19.08.06, 18:53
Tuwim "EWA"

Zaczęło się to dawno, dawno,
Najdawniej jak pamięć sięga,
Tam, skąd bierze początek
Rodzaju ludzkiego księga.
Pod modrym niebem, w cudnym ogrodzie,
Pod słynnym drzewem, w przewiewnym chłodzie,
Pierwszą wiosną, w pierwszym maju,
Zresztą każdy o tym wie:

Kiedy Adam mieszkał w raju
Bardzo często nudził się,
Spać tam było we zwyczaju,
Więc spoczywał w błogim śnie...

Dalszy ciąg każdy sam sobie dośpiewa.
Słowem: EWA.
I zaraz potem zerwała owoc z drzewa, co nęcił wonią
i blaskiem świecił. Ach, przypadła doń pożądliwymi usty:

Patrz Genezis, rozdział trzeci, ustęp szósty:
Widząc tedy niewiasta, iż dobre drzewo ku jedzeniu, a iż
było wdzięczne ust wejrzeniu a pożądliwe drzewo, dla
nabycia umiejętności wzięła z owocu jego i jadła, i dała
też mężowi swemu, który z nią był i on też jadł.

Od grzechu zaczął się jej świat,
A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał,
Jest więc odtąd na wieki i grzeszna, i święta,
Zdradliwa i wierna, i dobra i zła,
I rozkosz i rozpacz, i uśmiech i łza,
I gołąb i żmija, i piołun i miód,
I anioł i demon, i upiór i cud,
I szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna,
Początek i koniec - kobieta, acha!

Luli, mój syneczku, luli, luli,
Matka cię do piersi tuli, tuli,
Choćbyś nawet cały świat przemierzył,
Choćbyś nawet bezmiar szczęścia przeżył,
Nikt ci nie zaśpiewa czulej: luli,
Luli, mój syneczku, luli, luli.

Lu ją w mordę, a co, psiamać,
To ty mi będziesz gościa brać!
A ja tu chodzę cały rok,
A ty przychodzisz, szarpana w bok,
I szkandał robisz na cały róg,
Rozkwaszę mordę, skarz mnie Bóg!
Bujać mnie będzie! Ja ci pobujam!
Policja! Na pomoc! Gwałtu! Mordujom!

Gdyby nie ty, nie świeciłyby gwiazdy na niebie,
Gdyby nie ty, nie pachniałyby kwiaty na wiosnę,
A z moich ust wykwitają jedynie dla ciebie
Te słowa najsłodsze... miłosne.
Jeśli nie ty, nikt mnie inny w ramionach nie zawrze,
Jeśli nie ty, to kto spełni upojne me sny?
Przytul mnie, weź! Będę kochać jak nigdy, bo zawsze,
Bo wszystko na świecie - to Ty, to Ty!

Hallo? To ty, Stasiu? Będę mogła... Tak. Idzie. Ja też.
Co? Nie, nie! Nigdy przed północą nie wraca. Co? Ach, ty
świntuszku. No, dobrze, dobrze. Że co? Sumienie? No,
jeszcze trochę dokucza. Ja go doprawdy bardzo kochałam.
Zdawało mi się, że to moja pierwsza i ostatnia miłość.
Zdawało mi się, że gdyby nie on, nie świeciłyby gwiazdy
na niebie... Ale od czasu jak ciebie zobaczyłam, cicho...
Muszę przerwać rozmowę. Więc o siódmej. Całuję...

Od pokus i grzechów świata
W cichym zamknięta klasztorze
Ręce w modlitwie splatam,
Klęczę przed tobą w pokorze,
Umartwiam grzeszne ciało
Postem surowym i biciem,
Ale to wszystko mało
Przed twym obliczem.
Wczoraj ptak, zwiastun wiosny,
Wpadł do samotnej mej celi,
Niech mi wybaczą tę chwilę radości
Twoi anieli...

Chodzi o to, proszę pani, żeby sukienka była prosta,
najprostsza, ale szalenie dystyngowana. I ta dystynkcja
ma być właśnie w prostocie. Ta prostota w dystynkcji.
Chodzi o zwykłą, wizytową sukienkę. Z przodu zupełnie
gładko, tylko tutaj pani troszeczkę sfałduje, ale ledwo,
ledwo... Żeby było widać i jednocześnie żeby nie
było widać. Z boku pliska, tutaj zmarszczona, tutaj
podniesiona, tutaj opuszczona, tutaj fałda, tu rozcięta,
tu zamknięta, tu upięta: rękaw z pampelotką, tu mereżka,
tu walensjenka, tu guziczki, tu entliczki, tu pentliczki,
kołnierzyczek biały w ząbki, w trąbki, w pompki... Pani
wie. Jak najprościej, a co do wstążeczki, to jest
w "Maison Chiffon" - sama kupię, a zresztą niech pani
kupi, metr: złoty dziewięćdziesiąt...

91, 92, 93, 94, 95, 96... Tętno 96, no to już lepiej...
A temperatura? Sama zobaczę: 38,8. Świetnie. Wczoraj
o tej porze było blisko 40. Wszystko będzie dobrze,
droga pani, niech pani nie płacze.... A teraz proszę wziąć
lekarstwo i spać... spać.

Prężąc biodra i piersi bezwstydnie,
Błyskiem oczu noc ciemną rozwidnię,
I upałem rozkosznej pieszczoty
Wzniecę pożar czerwony we krwi.
Ośmiornicą oplotę kochanka,
Tajemnicą upoję do ranka,
Kto raz wpadnie w te straszne oploty,
W tym się żądza na zawsze tli.

A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał,
Jest więc odtąd na wieki i grzeszna, i święta,
Zdradliwa i wierna, i dobra i zła,
I rozkosz i rozpacz, i usmiech i łza...
I anioł i demon, i upiór i cud,
I szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna.
Początek i koniec - kobieta - to ja.

1934
Obserwuj wątek
    • nutopia Re: kobieta 19.08.06, 19:06
      * Kobiety pracują obecnie jak dżokeje, przewodzą firmom i prowadzą badania z
      fizyki atomowej. Czemuż nie miałyby kiedyś się nauczyć parkować tyłem?
      • nutopia Re: kobieta 19.08.06, 19:09
        DO JEDNEJ

        Piotr miał cię za swą dziką żądzę,
        Jan za to, że jest piękny ciałem.
        Alojzy miał cię za pieniądze,
        Ja - zawsze cię za k...ę miałem.

        • nutopia jeszcze Tuwim 19.08.06, 19:11
          WIERSZ,
          W KTÓRYM AUTOR GRZECZNIE, ALE STANOWCZO
          UPRASZA LICZNE ZASTĘPY BLIŹNICH,
          BY GO W DUPĘ POCAŁOWALI

          Apsztyfikanci grubej Berty
          I katowickie węglokopy,
          I borysławskie naftowierty,
          I lodzermensche, bycze chłopy,
          Warszawskie bubki, żygolaki
          Z szajką wytwornych pind na kupę,
          Rębajły, franty, zabijaki,
          Całujcie mnie wszyscy w dupę.

          Izraeliccy doktorkowie,
          Widnia, żydowskiej Mekki, flance,
          Co w Bochni, Stryju i Krakowie
          Szerzycie kulturalną francę!
          Którzy chlipiecie z "Naje Fraje"
          Swą intelektualną zupę,
          Mądrale, oczytane faje,
          Całujcie mnie wszyscy w dupę.

          Item aryjskie rzeczoznawce,
          Wypierdy germańskiego ducha
          (Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
          Wierzcie mi, jedna będzie jucha),
          Karne pętaki i szturmowcy,
          Zuchy z Makabi czy z Owupe,
          I rekordziści i sportowcy,
          Całujcie mnie wszyscy w dupę.

          Socjały nudne i ponure,
          Pedeki, neokatoliki,
          Podskakiwacze pod kulturę,
          Czciciele radia i fizyki,
          Uczone małpy, ścisłowiedy,
          Co oglądacie świat przez lupę
          I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
          Całujcie mnie wszyscy w dupę.

          Item ów belfer szkoły żeńskiej,
          Co dużo chciałby, a nie może,
          Item profesor Cy... wileński
          (Pan wie już za co, profesorze!)
          I ty za młodu niedorżnięta
          Megiero, co masz taki tupet,
          Że szczujesz na mnie swe szczenięta,
          Całujcie mnie wszyscy w dupę.

          Item Syjontki palestyńskie,
          Haluce, co lejecie tkliwie
          Starozakonne łzy kretyńskie,
          Że "szumią jodły w Tel-Avivie",
          I wszechsłowiańscy marzyciele
          Zebrani w malowniczą trupę,
          Z byle mistycznym kpem na czele,
          Całujcie mnie wszyscy w dupę.

          I ty fortunny skurwysynu,
          Gówniarzu uperfumowany,
          Co splendor oraz spleen Londynu
          Nosisz na gębie zakazanej,
          I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
          A srać chodziłeś pod chałupę,
          Ty, wypasiony na Ikacu,
          Całujcie mnie wszyscy w dupę.

          Item ględziarze i bajdury,
          Ciągnący z nieba grubą rentę,
          O, łapiduchy z Jasnej Góry,
          Z Góry Kalwarii parchy święte,
          I ty, księżuniu, co kutasa
          Zawiązanego masz na supeł,
          Żeby ci czasem nie pohasał,
          Całujcie mnie wszyscy w dupę.

          I wy, o których zapomniałem,
          Lub pominąłem was przez litość,
          Albo dlatego, że się bałem,
          Albo, że taka was obfitość,
          I ty, cenzorze, co za wiersz ten
          Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
          Iżem się stał świńtuchów hersztem,
          Całujcie mnie wszyscy w dupę!...
    • makbrajd Tuwim - Kobiece 19.08.06, 19:36
      Z rzeki szła wczesna. Kochała.
      Chyliła szczęśliwą głowę.
      Pachniała porankiem ciała,
      Mydłem migdałowem.

      Ciału był wieczór w rzece,
      Zielony i nimfowy,
      Tylko głowie w białej spiece
      Nad wodą był żar miodowy.

      Teraz niosła kobiece
      Znużenie zakochane,
      Żeńskie pełne owoce,
      W toni wodnie widziane.

      Niosła wiecznie kobiece
      Ścieżką brzózek i cienia.
      W zaroślach waliło serce
      Tajnego zapatrzenia.

      Pod surowym jedwabiem
      Mdlały biodra brzozowe,
      Ślizgało się po niej serce
      Mydłem migdałowem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka