nienietoperz
23.05.06, 16:06
Od dluzszego czasu ze zrozumialych przyczyn, nurtuje mnie pytanie tytulowe.
Nie jest wielka niespodzianka,
ze 90-95% prowadzonych na swiecie badan naukowych nie bedzie mialo zadnego
wplywu na jakosc zycia ludzkiego,
nie mowiac juz o jego ratowaniu czy przedluzeniu. Jestem w stanie zalozyc sie,
ze nic co napisze o kocyklach,
w przeciagu najblizszych dwustu lat nie znajdzie zadnego zastosowania.
Podobnie bedzie z olbrzymia wiekszoscia
tworow fizyki teoretycznej, geografii, nie mowiac juz o badaniach literackich,
kulturowych, czy socjologicznych.
Oczywiscie, w kazdej z tych dziedzin jest kilkanascie/kilkadziesiat osob,
ktore sa w stanie wywolac przelom
naukowy, istotnie poglebic rozumienie podstawowych procesow spolecznych czy
czysto fizycznych, jest jednak wokol nich
tysiace, dziesiatki tysiecy nienietoperzy, probujacych po swojemu drobnemu cos
wymyslic, glownie dlatego, ze sprawia
im to przyjemnosc.
Tu przechodzimy do problemu numer jeden. Przedstawie go z trzech punktow widzenia:
a) kazdy 'badacz' powinien sie gleboko zastanowic nad sensem prowadzonych
przez siebie dzialan, nad istotnoscia
rozwazanego problemu i jego waga dla spoleczenstwa; podejmowac nalezy sie
wylacznie projektow waznych dla innych ludzi,
a przynajmniej tylko takie projekty winny byc finansowane.
b) jesli czegos nie wiadomo, to powinno sie tego dowiedziec. Wymaga tego
elementarna ludzka ciekawosc (rozumiana jako
ciekawosc zbiorowa)
c) chodzi wylacznie o przyjemnosc i realizacje intelektualna naukowca;
wszystko inne jest drugo/trzeciorzedne
Wiaze sie to z problemem nr 2 - jak nalezy widziec ciezkie
dolary/euro/zlotowki przeznaczane przez panstwa na nauke,
i finansujace czesto projekty, ktorych istotnosci spolecznej trudno sie dopatrzec?
a) wizja cyniczna - 'akademicy' sa statystycznie bardziej inteligentni niz
przecietny obywatel. Sa wiec w stanie wciskac
publice glodne kawalki o istocie postepu, 'Polsce/Europie zostajacej w tyle za
konkurencja' i byc niezle oplacanymi
za to, co po prostu lubia robic, niezaleznie od tego uzytecznosci (patrz c
powyzej).
b) wizja posrednia - trudno jest z zewnatrz zdecydowac, czyje badania okaza
sie przelomowe, a czyje takie sobie. Nalezy
wiec finansowac wszystkich i liczyc na to, ze 5% zrobi cos sensownego.
c) wizja pozytywistyczna - tlum bezimiennych naukowcow jest niezbedny do tego,
zeby zrozumiec, przetworzyc i ewentualnie
'podac nizej' genialne pomysly ze szczytu piramidy. Inaczej genialne idee nie
mialyby szans przebicia.
Co myslicie? Jako zainteresowani wokoluniwersytetczycy, i jako zainteresowani
podatnicy?
Wasz
Nn
P.S. jesli ktos ma cierpliwosc, i potrzebuje konkretnych przykladow, proponuje
przejrzec liste projektow nagrodzonych tzw.
Leverhulme Early Career Fellowship (link nizej, nagrodzeni na dole pdfu,
strony 29-31). Chodzi o dwuletnie projekty osob bezposrednio po doktoracie -
Fellowship
jest o tyle pouczajacy, ze jest otwarty na wszystkie dziedziny, scisle,
humanistyczne i artystyczne.
o/t: Jak mozna sensownie porownywac np. jakosc projektu czysto matematycznego
z projektem o czytelnictwie we Wloszech w
XIX wieku?
www.leverhulme.ac.uk/news/previously/2004