kasiaaa
20.08.06, 19:39
Własciwie to i on i ja mamy swoje zwiazki...nie najlepsze skoro się do siebie
zbliżylismy...Doszło do tego ze zaczelismy planowac wspolną przyszlosc...a
wlasciwie to on planowal...i kiedy wydawalo sie ze jest juz blisko, zaczely
sie schody...
najlepiej byloby z siebie zrezygnowac, ale on robi wszystko by do tego nie
doszlo...mnie jednak brakuje juz nadziei,a nie chce angazowac sie bardziej...
czasami mysle,ze te trudnosci ktore sie pojawily to wymowka...ale po co wtedy
za wszelka cene nie dopuszczac do rozstania...czy ktos z was ma jakies
wytlumaczenie takiej sytuacji, a moze wlasne doswiadczenia? Bede wdzieczna za
opinie...musze z kims o tym pogadac...