawionym jasnych kryteriów awansów, zależnym od politycznych
                    mocodawców. Wszystko to sprawia, że MSZ traktuje się nie jak resort, a jak
                    zawodową korporację. - Właściwie nikt z nas nie mógł oczekiwać, że Meller,
                    reprezentant tej korporacji w najczystszej postaci, będzie chciał z
                    nią walczyć

                    - mówi jeden z posłów rządzącej partii. Ale gdy Meller przez dłuższy czas
                    blokował nominację na sekretarza stanu dla Anny Fotygi, żarty się skończyły.

                    - Prezydentowi się nie odmawia - mówi jeden z wysokich rangą urzędników
                    resortu. Skutki walki o niezależność natychmiast odczuł na własnej skórze, bo
                    drobne gesty - np. zapowiedź wycofania garstki ambasadorów skompromitowanych
                    współpracą ze służbami PRL - nie zyskały mu większej przychylnpści. Najpierw
                    spotykały go drob

                    ne afronty (np. nikt z MSZ początkowo nie znalazł się w tworzonym w Kancelarii
                    Premiera zespole ds. Polonii). Potem spięcia stały się ostre. Meller nie został
                    powołany do Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Przeciekające _ do mediów pogłoski
                    o szukaniu następcy Jacek SaryuszWolski z PO przyznał, że proponowano mu fotel
                    szefa MSZ tylko osłabiały pozycję ministra. Dlatego napisał prośbę o zwolnienie
                    z zajmowanej funkcji. Według ustaleń "Newsweeka" stało się to trzycztery
                    tygodnie temu. Premier dymisję schował do sejfu i zaczął łagodzić rozgoryczenie
                    szefa MSZ. Po pierwsze, z powodu braku pomysłu na następcę. Po drugie, ze
                    względu na wizerunek rządu, z którego już ubył jeden minister skarbu a ciągłe
                    rekonstrukcje gabinetom wyjątkowo nie służą.

                    Niektórzy politycy PiS twierdzą dziś, że Meller od początku wiedział, iż
                    dymisja nie zostanie przyjęta, a ostentacyjny gest miał umocnić jego pozycję.
                    Odejście tak ważnej postaci z rządu jeszcze bardziej osłabiłoby gabinet
                    Marcinkiewicza (pakt stabilizacyjny nie był wtedy jeszcze podpisany), a na to
                    nikt nie mógł sobie pozwolić. Pierwsze starcie wygrał Stefan Meller. Prezydent
                    już zapowiedział, że powpła go do RBN, a podczas ubiegłotygodnidwego expose w
                    Sejmie politycy opozycji i rządu głównie wychwalali jego zasługi.

                    Pytanie, jak długo może potrwać to zawieszenie broni? I jak wiele
                    dyplomatycznych sztuczek ma jeszcze w zanadrzu doświadczony dyplomata, który

                    dobrze wie, że wytrwa w gabinecie Marcinkiewicza tak długo, jak długo liderzy
                    PiS będą go potrzebowali?

                    To doświadczenie, jakiego Mellerowi z pewnością powinien pozazdrościć kolejny
                    rządowy outsider, Zbigniew Religa. Jest z punktu widzenia PiS prawdziwym
                    skarbem w rządzie, bo wraz z premierem wciąż zajmuje najwyższe lokaty w
                    rankingu ulubieńców Polaków. Poza napięciami z PiSowskim wiceministrem, które
                    od dawna nie wychodzą poza ministerstwo, nie ma z nikim większych zatargów.
                    Przyczyna tego jednym głosem mówi opozycja jest jasna: nikomu nie podpada, bo
                    nic nie robi.

                    Jak twierdzi Ewa Janik, posłanka SLD z komisji zdrowia, w tej kadencji komisja
                    zajmowała się dwiema drobnymi nowelami i tylko jedną ustawą o ZOZach. Ale nawet
                    ustawy o ZOZach nikt z ministerstwa nie bronił. No bo kto i w imieniu kogo ma
                    bronić, jeśli w samym resorcie nie bardzo wiadomo, kto rządzi? Religa czy
                    Piecha PiSowski komisarz w ministerstwie.

                    Wygląda więc na to, że Religa to najlepszy nabytek tego rządu także z innego
                    powodu: od dawna jest wyjątkowto popularny, a jego zawodowego autorytetu nikt
                    nie kwestionuje, i nie ma już wielkich ambicji. Nie myśli, że stoi dopiero u
                    progu kariery, i nie rozpycha się w rządzie łokciami.

                    Posłanka PO^Ewa Kopacz wieszczy: Obawiam się, że ludzie przestaną go w końcu
                    postrzegać jako wspaniałego lekarza i wielki autorytet, a zaczną jako kolejnego
                    ministra, który7 niewiele mógł. Dodajmy: niewiele mógł, bo trzymał go za gardło
                    komisarz oddelegowany przez PiS. Kiedy Religa mówi: decentralizować Narodowy
                    Fundusz Zdrowia, Piecha odpowiada zlikwidować go i niech ministerstwo dzieli
                    pieniądze. Minister chce posyłać rządowi i parlamentowi ustawę o ratownictwie
                    medycznym, jego zastępca twierdzi: za szybko, projekt niedopracowany. Piecha
                    chce Wojciecha Sośnierza na prezesa NFZ, choć wie, że to ostatnia kandydatura,
                    jaką podpisze minister, bo Sośnierza nigdy nie lubił.

                    To Piecha chodzi ze swymi pomysłami prosto do kierownictwa PiS, gdzie znajduje
                    przychylne ucho. Religa zaś może się poskarżyć najwyżej Jarosławowi Pinkasowi,
                    podsekretarzowi stanu, jedynemu człowiekowi, którego ściągnął do resortu. Nie
                    potrafi zaakceptować realiów życia politycznego, które kieruje się innymi
                    prawami niż działanie zespołu operacyjnego.

                    Wysoki rangą pracownik ministerstwa opowiada: Profesor chce, żeby mu
                    powiedzieć: to jest czarne, a to jest białe. Uważa, że nie ma czasu na
                    dyskusje, bo pacjent wcześniej umrze. Do tego nie lubi ustaw i papierów. Trudno
                    mu wytłumaczyć, że ministerstwo to nie szpital, a Piecha nie jest usłużną
                    instrumentariuszką, która poda mu narzędzia.

                    Do mocnego spięcia między ministra mi może dojść już w najbliższych tygodniach.
                    Czy Piesze uda się zmusić Religę do odwołania Piotra Błaszczyk (związanego
                    dawniej z producentami leków), dvTektora departamentu polityki lękowej? Piecha
                    zabiega o to od tygodni i alarmował już nawet kierownictwo PiS. Czy wymusi też
                    usunięcie obecnego szefa NFZ Jerzego Millera? I w końcu: kto nada ostateczny
                    kształt ustawom wychodzącym z Ministerstwa Zdrowia? Niewykluczone, że charakter
                    ministra i pokojowe nastawienie do świata pozwolą mu przetrwać w rządzie. Liczy
                    na to kierownictwo PiS, które wie też, że na tykającej bombie, jaką jest polska
                    służba zdrowia, można posadzić tylko kogoś, kto przez długi czas będzie
                    niekwestionowanym autorytetem.

                    Dla PiS Religa ma jeszcze jedną wartość. Ministra od serca niezręcznie będzie
                    atakować Platformie Obywatelskiej. To w końcu Donald Tusk w trakcie kampanii
                    prezydenckiej, gdy dziennikarze pytali go o spraw zdrowotne, usuwał się sprzed
                    kamer i oddawał głos "największemu autorytetowi w dziedzinie reformy służby
                    zdrowia". Będzie głupio. Jeśli jednak minister będzie opowia
                    • kowianeczka Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 21.02.06, 21:30
                      Dobry artykul, ale niedokonczony jeszcze:)


                      Jestem zmeczona i nos mam zawilsy:) na przycisku uijk, w tej dziurce pomiedzy
                      wpadl mi byl.

                      Ide spac, ale drugie piwko dopije do konca! Coz to byloby za picie bez picia?:)

                      Db

                      na noc

                      ka

                      a

                      do

                      za
                      • rainer_calmund MS 21.02.06, 22:16
                        M.S. jednak nie wyswiadczysz mi przyslugi? Przeciez nie prosze Cie o wiele,
                        prosze wlasnie o tak niewiele, o tak niewiele.

                        Chodz raz badz takim jakim chcialby widziec Cie Twoj pies.

                        Bardzo Cie prosze.

                        R.C.
                        • rainer_calmund Re: MS-ps 21.02.06, 22:19
                          Nie rozumiesz o czym mowie. Mowimy o dwoch roznych rzeczach. Mowie o prosbie, o
                          to Cie tylko prosze.

                          To wszystko, czego chcialbym od Ciebie. Nie myl prosze dwoch pojec.

                          R.C.
                        • mathias_sammer Re: MS 22.02.06, 12:12
                          Reinerze, czytam, ze zrozumiales o co chodzi. Najpierw podziekuje za
                          zrozumienie, mimo mi, ze nie musimy tracic zbyt wiele czasu na wyjasnianie
                          intencji. Jak sam oceniasz sprawa jest prosta i juz _niedowracalna_- - w tym
                          miejscu chcialbym podkreslic, abys nie podjemowal zadnych prob majacych na celu
                          zmiane stanowiska. dzialanie beda bezskutecznei, beda tez niepotrzebnie
                          zaogniac sytuacje. Gdy zdarzenia nie beda Twoim udzialem a ja bede bezposrednim
                          ich obiektem wiesz co zrobie- moja rekacj nie jest dla Ciebie juz tajemnica,
                          niezaleznie czy ja aprobujesz, czy negujesz.

                          Twoj tez , jak wierze, wolny wybor, czy bedzisz mial ochote ze mna rozmawiac-
                          pamiataj drogi Kolego, ja zawsze znajde sobie temat, ktory mnie zaciekawi, do
                          ktorego sie dopisze, i w ktorym podejme dyskusje (tylko jesli bede mial
                          cokolwiek do powiedzenia- oczywiscie).



                          Klaniam sie i musze juz isc,

                          do zas!

                          M.S.
                          • vanderbilt Re: MS 22.02.06, 12:14
                            Ich bin dabei und mit.

                            • ala-a Re: MS 22.02.06, 13:05
                              vanderbilt napisał:

                              > Ich bin dabei und mit.
                              >

                              ich bin gleich um die Ecke;))

                              wie immer;)
                            • mathias_sammer Re: MS 22.02.06, 17:38
                              Ich freue mich darauf.

                              M.S.
    • ala-a Mati;) 22.02.06, 13:26
      ich glaube ,daß ich verliebt bin;)
      • mathias_sammer Re: Mati;) 22.02.06, 17:40
        Pomyslilas adres, mati jest bodajze pietro wyzej. Nie sprawdzalem, ale pewnie
        tak jest.

        M.S.
        • ala-a Re: Mati;jasie) 22.02.06, 19:08
          mathias_sammer napisał:

          > Pomyslilas adres, mati jest bodajze pietro wyzej. Nie sprawdzalem, ale pewnie
          > tak jest.
          >
          > M.S.

          nic nie pomylilam;)
    • mathias_sammer z serii: "tja.." 22.02.06, 18:28
      Nadwyżka budżetu po styczniu 2006 r. wyniosła 704 mln zł wobec planowanej na
      cały rok kwoty deficytu 30.546,7 mln zł - podało Ministerstwo Finansów. Wydatki
      państwa wyniosły 18.754,6 mln zł, czyli 8,3 proc. kwoty 224.695,4 mln zł
      planowanej na 2006 rok. Dochody budżetu państwa wyniosły 19.458,6 mln zł, czyli
      10,0 proc. planu wynoszącego 194.148,7 mln zł.
      • mathias_sammer Re: z serii: "tja.." 22.02.06, 18:28
        Liczba mieszkań oddanych do użytku spadła w styczniu 2006 r. o 27,8 proc. wobec
        podobnego okresu 2005 roku oraz o 53,6 proc. wobec grudnia 2005 r. i wyniosła 8
        tys. 599 - podał Główny Urząd Statystyczny (GUS). W ciągu dwunastu miesięcy
        2005 r. oddano 114 tys. 391 mieszkań, tj. o 5,8 proc. więcej niż w analogicznym
        okresie 2004 r
        • mathias_sammer Re: z serii: "tja.." 22.02.06, 18:29
          Ceny towarów i usług konsumpcyjnych w styczniu wzrosły o 0,7 proc. w stosunku
          do stycznia 2005 r., a w porównaniu z grudniem 2005 r. ceny wzrosły o 0,2
          proc. - podał GUS.
          • mathias_sammer Re: z serii: "tja.." 22.02.06, 18:30
            tu dodam podwojne tja..
            W 2005 r. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości rozdysponowała łącznie 630
            mln złotych na realizację programów pomocowych, wspierających rozwój sektora
            małych i średnich przedsiębiorstw.
          • mathias_sammer Re: z serii: "tja.." 22.02.06, 18:30
            Deficyt w obrotach bieżących w grudniu 2005 r. wyniósł 410 mln euro wobec
            deficytu 654 mln euro w listopadzie - podał NBP. Analitycy spodziewali się
            deficytu na poziomie 505 mln euro.
          • mathias_sammer Re: z serii: "tja.." 22.02.06, 18:31
            Sejm przyjął poprawki Senatu do budżetu na 2006 r. Posłowie zwiększyli m.in.
            środki dla centralnych instytucji państwowych i przeznaczyli 20 mln zł na
            finansowanie Świątyni Opatrzności Bożej. Tekst budżetu został przekazany do
            Kancelarii Prezydenta.
            • wesola_kicia nie bijcie:) ja z pytaniem 22.02.06, 18:32
              jeśli można spytać
              to ile już kartek zostało napisanych?
              • mathias_sammer Re: nie bijcie:) ja z pytaniem 22.02.06, 18:35
                ta wg licznika jest 54

                M.S.
                • wesola_kicia Re: nie bijcie:) ja z pytaniem 22.02.06, 18:42
                  dzieki
                  miło się czyta
            • mathias_sammer a tu z serii moich 22.02.06, 18:34
              ulubionych czyli jak zla informacje dobrze sprzedac, zeby czytajacy pozytywnie
              myslal (jesli sie nie zaglebi w tresc)!

              Polska w czołówce zagranicznych partnerów handlowych Białorusi spoza WNP

              Białorusko-polskie obroty handlowe wzrosły w 2005 r. o 18,5 proc. i sięgnęły
              1,4 mld dolarów. Polska plasuje się na trzecim miejscu wśród partnerów
              handlowych Białorusi spoza Wspólnoty Niepodległych Państw - poinformował w
              Mińsku rzecznik białoruskiego MSZ Andrej Papou.

              Podsumowując wyniki polsko-białoruskiej współpracy gospodarczej w zeszłym roku,
              rzecznik podkreślił, że odnotowuje się jej "odczuwalną dynamikę".

              Jak zaznaczył Papou, Białoruś ma dodatnie saldo handlowe z Polską, sięgające
              268 mln dolarów. Polska importuje z Białorusi głównie produkty petrochemiczne,
              skroplony gaz, nawozy potasowe, kazeinę, drewno, energię elektryczną i wyroby
              metalurgiczne.
              • mathias_sammer Re: a tu z serii moich 22.02.06, 18:36
                Ta informacja tez z tej samej serii- spojrz na to:

                Polska zyskuje na popularności wśród brytyjskich turystów

                345,1 tys. turystów brytyjskich odwiedziło Polskę w 2005 r., prawie o 100 tys.
                więcej niż w 2004 roku, co oznacza wzrost o 39,7 proc. - powiedział PAP
                dyrektor Polskiego Ośrodka Turystycznego (POT) w Londynie Jerzy Szegidewicz,
                powołując się na wstępne dane Instytutu Turystyki w Warszawie.

                Nieco wyższy procentowy przyrost z roku na rok wystąpił w ubiegłym roku tylko w
                przypadku turystów z Irlandii. Przyjechało ich do Polski o 47,7 proc. więcej
                niż w 2004 roku. Ten procentowy wzrost zniekształca jednak baza porównawcza - w
                liczbach bezwzględnych Irlandczyków jest 9 razy mniej niż Brytyjczyków (39,7
                tys).
    • mathias_sammer 23 .02.2006 23.02.06, 10:20
      Odmiotlem podworko, wystawilem kubly ze smieciami, zeby koledzy je
      opustoszyli:), po mleko i bulki poszlem, sniadanie zara zjem, ale gazete z
      Polski ino przed chcialem przeczytac. I co widze?! Widze, ze znow banda
      nierobow, zlodziei i polskich nieduacznikow daje znac o sobie. No znerwowalem
      sie po byku. Lepia do mnie sie nie zblizac poki mi nie minie. Zreszta wzienem
      dodatkowa fuche (dwa sasiednie podworka), wiec czas na denerwowanie sie polska
      trescia zoladkowa skurczy sie jak nadmuchany a otworzony dziurka do gory
      balonik.

      Nic to! Bandda, banda! i jeszcze raz banda za przyzwoleniem pozostalej ciemnej
      tabaki na ecku.

      M.S.
    • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 24.02.06, 12:38
      BERLIN
      "Nowa siła Warszawy"
      "Die Welt" z 23.02., Michael Stuermer
      Polska pozwala Amerykanom zainstalować na swoim terytorium potężny radar, ale
      nie wiadomo przeciwko komu jest on skierowany. Kilka tygodni później Putin
      ogłasza, że rosyjscy technicy wynaleźli rakiety, które mogą oszukać każdy
      radar. Prace Pentagonu nad systemem antyrakietowym oznaczają definitywne
      odejście od układu ABM, który od 1973 r. zapewniał strategiczną stabilizację w
      czasach zimnej wojny. Polska została członkiem NATO i UE nie po to, aby
      pozwolić Berlinowi, Paryżowi czy też Brukseli na wyznaczanie kierunków jej
      polityki. Zakup samolotów F-16 był sygnałem, że dla Polski w NATO najważniejszy
      jest sojusz z USA. Polacy zaangażowali się też w Iraku, a wkrótce obejmą
      dowództwo ISAF w Afganistanie. Z coraz większą złością Polska spogląda na
      bliskie relacje istniejące pomiędzy Berlinem, Paryżem i Moskwą. Projekt
      gazociągu północnego odebrany został w Polsce jako policzek. Jedn ocześnie
      Polska wykorzystuje swoje relacje z USA do wzmocnienia swojej pozycji w
      Europie, a wobec Rosji – do niezależnej polityki bezpieczeństwa, również w
      sensie politycznym. Elementem tej postawy było m.in. ujawnienie przez ministra
      Sikorskiego planów Układu Warszawskiego w wypadku ataku nuklearnego. Minister
      Sikorski chce, aby Polska rozwinęła swoje siły ponad swoją pozycję w Europie.
      Do tego niezbędne są specjalne relacje z USA. Jeśli chodzi o przewodzenie w
      Europie, to na Polskę można liczyć. Trzeba jednak przy tym pamiętać, że nie
      chodzi tu tylko o zmieniony układ sił i sprzęt wojskowy, ale o obraz historii i
      wizję przyszłości tych, którzy "przychodzą z zimna". Zdaniem ministra
      Sikorskiego brakuje obecnie wspólnej europejskiej świadomości, a kraje
      zachodnie "nie wchłonęły" do tej pory polskiej historii, nieszczęść i
      cierpienia w czasach komunizmu.
      • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 24.02.06, 12:39

        • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 24.02.06, 12:40
          CHICAGO
          "Polacy szukają lepiej płatnej pracy"
          "Chicago Tribune" z 19.02., Tom Hundley
          Każdego roku Polska traci ok. 30 tys. pracowników, w większości młodych i
          dobrze wyedukowanych, którzy migrują do Wielkiej Brytanii, Irlandii oraz
          Szwecji. Trzy wymienione kraje były jedynymi wśród członków UE, które nie
          wprowadziły ograniczeń imigracyjnych w stosunku do 10 nowo przyjętych w 2004
          roku państw. Fala migracji z Europy Wschodniej stanowiła dodatkowy impuls dla
          wzrostu gospodarczego w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Najniższa z krajów UE
          stopa bezrobocia w Irlandii wynosząca 4.2 procent spadła kolejne 0.2 procent
          pomimo napływu 160 tys. pracowników z Europy Wschodniej w ciągu ostatnich 20
          miesięcy. Wolny przepływ siły roboczej przyniósł więcej korzyści niż kosztów, a
          tym samym zachęcił innych członków UE do otwarcia swoich rynków. Migracje
          pracowników, obok wypełniania luk w europejskim rynku pracy stanowią także
          swoisty zawór bezpieczeństwa dla takich krajów jak Polska, w których stopa
          bezrobocia przekracza 18 %, czy też Łotwa i Litwa gdzie bezrobocie nie jest
          wprawdzie tak wysokie, ale minimalna stawka za godzinę pracy wynosi mniej niż 1
          dolar. Obecnie analitycy zaczynają się jednak obawiać, że taka sytuacja wkrótce
          spowoduje drenaż mózgów w Europie Wschodniej. Najbardziej zagrożone są zawody
          medyczne. Zachodnioeuropejskie, w szczególności brytyjskie firmy rekrutujące
          pracowników, mając na celu uzupełnienie braków w krajowym systemie opieki
          zdrowotnej obrały za cel polskich lekarzy, dentystów i pielęgniarki. Podstawowa
          płaca lekarza w Polsce wynosi ok. 450 dolarów miesięcznie. Większość lekarzy
          pracuje na co najmniej 2 etatach. Ok. 3 procent ze 140 tys. polskich lekarzy
          wystąpiło już o certyfikaty unijne i jeśli ta liczba będzie się nadal
          powiększać Polska wkrótce stanie przed problemem niedoboru lekarzy. Brytyjskie
          dane statystyczne wskazują, że ok. 80% nowoprzybyłych ze Wschodu to osoby w
          wieku 18-34 lata. Polscy informatycy r ównież stanowią łakomy kąsek dla
          Zachodu. Polscy studenci od lat dominują w międzynarodowych konkursach
          programistycznych. Co więcej, ponad 300 polskich informatyków pracuje dla
          zaawansowanych technologicznie firm kalifornijskich. Wydaje się jednak, że są
          to przykłady tylko kilku branż. Mające swoją siedzibę w Stanach Zjednoczonych,
          firmy "wysokich technologii" zakładają w Polsce swoje centra, aby móc czerpać z
          krajowych informatyków. W zeszłym roku IBM otworzył w Warszawie laboratorium
          rozwoju oprogramowania, a Microsoft Bill'a Gates'a ogłosił swoje plany odnośnie
          utworzenia 40 osobowego centrum pomocy technicznej. Jednakże polski sektor
          technologiczny pozostaje nadal słabo rozwinięty.
          • mathias_sammer 27 lutego 2006 27.02.06, 10:06
            Kowianeczko,

            jestem po rozmowie z kilkoma mlodymi Polakami. Powiedzieli "spieprzylismy te
            wybory" musimy czekac i zmarnotrawic nastepne 3,5 roku.

            Na pytanie czy pojda do wyborow odpowiedzieli, ze tak beda szybko biec do urn,
            ze pierwsi odhacza sie na listach w lokalach wyborczych.

            Oto jak Polacy ucza sie demokracji i nie tylko rozumieja ale nawet doceniaja
            swoje prawa do glosowania :)))

            M.S.
            • mathias_sammer Re: 27 lutego 2006 27.02.06, 10:29
              Wyobraz sobie kowianeczko, co mnie na forum przy poniedzialku spotyka. Otoz
              dostalem list w ktorym osobie posiadajacej kilkaset nickow mam powiedziec,
              ze jakis dodatkowy nick nalezy nie do jej wybranego wirtualnego narzeczonego,
              ktory chodzi za mna i jeczy, bym znow uratowal(???!!!)mu dupsko, lecz do mnie
              i mam przeprosic, bo owa wielonikowa postac bez tozsamosci ma problem,
              przezywa, cierpi, cos juz k.urwa znow boli. Przeczytalem jeszcze, ze obie
              postacie , ktore nic innego w zyciu nie robia tylko wisza na forum traktuja to
              miejsce jako wlasny dom.

              No chyba do reszty ociuleli! Jezeli wciaz nie rozumiesz to odpowiem- mam w
              dupie przezywania i cierpienia Twojej znajomej. Jesli chcesz jej oszczedzic
              bolu z tytulu wirtualnego uczestnictwa innych osob w necie to ja zabierz do
              reala i tam ja chron. Nic prostszego niz w realu przekonac ja, by miala do
              Ciebie zaufanie.

              A teraz nie zawracaj mi glowy swym wirtualnym problemem, bo czasy nadstawiania
              karku, by siedzaca od lat na forum osoba zrozumiala na czym polega uczestnictwo
              na listach dyskusyjnych sie juz skonczyly.

              Mozesz pisac co chcesz, moge byc kazdym, nawet Bogiem- nie bede zaprzeczal ani
              potwierdzal. Szkoda mi czasu a i wylogowuje mnie non stop z tego zafajdanego
              forum.



              Jedno jednak przy okazji tej sytuacji rozumialem, ze Twoje zycie jest dla
              Ciebie gowno warte. Skoro tak wiecej jest nie bede tracicl czasu na kgoos, kto
              siebie traktuje jak najwiekszy zyciowy spam.

              M.S.
              • mathias_sammer Re: 27 lutego 2006 27.02.06, 13:04
                Kowianeczko, dzis okazalem sie byc brutalem, ale musialem- na Boga musialem!:)

                Otoz zranilem pewna w sobie zakochana osobe. wierze jednak, ze szybko otrzepie
                swa siersiuche na klacie:) i przejdzie nad tym stanem do porzadku dziennego.

                Zaloty zalotami, ale nie sadzilem, ze z takiego fikimiki moze powstac tyle
                nadziei, tesknota i czekanie na mnie :(

                Nie, nie pisze o tych wszystkich innych kobietach na peczki, ktore za wszelka
                cene staraja sie zawrocic mi w glowie. Pisze o tej jednej (poza Toba slonko),
                ktora mnie lubi i cierpi przez mnie. No ale przeciez wie, ze mam rodzine, ze
                nie porzuce rodziny dla jakiegos wirtualnego figofagokawamarago. Ona nie chce
                zreszta bym porzucal, ona wie, ze jestem szczelsiwy, ale chcialaby, abym wpadal
                od czasu do czasu na forum, bo jestem jej swiatelkiem w tunelu:)

                I co mam zrobic z tak wilekimi we mnie pokladanymi nadziejami? Przeciez od razu
                wiadomo, ze musi byc rozczarowanie skoro nadzieje tak wielkie. i jeszcze te
                kobiece peczki.....Ojoj, moja meskosc mnie przeraza:))))))))))))

                napisalem czyssto po lacku, chcialbym zeby mnie zrozumiala:)

                M.S.
                • kowianeczka M.S. 28.02.06, 09:50
                  Zagladales juz na forum Romantica..? Zajrzyj.............:)

                  Poza tym, przeczytalam kilka newsow i zastanawiam sie dlaczego mnie coraz mniej
                  dziwi..

                  kowianeczka
                  • kowianeczka 28 lutego 28.02.06, 12:10
                    Moge?
                    ---
                    Wygladam przez okno robiac mala przerwe w pisaniu. Znow pada snieg. Kiedy
                    przyjdzie wiosna? Chce zalozyc rekawiczki , wziac grabki i pokopac w moich
                    grzadkach kwiatowych. Wiele roslin przemarzlo tej zimy. Za tydzien , dwa
                    tygodnie, gdy tylko tylko sie ociepli bede musiala wykopac ich pozostalosci i
                    pochowac je w specjalnie do tego celu postawionym na zewnatrz roslinnym
                    krematorium. A mialy byc zimnolubne i zimotrwale.

                    kowianeczka
                    • kowianeczka jak omijac watki? Prosty sposob 28.02.06, 12:38
                      Wiesz Mathiasie, jak nalezy omijac watki, ktore na forum publicznym sa
                      kierowane do jednej osoby? Wiem, wiem, ze to absurd i w takiej sytuacji powinny
                      takie listy znalezc sie korespondencji prywatnej, ale co robic jesli autorzy
                      kochaja wiwinsekcje?

                      Na chwile porzucilam stary zardziewaly klucz, ale przynioslam z powrotem, bo
                      jak wiesz czas to pieniadz:)

                      Dam przyklad "czysty"(choc moge mnozyc i mnozyc)

                      eDonkey do maupa

                      kowianeczka
                    • kowianeczka Re: 28 lutego 28.02.06, 13:34
                      Oddale sie na strone ("du kannst dich entfernen":)), musze cos dokonczyc, co
                      gryzmole caly czas na boku, ale teraz musze poszukac danych wiec potrzebuje
                      dwoch rak:).


                      Na pewno czytales wpisy pod dzisijeszymi aferami. Z uwaga sledzilam rowniez
                      watek o biciu dzieci. Na razie to wszystko!

                      Buzka

                      kowianeczka
                  • mathias_sammer Re: M.S. 28.02.06, 14:38
                    Zaraz zajrze, ale nie moge isc z pustymi rekami, zaraz cos stosownego znajde.

                    M.S.
                    • kowianeczka Re: M.S. 28.02.06, 17:01
                      mathias_sammer napisał:

                      > Zaraz zajrze, ale nie moge isc z pustymi rekami, zaraz cos stosownego znajde.
                      >
                      > M.S.



                      No wlasnie, bo ja jem przy< sasiednim stole, ale sciagalam maile i wpadlam na
                      forum swiat. Bylabym Ci niezmiernie wdzieczna, gdybys zrobil dla mnie
                      streszczenie max na pol strony. nie jestem wymagajaca, a wiesz, ze cenie swoj
                      czas i Twoje zaangazowanie.

                      kowianeczka
                      • kowianeczka Re: M.S. 28.02.06, 17:11
                        Zebys widzial jak mi brzuch wydelo, a mialam jesc skromniej, by kiloskow nie
                        przybywalo...hmmm

                        Moze by tak kilka kalorii na forum spalic? Troche mi sie nie chce, bo od
                        najedzenia zrobilam sie leniuch:)

                        kowianeczka
                        • kowianeczka Re: M.S. 28.02.06, 17:24
                          No zobacz ile dzisiaj prasy dla Ciebie przynioslam, teraz moge lezec do gory
                          najedzonym brzuchem, a Ty bedziesz mi czytal bajki:))))

                          O Jasiu i Malgosi juz znam , brzydkiego kaczatka znaja wszyscy (podobno ma
                          leciec dzisiaj wieczorem w wersji porno- tez znam), o Dziewczynce z Zapalniczka
                          jakbym miala nie znac!, znam tez oczywiscie Ksiezniczke na ziarnku fasolki.
                          Chcialabym posluchac nowej bajki:)

                          kowianeczka
                          • kowianeczka fajrent abent 28.02.06, 17:45
                            Pomalu musze podniesc swoj odloczek i czulki i ruszyc w kierunku domostwa. Ale
                            obzarlam sie dzisiaj okrutnie. Moze przetrawie troszku zanim dojde do domu.
                            Ruch to zdrowie:))))

                            kovianeczka
                            • mathias_sammer Re: fajrent abent 28.02.06, 19:06
                              81 strona

                              Tez moge juz isc do domu. swieze: ale nie wysla boWiadomość nie została
                              wysłana, powód: . Zbyt dużo znaków binarnych w treści.

                              Polska - największy z nowicjuszy w UE wywołuje Brukseli coraz silniejsze
                              irytacje
    • kowianeczka Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 28.02.06, 12:44
      PARYŻ
      Komentarze francuskiej prasy nt,. wizyty Prezydenta L. Kaczyńskiego w Paryżu
      "Le Monde", 23.02.2006, Henri de Bresson, "Paryż przyjmuje nowego Prezydenta
      Polski, Lecha Kaczyńskiego". W ocenie "Le Monde", pierwszeństwo, jakie
      przyznano wizycie Prezydenta w Paryżu (podróż do Berlina planowana jest na 8
      marca) świadczy o woli Polski odbudowy partnerskich stosunków z Francją. Okazją
      do wzmocnienia stosunków będzie również majowe spotkanie przywódców Francji,
      Niemiec i Polski w ramach Trójkąta Weimarskiego, które wyraźnie zyskało na
      znaczeniu od 2004 roku. Gazeta przypomina decyzję Jarosława Kaczyńskiego,
      przewodniczącego Prawa i Sprawiedliwości, o podpisaniu sojuszu z populistami i
      ultrakatolikami, zaznaczając, że Pakt Stabilizacyjny zawarty z Samoobroną i
      Ligą Polskich Rodzin pozwolił uniknąć koalicji z liberalną Platformą
      Obywatelską. "Le Monde" podkreśla, że władze w Paryżu nie skomentowały zmian w
      Polsce, chociaż odbiły się one szerokim e chem, zwłaszcza we francuskich
      mediach. W opinii gazety, podpisany sojusz zakłada wyraźnie eurosceptyczną
      koncepcję obrony interesu narodowego. Gazeta przypomina, że w styczniu Polska
      blokowała porozumienie w sprawie zredukowanych stawek VAT do chwili, gdy
      spełniono jej postulaty. Zdaniem dziennika, podczas rozmów z Prezydentem
      Chirakiem, Prezydent Kaczyński położy nacisk na zniesienie przez Francję
      ograniczeń w dostępie Polaków do francuskiego rynku pracy.
      "Le Figaro", 24.02.2006, Arielle Thedrel, "Francja-Polska: wizyta-pojednanie"
      oraz wywiad tej samej dziennikarki "Traktat Europejski nie ma żadnych szans na
      przyjęcie w Polsce". "Le Figaro" poświęca całą szpaltę wizycie prezydenta L.
      Kaczyńskiego w Paryżu. Zaznacza się, że będzie to czwarta zagraniczna podróż
      Prezydenta Polski (po Watykanie, Waszyngtonie i Pradze), której celem jest
      przede wszystkim odnowa bilateralnych kontaktów Polski i Francji. Gazeta
      informuje, że podczas rozmowy z Prezydentem Chirakiem, Prezydent Kaczyński
      omówi problematykę związ aną z otwarciem francuskiego rynku pracy dla Polaków,
      wzmocnienie współpracy w ramach Trójkąta Weimarskiego, przyszłość Traktatu
      Konstytucyjnego, politykę wobec wschodnich sąsiadów Polski i bezpieczeństwo
      energetyczne Europy. Zdaniem dziennika, kryzys w stosunkach polsko-francuskich,
      który miał miejsce w 2003, gdy Polska poparła interwencję amerykańską w Iraku,
      należy już do przeszłości. Polska zapomniała również o reprymendzie, jakiej
      udzielił jej prezydent Chirac ("Polska straciła okazję, aby milczeć"). Gazeta
      przypomina, że od roku Polskę i Francję łączą wspólne cele dotyczące zwłaszcza
      polityki rolnej oraz kwestii związanych z kulturą. "Le Figaro" przypomina, że
      bracia Kaczyńscy są niechętni Europie z uprawnieniami ponadnarodowymi.
      Opowiadają się za "Europą narodów." Nie chcą również wejścia Polski do strefy
      euro. Gazeta cytuje wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, który stwierdził,
      że "obrona interesów narodowych będzie na porządku dziennym" oraz że "partnerzy
      Polski powinni brać to pod uwagę." Dziennik prz ypomina, że bracia Kaczyńscy
      zadziwili całą Europę podpisując na początku lutego Pakt Stabilizacyjny z dwoma
      skrajnymi ugrupowaniami: Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin, które postulują
      renegocjację Traktatu Akcesyjnego. Braci Kaczyńskich wspiera imperium medialne
      ojca Rydzyka, którego potęga przeraża nawet Episkopat Polski. W wywiadzie
      udzielonym "Le Figaro" Prezydent Kaczyński wyraża nadzieję na konstruktywne
      spotkanie z prezydentem Francji. W kwestii Traktatu Konstytucyjnego, prezydent
      określa się jako zwolennik opracowania nowego tekstu, który uwzględniałby
      różnice w poziomie rozwoju, tradycjach i oczekiwaniach poszczególnych krajów.
      Dodaje, że dla Polaków symptomatyczne było odrzucenie dokumentu przez Francję i
      Holandię. Odpowiadając na pytanie dotyczące partnerstwa ze Stanami
      Zjednoczonymi, Lech Kaczyński zaznacza, że dzięki uczestnictwu w wojnie w Iraku
      Polsce udało się osiągnąć cele polityczne, choć, jak przyznaje, oczekiwania
      dotyczące udziału Polski w odbudowie Iraku były dość naiwne. Prezydent Kacz
      yński wyraził również nadzieję, że do spotkania z Prezydentem Putinem dojdzie
      jeszcze w tym roku. Prezydent akcentował, że w stosunkach polsko-rosyjskich
      Polska chce być pragmatyczna, ale nie zapominając o bolesnej przeszłości.
      Komentując podpisanie Paktu Stabilizacyjnego z Samoobroną i Ligą Polskich
      Rodzin, Prezydent oświadczył, że jest świadomy, iż fakt ten wywołał mieszane
      uczucia wśród innych członków UE. Przypomniał jednocześnie, że te dwa
      ugrupowania nie weszły do rządu, zaś Prawo i Sprawiedliwość realizuje swój
      program wyborczy. Kaczyński dodał, że jego wizja świata odbiega od wizji ojca
      Rydzyka. Określił siebie jako umiarkowanego konserwatystę, ale, jak dodał, by
      realizować swój program potrzebuje sojuszników, dzięki którym będzie mógł
      oczyścić aparat państwa z byłych funkcjonariuszy reżimu komunistycznego. "Les
      Echos", 24.02.2006, Stéphane Dupont, "Przyszłość "Trójkąta" Francja - Polska -
      Niemcy zależy od wizyty w Paryżu Prezydenta Kaczyńskiego". W opinii "Les
      Echos", podczas dzisiejszego spotkania w pałacu Elizejskim Prezydent,
      Kaczyński, jeden z najbardziej "upartych" partnerów europejskich, ma zamiar
      wyrazić swój sprzeciw, co do większości wielkich projektów europejskich.
      Prezydent Kaczyński uosabia "nową Europę" tak cenną dla Stanów Zjednoczonych.
      Jak zaznacza gazeta, ten konserwatywny nacjonalista nie kryje swojego sprzeciwu
      wobec jakiejkolwiek integracji politycznej promowanej przez partnerów
      europejskich. Bez oporów wyraża również niechęć wobec ambicji pary francusko-
      niemieckiej kierowania Unią Europejską. Zaznacza też przy każdej okazji
      wyższość sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. Prezydenci będą dyskutować o
      kontrowersyjnych tematach: dyrektywie usługowej oraz otwarciu rynku pracy dla
      pracowników ze Polski. Prezydent chce również porzucenia Konstytucji w obecnym
      kształcie, czemu dał wyraz m.in. w wywiadzie dla agencji AFP przed kilkoma
      dniami. Trudnym tematem rozmów będzie sprawa przyszłości Trójkąta Weimarskiego,
      w którego użyteczność wątpi Prezydent Polski. Gazeta cytuje wypowiedź L.
      Kaczyński ego dla AFP, w której zaznaczył on, iż "trzeba jasno określić jego
      rolę". I dodał, że "nie chce działać w imieniu innych krajów Europy Środkowej
      bez ich wyraźnego i precyzyjnego mandatu". Gazeta zaznacza również, iż
      wprowadzenie euro nie jest priorytetem polityki Kaczyńskiego. Przewiduje on
      zorganizowanie referendum i ewentualne wprowadzenie euro dopiero w 2010 roku.
      Autor artykułu zaznacza jednak, że obawy Brukseli i wielkich europejskich
      stolic, co do usztywnienia stanowiska Warszawy w kwestiach europejskich, należy
      relatywizować. Według przytoczonej wypowiedzi Piotra Nowiny-Konopki, jest to
      przede wszystkim polityczna retoryka. Akcentuje on, iż większość Polaków jest
      pro-europejska, zaś integracja gospodarcza jest "maszyną trudną do
      zatrzymania". Przypomina również, że Warszawa pomogła w uzyskaniu kompromisu w
      sprawie budżetu UE, mimo, iż zredukował on fundusze strukturalne dla nowych
      państw członkowskich.
      "La Tribune", 24.02.2006, Alain Baron: "Paryż i Warszawa szukają zgody w
      kwestiach europejskich". "La Tribune" przypomina, że dzisiejsze spotkanie
      będzie pierwszym kontaktem bilateralnym Lecha Kaczyńskiego, jako prezydenta, z
      J. Chirakiem, choć nie ich pierwszym spotkaniem. Gazeta przypomina ostatnie
      kontakty polsko-francuskie: wspólne działania na rzecz osiągnięcia kompromisu
      budżetowego oraz przebieg pierwszego, udanego, polsko-francuskiego szczytu w
      Arras. W ocenie "La Tribune", obecne relacje polsko-francuskie są dobre -
      Francja jest pierwszym inwestorem w Polsce, jej czwartym dostawcą i drugim
      klientem. Paryż z uznaniem odnotował również fakt, że polski prezydent jedną z
      pierwszych wizyt zarezerwował dla Francji, wprawdzie po Waszyngtonie, ale przed
      Berlinem. Dużo zależy od przebieg
      • kowianeczka Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 28.02.06, 12:46
        HELSINKI
        Euro rysuje się nad Polską w przyszłym dziesięcioleciu
        Taloussanomat, Kirsi Hyytiäinen, korespondencja z Warszawy, 23.2.06. Minister
        finansów Zyta Gilowska chętnie snuje opowieści o Polsce. Taką właśnie
        opowiastką odpowiada na pytanie, kiedy Polska będzie gotowa wprowadzić walutę
        euro. "Dopiero co nauczyliśmy się jeździć na rowerze, a wy już pytacie, kiedy
        będziemy latać helikopterem. W międzyczasie musimy się przecież jeszcze nauczyć
        prowadzić samochód. Ale szybko się uczymy. Błagam, nie pytajcie nas o datę
        przystąpienia do strefy euro." Tymi słowami mianowana nieco ponad miesiąc temu
        na stanowisko ministra Gilowska usiłowała stonować atmosferę na spotkaniu z
        dziennikarzami zagranicznymi w Warszawie. Polska jest jedynym krajem w grupie
        nowych członków Unii Europejskiej, który nie wyznaczył jednoznacznego
        kalendarza wprowadzenia euro. Estonia chce to uczynić w 2007, a Węgry i Czechy
        w 2010 roku. Gilowska ocenia, że Polska może przystąpić do poważnych negocjacji
        nad wspólną walutą za około dwa i pół roku, czyli w 2008 r. "Do tego czasu
        potrzebny nam będzie okres przejściowy. Obecnie musimy przeanalizować, jakie
        zmiany powinniśmy wprowadzić do naszej polityki gospodarczej. W przyszłym roku
        trzeba będzie zrealizować reformy konieczne przed wprowadzeniem euro". Gilowska
        przedstawiła uzasadnienie wniesionej przez Polskę skargi do Trybunału Wspólnot
        Europejskich w związku z decyzją Komisji Europejskiej aprobującą fuzję
        włoskiego banku Unicredito i niemieckiego HVB. Reperkusje połączenia obydwu
        banków byłyby szeroko odczuwalne w Polsce. HVB jest bowiem właścicielem
        polskiego banku BPH, a Unicredito banku Pekao. Fuzja oznaczałaby powstanie
        gigantycznej instytucji finansowej i zagroziła pozycji PKO Banku Polskiego,
        który z lidera na rynku spadłby na drugą pozycję. Polska jest drugim dopiero
        państwem członkowskim UE składającym w Trybunale protest przeciwko fuzji
        przedsiębiorstw. "Według oceny Komisji fuzja nie zagrozi konkuren cji. Polski
        rynek bankowy jest jednak wysoce skonsolidowany. Zderzają się tu interesy Unii
        Europejskiej i interesy narodowe, które my jako państwo zobowiązani jesteśmy
        chronić", powiedziała Gilowska. Na kontach w bankach zagranicznych operujących
        w Polsce spoczywa już 80 % polskich kapitałów, a trzy największe banki
        kontrolują ponad 50 procent rynku. Przy zakupie Pekao Unicredito obiecał, że
        nie będzie już przejmował innych banków w Polsce. Gilowska wyraziła nadzieję,
        że podążając za przykładem Polski także inne kraje członkowskie będą bardziej
        otwarcie odwoływać się do Trybunału od postanowień Komisji w sprawie fuzji
        przedsiębiorstw. "W tym przypadku nie mieliśmy innej alternatywy. Oczekuję
        szybkiego rozstrzygnięcia sporu", stwierdziła Gilowska. Premier Kazimierz
        Marcinkiewicz przypomina tym którzy pytają o termin przystąpienia Polski do
        strefy euro, że nie wszystkie stare kraje UE wprowadziły wspólną
        walutę. "Premier Szwecji pytał nas, po co mielibyśmy spieszyć się do euro. Nie
        mamy powodów, aby kłamać: po prostu nie jesteśmy jeszcze do tego gotowi. Przed
        nami wiele jeszcze do zrobienia w sferze zniwelowania deficytu finansów
        publicznych i uporządkowania kwestii zadłużenia. Przejście na euro byłoby
        bardzo korzystne nie tylko dla nas, ale i dla zagranicznych inwestorów". Polska
        waluta utrzymuje się w cenie, a za euro trzeba zapłacić prawie cztery złote.
        Minister Gilowska przyznaje, że Polska może być zadowolona z silnej pozycji
        waluty narodowej. "Trzeba jednak przyznać, że tracą na tym eksporterzy".
        Obejmując stanowisko ministra finansów Gilowska zadeklarowała, że jej naczelnym
        zadaniem będzie sprzyjanie tworzeniu nowych miejsc pracy w kraju, w którym w
        wyniku restrukturyzacji gospodarki bezrobocie osiągnęło najwyższy w Unii
        Europejskiej wskaźnik i dochodzi do 18 procent. "Musimy zbudować nową sieć dróg
        i poprawić nasze struktury z myślą o inwestorach zagranicznych. Konieczna jest
        redukcja kosztów pracy i podniesienie dzięki temu atrakcyjności inwestycyjnej
        Polski. Mając na względzie inwestycje zagraniczne pow inniśmy także
        ustabilizować sytuację polityczną".
        • kowianeczka Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 28.02.06, 12:48
          BERNO
          1. W Szwajcarii o spotkaniu Prezydenta L. Kaczyńskiego z Prezydentem V. Klausem
          „Neue Zürcher Zeitung" z 24.02, Ulrich Schmid: Wybór Lecha Kaczyńskiego na
          Prezydenta Polski został odebrany w zachodniej części Europy z rezerwą. Z
          sukcesu L. Kaczyńskiego cieszył się jednak z pewnością Prezydent Republiki
          Czeskiej, Vaclav Klaus. Kaczyński oraz Prawo i Sprawiedliwość, podobnie jak
          Klaus, mają sceptyczne nastawienie do UE i zdecydowanie odrzucają dalsze
          pogłębienie współpracy w ramach Wspólnoty. Ta nowa polsko-czeska harmonia była
          zauważalna podczas pierwszego spotkania głów obu państw w Pradze. Jej
          kulminacją był wspólny apel prezydentów o stworzenie nowego dokumentu dot.
          przyszłości Europy. Obaj politycy za zbędne uważają kontynuowanie procesu
          ratyfikacji traktatu konstytucyjnego i dostrzegli o wiele wcześniej niż ich
          zachodni odpowiednicy, że po nieudanych referendach we Francji i Niderlandach
          projekt traktatu to martwy dokument. Tym pilniejsze jest opracowanie nowego
          dokumentu, który zdefiniuje przyszłość UE w bardziej rozsądny i przemyślany
          sposób. Prezydent Klaus uważa, że wraz z L. Kaczyńskim mogliby podjąć takie
          wyzwanie. Klaus odrzuca przy tym zarzuty o swój eurosceptycyzm i podkreśla, że
          jest euroracjonalistą. Do tego tonu dołącza się Prezydent Kaczyński. Dla Polski
          UE ma wielką wartość i polskie członkostwo to niewątpliwie sukces. Jednak
          odrzucony projekt traktatu konstytucyjnego zawierał „elementy koordynacji",
          które budziły obawy o utratę wywalczonej przez 16 laty polskiej suwerenności.
          Obaj prezydenci mają w swoich krajach coś do powiedzenia w temacie polityki
          zagranicznej. Jednak Klaus jest na swojej pozycji o wiele bardziej wyizolowany
          niż Kaczyński. Wywodzący się z Demokratycznej Partii Obywatelskiej Klaus musi
          współpracować z zasiadającymi w koalicyjnym rządzie socjaldemokratami,
          natomiast Kaczyński ma oparcie w samodzielnie rządzącym PiS. Ponadto, Republika
          Czeska jest krajem o wiele bardziej he donistycznym niż Polska. Ani katolicyzm,
          ani protestantyzm nie mają tu takiego wpływu na politykę, jaki ma katolicyzm w
          Polsce.
        • kowianeczka Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 28.02.06, 12:49
          Bardzo ciekawa jestem:

          Niemiecka analiza polskiej polityki zagranicznej - "Polska bez głowy wobec UE"
          "Handelsblatt", wydanie internetowe z dn. 22.02.06., "Polska bez głowy wobec
          UE", Reinhold Vetter. Podczas wizyty w Berlinie w drugim tygodniu marca
          prezydent Kaczyński będzie proszony przede wszystkim o wyjaśnienie polskiej
          polityki wobec UE. W obecnej sytuacji trudno będzie prezydentowi dać konkretne,
          a przede wszystkim przekonywujące odpowiedzi, ponieważ polityka polskiego rządu
          wobec UE jest "dziwnym tworzywem, składającym się z niewiedzy i zarozumiałości,
          sceptycyzmu i myślenia roszczeniowego, braku pomysłu i działania bez głowy".
          Ważną przesłanką wskazującą na chaos panujący w polskiej polityce wobec UE było
          wygłoszone w Sejmie przemówienie ministra Mellera nt. głównych kierunków
          polskiej polityki zagranicznej i reakcje, z którymi się spotkało. Bowiem z
          jednej strony Meller potwierdził swoje europejskie nastawienie, określając
          członkostwo Polski w UE jako element decydujący o szybkim rozw oju kraju.
          Opowiedział się też za wspólną polityką zagraniczną i bezpieczeństwa, a także
          za przyjęciem nowych państw oraz za otwartą debatą nt. Traktatu
          Konstytucyjnego. Z drugiej strony jednak przemówienie nie zawierało żadnych
          konkretów, co do treści Traktatu. Bez odpowiedzi pozostały też pytania o termin
          przystąpienia Polski do systemu Schengen oraz przyjęcia euro. Symptomatyczne
          było tło towarzyszące wystąpieniu Mellera. Sala obrad Sejmu była w połowie
          pusta, a spośród przewodniczących partii i frakcji obecny był jedynie szef SLD.
          Przemówienia wysłuchali też Prezydent Kaczyński i część gabinetu premiera
          Marcinkiewicza. Poprzez swoją nieobecność wielu posłów PiS, LPR i Samoobrony
          pokazało, że polityka zagraniczna, a w szczególności stanowisko Polski wobec
          UE, nie są dla nich tematem. Dyskusja nt. expose ministra Mellera też niewiele
          pokazała. Pełne sprzeczności wystąpienie Mellera ponownie pokazało, że jest
          on "obcym ciałem" w narodowo konserwatywnej ekipie, chociaż prezydent Kaczyński
          i premier Marcinkie wicz na razie go chronią. Meller nie dysponuje żadnym
          politycznym zapleczem, dzięki któremu mógłby wzmocnić swoją pozycję. Pracownicy
          kancelarii premiera nie szczędzą upokorzeń ani jemu ani jego resortowi, a przy
          nominacjach na ambasadorów Meller mógł tylko częściowo postawić na swoim. W
          kuluarach PiS ciągle dyskutuje się nt. ewentualnego następcy Mellera. Problem
          polega jednak na tym, że brak kandydata, który umiałby, choć w jakimś stopniu
          poruszać się na międzynarodowych parkietach. Kandydatem takim nie jest też
          Paweł Zalewski, szef sejmowej komisji ds. polityki zagranicznej. PO ma
          nadzieję, że Meller pozostanie na stanowisku przez kolejne trzy miesiące. W
          końcu jego pozycja uległa pewnej stabilizacji po wizycie w Warszawie doradcy
          prezydenta Putina ds. zagranicznych, dzięki której udało się doprowadzić do
          lekkiego odprężenia w stosunkach polsko-rosyjskich. Prezydent Kaczyński planuje
          teraz spotkanie z prezydentem Putinem. "Brak głowy" rząd ujawnia wtedy, gdy
          musi zająć stanowisko w sprawach unijnych. Zdzi wienie całej UE wywołała
          postawa polskich przedstawicieli w Brukseli, którzy wbrew wyraźnej opinii
          ministra Mellera blokowali przedłużenie ulgowej stawki VAT dla dziewięciu
          nowych krajów członkowskich. Kompromis został przyjęty dopiero dzięki aktywnej
          postawie prezydencji austriackiej. W kwestiach polityki zagranicznej polskie
          władze zachowują się naiwnie, jak "nowo narodzone dziecko". Eksperci ds. UE
          wskazują na brak profesjonalizmu. PiS brakuje osób z doświadczeniem
          międzynarodowym. Ponadto Polsce brakuje obecnie koncepcji w sprawach
          międzynarodowych, bo PiS nastawiona jest na kwestie wewnętrzne. W każdym razie
          negatywne podejście premier Marcinkiewicza do Traktatu Konstytucyjnego ulega
          zmianie. Jeszcze niedawno premier uważał, że to projekt stracony. W
          międzyczasie jednak zarówno premier jak i pracownicy jego kancelarii
          zrozumieli, że jeśli nie chcą zaszkodzić pozycji Polski w Europie, muszą się
          włączyć do dyskusji o prawnomiędzynarodowych podstawach UE. Tego poglądu nie
          podziela jednak większość posłów P iS, którzy nadal uważają, że podstawą
          działania przyszłej UE powinien być traktat z Nicei. Nie zastanawiają się przy
          tym, jak w takim wypadku miałaby działać UE powiększona o kolejnych członków.
          Przemówienie ministra Mellera pokazało, że Polska może zrealizować swoje
          interesy w dziedzinie polityki zagranicznej, w tym interesy gospodarcze, tylko
          wtedy, gdy w UE będzie postrzegana jako partner samodzielny, ale jednocześnie
          kooperatywny i odpowiedzialny. Odnosi się to w szczególności do unijnej
          polityki wobec Ukrainy, Białorusi i Mołdowy, której Polska jest orędowniczką.
          Również w dążeniu do zmodyfikowanej polityki UE w zakresie dostaw energii
          Polska nie osiągnie wiele, jeśli nie będzie otwarta na dialog.
          • kowianeczka Mathiasie, boje sie 28.02.06, 13:20
            ze niebawem przyjdziesz i zrobisz rozrobe, boje sie, ze sie zdenerwujesz i tym
            razem bedziesz podawal adresy zamieszkania do co poniektorych. A tak myslalam,
            ze dzisiaj bedzie spokojnie.

            kowianeczka
            • kowianeczka Re: Mathiasie, i jeszcze odpowiedz 28.02.06, 13:25
              Wiem, przeciez wiem, acz nie rozumiem, niektore kobiety za Toba laza. Lazikuje
              ja, ale to tak naturalne, jak karmienie przez matke swojego dziecka:)

              kowianeczka
            • mathias_sammer Re: Mathiasie, boje sie 28.02.06, 14:37
              Czesc Slonko,

              nie mam czasu, a co u Ciebie poza sniegiem na przedwiosniu?

              M.S.
    • mathias_sammer Re: plastusiowy pamietnik/ II zeszyt 01.03.06, 08:58
      Wydarlem dwie ostatnie strony. Zrobilem z nich male samoloty. Wypuscilem je
      przez okno. Zeszyt sie skonczyl.

      M.S.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka