Dodaj do ulubionych

to ja coś powiem

27.05.06, 14:10
Stoi na stacji lokomotywa,
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa:
Tłusta oliwa.

Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Uch - jak gorąco!
Puff - jak gorąco!
Uff - jak gorąco!
Wagony do niej podoczepiali
Wielkie i ciężkie, z żelaza, stali,
I pełno ludzi w każdym wagonie,
A w jednym krowy, a w drugim konie,
A w trzecim siedzą same grubasy,
Siedzą i jedzą tłuste kiełbasy,
A czwarty wagon pełen bananów,
A w piątym stoi sześć fortepianów,
W szóstym armata - o! jaka wielka!
Pod każdym kołem żelazna belka!
W siódmym dębowe stoły i szafy,
W ósmym słoń, niedźwiedź i dwie żyrafy,
W dziewiątym - same tuczone świnie,
W dziesiątym - kufry, paki i skrzynie,
A tych wagonów jest ze czterdzieści,
Sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.
Lecz choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów,
I każdy nie wiem jak się wytężał,
To nie udźwigną, taki to ciężar.
Nagle - gwizd!
Nagle - świst!
Para - buch!
Koła - w ruch!

Najpierw
Obserwuj wątek
    • saakaszwili Bajka o Czerwonym Kapturku 27.05.06, 14:58
      Kiedyś Czerwony Kapturek
      Niósł pół litra i ogórek
      Dla Babci w lesie dziewiczym
      Co tam żyła z Nadleśniczym,

      Ale go już razy kilka zdradziła
      Na korzyść Wilka!
      Teraz też - kapturek bieży,
      A ta prukwa z Wilkiem leży!

      Podśpiewuje coś po rusku,
      A kocha się po francusku.
      (Bo taki Wilk to wygrzmoci
      Nawet i giełdę staroci!)

      Gdy zobaczyła dziewczynka,
      Że z jej Babci taka świnka -
      Dała cynk Nadleśniczemu,
      Żeby też się przyjrzał temu.

      A on, ze swojej dwururki,
      Dorobił w Babci dwie dziurki,
      Poczem z krzykiem: - Oż, ty zdrajco!
      Trafił Wilka w lewe cośtam.

      Pochował ich pod pagórkiem
      I ożenił się z Kapturkiem.
      Wniosek: Kto w porę kabluje,
      Nigdy biedy nie poczuje!
      • aga_ata Muminki 27.05.06, 16:09
        Muminki się cieszą radością i życiem...
        Mumiiiiiiiiinki...
        I tym, że im chmurki bieleją o świcie
        Mumiiiiiiinki...
        Że wszytsko jest dobre i jasne jak błysk
        Że one kochają, że kochasz je Ty
        Mumiiiiiiiiiiiiiiiiiiinki...
    • gatta13 Re: to ja coś powiem 27.05.06, 17:01
      Leciała mucha z Łodzi do Zgierza,
      Po drodze patrzy: strażacka wieża,
      Na wieży strażak zasnął i chrapie,
      W dole pod wieżą gapią się gapie.

      Mucha strażaka ugryzła srodze,
      Podskoczył strażak na jednej nodze,
      Spogląda ― gapie w dole zebrali się,
      Wkoło rozejrzał się ― o, rety! Pali się!

      Pożar widoczny, tak jak na dłoni!
      Złapał za sznurek, na alarm dzwoni:
      ― Pożar, panowie! Wstawać, panowie!
      Dom się zapalił na Julianowie!

      Z łóżek strażacy szybko zerwali się ―
      Pali się! Pali się! Pali się! Pali się!

      Burmistrz zobaczył łunę z oddali:
      ― Co to się pali? Gdzie to się pali?
      Na Sienkiewicza? Na Kołłątaja?
      Czy też w Alei Pierwszego Maja?
      Może spółdzielnia? Może piekarnia?

      Łuna już całe niebo ogarnia.

      Wstali strażacy, szybko ubrali się.
      Pali się! Pali się! Pali się! Pali się!
      Wyszli na balkon sędzia z sędziną,
      Doktor, choć mocna spał pod pierzyną,
      Wybiegł i patrzy z poważną miną.

      Z okna wychylił głowę mierniczy,
      A już profesor z przeciwka krzyczy:
      ― Obywatele! Wiadra przynieście!
      Wszyscy na rynek! Pali się w mieście,
      Dom cały w ogniu, zaraz zawali się!
      Pali się! Pali się! Pali się! Pali się!

      Biegną już ludzie z szybkością wielką:
      Więc nauczyciel z nauczycielką,
      Fryzjer, sekretarz, telegrafista,
      No i milicjant, rzecz oczywista.

      Straż jest gotowa w ciągu minuty.
      Konia prowadzą ― koń nie podkuty!
      Trzeba zawołać szybko kowala,
      Pożar na dobre się już rozpala!

      Prędzej! Gdzie kowal?! To nie zabawka!
      Dawać sikawkę! Gdzie jest sikawka?!

      Z pompą zepsutą niełatwa sprawa.
      Woda do beczki! Beczka dziurawa!
      Trudno, to każdej beczce się zdarza.
      Który tam?! Prędzej, dawać bednarza!

      Zbierać siekiery, haki i liny!
      Pali się w mieście już od godziny!
      Pali się! Pali się! Pali się! Pali się!

      Wreszcie strażacy szybko zebrali się,
      Beczkę zatkali drewnianym czopem,
      Jadą już, jadą, pędzą galopem.
      Przez Sienkiewicza, przez Kołłątaja,
      Prosto w Aleję Pierwszego Maja ―
      Już przyjechali, już zatrzymali się:
      Pali się!
      Pali się!
      Pali się!
      Pali się!

      ― Co to się pali? Gdzie to się pali?
      Teren zbadali, ludzie spytali
      I pojechali galopem dalej.

      ― Gdzie to się pali? Może to tam?
      Jadą i trąbią: tram-tra-ta-tam!

      Jadą Nawrotem, Rybną, Browarną,
      A na Browarnej od dymu czarno,
      Wszyscy czekają na straż pożarną.
      Więc na Browarnej się zatrzymali:
      ― Gdzie to się pali?
      ― Tutaj się pali!

      Z całej ulicy ludzie zebrali się.
      Pali się! Pali się! Pali się! Pali się!

      Biegną strażacy, rzucają liny,
      Tymi linami ciągną drabiny,
      Włażą do góry, pną się na mury,
      Tną siekierami, aż lecą wióry!

      Czterech strażaków staje przy pompie ―
      Zaraz się ogień w wodzie ukąpie.

      To nie przelewki, to nie zabawki!
      Tryska strumieniem woda z sikawki,
      Syczą płomienie, syczą i mokną,
      Tryska strumieniem woda przez okno,
      Już do komina sięga drabina,
      Z okna na ziemię leci pierzyna,
      Za nią poduszki, szfa, komoda,
      W każdej szufladzie komody ― woda.

      Kot jest na dachu, w trwodze się miota,
      Biegną strażacy ratować kota.
      Włażą do góry, pną się na mury,
      Tną siekierami, aż lecą wióry,
      Na dół spadają kosze, tobołki,
      Stołki fikają z okien koziołki,
      Jeszcze dwa łóżka, jeszcze dwie ławki,
      A tam się leje woda z sikawki.

      Tak pracowali dzielni strażacy,
      Że ich zalewał pot podczas pracy;
      Jeden z drabiny przy tym się zwalił,
      Drugi czuprynę sobie osmalił,

      Trzeci na dachu tkwiąc niewygodnie,
      Zawisł na gwoździu i rozdarł spodnie,
      A ci przy pompie w żałosnym stanie
      Wzdychali: „Pomóż, święty Florianie!”

      Tak pracowali, że już po chwili
      Pożar stłumili i ugasili.

      Jeszcze dymiące gdzieniegdzie głownie
      Pozalewali w kwadrans dosłownie,
      Jeszcze sprawdzili wszystkie kominy,
      Zdjęli drabiny, haki i liny,
      Jeszcze postali sobie troszeczkę,
      Załadowali pompę na beczkę,
      Z ludźmi odbyli krótką rozmowę,
      Wreszcie krzyknęli:
      ― Odjazd! Gotowe!
      Jadą z powrotem, jadą z turkotem,
      Jadą Browarną, Rybną, Nawrotem,
      Jadą i trąbią: tram-tra-ta-tam!

      Ludzie po drodze gapią się z bram,
      Śmieją się do nich dziewczęta z okien
      I każdy dumnym spogląda okiem:
      ― Rzadko bywają strażacy tacy,
      Tacy strażacy - to są strażacy,
      Takich strażaków potrzeba nam!

      Tra-tra-ta-tam!
      Tra-tra-ta-tam!

      Mucha wracała właśnie do Łodzi;
      Strażak na wieży kichnął. Nie szkodzi.
      Inny strażacy po ciężkiej pracy
      Myją się, czyszczą ― jak to strażacy.
      Koń w stajni grzebie nową podkową,
      A beczka błyszczy obręczą nową.
      Mucha spojrzała i odleciała ―
      Tak się skończyła historia cała.
    • ariwederczi teraz kurwa my :) 27.05.06, 19:05
      :P
      • romana_polka O,jaki przyjemny wątek :) 27.05.06, 19:40
        Po podwórku chodzą kaczki,
        Wszystkie bose nieboraczki,
        A w dodatku nieodziane,
        To są rzeczy niesłychane!

        Choć serdaczek, choć kubraczek
        Mógłby znaleźć się dla kaczek,
        A na nogi - jakieś kapce,
        A na głowy choć po czapce,

        Bo to zima akurat,
        Chwycił mróz i śnieg już spadł.

        Poszły kaczki do krawcowej:
        "Chcemy mieć kubraczki nowe,
        Zimno wszystkim nam szalenie,
        Pani przyjmie zamówienie.

        Lecz uwzględnić pani raczy,
        Że to ma być fason kaczy.
        Tu zakładka, a tu szlaczek,
        To jest coś w sam raz dla kaczek,

        Krój warszawski, bądź co bądź,
        Zechce pani miarę zdjąć."

        Potem kaczki na Królewskiej
        Odszukały zakład szewski
        I już pierwsza kaczka kwacze:
        "Pan nam zrobi kapce kacze,

        Takie małe, zgrabne kapce,
        By na małej kaczej łapce
        Należycie się trzymały
        I na sprzączki zapinały."

        Odrzekł szewc, bo nie był leń:
        "Zrobię kapce w jeden dzień."

        Już nazajutrz poszły kaczki
        Do krawcowej po kubraczki
        I po kapce na Królewską,
        Ale wpadły w pasję szewską:

        Szewc zażądał pięć tysięcy,
        A krawcowa jeszcze więcej.
        "Bez pieniędzy, drogie panie,
        Dzisiaj nic się nie dostanie.

        Zapytajcie zręsztą dam,
        One to potwierdzą wam."

        Kaczki kwaczą i tłumaczą:
        "Pieniądz nie jest rzeczą kaczą,
        Żadna z nas się nie bogaci,
        Nam za jajka nikt nie płaci."

        Ale na to szewc z krawcową
        Powtórzyli słowo w słowo
        To co przedtem: "Drogie panie,
        Darmo nic się nie dostanie."

        Z tej przyczyny kaczy ród
        Jest ubrany tak jak wprzód,
        A tu zima akurat,
        Chwycił mróz i śnieg już spadł.
    • olesia.z Re: to ja coś powiem 27.05.06, 20:29
      Na stoliku w pokoiku
      stało mleczko i jajeczko
      przyszedł kotek
      wypił mleczko
      a ogonkiem stłukł jajeczko
    • olesia.z Re: to ja coś powiem 27.05.06, 20:45
      Leciała mucha z Łodzi do Zgierza,
      Po drodze patrzy: strażacka wieża,
      Na wieży strażak zasnął i chrapie,
      W dole pod wieżą gapią się gapie.

      Mucha strażaka ugryzła srodze,
      Podskoczył strażak na jednej nodze,
      Spogląda - gapie w dole zebrali się,
      Wkoło rozejrzał się - o, rety! Pali się!

      Pożar widoczny, tak jak na dłoni!
      Złapał za sznurek, na alarm dzwoni:

      - Pożar, panowie! Wstawać, panowie!
      Dom się zapalił na Julianowie!

      Z łóżek strażacy szybko zerwali się -
      Pali się! Pali się! Pali się! Pali się!

      Burmistrz zobaczył łunę z oddali:
      - Co to się pali? Gdzie to się pali?
      Na Sienkiewicza? Na Kołłątaja?
      Czy też w Alei Pierwszego Maja?
      Może spółdzielnia? Może piekarnia?

      Łuna już całe niebo ogarnia.

      Wstali strażacy, szybko ubrali się.
      Pali się! Pali się! Pali się! Pali się!
      Wyszli na balkon sędzia z sędziną,
      Doktor, choć mocna spał pod pierzyną,
      Wybiegł i patrzy z poważną miną.

      Z okna wychylił głowę mierniczy,
      A już profesor z przeciwka krzyczy:

      - Obywatele! Wiadra przynieście!
      Wszyscy na rynek! Pali się w mieście,
      Dom cały w ogniu, zaraz zawali się!
      Pali się! Pali się! Pali się! Pali się!

      Biegną już ludzie z szybkością wielką:
      Więc nauczyciel z nauczycielką,
      Fryzjer, sekretarz, telegrafista,
      No i milicjant, rzecz oczywista.

      Straż jest gotowa w ciągu minuty.
      Konia prowadzą - koń nie podkuty!
      Trzeba zawołać szybko kowala,
      Pożar na dobre się już rozpala!

      Prędzej! Gdzie kowal?! To nie zabawka!
      Dawać sikawkę! Gdzie jest sikawka?!


      Z pompą zepsutą niełatwa sprawa.
      Woda do beczki! Beczka dziurawa!
      Trudno, to każdej beczce się zdarza.
      Który tam?! Prędzej, dawać bednarza!

      Zbierać siekiery, haki i liny!
      Pali się w mieście już od godziny!
      Pali się! Pali się! Pali się! Pali się!

      Wreszcie strażacy szybko zebrali się,
      Beczkę zatkali drewnianym czopem,
      Jadą już, jadą, pędzą galopem.
      Przez Sienkiewicza, przez Kołłątaja,
      Prosto w Aleję Pierwszego Maja -
      Już przyjechali, już zatrzymali się:
      Pali się!
      Pali się!
      Pali się!
      Pali się!

      - Co to się pali? Gdzie to się pali?
      Teren zbadali, ludzie spytali
      I pojechali galopem dalej.

      - Gdzie to się pali? Może to tam?
      Jadą i trąbią: tram-tra-ta-tam!

      Jadą Nawrotem, Rybną, Browarną,
      A na Browarnej od dymu czarno,
      Wszyscy czekają na straż pożarną.
      Więc na Browarnej się zatrzymali:
      - Gdzie to się pali?
      - Tutaj się pali!

      Z całej ulicy ludzie zebrali się.
      Pali się! Pali się! Pali się! Pali się!

      Biegną strażacy, rzucają liny,
      Tymi linami ciągną drabiny,
      Włażą do góry, pną się na mury,
      Tną siekierami, aż lecą wióry!

      Czterech strażaków staje przy pompie -
      Zaraz się ogień w wodzie ukąpie.

      To nie przelewki, to nie zabawki!
      Tryska strumieniem woda z sikawki,
      Syczą płomienie, syczą i mokną,
      Tryska strumieniem woda przez okno,

      Już do komina sięga drabina,
      Z okna na ziemię leci pierzyna,
      Za nią poduszki, szafa, komoda,
      W każdej szufladzie komody - woda.

      Kot jest na dachu, w trwodze się miota,
      Biegną strażacy ratować kota.
      Włażą do góry, pną się na mury,
      Tną siekierami, aż lecą wióry,
      Na dół spadają kosze, tobołki,
      Stołki fikają z okien koziołki,
      Jeszcze dwa łóżka, jeszcze dwie ławki,
      A tam się leje woda z sikawki.

      Tak pracowali dzielni strażacy,
      Że ich zalewał pot podczas pracy;
      Jeden z drabiny przy tym się zwalił,
      Drugi czuprynę sobie osmalił,


      Trzeci na dachu tkwiąc niewygodnie,
      Zawisł na gwoździu i rozdarł spodnie,
      A ci przy pompie w żałosnym stanie
      Wzdychali: "Pomóż, święty Florianie!"

      Tak pracowali, że już po chwili
      Pożar stłumili i ugasili.

      Jeszcze dymiące gdzieniegdzie głownie
      Pozalewali w kwadrans dosłownie,
      Jeszcze sprawdzili wszystkie kominy,
      Zdjęli drabiny, haki i liny,
      Jeszcze postali sobie troszeczkę,
      Załadowali pompę na beczkę,

      Z ludźmi odbyli krótką rozmowę,
      Wreszcie krzyknęli:
      - Odjazd! Gotowe!
      Jadą z powrotem, jadą z turkotem,
      Jadą Browarną, Rybną, Nawrotem,
      Jadą i trąbią: tram-tra-ta-tam!

      Ludzie po drodze gapią się z bram,
      Śmieją się do nich dziewczęta z okien
      I każdy dumnym spogląda okiem:

      - Rzadko bywają strażacy tacy,
      Tacy strażacy - to są strażacy,
      Takich strażaków potrzeba nam!

      Tra-tra-ta-tam!
      Tra-tra-ta-tam!

      Mucha wracała właśnie do Łodzi;
      Strażak na wieży kichnął. Nie szkodzi.
      Inny strażacy po ciężkiej pracy
      Myją się, czyszczą - jak to strażacy.
      Koń w stajni grzebie nową podkową,
      A beczka błyszczy obręczą nową.
      Mucha spojrzała i odleciała -
      Tak się skończyła historia cała.
    • gatta13 Re: to ja coś powiem 27.05.06, 21:01
      Szły raz drogą trzy kaczuszki,
      grzecznie, że aż miło:
      pierwsza biała, druga czarna,
      a trzeciej nie było.

      Na spotkanie tym kaczuszkom
      dwie znajome wyszły:
      pierwsza z krzaków, druga z sieni,
      trzecia prosto z Wisły.

      Aż tu jeszcze jedna idzie,
      bardzo wesolutka,
      idzie sobie, podskakuje,
      a ta druga - smutna.

      Siadły wszystkie na ławeczce,
      wtem dziewiąta krzyczy:
      "Pięć nas było a jest osiem!
      Kto nas wreszcie zliczy?"

      Na to mówi jej ta trzecia
      "Sprawa bardzo trudna.
      Wyszłam pierwsza, przyszłam szósta,
      teraz jestem siódma!"

      I nie mogły się doliczyć,
      nic nie wyszło z tego,
      więc do domu, choć to kaczki,
      wróciły gęsiego.
      • to.ya Re: to ja coś powiem 27.05.06, 21:12
        Co Wy tacy rozpolitykowani, hę?
        • gatta13 Re: to ja coś powiem 27.05.06, 21:16
          To nie my, to Tuwim z Brzechwą. :))
          • to.ya Re: to ja coś powiem 27.05.06, 21:28
            Tia...
            Na "chłopaków" nie zwalaj ;)
            • gatta13 Re: to ja coś powiem 27.05.06, 21:36
              Proszę Pani, to oni, to oni, to ci z ostatniej ławki!!
              • to.ya Re: to ja coś powiem 27.05.06, 21:42
                Skarżypyta!!!! ... na Piotrkowską Cię nie wpuszczą!!!!!
                • gatta13 Re: to ja coś powiem 27.05.06, 21:58
                  Phi! Zupełnie jakby tam było coś ciekawego...
                  • to.ya Re: to ja coś powiem 27.05.06, 22:00
                    Powiedz jeszcze, że lodów nie lubisz ...
                    • aga_ata Re: to ja coś powiem 27.05.06, 22:00
                      ... a Wiejskiej na oczy nie zobaczysz :)
                      • gatta13 Re: to ja coś powiem 27.05.06, 22:09
                        I całe szczęście! Swoją drogą, udała im się ta nazwa ulicy...
                    • gatta13 Re: to ja coś powiem 27.05.06, 22:05
                      Na szczęście lody bywają też gdzie indziej. ;)

                      gatta_i_carte_d'or_milkowe
                      • to.ya Re: to ja coś powiem 27.05.06, 22:06
                        Gdzie? Bo dawno nie byłam ...

                        Gatto_Qsicielko ;)
                        • gatta13 Re: to ja coś powiem 27.05.06, 22:09
                          Podobno w Manufakturze są pyszne, u Grycana. Ja na razie konsumuję marketowe pakując je w równie marketowe wafelki. :)
                          • to.ya Re: to ja coś powiem 27.05.06, 22:11
                            A gdzie jest Manufaktura?
                            BTW: może niedługo będę ...
                            • gatta13 Re: to ja coś powiem 27.05.06, 22:14
                              Matko kochana i wszyscy święci! W całym mieście aż huczy o manufakturze, a taka to.ya nic nie wie!

                              manufaktura.com/PL/index.asp
                              • to.ya Re: to ja coś powiem 27.05.06, 22:28
                                Miasto może i huczy, tylko hut do C.K. miasta nie dolata, no :(
    • yoanna307 Re: to ja coś powiem 27.05.06, 22:07
      To i ja coś powiem;)

      Zasadził dziadek rzepkę w ogrodzie,
      Chodził tę rzepkę oglądać co dzień,
      Wyrosła rzepka jędrna i krzepka,
      Schrupać by rzepkę z kawałkiem chlebka!
      Więc ciągnie rzepkę dziadek niebożę,
      Ciągnie i ciągnie, wyciągnąć nie może!
      Zawołał dziadek na pomoc babcię:
      "Ja złapię rzepkę, ty za mnie złap się!"
      I biedny dziadek z babcią niebogą
      Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą!

      Babcia za dziadka,
      Dziadek za rzepkę,
      Oj, przydałby się ktoś na przyczepkę!

      Przyleciał wnuczek, babci się złapał,
      Poci się, stęka, aż się zasapał!

      Wnuczek za babcię,
      Babcia za dziadka,
      Dziadek za rzepkę,
      Oj, przydałby się ktoś na przyczepkę!

      Pocą się, sapią, stękają srogo,
      Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą!
      Zawołał wnuczek szczeniaczka Mruczka,
      Przyleciał Mruczek i ciągnie wnuczka!

      Mruczek za wnuczka,
      Wnuczek za babcię,
      Babcia za dziadka,
      Dziadek za rzepkę,
      Oj, przydałby się ktoś na przyczepkę!

      Pocą się, sapią, stękają srogo,
      Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą!
      Na kurkę czyhał kotek w ukryciu,
      Zaszczekał Mruczek: "Pomóż nam, Kiciu!"

      Kicia za Mruczka,
      Mruczek za wnuczka,
      Wnuczek za babcię,
      Babcia za dziadka,
      Dziadek za rzepkę,
      Oj, przydałby się ktoś na przyczepkę!

      Pocą się, sapią, stękają srogo,
      Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą!
      Więc woła Kicia kurkę z podwórka,
      Wnet przyleciała usłużna kurka.

      Kurka za Kicię,
      Kicia za Mruczka,
      Mruczek za wnuczka,
      Wnuczek za babcię,
      Babcia za dziadka,
      Dziadek za rzepkę,
      Oj, przydałby się ktoś na przyczepkę!

      Pocą się, sapią, stękają srogo,
      Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą!
      Szła sobie gąska ścieżyną wąską,
      Krzyknęła kurka: "Chodź no tu, gąsko!"

      Gąska za kurkę,
      Kurka za Kicię,
      Kicia za Mruczka,
      Mruczek za wnuczka,
      Wnuczek za babcię,
      Babcia za dziadka,
      Dziadek za rzepkę,
      Oj, przydałby się ktoś na przyczepkę!

      Pocą się, sapią, stękają srogo,
      Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą!
      Leciał wysoko bocian-długonos,
      "Fruń-że tu, boćku, do nas na pomoc!"

      Bociek za gąskę,
      Gąska za kurkę,
      Kurka za Kicię,
      Kicia za Mruczka,
      Mruczek za wnuczka,
      Wnuczek za babcię,
      Babcia za dziadka,
      Dziadek za rzepkę,
      Oj, przydałby się ktoś na przyczepkę!

      Pocą się, sapią, stękają srogo,
      Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą!
      Skakała drogą zielona żabka,
      Złapała boćka - rzadka to gratka!

      Żabka za boćka,
      Bociek za gąskę,
      Gąska za kurkę,
      Kurka za Kicię,
      Kicia za Mruczka,
      Mruczek za wnuczka,
      Wnuczek za babcię,
      Babcia za dziadka,
      Dziadek za rzepkę,
      A na przyczepkę
      Kawka za żabkę,
      Bo na tę rzepkę
      Też miała chrapkę!

      Tak się zawzięli,
      Tak się nadęli,
      Że nagle rzepkę
      Trrrach!! - wyciągnęli!

      Aż wstyd powiedzieć,
      Co było dalej!
      Wszyscy na siebie
      Poupadali:
      Rzepka na dziadka,
      Dziadek na babcię,
      Babcia na wnuczka,
      Wnuczek na Mruczke,
      Mruczek na Kicię,
      Kicia na kurkę,
      Kurka na gąskę,
      Gąska na boćka,
      Bociek na żabkę,
      Żabka na kawkę
      I na ostatku kawka na trawkę.
      • aga_ata Re: to ja coś powiem 27.05.06, 22:08
        Ma ktos jakieś skojarzenia? :)
      • dusia25 Re: to ja coś powiem 28.05.06, 10:43
        To i ja się przyłączę ;))

        Żyła raz pewna panienka, która zwała się Jagienka
        Wiele z niej było pociechy, bo tłukła pupą orzechy
        Opisał ją, że jest taka, sam Pan Sienkiewicz w "Krzyżakach".

        Wpierw żyła w cnocie jak mniszka, potem wyszła za Zbyszka
        I wiodło im się chędogo, chociaż niestety ubogo..
        No bo się pokończyły wojny, zaczął się czas spokojny,
        A rycerz, rzecz znana wszędzie, żyje z tego co zdobędzie..

        Ruszył więc Zbyszko konceptem i wpadł na taką receptę:
        Wywiesił na bramie druczek, że "Tu się orzechy tłucze"
        I od każdego orzecha zgarniał forsę do miecha!

        Orzech laskowy - niewielki - to nie problem dla Jagienki
        Mogła za jednym przysiadem stłuc całe pół kilo zadem!
        A gdy dorwała fistaszka - zostawała z niego... kaszka..
        Niewiele też większej troski przysparzał jej orzech włoski.

        Aż raz przybył jakiś młokos - przywożąc z Afryki kokos.
        I zwrócił się do Jagusi, że mu tę rzecz roztłuc musi!
        Spłoniła się żwawa młódka, ale wzięła oddech, napięła udka
        Pomodliła się przelotnie - i w ten kokos.. jak nie grzmotnie!!

        Niestety.. Twarda skorupa nawet przy tym nie zachrupa!!
        Wrzasła Jaguś w niebogłosy, podskoczyła pod niebiosy
        I jak drugi raz przywali!... Aż ten bydlak jak ze stali!!

        Natomiast biedna dziewczyna zrobiła się całkiem sina
        Oddech jej się jakby urwał, wymamrotała: "O ku..a"..
        A potem się zaniosła wyciem, no i się pożegnała z życiem..

        Wniosek: na ogół umiemy rozgryzać własne problemy,
        Lecz zagraniczne nowości przysparzają nam trudności!
        Morał: Tylko wzrost oświaty może zmniejszyć nasze straty!!
        I hasło - bezwarunkowo: Mniej du.ą, a więcej głową...

        Pozdrawiam ;))
        • drzejms-buond Re: to ja coś powiem 29.05.06, 11:23
          o jak ładnie...przygotowania do dnia dziecka czy świętowanie DNIA MATKI?

          to ja też dodam...

          KURKA KASZKĘ WARZYŁA...
          temu dała
          temu dała
          taemu dała
          tamtemu dała...
          .....
          • drzejms-buond Re: to ja coś powiem 29.05.06, 11:23
            ...........bo była DZIWKA!
            • mnietka.kokietka wpisujcie autorów:) 29.05.06, 12:56
              to ze strażakami było exxxxxxxxtra:)))))

              ---
              ptasie radio
              HALO, halo! Tutaj ptasie radio w brzozowym gaju,
              Nadajemy audycję z ptasiego kraju,
              Proszę, niech każdy nastawi aparat,
              Bo sfrunęły się ptaszki dla odbycia narad:

              Po pierwsze - w sprawie
              Co świtem piszczy w trawie?
              Po drugie - gdzie się
              Ukrywa echo w lesie?
              Po trzecie - kto się
              Ma pierwszy kąpać w rosie?
              Po czwarte - jak
              Poznać, kto ptak,
              A kto nie ptak?

              A po piąte przez dziesiąte
              Będą ćwierkać, świstać, kwilić,
              Pitpilitać i pimpilić
              Ptaszki następujące:
              Słowik, wróbel, kos, jaskółka,
              Kogut, dzięcioł, gil, kukułka,

              Szczygieł sowa, kruk, czubatka,
              Drozd, sikora i dzierlatka,
              Kaczka, gąska, jemiołuszka,
              Dudek, trznadel, pośmieciuszka,
              Wilga, zięba, bocian, szpak
              Oraz każdy inny ptak.

              Pierwszy - słowik.
              Zaczął tak:
              "Halo! O, halo lo lo lo lo!
              Tu tu tu tu tu tu tu
              Radio, radijo, dijo, ijo, ijo,
              Tijo, trijo, tru lu lu lu lu,
              Pio pio pijo lo lo lo lo lo,
              Plo plo plo plo plo halo!"

              Na to wróbel zaterlikał:
              "Cóż to znowu za muzyka?
              Muszę zajrzeć do słownika,
              By zrozumieć śpiew słowika.

              Ćwir ćwir świrk!
              Świr świr ćwirk!
              Tu nie teatr
              Ani cyrk!
              Patrzcie go! Nastroszył piórka!
              Daje koncert jak kiepurka!
              Dość tych arii, dość tych liryk!
              Ćwir ćwir czyrik,
              Czyr czyr ćwirik!"

              I tak zaczął ćwirzyć, ćwikać,
              Ćwierkać, czyrkać, czykczyrikać,
              Że aż kogut na patyku
              Zapiał gniewnie: "Kukuryku!"

              Jak usłyszy to kukułka,
              Wrzaśnie: "A to co za spółka?
              Kuku-ryku? Kuku-ryku?
              Nie pozwalam, rozbójniku!
              Bierz, co chcesz, bo ja nie skąpię,
              Ale kuku nie ustąpię!
              Ryku - choć do jutra skrzecz,
              Ale kuku - moja rzecz!"
              Zakukała: "Kuku! kuku!"

              N a to dzięcioł: stuku! puku!
              Czajka woła: "Czyjaś ty, czyjaś'"
              Byłaś gdzie? Piłaś co? Piłaś, to wyłaź!"
              Przepióreczka: "Chodź tu! Pójdź tu!
              Masz co? Daj mi! Rzuć tu! Rzuć tu!"

              I od razu wszystkie ptaki
              W szczebiot, w świergot, w zgiełk - o, taki:
              "Daj tu! Rzuć tu! Co masz? Wiórek?
              Piórko? Ziarnko? Korek? Sznurek?

              Pójdź tu, rzuć tu! Ja ćwierć i ty ćwierć!
              Lepię gniazdko, przylep to, przytwierdź!
              Widzisz go! Nie dam ci! Moje! Czyje?
              Gniazdko ci wiję, wiję, wiję!
              Nie dasz mi? Takiś ty? Wstydź się, wstydź się"
              I wszystkie ptaki zaczęły bić się.
              Przyfrunęła ptasia milicja
              I tak się skończyła ta leśna audycja


              julian tuwim
              • drzejms-buond Re: wpisujcie autorów:) 29.05.06, 13:11
                Kto misiowi
                urwał ucho?
                No, kto? - pytam.
                Cicho, głucho...

                Nikt sie jakoś
                nie przyznaje.
                Może jechał
                miś tramwajem?

                Może upadł
                biegnąc z górki?
                Może go
                dziobały kurki?

                Może Azor
                go tarmosił,
                urwał ucho,
                nie przeprosił?

                Igła, nitka,
                rączek para.
                Naprawimy
                szkodę zaraz!


                O, już sterczą
                uszka oba.
                Teraz nam się
                miś podoba!
                • around_the_sun Re: wpisujcie autorów:) 29.05.06, 15:58
                  kto urwał uszko temu misiu???
                  • around_the_sun Re: wpisujcie autorów:) 29.05.06, 16:02
                    no tak, sprawca nieznany...
                  • drzejms-buond Re: wpisujcie autorów:) 29.05.06, 16:03
                    BA! jest to odwietrzne zapytanie, na które nie znajduję odpowiedzi od lat.Mimo
                    prowadzonego śledztwa, o napaści okoliczni mieszkańcy milczą, jak w Jedwabnem...
                    :-/

                    "sprawcy nieznani" kazano mi w akta wpisać
                    • mnietka.kokietka Re: wpisujcie autorów:) 29.05.06, 16:07
                      ja znam.
                      • drzejms-buond Re: wpisujcie autorów:) 29.05.06, 16:10
                        TAK? wobec tego prosimy o złożenie zeznań. wezwanie nadejdzie poczto.
    • anieczkapoleczka Re: to ja coś powiem 29.05.06, 18:16
      W Lututowie pod Sieradzem
      (Zresztą wieść tę sprawdzić radzę)
      Żyły niegdyś dwa koguty,
      Dwa koguty-kałakuty.
      Każdy pięknie był obuty
      I na obie nogi kuty,
      Każdy miał ostrogę złotą,
      Miał ostrogę właśnie po to,
      By ją mieć, gdy szedł piechotą.

      Cóż to były za koguty!
      Każdy z nich miał grzebień suty,
      Każdy piał co do minuty,
      Trząsł grzebieniem. Gdy zaś ucichł,
      Wracał do swych spraw kogucich.

      Lecz rozumu dwa koguty
      Miały mało - ze dwa łuty,
      Zresztą, miały czy nie miały,
      Nadzwyczajnie pięknie piały,
      Aż się panny zachwycały,
      Gdy na różne piały nuty
      Dwa koguty-bałamuty.

      Szły koguty ulicami
      Pobrzękując ostrogami,
      Bardzo godnie, bardzo zgodnie,
      W pas kłaniali się przechodnie,
      Każdy ich się bał, rzecz prosta,
      Nawet burmistrz i starosta,
      Nawet wszelka inna władza
      Ze Złoczewa i z Sieradza.

      A już jeśli o tym mowa,
      Straż ogniowa z Lututowa,
      Chociaż była pełna buty,
      Drżała widząc dwa koguty,
      Dwa koguty-kałakuty.

      Miała straż orkiestrę dętą,
      Która grała w każde święto
      Niezależnie od pogody,
      Lecz kapelmistsz, choć niemłody,
      Nie śmiał podnieść swej batuty,
      Kiedy piały dwa koguty.

      Miały taki plan uknuty
      Dwa koguty-kałakuty,
      Że na wiosnę oraz w lecie
      Sprawowały straż w powiecie.
      Więc na targach i jarmarkach
      Próbowały mleko w garnkach,
      Skoro świt budziły ludzi,
      A kto w porę się nie zbudził,
      Ten miał cały dzień zatruty,
      Tak mu piały dwa koguty.

      Już o siódmej głośne pianie
      Zwoływało na śniadanie,
      Ściśle kwadrans przed dwunastą
      Jadło obiad całe miasto,
      Potem znów koguty piały
      Dając pianiem tym sygnały,
      By się sklepy zamykały.
      A wieczorem o dziewiątej
      Rozbrzmiewały wszystkie kąty
      Powtarzanym wprost bez liku:
      Kukuryku! Kukuryku!
      I natychmiast cała dziatwa
      Spać się kładła gasząc światła.

      Dużo lat koguty piały,
      Piejąc władzę sprawowały.
      Aż któregoś piątku z rana
      Zaszła rzecz niespodziewana:
      Jeden z miejskich szałaputów
      Był niegrzeczny dla kogutów.
      "Cóż to - wołał - za zwyczaje,
      Że mi drób na drodze staje?
      Ja kogutów nie uznaję,
      Ja mam każdy dzień zatruty
      Przez koguty-kałakuty!"

      Rozgniewały się koguty,
      Podciągnęły tylko buty,
      Jeden śmiałka kopnął w nogę,
      Drugi w łydkę wbił ostrogę,
      I walczyły z nim dopóty
      Dwa koguty-kałakuty,
      Aż pobity i pokłuty
      Uciekł w pole klnąc koguty.

      Ale im poprzysięgł zemstę,
      Więc się zaszył w krzaki gęste,
      A że był to sam Boruta,
      Znał się dobrze na kogutach.

      W czas jesiennych, złych niepogód
      Szedł na spacer jeden kogut,
      A gdy miał już dość szarugi,
      Szedł na spacer kogut drugi.

      Więc Boruta raz wieczoram
      Za drzewami stanął z worem,
      A gdy kogut szedł, Boruta
      Wór narzucił na koguta
      I przydeptał jeszcze butem,
      Po czym wór zawiązał drutem.

      Gdy się drugi kogut zjawił,
      Z nim tak samo się rozprawił,
      I ten drugi wór w kogutem
      Też zakręcił mocno drutem.

      Mruknął: "To mi się podoba!"
      Wziął na plecy worki oba
      I do Łodzi, na Bałuty
      Zaniósł w workach dwa koguty,
      Dwa koguty-kałakuty.
      Tam na targu się wychytrzył
      I jak drób najpospolitszy
      Sprzedał je handlarzom z Łaska,
      Którzy dali, ile łaska.

      Ot, i koniec. A Lututów
      Wnet podupadł bez kogutów.
      Odtąd nikt nie wstawał w porę,
      Obiad jadło się wieczorem,
      Straż o cały dzień bez mała
      Do pożaru się spóźniała,
      Nawet mleko na odmianę
      Było stale fałszowane.

      Odtąd z rzadka w Lututowie
      O kogutach ktoś opowie:
      "Były sobie dwa koguty,
      Dwa koguty-kałakuty..."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka