iwusia
17.01.03, 15:01
Dwa tygodnie temu byly moje czterdzieste urodziny, ale jakby nikt tego
nie
zauwazyl. Mialem nadzieje, ze rano przy sniadaniu zona zlozy mi
zyczenia,
moze nawet bedzie miala jakis prezent... Nie powiedziala nawet "Czesc
kochanie" nie mówiac juz o zyczeniach. Myslalem, ze chociaz dzieci beda
pamietaly - ale zjadly sniadanie nie odzywajac sie ani slowem. Kiedy
wyjechalem do pracy czulem sie samotny i niedowartosciowany. Jak tylko
wszedlem do biura sekretarka zlozyla mi zyczenia urodzinowe i od razu
poczulem sie duzo lepiej - ktos pamietal. Pracowalem do drugiej. Okolo
drugiej sekretarka weszla i powiedziala: - Dzisiaj jest taki piekny
dzien,
w dodatku sa pana urodziny, moze zjemy gdzies razem obiad? Zgodzilem sie
-
to byla najmilsza rzecz, jaka od rana uslyszalem. Poszlismy do cudownej
restauracji, zjedlismy obiad w przyjemnej atmosferze i wypilismy po
lampce
wina. W drodze powrotnej do biura sekretarka powiedziala: - Dzisiaj jest
taki piekny dzien. Czy musimy wraca? do biura? - Wlasciwie to nie -
stwierdzilem. - No to chodzmy do mnie. U niej wypilismy jeszcze po
lampce
koniaku, porozmawialismy chwile, a ona zaproponowala: - Czy nie masz nic
przeciwko temu, jesli pójde do sypialni sie przebrac w cos
wygodniejszego?
- Jasne - zgodzilem sie bez wahania. Poszla do sypialni, a po kilku
minutach wyszla...
... niosac tort urodzinowy, razem z moja zona i dziecmi...
Wszyscy spiewali "Sto lat"...
.. a ja siedzialem na kanapie...
.. w samych skarpetkach...