31.07.06, 14:31
Ostatnia wycieczka do Duzego Miasta byla polaczona z odwiedzeniem kina (ach,
ta magia ruchomych obrazkow...). Stad polecanka letnia pt. 'Thank You For
Smoking',
komedia lekka, zabawna (co rzadkie) i dajaca ciut do myslenia, oparta na
ksiazce opisujacej zycie Nicka Naylora, naczelnego PRowca zatrudnionego przez
firme 'badawcza' finasowana przez koncerny tytoniowe. W skrocie, jak mowi sam
Nick:

`Michael Jordan plays ball. Charles Manson kills people. I talk.'

Wasz
Nn
Obserwuj wątek
    • staua O/T 31.07.06, 15:02
      Moj kolega dostal stypendium na postdoc, w ktorym bedzie badal mysie modele raka pluc. Stypensium
      dala mu firma Philip Morris. Co ciekawe, dostal chyba dwa inne stypendia, ale wybral to, bo bylo
      najwyzsze. Zastanawiam sie nad etyczna strona tego wyboru (postdoc jest na Princeton, badania
      niezalezne od PM, tylko w publikacjach bedzie musial zaznaczac, skad ma pieniadze).
      • nienietoperz Re: O/T 31.07.06, 15:06
        Firma Nicka Naylora na stanowisku glownego badacza zatrudniala weterana
        niemieckiej medycyny, ktory prowadzil badania (zreszta dokladnie nad wplywem
        nikotyny na raka pluc wsrod myszy) od 1945 roku, i wciaz nie mogl uzyskac
        jednoznacznych konkluzji.
        Cytujac Nicka: 'This man was a genius. He could disprove gravity'.

        Moze Twoj kolega tez ma zadatki :-)

        Nn
      • kubissimo Re: O/T 03.08.06, 10:37
        hmmm, a nie boi sie, ze niezaleznie od wynikow badan i tak wszyscy beda
        uwazali, ze na pewno sa zalagodzone ze wzgledu na sponsora?
        • staua Re: O/T 03.08.06, 16:03
          Hm, nie wiem - takie granty sa dosc rozpowszechnione. Przy czytaniu publikacji
          wszyscy musieliby przeczytac adnotacje o sponsorze malym drukiem, pod tekstem :-
          )
    • braineater My Summer of Love 03.08.06, 08:52
      znaczy Lato Miłości, były wczoraj Brejnitry w duecie obejrzały, bo jak były
      fajki kupować, to wpadło im w oczko pismo jakieś dla pań wyfiokowanych, gdzie
      dorzucono ten film w ramach bonusa. Do filmu trochę jeżowo podchodziły, bo
      pamietały jeszcze wyrzygliwą propagandę sukcesu po pismach i stronach jaka w
      zeszłym roku towarzyszyła temu dziełu, że Polak, że w Anglii, że BAFTA i że w
      ogóle. No i faktycznie, cokolwiek na wyrost było ogłaszanie tego filmu
      niezalowym arcydziełem, co nie znaczy, że nie da się go obejrzeć z
      przyjemnością.
      Brejniter męski, jak na razie filmy o lesbijkach kojarzył raczej ze swoim
      ulubionym 'Vampyros Lesbos' Jesusa Franco, tudzież z softowymi pornami dla
      znudzonych 50 latków(choć i tu jest jedna perełka - Asia, dzieło, jak na porn o
      tyle dziwne, że jest po prostu półtorejgodzinną prezentacją możliwości
      najnowszych obiektywów Sony oraz filtrów korekcji barwnej, zamaskowaną jako
      delikatny porn:), a tu pan Pawlik postanowił zaprezentować zwiazek saficzny w
      całej krasie, na dodatek splatując go z watkiem religijnym.
      I wyszedł z tego klasyczny 'snuj-movie', gdzie trzy postacie pałętają się po
      kadrach sporej urody (swoją drogą Yorkshire i Lancashire wygladaja jak
      zapomniane przez ludzi i zwierzęta śląskie zadupia na obrzeżu GOP-u), nie za
      dużo gadają, a jak już gadają to najczęsciej płaczą i wprowadzają ogólny smutek
      i melankoliję, ale jest to w gruncie rzeczy dośc przekonujące, głównie dzieki
      głównej aktoreczce - Nathalie Press, która tworzy bardzo wiarygodną postać
      dziewczynki z zadupia, wakacyjnie uwiedzionej przez panienkę z dobrego domu, co
      ma trochę nie teges z głową, ale ogólnie rzecz biorąc jest milusia i kochana.
      Do tego dochodzi brat dziewczynki, który z własciciela pubu, dzieki nagłemu
      olśnieniu religijnego przemienia się w własciciela domu modlitwy i próbuje
      nawracać wszystko, co żyje, łącznie z ciut oporną siostrą.
      Parę ładnych scen, jak chociażby moment gdy obie panie leciutko natrząsają się
      z fanatyzmu braciszka przy pomocy doskonałej parodii Egzorcysty, niezła muzyka -
      szczególnie wiodąca piosenka Edith Piaf i precyzyjne trzymanie klimatu schyłku
      lata za pomocą prześwietlonych słońcem zdjęć i się to w sumie składa w miły
      filmik na leniwy wieczór.

      P:)
      • stella25b An unfinished life 07.09.06, 22:05
        Nie wiem czy juz byla dyskusja na temat tego filmu czy nie. W tych wszystkich
        Vidi ja juz sie zdrowo pogubilam.
        Pozwolilam sobie dzisiaj na chwile z Lasse Hallströmem bo "An unfinished life"
        to typowy film tego szwedzkiego rezysera. Taki wyciszony, z pieknymi ujeciami
        krajobrazu w tle rozpadajacego się rancha i dobrze zarysowanymi postaciami.
        Film o winie i przebaczeniu, o meskiej przyjazni, rodzacej sie milosci dziadka
        do wnuczki i odwrotnie, o samotnosci i wzajemnej akceptacji. Robert Redford
        niczym mnie nie zaskoczyl wcielajac się w typowa dla niego role mocnego faceta
        aczkolwiek nie bez wad. Jenny Lopez wypadla nieco szaro jako synowa, zato
        bardzo podobala mi się Becca Gardner grajaca wnuczke Redforda, Griff.
        • staua Re: An unfinished life 07.09.06, 23:55
          Chyba o tym napomknelam, ale bez szczegolow (w poprzednim Vidi). Bardzo mi sie
          ten film podobal, zwlaszcza Redford/Freeman oraz sceneria. Chyba kiedys do
          niego wroce.
    • noida Re: Vidi V 08.09.06, 19:11
      A widział ktoś "Życie ukryte w słowach"? Strasznie jestem ciekawa tego filmu, a
      wciąż jeszcze nie miałam okazji.
      • ash3 Re: Vidi V 16.09.06, 22:49
        Ja widziałam. Moim zdaniem warto obejrzec. W samej opowiesci coś (często) zgrzyta, ale główny temat, jaki porusza chyba dość rzadko staje się tematem filmu.
        • stella25b Re: Vidi V 20.09.06, 17:54
          Parfume czyli silmowana powiesc Süskinda cieszy sie niezwykla popularnoscia w
          Niemczech bo bilety ciezko dostac nawet w ciagu tygodnia. Ta wersja filmowa
          rozni sie nieco od literackiego orginalu, co jednak wcale nie obniza jej
          wartosci. Piekne realistyczne obrazy, Paryz VXIII wieku, nie tylko zapach
          perfum ale i kloaki. Nieznany Ben Whishaw ktory wcieli sie w role Jean-Baptiste
          Grenouille jest naprawde przekonywujacy w tej roli. Klase pokazal takze Dustin
          Hoffman, jedyna gwiazda w obsadzie tego filmu.
        • noida Re: Vidi V 04.10.06, 17:24
          Ja też obejrzałam. Bardzo mi się podobał. Chociaż spodziewałam się czegoś
          innego. Ciekawa jestem, jakie powody mieli inni, żeby przebywać na platformie...
        • noida Aha i nie zgadzam się 04.10.06, 17:27
          że to jest film z tezą.
          • ash3 Re: Aha i nie zgadzam się 05.10.06, 11:27
            noida napisała:

            > że to jest film z tezą.
            >
            >
            Właśnie. Po wyjściu z kina zastanawiałam się nawet nad tym, jaka to mogłaby byc
            teza (domyślałam się ewentualnie jakiegoś polityczno-moralnego przesłania).
            • noida Re: Aha i nie zgadzam się 05.10.06, 11:35
              Ta teza gdzieś tam tkwi, ale mimo wszystko jest na drugim planie moim zdaniem.
              Na pierwszym jest człowiek w trudnej sytuacji, który musi się zmagać z własnymi
              demonami, niekoniecznie zgodnymi z tezą. W końcu Josef też miał swoje demony i
              to niemałe.
              • ash3 Re: Aha i nie zgadzam się 05.10.06, 12:50
                noida napisała:

                >
                > demonami, niekoniecznie zgodnymi z tezą. W końcu Josef też miał swoje demony i
                > to niemałe.

                Taa, i wydaje mi sie, ze coś mi umknęlo albo nie bylo rozwiązania tego wątku!
                (jeden z moich zarzutów do filmu, a właściwie scenariusza).
    • kubissimo Palindromy 08.10.06, 00:18
      czyli ostatni film Todda Solondza
      dosyc kontrowersyjny, troche zaskakujacy i intrygujacy, w kazdym razie mysle o
      nim przez caly dzien.
      w rolach glownych wsytepuja: macierzynstwo, aborcja, religia, pedofilia (ktora
      chyba jest jakas idee fixe Solondza). do tego ciekawy wybieg formalny oraz
      bolesne poczucie humoru

      co prawda nie jest to film tak dobry jak Happiness, ale i tak polecam
    • kubissimo Elementarteilchen 17.11.06, 01:03
      czyli ekranizacja Cząstek elementarnych
      z przeciętnej, żeby nie powiedziec kiepskiej powieści wyszedł całkiem niezły
      film
      reżyser (Oskar Röhler) odrzucił całą zapowietrzoną otoczkę i okazało się że bez
      pseudointelektualnego bełkotu sfrustrowanego Łelbeka została całkiem ciekawa
      opowieść. Całość ciągnie znakomity Motitz Bleibtreu w roli Bruna, ale
      generalnie cała obsada jest świetna
      naprawdę miła niespodzianka
      • noida Re: Elementarteilchen 17.11.06, 09:36
        No tak, tylko, że nic nie zostało z książki. Cały klimat powieści, kiepskiej czy
        nie, polegał na tym, co w filmie zostało wycięte. No i to "sielankowe"
        zakończenie... Po prostu z powieści ostał się ino tytuł ;)
        • kubissimo Re: Elementarteilchen 17.11.06, 12:03
          polemizowalbym, ze został tylko tytul
          ale jezeli nawet, to tym lepiej dla filmu :)
          • stella25b Re: Elementarteilchen 17.11.06, 12:21
            Super Film, przynajmniej dla mnie.
            Warto obejrzec bo film porusza cale mnostwo roznych sprawa zwiazanych z
            egzystencja i dziecinstwem- czesto na pierwszy rzut oka zupelnie
            nierozpoznawalnych jako brak milosci rodzicielskiej.
    • staua Re: Vidi V 26.11.06, 01:50
      Obejrzalam "Dogme" i bylam zaskoczona in plus. Lubie Kevina Smitha, ale nie spodziewalam sie, ze tak
      mi sie spodoba - nie wiem, dlaczego nie widzialam tego filmu wczesniej. I tyle dobrych aktorow...
      Zwlaszcza Alan Rickman mnie ucieszyl.
      • skajstop Re: Vidi V 26.11.06, 09:47
        "Dogma" jest bardzo smaczna, ale najlepszy film tej ekipy to w "Pogoni za Amy",
        jeśli nie widziałaś, to koniecznie :)
        • kubissimo Re: Vidi V 26.11.06, 12:24
          hmmm, pod Chasing Amy trzykrotnie robilem podchody i nigdy nie udalo mi sie
          obejrzec do konca :/
        • staua Re: Vidi V 27.11.06, 00:56
          Widzialam, widzialam - od razu jak byl w kinach, na studiach (pamietam nawet, z ktorym kolega).
          Dlatego sie dziwie, jak moglam przeoczyc "Dogme"... "Amy" zamierzam wypozyczyc teraz i obejrzec z
          mezem, ktory ogole nie znal Smitha, zanim sie nie poznalismy, teraz juz zna "Clerks" i "Dogme". A
          widziales "Jay and Silent Bob strike back"?
          Podoba mi sie strasznie u Smitha to zonglowanie roznymi cytatami z filmow, przeplatanie sie co jakis
          czas osob z jego poprzednich dziel, rozne male aluzje (i tak na pewno nie wszystkie lapie). Roger Ebert
          bardzo go chwali, twierdzac jednak, ze albo filmy Smitha sa dla kogos, albo zupelnie nie, nic posrodku.
          Ja naleze do grupy zagorzalych fanow.
          • skajstop Re: Vidi V 27.11.06, 14:41
            Widziałem :) Też jestem wielbicielem tego pana. Sposób, w jaki łączy wysokie z
            niskim, jak buduje dialogi, jak trafna jest cała masa spostrzeżeń... no Miszcz :)

            I nie boi się popkultury. A nawet wręcz przeciwnie: to popkultura powinna się go
            bać ;P
    • chihiro2 Re: Vidi V 27.11.06, 21:58
      Widzialam wczoraj "At five in the afternoon", iranski film mlodej rezyserki
      Samiry Makhmalbaf i mam bardzo mieszane uczucia. O ile o zyciu kobiet w
      Afganistanie wiedzialam sporo i wlasciwie film mnie nie zaskoczyl, o tyle
      mialam wielkie wrazenie sztucznosci gry aktorskiej i maniery filmowania.
      Obejrzalam "Making of" i tam jest pokazane, jak rezyserka kaze bohaterce zrobic
      czetry kroki, rozejrzec sie w prawo, w lewo, znow czetry kroki, znow sie
      rozejrzec, i tak kilka razy. Takich posuniec jest tam sporo. Oczywiscie wyglada
      to pieknie, ale troche irytuje - czy ta sztucznosc jest konieczna? Obejrzalam
      tez wywiad z rezyserka, ale nie do konca, bo sama jej postawa strasznie mnie
      irytowala. Kiepsko mowi po angielsku, ale jasno i zrozumiale, tyle ze zadnego
      zdania nie mogla dokonczyc, juz skakala do nastepnego. I wlasciwie po 15
      minutach wywiadu, chaotycznych uwagach, pobieznym skakaniu po roznych watkach
      odnioslam wrazenie jednego wielkiego chaosu i wynioslam jedynie to, ze
      rezyserka chciala pokazac, jak w tym Afganistanie naprawde wyglada zycie
      (bardzo sie upierala, by dziennikarz zrozumial, co chciala pokazac).
      Widziliscie inne filmy tej pani? Nakrecila cztery, poza tym
      jeszcze "Jablko", "Czarne tablice" i "September 11", zastanawiam sie, czy
      obejrzec.
      Na marginesie - film jej ojca, "Kandahar", wywarl na mnie kilka lat temu
      wielkie wrazenie.
    • obly film: ksiezniczka i wojownik, rez tykwer 03.12.06, 21:48
      zajebisty film który musicie koniecznie obejrzec gdyz niezaprzeczalnie piekny
      jest i doskonale wykazuje mentalna przewage nad jakimkowliek filmem
      almodowarowatym czy innym skomercjonalizowanym nurtem filmu okolo niby to
      kultury wyzszej a babrajacym sie w nicosci w nimbie tajemniczosci i owrzodzeń
      zwrotów przewidywalnych i odkrywania nic nie wartych prawd (choc wytartych) i
      bazujace natomiast na pokazywaniu przeciwienstw.
      polecam bardzo bardzo..

      prze piek ny film

      • sutekh1 Re: film: ksiezniczka i wojownik, rez tykwer 04.12.06, 14:20
        o bejb
        Almodovar w polsce zdobył złotego pawia dla najfilmu w ełropie. to więc musisz
        żyć z tym brzemieniem jak z grzebieniem kiedyś zapieprzali po ulicach fircyki
        garniturkowe.
        film widziałem w kinie, tylko Franka Potente, nikt chyba w dojczland nie
        zabawaiał sie atk z twarzą kobiecą w kinie jak on, zreszta była to jego kobieta
        wtedy, widać tą silną fascynację - on się z nią kochał za pomocą kamery.
        oczywiście bez pornodrajvu.
        a ja się domagam "Zimowego snu" - widziałem kawałek rozwalił mnie to cos o
        związkach w których przydarzają się zdrady,, hehe
        domagam się tego filmu w telewizji dla wszystkich.
        • kubissimo Re: film: ksiezniczka i wojownik, rez tykwer 04.12.06, 20:21
          ale zimowy sen juz byl w tv
          mam go na kasecie
      • stella25b Re: film: ksiezniczka i wojownik, rez tykwer 05.12.06, 08:31
        Film jest napewno godny polecenia. Zreszta Obly napisal juz wszystko w sferze
        zalecen. Jy tylko chcialam rzucic uwaga, ze Tykwer zaliczyl ten film do tzw.
        Heimatfilm. Heimatfilm to typowy film o milosci, zwyciezaniu dobrego nad zlem,
        o rodzinie. Miejsce akcji takich filmow to Alpy austriackie, bawarskie,
        szwajcarskie z typowymi landszaftami i muzyka ludowa w tle. Akcja filmu Tykwera
        rozgrywa sie w Wuppertal, jego rodzinnym miescie, tym ze slanna Schwebebahn
        (metro w powietrzu)i nawiazuje do, kazdemu Niemcowi czy Austriakowi znanej
        fimowej trylogii "Sissi" (filmy o cesarzowej Elzbiecie, zonie Franza Josefa,
        zwanej Sissi) z Romy Schneider w roli glownej. Film Tykwera w orginale
        brzmi "Der Krieger und Kaiserin". Tykwer zrobil wlasnie taka jakby nowa wersje
        tej slawnej historii milosnej.
        • sutekh1 Re: film: ksiezniczka i wojownik, rez tykwer 05.12.06, 15:18
          ale ja go nie widziałem w całosci i to jest mój wielki ból.
          o Tykwerze i jego nowym filmie wg PACHNIDŁA suskinda pisze Andriej Gwóźdź w
          ostatnim numerze OPCJI.
          • sutekh1 Re: film: ksiezniczka i wojownik, rez tykwer 05.12.06, 16:32
            w piątek na TVP1 o 23.20
            KSIĘŻNICZKA I WOJOWNIK
            haha
            no to co zbiorowe ogladanie
            wirtulane zjednoczenie w jednym akcie karmienia percepcji tykwerem i franką
            potente?
            • ash3 Re: film: ksiezniczka i wojownik, rez tykwer 09.12.06, 10:49
              Widzialam, piekny film. Duze wrażenie zrobiło na mnie również to, jak rezyser
              zmienia atmosfere poszczegolnych częsci filmu, w dużej mierze za pomoca muzyki,
              ruchu postaci, odkrywania kolejnych kart. Cały długi fragment filmu z szpitalu
              jest niesamowity (noc jak z "Lotu nad kukułczym gniazdem", w ogóle ilość
              odniesień do tego filmu, który Tykwer chyba darzy wielką miłością, jest
              ogromna). I potem piękne "zwinięcie" opowieści do panoramy samotnego domku na
              morskim klifie...
              Sissi mi także skojarzyła się z filmową cesarzową.
              A Franka Potente z niezwykła wirtuozerią (tylko tak to można okreslić) zagrała
              samą twarzą, właściwie samymi oczami, cieniującymi wyraz burzy uczuć, w czasie
              pierwszej rozmowy na wzgórzu z Brodo.
              W ogóle świetnie opowiedziana historia (trochę kojarzyła mi się z "Zakochanym
              bez pamieci", przez ta precyzję i pomysłowość, no i temat). Nie znam innych
              filmów tego rezysera, ale bardzo mnie zaciekawił.
              • stella25b Re: film: ksiezniczka i wojownik, rez tykwer 11.12.06, 14:01
                Warto napewno zobaczyc "Biegnij Lola" i "Heaven".
                Tykwer jest znanym milosnikiem sztuki Kieslowskiego i probuje go czesto
                nasladowac, tak wlasnie bylo z Lola. A Heaven to wlasciewie mial byc film
                Kieslowskiego, on napisal do niego scenariusz. Mialy tez powstac 2 nastepne
                czesci ale smierc Kieslowskiego przerwala prace. Stad tez powierzono rezyserie
                Heaven Tykwerowi. Najnowszym filmem Tykwera jest Pachnidlo- tez warto obejrzec.
        • ash3 a propos Wuppertalu 11.12.06, 16:08
          zauwazyłam w jednej scenie (którejs w poblizu banku), że drzewa wzdłuż ulicy mają korony obwiazane sznurkiem czy siatka. Normlane, liściaste, zielone drzewa. Dlaczego i po co? czy ktoś wie?
          • stella25b Re: a propos Wuppertalu 14.12.06, 15:07
            Wuppertalu to normalne;)

            Nigdy czegos podobnego w filmie nie widzialam ale Tykwer czesto uzywa pewnych
            srodkow, symboli, odniesien do lepszej charakterystki swych bohaterow, np. w
            Heaven bohaterowie stoja nadzy, z ogolonymi glowami pod drzewem- ujecie kamery
            z gory- jakgdyby odzwierciedlenie biblijnej sceny z raju.
            Te obwiazane drzewa w "Wojowniku i cesarzowej" byc moze takze maja dokonac
            calkowitej charakterystyki Sissi i Boda. Bodo jako jako dab, ktory był drzewem
            germanskich wojownikow i poswiecony był bogowi Thor. Lipa z kolei poswiecona
            była boginii pokoju, milosci i rodziny- przedstawia Sissi. Lipa jest zreszta
            uwazany za narodowe drzewo Niemcow, jedna ze slawnych lip „Kunigundenlinde”
            posadzila cesarzowa Kunegunda w parku obok zamkowego dziedzinca w Norymberdze.


    • braineater Where the Truth Lies (Gdzie lezy prawda) 28.12.06, 15:03
      Broniąc sie z sił wszelakich wczoraj przed tym, by Maj Lovli Łajf zabrała z
      wypożyczalni jakis film z Sarah Jessicą Parker i kazała mi to ogladac, porwałem
      pierwszy film z brzegu, na którego okładce widniała jakaś znośna, ludzka twarz
      (Kevina Bacona) i uciekłem.
      A film okazał się być nadzwyczaj dobrym kryminałem, równo demolujacym wszystkie
      możliwe reguły gatunku, co przestało mnie dziwic,m jak zobaczyłem że wyszedł
      spod łapki pana Egoyana, co go lubię za taki film o oszalałym ubezpieczeniowcu
      z łukiem, ktorego tytułu w zyciu nie spamietam, za zdrowo pogietą Podróz
      Felicji z Bobem Hoskinsem jako niezłym psycholem i przyjemnie erotyczny Club
      Exotica. Od niepamiętnych czasów zobaczyłem wreszcie kryminał z rewelacyjnie
      napisanym scenariuszem, z klasycznymi screwballowymi dialogami i przede
      wszystkim mistrzowsko zagrany - i to przez wszystkich. Rewelacyjna rola Bacona,
      jako złotego rokendrollowego chłopaka z lat 50' i podstarzałego ex-gwiazdora z
      lat 70', niezła główna pani, brzydka jak noc listopadowa, co prawda, ale
      wszelkie braki urody tuszująca perfekcyjnym odegraniem roli dziewczynki zdolnej
      dla odbrego dziennikarskiego materiały dac sobie wyprasowac mózg, doskonały
      Colin Firth, jako amfetaminowy szajbus z wieśniackim wąsem, druga częśc
      scenicznego duetu z lat 50'. Film w którym nawet drugoplanowe postacie tworzą
      małe perełki aktorskiej.
      Mocno warto, bo to porzadnie zrobiony kawał gatunkowego kina, co silnie
      nadwyręża reguły gatunku.
      P:)

      Thank You for smoking, jak dla mnie, zdecydowanie film roku. Thank you, No-Bat
      • staua Re: Where the Truth Lies (Gdzie lezy prawda) 28.12.06, 16:25
        Zachecajacy opis...

        Ja ostatnio obejrzalam calkiem sporo filmow, nowszych i starszych, ale tak
        naprawde polecic moge tylko "Aniola przy moim stole" (jesli ktos jeszcze nie
        widzial, co oczywiscie w tym gronie jest watpliwe).
        Poza tym obejrzalam "Eragona" (raczej chaleczka, ale beda nastepne czesci;
        Robert Carlyle zaskoczyl mnie, dobra obsada - Malkovich, Irons, Rachel Weich
        jako glos Sapphiry), trzecia czesc "Mutantow X" (tez zapowiada sie, ze bedzie
        czesc nastepna, choc mialam nadzieje, ze nie, ostatnia scena jednak nie
        wyklucza takiej mozliwosci), i tegoroczna bozonarodzeniowa komedie
        romantyczna "The Holiday" (graja Kate Winslet, Cameron Diaz, Jude Law i Jack
        Black; calkiem mila, ale do zapomnienia po tygodniu).
        • 3promile Re: Where the Truth Lies (Gdzie lezy prawda) 28.12.06, 16:42
          A mła się dziś wieczorkiem zasadza w fotelu na "Pachnidło". Z mroków pamięci
          wydobywam sobie Trójkowe czytanie tej powieści, które przesłoniło mi zupełnie
          późniejsze samodzielne. Tylko nie pamiętam, kto czytał - Gosztyła? Talar?
          • samica1 Re: Where the Truth Lies (Gdzie lezy prawda) 28.12.06, 16:56
            A mła była w Grasse przez dwa tygodnie i jak się później natknęła na książkę i
            trafiła w niej na opis Grasse, to ciarki do tej pory przechodzą na wspomnienie,
            chociaż to lat temu było ze sto.
            Mam jeszcze resztki olejku różanego. Jeszcze pachnie.
    • braineater Borat 07.01.07, 11:16
      ja to może jestem na głowę niezdrowy, ale mi się ten film normalnie podoba. W
      paru miejscach jest może odrobinkę przegięty, jak na przykład w nakręceniu
      walki dwóch kompletnie gołych a do tego mało atrakcyjnych głównych hirołów,
      klasycznymi kadrami z porniola, ale pod tą burleskową jazdą bez hamulców,
      siedzi całkiem zabawna komedia, nie do końca o US i A i nie do końca o
      Kazachstanie. Mocno to wszystko z ducha Marxistowskie, a w paru scenach
      wielkie - hymn, który tak właściwie jest kondensacją wszytkich hymnów świata,
      sprzedawca broni, co wie czym do Żyda, diler samochodowy i nawaleni goście w
      turystycznym vanie. żadne to arcydzieło, ale przyjemny leraksujący filmik,
      który, co sie przy komediach rzadko trafia, szcególnie takich zbudowanych na
      dość luźnej (no dobra, na rzadnej:) fabułce. Do kina to może i nie warto, ale
      jak gdzieś się trafi to nie omijać.

      P:)
      • braineater Re: Borat 07.01.07, 11:17
        braineater napisał:
        żadne to arcydzieło, ale przyjemny leraksujący filmik,
        > który, co sie przy komediach rzadko trafia, szcególnie takich zbudowanych na
        > dość luźnej (no dobra, na rzadnej:) fabułce. >

        zjadło:
        wcale nie męczy i się nie dłuży.
      • paolo630 Wtaroj raz... 07.01.07, 15:46
        ..uże ja widieł... ten film z Podlasja albo Hornego Mazowsia...I te tabu
        połamane tym filmem - mężczyźni owłosieni nie tylko na podgalanych klateczkach
        i zarościkach trzydniowo kościelnych albo zakościelnych podrościkach...

        Osobiście rozważam założenie Bagatov films in Poland
      • eeela Re: Borat 08.01.07, 03:43
        > ja to może jestem na głowę niezdrowy, ale mi się ten film normalnie podoba. W
        > paru miejscach jest może odrobinkę przegięty, jak na przykład w nakręceniu
        > walki dwóch kompletnie gołych a do tego mało atrakcyjnych głównych hirołów,
        > klasycznymi kadrami z porniola,

        Akurat walka to byl najlepszy moment tego filmu ;-P
        Mnie tak sobie podeszlo. Ogolnie za glupie na zwykla komedie, za malo glupie na
        pure nonsense. Smialam sie, bo poczucie humoru mam ogolnie prostackie, pare
        powiedzonek weszlo do lokalnego uzytku wsrod znajomych, a zwlaszcza wsrod
        kochankow w liczbie jeden ("alllright, sexy time"). Ale nie wiedziec czemu
        zarazem jakis niesmak wzbudzil we mnie ten film.
        • 3promile Re: Borat 08.01.07, 10:42
          Cały czas się zastanawiam, dlaczego rzeczony Borat wstawiał polskie zwroty do
          swoich kwestii?
          • eeela Re: Borat 08.01.07, 13:30
            Wstawial je jedynie, kiedy mowil po angielsku. Moze mu sie jezyki zachodnie
            myla? ;-)
    • braineater Pachnidło 07.01.07, 11:30
      Bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeh.
      Grenouille wygladający jak wybiegowa laleczka z Fashion TV.
      Cały proces narastania zła w bohaterze sprowadzony do wygotowania paru panienek.
      Genialne sceny (w książce) z siercińca, załatwione w dosłownie 4 ujęciach.
      I wada najważniejsza - ten film niczego nie potrafi pokazać. Zawsze mi
      wmawiano, na wszystkich zajeciach z teorii i historii filmu, że film ma
      pokazywać, że jest sztuką wizualna itditp. No i tak w sumie podchodzę. W
      książce Suskindowi tworzenie wrażenia zapachu też wyszło tak sobie, ale wydaje
      mi się, że doskonały pisarz by potrafił. W filmie, nikomu nawet się nie chciało
      starać i poszli po najmniejszej linii oporu, stosując najbardziej prostackie
      rozwiązanie z mozliwych, czyli narrację z offu. I wszystko się rozlatuje, bo są
      w tym filmie niezłe zdjęcia, które mogą budowac wrażenia zapachowe - takie
      trochę w stylu mieszanki Vidocq'a z animacjami poklatkowymi braci Quay (chocby
      tymi z Sledgehammera Petera Gabriela), ale wszystko to zostaje rzeczoną
      narracja sprowadzone do wrazeń prostych, że ryba śmierdzi a kwiatki pachną.
      Inne wady drobniejsze - praktyczny brak aktorstwa - poza Hoffmanem za którego i
      tak gra peruczka, cała reszta to tylko jakieś symboliczne kukły, co sprowadzone
      zostają do jednej cechy; nagminne i kompletnie nieprzemyslane korzystanie z
      filtrów kolorystycznych, tak że większośc nawet moze i autentycznych lokacji
      wygląda jak skriny z gry komputerowej; wybitnie drazniąca muzyka no i totalnie,
      rozczarowująco i idiotycznie skopana końcówka - normalnie aż się zastanawiam,
      czy w 30 lat po Caliguli Brassa, nadal nikt nie wie, jak pokazac orgię?
      Jak dla mnie zdecydowanie porażka.

      P:)
      • kubissimo Re: Pachnidło 07.01.07, 13:02
        w wywiadzie (czyt. we wywiadzie) w WO Tykwer mowi czemu filmowa scena orgii
        jest inna od sceny w ksiazce. Dzis sobie czytalem bylem

        a potem zastanawialem sie, czy to tylko na jednym zdjeciu, czy przez caly film
        Grenouille ma tak powabnie wystylizowana fryzure ;)
      • paolo630 Re: Pachnidło 08.01.07, 15:58
        ...zepsuta landryna
      • kubissimo Re: Pachnidło 13.01.07, 00:49
        oj, bardzo przebardzo sie nie zgadzam :P
        mi sie podobalo bardzo, aczkolwiek przyznam, ze ksiazke czytalem ponad 10 lat
        temu i detali to ja za bardzo nie pamietam :/

        np. mam mgliste wrazenie, ze ksiazkowy Grenouille byl nieszczegolnie urodziwy,
        zeby nie powiedziec odpychajacy. Filmowy Grenouille jest za ladny do tej roli.
        Aczkolwiek na ekranie sie sprawdza, jezeli zalozymy, ze intencja Tykwera bylo
        przesuniecie akcentow i tam gdzie w ksiazce mamy obled i szalenstwo, tak tutaj
        mamy po prostu pasję. Do tego aktor ma w sobie duzo uroku przez co widz moze
        czuc sie wmanipulowany, bo filmowego Grenouille po prostu trzeba lubic i mu
        kibicowac ;) wychodzi na to, ze Tykwer powtorzyl ten sam patent, co Grenouille
        w samej powiesci i sprawil, ze wszyscy kochaja morderce ;)
        nota bene nie wiem czy ktos zauwazyl, ze aktor odtwarzajacy glowa role jest do
        Tykwera podobny fizycznie. Ciekawe, czy to zamierzone? :)

        jezeli chodzi o rozwiazania formalne to pojsciem na latwizne byloby pokazanie
        zapachu np. jako swietliste drobinki, ktore sobie leca od pachnacego obiektu w
        kierunku nosa wachajacego ;) A tak mamy komentarz z offu, a przede wszystkim
        bardzo realistyczne, zmyslowe zdjecia. Poczatkowa sekwencja na targu rybnym
        jest znakomita, choc jednczesnie koszmarna, jezeli ktos jak ja ma totalna
        awersję do ryb ;)

        W kazdym razie Tykwer zrobil to w sposob prosty, acz nieuwlaczajacy godnosci
        widza. gorzej, ze z tym narratorem jest malo konsekwenty i mamy go przez pol
        filmu, kiedy opowiesc przypomina Bildungsroman, za to w czesci stricte
        kryminalnej glos z offu znika, zeby pojawic sie na samym koncu

        jezeli chodzi o minusy to nie podobaly mi sie ewidentnie farbowane rudowlose
        panie, muzyka, ktora byla bardzo nijaka oraz sekwencja z wedrowka Grenouille'a,
        ktora wyglada jak odpadek z LOTRa z zagubionym wsrod wzgorz hobbitem ;) Poza
        tym nie mam zastrzezen.
        Nie wzgardzilbym drugim widzeniem ;)
        • stella25b Re: Pachnidło 13.01.07, 18:31
          Przyznaje, ze podziwiam Tykwera ze zabral sie za sfilmowanie ksiazkowego
          bestellera pozwalajac sobie na takie zmiany w filmie. Teraz wylewa sie na niego
          wiadro pomyj, ze w ksiazce przeciez bylo inaczej. No bylo, zgadza sie ale
          przeciez to jest tykwerska interpretacja ksiazki i zreszta calkiem dobra. To,
          ze Whishaw nie jest tak obrzydliwy jak ksiazkowy Grenouille, tlumaczyc mozna
          tym, ze Tykwer chcial pokazac zwyklego, przecietnego goscia ktory zostaje
          morderca, niezdajac sobie z tego za bardzo sprawy. Podobno do tej roli wybrano
          Bena Whishaw bo mial taki "zly blysk w oku"- gdzies czytalam. O podobienstwie
          do Tykwera nic tam nie wspomnieli.
          Moim zdaniem glownym atutem tego filmu sa wlasnie zdjecia. Naprawde jest na co
          popatrzec. Wlasnie ten targ rybny jest chyba najwieksza perelka tego filmu.
          Podobno Tykwer dlugo szukal odpowiedniego miejsca na krecenie tej sceny i w
          koncu zdecydowal sie na targ w Barcelonie.

          Narrator akurat nie byl dla mnie tak nie do przejscia co koncowka filmu. Scena
          masowej orgii jakos mnie nie zachwycila a ostatnia scena rozczarowala. Moze
          dlatego, ze tez asekurowlam sie ksiazkowym pierwowzorem.
          • 3promile Re: Pachnidło 13.01.07, 22:04
            Nie tyle Tykwer się zabrał, ile Suskind zezwolił. W końcu.
            A Brajn się czepia i tyle. To wcale nie jest taki zły film, jeśli się weźmie pod
            uwagę niefilmowość powieści.
            • stella25b Re: Pachnidło 15.01.07, 11:03
              3promile napisał:

              > Nie tyle Tykwer się zabrał, ile Suskind zezwolił. W końcu.
              > A Brajn się czepia i tyle. To wcale nie jest taki zły film, jeśli się weźmie
              po
              > d
              > uwagę niefilmowość powieści.


              A ja poszlam sobie dokladnie poczytac, jak to w koncu bylo z tym zezwalaniem i
              zabieraniem sie za to Pachnidlo. No i rzeczywiscie Süskind dlugo bo az do roku
              2001 wstrzymywal sie ze sprzedaniem praw do sfilmowania swojej powiesci a
              sprzedal ja niemieckiemu rezyserowi i producentowi Berndowi Eichinger, a ten
              namowil Tykwera do rezyserowania tego filmu.
              A kupnem praw byla zainteresowana cala swiatowa smietanka rezyserska od
              Kubricka, Formana, Scorsese, Annauda i pewnie jeszcze paru innych mniej znanych.


        • butters77 Re: Pachnidło 13.01.07, 19:09
          Byłam, widziałam.. i nie dla mnie ta perfuma;)

          Po pierwsze - przyłączam się do krytycznych wypowiedzi na temat narratora.
          Istotą jakiejkolwiek adaptacji jest przeniesienie utworu (plastycznego,
          literackiego - enyłej) na materię innej dyscypliny sztuki. Oczywiście różnie się
          to odbywa, na całość rzutuje wrażliwość, wiedza, estetyka autora adaptacji i
          takie tam. Ale wprowadzenie głosu z offu to żadne tam rozwiązanie, żaden wynik
          interpretacji - tylko pójście po linii najmniejszego oporu:/ Dla mnie scena, w
          której Grenouille uświadamia sobie, że całe życie - wbrew niechęci i pogardzie
          innych - walczył o przetrwanie tylko po to, by kosztować zapachów, tworzyć inne,
          nowe, utrwalać je itp. - w książce była dość poruszająca i sugestywnie
          przedstawiona. A zaserwowany nam w filmie obraz młodzieńca, który z oczyma
          wytrzeszczonemi siedzi pod ścianą, a narrator mówi: "I wtedy G. uświadomił
          sobie, że żył tylko po to.." - to zupełne nieporozumienie.

          Zasadniczo głos z offu, dzięki ktoremu Tykwer pewnie(?) starał się nadać filmowi
          epicki rozmach - sprowadził całość do stylistyki ekranizacji lektury szkolnej.
          Takiej, w której narrator wskazuje nam najważniejsze cytaty do zanotowania w
          zeszycie.

          Drugi zarzut dotyczy "królestwa zapachów" - moim zdaniem, w filmie właściwie nie
          istniejącego. Pamiętacie literackie opisy oddziaływania różnych aromatów na
          emocje, wrażliwość, "przenoszenia w inny świat"..? Tykwer to "przenoszenie"
          potraktował dość dosłownie - na długo pozostanie mi w pamięci scena (UWAGA -
          SPOJLER), w której Hoffmann wącha pierwszy z zapachów skomponowanych przez
          Grenouille'a - i raptem widzimy go w ogrodzie pełnym wściekle jaskrawych
          kwiatów, a ciemnowłosa pani szepcze mu do uszka "kocham cię":) Domyślam się,
          jakie było założenie - że zapach głęboko trafił do wrażliwości perfumiarza, że
          wywołał błogość w sercu porównywalną z afektem niewiasty itp.;) - ale wyszło to
          groteskowo.
          Przy innych zapachach mielibyśmy pewnie dziewczęta śpiewające nad brzegiem
          ruczaju - choć nie wiem, bo Tykwer nie poświęcał już później zapachom wiele uwagi.

          Co do sceny orgii - odsyłam do wywiadu z reżyserem, jakoś to uzasadnia:

          kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53668,3831880.html
          • kubissimo Re: Pachnidło 13.01.07, 20:58
            a jestes pewna, ze narracja jest wynikiem tego, ze Tykwerowi sie nie chcialo, a
            nie np. ostatecznym kompormisem, bo wszystkie inne proby daly gorsze rezultaty?

            oczywiscie zawsze mozna zrezygnowac z narracji i zalozyc, ze widzowie
            zrozumieja. a przynajmniej ci inteligentniejsi, albo bardziej oczytani. ale
            czasami sam obraz nie wystarczy. Przytocze przyklad Brokeback Mountain (nota
            bene tez z zapachami). W ksiazce chyba najmocniejsza scena jest to, jak Ellis
            znajduje w szafie Jacka swoja stara, zaplamiona krwia koszule, na ktorej wisi
            koszula Jacka. I to jest niesamowicie wzruszajace, ale chwile potem Proulx wali
            nas mlotkiem w glowe dodajac, ze Ellis tak bardzo chcial poczuc w tych
            koszulach zapach sprzed lat, ale niestety tego zapachu nie znajduje. bylo
            minelo, a ty glupi, sentymentalny czlowieczku teraz zaluj tego, co zrobiles i
            czego nie zrobiles.
            za to w filmie mamy Ellisa znajdujacego koszule, mamy Ellisa wachajacego
            koszule i... tyle. to az sie prosilo o dopowiedzenie z offu tej bolesnej pointy
            (czyt. płenty) ;)
            tak wiec nie potepialbym w czambuł narracji z offu. kupe znakomitych filmow
            oparto na tym rozwiazaniu
            • butters77 Re: Pachnidło 14.01.07, 01:24
              kubissimo napisał:

              > a jestes pewna, ze narracja jest wynikiem tego, ze Tykwerowi sie nie chcialo,
              > a nie np. ostatecznym kompormisem, bo wszystkie inne proby daly gorsze
              > rezultaty?

              Otóż to - wcale nie twierdzę, że mu się nie chciało, tylko że chyba zabrakło
              pomysłu. A skoro zabrakło pomysłu na jedną, drugą, dziesiątą scenę, to... jest
              tyle innych powieści do zekranizowania;)
              • kubissimo Re: Pachnidło 14.01.07, 02:00
                ale widzisz, to Ty uwazasz, ze mu to nie wyszlo i ok, ale ja uwazam, ze mu
                wyszlo. tak jakby remis :P
                • braineater Re: Pachnidło 14.01.07, 11:25
                  ni ma rtemisu, bo serio nie wyszło. Jest tak Kubu - sa filmy w których narracja
                  z offu buduje klimat - Kiss Kiss Bang Bang, Harry Angel by zostać przy nowszych
                  na przykład i są takie w których ten klimat rozwala w drobny mak -
                  niereżyserskie wersje Blade Runnera. I tu mamy ten drugi przypadek, kiedy ten
                  zabieg jest zbędny zupełnie. Więcej nawet - jest dość obraźliwy w stosunku do
                  widza, momentalnie sprowadza go do pozycji idioty, który nie kuma tego, co
                  obrazkami jest pokazywane. Ja rozumiem, że stereotyp głosi, że hamerykańckim
                  popkornowcom cza tak pokazywać, ale to jest kurde jewropejski rezyser, ponoć z
                  ambitnym dorobkiem (ha ha). I jest tak, że facet nie bał się trudnych zabiegów
                  formalnych w Loli, a tu po prostu stara się widowni podać wszystko na tacy.
                  Daje jej Grenuilla, który musi się podobać, daje zakończenie sugerujące jesli
                  juz nie hepi end, to przynajmniej mozliwośc sequela, no i daje tego
                  wkurwiającego narratora, żeby przypadkiem ktoś nie popłynął ze swoją własna
                  interpretacją, odmienną od wizji reżyserskiej. Przerabia opowiastkę pełną
                  dwuznaczności w topornego filma questowego, że się urodzili, oberwali od życia
                  klątwą i za pomoca magicznego duperela, klątwę teraz zwalczają. Twoje
                  porównanie z jacksonowskimi popłuczynami po Tolkienie, jest jak najbardziej
                  słuszne (choć nie o to Ci chodziło:), bo to właśnie ten typ adaptacji -
                  wypłaszczający, sprowadzający tekst do najprostszego, najbardziej atrakcyjnego
                  dla masowej widowni mianownika, nie wnoszący jednak żadnego nowego odczytania
                  do tekstu według którego powstał. Ot po prostu, słownikowa translacja, tyle, że
                  taka jak dla Readers Digest - znaczy wywalmy wszystko z ksiązki co wystaje
                  ponad nasza płaską wizję tego 'co autor miał na mysli' a resztę opakujmy tak,
                  by dało się potem sprzedawać perfumy Grenuille.
                  Back to problem narrator z offu, bo gdzieś mnie dygresja wychasała w inną
                  stronę. Otóż, jak pisałem w pierwszym poście, film ma pokazywać. I wcale bym
                  się tak nie wkurwiał na tego narratora, gdyby ten film nie radził sobie
                  wizualnie. A sobie radzi - może jest za bardzo wypieszczony, może przeginają z
                  szafowaniem filtrami kolorystycznymi, ale udaje im się te wrażenie zapachu,
                  cień tego wrażenia pokazać. Nie jest to Odorama z lat 70, ale jak na tę chwilę
                  jest to pewnie wszystko, co w temacie zapach da się w kinie pokazać. Narrator w
                  stosunku do obrazu pełni funkcję zupełnie redundantną, niepotrzebnie powtarza
                  informacje zawarte w obrazie, jest kompletnie zbędnym suflerem, którego
                  obecności w żaden sposób nie da się wytłumaczyć, jak tylko tym, że reżyser
                  wierzy w to, że na jego film przyjda popkornowi debile, którym wszystko trzeba
                  nie dość, że pokazać, to jeszce powiedzieć, bo nie dajbuk coś krzywo skumają,
                  albo będa się zrozpaczeni rozglądac po mrocznej kinowej salce i mamrotac pod
                  nosem 'ocokurwachozzi'. Nie można do tego dopuścic przecież, to ma być hiciak,
                  wszyscy maja go zrozumieć, tak jak chcę tego ja Tykwer Tom, rezyser znamienity.
                  No i w zwiazku z tym powstaje film, który cieszy oczy obrazkami, ale w kwestii
                  przekazu i stylu opowiadania, jest koszmarnie nieudany.
                  Wot, tyle:)

                  P:)
                  • kubissimo Re: Pachnidło 14.01.07, 11:40
                    oj głupoty pierdolicie imć Brainie :)
                    do tego sami sie stawiacie na pozycji Tykwera, bo drugi raz powtarzacie to
                    samo, tak jakby czytelnik nie zrozumial i trzeba mu bylo wylozyc. czytelnik
                    zrozumial, ino sie nie zgadza :P

                    happy end? mozliwosc sequela?
                    Ty to widziales w kinie, czy na kompie? bo zaczynam podejrzewac, ze chyba przez
                    pomylke sciagnales inny film ;)
                    • braineater Re: Pachnidło 14.01.07, 11:47
                      A pewnie, że hapy end i pewnie, że mozliwośc sequela. Perfuma zostaje,
                      zawładnąć nią może inny szaleniec, co panu T da okazję nakręcenia Pachnidła 2 -
                      Perfume's Revenge.
                      A żeby nie było, że ino ja głupoty pierdolę, to powiedzta imć Kubu, co takiego
                      udanego jest w tym filmie, że warto go np 2 razy obejrzeć?:)

                      P:)
                      • kubissimo Re: Pachnidło 14.01.07, 12:02
                        no halo.
                        ostatnia kropla pachnidla spadla na ziemie. to raczej kiepsko rokuje. tak wiec
                        nie bedzie ani Perfume Returns, ani tym bardziej Perfume and Robin :P

                        a na pytanie nie umiem Ci opowiedziec, ale chyba wazne jest, to ze swiadom
                        niedoskonalosci tego filmu mam ochote zobaczyc go raz jeszcze. Tzn ze mimo
                        wszystko film sie udal i mial dobry klimat, skoro chce sie w tym zanurzyc raz
                        jeszcze. (spodobal mi sie ten patent z powtarzaniem tej samej informacji)
                        i tyle :P
                        • braineater Re: Pachnidło 14.01.07, 12:18
                          Dobra, powinienem był spytac, czy LOTR'y Ci się tez podobały, miałbym jasność:)
                          Niech bedzie, że remis:P

                          P:)
                          • kubissimo Re: Pachnidło 14.01.07, 12:50
                            podobaly sie. ale pewnie dlatego, ze Tolkien mnie nie kręci i oczekiwalem, ze
                            filmy beda jedynie rozrywka na duza skale i z przytupem.
                            • 3promile Re: Pachnidło 14.01.07, 15:43
                              Kubu, w sporze z tym cholernym malkontentem Brajnem czymam twoją stronę ;)
                              • braineater T-Shirt dla wolności: 14.01.07, 15:53
                                przód:
                                Podoba mi się Pachnidło
                                tył:
                                I chuj wam do tego.

                                P:)
                                • kubissimo Re: T-Shirt dla wolności: 14.01.07, 15:54
                                  chyba powinno byc: Nie podoba mi sie Pacnidło

                                  bo wychodzi na to, ze to Ty jestes mniejszoscia, a my co najwyzej mozemy Cie
                                  teraz uciskac ;)
                              • kubissimo Re: Pachnidło 14.01.07, 15:53
                                i pieknie. siła nas :)
      • eeela Re: Pachnidło 14.01.07, 19:29
        > w tym filmie niezłe zdjęcia, które mogą budowac wrażenia zapachowe - takie
        > trochę w stylu mieszanki Vidocq'a z animacjami poklatkowymi braci Quay (chocby
        > tymi z Sledgehammera Petera Gabriela), ale wszystko to zostaje rzeczoną
        > narracja sprowadzone do wrazeń prostych, że ryba śmierdzi a kwiatki pachną.

        Brejnie, strasznie narzekasz i niepotrzebnie. Narracja w filmie plynie wrecz
        niezauwazalnie - dziala na zasadzie skrotu libretta czytanego napredce przed
        wysluchaniem opery. Po prostu saczy ci w tle niezbedne informacje do zrozumienia
        obrazu. Na mnie sugestywnosc obrazow zrobila spore wrazenie i wszystkie zapachy,
        jakie wizualizacja miala mi zasugerowac, zasugerowala, i to intensywnie.

        Moze to kwestia mojej wybiorczej wrazliwosci - tekst ledwo zauwazalam, muzyki
        wcale (byl jeden moment, kiedy mi sie nieprzyjemnie wdarla w uszy jakims
        bzdurnym tematem). Wachalam obrazy. Z obrzydzeniem i z zachwytem. Uwazam, ze pod
        tym wgledem film jest zrobiony bardzo dobrze, a chyba wlasnie o to w tym filmie
        chodzilo?
    • eeela staroc - requiem dla snu 08.01.07, 03:49
      Widzialam w swieta. Mniej swiatecznego filmu podczas swiat chyba w zyciu nie
      ogladalam. Film z gatunku Eeela_Go_Nigdy_Nie_Zapomni, ale tez raczej nie chce do
      niego wracac. Eeela wbrew pozorom jest wrazliwa dziewczynka i film zabolal ja w
      jestestwo. A poza tym stluklam kieliszek, scisnawszy go za mocno w dloni, kiedy
      lodowka wyskoczyla z kata.
    • kubissimo Prestiż 09.01.07, 22:30
      film wchodzi do kina tak troche cichaczem, a szkoda, bo to cudna opowiesc
      szkatulkowa, zacnie zapetlona, i bardzo fajnie zagrana
      Christiana Bale'a lubie od dawna, a teraz w ciagu 5 dni zostalem groupie nr 1
      Hugh Jackmanna, ktory byl znakomity zarowno w Zrodle, jak i wlasnie w Prestizu
      do tego Scarlett Johansson (po raz pierwszy autentycznie mi sie podobala),
      Michael Caine oraz.... cudowna niespodzianka
      • noida Re: Prestiż 10.01.07, 09:20
        Też mi się bardzo podobał. Christopher Nolan właściwie za co się nie zabierze,
        to cacko.
      • butters77 Re: Prestiż 10.01.07, 09:47
        Też uważam, że film bardzo dobry, choć sama historia - gdy spojrzy się na nią
        całościowo - jest dość prosta. Napięcie i tajemniczość wynika głównie z
        Nolanowej konstrukcji scenariusza - retrospekcji, inwersji, stopniowego
        odsłaniania faktów - nawet tych błahych, wskazywania mylnych tropów itp.
        Dopełnieniem tej struktury jest tematyka "iluzjonistyczna", która potęguje
        nastrój tajemniczości.
        Ogląda się to wszystko z przyjemnością, bo - jak mówi narrator - "we like to be
        fooled":) i chętnie przyjmujemy tę konwencję, chętnie dajemy się wodzić za nos.

        Dla mnie ten film to przede wszystkim sprawnie zmontowana i przemyślana
        ilustracja iluzji kina:) Żadne tam misternie tkane arcydzieło, ale naprawdę
        smakowity film.

        PS. "Niespodzianka obsadowa", o której wspominał Kubissimo, rzeczywiście godna
        uwagi:)
        • braineater Re: Prestiż 10.01.07, 10:44
          ksiunżke Pańctwo chcecie? bo tez niezła jest

          P:)
          • kubissimo Re: Prestiż 10.01.07, 13:35
            a to jest ekranizacja ksiazki?
            jakos mi to umkło

            jak proponujesz ja dostarczyc, hę? ;)
            • braineater Re: Prestiż 10.01.07, 13:56
              w wersji 0/1:)
              Christopher Priest ja wziął i napisał i zgarnął za nia World Fantasy Award w 96
              albo 7. A po polsku wyszła też tak jakos i sie własnie zastanawiam czemu Znak
              leci w chamówe i wmawia, że to pierwsze wydanie, skoro to wyszło w Salamandrze
              i o ile pamiętam, dokładnie w tym samym tłumaczeniu:)
              A książeczka o tyle ciekawa, że formalnie przenosi wszystkie chwyty z Draculi
              po to by opowiedziec o czyms zupełnie inkszem.

              P:)
              • kubissimo Re: Prestiż 10.01.07, 14:57
                to ja poproszzz :)
              • staua jak ebook 10.01.07, 17:05
                to ja tez chce!
              • butters77 Re: Prestiż 10.01.07, 22:33
                I ja też byłabym wery grejtful!
        • aaneta Re: Prestiż 13.01.07, 19:12
          butters77 napisała:
          > Napięcie i tajemniczość

          Ekhm.
          Gdzie to napięcie i tajemniczość? Bo jakoś nie zauważyłam.
          Przyznam szczerze, że dawno się tak nie rozczarowałam. Jedyne, co warte
          pochwały, to gra Bale'a. Scarlett nie pasuje kompletnie, a Jackman gra księcia
          Leopolda. Ogólnie rzecz biorąc, kicha :(
          • daria13 Re: Ludzkie dzieci 13.01.07, 21:17
            czyli Children of men. Obejrzane dzisiaj z satysfakcją. Niezłe kino
            futurystyczne, w roli głównej Clive Owen, co już samo w sobie jest miłe:) Film
            mimo mielizn prawdopodobieństwa utrzymujący do ostatniej chwili widza w
            napięciu. Jednym słowem naprawdę dobre kino akcji, moim zdaniem znacznie
            lepsze od słabej Vendetty. Ktoś widział?
            P:)
          • stella25b Re: Prestiż 24.01.07, 09:36
            Wczoraj idac do kina, bylam juz nastawiona na to, ze Prestiz nie jest kinowym
            majstersztykiem ale tak totalnie ten film mnie nie rozczarowal. Ten film ma
            atmosfere, koncowka stulecia jest ciekawie przedstawiona ale gra aktorow
            rozczarowuje. Porownujac role Jackmana w Prestizu z Ksieciem Leopoldem, to dla
            mnie przy boku Meg Ryan byl dobry. W Prestizu totalnie nie przykonywujacy. Bale
            podobal mi sie bardziej ale najlepiej moim zdaniem wypadl David Bowie w roli
            Tesli. Moze tez dlatego tak mi sie podobal, bo pamietam go chudzielca w
            garniturze z typowa na lata 80-te blond fryzura. Scarlett Johansson tez wypadla
            blado, jakby nic nie dala z siebie do tej roli.
            Nie podobala mi sie tez koncowka filmu. Historia Angiera byla przedstawiana
            dosc powoli a Frediego nagle na koncu w formie dialogu.
            Dla mnie ten film to nie taka znow "kicha" jak pisze Aneta ale tez nic
            specjalnego.
    • formaprzetrwalnikowa The last king of Scotland 13.01.07, 22:26
      własnie wróciłam z kina. jestem pod wrazeniem:
      - roli whitakera
      - konstrukcji opowiesci
      - portretu głównego bohatera
      - kolejnego dowodu na to, że władza odbiera rozum a ktokolwiek miesza się do
      polityki, czysty z tego nie wyjdzie
      - one man's terrorist is another man's freedom fighter.

      Ach, i jeszcze drobiazg: mój ulubiony akcent w imperium brytyjskim to szkocki -
      jest bardzo sexy
      :)
      • formaprzetrwalnikowa Ps: The last king of Scotland 13.01.07, 23:05
        a moj chłop mówi, ze na dodatek film jest swietnie zrobiony technicznie, w
        kolorze i kadrze 'a la lata 70-te' (czyli: cos między orwo a technikolorem i
        amerykanski kadr).
        a ja chyba pioerwszy raz zauwazyłam scieżkę dzwiękową i wcale nie dopiero w
        momencie, kiedy guzik od koszuli spada na podłogę
        ;)
        • eeela Re: Ps: The last king of Scotland 14.01.07, 19:37
          Wkurza mnie to, ze czesto w kinach nie ma zupelnie nic, na co bym chciala pojsc,
          a jak juz jest, to po kilka naraz i to najczesciej w takich okresach, kiedy sie
          mnie wszystko na ma biedna glowe wali i pali. W tym sezonie przegapilam juz ze 4
          filmy, ktore pragnelam zobaczyc. Ale tego nie przegapie! ide w przyszlym
          tygodniu i pospiesze zdac relacje :-)
          • eeela Re: Ps: The last king of Scotland 20.01.07, 19:15
            Brrrr.
            Snila mi sie zona Amina.
            Ciezko znosze filmy, o ktorych wiem, ze to nie jest fikcja.
            • formaprzetrwalnikowa Re: Ps: The last king of Scotland 20.01.07, 20:02
              a mi doktor garrigan...mmm...
              ale ciii :x

              ze tez ja mam tak dobrą pamięc do głosów. ciekawe, czy to jest jego autentyczny
              akcent, czy sie starał. bo w Narnii chyba mówił z brytyjskim (tzn z narniowym)
              • eeela Re: Ps: The last king of Scotland 20.01.07, 20:27
                Sliczny ma usmiech ;-)
                • formaprzetrwalnikowa Re: Ps: The last king of Scotland 20.01.07, 22:03
                  prawda.
                  i ten seksowny akcent.

                  ps. ciesze sie,z e ci sie film podobał
                  • eeela Re: Ps: The last king of Scotland 20.01.07, 22:15
                    Film jest swietny. Bardzo cenie filmy, ktorych sie nie zapomina. Tego nie
                    zapomne. Ale mogli przynajmniej nog z rekami nie zamieniac, bo obraz nie daje mi
                    wciaz spokoju.
                    ;-)
                    • formaprzetrwalnikowa Re: Ps: The last king of Scotland 20.01.07, 22:44
                      kunka, za krótko pokazali; myslałam, ze to nogi przełozone lewa na prawą
                      • noida Re: Ps: The last king of Scotland 26.01.07, 13:23
                        Film robi rzeczywiście niesamowite wrażenie. Przez całą drugą połowę miałam
                        mokre ręce ze zdenerwowania.
                        Nie poznałam go, a to rzeczywiście jest faun :) W Narni moim zdaniem mówił
                        akcentem całkowicie nieszkockim.
                        Ręce i nogi były zamienione, a przy hakach to zamknęłam oczy i nie wiem.
                        • eeela Re: Ps: The last king of Scotland 26.01.07, 23:42
                          Przy hakach nic nie zamienili...
                          ;-)

                          A ja tez nie poznalam, ze to faun. Dopiero Forma mi to uswiadomila.
                          • formaprzetrwalnikowa Re: Ps: The last king of Scotland 27.01.07, 09:34
                            mnie sie gosc wydawal znajomy (mam slabosc do takich 'chlopaczkowatych'
                            facetow) i glos tez, choc z innym akcentem, znajomy (mam lepsza pamiec do
                            glosow niz do twarzy). po powrocie do domu sprawdzilam obsade - i tak sie
                            dowiedzialam (w narnii tez mi sie podobal, ale mniej, bo z brodka).

                            a haki widzialam chyba prawie cale, bo jak zamknelam oczy to i tak pewnie
                            pokazywali juz cos innego.
                            perfidny sposob pokazywania strasznych rzeczy - tak, zeby sie widz sam
                            domyslil, co dalej.
    • kubissimo thank you for smoking 19.01.07, 23:58
      wow, film tak cyniczny, ze az dziwne, ze madeinusa
      kubu zatwierdza & poleca :)
      • 3promile Re: thank you for smoking 20.01.07, 08:09
        Zgadza się.
        "- Tato, dlaczego ustrój amerykański jest najlepszy na świecie? - Ze względu na
        nieskończoną możliwość apelacji." ;)
        • stella25b Gorzkie gody Polanskiego 26.01.07, 12:24
          Wczoraj po nocy ogladalam chyba nie tak bardzo znany Film Polanskiego "Gorzkie
          gody". Dzisiaj nie moglam sie dobudzic ale warto bylo zarwac nocke. Film o
          milosci, pozadaniu, uzaleznieniu i jednoczesnie nienawisci, okrucienstwie i
          zemscie. Naprawde polecam.
          • braineater Re: Gorzkie gody Polanskiego 26.01.07, 13:08
            W zalezności od nastroju to jeden z moich dwóch równożednie ulubionych filmow
            Polańskiego, obok Tragedii Macbetha. to co tam koles wyprawia z klimatem,
            wpuszczając widza z każdym kadrem w coraz głębszą deprechę to to jest
            mistrzostwo świata. I genialny Coyote.
            A troche obok, to nimem popal w małżeńskie sidła, to był pierwszy film któren
            zawszeć puszczałem wybrankom serca aktualnym, w ramach perfidnego testu na
            osobowość. Żadna nie zdała:)


            P:)
            • eeela Re: Gorzkie gody Polanskiego 26.01.07, 23:44
              > A troche obok, to nimem popal w małżeńskie sidła, to był pierwszy film któren
              > zawszeć puszczałem wybrankom serca aktualnym, w ramach perfidnego testu na
              > osobowość. Żadna nie zdała:)

              A na czym 'zdanie' mialoby polegac?
              Ciekawam, bo film widzialam i zastanawiam sie, czy sama bym zdala :-D
          • nienietoperz Re: Gorzkie gody Polanskiego 26.01.07, 13:20
            Jak nie bardzo znany, kiedy nie dosc ze znany, to jeszcze uznawany za najlepsze
            cudenko, jakie maestro Roman popelnil (a przeciez byl Noz w wodzie, Matnia,
            Lokator, Rosemary's Baby i Chinatown). Kino absolutnie fascynujace.

            Uklony,
            NN
            • stella25b Re: Gorzkie gody Polanskiego 26.01.07, 13:25
              No to przepraszam ZNANY (widocznie mi gdzies umknal). No wiem czy uwazany za
              takie cudo. Przede wszystkim wzbudzil mnostwo kontrowersji.
              • nienietoperz Re: Gorzkie gody Polanskiego 26.01.07, 13:59
                Tak powaznie, Stello, to oczywiscie mialas racje na poczatku: 'Gorzkie Gody'
                nigdy nie byly tak powszechnie popularne jak inne Polanszczyki. Niemniej jednak
                wydaje mi sie, ze duza czesc TWActwa akurat ten film zna i szanuje.
                NN
          • kubissimo Re: Gorzkie gody Polanskiego 26.01.07, 13:45
            a tak BTW ktos czytal pierwowzor?

            kiedys idac na urodziny kolezanki zanabylem to jej w prezencie, do tego
            dorzucilem "Kochanka" Marguerite Duras - w koncu dziewcze bylo juz dorosle -
            i... juz mnie nigdy nie zaprosila ;)
            • stella25b Re: Gorzkie gody Polanskiego 26.01.07, 14:29
              Nie czytalam Bruckner'a. Jedynie teraz w jakiejs recenzji wylowilam, ze film
              nie pokrywa sie z ksiazka. Jest bardziej delikatny w scenach (niektorych nawet
              brak) perwersyjnych zabaw milosnych. A glowna roznica polega na tym, ze
              Polanski skupil sie na procesie rowoju zwiazku glownych bohaterow, od niewinnej
              milosci po, no wlasnie po jej zakonczenie.
    • eeela Babel 27.01.07, 11:01
      To jest dopiero pierwszy film z (juz) trylogii Gonzaleza, jaki widzialam. Teraz
      musze koniecznie obejrzec dwa poprzednie.

      Mehikano narzekal, ze wciaz nazbyt hollywoodzkie i ze Gonzalez sie powtarza
      (tego to ja nie wiem). Mnie sie film podobal, uwielbiam Cate Blanchett. Film
      zagral na moich emocjach jak malo co kiedykolwiek dalo rade - choc nie wiem
      dlaczego. Naogladalam sie juz w zyciu tylu filmow o ludzkich tragediach, a
      dawno, dawno nie ryczalam jak bobr, a juz na pewno nigdy nie musialam odczekac
      po filmie i uspokoic sie przed opuszczeniem sali.
      Moze dlatego, ze dzieciom sieroctwo, smierc i inne ponure rzeczy groza, a jam
      najwyrazniej w okresie godowym i nadwrazliwa jestem w tematyce dziatek.

      Zdjecia - bardzo dobre. Bez fajerwerkow, ale tez i nie o jakas wyczesana grafike
      przeciez chodzi. Raczej o ikony i symbole, a te przedstawic mozna bez jakichs
      niezwyklych technicznych zabiegow.

      Historie opowiadane sa w sposob poszarpany, co tez zawsze lubilam - i zgrabne
      zapetlenie na koncu.

      Z duszy i serca polecam, zapoznac sie warto, nawet jesli nie przejmiecie sie
      filmidlem tak, jak ja ;-)
      • kubissimo Re: Babel 27.01.07, 11:27
        no polemizowalbym z tymi zdjeciami.
        sekwencji kreconych w dyskotekach widzialem juz pierdyliard, ale ta w
        japonskiej dyskotece jest majstersztykiem

        z calej opowiesci watek z postrzelona Blanchett najmniej mnie ruszyl
        najbardziej wlazla mi w glowe opowiesc o tych dwoch chlopcach, oraz opowiesc
        japonska

        film bardzo dobry, ale chyba bardziej podobalo sie 21 gramow. polecam
        • formaprzetrwalnikowa Re: Babel albo ponura komedia romantyczna 03.02.07, 00:37
          czyli: wszystko już było i wiadomo, co będzie dalej.
          własnie wróciłąm z kina. wynudziłam sie jak jasna cholera.
          moim zdaniem:
          film przekazuje na sposob hollywoodzki wazne, proste prawdy:
          1. ludzie sie nie dogadują
          2. dzieci bywają bezmyslne
          3. dlatego dorosli powinni uwazac na dzieci
          4. dzieci są 'swiatłem w mroku' - czy jak to tam głosi sentencja na zakonczenie.
          przykłady ilustrujace powyzsze prawdy wybrane zostały stereotypowo: znów
          amerykanie są zli a dobrzy ludzie biedni albo odwrotnie, wszystko jedno.
          postrzelona blanchett jest nadal piękna i tak romantycznie sika do garnka.
          jedyna historia, ktora mi sie podobała to opowiesc o japonskiej dziewczynce,
          ale moze dlatego, ze wszystko z japonii wydaje mi sie oryginalne.
          Mniej, ale nadal znosnie - historia marokanskich chłopców.

          chyba dawno juz nie zjechałam tak zadnego filmu.
          ;)
          • nienietoperz Re: Babel albo ponura komedia romantyczna 13.02.07, 20:07
            Babel wreszcie obejrzany, i o ile w porownaniu z poprzednio obejrzanym
            nieznosnym potworku o faunie film Inarritu trzyma jeszcze w miare poziom, to
            niestety jest to poziom duzo nizszy niz w jego poprzednich filmach.

            Zarzuty w zasadzie zgodne z ponizszymi uwagami Formy, moze z inaczej
            rozlozonymi akcentami. Historia chlopcow jako jedyna naprawde mnie wciagnela i
            jakos poruszyla - moglem sobie naprawde wyobrazic, ze tak wlasnie wyglada
            sytuacja `pogranicza', gdzie z grubsza zylo sie tak samo od lat wieeeelu, a tu
            nagle ingeruje rzeczywistosc swiata spoza (zauwazcie, ze chlopcy nigdy nie
            strzelaliby do przechodzacego czlowieka, autobus zas jest wystarczajaco dziwny,
            wielki i nieznany). Historia japonska niestety juz zalatywala z duzej
            odleglosci pisaniem scenariusza na zasadzie - a, hm, ech, Japonia, ech, hm, no
            tak, wielkie nowoczesne budynki, nastoletnia seksualnosc, samobojstwa - siedem
            stereotypow = jedna historia. Taki Murakami w wersji light. Mexicanos z kolei
            byli do bolu przewidywalni.

            Marudzenie ogolne nie zmienia tego, ze film warto obejrzec. I czym predzej po
            tem ruszyc w poszukiwaniu Inarritu swietnego, czyli 21 gramow i Amores Perros.

            Uklony,
            NN
            • kubissimo Re: Babel albo ponura komedia romantyczna 13.02.07, 20:19
              Mexicanos przewidywalni?
              no nie wiem. ja na przyklad myslalem, ze nawet w filmach nie ma ludzi tak
              glupich, zeby zostawiali dzieci na pustyni. a jednak ;)
              • formaprzetrwalnikowa zostawienie dzieci na pustyni 13.02.07, 22:43
                ejze, kubu, zostawienie dzieci na pustyni i pojscie po pomoc nie było az takie
                głupie - moim zdaniem. latwiej jej było pojsc po pomoc samej, bez obciązenia
                dziecmi (przeciez dziewczynkę musiala neisc) a dzieci zostawic w cieniu, niz
                narazac i siebie i dzieci na porazenie słoneczne i odwodnienie.
                • kubissimo Re: zostawienie dzieci na pustyni 14.02.07, 01:20
                  no heloł
                  co za problem zrobic im jakies chustki na glowe z wlasnej sukienki i porazenie
                  mamy z glowy. przeciez gdyby nie dotarla do ulicy (bo przeciez mogla lazic w
                  kolko), to nigdy by nie spotkala policjanta, a sama by pozniej dzieciakow nie
                  znalazla. Nie mowiac o poglebieniu traumy jaka mialy pozostawione dzieci, to
                  prawdopdobnie one umarlyby z pragnienia
            • formaprzetrwalnikowa a o 21 gramów już było? 13.02.07, 22:46
              bo widziałam przed Babel i podobało mi się duzo bardziej.
              oczywiscie, juz oklepany pomysł 'suwaka czasowego' (mistrzostwo: Memento), ale
              poza tym: dla mnie swietny film o zyciu i smierci, co jest czym i w którym
              momencie sie zaczyna/konczy.
              bardzo ładnie pozostawiony do swobodnej interpretacji. zero moralizatorstwa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka